Piłka nożna Prasówka
Media o meczu z Motorem: Niegościnni gospodarze
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat dzisiejszego spotkania GKS Katowice – Motor Lublin.
dziennikwschodni.pl – Motor w piątek gra z GKS Katowice. Kto zrobi krok w stronę Europy
Nie raz i nie dwa pisaliśmy, że w tym sezonie nie ma łatwych meczów. Mijają tygodnie i nic się w tym temacie nie zmienia. Już w piątek o godz. 18 Motor Lublin zagra na wyjeździe z GKS Katowice. To będzie pojedynek zespołów, które marzą o europejskich pucharach. Kto wygra, ten na pewno poprawi swoje notowania w tym wyścigu.
Przed rokiem drużyny z Katowic i Lublina walczyły o miano najlepszego beniaminka. Obie zdobyły po 49 punktów, ale sezon na wyższej pozycji zakończyli żółto-biało-niebiescy. Teraz cały czas są w grze o miejsce w europejskich pucharach. Chwilowo w odrobinę lepszej sytuacji znajduje się „Gieksa”, która ma punkt więcej i jest „oczko” wyżej w tabeli.
Jeżeli chodzi o występy ligowe tylko w tym roku, to drużyna trenera Rafała Góraka też jest ciut lepsza. W 11 meczach wywalczyła 20 punktów. Motor zdobył ich 18, ale w dziesięciu spotkaniach.
Wiosną jeszcze nikomu nie udało się wygrać na Nowej Bukowej. GKS przed własną publicznością wywalczył 13 punktów na 15 możliwych, a dodatkowo ma bilans bramkowy 8-2.
Licząc całe rozgrywki Lukas Klemenz i spółka zanotowali u siebie cztery porażki. Przegrali z: Lechem, Rakowem, Cracovią i Piastem. Ostatnio bez punktu kończyli domowe spotkanie 8 listopada, kiedy ulegli zespołowi z Gliwic 1:3.
„Gieksa” ma za sobą serię niesamowitych meczów. Z STS Pucharu Polski odpadła w półfinale po wyjazdowym spotkaniu z Rakowem, który zakończył się remisem 4:4. Karne lepiej strzelali jednak piłkarze „Medalików”. Po tych wyczerpujących zawodach drużyna trenera Górka pojechała do Poznania, gdzie zremisowała z Lechem 3:3. W Częstochowie prowadziła 2:0, a na stadionie „Kolejorza” 1:0, 2:1 i 3:2. Nie potrafiła jednak dowieźć korzystnego wyniku do końca.
W Katowicach mogą odczuwać z tego powodu niedosyt i złość, ale w Lublinie nastroje są bardzo podobne. Gdyby nie strata punktów z Rakowem i Radomiakiem, to sytuacja w tabeli żółto-biało-niebieskich wyglądałaby znacznie lepiej.
A tak może i są tylko cztery punkty straty do pucharów, ale także pięć przewagi nad strefą spadkową. A skoro w terminarzu są po kolei mecze z: GKS Katowice, Widzewem i Lechem, to trzeba się pilnować. W piątek na szali będzie też świetna seria „Motorowców”, którzy nie przegrali od 15 lutego (przegrana z Lechią 2:3).
– Na pewno siedem meczów bez porażki, to naprawdę dobra seria. Pomogła nam się wywindować w tej ciasnej tabeli. Szkoda, że nie dociągnęliśmy jednego z dwóch ostatnich meczów remisowych. Teraz przed nami kolejne wyzwanie, trzeba się skupić na najbliższym spotkaniu, bo każde trzy punkty naprawdę wiele dają w tej tabeli – mówił na klubowym kanale YouTube Filip Luberecki.
A jak gospodarze widzą swojego najbliższego rywala?
– Motor jest ostatnio w bardzo dobrej dyspozycji. Trzeba sobie zdać sprawę, że to spotkanie nie będzie łatwiejsze od tych meczów, które były przed chwilą. Spodziewamy się bardzo trudnego pojedynku – mówi Rafał Górak.
I dodaje, że końcówka sezonu będzie bardzo ciekawa.
– Trzeba patrzeć, że to są mecze finałowe, jeśli chodzi o to, jak się spojrzymy za siebie, ale i przed siebie. Liga jest tak spłaszczona, że nie ma co dywagować czy już mamy utrzymanie, czy jeszcze nie. Trzeba być przygotowanym na wszystko i grać te finały – wyjaśnia szkoleniowiec GKS.
kurierlubelski.pl – Trener Motoru Lublin Mateusz Stolarski o najbliższym rywalu. „GKS Katowice to zespół mocny mentalnie”
17 kwietnia (godz. 18) Motor Lublin zagra w Katowicach. – Myślę, że GieKSa jest najbardziej powtarzalnym zespołem w Ekstraklasie – powiedział klubowym mediom Mateusz Stolarski, trener żółto-biało-niebieskich.
– Ja ich pamiętam jeszcze jak pracowałem w Stali Rzeszów. To było około pięciu lat temu i wtedy rywalizowaliśmy z trenerem Górakiem w drugiej lidze. Jego system gry, sposób gry i dobór zawodników pod swój model praktycznie w ogóle się nie zmienił. Mało tego, dość duża liczba zawodników po prostu jest z tą drużyną nadal. Adrian Błąd czy Arkadiusz Jędrych, Marcin Wasielewski: to są zawodnicy, którzy, którzy rywalizowali z nami na tych boiskach pierwszo, a nawet drugoligowych. Więc tutaj na pewno taki sposób gry i sposób poruszania się zawodników i jakby idea są niezmienne. To duża siła – zwraca uwagę szkoleniowiec Lublinian.
– Dodatkowo jedziemy też do zespołu mocnego mentalnie, szatnia jest tam bardzo skonsolidowana. Oni bardzo dobrze grają na swoim stadionie na Bukowej, zresztą też ostatnimi czasy, w ogóle świetnie punktują. Jest to więc taki idealny mecz dla Motoru, który lubi przerywać serie, lubi takie wyzwania podejmować i z takim założeniem tam jedziemy – dodaje.
Motor nie przegrał żadnego z ostatnich siedmiu meczów. W tym czasie zanotował cztery wygrane i trzykrotnie dzielił się punktami ze swoimi rywalami. GKS takiej serii nie ma, ale także punktuje regularnie, jak w niedzielę, gdy zremisował na wyjeździe z Lechem Poznań 3:3.
– Pierwsza sprawa jest taka, że na pewno musimy zatrzymać ich stałe fragmenty gry. Tutaj będziemy musieli szczególnie te piłki w drugim tempie wybraniać i dobrze funkcjonować. Druga rzecz na pewno jest taka, że GKS też ma swoje problemy w obronie. W ostatnich dwóch spotkaniach stracił siedem bramek, więc tutaj oni na pewno wiedzą o tym, że muszą nad tą fazą pracować i będziemy spróbowali jak najwięcej naszych atutów ofensywnych wykorzystać – analizuje przed wyjazdem do Katowic trener Stolarski.
Na sześć kolejek przed końcem sezonu obydwa zespoły są w grze o udział w eliminacjach europejskich pucharów. Motor zajmuje aktualnie ósme miejsce – 39 punktów (bilans: 9-12-7), Katowiczanie z dorobkiem 40 pkt., są oczko wyżej (bilans: 12-4-12). Czwarty Górnik Zabrze – eliminacje Ligi Konferencji Europy – ma 43 pkt
gol24.pl – Trener Rafał Górak przed meczem GKS Katowice – Motor Lublin. „Każde kolejne spotkanie będzie jak finał”
GKS Katowice w dwóch ostatnich meczach stracił aż 7 goli, ale trener Rafał Górak widzi pozytywy w postawie drużyny przeciwko czołowym ekipom w Polsce. Szkoleniowiec popularnej GieKSy zaznacza, że każde kolejne spotkanie w końcówce sezonu będzie dla nich „jak finał”.
Ostatnio Katowiczanie przegrali „w delegacji” rzutami karnymi półfinał Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa po remisie 4:4, a ligowy mecz w Poznaniu z Lechem skończyli wynikiem 3:3. Październikowe starcie z Motorem na wyjeździe wygrali 5:2.
Po 28 kolejkach GKS zajmuje siódme miejsce w tabeli z przewagą punktu nad piątkowym przeciwnikiem.
– Te dwa ostatnie mecze zbudowały nas, bo drużyna bez silnego mentalu nie dałaby rady unieść takich spotkań jak w Częstochowie i Poznaniu. To było trudne, przegrać karnymi półfinał PP i pojechać do mistrza kraju i kandydata do tytułu. A my zagraliśmy tam kapitalnie, co mnie napawa optymizmem. Drużyna „rośnie” w takich meczach – dodał Górak.
Zaznaczył, że taki bramkowy „festiwal” nie będzie trwał cały czas.
– Kolejny mecz może być „zamknięty” i jeśli wygramy 1:0, też będziemy się cieszyć. Siedem straconych goli spowodowało, że było o czym rozmawiać z zawodnikami. Motor jest w bardzo dobrej dyspozycji, nie przegrał w ostatnich siedmiu meczach, stracił w nich tylko cztery gole. To spotkanie nie będzie ani trochę łatwiejsze od tych poprzednich. Lublinianie są bardzo dobrze zorganizowani w defensywie i na pewno zawieszą nam wysoko poprzeczkę – ocenił szkoleniowiec.
Przyznał, że przy tak spłaszczonej tabeli trzeba być gotowym na wszystko.
– Życzę moim piłkarzom, by po każdym spotkaniu do końca rozgrywek unosili ręce w geście triumfu i żebyśmy wytrzymali na takim poziomie punktowania i gry – podsumował.
Ostatnie dwa mecze były bardzo udane dla norweskiego pomocnika GKS Emana Markovica. Strzelił trzy gole, miał udział przy trafieniach kolegów.
– Każde kolejne spotkanie będzie dla nas jak finał. Bo mamy dużo do wygrania. Na pewno ode mnie można oczekiwać więcej. Takie mecze, jak Rakowem i Lechem, dodały mi pewności siebie – powiedział.
Nie ukrywał, że nigdy wcześniej nie grał w tak wyrównanej lidze.
– Dla kibiców to fajne, bo mają jeszcze więcej przyjemności z oglądania meczów, ale to absolutnie szalony sezon – ocenił zawodnik występujący wcześniej w Bośni i Hercegowinie, Norwegii i Szwecji.
ekstraklasa.org – Niegościnni gospodarze – 29. kolejka 2025/2026 (piątek)
W ostatnich tygodniach Legioniści nie lubią oddawać rywalom punktów – za nimi seria 9 meczów z rzędu bez porażki w lidze. Podobnie jak GKS w Katowicach, który z kolei ma za sobą 3 domowe zwycięstwa z rzędu.
GKS KATOWICE – MOTOR LUBLIN
SYTUACJA: Sąsiedzi – w tabeli dzieli ich tylko 1 punkt. Po tym starciu Motor może prześcignąć Katowiczan.
HISTORYCZNIE: Tylko 1 porażka GKS Katowice w 14 ostatnich meczach z Motorem w Ekstraklasie.
POD LUPĄ – GOSPODARZE: Bartosz Nowak i Bartosz Wolski notują najwięcej dośrodkowań (202 vs 214).
POD LUPĄ – GOŚCIE: Mbaye N’Diaye i Karol Czubak razem strzelili 11 goli w 2026 roku (6+5) – najskuteczniejszy duet klubowy w tym okresie.
CZY WIESZ, ŻE: Średnio w meczach między nimi pada 3,29 gola.
GKS Katowice ma 3 zwycięstwa z rzędu u siebie (2 czyste konta z rzędu)
GKS Katowice zdobył 16 punktów w 6 ostatnich meczach u siebie
Bartosz Nowak – najwięcej strzałów celnych zza pola karnego (17)
1 porażka GKS Katowice w 14 ostatnich meczach z Motorem w Ekstraklasie
7 meczów z rzędu bez porażki Motoru Lublin (jeśli nie przegra, ustanowi swoją nową najdłuższą serię bez porażki w Ekstraklasie)
Średnio w meczach wyjazdowych Motoru Lublin pada 3,15 gola/mecz
16 ostatnich goli Motoru – 7x Czubak, 6x N’Diaye, 2x Wolski, 1x samobój
Mbaye N’Diaye + Karol Czubak: razem strzelili 11 goli w 2026 roku (6+5) – najskuteczniejszy duet klubowy w tym okresie
Średnio w meczach między nimi pada 3,29 gola/mecz
Bartosz Nowak i Bartosz Wolski – najwięcej dośrodkowań (202 vs 214)
zagranie.com – Gospodarze zaliczą over bramkowy?
W piątkowy wieczór rozpocznie się kolejna seria spotkań w polskiej Ekstraklasie. Jako pierwsi na placu boju pojawią się zawodnicy z Katowic i Lublina.
[…] GKS Katowice w trwających zmaganiach ligowych spisują się całkiem nieźle. Podopieczni Rafała Góraka aktualnie zajmują 7. miejsce z dorobkiem 40 punktów na koncie. Ich bilans meczowy wynosi 12 wygranych, 4 remisy i 12 porażek. I tym samym cały czas są w grze o czołówce. A patrząc na ich obecną dyspozycję, to szanse „Gieksa” ma spore. Mianowicie do TOP 3 tracą tylko 3 oczka. W 5 meczach ligowych wstecz przed własną publicznością zgromadzili natomiast 13 z 15 możliwych punktów i wydaje się, że w piątkowy wieczór również powinni sobie poradzić.
Motor w tym sezonie gra w kratkę. Piłkarze z Lublina nie potrafią bowiem utrzymać na dłużej dobrej formy i po lepszym okresie, zwykle przychodzi kilka meczów bez zwycięstwa. Aktualnie są jednak na fali wznoszącej – nie przegrali w 5 meczach Ekstraklasy wstecz, notując 3 remisy i 2 wygrane. Dzięki temu zajmują aktualnie 8. lokatę i również mają szanse walkę o ścisłą czołówkę. Na wyjazdach jednak nie idzie im najlepiej. Wygrali tylko 3 z 10 meczów w roli gości i dlatego też ich szanse na wygraną z „Gieksą” nie są najwyższe.
Piłka nożna
Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą
Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).
Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).
W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.
Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.
We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.
W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.
Felietony Piłka nożna
„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”
Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.
Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.
I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…
Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.
Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.
Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.
Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.
Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.
Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.
Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.
Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.
Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.
Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.
I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!
Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.
Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.
Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.
Wesołych Świąt!
PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.
Piąty finał z rzędu. Dwa mistrzostwa Polski – tyle samo co teraz GKS Tychy, których jednak w tym okresie dwukrotnie zabrakło w finale. Dwa finały przegrane w dopiero w siódmym meczu. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że za ostatnie 5 lat to drużyna Jacka Płachty była najlepszą drużyną w Polsce, a jednak coraz ciężej o optymizm, gdy mowa o hokejowej GieKSie.
Po dwóch mistrzostwach Polski, gdzie w obu przypadkach w finale byliśmy wręcz perfekcyjni pod każdym względem, przyszła porażka z Unią w dogrywce meczu nr 7 – tak minimalna, jak tylko może być, a przecież już po piątym meczu byliśmy o krok od kolejnego złota. Rok temu z kolei już po 4 meczach Tyszanie w każdym kolejnym mogli odnieść ostateczny triumf i choć pogoń za wynikiem, a nawet wyjście na prowadzenie na początku decydującego starcia dały nam mnóstwo emocji, to był to jednak kolejny krok w tył względem poprzedniego sezonu, a jak wyglądał finał w tym roku – każdy wie.
Nikt w tej lidze nie lubi GKS-u Katowice… i ma to swoje dobre strony. Brak sympatii ze strony kibiców Tychów, Sosnowca czy Oświęcimia jest oczywisty i jest to odwzajemnione i te animozje dodają emocji, a to dla emocji śledzimy sport. Idzie za tym jednak coś więcej – oprócz zdobycia mistrzostwa Polski, pobocznym celem każdej z tych drużyn jest pokonanie GKS-u. Poza krakowską Cracovią, gdzie nie zapowiada się, by w najbliższych latach mieli wrócić do walki o najwyższe cele, Katowice to zdecydowanie największe i najbardziej rozpoznawalne miasto ligi i każde mniejsze miasto tym bardziej chce udowodnić swoją wyższość na lodzie. Naszą reakcją na to jest… wyznaczenie top-4 jako celu na sezon. W lidze, gdzie są 4 drużyny mające pieniądze, by móc realistycznie walczyć o coś więcej, niż przetrwanie.
Końcowy wynik to jednak nie wszystko, czego kibice potrzebują – potrzebujemy czuć, że klub ,,gdzieś” zmierza, potrzebujemy również małych powodów do ekscytacji, a także potrzebujemy, by ludzie pracujący w klubie pokazali nam, że to oni się lepiej znają na hokeju i ,,zamknęli nam mordę”. Tak jak mordę zamyka nam sekcja piłkarska, tak jak 3 lata temu zrobił to Teemu Pulkkinen, tak tym razem dosłownie każda obawa kibiców znalazła potwierdzenie. Każdy czuł, że siedmiu obrońców to za mało, każdy widział, że brakuje nam ofensywnie usposobionego defensora, każdy wiedział, że mamy problem z przewagami i naprawdę ciężko uwierzyć, że ludzie, którzy dali nam dwa mistrzostwa Polski mieliby się z tym nie zgodzić. Gdzie więc była na to reakcja?
Jedną z najważniejszych cech naszych mistrzowskich ekip był głód. Oczywiście było też wtedy grono doświadczonych Polaków, a nawet przewinęło się też kilku doświadczonych obcokrajowców i nie chcę brzmieć, jakbym myślał, że teraz ktoś nie chciał zdobyć mistrzostwa, bo nie wątpię, że wszyscy chcieli, ale czegoś w porównaniu do ekipy sprzed 3 i 4 lat ewidentnie brakowało. Sami zboczyliśmy z drogi, która działała. W Tychach pałeczkę po doświadczonym Komorskim przejmują Łyszczarczyk czy Paś, którzy spokojnie mają pewnie z 7-8 lat grania przed sobą. U nas wydaje się zawiodło przekazanie pałeczki w obronie po pożegnaniu się z Kruczkiem czy Wajdą, a teraz czeka nas to w ofensywie. Są oczywiście bracia Hofman, gdzie oglądanie ich rozwoju było jednym z przyjemniejszych elementów tego sezonu i głęboko wierzę, że będą liderami na lata nie tylko GKS-u, ale i reprezentacji… ale co jeśli okaże się, że jednak są to gracze jedynie na 3 formację i 20 punktów w sezonie? Te przekazanie pałeczki zdecydowanie nie jest tu tak płynne i naturalne, a przecież tyle lat pracy jednego trenera i dyrektora w połączeniu ze stabilnym finansowaniem z miasta to powinny być wręcz idealne warunki do takiej długofalowej pracy.
Praktycznie co roku przykro kibicom GieKSy czyta się o nowych kontraktach, transferach i negocjacjach już nawet w trakcie play-offów, gdzie my na pierwsze wieści czekamy zazwyczaj aż skończą się hokejowe mistrzostwa świata. I niby zawsze ostatecznie jakoś to nadrabialiśmy, bo 5 razy z rzędu w finale nie byliśmy przypadkowo, ale nie wierzę, że na tym czekaniu nie tracimy, a teraz już z całą pewnością można powiedzieć, że zeszłoroczna przerwa między sezonami była w naszym wykonaniu po prostu słaba. Nie ma w tym gronie żadnego zawodnika, którego będzie warto wspominać po latach. Kibice potrzebują zawodników z charakterystycznymi cechami – jeszcze długo będziemy pamiętać szaleństwo w oczach i uśmiechu Erikssona, umiejętność wejścia na wyższy poziom w kluczowych momentach Lehtonena, huknięcie Hudsona, technikę Koponena czy ,,nienormalność” Murray’a, a jak pokazują wyniki – nie tylko kibice potrzebują takich zawodników, ale klub też. Hokej nie jest sportem dla normalnych. Gdy 3 lata temu przyszedłem na pierwszy przedsezonowy sparing – od pierwszego kontaktu z krążkiem było widać, że Koponen to Pan Hokeista. Nie chcę wytykać palcem hokeistów, bo myślę, że oni są najmniej temu winni, ale aktualnie większość naszej kadry to hokeiści po prostu przyzwoici… i tyle. Przyzwoitością nie wygrywa się mistrzostwa.
Nie wiem, co by się musiało stać, bym o kimkolwiek, kto miał swoją zasługę w zdobyciu dwóch mistrzostw Polski myślał za kilka lat w sposób negatywny, począwszy od dyrektora sportowego, przez trenera i na zawodnikach kończąc. Ilu błędów by nie popełniono w tym sezonie i ilu potencjalnie nie popełni się jeszcze w przyszłości – za ten pierwszy wielki sukces GKS-u, jaki miałem okazję doświadczyć w życiu, trener Płachta może mieć w Katowicach własną ulicę, a odwieszenie łyżew na kołek przez Grzegorza Pasiuta powinno być jednoznaczne z powieszeniem numeru 18 w Satelicie, a może i nawet na to samo zasługują Bartosz Fraszko czy ,,Nasz Warszawiak” Mateusz Bepierszcz. Czy aktualnie nasze finanse pozwalają na stworzenie równorzędnej rywalizacji z Tychami, ale czego by tu wcześniej nie osiągnięto – teraz także potrzebuję widzieć, że klub ma obrany właściwy kierunek i do tego kierunku dąży. Może trzeba jasno powiedzieć, że jeśli właściciel nie chce kroku do przodu, bo przy świetnej postawie piłkarzy już nie potrzebuje ,,tematu zastępczego”, to wykonujemy krok w tył i odmładzamy skład?
Zdobytymi mistrzostwami klub poniekąd wydał na siebie ,,wyrok” – zupełnie inaczej cieszyło srebro drużyny Toma Coolena, gdy zaledwie 2 lata wcześniej nie było hokeja w Katowicach, a 3 lata wcześniej bohaterem kibiców w Satelicie był Maros Goga. Teraz już wszyscy wiemy, jak to jest być na szczycie – i chcemy tego znów, jednak tak jak pisałem wyżej, końcowy wynik to nie jedyny sposób na usatysfakcjonowanie kibiców, tymczasem w tym sezonie mimo wszystko tylko on się zgadza, bo jednak finał to jest w pewnym stopniu sukces, ale czy z obecnie obranym kursem ten finał będzie także za rok?


Najnowsze komentarze