Piłka nożna
Dwa oblicza półfinałów
Mecze półfinałowe STS Pucharu Polski przyniosły dwa zupełnie różne scenariusze. W Bydgoszczy oglądaliśmy spokojne spotkanie pod kontrolą Górnika, zakończone skromnym 0:1. Natomiast w Częstochowie kibice byli świadkami prawdziwego piłkarskiego szaleństwa. Ostatecznie do finału awansowały Górnik Zabrze i Raków Częstochowa.
W środę w Bydgoszczy miało miejsce prawdziwe piłkarskie święto, gdzie miejscowy Zawisza przy pełnych trybunach podejmował Górnika Zabrze. Trzecioligowiec, który po dziesięciu latach od upadku doszedł tak daleko w rozgrywkach Pucharu Polski, miał okazję przypomnieć się piłkarskiej Polsce. Faworytem tego spotkania był oczywiście Górnik, co potwierdził na boisku, choć nie przyszło im to zupełnie bezproblemowo. Kluczowym momentem był gol Ikia Dimi w 32. minucie, który zmienił tor lotu piłki uderzanej przez Sadilka i zaskoczył bramkarza gospodarzy. Jak się później okazało, było to trafienie na wagę zwycięstwa. W 89. minucie Zawisza wykonywał jeszcze rzut wolny z dalszej odległości. Po uderzeniu Szumilasa na stadionie wybuchła euforia, bo część kibiców myślała, że piłka znalazła się w bramce. W rzeczywistości wylądowała ona tylko na bocznej siatce, więc euforia zmieniła się w niedosyt. Wynik nie uległ zmianie i to zawodnicy Michała Gasparika cieszyli się z awansu do finału STS Pucharu Polski.
Szalony mecz miał miejsce w Częstochowie, gdzie na ZondaCrypto Arena Raków Częstochowa mierzył się z GKS Katowice. Mecz był naprawdę szalony, pełny dramaturgii i zwrotów akcji. Niewątpliwie godny nawet finału rozgrywek. W pierwszej połowie Raków nie popisał się, grał nerwowo i niedokładnie, co wykorzystali Katowiczanie, którzy do przerwy prowadzili dwoma bramkami po golach Jirki oraz Jędrycha z rzutu karnego. Początek drugiej połowy należał jednak do gospodarzy, którzy w ciągu czterech minut doprowadzili do wyrównania. W 67. minucie rzut karny Brunesa obronił Kudła, lecz do dobitki dopadł Diaby-Fadiga i umieścił piłkę w bramce. Sędzia doliczył osiem minut, a w czwartej Adam Žrelak uciszył kibiców gospodarzy, znów doprowadzając do wyrównania. Osiem minut przed końcem dogrywki piłka po strzale Rochy zmierzała w kierunku bramki, a nieudanie interweniował Czerwiński i wpadł z nią do własnej bramki, więc jemu zostało przypisane samobójcze trafienie. Gdy wydawało się, że jest już po zawodach, ładnym strzałem z dystansu popisał się Markovič zdobywając czwartego gola dla GieKSy i mecz zakończył się wynikiem 4:4, więc konieczny był konkurs rzutów karnych, w których bezbłędni byli piłkarze Rakowa Częstochowa, zwyciężając 4:2.
Finał STS Pucharu Polski odbędzie się 2 maja na Stadionie Narodowym w Warszawie.
Zawisza Bydgoszcz – Górnik Zabrze 0:1
Raków Częstochowa – GKS Katowice 4:4 k. 4:2
Galeria Piłka nożna
My im nie dali wygrać
Ostatni mecz w tym sezonie na Nowej Bukowej GieKSa zremisowała z Jagiellonią Białystok 2:2. Zapraszamy do fotorelacji z Areny Katowice.
Piłka nożna
LIVE: Remis cenniejszy niż złoto
17.05.2026 Katowice
GKS Katowice – Jagiellonia Białystok 2:2
Bramki: Nowak (3), Galan (78) – Vital (31), Pululu (56-k)
GKS: Strączek – Wasielewski, Czerwiński, Jędrych, Olsen (90. Klemenz), Galan (90. Jirka) – Kowalczyk, Milewski (65. Rasak), Nowak, Marković (65. Wędrychowski) – Zrel’ák (65. Szkurin).
Jagiellonia: Abramowicz – Wojtuszek, Vital, Kobayashi, Montoia, Pozo (76. Jóźwiak), Kozłowski (90. Nahuel), Lozano (63. Mazurek), Imaz, Szmyt, Pululu (63. Bazdar).
Ż.kartki: Wasielewski, Jędrych, Galan, Olsen
Cz.kartki:
Sędzia: Paweł Raczkowski (Warszawa)
Widzów: 14651
Piłka nożna Wywiady
Nowak: Nie będziemy się cieszyć ani płakać
Po remisie z Jagiellonią w strefie mieszanej porozmawialiśmy z Bartoszem Nowakiem, strzelcem pierwszej bramki dla GieKSy.
Remis, który nie usatysfakcjonuje żadnej drużyny, czy właśnie punkt, który na koniec może przynieść oczekiwaną radość?
Bartosz Nowak: Ja już nie wiem. Graliśmy tak, jakbyśmy chcieli to wygrać do końca, tak samo, jak Jaga. Mecz był mocno bliski. Były wślizgi, bramki, ładne akcje, kiksy, więc myślę, że to fajny mecz dla kibica. Może nie do oglądania przez tę aurę, ale zagorzały fan potrafi taki mecz docenić. Ostatni mecz przed nami, gramy w nim jak zawsze o zwycięstwo. Tylko ono może nam dać spełnić te marzenia, o których przed sezonem jeszcze nie myśleliśmy. Fajnie, gramy dalej.
Można było paść z sił, mecz się rozgrywał od pola karnego do pola karnego. Dla kibica na pewno ciekawe, a dla piłkarza?
Jakbyśmy mieli pograć jeszcze 10 minut, to też byśmy dali radę. W takim momencie sezonu, gdzie już grasz o realne cele… Tak przed sezonem, w pierwszej rundzie, gdy każdy pyta „O co gracie?” to tak naprawdę nikt nie wie, bo sezon jest szalony, nigdy nie wiesz, jak to będzie wyglądało. Trzeba się skupiać na tym najbliższym meczu, a teraz ten mecz jest ostatni, najważniejszy, on daje realne miejsce na koniec sezonu.
Myślałeś zimą, że ostatni mecz może być tak istotny dla GKS-u Katowice?
Wiedzieliśmy, że na pewno będzie istotny, widząc, co się dzieje w tej tabeli. Każdy mecz daje wahania pozycji. Cieszy to, że w tym roku utrzymujemy stabilną formę, stabilnie gramy. Wiadomo, czasem są mecze bardzo dobre, czasem takie okej, ale dążymy do gry po swojemu i nie mamy się co bać żadnego przeciwnika. Jasne, trzeba podchodzić z szacunkiem, że przyjeżdża do nas jedna z najmocniejszych drużyn, najlepiej grających w piłkę, ale nie pękliśmy. To jest budujące, nie mamy co chować głowy w piasek. Nie będziemy się cieszyć z tego remisu, ale nie mamy zamiaru też płakać, bo szanujemy rywala.
Z perspektywy trybun ta sytuacja z rzutem karnym była taką jedną z kilkudziesięciu w trakcie spotkania.
Ja nie wiem, już od dłuższego czasu nie chcę się na ten temat wypowiadać, bo nie wiem, kiedy jest faul, kiedy jest ręka. Wydawało mi się, że trafiłem najpierw piłkę, potem gdzieś był kontakt. Sędzia główny i VAR to widzieli, ja jeszcze nie widziałem powtórki. Sędzia podyktował rzut karny i szkoda, bo brakło nam tej jednej bramki.
Bartosz Nowak przypomniał się dzisiaj w kontekście reprezentacji.
Nie, jesteśmy przed urlopami, jeszcze czeka nas ostatni mecz. Nawet nie wiem, kiedy gra reprezentacja. Wszystkie ręce na pokład na najważniejszy mecz tego sezonu.
Dzisiaj pole gry bardziej przypominało lodowisko niż piłkarską murawę, przeszkadzało ci to?
E, dobre boisko było. Szybko piłka latała, szybki mecz był. Jasne, że jak biegniesz szybko, to murawa jest nawilżona i łatwo się poślizgnąć. W takich warunkach moglibyśmy zawsze grać, bo mecz jest szybki.


Najnowsze komentarze