Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mediów: Tylko oni byli w stanie pokonać GKS Katowice

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie. Prezentujemy najciekawsze z nich.

Drużyna kobiet zakończyła rozgrywki rundy jesiennej na 4. miejscu ze stratą 10 punktów do liderek rozgrywek Czarnych (mamy rozegrany jeden mecz mniej). Obrończyni Alicja Wojas otrzymała powołanie na zgrupowanie reprezentacji Polski do lat 19. Drużyna męska rozegrała ostatnie dwa mecze w 2025 roku – w Barbórkę pokonała Jagiellonię 3:1 w 1/8 finału Pucharu Polski oraz przegrała 0:1 z Rakowem w Ekstraklasie. Prasówkę po tych meczach znajdziecie odpowiednio TUTAJ i TUTAJ. Według portalu transfery.info GieKSa jest zainteresowana pozyskaniem Ołeha Horina.

Siatkarze w ubiegłym tygodniu przegrali pierwsze spotkanie w I lidze z wiceliderem rozgrywek CUK Anioły Toruń 1:3. Kolejne spotkanie drużyna rozegra w Arenie Katowice 13 grudnia (sobota) o 17:00 z SMS-em PZPS Spała.

Hokeiści w ubiegłym tygodniu rozegrali trzy mecze. W pierwszym z nich przegrali z Cracovią 2:3, następnie pokonali Zagłębie 3:1 oraz STS Sanok 7:0. Ze względu na przerwę reprezentacyjną następny mecz ligowy rozegramy 17 grudnia z Polonią. Do reprezentacji Polski na konsultację oraz Turniej European Cup of Nations powołani zostali: Michał Kieler, Kacper Maciaś, Mateusz Michalski, Patryk Wronka oraz Jonasz Hofman.

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – Powołania na grudniowe zgrupowanie konsultacyjne reprezentacji Polski do lat 19 kobiet

Selekcjoner reprezentacji Polski do lat 19 Marcin Kasprowicz ogłosił nazwiska zawodniczek, które wezmą udział w zgrupowaniu konsultacyjnym, które odbędzie się w dniach 9-11 grudnia w Pruszkowie.

Grudniowe zgrupowanie będzie jednym z etapów przygotować kadry do II rundy eliminacji do mistrzostw Europy U-19.

Biało-Czerwone pierwszą rundę eliminacji przeszły bez straty gola i z kompletem trzech zwycięstw.

Powołane zawodniczki:

Roksana Jagodzińska, Mariua Ostopinka (AP Orlen Gdańsk), Alicja Bednarek, Oliwia Zgoda (Rekord Bielsko-Biała), Martyna Nowakowska, Zofia Tomaszewska (Diamonds Academy), Alicja Wojas (GKS Katowice), Nina Budzińska (Medyk Konin), Julia Janczy, Faustyna Korzekwa (Czarni Antrans Sosnowiec), Aleksandra Kuśmierczyk, Martyna Łuczak, Monika Poniedziałek, Małgorzata Rogus (Lech UAM Poznań), Gabriela Jankiewicz, Martyna Kośmińska (Legia Ladies), Zuzanna Rybińska (Pogoń Szczecin), Gabriela Fesinger, Aleksandra Grzelak, Inez Sikora (UKS SMS Łódź), Gabriela Lewicka, Dominika Szkwarek. Paulina Guzik (Śląsk Wrocław).

transfery.info – Wisła Kraków i GKS Katowice zainteresowane byłym graczem Jagiellonii Białystok?!

Na radarach rywalizującego w Ekstraklasie GKS-u Katowice i pierwszoligowej Wisły Kraków miał znaleźć się Ołeh Horin. Takie wieści przekazał serwis Ua-football.com.

Zdaniem Ua-football.com Ołeh Horin mógł ponownie wylądować w Polsce już latem, ale wtedy po rozstaniu z Ruchem Lwów ostatecznie pozyskał go ŁNZ Czerkasy. Od tamtej pory środkowy obrońca rozegrał w jego trykocie 12 meczów w ukraińskiej ekstraklasie, a dwa występy dorzucił w pucharze kraju.

Jak można przeczytać, teraz temat powrócił, a zainteresowanie defensorem mają wykazywać przedstawiciele Wisły Kraków oraz GKS-u Katowice. W tym momencie nie wiadomo, kto ewentualnie jest bliżej sprowadzenia go do siebie.

Urodzony we Lwowie 25-latek pierwotnie trafił do Polski w 2019 roku, dołączając do Jagiellonii Białystok. Na boiskach Ekstraklasy zaprezentował się raz – w starciu z Piastem Gliwice. Następnie oprócz Ruchu oraz Czerkasów był związany z FK Minaj oraz SK Dnipro-1.

Były młodzieżowy reprezentant Ukrainy w sumie uzbierał dotychczas 59 spotkań i trzy gole w rodzimej ekstraklasie.

Wspomniane na początku źródło nazwało go jednym z najlepszych piłkarzy aktualnej ekipy w trwających rozgrywkach.

SIATKÓWKA

siatka.org – Doczekali się! Tylko oni byli w stanie pokonać GKS Katowice

Sobotnie mecze na zapleczu PlusLigi rozstrzygnęły się bez podziału punktów. Najwięcej emocji przysporzył hit w Toruniu, między dwoma czołowymi drużynami. GKS Katowice w końcu był do pokonania. Po raz pierwszy w tym sezonie uległ i to 1:3.

Do pierwszej grudniowej soboty niezwykłą serią mógł się poszczycić GKS Katowice. Spadkowicz z minionego sezonu PlusLigi jako jedyny pozostawał niepokonany w rozgrywkach na jej zapleczu. Niewiele brakowało, by z takim statusem dotrwał do półmetka rundy zasadniczej.

Jedna drużyna była jednak w stanie temu zapobiec. Biorąc pod uwagę dyspozycję Aniołów Toruń, można było liczyć na wyrównany pojedynek między zespołami. Tymczasem torunianie oddali rywalom tylko jednego seta. W pozostałych oni dominowali, a w trzecim nawet wygrali do 14. O to, by toruńska twierdza nie została zdobyta, zadbał przede wszystkim Luis Paolinetti. Niekwestionowany lider Aniołów zanotował 26 „oczek”, utrzymując aż 71% skuteczności i 67% efektywności w ataku! Katowiczanie za to nie byli sobą. W ataku popełnili masę błędów, bo aż jedenaście. Jedynie Bartłomiej Krulicki trzymał poziom, ale sam niewiele był w stanie zdziałać.

CUK Anioły Toruń – GKS Katowice 3:1 (25:23, 21:25, 25:14, 25:19)

HOKEJ

hokej.net – Specjaliści od dogrywek! Cracovia z kolejnym zwycięstwem

W 25. kolejce TAURON Hokej Ligi Comarch Cracovia pokonała u siebie GKS Katowice 3:2 po dogrywce. To już czwarte zwycięstwo Pasów w ostatnich pięciu spotkaniach, co wyraźnie pokazuje ich dobrą formę w ostatnich tygodniach.

Cracovia na początku spotkania narzuciła swoje tempo i stwarzała groźniejsze sytuacje. Po kilku niewykorzystanych okazjach Makiego, Tiali i Montgomerego to jednak goście wyszli na prowadzenie. W 11. minucie Jonasz Hofman popisał się znakomitą indywidualną akcją, umieszczając krążek pod poprzeczką. Gospodarze mogli strzelić gola na wyrównanie, lecz brakowało im skuteczności przy podaniach Kapicy, szansę zmarnowali kolejno Montgomery i Karjalainen. Kolejne trafienie dla Katowic przyszło już w 15. minucie, Chodor uderzył z dystansu, krążek przeleciał pod pachą Lipiananena i wpadł do bramki. Pod koniec tercji Pasy grały jeszcze w przewadze, ale wynik nie uległ zmianie i katowiczanie z zaliczką dwóch bramek schodzili do szatni.

Katowice mocno zaczęły drugą tercję, Maciaś uderzył z niebieskiej, a Pasiut i Wronka tworzyli groźne akcje pod bramką rywala, lecz Lipianen świetnie interweniował. Cracovia musiała bronić dwóch kar, jednak goście mimo przewagi nie potrafili oddać decydującego strzału. W 28. minucie Pasy odpowiedziały golem kontaktowym: Karjalainen zagrał bekhendem do Kapicy, a ten z bliska wpakował krążek między parkanami Kielera. Katowice po stracie bramki wzięły się do pracy i znów przejęły inicjatywę. Jednak do końca tercji wynik nie uległ już zmianie.

Trzecia tercja przyniosła sporo emocji po obu stronach. Drużyny tworzyłyataki, jednak brakowało skuteczności. Decydujący moment nastąpił w 56. minucie, kiedy Cracovia dopięła swego: Valtola huknął w samo okienko i doprowadził do wyrównania. W końcówce Katowice miały jeszcze pojedyncze szanse, lecz ich strzały były niecelne. Mecz zakończył się remisem i zawodnicy szykowali się do dogrywki.

Dodatkowy czas gry toczył się spokojnie, były okazje dla obu drużyn, lecz żadna nie była stuprocentowa. Przełomowy moment nastąpił w 65. minucie, Karjalainen indywidualnie wjechał w tercję rywala i precyzyjnym strzałem wpakował krążek do bramki, dając Cracovii zwycięstwo 3:2.

Lider pokonany! I to wcale nie dziwi. Patent na Zagłębie podtrzymany

Katowice utrzymują dominację nad liderem ligi! GKS Katowice po zaciętym i emocjonującym spotkaniu pokonał ECB Zagłębie Sosnowiec 3:1, udowadniając, że to właśnie GieKSa ma sposób na ekipę z Sosnowca, jako jedyna drużyna w obecnym sezonie, która nie dała się im ograć.

Od początku wiadomo było, że katowicko-sosnowieckie derby hokeja, choć ogołocone z lokalnych zawodników, dostarczą kibicom niezapomnianych emocji. Temperatura rywalizacji była wysoka, a zawodnicy nie szczędzili sobie twardej, hokejowej walki.

Pierwsza odsłona meczu była naznaczona wzajemnym badaniem sił i mocnym tempem, ale brakowało konkretów pod bramkami. Zagłębie miało swoje szanse – w 6. minucie po strzale Sołtysa krążek obił słupek, a Bernacki i Nahunko stworzyli dobre okazje strzeleckie.

Katowiczanie odpowiadali, głównie za sprawą duetu Dupuy-Hoffman, ale Halonen w bramce gości był na posterunku, podobnie jak Eliasson. Charakterystycznym elementem tercji były częste przepychanki (m.in. Monto i Piipponen) i obustronne wykluczenia, które nie doprowadziły do gry w przewadze.

Przełom nastąpił w 28. minucie. Po faulu na Dupuy sędziowie podyktowali rzut karny. Do krążka podszedł Stephen Anderson, który pięknym manewrem podniósł gumę pod poprzeczkę, dając GKS Katowice prowadzenie 1:0!

Radość gospodarzy nie trwała jednak długo. W 34. minucie Zagłębie zdołało wyrównać. Po strzale z dystansu Wanackiego, krążek wyleciał spod parkanu Eliassona, a najszybciej zareagował Joni Piipponen, pakując gumę do bramki na 1:1.

Do końca drugiej tercji gra była wyrównana. Tuż przed przerwą GieKSa otrzymała szansę na grę w przewadze (wykluczenie Ciury), ale power play był totalnie nieproduktywny.

Decydująca okazała się trzecia tercja, która rozpoczęła się od dużej walki i mniejszej liczby celnych strzałów. W 45. minucie na prowadzenie ponownie wyszła GieKSa. Po wrzuceniu krążka przez Varttinena i zamieszaniu pod bramką, krążek znalazł drogę do siatki. Pomimo natychmiastowej wideoweryfikacji, sędziowie orzekli, że gol jest prawidłowy, a autorem trafienia na 2:1 został Joona Monto.

Chwilę później, w 53. minucie, GKS Katowice zdobył trzecią bramkę. Jednak i to trafienie musiało zostać sprawdzone. Sędziowie uznali, że strzał Dupuy (po akcji Hoffmana) został poprzedzony utrudnianiem obrony Halonenowi przez Hoffmana i gol został anulowany.

Zagłębie, grając pod dużą presją czasu i wyniku, w końcówce wycofało bramkarza, stawiając wszystko na jedną kartę. Katowiczanie skutecznie odpierali ataki, choć w 58. minucie byli o centymetry od wepchnięcia krążka do bramki po akcji Piiponena i Alanena. Na osiem sekund przed końcem, Stephen Anderson przypieczętował zwycięstwo, trafiając do pustej bramki i ustalając wynik na 3:1.

Na trzy formacje i trzech obrońców walczyć ciężko. GieKSa zrobiła swoje w Sanoku

GKS Katowice odniósł pewne zwycięstwo, pokonując w wyjazdowym spotkaniu STS Sanok 7:0. Borykający się z wieloma trudnościami sanoczanie przystąpili do dzisiejszego spotkania na trzy formację i jedynie… trzech nominalnych obrońców. Co gorsza, w 35. minucie z powodu urazu spotkanie musiał zakończyć jeden z sanockich defensorów, Michał Starościak.

Sporą zagwozdkę miał z pewnością trener Bogusław Rąpała zestawiając skład swojej drużyny na dzisiejsze spotkanie. I tak już wąska kadra sanoczan została dodatkowo uszczuplona powołaniem Wiktora Biedy i Wojciecha Wilczoka na Mistrzostwa Świata Dywizji IB do lat 20. Te okoliczności sprawiły, że zobaczyliśmy w składzie STS-u jedynie trzech nominalnych obrońców. Co gorsza dla ekipy trenera Rąpały, występ jednego z nich – Michała Starościaka, zakończył się już w 35. minucie z powodu kontuzji. Wobec takich ekscesów kadrowych, najbardziej zapracowanym zawodnikiem w sanockiej arenie, był rzecz jasna Filip Świderski. Choć golkiper gospodarzy robił co mógł i naprawdę popisał się kilkoma dobrymi interwencjami, to sam nie mógł przeciwstawić się ofensywnej sile rywala. Łącznie GieKSa na bramkę strzeżoną przez Świderskiego oddała aż 59 strzałów. Największym zwycięzcą dzisiejszego spotkania okazał się Joona Monto, który zdołał dwukrotnie wpisać się na listę strzelców oraz zaliczył kluczowe podanie przy inauguracyjnej bramce Mateusza Bepierszcza.

Będzie debiut! Utalentowany napastnik powołany do reprezentacji Polski. Wiemy, kogo zastąpi

Jeszcze jedna zmiana nastąpiła w seniorskiej reprezentacji Polski. Pekka Tirkkonen wysłał dodatkowe powołanie do Jonasza Hofmana. Ma to związek z chorobą etatowego kadrowicza.

20-letni napastnik radzi sobie w tym sezonie bardzo dobrze, bo w 24 rozegranych meczach zdobył 4 bramki i zanotował 6 asyst.

Teraz dostanie szansę pokazania się w seniorskiej reprezentacji Polski, bowiem został powołany w miejsce chorego Pawła Zygmunta. Wychowanek KTH Krynica z orzełkiem na piersi rozegrał 73 spotkania i strzelił w nich 20 bramek.

Zgrupowanie w Tychach potrwa do czwartku. W piątek biało-czerwoni rozpoczną zmagania w Memoriale Tamása Sárközy’ego, w którym zmierzą się z Francuzami, Włochami i Węgrami. Z „Les Bleus” zagramy 12 grudnia (piątek) o 15:00, dzień później zmierzymy się z Italią (15:00), a na zakończenie turnieju skrzyżujemy kije z „Madziarami” (16:30).

Skład reprezentacji Polski:

Bramkarze:

Michał Kieler (GKS Katowice), Maciej Miarka (ECB Zagłębie Sosnowiec), Mateusz Studziński (KH Energa Toruń)

Obrońcy:

Kamil Górny (BS Polonia Bytom), Karol Biłas, Michał Naróg, Jakub Wanacki (wszyscy ECB Zagłębie Sosnowiec), Olaf Bizacki (GKS Tychy), Bartosz Florczak (KS Unia Oświęcim), Mateusz Zieliński, Eryk Schafer (obaj KH Energa Toruń), Kacper Maciaś (GKS Katowice), Oskar Jaśkiewicz (Comarch Cracovia)

Napastnicy:

Patryk Krężołek (Baník Sokolov – 1. liga, Czechy), Damian Tyczyński (HC Frydek-Mistek – 1. liga, Czechy), Jonasz Hofman, Mateusz Michalski, Patryk Wronka (wszyscy GKS Katowice), Sebastian Brynkus (ECB Zagłębie Sosnowiec), Szymon Kiełbicki, Jakub Ślusarczyk (obaj JKH GKS Jastrzębie), Alan Łyszczarczyk, Dominik Paś, Mateusz Gościński, Bartłomiej Jeziorski (wszyscy GKS Tychy), Jakub Lewandowski (KH Energa Toruń), Łukasz Krzemień (Unia Oświęcim) i Dominik Jarosz (BS Polonia Bytom).

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Projekt GKS Katowice

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Latem 2019 roku na swoją drugą kadencję przybył do GieKSy Rafał Górak. Trener, który miał coś do udowodnienia wszystkim związanym z katowicką piłką. Zadania podjął się ekstremalnie trudnego. GieKSa właśnie spadła do drugiej ligi – po kilku latach marzeń i nadziei na awans do ekstraklasy, zakończyło się zmianą ligi – ale w drugą stronę. To był dla nas wszystkich koszmar. Zamiast do Warszawy, Poznania czy Zabrza mieliśmy jeździć do Legionowa, Wejherowa czy Stargardu. Marzenia o najwyższej klasie rozgrywkowej trzeba było odłożyć i ratować, co się da.

Jak wielką otchłanią była ta sytuacja… Pierwszy mecz w drugiej lidze u siebie ze Zniczem Pruszków został przegrany, a do przerwy dostaliśmy trzy gongi. Można było wtedy czuć spory niepokój, że na drugiej lidze się nie skończy. Że spotka nas los, którego doświadczają teraz choćby kibice Zagłębia Sosnowiec. Że o wzroście nie ma co marzyć, a jedyne, o co należy walczyć, to żeby nie pogrążać się coraz bardziej.

Trudne to były początki. GKS w pierwszym sezonie w drugiej lidze nie awansował, choć zabrakło zaledwie jednego punktu. Pamiętam ten mecz z Resovią, kiedy wiedzieliśmy już, że Widzew przegrał i do awansu wystarczył jeden gol. GKS nacierał, ale go nie wbił, a potem ze Stalą Rzeszów odpadł w półfinale baraży.

Awans był rok później. Z perturbacjami, ale ostatecznie dość spokojny, na kolejkę przed końcem rozgrywek. To był pierwszy mały sukces Rafała Góraka. Co by nie mówić – mimo wszystko stadiony pierwszoligowe to coś innego niż stadiony drugoligowe. Tu już pojawiają się spadkowicze z ekstraklasy, no i generalnie jest kilka uznanych firm. Więc tragedii nie ma. No chyba, że kisi się w niej kilkanaście lat i przewija się w niej kilkadziesiąt klubów, a GKS jak był, tak jest dalej.

Znów na tym zapleczu ekstraklasy byliśmy i po dwóch latach był to powiew świeżości. Znów branding pierwszej ligi, znów mecze w Polsacie i… marzenia o ekstraklasie. Coś zostało odbudowane, a klątwa Witana przestała obowiązywać, bo znaleźliśmy się w punkcie wyjścia. Było ciężko. Po dobrych początkach przychodziły rozczarowania, jak na przykład to, gdy po triumfie z ŁKS w Łodzi, GieKSa nie potrafiła utrzymać prowadzenia z grającą w dziesiątkę Termaliką. Bywały spore wtopy jak cztery bramki tracone w Głogowie czy Opolu albo pięć u siebie z ŁKS. Albo trzy porażki u siebie z rzędu, w ciągu praktycznie tygodnia. Nawet Borja Galan nam w barwach Odry potrafił strzelić bramkę na Bukowej. Czy Kowal w barwach ŁKS. Były też drobne momenty triumfu, jak zwycięstwo w doliczonym czasie gry z Ruchem. Ale to była tylko kwestia prestiżu. Potem i tak była wielka piłka (plażowa) w Chojnicach.

Trener łatwo nie miał. Ten projekt się budował i budował, ale nieraz w katuszach. W kolejnym sezonie wydawało się jesienią, że GieKSa już to ma. Efektowna wygrana z Wisłą Płock i Resovią, na wyjeździe w Pruszkowie. Wydawało się, że to ten sezon. Że w końcu GieKSa gra taką piłkę, że szanse na awans są  naprawdę spore. Coś się jednak zacięło i nastały długie tygodnie bez wygranej. Nawet prowadząc w Krakowie z Wisłą, katowiczanie stracili dwa gole w doliczonym czasie i przegrali. Było coraz to gorzej, a GKS systematycznie osuwał się w tabeli. Oczywiście z racji baraży mogliśmy marzyć o załapaniu się do nich, ale przecież i to było trudne, jeśli zajmuje się 12. miejsce w tabeli.

Co było wiosną – wszyscy pamiętamy. Prawdziwy szturm, choć nie do końca zamierzony. To znaczy nikt na początku roku o ekstraklasie nie myślał. Była porażka w końcówce z Wisłą Płock. Ale potem GieKSa wygrywała, wygrywała i… zaczęliśmy na poważnie myśleć o barażach. Potem o tym, żeby zająć trzecie miejsce i mieć bonus gry u siebie. Aż w ostatniej kolejce – przy splocie niesamowitych okoliczności – nadarzyła się szansa na awans bezpośredni. Gdynia jest historią.

Piękną historią powrotu GieKSy na polskie salony. Pamiętam ten pierwszy mecz w ekstraklasie z Radomiakiem. Jakie to wszystko było inne niż to, co przeżywaliśmy przez 19 lat. Wszędzie napisy ekstraklasa, Canal+, świadomość, że patrzą na nas już nie tylko lokalne media, a cała piłkarska Polska. Że zainteresował się nami w końcu nie tylko pies z kulawą nogą. Rozpoczęła się piękna przygoda, która trwa od dwóch lat. Jednak nawet wtedy, gdy pokarał nas dwukrotnie Leonardo Rocha, nie byliśmy sobie w stanie wymarzyć, jak to będzie wyglądać. Gdyby ktoś wtedy powiedział, że w dwa sezony GKS wygra ćwierć setki meczów, zdobędzie prawie sto punktów, strzeli równe sto goli, otrze się o Puchar Polski, a nasz zawodnik zostanie piłkarzem sezonu – zastanowilibyśmy się, czy wszystko z głową jest w porządku.

Jak mówił trener – wtedy sukcesem był każdy gol, każdy zdobyty jeden punkt. Duma, że wygraliśmy w Mielcu. Potem spektakularne zwycięstwo z Jagiellonią. Pogrom z Puszczą. Kilka innych bardzo wartościowych wyników. Potem wiosna i nowy stadion. Szybkie i spokojne utrzymanie. No i zakończony sezon, minimalnie lepszy punktowo od poprzedniego, zakończony awansem do europejskich pucharów.

Ta droga, którą przeszedł GKS Katowice jest naprawdę filmowa. Zarówno od spadku w 2005 roku z ekstraklasy i początków w IV lidze, ale właśnie przede wszystkim w te siedem ostatnich lat. To była droga bardzo trudna, z meczami i sytuacjami ważącymi się w doliczonym czasie gry. Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie dwa gole przy Konwiktorskiej. Gdyby nie kapitalna akcja Jakuba Araka w Tychach. Decyzja VAR Tomasza Kwiatkowskiego w derbach Trójmiasta. A patrząc na ten sezon – gdyby nie gol Lukasa Klemenza z Wisłą Płock, no i oczywiście Marcela w Szczecinie.

Musieliśmy być cierpliwi. Zarówno długofalowo, jak i w kontekście pojedynczego meczu. Nieraz bowiem na ten pozytywny rezultat musieliśmy czekać do czasu grubo po dziewięćdziesiątej minucie. GieKSa dziubała te oczka, aż w końcu wyhaftowała na koniec korzystny wynik.

W przeszłości nieraz nam tej cierpliwości brakowało. A do dzisiaj pozostają takie „elementy”, które po jednym nieudanym meczu zaczynają śpiewkę, że GieKSa jest słaba, a „trener pewnego poziomu nie przeskoczy”. Chyba największy wysyp negatywnych komentarzy (eufemizm) był po jesiennym meczu z Lechem. Wtedy punkty były dość słabe, ale sam mecz z Kolejorzem (plus wcześniejszy remis i zwycięstwo pucharowe z Wisłą) dawało dużą nadzieję, że będzie lepiej. I potem było już bardzo dobrze.

Przede wszystkim ta drużyna ma niesamowity mental. Nie będąc zespołem idealnym, czysto piłkarsko znajdując się w środku ekstraklasowej stawki, razem z kilkoma innymi drużynami, ma te elementy, które powodują różnicę na plus. Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak GieKSa w ostatnich dwóch latach gra mając lekki nóż na gardle. Mam na myśli sytuację, w których ze 2-3 mecze się nie powiodły, zaczyna to wyglądać bardzo ryzykownie i przychodzi mecz, w przypadku porażki w którym może się zrobić bardzo źle. I GieKSa permanentnie takie mecze wygrywa, najczęściej później poprawiając jakąś kapitalną serią.

Tak było w zeszłym sezonie kilkukrotnie. Choćby wtedy, gdy przegrywaliśmy w Lubinie i Zabrzu, przedzielone straconym zwycięstwem w doliczonym czasie z Widzewem. No to potem wygraliśmy z Pogonią, rozgromiliśmy Puszczę, awansowaliśmy w Pucharze Polski. Była porażka z Legią, Unią i Koroną. Robiło się nieciekawie, a jechaliśmy na wyjazd z bardzo mocną Cracovią. I tam spektakularne zwycięstwo. No a w tym sezonie właśnie te porażki z Lechią, Cracovią i Lechem, przedzielone punkcikiem z Wisłą. I wyjazd na „mecz prawdy” do Lublina. Pogrom Motoru i seria kolejnych zwycięstw.

Coś, co w przeszłości działało dokładnie odwrotnie. Jak było źle, to po kolejnym bardzo ważnym meczu było jeszcze gorzej. Zresztą, jak i katowiczanie mieli wskoczyć na czołowe miejsca, to również tego nie wykorzystywali (słynne sześć nieudanych prób wskoczenia na pozycję lidera za trenera Brzęczka). GieKSa przegrywała wszystkie zarówno bardzo ważne, jak i prestiżowe mecze. Wszyscy pamiętamy seryjne wtopy z Zagłębiem Sosnowiec, Tychami czy Ruchem.

Teraz to już nie ma miejsca. Nasz zespół już tyle razy uniósł ciężar ważnych meczów, że to jest bardziej regułą niż przypadkiem. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę końcówkę zakończonego sezonu. Pisałem o tym na trzy kolejki przed końcem – że trzy punkty powinny dać awans do pucharów. I to się sprawdziło, a GieKSa te trzy oczka uciułała. Ktoś powie, że można było wygrać z Piastem i zakończyć sprawę. Niby tak, ale z drugiej strony – patrząc na terminarz – to przecież wygranie jednego meczu z trzech: Jaga u siebie, wyjazd do Gliwic i Szczecina, jest totalnie nieoczywiste. Jakby takich meczów było dziesięć to tak – moglibyśmy powiedzieć, że klasowa drużyna powinna coś tam wygrać. Ale dokładnie te trzy spotkania to jest na tyle mało, że wcale nie jest oczywiste, że nawet taki Lech Poznań wygrałby jeden z nich.

A GieKSa żadnego z tych meczów nie przegrała i to był klucz do sukcesu. Przeżywaliśmy bardzo trudne chwile w Gliwicach i Szczecinie. A z Jagiellonią przecież też przegrywaliśmy. Uważam, że to, że GKS nie przegrał żadnego z tych trzech meczów, to wielki sukces tej drużyny. W lidze, w której każdy pojedynczy punkcik był na wagę złota. I właśnie m.in. jeden z tych punktów zaważył na sukcesie.

GieKSa wskoczyła na wyższy poziom wtajemniczenia w ekstraklasie. Tak jak pisałem w poprzednim felietonie – można grać w ekstraklasie, ale nie być ekstraklasową drużyną. Nią trzeba się dopiero stać – na placu boju. Wiele drużyn tego nie wytrzymuje i nawet awansując na najwyższy szczebel, dalej utrzymuje vibe pierwszoligowca. I my na początku, będąc beniaminkiem, też tym piłkarskim pierwszoligowcem nadal byliśmy. Ekstraklasa jawiła się jak „nasza Liga Mistrzów”, gdzie każdy gol, każdy remis, każde – daj Boże – zwycięstwo będzie czymś niesamowitym. Trochę na zasadzie, że przede wszystkim liczy się udział, a jak uda się coś ugrać to cudownie.

Wystarczy sobie przypomnieć sytuacje, kiedy w kilkunastu ostatnich latach trafialiśmy w Pucharze Polski na zespół z ekstraklasy. Mieliśmy wrażenie, że przyjeżdża do nas ekipa z innego zupełnie wymiaru. Walczyliśmy dzielnie i nawet czasem udało się wygrać (Podbeskidzie, Pogoń, Warta). Ale były też wtopy. A gdybyśmy sobie wtedy mieli wyobrazić, że gramy na wyjeździe, to już porażka byłaby niemal murowana.

Pisałem o tym kilkukrotnie – pierwszy zalążek tego, że GKS staje się drużyną ekstraklasową zobaczyłem rok temu w Lubinie. Co prawda wcześniej GKS wygrał po świetnym meczu z Jagiellonią, ale to właśnie spotkanie na stadionie Zagłębia pokazało mi coś więcej. GKS pojechał tam prowadzić grę, rządzić na boisku i na tle drużyny, która wiele lat gra w ekstraklasie, na jej obiekcie, nasz zespół nie odstawał, a wieloma momentami po prostu był lepszy. Nawet jeśli ostatecznie wtedy drużyna przegrała – ten pojedynek coś pokazał. I potem systematycznie wzmacniał ekstraklasową pozycję, coraz częściej punktując, coraz częściej wygrywając.

Dalsze umacnianie było w tym sezonie. Systematycznie wznosiliśmy się na coraz wyższy poziom. GieKSę zaczęto szanować i przestawaliśmy być – w opinii niektórych – pierwszoligowymi chłopcami do bicia. Zakończona wiosna jeszcze bardziej umocniła do przekonanie, bo przecież startując ze strefy spadkowej, zakończyliśmy w pucharach. GieKSa wiosną wygrała u siebie wszystko prócz dwóch meczów, które zremisowała. Na wyjazdach może wygraliśmy niewiele, bo tylko dwa spotkania, ale też poza tym nie przegrywaliśmy wszystkiego jak leci. Z najmocniejszymi w tej lidze może jeszcze nie wygrywamy seryjnie, ale gramy jak równy z równym. Na wiosnę zanotowaliśmy remisy z Lechem, Jagiellonią, Rakowem w Pucharze. Wygraliśmy z Górnikiem. W tych czterech meczach zdobyliśmy aż dwanaście goli, czyli po trzy na mecz. Tyle samo co prawda straciliśmy, ale to pokazuje, że GieKSa nie pęka, nie próbuje grać na 0:0, tylko chce grać na swoich warunkach. Taka postawa na pewno jest bardziej rozwojowa niż asekuranctwo.

Niebywała jest ta droga, ten projekt, który tak naprawdę jest możliwy właśnie dlatego, że jest projektem. Rafał Górak i ekipa wyszli z bardzo uniwersalnego założenia funkcjonowania świata, a jednocześnie tak rzadko mająca rację bytu. Że dobry, przemyślamy i konsekwentnie realizowany plan w sposób olbrzymi zwiększa prawdopodobieństwo sukcesu. Ludzie generalnie działają chaotycznie i po łebkach. Za szybko, bez planu, bez przygotowania. Mowa o wszystkim: czy to założeniu firmy, czy planie na odchudzanie. A wystarczy naprawdę stosunkowo niewiele: trochę predyspozycji i właśnie ten rzetelny plan.

W piłce to również bardzo rzadkie. Podpalamy się wszyscy, kibice, trenerzy, piłkarze, a przede wszystkim ludzie zarządzający klubami. I nie twierdzę nawet, że czasem jedno czy drugie zwolnienie trenera jest złe. Bo i trenerzy bardzo często nie mają pomysłu na to wszystko, podejmują dziwne decyzję, zaraz mają syndrom oblężonej twierdzy. Są niecierpliwi. Tutaj wygląda na to, że było i jest inaczej. Że nawet, gdy wyników nie było, zespół przeżywał swoje kryzysy, to plan cały czas był i był aktualny. Wiadomo, że trochę szczęścia musiało w tym być, bo przecież nie było naszym planem pudło Adamczyka z karnego na śniegu. Ale nawet jeśli to szczęście nam się pojawiało, to zespół cisnął, by wyciągnąć z niego jak najwięcej.

Trener mówi o zgliszczach, które zastał w 2019. Porównanie oczywiście adekwatne, ale ja bym zaproponował ładniejszą metaforę. GieKSa wtedy po prostu może była takim noworodkiem, który nie umiał ani mówić, ani chodzić i potrzebował całodobowej opieki i czułości. Z czasem to dziecko zaczęło gaworzyć, wypowiadać swoje pierwsze słowa, potem raczkować, w końcu stanęło na dwie nóżki. I tak dalej… Obecnie jest to w pełni dojrzały młody człowiek, który ma siłę, intelekt i mnóstwo zasobów. Może iść przez życie i go smakować. Jednocześnie ten młody człowiek nadal ma potencjał, który warto by wykorzystać i ciągle się rozwijać. A nad tym wszystkim czuwa ojciec Rafał Górak i matka – cały sztab.

Rozwijaj się więc nasza kochana GieKSo, jedz zdrowo, trenuj i nigdy nie trać wiary w siebie. A wielkie rzeczy staną się coraz i coraz bardziej osiągalne.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Szymon Bartlewicz pierwszym transferem GieKSy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Pierwszym nowym piłkarzem, który dołącza do GKS Katowice na sezon 2026/27, został Szymon Bartlewicz.

Umowa obowiązywać będzie do 30 czerwca 2029 roku i zawiera opcję przedłużenia. 20-latkowi skończył się kontrakt z pierwszoligowym Chrobrym Głogów, z którym związany był od czasów juniorskich. W Chrobrym rozegrał 97 spotkań, zdobywając 13 bramek i 11 razy asystując. Powoływany jest także do młodzieżowych reprezentacji Polski.

Nominalnie występuje jako ofensywny pomocnik i jak sam przyznaje wyróżnia go kreatywność w środku pola.

Witamy w GieKSie i życzymy powodzenia w naszych barwac.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Felieton o Zagłębiu Lubin

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

„Ktoś powie, że w głowie mi się poprzewracało od ekstraklasy, ale nie no – jeśli chcemy na poważnie w niej grać, to w drugim sezonie musimy już powoli uznawać się za lepszych, przynajmniej na swoim boisku, od kilku ekip. Przynajmniej od trzech. I jedną z takich jest Zagłębie. Szacun dla trenera Ojrzyńskiego za świetną robotę, ale takich efektownych meczów, jak wczorajsza pierwsza połowa, Zagłębie zbyt wielu nie rozegra.

Odszczekam, jeśli Zagłębie na koniec sezonu zajmie wyżej niż 13. miejsce. Napiszę specjalny felieton pochwalny dla Zagłębia Lubin”.

Pisząc ten felieton po meczu drugiej kolejki z Zagłębiem Lubin – felieton z 29 lipca – nie sądziłem, że tak szybko będę już wiedział, że słowo ciałem się stanie. A że człowiek jest słowny, następuje to dzisiaj.

Przeliczyłem się i to bardzo. Nie sądziłem, że Lubinianie pójdą w tę stronę, a tak naprawdę do ostatniej kolejki teoretycznie walczyli o udział w europejskich pucharach. Teoretycznie – bo praktycznie w przedostatniej stracili na to szanse. Ale w życiu bym się nie spodziewał, że nie będziemy mówili o miejscu trzynastym, tylko pierwszej piątce czy szóstce w tabeli. Ostatecznie Zagłębie zajęło miejsce siódme. Utrzymali się spokojnie, dali też momentami pokaz naprawdę efektownej gry. Dość powiedzieć, że w dwóch meczach u siebie z ekipami z Trójmiasta strzelili dziesięć (!) goli. Lechię zresztą pokonali również na wyjeździe, początkując drogę Gdańszczan wprost do pierwszej ligi.

We wspomnianym meczu drugiej kolejki Lubinianie na Nowej Bukowej rozegrali fenomenalną pierwszą połowę. „Dziennikarze Zagłębia” łapali się za głowę, ale trudno im się było dziwić. Był polot, szybkość i skuteczność. Prowadzili 1:0 po golu Marcela Reguły, potem mieli kilka świetnych sytuacji. Poprawili drugą bramką Radwańskiego z karnego. Na szczęście Bartek Nowak wziął sprawy w swoje ręce i w drugiej połowie GKS wyrównał, choć w końcówce dość rozpaczliwie bronił remisu i było blisko trzeciej braki dla Zagłębia.

Zagłębie nie punktowało wybitnie, ale punktowało dobrze. Przede wszystkim wygrali w Poznaniu z Lechem, a gol Ławniczaka to było absolutnie jedno z dwóch, trzech najlepszych trafień zakończonego sezonu. Cudowna przewrotka i stadiony świata. Pamiętam, że odwijałem sobie tego gola na kwaterze w Gdańsku, jak niepyszny – bo sami chwilę wcześniej przegraliśmy z Lechią.

Bardzo cenne było zwycięstwo w Radomiu w Pucharze Polski – po dogrywce. No i wspomniane 6:2 i 4:0 z Lechią i Arką. Ale to nie był koniec spektakularnych wyników jesienią. Po fantastycznym meczu Zagłębie pokonało Legię 3:1 nie dając żadnych szans Wojskowym. Wygrali 2:0 u siebie z mocnym Górnikiem Zabrze. W sposób niesamowity odrobili stratę z Widzewem – do 86. minuty przegrywali, a zakończyli mecz z trzema punktami. Na koniec roku wygrali w Częstochowie z Rakowem. Wyniki doprawdy świetne. Jedyną poważną rysą jesieni była wysoka porażka w Szczecinie 1:5.

I 30 stycznia, gdy wracaliśmy do gry, Zagłębie wygrywając u siebie z GieKSą wskoczyłoby na pozycję lidera. Ta sztuka się gospodarzom nie udała, a GKS po bardzo pewnym meczu wygrał 2:0. Gdy Miedziowi przegrywali w Kielcach z Koroną wydawało się, że animusz opadł. To był słaby mecz Zagłębia, ale jakimś cudem strzelili dwie bramki i wygrali. Była to kuriozalna wygrana, ale dała ekipie Ojrzyńskiego bardzo dużo i nastroiła pozytywnie. Potem po remisie u siebie z Rakowem zanotowali serię trzech zwycięstw z rzędu i znowu przesunęli się mocno w tabeli.

W drugiej połowie wiosny było już jednak gorzej. W kolejnych sześciu meczach zespół zanotował pięć porażek. Jednak nadal drużyna utrzymywała się w okolicach pucharów. Zdecydowanie nie pomogła porażka w doliczonym czasie, gry z Termaliką u siebie. To wtedy uwierzyliśmy, że to my możemy wskoczyć na miejsca pucharowe.

Jak u siebie jesienią Lubinianie grali fenomenalnie, tak końcówka była nieporozumieniem. Łapali te czerwone kartki i mieli szczęście, że słaba Cracovia nie potrafiła tego wykorzystać. Na wyjeździe za to zagrali bardzo dobry mecz z Górnikiem i na koniec znów zaczęli pokazywać, że chcą tych pucharów…

Czy chcieli? No nie wiem. I śmiem wątpić. Bo mecz z Pogonią u siebie to był totalny koszmar. Nie wiem, co się stało z tą drużyną, ale mając Europę na wyciągnięcie ręki zagrali tak totalnie bez ambicji i bez charakteru, wyglądali – na tle również słabej tego dnia Pogoni – na drużynę, która nie ma nawet 10 procent determinacji. Kompletnie była to niezrozumiała sytuacja i nie dziwiłem się kibicom Zagłębia, że wyrażali swoje niezadowolenie. To był totalny ambicjonalny dramat.

Musiałem tę łyżkę dziegciu włożyć, bo naprawdę te puchary w Lubinie mogły być. Oczywiście tym lepiej dla nas, że zagrali tak z Pogonią.

Patrząc jednak na sezon całościowo, był on bardzo udany. Skazywany na pożarcie zespół pokazał się wielokrotnie ze świetnej strony i wielu drużynom – w tym nam – napsuł krwi. Co tu dużo gadać, trener Leszek Ojrzyński to fachowiec, wie, czym się to wszystko je i potrafi poukładać naprawdę dobrze drużynę w ekstraklasie.

Nie sądziłem, że drużyna wejdzie na ten poziom. Dodajmy też, że swój udział w udanej jesieni miał nasz obecny piłkarz – Mateusz Wdowiak. Na pewno wyciągnięcie go z Lubina spowodowało spadek jakości w Zagłębiu i podniesienie go w GieKSie. W każdym razie Mateusz pierwszy raz miał okazję zasmakować atmosfery na Nowej Bukowej właśnie jako zawodnik Zagłębia Lubin. Cieszymy się, że teraz jest z nami.

Jak będzie w przyszłym sezonie? Nie wiem. Jednak znów sceptycznie podejdę – nie sądzę, że będzie tak dobrze jak w obecnym. Ale już na pewno nie typowałbym tej drużyny, jako główne zespołu do spadku. Drużyna pokazała, że można w niej pokładać nadzieję, więc myślę, że środek tabeli – w miarę spokojne utrzymanie (2-3 kolejki przed końcem) spokojnie jest do osiągnięcia.

Jednak to jest ekstraklasa, więc nie przewidzisz. Dużo zależy od wzmocnień czy osłabień. Grunt to utrzymywać względną stabilność i wtedy można myśleć o spokoju, a może… o czymś więcej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga