Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media o meczu: Trzynastego wszystko zdarzyć się może

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wieczornego spotkania GKS Katowice – Legia Warszawa.

 

dziennikzachodni.pl – Dziś GKS Katowice gra z Legią Warszawa! Rafał Górak: Piątek trzynastego to mój najszczęśliwszy dzień. Piłkarze będą jeść dziś tatar

Piątek, 13 lutego, godzina 20.30, Nowa Bukowa. GKS Katowice i takiej porze rozpocznie mecz z Legią Warszwa. To spotkanie elektryzuje nie tylko kibiców tych klubów.

GKS rundę wiosenną rozpoczął znakomicie od zwycięstw nad Zagłębiem Lubin i Widzewem Łódź. Zwłaszcza to drugie spotkanie, rozegrane na Arenie Katowice, porwało kibiców oglądających fantastyczną walkę na murawie. Dzięki temu ekipa Rafała Góraka pnie się w górę tabeli. Legia Warszawa z kolei pod ręką Marka Papszuna przegrała z Koroną Kielce i w niesamowitych okolicznościach, strzelając gole w doliczonym czasie, uratowała remis z Arką Gdynia. W efekcie tkwi w strefie spadkowej ze stratą już dwóch punktów do miejsc dających utrzymanie. W piątek trzynastego o 20.30 oba zespoły zmierzą się na Nowej Bukowej.

– Dajemy dużo od siebie, dajemy duże emocje. KIbice ten poziom doceniają, ale nie ma mowy, żebyśmy się czuli faworytami. Bardzo cenię pracę trenera Marka Papszuna, jego zespół z meczu na mecz będzie mocniejszy, ma jakościowych zawodników… My jednak robimy progres z meczu na mecz i wierzę w swoich chłopaków – powtarza trener Rafał Górak. – Legia to taki klub, który zawsze daje kopa. Na nią nawet nie trzeba mobilizować zespołu w dodatkowy sposób, jest bardzo magnetyczna. Wszyscy chcą ją dopaść, bo zwycięstwo nad nią smakuje doskonale. I my też chcemy to zrobić.

Po starciu z Widzewem trener Katowiczan żartował, że waleczność zespołu to efekt pewnych działań trenera przygotowania fizycznego Miłlosza Drozda, który serwuje piłkarzom tatara.

– Przed Legią zjedzą go na śniadanie, obiad i kolację – oświadczył szkoleniowiec.

GKS w środę podpisał umowę z Damianem Rasakiem, byłym pomocnikiem Górnika Zabrze.

– Musimy mieć głębię składu, coraz mocniejszą kadrę, bo naszym celem jest to, by Ekstraklasa była w Katowicach na długie lata – podkreślił Rafał Górak.

Czy piłkarz, który został wypożyczony z Ujpestu, gdzie po dobrej jesieni stracił miejsce w składzie na wiosnę, jest już gotowy, by zadebiutować niemal z marszu?

– Jestem bardzo zadowolony z dotychczasowej postawy moich zawodników i Damian o tym wie. Potrzebna jest nam rywalizacja w zespole, będą kontuzje, kartki, gramy w Pucharze Polski – zaznaczył szkoleniowiec GKS-u.

Data meczu z Legią może mieć znaczenie dla osób przesądnych. Co na to Rafał Górak?

– Dla mnie piątek trzynastego to najszczęśliwszy i najpiękniejszy dzień, bo w takim dniu urodził się mój syn – komentuje trener Katowic.

Piłkarze GKS-u podkreślają moc swoich fanów.

. Wiem, że stadion będzie pękał w szwach, więc w dwunastu nie powinniśmy się Legii obawiać, tylko być pewni siebie. Nazwa rywala zawsze trochę elektryzuje wszystkie kluby, ale to marka GKS ma być siłą w ekstraklasie – oświadczył kapitan Arkadiusz Jędrych.

W meczu z Legią nie zagra pauzujący za żółte kartki Erik Jirka. Sędzią będzie Damian Sylwestrzak z Wrocławia.

 

gol24.pl – Czy dojdzie do przełamania Legii w 21. kolejce PKO Ekstraklasy?

[…] GKS Katowice w 2026 roku jeszcze nie przegrał. W Ekstraklasie wygrał z Zagłębiem 2:0 i z Widzewem 1:0, a do tego wygrał dwa mecze sparingowe. Wydawało się przecież, że będzie źle, bo Katowiczanie kończyli 2025 rok w strefie spadkowej, a tu podopieczni Rafała Góraka zaczęli grać świetnie i w lidze zajmują teraz jedenaste miejsce. W meczu nie zagrają: Bród, Jaroszek, Jirka, Marzec, Paluszek, Trepka i Rejczyk.

Legia zajmuje szesnaste miejsce w lidze i jest wyśmiewana, że zbliża się do spadku z Ekstraklasy. Mimo przybycia do Warszawy Marka Papszuna Legia gra dramatycznie. W ostatnim meczu Legia uratowała się przed klęską z Arką Gdynia, dzięki dubletowi Antonio Colaka. Papszun jednak domagał się nowego napastnika, bo Rajović i Colak grają zazwyczaj beznadziejnie. Do klubu kilkadziesiąt godzin przed meczem, trafił Rafał Adamski, kapitalnie grający w Pogoni Grodzisk Mazowiecki. Czy Adamski da Legii wreszcie wygraną w 2026 roku? W Legii nie zagrają: Augustyniak (za kartki), Chodyna, Goncalves, Nsame i Vinagre.

 

ekstraklasa.org – Wojna w Radomiu i trudny teren na Nowej Bukowej

Radom kontra Kielce – te mecze charakteryzuje specjalna otoczka. Tuż po starciu Radomiaka z Koroną zobaczymy z kolei rywalizację będącego w świetnej formie GKS-u z próbującą odbić się od strefy spadkowej Legią.

[…] GKS KATOWICE – LEGIA WARSZAWA

SYTUACJA: GKS z przytupem rozpoczął 2026 rok, wygrywając oba dotychczasowe mecze. Zespół trenera Rafała Góraka znakomicie radzi sobie zwłaszcza na własnym stadionie, gdzie odniósł 3 zwycięstwa w 4 ostatnich spotkaniach. Legia za to dalej czeka na przełamanie złej passy.

HISTORYCZNIE: Tu będą walczyć o pełną pulę. W 13 ostatnich starciach między tymi klubami padł tylko 1 remis.

POD LUPĄ – GOSPODARZE: Nie ma to jak mieć w składzie skutecznego obrońcę. Lukas Klemenz oddał w tym sezonie 5 celnych strzałów i strzelił z tego 5 goli.

POD LUPĄ – GOŚCIE: Jeśli Legia dziś nie wygra, ustanowi swój nowy rekord najdłuższej serii bez wygranej (obecnie: 11 meczów z rzędu).

CZY WIESZ, ŻE: W 5 ostatnich meczach jeśli Legia strzelała gole, to tylko po stałych fragmentach gry (4).

Bartosz Nowak miał udział przy każdym z 4 ostatnich goli strzelonych przez GKS Katowice: na 2:0 z Pogonią Szczecin – gol, na 1:0 z KGHM Zagłębiem Lubin – gol, na 2:0 z KGHM Zagłębiem Lubin – asysta, na 1:0 z Widzewem Łódź – asysta

W tym sezonie: Bartosz Nowak – 6x gol strzelony, 7x asysta na 26 bramek zdobytych przez GKS Katowice (50%)

Lukas Klemenz (GKS Katowice) oddał w tym sezonie 5 celnych strzałów i strzelił 5 goli (też: gol strzelony po 6 z 7 ostatnich celnych strzałów w Ekstraklasie)

GKS Katowice w tym sezonie nie przegrał meczu, w którym wyszedł na prowadzenie (jedyna druzyna)

GKS Katowice – 6 zwycięstw w 8 ostatnich meczach (Z-Z-Z-P-Z-P-Z-Z)

W żadnym z 13 ostatnich meczów GKS Katowice nie stracił więcej niż 1 gola w II połowach (razem: 4; w tym 2 w 10 ostatnich meczach)

GKS Katowice: w żadnym z 2 ostatnich meczów jego rywale nie oddali celnego strzału w II połowach (w sumie oddali razem 9 strzałów w II połowach w tych meczach)

GKS Katowice: gol strzelony głową w 3 z 4 ostatnich meczów (Adam Zrelak vs. Pogoń Szczecin, Arkadiusz Jędrych vs. KGHM Zagłębie Lubin, Lukas Klemenz vs. Widzew Łódź)

GKS Katowice: W 2 ostatnich meczach: asysta Bartosza Nowaka z rzutu rożnego i gol głową środkowego obrońcy (Arkadiusz Jędrych i Lukas Klemenz)

Legia Warszawa: Jeśli nie wygra, ustanowi swój nowy rekord najdłuższej serii bez wygranej w Ekstraklasie (obecnie: 11 meczów z rzędu)

Legia Warszawa: od 28.09.2025 nie była na prowadzeniu w meczu PKO Bank Polski Ekstraklasy (wtedy: z Pogonią Szczecin od 4′ do końca meczu)

Legia Warszawa – w obu ostatnich meczach po 75. minucie doprowadzała do remisu (z Koroną Kielce na 1:1 w 76′ – ostateczny wynik 1:2; z Arką Gdynia na 2:2 w 90’+4 – ostateczny wynik 2:2)

7 goli padło w 4 ostatnich meczach Legii Warszawa po 75. minucie (3 strzelone – 4 stracone)

Legia Warszawa: 6 goli w jej obu ostatnich meczach padło po stałych fragmentach gry (3 strzelone, w tym: 2x rożny + 1x karny / 3 stracone; w tym – 2x aut + 1x rożny)

W obu ostatnich meczach poniżej 22% czasu gra toczyła się na tercji obronnej Legii Warszawa (19,2% z Arką Gdynia + 21,7% z Koroną Kielce)

Legia Warszawa: 9 z 10 ostatnich goli strzeliła w II połowach (wyjątek: Bartosz Kapustka vs. Lechia Gdańsk)

Ernal Krasniqi miał udział przy 4 z 8 ostatnich goli Legii Warszawa (2x asysta vs. Arka Gdynia, gol vs. Widzew Łódź, gol vs. Bruk-Bet Termalica Nieciecza), a Bartosz Kapustka miał udział przy 3 z 6 ostatnich goli Legii Warszawa (gol vs. Korona Kielce, gol + asysta vs. Lechia Gdańsk)

Legia Warszawa: 1 gol stracony w 5 ostatnich meczach z gry (w tym czasie 7 goli straconych po stałych fragmentach gry)

Legia Warszawa: 9 zwycięstw z rzędu nad GKS Katowice (najdłuższa obecnie seria w rywalizacji 2 drużyn w Ekstraklasie)

 

legioniści.com – Trzynastego wszystko zdarzyć się może

Legia stanie przed szansą na przełamanie swojej ligowej niemocy. W Ekstraklasie „Wojskowi” nie wygrali już od 11 meczów, lecz tym razem zagrają z drużyną, z którą ostatnio nie mieli większych problemów. Przeciwko GKS-owi Katowice zwyciężyli w jedenastu ostatnich spotkaniach. Ostatnia porażka ze śląskim klubem miała miejsce w 2001 roku. Co wydarzy się w piątek trzynastego w Katowicach? Każdy scenariusz jest równie prawdopodobny.

[…] W drużynie GKS-u znajdziemy kilku zawodników z przeszłością w Legii, którzy w piątek będą mogli co nieco udowodnić swojemu byłemu klubowi. Najbardziej zmotywowany powinien być Ilja Szkurin. Białorusin w Warszawie głównie zawodził i zupełnie nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Wobec tego we wrześniu zdecydował się na zmianę pracodawcy. W sumie w barwach katowickiego klubu zagrał dotychczas 15 razy, strzelając pięć goli. W samej Ekstraklasie natomiast wystąpił w 12 spotkaniach i dwukrotnie wpisał się na listę strzelców (dwa razy w meczu z Motorem). Słaba forma Szkurina spowodowała, że nie przebił się on do wyjściowego składu i pełni w GKS-ie rolę przede wszystkim rezerwowego.

Inny piłkarzem, który ma za sobą przeszłość w Legii jest Filip Rejczyk. 19-latek odszedł z warszawskiego zespołu w lipcu 2024 roku do Śląska Wrocław, gdzie zupełnie się nie sprawdził. Pomocnik zanotował jedynie trzy mecze w Ekstraklasie i po zakończeniu poprzedniego sezonu pożegnano się z nim bez większego żalu. W Katowicach także ma ciężko. Rejczyk w sumie spędził w tym sezonie na murawie zaledwie 14 minut – sześć w lidze oraz osiem w Pucharze Polski. Trudno spodziewać się, że w piątek  pojawi się na placu gry, gdyż w pierwszych meczach tego roku nie zmieścił się nawet w kadrze meczowej. Sytuacja pomocnika, który jeszcze kilka lat temu uchodził za duży talent jest nie do pozazdroszczenia. Jeżeli w niedługim czasie nie poprawi swojej pozycji, to może trafić na wypożyczenie do niższej ligi, tak jak niedawno Maciej Rosołek. Były legionista kilka tygodni temu przeniósł się z GKS-u do Pogoni Siedlce, a jego kariera wydaje się mocno wyhamowywać.

[…] Klub z Katowic prezentuje ostatnio dobrą formę szczególnie w obronie. W dwóch kolejkach w tym roku zachował czyste konto, pokonując najpierw 2-0 Zagłębie Lubin, a następnie 1-0 Widzew Łódź. Fundamentem tej szczelności jest blok obronny, w którym prym wiodą Arkadiusz Jędrych oraz Lukas Klemenz. Szczególnie ten drugi wyrasta na bohatera ostatnich tygodni, zdobywając bramkę na wagę trzech punktów w starciu z Widzewem. Katowiczanie preferują grę opartą na solidnym zabezpieczeniu tyłów i błyskawicznym przejściu do kontrataku, wykorzystując szybkość skrzydłowych i siłę fizyczną napastników.

[…]Zarówno Marek Papszun, jak i Rafał Górak muszą zmierzyć się z istotnymi brakami kadrowymi przed piątkowym pojedynkiem. W obozie Legii sytuacja jest szczególnie trudna, co stało się już niemal smutną tradycją tego sezonu. Największym ciosem jest absencja Pawła Wszołka, który doznał kontuzji w ostatnim meczu z Arką Gdynia i musiał opuścić boisko po zaledwie 17 minutach drugiej połowy. Brak Wszołka to nie tylko strata kluczowego ogniwa w ofensywie, ale także uszczuplenie doświadczenia, które w tak kryzysowym momencie jest niezbędne. Jakby tego było mało, za żółte kartki pauzować musi Rafał Augustyniak, co znacząco ogranicza pole manewru w formacji defensywnej i pomocy. W przerwie meczu w Gdyni boisko opuścił także Arkadiusz Reca i jego występ jest mocno niepewny. Ostatnio sztab nie mógł także skorzystać z Juergena Elitima i Artura Jędrzejczyka – w Katowicach raczej nie zagrają.

– Problemy kadrowe to nasz największy problem – ciągle mamy pod górkę. Wielu zawodników jest zagrożonych, będą dochodziły kartki, bo to druga część sezonu. Ciężko o stabilizację w składzie. Wypadli nam kluczowi zawodnicy, jak Vinagre czy Wszołek – mówi Papszun.

GKS również ma swoje kłopoty. Trener Górak przeciwko Legii nie będzie mógł wystawić Erika Jirki, który musi pauzować za cztery żółte kartki w tym sezonie. Trzy z nich Słowak zobaczył jeszcze w barwach Piasta Gliwice, którego barwy reprezentował w poprzednim roku. W styczniu doświadczony pomocnik podpisał dwuipółletni kontrakt z najbliższym przeciwnikiem stołecznego klubu. W drużynie gospodarzy uważać będzie trzeba natomiast na inny niedawny nabytek, czyli Mateusza Wdowiaka. Pomocnik przeniósł się do GKS-u z Zagłębia Lubin w zimowym oknie transferowym i z miejsca stał się graczem wyjściowego składu.

 

legia.com – Legia Warszawa – GKS Katowice historycznie. Ciężkie przeprawy z GieKSą

Historia potyczek warszawskiej Legii z GKS-em Katowice sięga lat 60. XX wieku. Od tamtej pory obie jedenastki mierzyły się ze sobą 77-krotnie, a większość z tych spotkań niosła za sobą wiele emocji. Dzisiaj cofamy się m.in. do roku 1997, aby przybliżyć Wam historię zdobytego przez Wojskowych Pucharu Polski, po pokonaniu w finale właśnie zespołu z Górnego Śląska. W lidze GieKSa zawsze stawiała legionistom wysoko poprzeczkę.

[…] Ogółem w całej historii rywalizacji warszawsko-katowickiej piłkarze obydwu drużyn rywalizowali 77 razy. 35-krotnie zwyciężała Legia, 21 spotkań zakończyło się remisem, także 21-krotnie lepsi okazywali się rywale (bilans bramek 104:74 na korzyść warszawian). W Ekstraklasie odbyły się 63 mecze – 28 z nich wygrali Wojskowi, w 19 padł remis, a 19-krotnie górą była GieKSa (gole 89:64). W Katowicach ogółem odbyło się 36 spotkań – 11 razy górą była Legia, 14-krotnie drużyny dzieliły się punktami, także 11 razy triumfowali katowiczanie (bilans goli 51:44 dla Legii).

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Hokeiści dotrzymali danego słowa!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do Jagi i Cracovii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Miniony tydzień był dla naszej redakcji bardzo pracowity. Dwa wyjazdowe mecze w ciągu kilku dni to operacja logistyczna i organizacyjna. Myślę jednak, że podołaliśmy. Wszystko w imię GieKSy. Zapraszamy do zobaczenia wyjazdów do Białegostoku i Krakowa okiem redakcji. A teraz mamy dwa tygodnie przerwy od piłki i czekamy na Wisłę Płock. Niech teraz koledzy z sekcji hokejowej przejmują pałeczkę, bo przed GieKSą bardzo ważne wyzwanie.

1. Białystok przekładany był dwa razy. Za trzecim w końcu mecz doszedł do skutku, ale wiadomo – że był to środek tygodnia, wtorek godzina dziewiętnasta. W związku z tym z redakcji pojechaliśmy we dwójkę: ja i Misiek, ale w samochodzie jechało nas pięciu.

2. Wyjazd z Katowic był gdzieś po dziesiątej. Ładna pogoda, to i droga mijała szybko. Na ten jeden z najdalszych wyjazdów w sezonie.

3. Po kilku godzinach byliśmy na Podlasiu. Czas mieliśmy tak dobry, jak chyba nigdy wcześniej, bo było nieco po piętnastej. Postanowiliśmy więc skierować swoje kroki do Gospody Podlaskiej, znanej nam z poprzedniego sezonu, a mi jeszcze dodatkowo z wyjazdu na ten niedoszły mecz w listopadzie.

4. Miejscówka godna polecenia – na samym Rynku. Zaparkowaliśmy jakimś cudem praktycznie tuż pod tym lokalem. Wówczas byliśmy w niedzielę, więc były tłumy. Teraz – w środku tygodnia o piętnastej – niemal pustki.

5. No to wzięliśmy się za solidne jedzenie. Ja zamówiłem rosół z pielmieni, mielone na patyku i kartacza, Patryk mega xxl schaboszczaka, a reszta ekipy placki. Było to solidne jadło przed meczem.

6. W samej knajpie sporo było ciekawych elementów, jak ta stara przymocowywana maszynka do mielenia czy… czerwona gitara. Czy obrazek z Samych Swoich. W sympatycznej atmosferze oczekiwaliśmy spotkania.

7. Nadal mając jeszcze dużo czasu zrobiliśmy spacer po rynku. Weszliśmy do wielkiego kościoła – w zasadzie Bazyliki Mniejszej WNP. Imponujący obiekt. Można było się na chwilę wyciszyć przed nadchodzącym zgiełkiem.

8. Napis Białystok na kółkach, przesuwany jest. Pamiętam, że w listopadzie był w innym miejscu, teraz bliżej stricte Rynku. Rekwizyt popularny do robienia sobie przy nim zdjęć. O ile to można nazwać rekwizytem.

9. Wróciliśmy do samochodu i czas było zbierać się na stadion. Oczywiście – jak często to ostatnio bywa – na drodze widzieliśmy autobus z drużyną. Śmiesznie wyszło, bo robiłem zdjęcie jakiegoś grafa i coś zielonego mi przed nosem przejechało i przeszkodziło.

10. Wkrótce byliśmy pod stadionem. Przejechaliśmy skręt, więc musieliśmy go objechać, ale zaprowadziło nas to prosto do bramy wjazdowej, którą dobrze pamiętaliśmy w lutego i listopada poprzedniego roku. Samochód zostawiliśmy na parkingu i poszliśmy odebrać akredytacje.

11. Udaliśmy się na stadion, gdzie na wejściu przeszukuje się także dziennikarzy (rzadkość). I można było pobuszować po stadionie. Poszliśmy do stanowiska z klubowymi gadżetami, jednego, a później drugiego na VIP-ach. Do meczu pozostawało jeszcze sporo czasu, więc trybuny świeciły pustkami. A cały dzień był słoneczny, więc i temperatura była przystępna.

12. Potem przyszedł czas na herbatkę w sali konferencyjnej. Komentatorzy Canal Plus – Gabriel Rogaczewski i Tomasz Wieszczycki dywagowali, jak będzie wyglądać to spotkanie i wietrzyli – zgodnie z logiką ekstraklasy – przełamanie Jagiellonii.

13. Udaliśmy się na prasówkę, na dobrze nam znane miejsca. Stanowisko prasowe przyjemne, bez rewelacji, ale wystarczające. Jest dziurka na kable, solidny blat i… niepotrzebna szybka między blatami konkretnych stanowisk. W zamierzeniu służy oddzieleniu dziennikarzy, żeby mieli większy komfort. W praktyce – jest to utrudnienie w obserwacji meczu, bo głowa odruchowo tę szybę chce ominąć, patrząc na boisko. A widoczność? Bez zarzutu.

14. Przed meczem odbyła się uroczystość wręczenia trenerowi Siemieńcowi tablicy upamiętniającej jego 100 meczów w Jagiellonii. Kibice w Białymstoku go kochają. Skandują jego nazwisko często, skandowali i teraz. Trudno się dziwić.

15. Wkrótce rozpoczął się mecz. Gospodarze szybko objęli prowadzenie w sytuacji, w której nikt się tego nie spodziewał. Piłkarze o nazwisku Pozo mieli swój moment, dzień wcześniej Jose z Pogoni trafił dwa razy, teraz Alex tak odbił piłkę głową, że ta ku zaskoczeniu wszystkich wpadła do siatki.

16. Drugi raz pokonała nas legenda Jagi Taras Romanczuk. Piłkarz wiosną zeszłego roku strzelił zwycięskiego gola, teraz trafił do szatni, dając swojej drużynie prowadzenie 2:0.

17. Kibice Jagi bardzo głośno dopingowali, Katowiczanie na sektorze gości też odgryzali się, mimo, że byli w liczbie niemal czterokrotnie niższej niż w listopadzie na niedoszłym meczu.

18. Humor w przerwie był kiepski. Na szczęście można go było sobie poprawić na VIP-ach, gdzie było pyszne jedzonko. W sumie to można było tam zostać, ale zaraz była druga połowa. Co ciekawe, miejsce to miało klimat, jak dyskoteka, taka była gra świateł. Ciekawa opcja.

19. W drugiej połowie GKS dążył do zdobycia bramki. Gra wyglądała dużo lepiej. W końcu Erik Jirka trafił do siatki notując swoje pierwsze trafienie w barwach GieKSy. Na wyrównanie niestety nie starczyło czasu.

20. GieKSa przegrała drugi mecz w Białymstoku i na razie to się układa tak, że u siebie GieKSa wygrywa – dwa razy, a na Podlasiu triumfuje Jaga. W tym sezonie czeka nas jeszcze mecz ligowy na Nowej Bukowej. Chcielibyśmy, by ta passa była podtrzymana.

21. Po meczu tradycyjna nagrywka i trzeba się było zbierać na konferencje prasową. Dziennikarze Jagiellonii wniebowzięci, cieszyli się. A my ze skwaszonymi minami robiliśmy swoje materiały, galerie itp.

22. Trener Górak starał się wyciągnąć pozytywy i była nimi dla niego ta druga połowa. Fakt, Katowiczanie nie załamali się dwubramkową stratą, tylko grali swoje i częściowo udało im się je odrobić.

23. Za to Adrian Siemieniec na moje pytanie o Puchar Polski zażartował, że teraz to oni są drudzy, skoro z nami przegrali. Nie tak szybko – Jaga będzie druga, jak GieKSa zdobędzie Puchar Polski. O tym wszyscy marzymy, a finalista pucharu przecież kiedyś w Europie występował, później zmieniono ten przepis.

24. Zostaliśmy jeszcze chwilę na sali i trzeba się było zbierać w długą podróż do Katowic. My tego wieczoru byliśmy niepocieszeni, ale co mieli powiedzieć kibice Bodo Glimt, którzy zaszli tak niesamowicie daleko w Lidze Mistrzów i w rewanżu ze Sportingiem roztrwonili trzybramkową przewagę z pierwszego meczu przegrywając 0:5.

25. Droga powrotna zajęła nam około pięć godzin. Myślałem, że będzie się dłużyć, tymczasem jakoś to przeleciało. W Katowicach byliśmy gdzieś przed czwartą. Trzeba było szybko iść spać, bo wkrótce miał nastać nowy dzień. A już w sobotę czekał nas mecz z Cracovią.

—-

26. Do Krakowa wybraliśmy się już w mocniejszym składzie, bo aż 5-osobowym. To znaczy 4 osoby z Katowic plus Marcin, który dotarł na własną rękę. Dzięki temu mogliście obejrzeć aż trzy fotogalerie z tego spotkania.

27. Dobrze, że po Białymstoku kolejny wyjazd był tak niedaleki. Można było i  się wyspać, i potem w miarę wcześnie wrócić. Wyjeżdżaliśmy więc 11-12 zbierając osoby po drodze i ruszyliśmy do Małopolski. Oprócz wspomnianego Marcina pojechaliśmy w składzie: Werka, Flifen, Misiek i moja skromna osoba.

28. Pogoda była piękna, wiosenna. W samochodzie było co prawda nagrzane, natomiast na zewnątrz trochę chłodek był. Dawał się on potem we znaki – głównie w postaci wiatru – zarówno osobom na murawie, jak i nam – na koronie stadionu.

29. Droga przebiegła szybko i sprawnie. Godzinka i byliśmy w Krakowie. Zastanawialiśmy się, jak to będzie z tą całą „strefą czystego transportu”. Ale załatwiliśmy niezbędne pozwolenia i mogliśmy do centrum Krakowa wjechać.

30. Natrudziliśmy się, jeżeli chodzi o wjazd na obiekt. Nie wpuszczono nas na parking, mimo że w poprzednim sezonie zarówno na mecz z Cracovią, jak i Puszczą to miejsce parkingowe było dostępne. No nic, zaparkowaliśmy pod stadionem.

31. Potem zaczęła się jednak trochę farsa. Pierwsza rzecz – akredytacje. W poprzednim sezonie odbierało się je w jednej z budek/kas od strony ulicy Kałuży. I rzeczywiście, był napis akredytacje. Tyle, że pani powiedziała, że to są jakieś inne akredytacje. Cokolwiek to znaczy. A my mamy się kierować na drugą stronę stadionu – od ulicy Kraszewskiego.

32. Zaczęliśmy więc obchodzić stadion, przy czym rozdzieliliśmy się – Misiek i Werka poszli, a mnie z Flifenem zatrzymała kiełbasa. Mieliśmy ją w planie, ale skoro już przechodziliśmy obok grilla, stwierdziliśmy, że skonsumujemy ją teraz, żeby potem nie tracić czasu.

33. Kiełbaska solidna. Mogłaby być nieco bardziej przypieczona, ale była smaczna. Więc godnie. W atmosferze wiosennej, ładnej pogody i zbliżającego się meczu wuszcik zawsze na propsie.

34. Wracając do wspomnianej farsy. Zaczęliśmy ten stadion faktycznie obchodzić. To co się działo na ulicy Focha, czyli tej najgłówniejszej przy stadionie, wołało o pomstę do nieba. Najpierw przejeżdżały autokary, ale chyba opróżnione już z kibiców GieKSy. I policjant nie pozwolił przejść WZDŁUŻ stadionu. Tu był kordon. Potem drugi nie pozwalał przejść na drugą stronę ulicy. Musieliśmy czekać. Najlepsze jest to, że między jednym, a drugim kordonem na dwóch końcach tej krawędzi stadionu, normalnie chodzili sobie kibice.

35. W końcu przeszliśmy na drugą stronę, ale chcieliśmy też zahaczyć o sklep klubowy. Policjant znów nie pozwalał przejść, ale nagle ludzie zaczęli przechodzić i tyle.

36. Absurdalne jest to, że blokowali całościowo to miejsce, podczas gdy kompletnie nic się tam nie działo i nie było zagrożenia. Co oni wymyślili – nie wiem.

37. W sklepiku klubowym zakupiłem proporzec, to taka tradycja powoli. Warto mieć swoje prywatne muzeum. Jakiś gościu długo stał przy kasie, bo wysyłał kartkę do kogoś na świecie. Ciekawa i miła opcja.

38. W końcu dotarliśmy za siódme góry i siódme rzeki na ten drugi koniec stadionu. Była tam budka i akredytacje odebraliśmy. Skierowaliśmy się do bramy technicznej stadionu i weszliśmy na obiekt. Ufff.

39. Ostatecznie znów byliśmy bardzo długo przed meczem, więc te wszystkie perypetie nie spowodowały jakiegoś uszczerbku na naszym czasie i standardowych przygotowaniach do spotkania. Tyle dobrze.

40. Nieoczekiwanie weszliśmy bezpośrednio na salę konferencyjną. Przyznam, że jedną z lepszych. A już znakomite wrażenie robi ściana z proporczykami rywali Cracovii. Wygląda to po prostu przepięknie. To, jak udekorowane są niektóre sale konferencyjne, to mistrzostwo. Ogólnie – dużo stolików i siedzeń. Czysto, Schludnie. Bardzo przyjemnie.

41. Miejsce z powiedzmy cateringiem już nie przystaje do tej sali… To znowu jest jakieś brzydkie i miałkie. Dodatkowo herbata jest już gotowa w tych warnikach, a nie po prostu gorąca woda i że samemu można sobie zrobić herbkę. Dodam, że w przerwie podobno były jakieś kanapki, ale dziennikarze jak hieny rzucają się na nie zazwyczaj tak szybko, że jak ja przychodzę, to już nic nie ma.

42. Z naszej winy nie umieliśmy dostać się do miejsca, gdzie wchodzi się na media. Wchodziliśmy wszędzie, na jakieś vipy, do mixed zony. Próbowaliśmy bowiem przejść wnętrzem stadionu, a to było zgubne.

43. W końcu dotarliśmy do drzwi wejściowych i windą wjechaliśmy na górę. Później pokonywałem ten trakt kilkukrotnie, m.in. wybierając się znów poza stadion po nachosy, bo tej kiełby było nam za mało.

44. W końcu znaleźliśmy się na prasówce. Byłem tu w tym 2013 roku, kiedy GieKSa w przenikliwym zimnie (podobno) grała i przegrała. Rok temu nie dane mi było być świadkiem spektakularnej wygranej 4:3, jak i 6:0 z Puszczą. Miałem okazję natomiast oglądać poczynania Cracovii i Lecha.

45. I co mogę powiedzieć… Prasówka ta jest doskonała. Widok – fenomenalny. Blaty, kapitalne. Jest prąd, jest internet. Wszystko, co potrzeba, by w komforcie relacjonować mecz. Nie ma co gadać, być może jest to najlepsza prasówka w Polsce. Jak i cały stadion – trzeba przyznać – jest doskonały.

46. Jeszcze przed meczem przeszedłem się górą, żeby obadać, czy czegoś ciekawego tam nie ma. Przyznam, że jak spojrzałem jak ultrałatwo jest dostać się na dach, to nie dziwię się, że kibice Widzewa to wykorzystali. Oczywiście oni mieli nieco trudniejszy dostęp, bo trybuna z sektorem gości jest wyższa. Ale wyszło bardzo ciekawie. Jakkolwiek sam nie jestem zwolennikiem akcji chuligańskich, to cała ta sytuacja była naprawdę oryginalna i zabawna.

47. Nie pozostawało nic, jak czekać na mecz. Kibice gości powoli zapełniali sektor, wkrótce zaczęli się też schodzić gospodarze. Czekało nas – mieliśmy nadzieję – ciekawe piłkarskie widowisko.

48. GieKSa dominowała w pierwszej połowie, ale nie umiała tego udokumentować bramką. Cracovia natomiast kompletnie nie zagroziła bramce Strączka.

49. Dodam tylko, że sporo się mówiło o podyktowanym karnym dla krakowian, w wyniku ręki Klemenza. Ogólnie jednak nie było to podnoszone jako jakiś wielki skandal. Lukas tę rękę wystawił i sędzia miał argumenty.

50. Brak czerwonej kartki dla Klicha na początku meczu to jednak duża pomyłka sędziego. Alfa i omega polskiego sędziowania, czyli Adam Lyczmański, orzekł, że powinna być czerwień.

51. Kibice obu drużyn głośno dopingowali. Ze strony kibiców Cracovii padały stwierdzenia, że GieKSa była jedną z najgłośniejszych ekip, jakie w ostatnich latach zawitały na Kałuży.

52. Mecz był ostatecznie totalnym paździerzem, ale GieKSa powinna go wygrać. Niestety nie była zbyt zdecydowana w ofensywie, a Cracovia wykorzystała jeden błąd i strzeliła bramkę.

53. Wierzyliśmy do końca, że wynik meczu ulegnie zmianie, ale niestety. Przegraliśmy to spotkanie i jak niepyszni opuszczaliśmy prasówkę udając się na konferencję.

54. Pamiętam czasy z pierwszej czy drugiej ligi, kiedy trener Górak był po niektórych meczach mocno zdenerwowany. W ekstraklasie sobie takiej sytuacji nie przypominam. Widać po mowie ciała i postawie szkoleniowca, kiedy jest wybitnie wk..iony, a jednocześnie stara się to opanować. W trakcie konferencji gdy był zobowiązany odpowiadać na pytania, musiał robić dobrą minę do złej gry i włączać trochę dyplomacji, więc ten odczuwalny w atmosferze poziom napięcia nieco spadł.

55. Luka Elsner coraz lepiej mówi po polsku. Po konferencji zażartował sobie do dziennikarzy Cracovii: „To może na piwko?”. Ogólnie sympatyczny człowiek, choć ostatnio też mu nerwy puściły, gdy chciał odchodzić z Cracovii.

56. Oczywiście dziennikarze Cracovii szczęśliwi i z ulgą. Były śmiechy i śpiewki pod nosem. Ale też dało się wyczuć trochę sarkazmu w zdaniach, że teraz idą na puchary. Tutaj nie było widać typowo widzewskiej napinki.

57. Wszystkim się spieszyło, więc mieliśmy plan zaraz po konfie zbierać się do domu i w aucie robić materiały. Stracił się jednak gdzieś Flifen, więc udało nam się je dokończyć na sali.

58. Wynikła z tego przedziwna sytuacja, bo Flifen niby czekał na wywiad, a my mieliśmy informację, że autokar z piłkarzami już wyjeżdża nie tylko ze stadionu, ale i z Krakowa. Zastanawialiśmy się, czy Filip podczas wywiadu po prostu nie zauważył, że wszedł z piłkarzami do środka i odjechał w siną dal. Dodatkowo nie było z nim kontaktu.

59. Postanowiliśmy się zebrać i ruszyć do auta. Okazało się, że wywiad jest w toku. Jak to możliwe? Ano Mateusz Wdowiak został w Krakowie i to jego złapał nasz reporter. Dlatego tak śmiesznie wyszło.

60. Ruszyliśmy niepocieszeni do Katowic. Tyle dobrze, że po takim meczu nie czekała nas długa podróż powrotna. W Katowicach byliśmy około 19:30.

61. Teraz przerwa reprezentacyjna. Trzymamy kciuki za awans reprezentacji Polski do Mistrzostw Świata. Wygrać z Albanią, pokonać Shehu, a potem finał. Do boju Polska!

62. A za dwa tygodnie gramy z Wisłą Płock. I jak teraz mieliśmy trochę oddechu, to pojedynek z piłkarzami Mariusza Misiury będzie znów mega ważnym starciem.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga