Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media po meczu z Górnikiem: Śląski Klasyk dla GieKSy!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego spotkania GKS Katowice – Górnik Zabrze 3:1 (1:1).

dziennikzachodni.pl – GKS Katowice górą w Śląskim Klasyku z Górnikiem Zabrze! Znakomite widowisko na Nowej Bukowej

Spotkanie GKS Katowice z Górnikiem Zabrze było świetnym i pełnym emocji widowiskiem. Trzy punkty, podobnie jak przed rokiem na otwarcie Nowej Bukowej, zgarnęli gospodarze po piorunujących ostatnich minutach.

Śląski Klasyk czyli wulkan emocji. W sobotę wieczorem na Nowej Bukowej zmierzyli się uciekający przed strefą spadkową GKS Katowice z próbującym wrócić do czołowej trójki Górnikiem Zabrze. Rafał Górak do boju posłał wypróbowaną jedenastkę, natomiast Michalowi Gasparikowi sytuację mocno skomplikowała choroba kapitana Erika Janży, a los Słoweńca podzielił też Brandon Dominques. Niespodzianką było też posadzenie na ławce Jarosława Kubickiego. Z kolei 400. występ w Ekstraklasie czekał Rafała Janickiego.

[…] I zaczęło się od potężnej wymiany ciosów. Najpierw wymarzoną okazję miał Sondre Liseth, który przegrał dwa razy – wliczając dobitkę – z Rafałem Strączkiem, a potem Adam Zrelak był bliski szczęścia, ale trafił w obrońcę.

W 23 minucie było już jednak 1:0 dla GKS-u! Kapitalny rajd lewą stroną przeprowadził Marcin Wasielewski, jego płaskie dośrodkowanie lekko przeciął stopą Marcel Łubik, a piłkę do siatki wkopał niezawodny w tym sezonie Bartosz Nowak. Górnik mógł odpowiedzieć chwilę po wznowieniu, ale Yvan Ikia Dimi nie trafił między słupki. Śląski Klasyk z pewnością nie zawodził.

Gospodarze długo kontrolowali mecz, ale w końcówce pierwszej połowy mocno się pogubili. Górnik wykorzystał to bezlitośnie. Z lewej strony ostro uderzył Patrik Hellebrand, piłka zaliczyła rykoszet i z bliska do bramki wpakował ją Sondre Liseth. Do przerwy był więc remis.

A na drugą połowę trener Gasparik wypuścił najnowszy nabytek klubu – Ondreja Zmrzly’ego. Rafał Górak postanowił natomiast niczego nie zmieniać. Początek należał jednak do Zabrzan. Kilka szybkich akcji i trafienie w słupek przez Maksyma Chłania napędzało Górnika. Trener gospodarzy zareagował potrójną zmianę – wśród jokerów znalazł się były piłkarz klubu z Roosevelta Damian Rasak.

Na boisku pojawiali się nowi piłkarze, ale nie zmieniał się wynik. Lepiej wyglądał jednak Górnik, który kilka razy napędził strachu rywalom, ale w końcu cios zadał GKS. Składna akcja, podanie Nowaka, strzał Ilii Szkurina, zła interwencja Marcela Łubika i dobitka Marcela Wędrychowskiego wyprowadziła Katowiczan na ponowne prowadzenie. Zabrzanie rzucili się do desperackich ataków, ale nadziali się na kontrę i Michał Rakoczy sfaulował Ilię Szkurina. Co prawda arbiter najpierw ukarał napastnika żółtą kartką, ale potem po długiej analizie anulował decyzję i podyktował rzut karny, który wykorzystał pewnie Arkadiusz Jędrych.

Wiosną GKS wzbogacił się już o dziesięć punktów, Górnik tylko o cztery.

weszlo.com – Panie Janie, widział pan na własne oczy. Bartosz Nowak do kadry!

Już w tamtym roku apelowaliśmy do Jana Urbana, żeby nie wahał się powołać Bartosza Nowaka. On nie jest w formie od miesiąca czy dwóch, tylko w zasadzie – z paroma przerwami – od pięciu sezonów. Dziś w prestiżowym starciu z Górnikiem Zabrze pomocnik GKS-u Katowice na oczach selekcjonera kolejny raz pokazał klasę.

To był mecz bardzo zacięty, który mógł się potoczyć w różne strony. Różnicę zrobiły szczegóły, w tym klasa indywidualna Nowaka. 32-latek otworzył wynik, gdy zachował najwięcej przytomności umysłu w zamieszaniu w polu karnym i mocnym strzałem nie dał szans Marcelowi Łubikowi.

[…] Nowak wcześniej samemu miał szansę zdobyć drugą bramkę. Adam Zrelak zgrał mu na „ścianę”, ale uderzenie bez przyjęcia obronił Łubik, który tym razem robił, co mógł, a kibice pretensje mogą zgłaszać do jego kolegów z pola.

I to zarówno do tych z obrony, jak i z przodu. Dość długo mieliśmy bowiem remis ze wskazaniem na Górnika. Goście dominowali i stwarzali zagrożenie. Sondre Liseth zmarnował wyśmienitą okazję, bo zamiast od razu dobić strzał Maksyma Chłania próbował przyjmować piłkę i zrobił to źle. Potem tuż obok słupka uderzał debiutujący w pierwszym składzie Yvan Ikia Dimi. A po przerwie Chłań znów łapał się za głowę, bo jego efektowny strzał zatrzymał się na słupku.

[…] Górnik w międzyczasie wyrównał, bo Liseth tym razem zachował się jak rasowy snajper i od razu poszedł za strzałem wbiegającego Hellebranda, dzięki czemu na koniec musiał tylko dopełnić formalności.

GKS inicjatywę przejął dopiero w ostatnich fragmentach meczu. Rafał Górak bardziej trafił ze zmianami niż Michal Gasparik.

O golu na 2:1 już pisaliśmy, a na deser kibice otrzymali rzut karny zamieniony na bramkę przez Arkadiusza Jędrycha. Sędzia Patryk Gryckiewicz najpierw pokazał Szkurinowi żółtą kartkę za próbę wymuszenia jedenastki. Po długo trwającej analizie zmienił decyzję o 180 stopni: karny i oczywiście anulowana kartka dla Białorusina. Będą dyskusje, ale bliżsi jesteśmy wersji, że Michał Rakoczy wystawił kolano i sfaulował przeciwnika, który już mu uciekał z piłką. Szkoda, że Gryckiewicz nie stwierdził tego od razu.

GKS Katowice odniósł już trzecie wiosenne zwycięstwo i chyba wypisuje się z rozpaczliwej walki o utrzymanie. Górnik natomiast kontynuuje wyhamowywanie z końcówki ubiegłego roku.

gol24.pl – Śląski Klasyk dla GieKSy. GKS obił pogrążony w kryzysie Górnik

Górnik Zabrze przegrał drugi mecz z rzędu na Nowej Bukowej – tym razem 1:3 z GKS Katowice – i wypadł z pierwszej czwórki dającej prawo gry w europejskich pucharach w następnym sezonie. W Śląskim Klasyku przyjezdnych pogrążyły gole Bartosza Nowaka, Marcela Wędrychowskiego oraz Arkadiusza Jędrycha, który wykorzystał rzut karny podyktowany za faul na Ilji Szkurinie. Co ciekawe, napastnik GieKSy początkowo obejrzał żółtą kartkę za symulowanie.

Górnik do Śląskiego Klasyku przystępował po porażce z Pogoń Szczecin (0:1), a gospodarze po pechowej przegranej z Arka Gdynia. Lepiej w derbowy mecz weszli jednak, niesieni dopingiem kibiców, podopieczni trenera Rafała Góraka, a Bartosz Nowak wbił piłkę z najbliższej odległości do siatki Marcela Łubika. Dla rewelacyjnego pomocnika było to już siódme trafienie w bieżącym sezonie, a większość ekspertów i kibiców chętnie widziałaby go w reprezentacji.

Zresztą Śląski Klasyk z trybun na Nowej Bukowej śledził selekcjoner Jan Urban, który wkrótce roześle powołania na marcowe dwuetapowe baraże o awans na mistrzostwa świata 2026.

Dla Górnika jeszcze przed przerwą wyrównał Sondre Liseth, a po zmianie stron znakomite okazje miał Maksym Chłań, który za pierwszym razem trafił w bramkarza, a za drugim w słupek.

Niewykorzystane sytuacje się mszczą i Marcel Wędrychowski na wślizgu uszczęśliwił swoich kibiców w 85. minucie. Przed końcem doliczonego czasu gry sędzia główny ostatniego sobotniego spotkania Patryk Gryckiewicz po długiej analizie VAR i samodzielnym obejrzeniu sytuacji na monitorze przyznał rzut karny, którego na gola zamienił kapitan Arkadiusz Jędrych.

ekstraklasa.org – GKS 3:1 Górnik: Derby dla GIEKSY

GKS powoli dogania Zabrzan w tabeli. Gracze trenera Rafała Góraka zdobyli 10 punktów w 4 ostatnich meczach u siebie.

Derby Śląska rozpoczęły się od bramki niezawodnego Bartosza Nowaka – zawodnik gospodarzy zdobył najwięcej punktów w klasyfikacji kanadyjskiej w 2026 roku. Jeszcze w pierwszej połowie wyrównał Sondre Liseth, ale w końcówce meczu GKS dwukrotnie ukłuł rywali. Gola na 2:1 strzelił wprowadzony w drugiej połowie spotkania Marcel Wędrychowski, zaś rezultat starcia ustalił w doliczonym czasie gry z rzutu karnego Arkadiusz Jędrych. Katowiczanie zrównali się liczbą zwycięstw w tej rywalizacji z Górnikiem (po 22 wygrane).

sportowefakty.wp.pl – Trafiali w końcówce. Derby Śląska dla GKS-u Katowice!

[…] Od początku w Katowicach sporo się działo. W 5. minucie Górnik powinien prowadzić. Na przedpolu bramki gospodarzy doszło do zamieszania, ale piłka nie znalazła drogi do bramki. Gospodarze odpowiedzieli zablokowanym strzałem Adama Zrelaka.

W 23. minucie GKS otworzył wynik. To był pierwszy celny strzał w spotkaniu. W zamieszaniu piłka spadła pod nogi Bartosza Nowaka, który wpakował ją z siedmiu metrów do siatki. Już po dwóch minutach powinien być remis. Maksym Chłań zagrał do Yvana Dimi, a ten płaskim strzałem uderzył tuż obok dalszego słupka.

Zabrzanie cierpliwie czekali na swój moment. W końcówce 1. połowy przycisnęli i w 44. minucie przełamali strzelecką niemoc. Patrik Hellebrand zagrywał na trzeci metr, a nadbiegający Sondre Liseth wślizgiem pokonał Rafała Strączka.

Po przerwie również nie można było narzekać na nudę. Żadna z drużyn nie zamierzała kalkulować. Dziewięć minut po zmianie stron w dobrej sytuacji przestrzelił Hellebrand. W 56. minucie próbę Chłania najpierw odbił Strączek. Po chwili zawodnik z Zabrza trafił w słupek. GKS odpowiedział soczystą próbą Bartosza Nowaka. Piłkę zdołał odbić bramkarz Górnika Zabrze.

Po godzinie gry drużyny zaczęły już mnie ryzykować w tyłach. Pod bramkami niewiele się działo. Oczekiwanych skutków w grze ofensywnej nie przynosiły przeprowadzane przez trenerów zmiany.

Decydująca dla losów gry była 85. minuta. Po zagraniu Bartosza Nowaka strzał Ilji Szkurina odbił Łubik, poprawka Marcela Wędrychowskiego znalazła się w siatce!

Po kontrowersyjnej sytuacji doszło w 89. minucie. Ręką we własnym polu karnym zagrał Wędrychowski. Sędzia i VAR uznali, że do złamania przepisów nie doszło.

W doliczonym czasie, po długo trwających analizach VAR, arbiter podyktował dla gospodarzy rzut karny po faulu na Ilji Szkurinie. Do piłki podszedł Arkadiusz Jędrych i ustalił wynik gry.

roosevelta81.pl – GKS Katowice – Górnik Zabrze 3:1. Śląski Klasyk znowu dla gospodarzy

Przyjeżdżamy na Nową Bukową z ciągnącą się za nami serią bez wygranej, pierwszy raz jako neutralni kibice a nie zgodowicze, nie będąc przy okazji faworytem do wygrania spotkania.

Dużo działo się okienku transferowym po obu stronach — Trójkolorowi sprowadzili do pierwszej drużyny aż 7 nowych zawodników, do GieKSy dołączyli starzy znajomi, czyli Erik Jirka i Damian Rasak.

[…] Na stadionie pojawili się kibice Górnika niebędący grupą zorganizowaną, zgromadzeni w jednym sektorze w kilkaset osób z dopingiem od początku spotkania. Gospodarze zaprezentowali oprawę z sektorówkami „Górniczy Klub Sportowy” zajmującymi dwie trybuny wraz z pokazem fajerwerków.

Mecz od początku był bardzo intensywny. Najpierw w pole karne wpadł Ambros, którego dośrodkowanie złapał bramkarz, ale chwilę później dwukrotnie Zrelak szarżował w „piątce” Łubika oddając groźny, ale niecelny strzał.

Do piątej minuty byliśmy świadkami gry akcja za akcję — najpierw Sadilek z prawego skrzydła wpadł w pole karne i obsłużył Chłania, który z najbliższej odległości został zablokowany, piłka trafiła jeszcze do Lisetha, któremu też nie udało się pokonać Strączka. W rewanżu Jirka dograł po raz kolejny do Zrelaka zablokowanego przez Janickiego.

Wyróżniającym się piłkarzem był szalejący na prawym skrzydle Dimi, który kilkukrotnie wziął na karuzelę obrońców GieKSy, wygrywał pojedynki główkowe i rozbijał defensywę rywali. W 23 minucie stało się najgorsze co mogło się stać. W pole karne wpadł Wasielewski, zagrywając płasko wzdłuż bramki, na piątym metrze zablokowany został strzał Czerwińskiego, do którego dobiegł niepilnowany Bartosz Nowak mocnym uderzeniem przy słupku wyprowadzając gospodarzy na prowadzenie.

uż w następnej akcji bliski wyrównania był Ikia. Sytuację wypracował Chłań, sprintując z futolówką przez pół boiska i zagrywając na prawą stronę. Yvan przyjęciem zgubił obrońcę i płaskim strzałem minimalnie chybił. Piłka minęła słupek bramki Strączka dosłownie o kilka centymetrów i ten mógł ją tylko odprowadzić wzrokiem. Pierwsze skrzypce u katowiczan grał Nowak, który co rusz znajdował się w posiadaniu piłki przed polem karnym, a jego kąśliwe próby kilkukrotnie mogły sprawić problemy Łubikowi.

W 33 minucie piłkę posłaną nad obrońcami do Sadilka Strączek wybijał głową po wyjściu na linię szesnastki. Blisko autu wyłuskał ją Chłań i technicznym uderzeniem zewnętrzną częścią stopy próbował pokonać wracającego bramkarza, ale ten nie dał się zaskoczyć. Gra przez ostatnie 10 minut toczyła się w środku pola, przerywana sporadycznymi próbami GKSu z dystansu, które nie zagrażały bramce Górnika. Efektowną akcję przeprowadził Sacek chwilę przed gwizdkiem sędziego — na 20 metrze zaskoczył Klemenza balansem ciała i został przewrócony. Podyktowanego rzutu wolnego nie zdołał wykorzystać Lukas Ambros trafiając w żółty mur obrony. Już w następnej akcji na połowę gości wbiegł Josema, posyłając prostopadłe podanie do Hellebranda, który lewą nogą dograł do Lisetha wykańczającego akcje wślizgiem i wyrównując stan meczu.

Statystyki pierwszej połowy

Strzały: GKS – 8 (w tym 1 celny) : Górnik – 8 (w tym 3 celne)

Posiadanie piłki: GKS – 44% : Górnik – 56%

Rzuty rożne: GKS – 2 : Górnik – 1

Druga połowa zaczęła się od okazji Hellebranda. Zmrzly wprowadzony w przerwie za Josemę mocno bił rzut rożny, do wybitej piłki doskoczył Pacio, ale nie udało mu się poprawnie złożyć do woleja i ten wylądował ponad poprzeczką. Górnik zdecydowanie dominował przez pierwsze 10 minut. Prym na lewej stronie wiódł Chłań, który schodził na prawą nogę i najpierw po rykoszecie był bliski zaskoczenia Strączka a już w następnej akcji próbował kolejnego strzału, który skończył na dalszym słupku bramki GieKSy! Ukrainiec ma wyjątkowego pecha do trafień w obramowanie bramki.

Trójkolorowi prowadzili grę, byli wyraźnie naładowani od początku drugiej połowy i stwarzali zagrożenie z obu skrzydeł. Katowiczanie próbowali dośrodkowań z bocznych sektorów, ale Bochniewicz z Janickim neutralizowali zagrożenie. W 63 minucie koronkową akcję zagrali gospodarze. Zrelak zagrał klatką piersiową do Bartosza Nowaka, który wolejem zmusił Łubika do interwencji.

Obaj trenerzy przeprowadzili korekty w składzie — wszedł Kubicki, Rasak czy Massimo. Ten ostatni miał od razu szansę na uderzenie z daleka, ale było ono zbyt słabe. Na kwadrans przed końcem meczu obudzili się gospodarze. Po niedokładnym podaniu Hellebranda mieli okazję do strzału, ale Michal Sacek przeciął tor lotu piłki i zażegnał zagrożenie.

Górnicy wrócili do panowania nad piłką i nadawania tonu grze, ale sytuacje Chłania czy Lisetha kończyły się niecelnymi strzałami z dystansu. Najgroźniejsza sytuacja miała miejsce po przejęciu piłki przez Massimo, który wpadł na piąty metr i wystawił ją Lisethowi. Ten niestety nie przyjął futbolówki i akcja spełzła na niczym.

5 minut przed końcem regulaminowego czasu gry GKS wyprowadził precyzyjnie mierzony cios. Nowak posłał idealną piłkę w pole karne, Łubik zdołał odbić kąśliwy strzał, ale był bezradny, kiedy Wędrychowski przyjął futbolówkę na piątym metrze i mocnym wolejem nie dał szans bramkarzowi.

Końcówka meczu obfitowała w kontrowersje. Najpierw Trójkolorowi reklamowali rękę w polu karnym, potem GKS miał czystą sytuację z kontry, po której Shkuryn przewrócił się na piątym metrze po interwencji Rakoczego. Sędzia po przyjrzeniu się akcji na monitorze VAR zdecydował się na przyznanie rzutu karnego drużynie z Katowic, który pewnie wykorzystał Jędrych.

Przegrywamy w Śląskim Klasyku, GKS przedłuża serię wygranych gospodarzy, Górnik kontynuuje passę meczów bez wygranej.

Statystyki końcowe

Strzały: GKS – 14 (w tym 6 celnych) : Górnik – 16 (w tym 5 celnych)

Posiadanie piłki: GKS – 43% : Górnik – 57%

Rzuty rożne: GKS – 2 : Górnik – 3

se.pl – Eksplozja radości przy Nowej Bukowej!

[…] Pierwsze minuty były obiecujące. Na zamieszanie w polu karnym gospodarzy odpowiedział zablokowanym strzałem Adam Zrelak. W 23. minucie dał o sobie znać najlepszy zawodnik GKS-u Katowice. Bartosz Nowak wpakował piłkę do siatki z bliskiej odległości. Wydawało się, że ekipa trenera Góraka panuje nad sytuacją. Nic bardziej mylnego. Tuż przed przerwą dobre zagranie Hellebranda odebrał Sondre Liseth. Norweg dopełnił formalności i na przerwę oba zespoły schodziły przy wyniku 1:1.

Początek drugiej połowy ponownie nazwaliśmy obiecującym. Swoje szanse miał Górnik, ale próby Hellebranda, Ambrosa i Chłania nie były skuteczne. Ten ostatni trafił nawet w słupek bramki Strączka. Ta sytuacja obudziła gospodarzy, którzy zaczęli aktywniej szukać drugiego gola. Obaj trenerzy reagowali zmianami, jednak w końcówce tempo wyraźnie spadło. Mieliśmy wrażenie, że oba obozy wzięły sobie do serca powiedzenie „lepszy wróbel w garści…”. Wtem nadeszła 85. minuta meczu! Do Górnika wróciły demony z meczu z Pogonią, gdzie drużyna Michala Gasparika straciła gola w końcówce. Tak było również w sobotni wieczór. Strzał Bartosza Nowaka odbił Łubik, ale dobitka Marcela Wędrychowskiego była skuteczna!

Tuż po golu dla GKS-u mieliśmy protesty ze strony ławki Górnika. Chodził o zagranie ręką Wędrychowskiego we własnym polu karnym. Powtórki pokazały, że najpierw piłka odbiła się od uda, a potem uderzyła w rękę skrzydłowego gospodarzy. Nie było karnego! Doliczony czas gry przyniósł kolejną kontrowersję. Arbiter Gryckiewicz pokazał Szkurinowi żółtą kartkę za „padolino” w polu bramkowym. Sędziowie VAR przywołali kolegę do monitora. Po długiej analizie, sędzia główny podyktował jedenastkę, którą na bramkę zamienił kapitan Katowiczan Arkadiusz Jędrych!

Drużyna z Katowic pokazała, że porażka w Gdyni była tylko wypadkiem przy pracy. W przypadku Górnika możemy już mówić o kryzysie. Zaledwie jeden punkt w czterech meczach mówi bardzo wiele. Zabrzanie muszą się obudzić, jeśli chcą na poważnie włączyć się w walkę o europejskie puchary.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).

Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).

W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.

Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.

We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.

W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.

Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.

I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…

Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.

Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.

Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.

Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.

Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.

Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.

Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.

Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.

Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.

Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.

I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!

Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.

Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.

Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.

Wesołych Świąt!

PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.

Kontynuuj czytanie

Felietony Hokej

Czy możemy narzekać na najlepszą drużynę ostatnich pięciu lat?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Piąty finał z rzędu. Dwa mistrzostwa Polski – tyle samo co teraz GKS Tychy, których jednak w tym okresie dwukrotnie zabrakło w finale. Dwa finały przegrane w dopiero w siódmym meczu. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że za ostatnie 5 lat to drużyna Jacka Płachty była najlepszą drużyną w Polsce, a jednak coraz ciężej o optymizm, gdy mowa o hokejowej GieKSie.

Po dwóch mistrzostwach Polski, gdzie w obu przypadkach w finale byliśmy wręcz perfekcyjni pod każdym względem, przyszła porażka z Unią w dogrywce meczu nr 7 – tak minimalna, jak tylko może być, a przecież już po piątym meczu byliśmy o krok od kolejnego złota. Rok temu z kolei już po 4 meczach Tyszanie w każdym kolejnym mogli odnieść ostateczny triumf i choć pogoń za wynikiem, a nawet wyjście na prowadzenie na początku decydującego starcia dały nam mnóstwo emocji, to był to jednak kolejny krok w tył względem poprzedniego sezonu, a jak wyglądał finał w tym roku – każdy wie.

Nikt w tej lidze nie lubi GKS-u Katowice… i ma to swoje dobre strony. Brak sympatii ze strony kibiców Tychów, Sosnowca czy Oświęcimia jest oczywisty i jest to odwzajemnione i te animozje dodają emocji, a to dla emocji śledzimy sport. Idzie za tym jednak coś więcej – oprócz zdobycia mistrzostwa Polski, pobocznym celem każdej z tych drużyn jest pokonanie GKS-u. Poza krakowską Cracovią, gdzie nie zapowiada się, by w najbliższych latach mieli wrócić do walki o najwyższe cele, Katowice to zdecydowanie największe i najbardziej rozpoznawalne miasto ligi i każde mniejsze miasto tym bardziej chce udowodnić swoją wyższość na lodzie. Naszą reakcją na to jest… wyznaczenie top-4 jako celu na sezon. W lidze, gdzie są 4 drużyny mające pieniądze, by móc realistycznie walczyć o coś więcej, niż przetrwanie.

Końcowy wynik to jednak nie wszystko, czego kibice potrzebują – potrzebujemy czuć, że klub ,,gdzieś” zmierza, potrzebujemy również małych powodów do ekscytacji, a także potrzebujemy, by ludzie pracujący w klubie pokazali nam, że to oni się lepiej znają na hokeju i ,,zamknęli nam mordę”. Tak jak mordę zamyka nam sekcja piłkarska, tak jak 3 lata temu zrobił to Teemu Pulkkinen, tak tym razem dosłownie każda obawa kibiców znalazła potwierdzenie. Każdy czuł, że siedmiu obrońców to za mało, każdy widział, że brakuje nam ofensywnie usposobionego defensora, każdy wiedział, że mamy problem z przewagami i naprawdę ciężko uwierzyć, że ludzie, którzy dali nam dwa mistrzostwa Polski mieliby się z tym nie zgodzić. Gdzie więc była na to reakcja?

Jedną z najważniejszych cech naszych mistrzowskich ekip był głód. Oczywiście było też wtedy grono doświadczonych Polaków, a nawet przewinęło się też kilku doświadczonych obcokrajowców i nie chcę brzmieć, jakbym myślał, że teraz ktoś nie chciał zdobyć mistrzostwa, bo nie wątpię, że wszyscy chcieli, ale czegoś w porównaniu do ekipy sprzed 3 i 4 lat ewidentnie brakowało. Sami zboczyliśmy z drogi, która działała. W Tychach pałeczkę po doświadczonym Komorskim przejmują Łyszczarczyk czy Paś, którzy spokojnie mają pewnie z 7-8 lat grania przed sobą. U nas wydaje się zawiodło przekazanie pałeczki w obronie po pożegnaniu się z Kruczkiem czy Wajdą, a teraz czeka nas to w ofensywie. Są oczywiście bracia Hofman, gdzie oglądanie ich rozwoju było jednym z przyjemniejszych elementów tego sezonu i głęboko wierzę, że będą liderami na lata nie tylko GKS-u, ale i reprezentacji… ale co jeśli okaże się, że jednak są to gracze jedynie na 3 formację i 20 punktów w sezonie? Te przekazanie pałeczki zdecydowanie nie jest tu tak płynne i naturalne, a przecież tyle lat pracy jednego trenera i dyrektora w połączeniu ze stabilnym finansowaniem z miasta to powinny być wręcz idealne warunki do takiej długofalowej pracy.

Praktycznie co roku przykro kibicom GieKSy czyta się o nowych kontraktach, transferach i negocjacjach już nawet w trakcie play-offów, gdzie my na pierwsze wieści czekamy zazwyczaj aż skończą się hokejowe mistrzostwa świata. I niby zawsze ostatecznie jakoś to nadrabialiśmy, bo 5 razy z rzędu w finale nie byliśmy przypadkowo, ale nie wierzę, że na tym czekaniu nie tracimy, a teraz już z całą pewnością można powiedzieć, że zeszłoroczna przerwa między sezonami była w naszym wykonaniu po prostu słaba. Nie ma w tym gronie żadnego zawodnika, którego będzie warto wspominać po latach. Kibice potrzebują zawodników z charakterystycznymi cechami – jeszcze długo będziemy pamiętać szaleństwo w oczach i uśmiechu Erikssona, umiejętność wejścia na wyższy poziom w kluczowych momentach Lehtonena, huknięcie Hudsona, technikę Koponena czy ,,nienormalność” Murray’a, a jak pokazują wyniki – nie tylko kibice potrzebują takich zawodników, ale klub też. Hokej nie jest sportem dla normalnych. Gdy 3 lata temu przyszedłem na pierwszy przedsezonowy sparing – od pierwszego kontaktu z krążkiem było widać, że Koponen to Pan Hokeista. Nie chcę wytykać palcem hokeistów, bo myślę, że oni są najmniej temu winni, ale aktualnie większość naszej kadry to hokeiści po prostu przyzwoici… i tyle. Przyzwoitością nie wygrywa się mistrzostwa.

Nie wiem, co by się musiało stać, bym o kimkolwiek, kto miał swoją zasługę w zdobyciu dwóch mistrzostw Polski myślał za kilka lat w sposób negatywny, począwszy od dyrektora sportowego, przez trenera i na zawodnikach kończąc. Ilu błędów by nie popełniono w tym sezonie i ilu potencjalnie nie popełni się jeszcze w przyszłości – za ten pierwszy wielki sukces GKS-u, jaki miałem okazję doświadczyć w życiu, trener Płachta może mieć w Katowicach własną ulicę, a odwieszenie łyżew na kołek przez Grzegorza Pasiuta powinno być jednoznaczne z powieszeniem numeru 18 w Satelicie, a może i nawet na to samo zasługują Bartosz Fraszko czy ,,Nasz Warszawiak” Mateusz Bepierszcz. Czy aktualnie nasze finanse pozwalają na stworzenie równorzędnej rywalizacji z Tychami, ale czego by tu wcześniej nie osiągnięto – teraz także potrzebuję widzieć, że klub ma obrany właściwy kierunek i do tego kierunku dąży. Może trzeba jasno powiedzieć, że jeśli właściciel nie chce kroku do przodu, bo przy świetnej postawie piłkarzy już nie potrzebuje ,,tematu zastępczego”, to wykonujemy krok w tył i odmładzamy skład?

Zdobytymi mistrzostwami klub poniekąd wydał na siebie ,,wyrok” – zupełnie inaczej cieszyło srebro drużyny Toma Coolena, gdy zaledwie 2 lata wcześniej nie było hokeja w Katowicach, a 3 lata wcześniej bohaterem kibiców w Satelicie był Maros Goga. Teraz już wszyscy wiemy, jak to jest być na szczycie – i chcemy tego znów, jednak tak jak pisałem wyżej, końcowy wynik to nie jedyny sposób na usatysfakcjonowanie kibiców, tymczasem w tym sezonie mimo wszystko tylko on się zgadza, bo jednak finał to jest w pewnym stopniu sukces, ale czy z obecnie obranym kursem ten finał będzie także za rok?

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga