Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Czas rozgrzać ligowy kocioł!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

No i doczekaliśmy się. Długie tygodnie, miesiące, lata oczekiwania od zakończenia ostatniego sezonu. Mroźne zimy, tropikalne lata, kilka wojen i kataklizmów. Ale wraca. Wraca liga. Wymarzona, wyśniona, niemalże zapomniana, o której pamiętają jedynie najstarsi, ci z siwymi włosami i twarzą rzeźbioną przez czas.

GKS Katowice rozpocznie swój drugi – po powrocie – sezon w ekstraklasie. Wszyscy zastanawiamy się, jakie to będą dla nas rozgrywki. Czy przysporzą nam tyle radości ile poprzednie, czy nasz zespół nadal w wielu meczach będzie lepszy od przeciwnika, a w zdecydowanej większości nie będzie ewidentnie słabszy? Czy zobaczymy piękne bramki, euforię naszych zawodników i trybun, czy będziemy po prostu czuli dumę z tego, jak to w Katowicach – przynajmniej na boisku – wygląda?

Najważniejsze jest kontynuować ten projekt. Trener i sztab szkoleniowy – ci ludzie, którzy od kilku lat prowadzą ten zespół, podpisali kontrakty i coś, co często jest wyświechtanym frazesem – o budowie zespołu przez lata – w Katowicach się zmaterializowało. Na dzisiaj nie mogłoby się wydarzyć nic gorszego niż przecięcie tego w sposób dramatyczny i mam nadzieję, że nikomu tak głupi, samobójczy pomysł nie przyjdzie w przypadku kilku ewentualnych słabszych meczów. Lepsze w naszym przypadku nie jest wrogiem dobrego. Mogłoby być po prostu końcem. Naprawdę więc to świetna informacja o tym kontrakcie dla trenera.

Zdania są podzielone, co do wzmocnień. Wiadomo, że mogłoby być lepiej. Jednak spójrzmy z innej perspektywy – taki zaciąg nie byłby możliwy, gdybyśmy dalej tkwili w pierwszej lidze. Przecież przyszła dwójka obiecujących zawodników z czołowego klubu w Polsce – i to nie na wypożyczenie, tak jak byliśmy przyzwyczajeni, tylko na stałe. Aleksander Paluszek? Raczej by ze Śląska, który ma walczyć o powrót do ekstraklasy, nie poszedłby do pierwszoligowego średniaka. Maciej Rosołek ma pewną mini-renomę, więc też by na zaplecze nie trafił, podobnie jak Aleksander Buksa. A Jakub Łukowski może miał słabszy moment w Widzewie, ale przecież całkiem niedawno błyszczał w Koronie. Nie wybrzydzajmy więc, bo przez lata trafiali do nas zawodnicy z – poglądowo powiem – Gwarka Ornontowice czy Pniówka Pawłowice (z całym szacunkiem do tych klubów). Nie wiem, czy akurat z tych – ale chodzi o skalę.

Mamy ten jeden ubytek w postaci Oskara Repki, ale nie mogło być idealnie, więc po świetnych występach na koniec sezonu, trzeba było się spodziewać, że po zawodnika zgłoszą się lepsze drużyny i będziemy musieli nauczyć sobie radzić bez niego. Żartobliwie mówiąc – dobra informacja jest taka, że w pierwszej kolejce nowego sezonu zawodnik dalej będzie występował na Nowej Bukowej!

Przy okazji warto pomówić chwilę o pewnej bzdurze powielanej w obiegowej opinii praktycznie od… zawsze, mówiącej o tym, jaki to trudny dla zeszłorocznego beniaminka jest drugi sezon w ekstraklasie. Że niby został już przez rywali rozczytany, wiadomo, co gra i z tego tytułu będzie miał ciężką przeprawę, a walka o utrzymanie wydaje się być pewna. Tymczasem w ostatnich pięciu sezonach, z tych beniaminków, które w swoim pierwszym roku się utrzymały, w drugim spadła tylko Puszcza Niepołomice. Oto zestawienie z ostatnich pięciu lat, jak wyglądały wyniki poszczególnych zespołów, które jako beniaminek się utrzymały, w kolejnym sezonie:

20/21 Raków 59 (+9)
21/22 Stal 37 (+8), Warta 42 (-1)
22/23 Radomiak 44 (-4)
23/24 Widzew 46 (+5), Korona 38 (-3)
24/25 Puszcza 28 (-12)

Widać, że wyraźnie spuściła z tonu właśnie ta Puszcza. A Raków – nie dość, że w tym zestawieniu ujmujemy ich wynik z sezonu 19/20 po 34 kolejkach (bo cały sezon miał 37), to jeszcze w kolejnych rozgrywkach z 30 meczami osiągnął 9 punktów więcej.

Nie ma co więc demonizować, bo raczej wychodzi na to, że jeśli konkretny beniaminek się w ekstraklasie utrzymał, to w kolejnym sezonie grał na dość podobnym poziomie, a nawet – jak w przypadku Stali czy Rakowa, dużo lepiej. I to by było logiczne, bo przecież jeśli ktoś w sposób pewny w pierwszym roku zapewnił sobie pozostanie w lidze, to dlaczego nagle miałby się stoczyć? To by raczej świadczyło o dość sporych błędach popełnionych w sztabach tych klubów czy zespołach. Wiadomo, że jeśli ktoś wyśrubował bardzo dużą liczbę punktów w danym sezonie, to utrzymanie tej poprzeczki może być trudne, ale to nie znaczy, że trzeba kolejny sezon toczyć w jakichś mitycznych katuszach.

Trenerzy wiedzą, co robią. Zespół przecież dojrzewał także w trakcie sezonu i wielokrotnie wyglądał jak ligowy wyjadacz, a nie nowicjusz. Wiadomo, że są w tej lidze drużyny lepsze, jak i dużo lepsze, co pokazały choćby mecze z Lechem czy Legią, choć przecież z Kolejorzem toczyliśmy bój bardzo wyrównany u siebie. Jednak nie ma podstaw do tego, żeby GieKSę teraz uważać za jedną z drużyn najsłabszych w ekstraklasie.

Wszystko zweryfikuje boisko. Kto by się spodziewał w zeszłym sezonie, że już od początku rozgrywek tak słabo będzie spisywał się Śląsk Wrocław? Kto po jesieni by się spodziewał, że tak wystrzeli Korona? Że tak poniżej oczekiwań będzie grał Widzew, a wygrywająca pierwszą ligę w cuglach Lechia Gdańsk, jako jedyny beniaminek będzie drżał niemal do ostatniej kolejki o utrzymanie.

Czeka nas kolejny fascynujący sezon i – jak pisałem w poprzednim – niemal co kolejkę piłkarskie święto. Karnety wyprzedane w wielkiej liczbie, a mecze – palce lizać! Najpierw wicemistrz Polski, potem zawsze groźne Zagłębie Lubin, a następnie wyjazdy do Serca Łodzi i na Łazienkowską. Potem Arka mająca wielkie rachunki z GieKSą. Nudy nie będzie, oj nie będzie. Zaczynamy ligowy kocioł!

Jak mawiał klasyk:

Let’s get ready to the rumble!

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Betonowy Urban

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.

Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.

Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?

Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?

Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.

Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.

Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.

I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.

W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.

Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.

Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.

Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.

Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.

Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.

Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.

Grosika powołał kuźwa jego mać…

Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.

A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.

A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:

„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Plusy i minusy po Lechii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.

Plusy:

+ Bartosz Nowak

Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.

+ Rafał Strączek

Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.

+ Skuteczność przy niskim posiadaniu

38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.

Minusy:

– Zmarnowane okazje

Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.

Podsumowanie:

2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.

GieKSiarz

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: To nasz bardzo szczęśliwy dzień

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Na pomeczowej konferencji pojawili się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i John Carver. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

John Carver (trener Lechii Gdańsk):
Ten mecz miał dwie połowy. Mam na myśli różnicę, między połowami, bo w pierwszej połowie byliśmy w dobrej formie i stworzyliśmy 1-2 klarowne sytuacje, ale druga połowa była skrajnie przeciwna. Mecz wygrała drużyna lepsza i jest to trudne do zaakceptowania. Musieliśmy dokonać kilku zmian w naszym zespole, szczególnie w przerwie dokonaliśmy zmiany Rodina, jedynego doświadczonego zawodnika w naszej obronie, który dostał w żebra i miał problemy z oddychaniem. Jak się traci takiego zawodnika, to ma to duży wpływ na nasz zespół. W mojej opinii graliśmy za bardzo bezpiecznie w ataku, bez ryzyka, bez prób zagrania w pole karne. Gratulujemy trenerowi GKS-u, lepsza drużyna wygrała. Musimy się podnieść, bo mamy dziewięć meczów do końca.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Zdawaliśmy sobie sprawę z siły przeciwnika, bo startowali z dyskomfortem minus pięciu punktów. Wyobrażam sobie tę trudność, jednocześnie kapitalnie Lechia z tego wyszła. Strzelili do dzisiaj 49 bramek, więc wiedzieliśmy, że musimy się mieć na baczności. Oczywiście można dywagować na temat składu, ale przecież jedna i druga strona była w jakiś sposób nie tyle osłabiona, ale jednak absencje po jednej i po drugiej stronie były.

Widzieliśmy więc mecz, w której rywal próbował w pierwszej połowie nas zepchnąć – trochę przy wrzutach z autu za nisko się ustawialiśmy. W związku z tym, było parę niebezpiecznych prób rywali zza pola karnego, staraliśmy to skorygować w przerwie, żeby stanąć wyżej i kiedy przeciwnik nie rzuca z autu długiej piłki, nie możemy być tak nisko w polu karnym – zneutralizowaliśmy to i dzięki temu się to trochę oddaliło.

Zawodnicy wykonali kupę mrówczej pracy. Nie dość, że orali, to wykonywali zadania taktyczne, że jestem zadowolony. A mieliśmy przecież trochę przebudowanych rzeczy – cała linia obrony była wywrócona do góry nogami. Każdy zdał egzamin na piątkę. I to mnie bardzo cieszy, że jesteśmy gotowi na to, że w perspektywie natłoku meczów, kapela, którą mamy jest szeroka i mocna. To jest klucz, by budować trening i atmosferę, a zawodnicy się też sami dobrze nakręcają. Każdy z nich czuje ważność tego momentu. Zdobyliśmy strasznie ważne punkty, u siebie, na zero z tyłu z Lechią. To są rzeczy, które budują. I to tyle o meczu, bo już w głowie mam to, co będzie się działo we wtorek.

W wielosekcyjnej GieKSie dużo się dzieje, mocno czekamy na półfinały i Jackowi Płachcie będziemy bardzo mocno trzymać kciuki w rywalizacji z Unią Oświęcim. Mam nadzieję, że kolejne finały przed nami. Dziewczyny również grają w Pucharze Polski – wygrały w Warszawie, a dzisiaj w Krakowie – gratuluję trenerce, gratuluję dziewczynom. Mam ogromną frajdę, że pracuję w tym wielosekcyjnym klubie i naprawdę trzymam za wszystkich kciuki. To jest dzisiaj nasz bardzo szczęśliwy dzień.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga