Felietony Piłka nożna
Atuty aktywne i reaktywne
Tyle co ukazał się felieton pomeczowy dotyczący spotkania z Zagłębiem Lubin, a już sposobimy się do kolejnego starcia. Tym razem będzie to „nowy Widzew Łódź”. Ekipa mająca mocarstwowe aspiracje, choć kibice podobno podchodzą do tego z chłodną głową. Nie da się jednak ukryć, że wzmocnienia łodzian zrobiły wrażenie, a to sprawia, że jutro czeka nas piekielnie trudne zadanie w Sercu Łodzi.
Nie jest to udany początek sezonu w wykonaniu GieKSy. Bardzo słaby mecz z Rakowem i bardzo słaba spora część meczu z Zagłębiem przełożyła się na zaledwie jeden punkt po dwóch spotkaniach. Gdyby nie pewien zryw, ale też nie jakiś maksymalny, katowiczanie mieliby na koncie okrągłe zero.
To jednak za mało. Druga połowa z Zagłębiem była niezła. Tak – niezła, bo nie można mówić o bardzo dobrej, to by było trochę mydlenie oczu. Fakt, że GieKSa doprowadziła do wyrównania, jest godny uwagi i pochwały, zawodnicy dążyli do tych bramek – jak najbardziej. Ale to właśnie jest to, o czym pisałem wcześniej – stało się tak nie tylko dlatego, że katowiczanie ruszyli do ataku, tylko dlatego, że Zagłębie jest po prostu nie wysoko-jakościową drużyną. Z całym szacunkiem, ale nadal taka gra jak w drugiej połowie poniedziałkowego meczu mogłaby nie wystarczyć na przykład na taką Cracovię czy Górnik. Dodatkowo i tak w końcówce GKS zwolnił i nie dążył za wszelką cenę do zdobycia zwycięskiej bramki, szanując remis.
Summa summarum – dobrze oczywiście, że taka połowa się wydarzyła i zapobiegliśmy dość dużej katastrofie na start, ale nadal to nie jest to. A pierwsza połowa była po prostu fatalna i ona zdeterminowała to, że GKS – nawet grając potem nieźle – tego meczu nie wygrał. Jest masa rzeczy do poprawy, by przypadkiem nie zagnieździć się w sportowym (tabela) i mentalnym dołku.
Oczywiście to nie są jeszcze wnioski o drużynie, bo to zdecydowanie za wcześnie. Równie dobrze GieKSa może teraz bardzo dobrze zaprezentować się w Łodzi i Warszawie i tematu nie będzie. Na ten moment jednak początek daje pewne pytania, na które odpowiedzi będziemy systematycznie poznawać w następnych kolejkach.
Widzew na pewno jest o co najmniej klasę lepszą drużyną niż Zagłębie, to można powiedzieć w ciemno. Zagrali co prawda przeciętny (ale wygrany) mecz z… Zagłębiem, w Białymstoku natomiast zagrali naprawdę dobre spotkanie i do doliczonego czasu gry – prowadzili. Geniusz Imaza i Pululu nie pozwolił ostatecznie łodzianom wywieźć punktu, a „widzewski charakter” białostoczan dał im spektakularną wygraną. Mimo to Seba Bergier i spółka pokazali, że z każdym rywalem w tej lidze będą walczyć o zwycięstwo i jak się dotrą, to może naprawdę być maszyna.
Jeszcze nie rozpędził się choćby Fornalczyk, jeszcze kilka osób grzeje się w blokach. Ale wygląda na to, że transfery Widzewa są przemyślane i drużyna będzie budowania sensownie i mądrze. Pytanie, kiedy się zgrają i będą rzeczywiście solidną drużyną tej ligi.
Na ten moment wiele przemawia właśnie za Widzewem, kadrowo, piłkarsko, jeśli chodzi o pewien entuzjazm. Do tego historia – ostatnie pojedynki z łodzianami – w drugiej i pierwszej lidze oraz ekstraklasie – kończyły się zwycięstwami Widzewa lub remisami. Nie potrafimy z tym zespołem wygrać, najbliżej było zeszłej jesieni, ale trzy punkty zabrał nam w ostatniej chwili… nasz obecny zawodnik Jakub Łukowski. Dlatego, co by nie gadać, Widzew jest zdecydowanym faworytem jutrzejszego spotkania.
Ale faworyci, faworytami, a piłka piłką. GieKSa nie jest tak słaba jak jej pierwsze dwa mecze. Oczywiście pojawiła się wyrwa w środku pola w postaci odejścia Oskara Repki i jest to bardzo widoczne. Ale nie na jednym Oskarze cała gra GKS polegała. Ktoś powie, że brakuje też Sebastiana Bergiera. No tak, ale z drugiej strony niewidzialny dotychczas Maciej Rosołek, oprócz tego, że był nie widzialny, nie miał sytuacji bramkowych wykreowanych przez kolegów, a przecież wiemy, że Sebastian też był typowym egzekutorem i gdy nie miał serwisu, to niemal go na boisku nie było. Póki co trudno więc to rozpatrywać w kategorii osłabienia – bo na razie nie wiadomo. Faktem jest, że dwie bramki Bergiego w Białymstoku robią wrażenie.
GKS pokazał w zeszłym sezonie, że potrafi grać z mocnymi. Wygrane z Jagiellonią, Rakowem czy Pogonią nie były absolutnie przypadkowe. Wynikały z agresywnej gry, pressingu, siadania na rywalu. Tego teraz nie było, ale przecież można to przywrócić. Nie chodzi, że GieKSa ma teraz szturmem wziąć Łódź. Ale może się nie dać naporowi Widzewa, pokazując, że my też mamy swoje aktywne, a nie tylko reaktywne atuty. Bo przecież mamy – jest Nowak, jest Kowal w środku pola, mam nadzieję, że od pierwszej minuty szansę dostanie Wędrychowski, bo na razie z nabytków to jedyny zawodnik, który coś wnosi, a wnosi nawet sporo. Nie można dać się Widzewowi stłamsić, bo wtedy będzie po nas. Musimy pamiętać o swoich atutach, o „swojej grze”, o której tyle mówił w poprzednim sezonie trener. Tej „swojej gry” nie było w pierwszych dwóch kolejkach.
Dlatego scenariusze są możliwe różne – może być wtopa jak w Szczecinie, może być 0:1, tak jak w Łodzi w marcu – po wyrównanym meczu, a może być mecz jak choćby w Częstochowie, gdzie naprawdę z mega mocnym rywalem GKS zagrał tak, że nie dał przeciwnikowi pograć. To też jest realne.
Czekamy więc na rozwój sytuacji i gry GKS Katowice w Łodzi. Terminarz jest bardzo trudny aż do przerwy reprezentacyjnej. I punktować trzeba już teraz.
Galeria Piłka nożna
My im nie dali wygrać
Ostatni mecz w tym sezonie na Nowej Bukowej GieKSa zremisowała z Jagiellonią Białystok 2:2. Zapraszamy do fotorelacji z Areny Katowice.
Piłka nożna
LIVE: Remis cenniejszy niż złoto
17.05.2026 Katowice
GKS Katowice – Jagiellonia Białystok 2:2
Bramki: Nowak (3), Galan (78) – Vital (31), Pululu (56-k)
GKS: Strączek – Wasielewski, Czerwiński, Jędrych, Olsen (90. Klemenz), Galan (90. Jirka) – Kowalczyk, Milewski (65. Rasak), Nowak, Marković (65. Wędrychowski) – Zrel’ák (65. Szkurin).
Jagiellonia: Abramowicz – Wojtuszek, Vital, Kobayashi, Montoia, Pozo (76. Jóźwiak), Kozłowski (90. Nahuel), Lozano (63. Mazurek), Imaz, Szmyt, Pululu (63. Bazdar).
Ż.kartki: Wasielewski, Jędrych, Galan, Olsen
Cz.kartki:
Sędzia: Paweł Raczkowski (Warszawa)
Widzów: 14651
Piłka nożna Wywiady
Nowak: Nie będziemy się cieszyć ani płakać
Po remisie z Jagiellonią w strefie mieszanej porozmawialiśmy z Bartoszem Nowakiem, strzelcem pierwszej bramki dla GieKSy.
Remis, który nie usatysfakcjonuje żadnej drużyny, czy właśnie punkt, który na koniec może przynieść oczekiwaną radość?
Bartosz Nowak: Ja już nie wiem. Graliśmy tak, jakbyśmy chcieli to wygrać do końca, tak samo, jak Jaga. Mecz był mocno bliski. Były wślizgi, bramki, ładne akcje, kiksy, więc myślę, że to fajny mecz dla kibica. Może nie do oglądania przez tę aurę, ale zagorzały fan potrafi taki mecz docenić. Ostatni mecz przed nami, gramy w nim jak zawsze o zwycięstwo. Tylko ono może nam dać spełnić te marzenia, o których przed sezonem jeszcze nie myśleliśmy. Fajnie, gramy dalej.
Można było paść z sił, mecz się rozgrywał od pola karnego do pola karnego. Dla kibica na pewno ciekawe, a dla piłkarza?
Jakbyśmy mieli pograć jeszcze 10 minut, to też byśmy dali radę. W takim momencie sezonu, gdzie już grasz o realne cele… Tak przed sezonem, w pierwszej rundzie, gdy każdy pyta „O co gracie?” to tak naprawdę nikt nie wie, bo sezon jest szalony, nigdy nie wiesz, jak to będzie wyglądało. Trzeba się skupiać na tym najbliższym meczu, a teraz ten mecz jest ostatni, najważniejszy, on daje realne miejsce na koniec sezonu.
Myślałeś zimą, że ostatni mecz może być tak istotny dla GKS-u Katowice?
Wiedzieliśmy, że na pewno będzie istotny, widząc, co się dzieje w tej tabeli. Każdy mecz daje wahania pozycji. Cieszy to, że w tym roku utrzymujemy stabilną formę, stabilnie gramy. Wiadomo, czasem są mecze bardzo dobre, czasem takie okej, ale dążymy do gry po swojemu i nie mamy się co bać żadnego przeciwnika. Jasne, trzeba podchodzić z szacunkiem, że przyjeżdża do nas jedna z najmocniejszych drużyn, najlepiej grających w piłkę, ale nie pękliśmy. To jest budujące, nie mamy co chować głowy w piasek. Nie będziemy się cieszyć z tego remisu, ale nie mamy zamiaru też płakać, bo szanujemy rywala.
Z perspektywy trybun ta sytuacja z rzutem karnym była taką jedną z kilkudziesięciu w trakcie spotkania.
Ja nie wiem, już od dłuższego czasu nie chcę się na ten temat wypowiadać, bo nie wiem, kiedy jest faul, kiedy jest ręka. Wydawało mi się, że trafiłem najpierw piłkę, potem gdzieś był kontakt. Sędzia główny i VAR to widzieli, ja jeszcze nie widziałem powtórki. Sędzia podyktował rzut karny i szkoda, bo brakło nam tej jednej bramki.
Bartosz Nowak przypomniał się dzisiaj w kontekście reprezentacji.
Nie, jesteśmy przed urlopami, jeszcze czeka nas ostatni mecz. Nawet nie wiem, kiedy gra reprezentacja. Wszystkie ręce na pokład na najważniejszy mecz tego sezonu.
Dzisiaj pole gry bardziej przypominało lodowisko niż piłkarską murawę, przeszkadzało ci to?
E, dobre boisko było. Szybko piłka latała, szybki mecz był. Jasne, że jak biegniesz szybko, to murawa jest nawilżona i łatwo się poślizgnąć. W takich warunkach moglibyśmy zawsze grać, bo mecz jest szybki.


baxxter77
3 sierpnia 2025 at 11:28
Niestety obawiam się że do przerwy na reprezentacje zostaniemy z maksymalnie 4 pkt i zrobi się ciepło.