Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media o meczu: Trzynastego wszystko zdarzyć się może

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wieczornego spotkania GKS Katowice – Legia Warszawa.

 

dziennikzachodni.pl – Dziś GKS Katowice gra z Legią Warszawa! Rafał Górak: Piątek trzynastego to mój najszczęśliwszy dzień. Piłkarze będą jeść dziś tatar

Piątek, 13 lutego, godzina 20.30, Nowa Bukowa. GKS Katowice i takiej porze rozpocznie mecz z Legią Warszwa. To spotkanie elektryzuje nie tylko kibiców tych klubów.

GKS rundę wiosenną rozpoczął znakomicie od zwycięstw nad Zagłębiem Lubin i Widzewem Łódź. Zwłaszcza to drugie spotkanie, rozegrane na Arenie Katowice, porwało kibiców oglądających fantastyczną walkę na murawie. Dzięki temu ekipa Rafała Góraka pnie się w górę tabeli. Legia Warszawa z kolei pod ręką Marka Papszuna przegrała z Koroną Kielce i w niesamowitych okolicznościach, strzelając gole w doliczonym czasie, uratowała remis z Arką Gdynia. W efekcie tkwi w strefie spadkowej ze stratą już dwóch punktów do miejsc dających utrzymanie. W piątek trzynastego o 20.30 oba zespoły zmierzą się na Nowej Bukowej.

– Dajemy dużo od siebie, dajemy duże emocje. KIbice ten poziom doceniają, ale nie ma mowy, żebyśmy się czuli faworytami. Bardzo cenię pracę trenera Marka Papszuna, jego zespół z meczu na mecz będzie mocniejszy, ma jakościowych zawodników… My jednak robimy progres z meczu na mecz i wierzę w swoich chłopaków – powtarza trener Rafał Górak. – Legia to taki klub, który zawsze daje kopa. Na nią nawet nie trzeba mobilizować zespołu w dodatkowy sposób, jest bardzo magnetyczna. Wszyscy chcą ją dopaść, bo zwycięstwo nad nią smakuje doskonale. I my też chcemy to zrobić.

Po starciu z Widzewem trener Katowiczan żartował, że waleczność zespołu to efekt pewnych działań trenera przygotowania fizycznego Miłlosza Drozda, który serwuje piłkarzom tatara.

– Przed Legią zjedzą go na śniadanie, obiad i kolację – oświadczył szkoleniowiec.

GKS w środę podpisał umowę z Damianem Rasakiem, byłym pomocnikiem Górnika Zabrze.

– Musimy mieć głębię składu, coraz mocniejszą kadrę, bo naszym celem jest to, by Ekstraklasa była w Katowicach na długie lata – podkreślił Rafał Górak.

Czy piłkarz, który został wypożyczony z Ujpestu, gdzie po dobrej jesieni stracił miejsce w składzie na wiosnę, jest już gotowy, by zadebiutować niemal z marszu?

– Jestem bardzo zadowolony z dotychczasowej postawy moich zawodników i Damian o tym wie. Potrzebna jest nam rywalizacja w zespole, będą kontuzje, kartki, gramy w Pucharze Polski – zaznaczył szkoleniowiec GKS-u.

Data meczu z Legią może mieć znaczenie dla osób przesądnych. Co na to Rafał Górak?

– Dla mnie piątek trzynastego to najszczęśliwszy i najpiękniejszy dzień, bo w takim dniu urodził się mój syn – komentuje trener Katowic.

Piłkarze GKS-u podkreślają moc swoich fanów.

. Wiem, że stadion będzie pękał w szwach, więc w dwunastu nie powinniśmy się Legii obawiać, tylko być pewni siebie. Nazwa rywala zawsze trochę elektryzuje wszystkie kluby, ale to marka GKS ma być siłą w ekstraklasie – oświadczył kapitan Arkadiusz Jędrych.

W meczu z Legią nie zagra pauzujący za żółte kartki Erik Jirka. Sędzią będzie Damian Sylwestrzak z Wrocławia.

 

gol24.pl – Czy dojdzie do przełamania Legii w 21. kolejce PKO Ekstraklasy?

[…] GKS Katowice w 2026 roku jeszcze nie przegrał. W Ekstraklasie wygrał z Zagłębiem 2:0 i z Widzewem 1:0, a do tego wygrał dwa mecze sparingowe. Wydawało się przecież, że będzie źle, bo Katowiczanie kończyli 2025 rok w strefie spadkowej, a tu podopieczni Rafała Góraka zaczęli grać świetnie i w lidze zajmują teraz jedenaste miejsce. W meczu nie zagrają: Bród, Jaroszek, Jirka, Marzec, Paluszek, Trepka i Rejczyk.

Legia zajmuje szesnaste miejsce w lidze i jest wyśmiewana, że zbliża się do spadku z Ekstraklasy. Mimo przybycia do Warszawy Marka Papszuna Legia gra dramatycznie. W ostatnim meczu Legia uratowała się przed klęską z Arką Gdynia, dzięki dubletowi Antonio Colaka. Papszun jednak domagał się nowego napastnika, bo Rajović i Colak grają zazwyczaj beznadziejnie. Do klubu kilkadziesiąt godzin przed meczem, trafił Rafał Adamski, kapitalnie grający w Pogoni Grodzisk Mazowiecki. Czy Adamski da Legii wreszcie wygraną w 2026 roku? W Legii nie zagrają: Augustyniak (za kartki), Chodyna, Goncalves, Nsame i Vinagre.

 

ekstraklasa.org – Wojna w Radomiu i trudny teren na Nowej Bukowej

Radom kontra Kielce – te mecze charakteryzuje specjalna otoczka. Tuż po starciu Radomiaka z Koroną zobaczymy z kolei rywalizację będącego w świetnej formie GKS-u z próbującą odbić się od strefy spadkowej Legią.

[…] GKS KATOWICE – LEGIA WARSZAWA

SYTUACJA: GKS z przytupem rozpoczął 2026 rok, wygrywając oba dotychczasowe mecze. Zespół trenera Rafała Góraka znakomicie radzi sobie zwłaszcza na własnym stadionie, gdzie odniósł 3 zwycięstwa w 4 ostatnich spotkaniach. Legia za to dalej czeka na przełamanie złej passy.

HISTORYCZNIE: Tu będą walczyć o pełną pulę. W 13 ostatnich starciach między tymi klubami padł tylko 1 remis.

POD LUPĄ – GOSPODARZE: Nie ma to jak mieć w składzie skutecznego obrońcę. Lukas Klemenz oddał w tym sezonie 5 celnych strzałów i strzelił z tego 5 goli.

POD LUPĄ – GOŚCIE: Jeśli Legia dziś nie wygra, ustanowi swój nowy rekord najdłuższej serii bez wygranej (obecnie: 11 meczów z rzędu).

CZY WIESZ, ŻE: W 5 ostatnich meczach jeśli Legia strzelała gole, to tylko po stałych fragmentach gry (4).

Bartosz Nowak miał udział przy każdym z 4 ostatnich goli strzelonych przez GKS Katowice: na 2:0 z Pogonią Szczecin – gol, na 1:0 z KGHM Zagłębiem Lubin – gol, na 2:0 z KGHM Zagłębiem Lubin – asysta, na 1:0 z Widzewem Łódź – asysta

W tym sezonie: Bartosz Nowak – 6x gol strzelony, 7x asysta na 26 bramek zdobytych przez GKS Katowice (50%)

Lukas Klemenz (GKS Katowice) oddał w tym sezonie 5 celnych strzałów i strzelił 5 goli (też: gol strzelony po 6 z 7 ostatnich celnych strzałów w Ekstraklasie)

GKS Katowice w tym sezonie nie przegrał meczu, w którym wyszedł na prowadzenie (jedyna druzyna)

GKS Katowice – 6 zwycięstw w 8 ostatnich meczach (Z-Z-Z-P-Z-P-Z-Z)

W żadnym z 13 ostatnich meczów GKS Katowice nie stracił więcej niż 1 gola w II połowach (razem: 4; w tym 2 w 10 ostatnich meczach)

GKS Katowice: w żadnym z 2 ostatnich meczów jego rywale nie oddali celnego strzału w II połowach (w sumie oddali razem 9 strzałów w II połowach w tych meczach)

GKS Katowice: gol strzelony głową w 3 z 4 ostatnich meczów (Adam Zrelak vs. Pogoń Szczecin, Arkadiusz Jędrych vs. KGHM Zagłębie Lubin, Lukas Klemenz vs. Widzew Łódź)

GKS Katowice: W 2 ostatnich meczach: asysta Bartosza Nowaka z rzutu rożnego i gol głową środkowego obrońcy (Arkadiusz Jędrych i Lukas Klemenz)

Legia Warszawa: Jeśli nie wygra, ustanowi swój nowy rekord najdłuższej serii bez wygranej w Ekstraklasie (obecnie: 11 meczów z rzędu)

Legia Warszawa: od 28.09.2025 nie była na prowadzeniu w meczu PKO Bank Polski Ekstraklasy (wtedy: z Pogonią Szczecin od 4′ do końca meczu)

Legia Warszawa – w obu ostatnich meczach po 75. minucie doprowadzała do remisu (z Koroną Kielce na 1:1 w 76′ – ostateczny wynik 1:2; z Arką Gdynia na 2:2 w 90’+4 – ostateczny wynik 2:2)

7 goli padło w 4 ostatnich meczach Legii Warszawa po 75. minucie (3 strzelone – 4 stracone)

Legia Warszawa: 6 goli w jej obu ostatnich meczach padło po stałych fragmentach gry (3 strzelone, w tym: 2x rożny + 1x karny / 3 stracone; w tym – 2x aut + 1x rożny)

W obu ostatnich meczach poniżej 22% czasu gra toczyła się na tercji obronnej Legii Warszawa (19,2% z Arką Gdynia + 21,7% z Koroną Kielce)

Legia Warszawa: 9 z 10 ostatnich goli strzeliła w II połowach (wyjątek: Bartosz Kapustka vs. Lechia Gdańsk)

Ernal Krasniqi miał udział przy 4 z 8 ostatnich goli Legii Warszawa (2x asysta vs. Arka Gdynia, gol vs. Widzew Łódź, gol vs. Bruk-Bet Termalica Nieciecza), a Bartosz Kapustka miał udział przy 3 z 6 ostatnich goli Legii Warszawa (gol vs. Korona Kielce, gol + asysta vs. Lechia Gdańsk)

Legia Warszawa: 1 gol stracony w 5 ostatnich meczach z gry (w tym czasie 7 goli straconych po stałych fragmentach gry)

Legia Warszawa: 9 zwycięstw z rzędu nad GKS Katowice (najdłuższa obecnie seria w rywalizacji 2 drużyn w Ekstraklasie)

 

legioniści.com – Trzynastego wszystko zdarzyć się może

Legia stanie przed szansą na przełamanie swojej ligowej niemocy. W Ekstraklasie „Wojskowi” nie wygrali już od 11 meczów, lecz tym razem zagrają z drużyną, z którą ostatnio nie mieli większych problemów. Przeciwko GKS-owi Katowice zwyciężyli w jedenastu ostatnich spotkaniach. Ostatnia porażka ze śląskim klubem miała miejsce w 2001 roku. Co wydarzy się w piątek trzynastego w Katowicach? Każdy scenariusz jest równie prawdopodobny.

[…] W drużynie GKS-u znajdziemy kilku zawodników z przeszłością w Legii, którzy w piątek będą mogli co nieco udowodnić swojemu byłemu klubowi. Najbardziej zmotywowany powinien być Ilja Szkurin. Białorusin w Warszawie głównie zawodził i zupełnie nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Wobec tego we wrześniu zdecydował się na zmianę pracodawcy. W sumie w barwach katowickiego klubu zagrał dotychczas 15 razy, strzelając pięć goli. W samej Ekstraklasie natomiast wystąpił w 12 spotkaniach i dwukrotnie wpisał się na listę strzelców (dwa razy w meczu z Motorem). Słaba forma Szkurina spowodowała, że nie przebił się on do wyjściowego składu i pełni w GKS-ie rolę przede wszystkim rezerwowego.

Inny piłkarzem, który ma za sobą przeszłość w Legii jest Filip Rejczyk. 19-latek odszedł z warszawskiego zespołu w lipcu 2024 roku do Śląska Wrocław, gdzie zupełnie się nie sprawdził. Pomocnik zanotował jedynie trzy mecze w Ekstraklasie i po zakończeniu poprzedniego sezonu pożegnano się z nim bez większego żalu. W Katowicach także ma ciężko. Rejczyk w sumie spędził w tym sezonie na murawie zaledwie 14 minut – sześć w lidze oraz osiem w Pucharze Polski. Trudno spodziewać się, że w piątek  pojawi się na placu gry, gdyż w pierwszych meczach tego roku nie zmieścił się nawet w kadrze meczowej. Sytuacja pomocnika, który jeszcze kilka lat temu uchodził za duży talent jest nie do pozazdroszczenia. Jeżeli w niedługim czasie nie poprawi swojej pozycji, to może trafić na wypożyczenie do niższej ligi, tak jak niedawno Maciej Rosołek. Były legionista kilka tygodni temu przeniósł się z GKS-u do Pogoni Siedlce, a jego kariera wydaje się mocno wyhamowywać.

[…] Klub z Katowic prezentuje ostatnio dobrą formę szczególnie w obronie. W dwóch kolejkach w tym roku zachował czyste konto, pokonując najpierw 2-0 Zagłębie Lubin, a następnie 1-0 Widzew Łódź. Fundamentem tej szczelności jest blok obronny, w którym prym wiodą Arkadiusz Jędrych oraz Lukas Klemenz. Szczególnie ten drugi wyrasta na bohatera ostatnich tygodni, zdobywając bramkę na wagę trzech punktów w starciu z Widzewem. Katowiczanie preferują grę opartą na solidnym zabezpieczeniu tyłów i błyskawicznym przejściu do kontrataku, wykorzystując szybkość skrzydłowych i siłę fizyczną napastników.

[…]Zarówno Marek Papszun, jak i Rafał Górak muszą zmierzyć się z istotnymi brakami kadrowymi przed piątkowym pojedynkiem. W obozie Legii sytuacja jest szczególnie trudna, co stało się już niemal smutną tradycją tego sezonu. Największym ciosem jest absencja Pawła Wszołka, który doznał kontuzji w ostatnim meczu z Arką Gdynia i musiał opuścić boisko po zaledwie 17 minutach drugiej połowy. Brak Wszołka to nie tylko strata kluczowego ogniwa w ofensywie, ale także uszczuplenie doświadczenia, które w tak kryzysowym momencie jest niezbędne. Jakby tego było mało, za żółte kartki pauzować musi Rafał Augustyniak, co znacząco ogranicza pole manewru w formacji defensywnej i pomocy. W przerwie meczu w Gdyni boisko opuścił także Arkadiusz Reca i jego występ jest mocno niepewny. Ostatnio sztab nie mógł także skorzystać z Juergena Elitima i Artura Jędrzejczyka – w Katowicach raczej nie zagrają.

– Problemy kadrowe to nasz największy problem – ciągle mamy pod górkę. Wielu zawodników jest zagrożonych, będą dochodziły kartki, bo to druga część sezonu. Ciężko o stabilizację w składzie. Wypadli nam kluczowi zawodnicy, jak Vinagre czy Wszołek – mówi Papszun.

GKS również ma swoje kłopoty. Trener Górak przeciwko Legii nie będzie mógł wystawić Erika Jirki, który musi pauzować za cztery żółte kartki w tym sezonie. Trzy z nich Słowak zobaczył jeszcze w barwach Piasta Gliwice, którego barwy reprezentował w poprzednim roku. W styczniu doświadczony pomocnik podpisał dwuipółletni kontrakt z najbliższym przeciwnikiem stołecznego klubu. W drużynie gospodarzy uważać będzie trzeba natomiast na inny niedawny nabytek, czyli Mateusza Wdowiaka. Pomocnik przeniósł się do GKS-u z Zagłębia Lubin w zimowym oknie transferowym i z miejsca stał się graczem wyjściowego składu.

 

legia.com – Legia Warszawa – GKS Katowice historycznie. Ciężkie przeprawy z GieKSą

Historia potyczek warszawskiej Legii z GKS-em Katowice sięga lat 60. XX wieku. Od tamtej pory obie jedenastki mierzyły się ze sobą 77-krotnie, a większość z tych spotkań niosła za sobą wiele emocji. Dzisiaj cofamy się m.in. do roku 1997, aby przybliżyć Wam historię zdobytego przez Wojskowych Pucharu Polski, po pokonaniu w finale właśnie zespołu z Górnego Śląska. W lidze GieKSa zawsze stawiała legionistom wysoko poprzeczkę.

[…] Ogółem w całej historii rywalizacji warszawsko-katowickiej piłkarze obydwu drużyn rywalizowali 77 razy. 35-krotnie zwyciężała Legia, 21 spotkań zakończyło się remisem, także 21-krotnie lepsi okazywali się rywale (bilans bramek 104:74 na korzyść warszawian). W Ekstraklasie odbyły się 63 mecze – 28 z nich wygrali Wojskowi, w 19 padł remis, a 19-krotnie górą była GieKSa (gole 89:64). W Katowicach ogółem odbyło się 36 spotkań – 11 razy górą była Legia, 14-krotnie drużyny dzieliły się punktami, także 11 razy triumfowali katowiczanie (bilans goli 51:44 dla Legii).

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Klemenz: Wygraliśmy mimo prowokacji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu z Widzewem porozmawialiśmy także ze strzelcem bramki – Lukasem Klemenzem.

Powiedzieliście sobie kilka ostrzejszych słów z Bergierem?

Było kilka spięć, ale to jest mój dobry kolega, byłem u niego w szatni. Dziś byliśmy rywalami, czasami nerwy puszczają. To był mecz o dużą stawkę. Wiemy, w jakim miejscu jest Widzew, my za to jesteśmy w dobrej formie. Mój wywiad po ostatnim meczu z Widzewem też pewnie podgrzał atmosferę przed tym starciem. Kilku zawodników Widzewa, nie tylko Bergier, próbowało mnie wyprowadzić z równowagi. Jak się okazało, to ja strzeliłem bramkę i wygraliśmy mecz, więc nie zdało to się im na nic. Cieszę się, że mimo tych prowokacji, udało się dokończyć ten mecz i go wygrać.

A jak podpuścić Radomiaka? Może też to pomoże.

Może, może (śmiech).  Nie no, nie będę nikogo podpuszczać. W momencie, kiedy dawałem tamten wywiad, nie miałem nic złego na myśli. Po prostu jest dużo nowych twarzy w Widzewie. Przy tym nakładzie finansowym, każdy od nich dużo wymaga, a wyniki jakie są, każdy widzi. Nie chciałem nikogo obrazić, tyle.

Skąd się bierze taka skuteczność obrony GieKSy? Ty i Arek Jędrych strzelacie, Alan Czerwiński asystuje. 

Każdy z nas broni, każdy atakuje. Mamy dobrą skuteczność, Arek potwierdza to już od dawna. Pytaliście, co jem przed meczami – nic ciekawego. Nie wiem, co się zmieniło, ale znajduję sytuacje i dobrze czuję się pod bramką rywala. Dobrze to wychodzi.

Czterdzieści lat minęło od pierwszego triumfu GieKSy w Pucharze Polski. Patrzycie już w stronę finału?

Mam wywieszony plakat Narodowego w szatni, wisi od samego początku. Zobaczymy, każdy ma na to apetyt. Musimy dobrze przygotować się do następnego meczu, niezależnie od drużyny, na jaką trafimy.

Awans do Ekstraklasy, przeprowadzka na Nową Bukową, potem najlepszy wynik wśród drużyn ze Śląska, teraz Puchar Polski. Tworzycie scenariusz pod film?

Tak nam to wychodzi. Trzeba się z tego cieszyć. Rozmawialiśmy tak z Arkiem Jędrychem, mamy po trzydzieści parę lat i każdy z nas zasuwa. Walczyliśmy o to, żeby być w Ekstraklasie. I my, i myślę, że kibice cieszymy się z tego, że doszliśmy do takiego momentu jako GieKSa.

To nie jest Anglia, puchar rozgrywa się w środku tygodnia. Dzisiaj 120 minut, zaraz mecz z Radomiakiem. Dacie radę?

Podchodzimy do każdego meczu z marszu. Każdy z nas jest ważny, trener to podkreślał na odprawach. Mamy sześć spotkań w trzy tygodnie, to jest natłok. Zdarzają się jakieś kontuzje, jakaś słabsza forma akurat nie wyskoczyła ostatnio, bo wygrywamy. Każdy musi być gotowy.

A zdążycie przygotować nogi na mecz w niedzielę?

Czeka nas podróż, ale mamy super sztab medyczny, który nam bardzo pomoże.

W szatni myślicie, że Bartosz Nowak może być pewny powołania do kadry?

Bardzo mu kibicujemy. Wiemy, jaką jakość nam daje i jakie liczby dokłada. Fajnie, że jest w orbicie, ale to nie jest od nas zależne. Selekcjoner pewnie na wszystko patrzy chłodną głową.

Zazwyczaj na głowę dogrywa Bartosz Nowak, dziś ciasteczko dał Alan Czerwiński.

Ma najlepiej ze stoperów ułożoną stopę, często nam dogrywa na treningach.

Biło serce, jak sprawdzali spalonego?

Z mojej perspektywy wyglądało to jak typowa mijanka. Może to tak długo trwało przez rysowanie linii, ale raczej byłem spokojny.

Ćwiczycie na treningach grę bez nominalnej dziewiątki, na styl reprezentacji Hiszpanii?

Trenujemy takie warianty, czasem też tam występuje Eman Marković. Jest dużo tych wariantów.

Po tej żółtej kartce tylko raz popełniłeś ostrzejszy faul. Trener cię na to uczulał, czy to kwestia doświadczenia?

Rozmawiałem z chłopakami, że lepiej będzie, jak odpuszczę. Nie chciałem osłabić drużyny i cieszę się, że wytrzymałem. Chłopaki też mi w tym pomogli.

Po ostatnim meczu z Widzewem chwaliłeś drużynę. Dzisiaj Damian Rasak, który jest niedługo w zespole, wiedział, że musi zająć pozycję Arka Jędrycha, kiedy ten wybiegł do ataku. Trener mówił, że dużo rozmawiacie o piłce.

Tak, bardzo dużo rozmawiamy, wszystko analizujemy. Mamy świadomy zespół, nikt się za nic nie obraża. Chwała Damianowi za to, że też chce się uczyć. Jest z nami parę tygodni, ale już wie, kiedy ma gdzie się pojawiać.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Realizacja piłkarskich mitów

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jeszcze nie otrzepaliśmy się po emocjach, a już przyszło nam grać kolejne bardzo ważne spotkanie. Tak jak pisałem – w pewnym kontekście był to najważniejszy mecz od ponad dwóch dekad – nie było bowiem przecież od tak długiego czasu spotkania tak bardzo przybliżającego nas do jakiegokolwiek trofeum. Przez wiele lat biliśmy się po prostu o awans do ekstraklasy. W 2017 roku graliśmy w końcówce rundy wiosennej z liderującą Sandecją i wygrana w tamtym spotkaniu bardzo przybliżyłaby nas do tegoż celu. Wówczas nazwałem ten pojedynek meczem dziesięciolecia. Gdy dziś patrzę na to, jaką rangę miało to spotkanie w porównaniu z dzisiejszymi wyzwaniami, to stwierdzam, że była to ranga proporcjonalnie mała. W żadnym stopniu tamten mecz nie równał się ważnością do wspominanego w felietonie przedmeczowym pojedynku z Arką w Gdyni o awans. Z kilkoma meczami już w samej ekstraklasie. Ale przede wszystkim z ćwierćfinałem Pucharu Polski, dającym tak wielką szansę na wygranie trofeum. Trofeum obecnego wczoraj w Katowicach. Jak to powiedział mój kolega: „Mogliby go już tu zostawić”

Trudno ogarnąć, że w ciągu czterech dni możemy przeżywać dwa razy taką radość, tak euforyczne chwile. Po latach przyzwyczajenia do wielkich zawodów, rozczarowań i gorzkich pigułek, z chwilowymi przerwami na lekką radość po wygraniu meczu z Dolcanem czy Łęczną, teraz przychodzi prawdziwe piłkarskie i kibicowskie szczęście. Do Katowic przyjeżdżają najbardziej uznane marki w Polsce i muszą one uznawać wyższość GKS Katowice. Cała Polska może zobaczyć, co się w Katowicach zbudowało – w kontekście klubu, drużyny i nowego stadionu. Myślę, że kibice wielu ekip w Polsce obecnie nam po cichu zazdroszczą.

Oczywiście mimo naszego wielkiego sukcesu w mediach dominuje analiza sytuacji w Widzewie. Nagłówki o „dramacie Widzewa” i dziesiątki minut poświęconych łódzkiemu klubowi. Z jednej strony do tego jesteśmy już przyzwyczajeni, bo Widzew to póki co klub najwyraźniej bardziej medialny. Z drugiej strony uważam to za żenujące. Kilkadziesiąt minut gadki o przegranych, przepłaconych gwiazdach, analizie kto powinien zasiąść na ławce trenerskiej, a na koniec jakaś refleksja rzucona ochłapem „wspomnijmy jeszcze o GKS Katowice”. Na szczęście piłkarze GieKSy robią wszystko, żeby pokazać piłkarskiej Polsce, że medialność można sobie wsadzić głęboko, a wygrywa się prawdziwymi wartościami – jakością, jednością i rzetelną pracą.

GieKSa po raz drugi wygrała z Widzewem w ciągu miesiąca. Tzw. „dziennikarze Widzewa” musieli się mieć z pyszna, podobnie jak kibice z Łodzi, którzy oczywiście nie omieszkali od początku skupić się bardziej na obrażaniu GieKSy niż dopingu dla swojego zespołu. Abstrahując jednak od tego, zaprezentowali się bardzo dobrze i głośno dopingowali. Wypełniony sektor gości dodaje wiele punktów do atmosfery. Kibice GKS jak zwykle stworzyli kapitalne wokalne słuchowisko, więc mieliśmy prawdziwą piłkarską wojnę na trybunach, jak i na boisku.

Zestawienie meczu ligowego i pucharowego wypada… dziwnie. Porównując posiadanie piłki – zmieniło się diametralnie – teraz było 50/50, a w meczu sprzed niespełna miesiąca Widzew miał ją ponad 70% czasu. Wtedy jednak łodzianie oddali tylko jeden celny strzał na bramkę, a teraz multum, znacznie więcej niż GieKSa. Na pewno z gry Widzew wyglądał lepiej niż w meczu ligowym, jednak wspomniane strzały były po prostu… niegroźne. Bardzo dobre ustawienie Rafała Strączka powodowało, że wyłapywał te piłki jak magnes. Trzeba pochwalić naszego bramkarza, bo przy takiej liczbie strzałów zdarza się popełnić błąd, wypluć piłkę. Golkiperowi futbolówka wybitnie kleiła się do rąk.

Oczywiście nie uniknęliśmy też błędów i bardzo groźnych – choć nielicznych sytuacji. Strata Mateusza Kowalczyka przed polem karnym, po którym Bergier King zlekceważył sytuację i uderzył fatalnie, no i przede wszystkim doliczony czas dogrywki, rajd Mariusza Fornalczyka i absolutnie pechowe (dla nas szczęśliwe) pudło Frana Alvareza. Aż przypomniał mi się Adrian Benedyczak, który kiedyś podczas pucharowego meczu GieKSy z Pogonią też w samej końcówce nie trafił do pustej bramki. Uff…

No i zaspaliśmy przy tym straconym golu. I powiem tak, bardzo doceniam, że trener Rafał Górak na konferencji wziął też – jako on i sztab trenerski – odpowiedzialność za to. Błędy w piłce się zdarzają, wiadomo, Widzew to wykorzystał i był cwańszy. Jednak umiejętność widzenia swojej odpowiedzialności cechuje ludzi mocnych i pewnych. To szerszy temat, pozapiłkarski, po prostu życiowy. Branie odpowiedzialności – uczciwie, ale nie z biczowaniem się – to zasób, to coś co wzbudza zaufanie, wzmacnia i powoduje rozwój. Jednocześnie rzadka to cecha zarówno u ludzi ogółem, jak i w środowisku piłkarskim. Zazwyczaj dominuje umywanie rąk i ucieczka od odpowiedzialności lub drugi biegun – samobiczowanie się i kajanie. Dlatego powtórzę jeszcze raz – bardzo doceniam tę postawę trenera. Wszyscy popełniamy błędy.

Na konferencji zrobiłem kilka nawiązań. To niesamowite, że Lukas Klemenz stał się koszmarem Widzewa. To bardzo symboliczne podkreślenie tej – już nie „mitycznej” – powtarzalności. GieKSa z pustych piłkarskich sloganów robi słowa z pokryciem. Właśnie ta powtarzalność, wyciąganie wniosków, powalczenie w następnym meczu o trzy punkty i cały ten piłkarski bełkot – w naszym zespole przestał być bezwartościowym paplaniem, a rzeczywistością. GieKSa naprawdę to realizuje i dzięki temu następuje rozwój. Podobnie jak z „budowaniem drużyny”, które jest w większości kompletną bzdurą, bo trener wylatuje po kilku miesiącach ze względu na dwa przegrane mecze. W Katowicach drużyna jest NAPRAWDĘ zbudowana. Ze zgliszczy – jak mówi trener. I ten proces trwa w najlepsze.

Wracając do symbolicznego Lukasa. GieKSa ma swój sposób na stałe fragmenty i to „drugie tempo”, o którym trener mówił w poprzednim sezonie jest cały czas praktykowane. Lukas Klemenz zachował się w tej sytuacji jak rasowy napastnik, dostał piłkę prostopadłą, a nie centrę z boku boiska i z pierwszej – w sytuacji sam na sam – strzelił gola. Schematy.

Zapytałem też o to „oczekiwanie nieoczekiwanego”, bo przecież akcję bramkową (wrzut z autu) poprzedziło odbicie od chorągiewki. Ja sam odwróciłem już głowę, bo uznałem, że akcja jest stracona i ku mojemu zdziwieniu po kilku sekundach – nadal ona trwała. To są dokładnie te setne sekundy, o których pisałem w przedmeczowym felietonie. Na transmisji telewizyjnej tego nie widzę, ale całkiem możliwe, że Borja Galan zareagował dosłownie ułamek wcześniej, zanim piłka się od tej chorągiewki odbiła. Antycypował – jak mówi Tomasz Hajto. Na pewno jego reakcja była szybsza od Marcela Krajewskiego. I to po tej akcji Widzew ratował się wybiciem na aut, po którym padła bramka.

Czysto piłkarsko nie był to najlepszy mecz GieKSy, były popularne ciężary. Ale też nie był to mecz słaby. GieKSa zrobiła to, co jest jej największym atutem – determinacja, znów – już nie „mityczne” – realizowanie założeń taktycznych, konsekwencja. I przede wszystkim nasz zespół nie odpuszcza, nie przestaje grać w piłkę. Znów przygotowanie fizyczne było na najwyższym poziomie. I w końcówce to Widzew spuchł bardziej, trener Jovicević ratował się wprowadzeniem żwawego Fornalczyka, gdy reszta już raczej była bardzo zmęczona. W końcówce to GieKSa była bardziej aktywna i gdyby Marcel Wędrychowski był bardziej precyzyjny, mogłoby się skończyć przed karnymi.

Wspomniane rzuty karne to już historia, którą będziemy pamiętać. Przy takim zmęczeniu, przy takiej presji, katowiczanie wykonali je bezbłędnie. Choć serce zabiło nam mocniej, gdy Drągowski dotknął piłkę po strzale Arka Jędrycha, ta na szczęście wpadła do siatki. Rafał Strączek broniąc w pierwszej serii jedenastkę Frana Alvareza dał dużo spokoju na dalszą część serii jedenastek. Potem była podcinka Nowaka… rany, maestria. I duże ryzyko. Ale jak zawodnik jest pewny, to mu to wchodzi. Jak jest pospinany, jak Brahim Diaz w finale Pucharu Narodów Afryki, to jest dramat. Bartkowi wychodzi ostatnio wszystko. Panie Urban… nie rób Pan wstydu. Damian Rasak dał swoją pieczęć, a popularny Milusi pokazał, że również jest bardzo pewnym ogniwem. Potem natomiast był już tylko „typowy Fornal” i euforia na stadionie.

Jakiś zawias miałem na konfie, bo pytałem trenera o rzuty karne z Pucharu Polski sprzed 15 lat z Puszczą Niepołomice, a zapomniałem o tych z Wartą Poznań kilka lat temu – potem były jeszcze przegrane jedenastki ze Stalą Stalowa Wola. W każdym razie w rozgrywkach pucharowych te jedenastki idą nam ostatnio nieźle, bo przecież jeszcze wygraliśmy je we wspomnianym meczu z Pogonią. No ale to właśnie były takie nasze „małe szczęścia”. Teraz mamy duże. Tej rangi ruty karne ostatni raz graliśmy z Araratem Erewań w 1995 – wówczas przegrane. A ostatnie wygrane były rok wcześniej z Arisem Saloniki, kiedy to Janusz Jojko decydującą jedenastkę wykorzystał.

Pan Czapeczka na konferencji dalej wygłaszał swoje farmazony i kibice Widzewa mają już go dość. W ustach trenera Widzewa właśnie te slogany bez pokrycia są ciągle aktywne, tyle że on robi to już do przesady. Mówi o dumie, o team spiryt w tym meczu i tak dalej, i tak dalej. Odległość lat świetlnych od GieKSy jeśli chodzi o wcielanie słów w życie.

Możemy być dumni z naszej drużyny. Raz gra lepiej, raz gorzej, ale zawsze gra swoje. I tym po prostu wygrywa. Nie tylko mecze, ale i serca kibiców.

Myślałem sobie przed Górnikiem, że jakbym miał wybierać z tych dwóch meczów, który wolę wygrać, to wziąłbym ten z Widzewem. Wiadomo, w lidze punkty można odrobić, a puchar to sprawa zerojedynkowa. A dostałem i to, i to. Nie żadne „minimum” czy „dobrze”, tylko po prostu idealnie.

Ochłońmy. Dobrze, że następny mecz jest nie na przykład w piątek, tylko w niedzielę. Mamy trochę zszarganych nerwów, a piłkarze poobijanych kostek i zmęczonych mięśni. Niech teraz fizjoterapeuci zajmują się doprowadzaniem naszych piłkarzy do stanu używalności, a trenerzy podają piłkarzom efekty analizy Radomiaka.

A my rozsiądźmy się wygodnie, z herbatką w ręku i oglądajmy poczynania naszych potencjalnych rywali. Już dziś gra Zawisza z Chojniczanką i Lech z Górnikiem. Jutro jeszcze Avia z Rakowem. W piątek losowanie i będziemy z zapartym tchem śledzić, kogo los nam przydzieli.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: brutalne zderzenie z rzeczywistością

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W ostatnim czasie sportowe media prześcigają się w doniesieniach o sytuacji przy Piłsudskiego w Łodzi, a ta jest nie do pozazdroszczenia. Strata do bezpiecznej strefy w lidze nie maleje, a trzeba grać jeszcze w Pucharze Polski. Dlatego przed meczem z GieKSą będzie „ANI słowa o Widzewie” – o nastrojach w czerwonej części Łodzi opowiada Ania Kalisz z widzewskiego podkastu o takim tytule.

Nie jesteś pierwszą kobietą, z którą miałem przyjemność rozmawiać w ramach tego cyklu, bo szlaki przecierała Karolina Jaskulska z Lechia.net, natomiast nie da się ukryć, że wśród pasjonatów futbolu stanowicie raczej mniejszość. Jak ci się chodzi w szpilkach po piłkarskiej murawie?
Różnie z tym bywało, bo myślę, że dla widzewskiej społeczności było to pewne zaskoczenie. Z początku zdarzały się negatywne reakcje – za co ja się w ogóle wzięłam, a czasem odsyłano mnie do przysłowiowych „garów”. W miarę coraz dłuższej obecności na tym widzewskim rynku medialnym, ludzie chyba mi zaufali i grupa widzów z czasem się powiększała. Spotykam ich na stadionie – ludzie zaczepiają, podchodzą i to jest fajne. Trzeba było czasu, aby zbudować bazę tych, którzy będą chcieli mnie słuchać czy oglądać, ale to się udało i bardzo się z tego cieszę.

Stosunkowo niedawno GieKSa i Widzew potykały się w lidze. Co się u was działo przez te kilka tygodni?
Działo się dużo, ale takie już jest to nasze widzewskie piekiełko – zawsze dużo się dzieje. Sporo krytyki wylało się na nas po porażce w Katowicach, nawet ze strony legend Widzewa, jak choćby Tomasza Łapińskiego, który podkreślał jednak, że robi to z troski o to, co się dzieje w klubie po transferach, wydanych milionach i w perspektywie ogromnych oczekiwań, które się samoistnie nakręcały w przerwie zimowej. Tymczasem nastąpiło brutalne zderzenie z rzeczywistością – najpierw z panem Siemieńcem, potem z panem Górakiem i od tego momentu zaczęły się nam szerzej otwierać oczy, czy te transfery rzeczywiście przełożą się na wynik. Potem przyszło zwycięstwo w Płocku po dosyć dobrej grze i nadzieja wróciła. Ale przyjechała Cracovia, na której tle nie wyglądaliśmy najlepiej, a ostatni mecz z Pogonią to już totalny paździerz. Czuć więc rozczarowanie i obawy o przyszłość, patrząc na sytuację w tabeli. Mimo to liczę, że to utrzymanie uda nam się spokojnie zapewnić, ponadto z dużymi nadziejami patrzę na Puchar Polski.

Oglądałem twój podkast po naszym ligowym meczu. Niektórzy widzowie zalecali ci zdjąć różowe okulary, przez które patrzysz na Widzew. Tymczasem sądząc po twoich wpisach po meczu z Pogonią wydaje się, że pokłady optymizmu powoli się wyczerpują, a czara goryczy się przelewa.
Przelała się po wczorajszym meczu. Zawsze staram się trzymać narracji albo neutralnej, albo optymistycznej, żeby tonować nastroje. Inne widzewskie media płoną, kibice zawsze są żądni krwi i głodni sukcesu. Dlatego zazwyczaj próbuję nie nakręcać dodatkowo tej spirali. Do tego jednak są potrzebne argumenty sportowe, ale meczem z Pogonią trener Jovićević ostatecznie zrzucił mi z nosa różowe okulary i jeszcze je podeptał. W tej chwili Widzew w żaden sposób nie broni się sportowo.

Wracając do naszego meczu, jakie nastroje panowały w Łodzi po porażce z rywalem w walce o utrzymanie?
Ciężko było to przełknąć. Wasz skład jest oparty na Polakach, zbudowany przez polskiego trenera, który jeszcze niedawno był na tym szczeblu postacią zupełnie anonimową, tymczasem udało mu się zebrać grupę ludzi, którym się chce. Przedłużenie kontraktu przez Bartka Nowaka to też sygnał dający do myślenia, że choć nie ma u was nie wiadomo jakich pieniędzy, to ten chłopak wkłada całe swoje serce w to, co robi i dziś jest wiodącą postacią waszej drużyny. Dlatego ciężko było się z tym pogodzić, że drużyna, która jest budowana na zdecydowanie niższym pułapie budżetowym strzela nam gola i odziera nas ze złudzeń, a te miliony niekoniecznie muszą wieść prym na murawie, bo liczy się zaangażowanie, walka, charakter i tożsamość drużyny. Zawód był ogromny. Na początku liczyłam, że porażka z GKS-em Katowice była wypadkiem przy pracy, ale kolejne spotkania, pomijając zwycięstwo z Wisłą Płock, pokazały, że nie transfery, a treningi budują zespół. Czas, o którym ciągle mówimy, wciąż jest nam potrzebny, ale zamiast robić progres, w moim przekonaniu z meczu na mecz jest coraz gorzej.

Niedawno Robert Dobrzycki stwierdził w jednym z wywiadów, że nie zaprząta sobie głowy walką o utrzymanie. Jak odbierasz te słowa?
Słuchając pana Dobrzyckiego miałam przeświadczenie, że wprowadza on spokojną narrację, nie narzuca dodatkowej presji, a do wielu tematów podchodzi bardziej jak kibic, bo nie jest tajemnicą, że ma to widzewskie serce. Natomiast w momencie, kiedy w tabeli świecimy się na czerwono, mówienie o tym, że w klubie nikt o spadku nie myśli, sprawia wrażenie bagatelizowania problemu. Nie wiem, czy to tylko narracja do mediów, a wewnątrz jest inaczej, bo po prostu nie wierzę w to, żeby ta obawa nie zaglądała w oczy panu Dobrzyckiemu. Dla niego sezon w pierwszej lidze raczej nie byłby biznesową katastrofą, ale wizerunkowo spadek odbiłby się bardzo negatywnie. Sama staram się nie dopuszczać myśli, że Widzew spadnie, ale trzeba przedsięwziąć pewne kroki, aby temu scenariuszowi zapobiec.

W tej sytuacji może nie warto zawracać sobie głowy Pucharem…
Kiedy pali się w ligowej tabeli, to sama nie jestem pewna, na czym się w tym momencie najbardziej skupiamy. Jesienią była taka narracja, że w tym sezonie Puchar albo śmierć, bo utrzymanie na pewno będzie. Natomiast w momencie, gdy widmo spadku coraz mocniej zagląda nam w oczy, to nie mam przekonania, z jakim nastawieniem wyjdziemy we wtorek na boisko w Katowicach. Z drugiej strony każdy mecz jest ważny i choćby wizerunkowo Puchar Polski pozwoliłby nieco zmazać plamę. Ktoś napisał na „X”, że w przyszłym sezonie Widzew będzie jeździł na przemian do Dortmundu, Siedlec, Monako, Rzeszowa i tak dalej. Więc gdyby to zależało ode mnie, podeszłabym do meczu w Katowicach bez kalkulacji – to tylko jedno spotkanie, w którym pozycja w tabeli nie ma znaczenia. Liczy się dyspozycja dnia i nastawienie. Piłkarze powinni motywować się nawzajem, aby na boisku było widać walkę i odpowiednie tempo. Tego oczekuję od naszej drużyny.

W wywiadzie dla Maćka Winczewskiego Robert Dobrzycki podkreślał rangę Pucharu Polski dla Widzewa. Jest to oficjalna narracja klubu?
Do soboty, do godziny 14.45 na pewno tak, natomiast mam wrażenie, że w ciągu tego weekendu wiele się zmieniło. Raz, że przegraliśmy z Pogonią, dwa, że wygrywają nasi rywale, więc ani nie zyskujemy punktów, ani nie utrzymujemy dystansu do rywali. Więc o ile jesienią można było mówić, że Puchar musi być, tak teraz myślę, że chyba jednak to utrzymanie jest priorytetem.

W tej samej rozmowie Dobrzycki podkreślał dobre stosunki z trenerem Jovićeviciem i zapewniał o zaufaniu do niego. To jednak było miesiąc temu. Czy we wtorek szkoleniowiec gra o swoją posadę?
Nietrudno złapać dobry flow z trenerem Jovićeviciem, bo jest człowiekiem energicznym, uśmiechniętym i zawsze zadowolonym z siebie. Ale jeżeli twój pracownik tylko się cieszy z roboty, którą wykonuje, a jej wyników nie widać, to trzeba w końcu zareagować. Myślę, że jeśli we wtorek faktycznie przegramy, to trener z posady poleci. Coraz mniej czasu do końca ligi i jeśli wyniki się nie poprawią, to ta pozytywna energia zamieni się w końcu w negatywną.

Po naszym meczu ligowym szerokim echem odbiła się wypowiedź Lukasa Klemenza o charakterze naszej i waszej drużyny. Przyznam, że sam trochę zadrżałem, czy Lukas aby nie przesadził z pewnością siebie, zwłaszcza w kontekście Pucharu. A jak ty odebrałaś tę wypowiedź?
Nie da się ukryć, że te słowa mnie zabolały, bo były poniekąd zgodne z prawdą. Jak wcześniej wspominałam, drużyna zbudowana na Polakach i zdecydowanie mniejszym budżetem utarła nosa milionerom. Co do samego Klemenza, to sama byłam zaskoczona, że jako obrońca ma już pięć goli, w tym tego strzelonego Widzewowi. Mam tylko nadzieję, że jego słowa brzydko się zestarzeją, mimo że na tamten moment były zgodne z prawdą.

A propos stałych fragmentów gry, byliśmy zdziwieni, gdy na Nowej Bukowej wykonywał je Sebastian Bergier, zamiast je wykańczać. Czy jest to stały element waszej taktyki?
Dla nas też było zaskoczeniem, że nasz jedyny napastnik idzie wykonywać stałe fragmenty. Myślę, że trener dostał za to po głowie, bo bardziej przypominało to łapanie się brzytwy przez tonącego. Dla mnie jest to niedopuszczalne, żeby jedyna dziewiątka wykonywała rzut rożny, zwłaszcza, że zagrożenia z tego nie było żadnego. Dlatego na pewno do tego nie wrócimy, bo od dostarczania piłki są inni zawodnicy, choć dziś sama się zastanawiam, którzy.

Maciek Winczewski zebrał trochę szydery wewnątrz naszego środowiska za określenie Sebastiana mianem „Bergier King”. Czy ten napastnik aż tak kupił trybuny przy Piłsudskiego?
Myślę, że chyba jeszcze nie. Stoją za nim zdobywane bramki i to, że jest Polakiem, bo zawsze to lepiej, jeśli Polacy biją się o tytuł króla strzelców Ekstraklasy. Natomiast dziś trudno go stawiać w gronie idoli, jakim był choćby łączący nasze kluby Marek Koniarek. Daleka droga do tego, ale niech na to pracuje i udowadnia kolejnymi golami. Najbliższa okazja we wtorek – jeśli strzeli hattricka i da nam zwycięstwo, to niech będzie Bergier King.

Biorąc pod uwagę wszystkie wasze bolączki, z jakim nastawieniem Widzew wyjdzie we wtorek na boisko? Chęć potwierdzenia swojego potencjału przełoży się na dominację od pierwszej minuty?
Sama na to liczę – myślę, że tutaj piłkarze po prostu muszą, bo jeżeli nie daj Boże powinęłaby się noga w lidze, to ten puchar choć w części zmaże plamę. I przede wszystkim muszą pokazać, że są drużyną. Przecież ci piłkarze mają nie byle jakie CV, grali na najwyższym europejskim poziomie, dlatego tutaj muszą pokazać jakość, o której tyle się mówi. Trzeba to wszystko złożyć do kupy i pokazać, że mogą. A jeżeli trener rzeczywiście gra o posadę, to raczej zachowawczo piłkarzy nie ustawi. W defensywie prezentujemy się raczej solidnie, za to leży ofensywa. I jeżeli tutaj uda się odblokować głowy i choćby Bukari dorzuci coś od siebie, to jest szansa na korzystny rezultat. Najgorszy scenariusz to dogrywka i karne, po których byśmy odpadli, bo w sobotę czeka nas kolejny trudny mecz z Lechem Poznań.

W tym roku przypada 40. rocznica zdobycia przez GKS pierwszego trofeum, a był to Puchar Polski, który rok wcześniej przegraliśmy w finale z Widzewem. Nadarza się więc okazja, by w maju powtórzyć wyczyn ekipy, której przewodzili Furtok i Koniarek. Jednak aby się to udało, najpierw musimy pokonać Widzew. Ty z pewnością masz inne oczekiwania – jaki wynik typujesz?
Chciałabym, aby wygrał Widzew bez dogrywki, a w tej chwili do głowy przychodzi mi wynik 3:1. Oby się sprawdziło.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga