Piłka nożna Prasówka
Media o meczu z Motorem: Niegościnni gospodarze
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat dzisiejszego spotkania GKS Katowice – Motor Lublin.
dziennikwschodni.pl – Motor w piątek gra z GKS Katowice. Kto zrobi krok w stronę Europy
Nie raz i nie dwa pisaliśmy, że w tym sezonie nie ma łatwych meczów. Mijają tygodnie i nic się w tym temacie nie zmienia. Już w piątek o godz. 18 Motor Lublin zagra na wyjeździe z GKS Katowice. To będzie pojedynek zespołów, które marzą o europejskich pucharach. Kto wygra, ten na pewno poprawi swoje notowania w tym wyścigu.
Przed rokiem drużyny z Katowic i Lublina walczyły o miano najlepszego beniaminka. Obie zdobyły po 49 punktów, ale sezon na wyższej pozycji zakończyli żółto-biało-niebiescy. Teraz cały czas są w grze o miejsce w europejskich pucharach. Chwilowo w odrobinę lepszej sytuacji znajduje się „Gieksa”, która ma punkt więcej i jest „oczko” wyżej w tabeli.
Jeżeli chodzi o występy ligowe tylko w tym roku, to drużyna trenera Rafała Góraka też jest ciut lepsza. W 11 meczach wywalczyła 20 punktów. Motor zdobył ich 18, ale w dziesięciu spotkaniach.
Wiosną jeszcze nikomu nie udało się wygrać na Nowej Bukowej. GKS przed własną publicznością wywalczył 13 punktów na 15 możliwych, a dodatkowo ma bilans bramkowy 8-2.
Licząc całe rozgrywki Lukas Klemenz i spółka zanotowali u siebie cztery porażki. Przegrali z: Lechem, Rakowem, Cracovią i Piastem. Ostatnio bez punktu kończyli domowe spotkanie 8 listopada, kiedy ulegli zespołowi z Gliwic 1:3.
„Gieksa” ma za sobą serię niesamowitych meczów. Z STS Pucharu Polski odpadła w półfinale po wyjazdowym spotkaniu z Rakowem, który zakończył się remisem 4:4. Karne lepiej strzelali jednak piłkarze „Medalików”. Po tych wyczerpujących zawodach drużyna trenera Górka pojechała do Poznania, gdzie zremisowała z Lechem 3:3. W Częstochowie prowadziła 2:0, a na stadionie „Kolejorza” 1:0, 2:1 i 3:2. Nie potrafiła jednak dowieźć korzystnego wyniku do końca.
W Katowicach mogą odczuwać z tego powodu niedosyt i złość, ale w Lublinie nastroje są bardzo podobne. Gdyby nie strata punktów z Rakowem i Radomiakiem, to sytuacja w tabeli żółto-biało-niebieskich wyglądałaby znacznie lepiej.
A tak może i są tylko cztery punkty straty do pucharów, ale także pięć przewagi nad strefą spadkową. A skoro w terminarzu są po kolei mecze z: GKS Katowice, Widzewem i Lechem, to trzeba się pilnować. W piątek na szali będzie też świetna seria „Motorowców”, którzy nie przegrali od 15 lutego (przegrana z Lechią 2:3).
– Na pewno siedem meczów bez porażki, to naprawdę dobra seria. Pomogła nam się wywindować w tej ciasnej tabeli. Szkoda, że nie dociągnęliśmy jednego z dwóch ostatnich meczów remisowych. Teraz przed nami kolejne wyzwanie, trzeba się skupić na najbliższym spotkaniu, bo każde trzy punkty naprawdę wiele dają w tej tabeli – mówił na klubowym kanale YouTube Filip Luberecki.
A jak gospodarze widzą swojego najbliższego rywala?
– Motor jest ostatnio w bardzo dobrej dyspozycji. Trzeba sobie zdać sprawę, że to spotkanie nie będzie łatwiejsze od tych meczów, które były przed chwilą. Spodziewamy się bardzo trudnego pojedynku – mówi Rafał Górak.
I dodaje, że końcówka sezonu będzie bardzo ciekawa.
– Trzeba patrzeć, że to są mecze finałowe, jeśli chodzi o to, jak się spojrzymy za siebie, ale i przed siebie. Liga jest tak spłaszczona, że nie ma co dywagować czy już mamy utrzymanie, czy jeszcze nie. Trzeba być przygotowanym na wszystko i grać te finały – wyjaśnia szkoleniowiec GKS.
kurierlubelski.pl – Trener Motoru Lublin Mateusz Stolarski o najbliższym rywalu. „GKS Katowice to zespół mocny mentalnie”
17 kwietnia (godz. 18) Motor Lublin zagra w Katowicach. – Myślę, że GieKSa jest najbardziej powtarzalnym zespołem w Ekstraklasie – powiedział klubowym mediom Mateusz Stolarski, trener żółto-biało-niebieskich.
– Ja ich pamiętam jeszcze jak pracowałem w Stali Rzeszów. To było około pięciu lat temu i wtedy rywalizowaliśmy z trenerem Górakiem w drugiej lidze. Jego system gry, sposób gry i dobór zawodników pod swój model praktycznie w ogóle się nie zmienił. Mało tego, dość duża liczba zawodników po prostu jest z tą drużyną nadal. Adrian Błąd czy Arkadiusz Jędrych, Marcin Wasielewski: to są zawodnicy, którzy, którzy rywalizowali z nami na tych boiskach pierwszo, a nawet drugoligowych. Więc tutaj na pewno taki sposób gry i sposób poruszania się zawodników i jakby idea są niezmienne. To duża siła – zwraca uwagę szkoleniowiec Lublinian.
– Dodatkowo jedziemy też do zespołu mocnego mentalnie, szatnia jest tam bardzo skonsolidowana. Oni bardzo dobrze grają na swoim stadionie na Bukowej, zresztą też ostatnimi czasy, w ogóle świetnie punktują. Jest to więc taki idealny mecz dla Motoru, który lubi przerywać serie, lubi takie wyzwania podejmować i z takim założeniem tam jedziemy – dodaje.
Motor nie przegrał żadnego z ostatnich siedmiu meczów. W tym czasie zanotował cztery wygrane i trzykrotnie dzielił się punktami ze swoimi rywalami. GKS takiej serii nie ma, ale także punktuje regularnie, jak w niedzielę, gdy zremisował na wyjeździe z Lechem Poznań 3:3.
– Pierwsza sprawa jest taka, że na pewno musimy zatrzymać ich stałe fragmenty gry. Tutaj będziemy musieli szczególnie te piłki w drugim tempie wybraniać i dobrze funkcjonować. Druga rzecz na pewno jest taka, że GKS też ma swoje problemy w obronie. W ostatnich dwóch spotkaniach stracił siedem bramek, więc tutaj oni na pewno wiedzą o tym, że muszą nad tą fazą pracować i będziemy spróbowali jak najwięcej naszych atutów ofensywnych wykorzystać – analizuje przed wyjazdem do Katowic trener Stolarski.
Na sześć kolejek przed końcem sezonu obydwa zespoły są w grze o udział w eliminacjach europejskich pucharów. Motor zajmuje aktualnie ósme miejsce – 39 punktów (bilans: 9-12-7), Katowiczanie z dorobkiem 40 pkt., są oczko wyżej (bilans: 12-4-12). Czwarty Górnik Zabrze – eliminacje Ligi Konferencji Europy – ma 43 pkt
gol24.pl – Trener Rafał Górak przed meczem GKS Katowice – Motor Lublin. „Każde kolejne spotkanie będzie jak finał”
GKS Katowice w dwóch ostatnich meczach stracił aż 7 goli, ale trener Rafał Górak widzi pozytywy w postawie drużyny przeciwko czołowym ekipom w Polsce. Szkoleniowiec popularnej GieKSy zaznacza, że każde kolejne spotkanie w końcówce sezonu będzie dla nich „jak finał”.
Ostatnio Katowiczanie przegrali „w delegacji” rzutami karnymi półfinał Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa po remisie 4:4, a ligowy mecz w Poznaniu z Lechem skończyli wynikiem 3:3. Październikowe starcie z Motorem na wyjeździe wygrali 5:2.
Po 28 kolejkach GKS zajmuje siódme miejsce w tabeli z przewagą punktu nad piątkowym przeciwnikiem.
– Te dwa ostatnie mecze zbudowały nas, bo drużyna bez silnego mentalu nie dałaby rady unieść takich spotkań jak w Częstochowie i Poznaniu. To było trudne, przegrać karnymi półfinał PP i pojechać do mistrza kraju i kandydata do tytułu. A my zagraliśmy tam kapitalnie, co mnie napawa optymizmem. Drużyna „rośnie” w takich meczach – dodał Górak.
Zaznaczył, że taki bramkowy „festiwal” nie będzie trwał cały czas.
– Kolejny mecz może być „zamknięty” i jeśli wygramy 1:0, też będziemy się cieszyć. Siedem straconych goli spowodowało, że było o czym rozmawiać z zawodnikami. Motor jest w bardzo dobrej dyspozycji, nie przegrał w ostatnich siedmiu meczach, stracił w nich tylko cztery gole. To spotkanie nie będzie ani trochę łatwiejsze od tych poprzednich. Lublinianie są bardzo dobrze zorganizowani w defensywie i na pewno zawieszą nam wysoko poprzeczkę – ocenił szkoleniowiec.
Przyznał, że przy tak spłaszczonej tabeli trzeba być gotowym na wszystko.
– Życzę moim piłkarzom, by po każdym spotkaniu do końca rozgrywek unosili ręce w geście triumfu i żebyśmy wytrzymali na takim poziomie punktowania i gry – podsumował.
Ostatnie dwa mecze były bardzo udane dla norweskiego pomocnika GKS Emana Markovica. Strzelił trzy gole, miał udział przy trafieniach kolegów.
– Każde kolejne spotkanie będzie dla nas jak finał. Bo mamy dużo do wygrania. Na pewno ode mnie można oczekiwać więcej. Takie mecze, jak Rakowem i Lechem, dodały mi pewności siebie – powiedział.
Nie ukrywał, że nigdy wcześniej nie grał w tak wyrównanej lidze.
– Dla kibiców to fajne, bo mają jeszcze więcej przyjemności z oglądania meczów, ale to absolutnie szalony sezon – ocenił zawodnik występujący wcześniej w Bośni i Hercegowinie, Norwegii i Szwecji.
ekstraklasa.org – Niegościnni gospodarze – 29. kolejka 2025/2026 (piątek)
W ostatnich tygodniach Legioniści nie lubią oddawać rywalom punktów – za nimi seria 9 meczów z rzędu bez porażki w lidze. Podobnie jak GKS w Katowicach, który z kolei ma za sobą 3 domowe zwycięstwa z rzędu.
GKS KATOWICE – MOTOR LUBLIN
SYTUACJA: Sąsiedzi – w tabeli dzieli ich tylko 1 punkt. Po tym starciu Motor może prześcignąć Katowiczan.
HISTORYCZNIE: Tylko 1 porażka GKS Katowice w 14 ostatnich meczach z Motorem w Ekstraklasie.
POD LUPĄ – GOSPODARZE: Bartosz Nowak i Bartosz Wolski notują najwięcej dośrodkowań (202 vs 214).
POD LUPĄ – GOŚCIE: Mbaye N’Diaye i Karol Czubak razem strzelili 11 goli w 2026 roku (6+5) – najskuteczniejszy duet klubowy w tym okresie.
CZY WIESZ, ŻE: Średnio w meczach między nimi pada 3,29 gola.
GKS Katowice ma 3 zwycięstwa z rzędu u siebie (2 czyste konta z rzędu)
GKS Katowice zdobył 16 punktów w 6 ostatnich meczach u siebie
Bartosz Nowak – najwięcej strzałów celnych zza pola karnego (17)
1 porażka GKS Katowice w 14 ostatnich meczach z Motorem w Ekstraklasie
7 meczów z rzędu bez porażki Motoru Lublin (jeśli nie przegra, ustanowi swoją nową najdłuższą serię bez porażki w Ekstraklasie)
Średnio w meczach wyjazdowych Motoru Lublin pada 3,15 gola/mecz
16 ostatnich goli Motoru – 7x Czubak, 6x N’Diaye, 2x Wolski, 1x samobój
Mbaye N’Diaye + Karol Czubak: razem strzelili 11 goli w 2026 roku (6+5) – najskuteczniejszy duet klubowy w tym okresie
Średnio w meczach między nimi pada 3,29 gola/mecz
Bartosz Nowak i Bartosz Wolski – najwięcej dośrodkowań (202 vs 214)
zagranie.com – Gospodarze zaliczą over bramkowy?
W piątkowy wieczór rozpocznie się kolejna seria spotkań w polskiej Ekstraklasie. Jako pierwsi na placu boju pojawią się zawodnicy z Katowic i Lublina.
[…] GKS Katowice w trwających zmaganiach ligowych spisują się całkiem nieźle. Podopieczni Rafała Góraka aktualnie zajmują 7. miejsce z dorobkiem 40 punktów na koncie. Ich bilans meczowy wynosi 12 wygranych, 4 remisy i 12 porażek. I tym samym cały czas są w grze o czołówce. A patrząc na ich obecną dyspozycję, to szanse „Gieksa” ma spore. Mianowicie do TOP 3 tracą tylko 3 oczka. W 5 meczach ligowych wstecz przed własną publicznością zgromadzili natomiast 13 z 15 możliwych punktów i wydaje się, że w piątkowy wieczór również powinni sobie poradzić.
Motor w tym sezonie gra w kratkę. Piłkarze z Lublina nie potrafią bowiem utrzymać na dłużej dobrej formy i po lepszym okresie, zwykle przychodzi kilka meczów bez zwycięstwa. Aktualnie są jednak na fali wznoszącej – nie przegrali w 5 meczach Ekstraklasy wstecz, notując 3 remisy i 2 wygrane. Dzięki temu zajmują aktualnie 8. lokatę i również mają szanse walkę o ścisłą czołówkę. Na wyjazdach jednak nie idzie im najlepiej. Wygrali tylko 3 z 10 meczów w roli gości i dlatego też ich szanse na wygraną z „Gieksą” nie są najwyższe.
Piłka nożna Wywiady
Jędrych: Stempel mocnej wiary
Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.
Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.
Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.
Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.
Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.
Piłka nożna Wywiady
Wasielewski: Tutaj się odnalazłem
Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.
Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.
Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.
Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.
Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.
Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.
Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.
Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.
Jaki był plan na ten mecz?
Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.
Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?
To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.
Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?
Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.
Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?
Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.
Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.
Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.
Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?
Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.
Felietony Piłka nożna
Marsz ku marzeniom
No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.
Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.
Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.
Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.
GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.
Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.
Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.
I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.
GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.
Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.
Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.
No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.
Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.
I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.
Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.
Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.
Niepojęte. Twierdza od samego startu.
Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.
W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.
Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.
Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.
Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.
Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.
Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.
A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?


Najnowsze komentarze