Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Koniec serii. GieKSa przegrywa w Łodzi: media o meczu ŁKS-GieKSa

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień na temat wczorajszego meczu ŁKS Łódź – GKS Katowice 1:0 (0:0).

 

lksfans.pl – Nie styl, a wynik – wreszcie trzy punkty zostają w Łodzi. ŁKS Łódź – GKS Katowice 1:0

Nie było to piękne spotkanie, jednak piłkarzom Łódzkiego Klubu Sportowego udało się wreszcie osiągnąć upragniony rezultat – wygrali z GKS-em Katowice, a trzy punkty zostają na Stadionie Króla.

[…] Pierwsze minuty spotkania przebiegały spokojnie. Mecz kontrolowali Ełkaesiacy, jednak GieKSa nie pozwalała im na stworzenie skutecznej akcji pod bramką. Ładnym strzałem sprzed pola karnego popisał się Antonio Dominguez, jednak Królczykowi udało się go wybronić. Po stronie gości dobrze przedstawił się Adrian Błąd, który zagroził bramce łodzian po rajdzie przeprowadzonym prawą stroną boiska. Dobra sytuacja nadarzyła się w 13. minucie spotkania, kiedy po faulu na Macieju Radaszkiewiczu sędzia odgwizdał rzut wolny niedaleko pola karnego. Do piłki podszedł Pirulo, który spróbował bezpośredniego uderzenia na bramkę, jednak futbolówka minimalnie minęła poprzeczkę.

W 15. minucie blisko stuprocentowej okazji był Filip Szymczak, który po prostopadłej piłce między obrońcami wybiegał sam na sam z Markiem Koziołem. Pożar ugasił Mateusz Bąkowicz, który w ostatniej chwili dobiegł do napastnika i wybił mu piłkę wprost spod nóg, Chwilę później bliski strzelenia bramki był Szwedzik, jednak spudłował, posyłając piłkę obok słupka. Ten sam zawodnik w 18. minucie odebrał piłkę Oskarowi Koprowskiemu centralnie przy linii pola karnego, po czym stoper starł się z nim, powalając go na ziemię. Sędzia początkowo pokazał jedynie żółtą kartkę, jednak po użyciu systemu VAR anulował kartonik, nie odgwizdując także rzutu karnego. Dla „Rycerzy Wiosny” był to zastrzyk motywacji, po którym przeszli do ofensywy – już minutę później kolejny raz uderzyć sprzed pola próbował Dominguez, jednak ta próba była gorsza, piłka przeleciała obok bramki.

Ełkaesiacy w ostatnim kwadransie pierwszej połowy dyktowali tempo gry, jednak nie mogli sforsować zasieków zastawionych przez „Trójkolorowych” przed ich bramką. Zagrożenie za to stwarzali sami goście, którzy wyglądali bardzo sprawnie w kontratakach, wyprowadzanych błyskawicznie po przechwycie piłki.

[…] „Rycerze Wiosny’ nie weszli dobrze w drugą połowę spotkania. Choć mieli jedną sytuację, gdzie za sprawą Macieja Radaszkiewicza byli blisko gola, to ich gra spowolniła, nie potrafili przedostać się w okolice pola karnego rywali. W kolejnych minutach inicjatywę przejęli katowiczanie, którzy coraz częściej wychodzili w ataku pozycyjnym na połowę ŁKS-u. Do 60. minuty jedynym strzałem oddanym przez ełkaesiaków było uderzenie zza pola karnego oddane przez Macieja Radaszkiewicza.

[…] Goście nie poddawali się do samego końca. W 83. minucie byli bliscy strzelenia bramki po rzucie wolnym, jednak piłkę na linii zablokował Damian Nowacki. Ełkaesiacy mieli dzięki temu więcej przestrzeni do wyprowadzania własnych ataków, jednak dalej nie mogli stworzyć sobie odpowiednio dobrej sytuacji, aby strzelić bramkę z gry. Piłkarze obydwu drużyn prowadzili walkę na murawie aż do ostatnich minut – zarówno jeden, jak i drugi zespół chciały strzelić bramkę, jednak brakowało im dokładności i precyzji w okolicach pola karnego.

 

lkslodz.pl – Bardzo cenne. ŁKS – GKS Katowice 1:0

[…] Po drugiej stronie boiska też coś niecoś się działo – o szybsze bicie serca przyprawiła nas zatrzymana przez Marka Kozioła (powrót do składu po kontuzji) szarża Adriana Błąda i przede wszystkim starcie na skraju pola karnego z udziałem Oskara Koprowskiego. Katowiczanie domagali się podyktowania jedenastki, a że sprawa budziła wątpliwości sędzia długo zastanawiał się nad nią, posiłkując się VAR-em.

Skończyło się na naszym strachu (arbiter dopatrzył się przewinienia, ale jednego z piłkarzy GKS-u), niemniej jednak od tego momentu do końca pierwszej połowy na boisku nie było już ani tak ciekawie, ani tak składnie, więc z kronikarskiego obowiązku odnotujmy jedynie minimalnie niecelny strzał z kilkunastu metrów Filipa Szymczaka, nieudaną próbę Ricardinho, następnie Jana Sobocińskiego, który po dośrodkowaniu Pirulo z rzutu wolnego wyprzedził co prawda bramkarza, lecz nie trafił w światło bramki i w końcu raz jeszcze Pirulo z rzutu wolnego.

Na więcej emocji i przede wszystkim skuteczniejszą grę „Rycerzy Wiosny” liczyliśmy w drugiej połowie. Ta rozpoczęła się niespecjalnie – od błędu łodzian i niecelnego, na nasze szczęście, uderzenia Adriana Błąda, lecz z biegiem czasu i w okolicach bramki strzeżonej przez Patryka Królczyka coraz częściej dochodziło do niebezpiecznych z punktu widzenia gości sytuacji.

[…] W końcówce spotkania ełkaesiacy potrafili utrzymać się przy piłce, więc i kontrolowali wydarzenia na boisku, co więcej od czasu do czasu zapędzali się w okolice bramki GKS-u (groźnie uderzał m.in. Pirulo). Beniaminek rzucił się do bardziej śmiałych ataków dopiero w ostatnich minutach, lecz żaden z nich nie wyrządził gospodarzom krzywdy.

 

dziennikzachodni.pl – Przerwana seria zespołu Rafała Góraka

Porażka w Łodzi zakończyła trwającą sześć spotkań serię meczów bez porażki zespołu GKS Katowice. O wyniku zadecydował rzut karny sprezentowany ŁKS-owi przez gości.

[…] Katowiczanie rozegrali bardzo słabe spotkanie, ale nie musieli przegrać. ŁKS strzelił gola z rzutu karnego. Mateusz Bąkowicz został sfaulowany przez Michała Kołodziejskiego. Była to jedna z nielicznych sytuacji pod bramką GKS-u, który jednak w ataku spisywał się równie mizernie co gospodarze.

Dodatkowym problemem katowiczan mogą być kontuzje Huberta Sadowskiego i Adriana Błąda oraz nadmiar kartek Bartosza Jaroszka..

 

sportdziennik.com – Koniec serii. GieKSa przegrywa w Łodzi

Koniec świetnej passy GieKSy. Po sześciu z rzędu ligowych występach bez porażki przyszło jej wrócić na tarczy z Łodzi, a licznik minut bez straconego gola zatrzymał się na 438. To imponująca seria – lepszą w tym sezonie Fortuna 1 Ligi wykręciła tylko Korona Kielce – ale marna to pociecha dla katowiczan, skoro jej koniec był równoznaczny z przegraną.

Ich defensywa skapitulowała w 73. minucie, gdy Antonio Dominguez wykorzystał rzut karny podyktowany w niegroźnej sytuacji za nieodpowiedzialny faul Michała Kołodziejskiego na Mateuszu Bąkowiczu. Bez obaw można stwierdzić, że był to mecz na 0:0, a o porażce GieKSy przesądził indywidualny błąd stopera, którego nawet nie powinno być na boisku. Tak jak tydzień temu z kielczanami, tak i dziś obok Grzegorza Janiszewskiego i Arkadiusza Jędrycha trio środkowych obrońców w wyjściowym składzie stanowił Hubert Sadowski, ale już w pierwszej połowie opuścił boisko z powodu urazu. W tej samej chwili trener Rafał Górak zdjął też Bartosza Jaroszka, zapewne obawiając się, że ujrzy drugą żółtą kartkę.

By być uczciwym i nie biczować tylko Kołodziejskiego musimy też nadmienić, że stanowczo zbyt mało zrobiła tego dnia ofensywa GieKSy. Przypominamy sobie tylko dwie sytuacje – obie sprzed przerwy – gdy nieco poważniej zagroziła bramce ŁKS-u, ale strzał Filipa Szymczaka był niecelny, a dogranie Adriana Błąda zbyt głębokie i pomijające dobrze ustawionego Patryka Szwedzika. Poza tym była jeszcze kontrowersja związana z VAR-em. Katowiczanie domagali się karnego za zagranie ręką któregoś z łodzian, ale arbiter po długiej wideoweryfikacji ostatecznie zadecydował inaczej. Była to sytuacja niewynikająca jednak z efektownej akcji GKS-u, a (rzekomego) błędu technicznego rywala w zamieszaniu po stałym fragmencie.

Drużyna Rafała Góraka poniosła pierwszą ligową porażkę w systemie z trójką środkowych obrońców. Niepokonana pozostawała od wrześniowej wyprawy do Opola. Nowy styl można chwalić za efektywność i skuteczność, gdy daje punkty, ale nie ma co ukrywać, że podczas przegranych meczów może rodzić u kibiców pewną frustrację. Choć łodzianie mają swoje problemy, nie można jednak zapominać, że to oni mierzą w ekstraklasę, a GKS jako beniaminek – przede wszystkim w utrzymanie, a poza tym tak miałkie w ofensywie występy pewnie nie będą mu się zdarzać często.

GieKSa nie doczekała się wyjazdowego przełamania. W tym sezonie Fortuna 1 Ligi jeszcze nie przywiozła z obczyzny kompletu punktów, a 4 z kolejnych 5 meczów też zagra w roli gościa. Najbliższy – za 8 dni w Rzeszowie.

 

sport.inetria.pl – ŁKS Łódź pokonał GKS Katowice po rzucie karnym

[…] Mecz zapowiadał się bardzo ciekawie. Łodzianie nie wygrali żadnego z trzech ostatnich spotkań, z kolei goście punktowali w sześciu kolejnych meczach. Potwierdziło się jednak, że tego rodzaju statystyki nie mają znaczenia. Liczy się tu i teraz, a… tu i teraz wygrał ŁKS.

Gospodarze na początku meczu zepchnęli GieKSę do defensywy. Dużo pracy miał defensywny pomocnik Bartosz Jaroszek, który już w 12. minucie po kolejnym faulu dostał kartkę. Pirulo źle jednak wykonał rzut wolny z 17 metrów, piłka przeleciała nad poprzeczką (podobnie było w ostatniej minucie pierwszej połowy, Hiszpan miał wyraźnie rozregulowany celownik).

GKS też stwarzał okazje: w 19. minucie po faulu Oskara Koprowskiego na Patryku Szwedziku katowiczanie domagali się czerwonej kartki i karnego, jednak sędzia po konsultacji z VAR uznał, że nie było podstaw do takiej decyzji, w dodatku kartkę dla Koprowskiego anulował.

Rafał Górak po niespełna pół godzinie zdecydował się na rzadko spotykany ruch: dokonał podwójnej zmiany. Jaroszka, który mógłby dostać kolejną kartkę zastąpił Marcin Urynowicz, a sygnalizującego uraz Huberta Sadowskiego zastąpił Michał Kołodziejski.

[…] ŁKS coraz wyraźniej przeważał aż wreszcie wywalczył rzut karny: Michał Bąkowicz przewrócił się w polu karnym a sędzia podyktował jedenastkę. Konsultacja VAR trwała długo, ostatecznie arbiter podtrzymał werdykt. Pewnym strzałem na bramkę popisał się Antonio Dominguez. GKS nie miał okazji żeby wyrównać.

 

lodz.tvp.pl – Wymęczone zwycięstwo

Wreszcie trzy punkty – tak mogli z ulgą powiedzieć kibice ŁKS, gdy ich drużyna zakończyła trudne spotkanie z GKS-em Katowice. Po brzydkim piłkarsko meczu i strzeleniu bramki z rzutu karnego, łodzianie przełamali jednak serię spotkań bez zwycięstwa.

[…] W nowoczesnym ustawieniu z trzema stoperami zespół z Katowic od początku starał się umiejętnie blokować ofensywne poczynania ŁKS, a przy tym szukać swoich szans w kontratakach. To jednak łodzianie prowadzili grę i od pierwszych minut próbowali narzucić swój styl przeciwnikowi.

[…] W 18. minucie Koprowski, po własnym błędzie przed polem karnym, faulował szarżującego Szwedzika. Do arbitra doskoczyli natychmiast zawodnicy z Katowic sygnalizując, że chwilę wcześniej jeden z zawodników gospodarzy (Javi) dotknął piłkę ręką w jedenastce. Do akcji wkroczyć musieli sędziowie VAR. Okazało się, że winę ponoszą goście, którzy wcześniej nieprzepisowo zaatakowali jednego z obrońców ŁKS. Sędzia anulował żółtą kartkę, jaką wcześniej pokazał Koprowskiemu.

Mimo upływu czasu ŁKS nie mógł jednak stworzyć żadnej sytuacji podbramkowej, a katowiczanie nabierali wiatru w żagle. W 27. minucie zaskakujący strzał między środkowymi obrońcami ŁKS oddał z siedemnastego metra Filip Szymczak.

Podkręcona piłka zaledwie o centymetry minęła spojenie słupka z poprzeczką łódzkiej bramki.

[…] Już w pierwszej minucie kolejnej odsłony spotkania katowiczanie dwukrotnie strzelali groźnie na bramkę ŁKS, ale ich uderzenia były niecelne.

[…] Wraz z upływającymi minutami kibice ŁKS dawali coraz głośniej wyraz swojej głębokiej irytacji, gdy ich ulubieńcy w żaden sposób nie mogli stworzyć przewagi w polu karnym gości.

Jedna i druga drużyna, choć obie walczyły o strzelenie tego „jedynego gola”, nie była w stanie dotrzeć skutecznym strzałem do bramki rywali.

[…] Sędzia doliczył aż sześć minut do podstawowego czasu, a wtedy GKS z większym animuszem próbował walczyć o zdobycie choćby wyrównującego trafienia. Trzeba jednak pochwalić ŁKS za grę w defensywie.

Łodzianie umiejętnie bronili się, nie pozwalając na zbyt wiele rywalowi. Dzięki temu wywalczyli w tym spotkaniu bardzo ważne trzy punkty, choć stało się to po ciężkim meczu i niezbyt ładnej grze.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Trudność w podejściu do średniawki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Aaaa qrwa jego mać…

To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.

Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.

Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.

O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.

Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.

Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.

Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.

Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.

Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.

Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.

Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.

Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.

Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.

Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.

Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Kibicowskie święto w Kielcach

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do galerii z Kielc, gdzie GieKSa podzieliła się punktami z Koroną. Zdjęcia zrobił dla Was Misiek. 

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie będę przesadzał z ubolewaniem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Korona Kielce – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Jacek Zieliński i Rafał Górak. Poniżej prezentujemy główne opinie szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Przyjmujemy i szanujemy tę zdobycz punktową – jednopunktową. Wydaje mi się, że nie byliśmy dzisiaj najlepszą wersją siebie, na pewno mogliśmy grać lepiej, szczególnie w działaniach, gdy mieliśmy piłkę. Trochę to szwankowało i z tego może troszkę jestem niezadowolony. Jednak z samego przebiegu meczu, gdzie uważam, że remis jest sprawiedliwy, nie będę zbytnio przesadzał z ubolewaniem nad tym punktem. Bo to jest trudny teren i nikomu się łatwo tutaj nie gra. Był pełny stadion i to też chyba fajne dla kibiców, bo ci ludzie dzisiaj dużo dawali, widać dużo walki i zaangażowania. Były momenty lepsze i gorsze zarówno w jednej, jak i drugiej drużynie, dlatego uważam, że jest okej. Cieszę się również, że drużyna jako całość zdaje egzamin, w takim momencie, bo dzisiaj przyjechaliśmy bez sześciu ważnych zawodników. Ta głębia kadry, chciałem to podkreślić, daje radę i zawodnicy, którzy grali mniej wchodzą i realizują swoje zadania. Remis przyjmuję ze zrozumieniem, uważam, że jest to wynik zasłużony.

Jacek Zieliński (trener Korony Kielce):
Nie wiem jak ocenić ten mecz i ten punkt, czy on jest zdobyty czy są dwa stracone. Ale jak się goni wynik i ma się punkt w końcówce, to jest to w miarę zdobycz. Natomiast liczyliśmy na więcej, trochę inaczej miała wyglądać pierwsza połowa, oddaliśmy za dużo przestrzeni przy stałych fragmentach. Wiedząc, że GKS jest w tym groźny, to najbardziej boli, jak się traci taką bramkę. No nic, w piątek kolejny mecz u siebie i tu już nie będzie półśrodków, tu po prostu trzeba wygrywać.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga