Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mediów: Tylko oni byli w stanie pokonać GKS Katowice

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie. Prezentujemy najciekawsze z nich.

Drużyna kobiet zakończyła rozgrywki rundy jesiennej na 4. miejscu ze stratą 10 punktów do liderek rozgrywek Czarnych (mamy rozegrany jeden mecz mniej). Obrończyni Alicja Wojas otrzymała powołanie na zgrupowanie reprezentacji Polski do lat 19. Drużyna męska rozegrała ostatnie dwa mecze w 2025 roku – w Barbórkę pokonała Jagiellonię 3:1 w 1/8 finału Pucharu Polski oraz przegrała 0:1 z Rakowem w Ekstraklasie. Prasówkę po tych meczach znajdziecie odpowiednio TUTAJ i TUTAJ. Według portalu transfery.info GieKSa jest zainteresowana pozyskaniem Ołeha Horina.

Siatkarze w ubiegłym tygodniu przegrali pierwsze spotkanie w I lidze z wiceliderem rozgrywek CUK Anioły Toruń 1:3. Kolejne spotkanie drużyna rozegra w Arenie Katowice 13 grudnia (sobota) o 17:00 z SMS-em PZPS Spała.

Hokeiści w ubiegłym tygodniu rozegrali trzy mecze. W pierwszym z nich przegrali z Cracovią 2:3, następnie pokonali Zagłębie 3:1 oraz STS Sanok 7:0. Ze względu na przerwę reprezentacyjną następny mecz ligowy rozegramy 17 grudnia z Polonią. Do reprezentacji Polski na konsultację oraz Turniej European Cup of Nations powołani zostali: Michał Kieler, Kacper Maciaś, Mateusz Michalski, Patryk Wronka oraz Jonasz Hofman.

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – Powołania na grudniowe zgrupowanie konsultacyjne reprezentacji Polski do lat 19 kobiet

Selekcjoner reprezentacji Polski do lat 19 Marcin Kasprowicz ogłosił nazwiska zawodniczek, które wezmą udział w zgrupowaniu konsultacyjnym, które odbędzie się w dniach 9-11 grudnia w Pruszkowie.

Grudniowe zgrupowanie będzie jednym z etapów przygotować kadry do II rundy eliminacji do mistrzostw Europy U-19.

Biało-Czerwone pierwszą rundę eliminacji przeszły bez straty gola i z kompletem trzech zwycięstw.

Powołane zawodniczki:

Roksana Jagodzińska, Mariua Ostopinka (AP Orlen Gdańsk), Alicja Bednarek, Oliwia Zgoda (Rekord Bielsko-Biała), Martyna Nowakowska, Zofia Tomaszewska (Diamonds Academy), Alicja Wojas (GKS Katowice), Nina Budzińska (Medyk Konin), Julia Janczy, Faustyna Korzekwa (Czarni Antrans Sosnowiec), Aleksandra Kuśmierczyk, Martyna Łuczak, Monika Poniedziałek, Małgorzata Rogus (Lech UAM Poznań), Gabriela Jankiewicz, Martyna Kośmińska (Legia Ladies), Zuzanna Rybińska (Pogoń Szczecin), Gabriela Fesinger, Aleksandra Grzelak, Inez Sikora (UKS SMS Łódź), Gabriela Lewicka, Dominika Szkwarek. Paulina Guzik (Śląsk Wrocław).

transfery.info – Wisła Kraków i GKS Katowice zainteresowane byłym graczem Jagiellonii Białystok?!

Na radarach rywalizującego w Ekstraklasie GKS-u Katowice i pierwszoligowej Wisły Kraków miał znaleźć się Ołeh Horin. Takie wieści przekazał serwis Ua-football.com.

Zdaniem Ua-football.com Ołeh Horin mógł ponownie wylądować w Polsce już latem, ale wtedy po rozstaniu z Ruchem Lwów ostatecznie pozyskał go ŁNZ Czerkasy. Od tamtej pory środkowy obrońca rozegrał w jego trykocie 12 meczów w ukraińskiej ekstraklasie, a dwa występy dorzucił w pucharze kraju.

Jak można przeczytać, teraz temat powrócił, a zainteresowanie defensorem mają wykazywać przedstawiciele Wisły Kraków oraz GKS-u Katowice. W tym momencie nie wiadomo, kto ewentualnie jest bliżej sprowadzenia go do siebie.

Urodzony we Lwowie 25-latek pierwotnie trafił do Polski w 2019 roku, dołączając do Jagiellonii Białystok. Na boiskach Ekstraklasy zaprezentował się raz – w starciu z Piastem Gliwice. Następnie oprócz Ruchu oraz Czerkasów był związany z FK Minaj oraz SK Dnipro-1.

Były młodzieżowy reprezentant Ukrainy w sumie uzbierał dotychczas 59 spotkań i trzy gole w rodzimej ekstraklasie.

Wspomniane na początku źródło nazwało go jednym z najlepszych piłkarzy aktualnej ekipy w trwających rozgrywkach.

SIATKÓWKA

siatka.org – Doczekali się! Tylko oni byli w stanie pokonać GKS Katowice

Sobotnie mecze na zapleczu PlusLigi rozstrzygnęły się bez podziału punktów. Najwięcej emocji przysporzył hit w Toruniu, między dwoma czołowymi drużynami. GKS Katowice w końcu był do pokonania. Po raz pierwszy w tym sezonie uległ i to 1:3.

Do pierwszej grudniowej soboty niezwykłą serią mógł się poszczycić GKS Katowice. Spadkowicz z minionego sezonu PlusLigi jako jedyny pozostawał niepokonany w rozgrywkach na jej zapleczu. Niewiele brakowało, by z takim statusem dotrwał do półmetka rundy zasadniczej.

Jedna drużyna była jednak w stanie temu zapobiec. Biorąc pod uwagę dyspozycję Aniołów Toruń, można było liczyć na wyrównany pojedynek między zespołami. Tymczasem torunianie oddali rywalom tylko jednego seta. W pozostałych oni dominowali, a w trzecim nawet wygrali do 14. O to, by toruńska twierdza nie została zdobyta, zadbał przede wszystkim Luis Paolinetti. Niekwestionowany lider Aniołów zanotował 26 „oczek”, utrzymując aż 71% skuteczności i 67% efektywności w ataku! Katowiczanie za to nie byli sobą. W ataku popełnili masę błędów, bo aż jedenaście. Jedynie Bartłomiej Krulicki trzymał poziom, ale sam niewiele był w stanie zdziałać.

CUK Anioły Toruń – GKS Katowice 3:1 (25:23, 21:25, 25:14, 25:19)

HOKEJ

hokej.net – Specjaliści od dogrywek! Cracovia z kolejnym zwycięstwem

W 25. kolejce TAURON Hokej Ligi Comarch Cracovia pokonała u siebie GKS Katowice 3:2 po dogrywce. To już czwarte zwycięstwo Pasów w ostatnich pięciu spotkaniach, co wyraźnie pokazuje ich dobrą formę w ostatnich tygodniach.

Cracovia na początku spotkania narzuciła swoje tempo i stwarzała groźniejsze sytuacje. Po kilku niewykorzystanych okazjach Makiego, Tiali i Montgomerego to jednak goście wyszli na prowadzenie. W 11. minucie Jonasz Hofman popisał się znakomitą indywidualną akcją, umieszczając krążek pod poprzeczką. Gospodarze mogli strzelić gola na wyrównanie, lecz brakowało im skuteczności przy podaniach Kapicy, szansę zmarnowali kolejno Montgomery i Karjalainen. Kolejne trafienie dla Katowic przyszło już w 15. minucie, Chodor uderzył z dystansu, krążek przeleciał pod pachą Lipiananena i wpadł do bramki. Pod koniec tercji Pasy grały jeszcze w przewadze, ale wynik nie uległ zmianie i katowiczanie z zaliczką dwóch bramek schodzili do szatni.

Katowice mocno zaczęły drugą tercję, Maciaś uderzył z niebieskiej, a Pasiut i Wronka tworzyli groźne akcje pod bramką rywala, lecz Lipianen świetnie interweniował. Cracovia musiała bronić dwóch kar, jednak goście mimo przewagi nie potrafili oddać decydującego strzału. W 28. minucie Pasy odpowiedziały golem kontaktowym: Karjalainen zagrał bekhendem do Kapicy, a ten z bliska wpakował krążek między parkanami Kielera. Katowice po stracie bramki wzięły się do pracy i znów przejęły inicjatywę. Jednak do końca tercji wynik nie uległ już zmianie.

Trzecia tercja przyniosła sporo emocji po obu stronach. Drużyny tworzyłyataki, jednak brakowało skuteczności. Decydujący moment nastąpił w 56. minucie, kiedy Cracovia dopięła swego: Valtola huknął w samo okienko i doprowadził do wyrównania. W końcówce Katowice miały jeszcze pojedyncze szanse, lecz ich strzały były niecelne. Mecz zakończył się remisem i zawodnicy szykowali się do dogrywki.

Dodatkowy czas gry toczył się spokojnie, były okazje dla obu drużyn, lecz żadna nie była stuprocentowa. Przełomowy moment nastąpił w 65. minucie, Karjalainen indywidualnie wjechał w tercję rywala i precyzyjnym strzałem wpakował krążek do bramki, dając Cracovii zwycięstwo 3:2.

Lider pokonany! I to wcale nie dziwi. Patent na Zagłębie podtrzymany

Katowice utrzymują dominację nad liderem ligi! GKS Katowice po zaciętym i emocjonującym spotkaniu pokonał ECB Zagłębie Sosnowiec 3:1, udowadniając, że to właśnie GieKSa ma sposób na ekipę z Sosnowca, jako jedyna drużyna w obecnym sezonie, która nie dała się im ograć.

Od początku wiadomo było, że katowicko-sosnowieckie derby hokeja, choć ogołocone z lokalnych zawodników, dostarczą kibicom niezapomnianych emocji. Temperatura rywalizacji była wysoka, a zawodnicy nie szczędzili sobie twardej, hokejowej walki.

Pierwsza odsłona meczu była naznaczona wzajemnym badaniem sił i mocnym tempem, ale brakowało konkretów pod bramkami. Zagłębie miało swoje szanse – w 6. minucie po strzale Sołtysa krążek obił słupek, a Bernacki i Nahunko stworzyli dobre okazje strzeleckie.

Katowiczanie odpowiadali, głównie za sprawą duetu Dupuy-Hoffman, ale Halonen w bramce gości był na posterunku, podobnie jak Eliasson. Charakterystycznym elementem tercji były częste przepychanki (m.in. Monto i Piipponen) i obustronne wykluczenia, które nie doprowadziły do gry w przewadze.

Przełom nastąpił w 28. minucie. Po faulu na Dupuy sędziowie podyktowali rzut karny. Do krążka podszedł Stephen Anderson, który pięknym manewrem podniósł gumę pod poprzeczkę, dając GKS Katowice prowadzenie 1:0!

Radość gospodarzy nie trwała jednak długo. W 34. minucie Zagłębie zdołało wyrównać. Po strzale z dystansu Wanackiego, krążek wyleciał spod parkanu Eliassona, a najszybciej zareagował Joni Piipponen, pakując gumę do bramki na 1:1.

Do końca drugiej tercji gra była wyrównana. Tuż przed przerwą GieKSa otrzymała szansę na grę w przewadze (wykluczenie Ciury), ale power play był totalnie nieproduktywny.

Decydująca okazała się trzecia tercja, która rozpoczęła się od dużej walki i mniejszej liczby celnych strzałów. W 45. minucie na prowadzenie ponownie wyszła GieKSa. Po wrzuceniu krążka przez Varttinena i zamieszaniu pod bramką, krążek znalazł drogę do siatki. Pomimo natychmiastowej wideoweryfikacji, sędziowie orzekli, że gol jest prawidłowy, a autorem trafienia na 2:1 został Joona Monto.

Chwilę później, w 53. minucie, GKS Katowice zdobył trzecią bramkę. Jednak i to trafienie musiało zostać sprawdzone. Sędziowie uznali, że strzał Dupuy (po akcji Hoffmana) został poprzedzony utrudnianiem obrony Halonenowi przez Hoffmana i gol został anulowany.

Zagłębie, grając pod dużą presją czasu i wyniku, w końcówce wycofało bramkarza, stawiając wszystko na jedną kartę. Katowiczanie skutecznie odpierali ataki, choć w 58. minucie byli o centymetry od wepchnięcia krążka do bramki po akcji Piiponena i Alanena. Na osiem sekund przed końcem, Stephen Anderson przypieczętował zwycięstwo, trafiając do pustej bramki i ustalając wynik na 3:1.

Na trzy formacje i trzech obrońców walczyć ciężko. GieKSa zrobiła swoje w Sanoku

GKS Katowice odniósł pewne zwycięstwo, pokonując w wyjazdowym spotkaniu STS Sanok 7:0. Borykający się z wieloma trudnościami sanoczanie przystąpili do dzisiejszego spotkania na trzy formację i jedynie… trzech nominalnych obrońców. Co gorsza, w 35. minucie z powodu urazu spotkanie musiał zakończyć jeden z sanockich defensorów, Michał Starościak.

Sporą zagwozdkę miał z pewnością trener Bogusław Rąpała zestawiając skład swojej drużyny na dzisiejsze spotkanie. I tak już wąska kadra sanoczan została dodatkowo uszczuplona powołaniem Wiktora Biedy i Wojciecha Wilczoka na Mistrzostwa Świata Dywizji IB do lat 20. Te okoliczności sprawiły, że zobaczyliśmy w składzie STS-u jedynie trzech nominalnych obrońców. Co gorsza dla ekipy trenera Rąpały, występ jednego z nich – Michała Starościaka, zakończył się już w 35. minucie z powodu kontuzji. Wobec takich ekscesów kadrowych, najbardziej zapracowanym zawodnikiem w sanockiej arenie, był rzecz jasna Filip Świderski. Choć golkiper gospodarzy robił co mógł i naprawdę popisał się kilkoma dobrymi interwencjami, to sam nie mógł przeciwstawić się ofensywnej sile rywala. Łącznie GieKSa na bramkę strzeżoną przez Świderskiego oddała aż 59 strzałów. Największym zwycięzcą dzisiejszego spotkania okazał się Joona Monto, który zdołał dwukrotnie wpisać się na listę strzelców oraz zaliczył kluczowe podanie przy inauguracyjnej bramce Mateusza Bepierszcza.

Będzie debiut! Utalentowany napastnik powołany do reprezentacji Polski. Wiemy, kogo zastąpi

Jeszcze jedna zmiana nastąpiła w seniorskiej reprezentacji Polski. Pekka Tirkkonen wysłał dodatkowe powołanie do Jonasza Hofmana. Ma to związek z chorobą etatowego kadrowicza.

20-letni napastnik radzi sobie w tym sezonie bardzo dobrze, bo w 24 rozegranych meczach zdobył 4 bramki i zanotował 6 asyst.

Teraz dostanie szansę pokazania się w seniorskiej reprezentacji Polski, bowiem został powołany w miejsce chorego Pawła Zygmunta. Wychowanek KTH Krynica z orzełkiem na piersi rozegrał 73 spotkania i strzelił w nich 20 bramek.

Zgrupowanie w Tychach potrwa do czwartku. W piątek biało-czerwoni rozpoczną zmagania w Memoriale Tamása Sárközy’ego, w którym zmierzą się z Francuzami, Włochami i Węgrami. Z „Les Bleus” zagramy 12 grudnia (piątek) o 15:00, dzień później zmierzymy się z Italią (15:00), a na zakończenie turnieju skrzyżujemy kije z „Madziarami” (16:30).

Skład reprezentacji Polski:

Bramkarze:

Michał Kieler (GKS Katowice), Maciej Miarka (ECB Zagłębie Sosnowiec), Mateusz Studziński (KH Energa Toruń)

Obrońcy:

Kamil Górny (BS Polonia Bytom), Karol Biłas, Michał Naróg, Jakub Wanacki (wszyscy ECB Zagłębie Sosnowiec), Olaf Bizacki (GKS Tychy), Bartosz Florczak (KS Unia Oświęcim), Mateusz Zieliński, Eryk Schafer (obaj KH Energa Toruń), Kacper Maciaś (GKS Katowice), Oskar Jaśkiewicz (Comarch Cracovia)

Napastnicy:

Patryk Krężołek (Baník Sokolov – 1. liga, Czechy), Damian Tyczyński (HC Frydek-Mistek – 1. liga, Czechy), Jonasz Hofman, Mateusz Michalski, Patryk Wronka (wszyscy GKS Katowice), Sebastian Brynkus (ECB Zagłębie Sosnowiec), Szymon Kiełbicki, Jakub Ślusarczyk (obaj JKH GKS Jastrzębie), Alan Łyszczarczyk, Dominik Paś, Mateusz Gościński, Bartłomiej Jeziorski (wszyscy GKS Tychy), Jakub Lewandowski (KH Energa Toruń), Łukasz Krzemień (Unia Oświęcim) i Dominik Jarosz (BS Polonia Bytom).

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.

Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.

Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.

Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Trudność w podejściu do średniawki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Aaaa qrwa jego mać…

To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.

Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.

Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.

O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.

Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.

Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.

Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.

Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.

Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.

Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.

Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.

Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.

Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.

Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.

Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga