Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Rozczarowanie i złość przy Bukowej – opinie mediów na temat meczu GieKSa-Resovia

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu GKS Katowice – Resovia 0:1 (0:1).

 

1liga.org – Sobota w F1L: Dwa remisy i zwycięstwo Resovii

[…] Katowiczanie w pierwszej odsłonie mocno naciskali Apklan Resovię, a swoje szanse mieli m.in. Adrian Błąd czy Rafał Figiel. Tymczasem to goście wyszli na prowadzenie po przepięknej bramce. Gola z rzutu wolnego w 33. minucie zdobył Marek Mróz i zapewnił swojemu zespołowi jednobramkowe prowadzenie. Katowiczanie mogli wyrównać stan rywalizacji w samej końcówce pierwszej połowy, bo sędzia odgwizdał rzut karny. Do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł Arkadiusz Jędrych, jednak jego strzał obronił golkiper gości. W drugiej odsłonie swoją dobrą dyspozycję potwierdził bramkarz Apklan Resovii, kapitalną okazję miał Pedro Vieira, jednak ostatecznie sam wynik nie uległ już zmianie. Rzeszowianie dopisują cenne trzy oczka.

 

sportowefakty.wp.pl – GKS Katowice rozczarował. Nie wykorzystał nawet rzutu karnego

Drużyna z Katowic przegrała 0:1 przy Bukowej z Resovią.

[…] GKS nie wystartował dobrze w rundzie wiosennej, co doprowadziło do lądowania w dolnej połowie tabeli. W meczu u siebie z walczącą o utrzymanie Resovią chciał poprawić notowania. Jesienią wygrał z tym przeciwnikiem na Podkarpaciu, ale w rewanżu rozczarował. O zwycięstwie Resovii zdecydowało uderzenie Marka Mroza w 33. minucie. Jeszcze w pierwszej połowie była duża szansa na doprowadzenie do remisu, ale strzał Arkadiusza Jędrycha został zatrzymany przez bramkarza Pawła Łakotę.

 

sportdziennik.com – Bez szczęścia i skuteczności

GKS Katowice przegrał z Resovią po cudowym strzale Marka Mroza z rzutu wolnego. „Górak, pakuj się” – krzyczeli wściekli kibice GieKSy.

Katowiczanie wciąż pozostają jedynym pierwszoligowcem bez zwycięstwa w 2023 roku, a ich licznik meczów bez wygranej wskazuje już cyfrę „7”. Tego wieczoru przy Bukowej ulegli Resovii, o czym przesądziła 33. minuta i piękny strzał Marka Mroza z rzutu wolnego. Piłka po drodze do siatki odbiła się jeszcze od poprzeczki. Może urodą trafienie to nieco ustępowało wczorajszej bombie Lukasa Podolskiego, ale jeśli – to wcale nie tak znacznie.

Trudno racjonalnie wytłumaczyć, w jaki sposób GieKSa mogła przegrać ten mecz. Stworzyła mnóstwo sytuacji, ale albo pudłowała, albo interweniował świetnie dysponowany w rzeszowskiej bramce Paweł Łakota. Nie dał się pokonać nawet z rzutu karnego, gdy w doliczonym czasie pierwszej połowy – po „varowanym” faulu Seweryna na Araku – z jedenastu metrów uderzył Arkadiusz Jędrych, ale zbyt lekko. To drugi z rzędu karny zmarnowany przez katowiczan – przed tygodniem również zbyt lekko i niedokładnie z Sandecją przymierzył Arak – co w połączeniu z obrazem dzisiejszego meczu nakazuje zadać pytanie, czy mają jeszcze problem piłkarski, czy mentalny. Skłanialibyśmy się ku tej drugiej odpowiedzi.

Trzeba też oddać gościom, że gdyby byli skuteczniejsi, to też stworzyli sobie dostatecznie dużo okazji, by wcześniej zamknąć ten mecz, ale w ostatecznym rozrachunku i tak mogli mówić o szczęściu. Nie dziwiło, że grupa około 100 kibiców z Rzeszowa po ostatnim gwizdku skandowała nazwisko bramkarza Łakoty.

GKS zaś ugrzązł w środku tabeli i coraz baczniej musi oglądać się za siebie, bo przewaga nad walczącą o utrzymanie Resovią stopniała do 3 punktów. „Górak, pakuj się” – krzyczeli kibice zarówno z „Blaszoka”, jak i trybuny głównej, a piłkarze usłyszeli gromkie „Do roboty!”. Po przerwie reprezentacyjnej mecz w Gdyni…

 

dziennikzachodni.pl – Rozczarowanie i złość przy Bukowej. GieKSa ciągle bez wygranej w tym roku

W sobotę 18 marca 2023 roku w meczu 24. kolejki Fortuna 1. Ligi GKS Katowice przegrała z Resovią Rzeszów 0:1. Gospodarze w piątej minucie doliczonego czasu pierwszej połowy nie wykorzystali rzutu karnego. Po ostatnim gwizdku sędziego kibice GieKSy nie zostawili suchej nitki na swoich piłkarzach.

GieKSa w pięciu pierwszych meczach wiosny w I lidze zdobyła tylko 3 punkty i jako jedyna w tym roku nie cieszyła się z wygranej. Seria bez zwycięstwa liczyła już sześć meczów z rzędu. Kibice GKS-u mieli nadzieję, że przełamanie nastąpi w sobotę z Resovią.

[…] Katowiczanie od początku przejęli inicjatywę, spychając gości do obrony. GKS atakował, miał rzuty rożne, przed bramką Resovii dochodziło do zamieszania, ale brakowało celnych strzałów. Rzeszowianie nastawili się na kontry i w 10. minucie pierwszy raz zatrudnili Dawida Kudłę, który obronił uderzenie zza pola karnego Miłosza Kałahura.

Mecz toczył się w niezłym tempie, a kibice GieKSy i Resovii prowadzili głośny doping, skupiając się na wspieraniu swoich drużyn.

W 28. minucie było bardzo blisko gola dla katowiczan. Mateusz Marzec wyłożył piłkę na środek pola karnego do Jakuba Araka, który uderzył bez przyjęcia. Piłkę głową wybił nad porzeczkę stojący przed linią bramkową Ruben Hoogenhout. Pięć minut później było 1:0 dla gości. Marek Mróz strzelił z rzutu wolnego w same „okienko” i Kudła nie zdołał obronić.

[…] Goście „poczuli krew” i chcieli wykorzystać zamroczenie GKS-u po tym ciosie. W 37. minucie z bliska uderzył Maciej Górski i piłka odbiła się od słupka, a następnie opanował ją bramkarz gospodarzy.

W 42. minucie refleksem wykazał się Paweł Łakota jedną ręką instynktownie broniąc strzał z bliska Araka. W doliczonym czasie gry sędzia po analizie VAR podyktował rzut karny dla GKS-u za faul Łukasza Seweryna na Araku. Do piłki podszedł Arkadiusz Jędrych, strzelił po ziemi i Łakota złapał piłkę! Zaraz potem arbiter zakończył tę część, a kibice gwizdami i niewybrednymi okrzykami pożegnali piłkarzy GieKSy schodzących do szatni. Katowiczanie nie wykorzystali też rzutu karnego w poprzednim meczu, z Sandecją (wtedy był to Arak).

W II połowie Resovia ustawiła się na swojej połowie i czekała na ataki GieKSy. GKS miał sytuację, po której mogło być 1:1. W 63. minucie Jędrych uderzał głową z bliska po rzucie wolnym i bramkarz gości znów wykazał się refleksem, a przez Bukową przeszedł jęk zawodu. Dziesięć minut później kunszt pokazał Kudła broniąc nogą strzał z kilku metrów Pedro Vieiry. W odpowiedzi Marzec huknął z woleja z 16 metrów i Łakota z trudem wybił piłkę na rzut rożny. Chwilę potem „bombę” tuż koło słupka posłał Rafał Figiel.

W 77. minucie po błędzie obrony GieKSy Resovia miała okazję na 2:0. Vieira strzelił jednak w leżącego Jędrycha! W 86. minucie w ogromnym zamieszaniu przed bramką gości próbował Arak, ale jakimiś cudem piłka nie znalazła drogi do bramki.

W końcówce kibice skandowali „Górak, Górak, pakuj się”, a po meczu krzyczeli „K… mać. GieKsa grać!” i wygwizdali piłkarzy.

 

nowiny24.pl – Mądrze grająca Apklan Resovia pokonała na wyjeździe GKS Katowice

Piłkarze Apklan Resovii wygrali pierwszy mecz wyjazdowy w 2023 roku. Bardzo pewnie w bramce rzeszowian czuł się Paweł Łakota, który był jednym z bohaterów spotkania.

Katowiczanie od samego początku przejęli inicjatywę w tym spotkaniu i próbowali sforsować obronę Resovii głównie akcjami oskrzydlającymi. Wychodziło im całkiem nieźle do momentu, gdy piłka była zagrywana w pole karne; tam brakowało dokładności albo któryś z defensorów rzeszowskiej ekipy przytomnie wybijał piłkę. Trzeba jednak dodać, że „GiekSa” nie stworzyła sobie stuprocentowych sytuacji.

Resovia zdecydowanie rzadziej przebywała na połowie rywala, ale od czasu do czasu próbowała długimi podaniami lub strzałami z dystansu niepokoić obrońców gospodarzy.

[…] Na początku drugich 45 minut piłka wpadła do siatki Resovii po strzale Araka, ale sędzia dopatrzył się wcześniej faulu Roginicia na Łakocie. Rzeszowianie grali dosyć ostrożnie, ale nie unikali prób ofensywnych. Gospodarze byli stroną dominującą, jeśli chodzi o przebieg gry, ale nie potrafili sobie stworzyć dogodnych okazji.

Z biegiem czasu mecz jakby się trochę uspokoił, a nawet Resovia mogła dobić rywala, ale Vieira przegrał pojedynek z Kudłą. GKS odpowiedział już w następnej akcji, ale tym razem Łakota okazał się lepszy od Marca. Im bliżej było końca, tym resoviacy mniej licznie angażowali się w akcje ofensywne, ale cały czas czujnie (i czasami szczęśliwie) grali w obronie, bo końcowy sukces był już naprawdę bardzo blisko.

2 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

2 komentarze

  1. Avatar photo

    Solski

    19 marca 2023 at 10:32

    dziennikzachodni.pl – Rozczarowanie i złość przy Bukowej. GieKSa ciągle bez wygranej w tym roku:
    „Trener Górak szybko dokonał w swoim zespole pięciu zmian starając się pobudzić swoich zawodników do walki. Katowiczanom udało się zdobyć honorową bramkę. Jej autorem był rezerwowy Jakub Arak.”
    Co oni piszą? BYli wogóle na meczu?

  2. Avatar photo

    Kato

    19 marca 2023 at 11:39

    Przeczekalnia

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).

Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).

W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.

Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.

We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.

W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.

Kontynuuj czytanie

Felietony Hokej

Czy możemy narzekać na najlepszą drużynę ostatnich pięciu lat?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Piąty finał z rzędu. Dwa mistrzostwa Polski – tyle samo co teraz GKS Tychy, których jednak w tym okresie dwukrotnie zabrakło w finale. Dwa finały przegrane w dopiero w siódmym meczu. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że za ostatnie 5 lat to drużyna Jacka Płachty była najlepszą drużyną w Polsce, a jednak coraz ciężej o optymizm, gdy mowa o hokejowej GieKSie.

Po dwóch mistrzostwach Polski, gdzie w obu przypadkach w finale byliśmy wręcz perfekcyjni pod każdym względem, przyszła porażka z Unią w dogrywce meczu nr 7 – tak minimalna, jak tylko może być, a przecież już po piątym meczu byliśmy o krok od kolejnego złota. Rok temu z kolei już po 4 meczach Tyszanie w każdym kolejnym mogli odnieść ostateczny triumf i choć pogoń za wynikiem, a nawet wyjście na prowadzenie na początku decydującego starcia dały nam mnóstwo emocji, to był to jednak kolejny krok w tył względem poprzedniego sezonu, a jak wyglądał finał w tym roku – każdy wie.

Nikt w tej lidze nie lubi GKS-u Katowice… i ma to swoje dobre strony. Brak sympatii ze strony kibiców Tychów, Sosnowca czy Oświęcimia jest oczywisty i jest to odwzajemnione i te animozje dodają emocji, a to dla emocji śledzimy sport. Idzie za tym jednak coś więcej – oprócz zdobycia mistrzostwa Polski, pobocznym celem każdej z tych drużyn jest pokonanie GKS-u. Poza krakowską Cracovią, gdzie nie zapowiada się, by w najbliższych latach mieli wrócić do walki o najwyższe cele, Katowice to zdecydowanie największe i najbardziej rozpoznawalne miasto ligi i każde mniejsze miasto tym bardziej chce udowodnić swoją wyższość na lodzie. Naszą reakcją na to jest… wyznaczenie top-4 jako celu na sezon. W lidze, gdzie są 4 drużyny mające pieniądze, by móc realistycznie walczyć o coś więcej, niż przetrwanie.

Końcowy wynik to jednak nie wszystko, czego kibice potrzebują – potrzebujemy czuć, że klub ,,gdzieś” zmierza, potrzebujemy również małych powodów do ekscytacji, a także potrzebujemy, by ludzie pracujący w klubie pokazali nam, że to oni się lepiej znają na hokeju i ,,zamknęli nam mordę”. Tak jak mordę zamyka nam sekcja piłkarska, tak jak 3 lata temu zrobił to Teemu Pulkkinen, tak tym razem dosłownie każda obawa kibiców znalazła potwierdzenie. Każdy czuł, że siedmiu obrońców to za mało, każdy widział, że brakuje nam ofensywnie usposobionego defensora, każdy wiedział, że mamy problem z przewagami i naprawdę ciężko uwierzyć, że ludzie, którzy dali nam dwa mistrzostwa Polski mieliby się z tym nie zgodzić. Gdzie więc była na to reakcja?

Jedną z najważniejszych cech naszych mistrzowskich ekip był głód. Oczywiście było też wtedy grono doświadczonych Polaków, a nawet przewinęło się też kilku doświadczonych obcokrajowców i nie chcę brzmieć, jakbym myślał, że teraz ktoś nie chciał zdobyć mistrzostwa, bo nie wątpię, że wszyscy chcieli, ale czegoś w porównaniu do ekipy sprzed 3 i 4 lat ewidentnie brakowało. Sami zboczyliśmy z drogi, która działała. W Tychach pałeczkę po doświadczonym Komorskim przejmują Łyszczarczyk czy Paś, którzy spokojnie mają pewnie z 7-8 lat grania przed sobą. U nas wydaje się zawiodło przekazanie pałeczki w obronie po pożegnaniu się z Kruczkiem czy Wajdą, a teraz czeka nas to w ofensywie. Są oczywiście bracia Hofman, gdzie oglądanie ich rozwoju było jednym z przyjemniejszych elementów tego sezonu i głęboko wierzę, że będą liderami na lata nie tylko GKS-u, ale i reprezentacji… ale co jeśli okaże się, że jednak są to gracze jedynie na 3 formację i 20 punktów w sezonie? Te przekazanie pałeczki zdecydowanie nie jest tu tak płynne i naturalne, a przecież tyle lat pracy jednego trenera i dyrektora w połączeniu ze stabilnym finansowaniem z miasta to powinny być wręcz idealne warunki do takiej długofalowej pracy.

Praktycznie co roku przykro kibicom GieKSy czyta się o nowych kontraktach, transferach i negocjacjach już nawet w trakcie play-offów, gdzie my na pierwsze wieści czekamy zazwyczaj aż skończą się hokejowe mistrzostwa świata. I niby zawsze ostatecznie jakoś to nadrabialiśmy, bo 5 razy z rzędu w finale nie byliśmy przypadkowo, ale nie wierzę, że na tym czekaniu nie tracimy, a teraz już z całą pewnością można powiedzieć, że zeszłoroczna przerwa między sezonami była w naszym wykonaniu po prostu słaba. Nie ma w tym gronie żadnego zawodnika, którego będzie warto wspominać po latach. Kibice potrzebują zawodników z charakterystycznymi cechami – jeszcze długo będziemy pamiętać szaleństwo w oczach i uśmiechu Erikssona, umiejętność wejścia na wyższy poziom w kluczowych momentach Lehtonena, huknięcie Hudsona, technikę Koponena czy ,,nienormalność” Murray’a, a jak pokazują wyniki – nie tylko kibice potrzebują takich zawodników, ale klub też. Hokej nie jest sportem dla normalnych. Gdy 3 lata temu przyszedłem na pierwszy przedsezonowy sparing – od pierwszego kontaktu z krążkiem było widać, że Koponen to Pan Hokeista. Nie chcę wytykać palcem hokeistów, bo myślę, że oni są najmniej temu winni, ale aktualnie większość naszej kadry to hokeiści po prostu przyzwoici… i tyle. Przyzwoitością nie wygrywa się mistrzostwa.

Nie wiem, co by się musiało stać, bym o kimkolwiek, kto miał swoją zasługę w zdobyciu dwóch mistrzostw Polski myślał za kilka lat w sposób negatywny, począwszy od dyrektora sportowego, przez trenera i na zawodnikach kończąc. Ilu błędów by nie popełniono w tym sezonie i ilu potencjalnie nie popełni się jeszcze w przyszłości – za ten pierwszy wielki sukces GKS-u, jaki miałem okazję doświadczyć w życiu, trener Płachta może mieć w Katowicach własną ulicę, a odwieszenie łyżew na kołek przez Grzegorza Pasiuta powinno być jednoznaczne z powieszeniem numeru 18 w Satelicie, a może i nawet na to samo zasługują Bartosz Fraszko czy ,,Nasz Warszawiak” Mateusz Bepierszcz. Czy aktualnie nasze finanse pozwalają na stworzenie równorzędnej rywalizacji z Tychami, ale czego by tu wcześniej nie osiągnięto – teraz także potrzebuję widzieć, że klub ma obrany właściwy kierunek i do tego kierunku dąży. Może trzeba jasno powiedzieć, że jeśli właściciel nie chce kroku do przodu, bo przy świetnej postawie piłkarzy już nie potrzebuje ,,tematu zastępczego”, to wykonujemy krok w tył i odmładzamy skład?

Zdobytymi mistrzostwami klub poniekąd wydał na siebie ,,wyrok” – zupełnie inaczej cieszyło srebro drużyny Toma Coolena, gdy zaledwie 2 lata wcześniej nie było hokeja w Katowicach, a 3 lata wcześniej bohaterem kibiców w Satelicie był Maros Goga. Teraz już wszyscy wiemy, jak to jest być na szczycie – i chcemy tego znów, jednak tak jak pisałem wyżej, końcowy wynik to nie jedyny sposób na usatysfakcjonowanie kibiców, tymczasem w tym sezonie mimo wszystko tylko on się zgadza, bo jednak finał to jest w pewnym stopniu sukces, ale czy z obecnie obranym kursem ten finał będzie także za rok?

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa nie pęka przed NIKIM

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Za nami jakiś szalony czas, ostatni tydzień to było coś, co przyniosło nam taką dawkę emocji, że po prostu trzeba ochłonąć. Zaczęło się od euforii po golu w doliczonym czasie z Wisłą Płock, ale nawet to nie zapowiadało, na jakiej karuzeli znajdziemy się w następnych dniach. Po Rakowie myśleliśmy, że limit spektakularnego widowiska na jakiś czas wyczerpiemy. I przyszedł mecz w Poznaniu.

Sam zastanawiałem się, jak ten mecz będzie wyglądał. Opcje dla mnie były dwie – GieKSa na fali tego rozpędu znów zagra bardzo dobrze albo jednak ciśnienie po energetycznym i emocjonalnym meczu w Częstochowie spadnie, co ze 120 minutami w nogach przełoży się na to, że jednak dość gładko polegniemy. Jak się okazało, sprawdziła się ta pierwsza opcja.

Trener Rafał Górak mówi o tym, że jeśli chcemy być poważną drużyną, to nie możemy mieć wymówek, że gramy co trzy dni i jesteśmy zmęczeni. No niby tak, ale w Polsce… jesteśmy do tych wymówek przyzwyczajeni. Zresztą – niedaleko szukać – trener Łukasz Tomczyk po meczu Rakowa z Motorem właśnie na ten aspekt zwracał uwagę i po prostu narzekał.

A tu nagle pojawia się GieKSa, która nie dość, że właśnie zagrała tę dogrywkę, nie dość, że w najkrótszym możliwym odstępie meczów (czwartek – niedziela), nie dość, że przegrała, to jeszcze musiała jechać na daleki wyjazd do obecnego i z dużym prawdopodobieństwem przyszłego Mistrza Polski.

I ta GieKSa rozegrała przy Bułgarskiej kapitalne zawody. To już nie był taki mecz, jak w poprzednim sezonie w Poznaniu. Wtedy przegraliśmy gładko 0:2 i pocieszaliśmy się tym, że „wstydu nie było”. Jakże daleki jest to obraz od wczorajszego spotkania. Teraz katowiczanie nie byli skromnym beniaminkiem, który przyjeżdża z respektem i liczy, że uda się z tego terenu wywieźć jeden punkt i to najlepiej 0:0. Teraz to była drużyna, która przyjechała tam jak po swoje, grała wysoko, starała się nie dać zepchnąć do defensywy i momentami po prostu dyktować warunki. Lech był przed przerwą dość bezradny.

Jedyne czego nam brakowało to bramki. I długo to wyglądało tak jak mecze, które znaliśmy z tego sezonu – że GKS dominuje, ma nawet jakieś sytuacje, choć nie bardzo klarowne, ale gola zdobyć nie potrafi. Potem przeciwnik włącza swoją jakość ładuje jednego, dwa lub trzy gongi (Cracovia) i mamy po zawodach.

Na szczęście skuteczność jest ostatnio po naszej stronie. I Eman Marković strzelił piękną bramkę głową. Dopiero na powtórce zza bramki było widać, jak dobry był to strzał. Okupiony co prawda rozciętym łukiem brwiowym, bo zaraz po uderzeniu piłki, trafił Eman głową w Joela Pereirę, ale piękny był obrazek, jak jednocześnie nasz zawodnik krwawił i uśmiechał się z powodu zdobytego gola. Piłkarz od tych dwóch meczach gra tak, że za chwilę może stać się jednym z ulubieńców Nowej Bukowej.

W drugiej połowie oglądaliśmy wszystko co najlepsze i… najgorsze w wykonaniu GieKSy. Jak traciliśmy jesienią multum bramek do szatni, to teraz zaczynamy tracić gole zaraz po wyjściu na boisko. Dwa gole w Częstochowie teraz Kolejorz na ukłuł zaraz po przerwie. Koncentracja, panowie, koncentracja! Było w tym oczywiście sporo pecha, bo piłka poodbijała się tak, że trafiła Arka i wpadła do bramki. Ale z drugiej strony, każde wstrzelenie piłki w piąty metr to ryzyko, że takie zamieszanie powstanie i wyjdzie z tego gol. Nawiasem mówiąc to – jeśli dobrze liczę – siódmy gol samobójczy w tym sezonie. Dość absurdalna liczba.

Jak rządzi przypadek, widzieliśmy przy bramce Ilji Szkurina. Tam też po kapitalnym zagraniu Bartka Nowaka, Ilja próbował mijać przeciwnika, ale futbolówka odbiła się od pleców czy od głowy siedzącego rywala i Białorusin dopełnił formalności. Strasznie dziwny ten nasz Ilja, bo ostatnio gra coraz lepiej w środku boiska, dobrze zbiera te piłki i rozprowadza, potem w roli już stricte napastnika dość mocno psuje, a na koniec… strzela gola.

Co do drugiego gola dla Lecha, to przyznam na chłodno, że nie mam pretensji. Oczywiście można powiedzieć, że poszliśmy za bardzo do przodu, że zabrakło asekuracji. Ale tak naprawdę z tego typu sytuacji gol pada raz na sto. Przecież mieliśmy zawodników z tyłu, natomiast Lech świetnie rozegrał tę akcję prostopadłym podaniem. Ale nadal to nie było bardzo duże zagrożenie. Zadecydowało niebywale dobre wykończenie Hakansa. Gdyby on nie zdecydował się na uderzenie z tej niełatwej pozycji, to uważam, że na 90 procent odebralibyśmy piłkę, a już na pewno zdążylibyśmy wrócić – innych piłkarzy Lecha też przecież jeszcze nie było.

Ale GKS dalej cisnął i wcisnął tę trzecią bramkę. Sektor gości znów był w euforii. I tutaj mam pretensje do naszych zawodników, że po minucie stracili znów gola. No nie można tak łatwo wypuszczać prowadzenia.

W końcówce też z jednej strony momentami było nieźle, nie broniliśmy się dramatycznie przez cały doliczony czas, potrafiliśmy oddalić, a Bartek miał nawet szansę na czwartego gola. Z drugiej strony – no muszę to powiedzieć, czasem niefrasobliwość Bartka może być brzemienna w skutkach, bo po zdarzają mu się ostatnio głupie straty, po których rywale przeprowadzają groźne kontry. Nasz pomocnik to ekstraklasowy artysta, ale czasem bym ten artyzm odłożył na rzecz rozwagi. Oczywiście Bartek nie byłby sobą, gdyby nie dał w tym meczu jakiejś liczby, a była to wspomniana asysta do Szkurina.

Swoją robotę zrobił też Rafał Strączek. Interwencja z końcówki pierwszej połowy, ale zwłaszcza dwie kapitalne obrony w doliczonym czasie gry drugiej, uchroniły nas przed fatalnymi nastrojami po końcowym gwizdku sędziego. Bo gdybyśmy strzelili w dwóch meczach na wyjeździe siedem bramek mocnym rywalom i oba te mecze przegrali, to przecież to byłby jakiś dramat. A tak, wywalczyliśmy zasłużony punkt na boisku Mistrza Polski.

Wspomnijmy oczywiście też o Sebastianie Milewski i Damianie Rasaku, bo wykonali oni znakomitą robotę w środku pola i w głównej mierze dzięki nim obraz gry wyglądał tak, jak wyglądał. Graliśmy pressingiem, wysoko, odbieraliśmy piłki. Potem  można było je rozgrywać. Dodam jeszcze, że jak raz na jakiś czas zacentruje w starym stylu Alan, to nie ma co zbierać. Piękna asysta do Emana. No i zadebiutował Marius Olsen i jak na debiut wyszło to całkiem, całkiem.

Pozostał niedosyt po tym meczu, bo jednak GKS trzykrotnie prowadził i trzy razy to prowadzenie tracił. Marzyliśmy o wielkim zwycięstwie, ale to się nie ziściło. Natomiast, jakkolwiek nie powiem, że porażka była wkalkulowana w tym meczu, to dopisany punkt jest lekkim bonusem do naszego dorobku ligowego.

Jednak patrząc długofalowo, ten mecz pokazał coś innego. Ten i w Częstochowie. Że GKS to już ekstraklasowa drużyna pełną gębą, ale do tego jeszcze być może taką z górnej połówki tabeli. Bo jechać sobie na takie wyjazdy i po prostu normalnie grać, prowadzić tę grę, być wysoko na boisku, to nie jest oczywistość. Są drużyny, które właśnie za podwójną gardą się chowają i czekają na 1-2 okazje w meczu do kontry. Pewnie czasem i tak trzeba zagrać. Ale GKS patrzy na silne i słabe strony przeciwników. Skoro Cracovia czy Lechia potrafiły Lecha zdominować przy Bułgarskiej, to nasi trenerzy wyszli pewnie z założenia, że czemu i my nie mamy.

Z drugiej strony w drugiej połowie Lech pokazał jednak ofensywną klasę. Kilka akcji rozegrali świetnych. My też mamy czasem trochę brak szczęścia, że jednak nasi przeciwnicy się budzą i zaczyna im wiele rzeczy wychodzić. Kolejorz uważam, że po przerwie był bardzo groźny. Zresztą te trzy bramki strzelił. Nie bez powodu.

Piękną mamy tę drużynę, szaloną, dającą tyle emocji. Mnóstwo radości po strzelonych bramkach, dużo wkurzenia po traconych. Nad tym drugim aspektem trzeba popracować. Ale z dwojga, wolę 3:3 czy 4:4, w których zespół gra pięknie, walczy, gryzie tę trawę i jest niezłomny, a przy okazji traci gole niż 1:1 czy 0:0 po bezbarwnym, słabym meczu.

Spójrzmy też na to tak – jeśli rywale są na tyle mocni, że potrafią nam strzelić trzy czy cztery bramki, to dobrze, że przynajmniej jesteśmy taką samą liczbą na to odpowiedzieć. Bo przecież moglibyśmy z Lechem przegrać 0:3, a z Rakowem 0:4. I odbiór byłby zgoła odmienny.

Ostatecznie rezultat tego „dwumeczu” jest dla nas minimalnie dobry. Odpadliśmy z Pucharu Polski i zanotowaliśmy „tylko” remis w meczu ligowym. Ale to „tylko”, to jednak bardzo dużo. Zwłaszcza patrząc, jak ten mecz wyglądał. Poza rezultatami liczą się inne rzeczy – te wspomniane powyżej.

Czekamy na Motor. Już w piątek kolejne wyzwanie, wracamy na Nową Bukową po dwóch tygodniach, choć patrząc na te dwa ostatnie mecze mamy wrażenie, że minął z miesiąc. GKS dostarcza emocji i niezapomnianych wrażeń. I o to nam wszystkim chodzi.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga