Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

20 najlepszych piłkarzy, którzy odeszli z GieKSy [pierwsza dziesiątka]

Avatar photo

Opublikowany

dnia

We wtorek zaprezentowałem Wam pierwszą część rankingu najlepszych piłkarzy, którzy odeszli z GieKSy od 2007 roku. Dziś czas na finałową dziesiątkę. Przypomnę tylko, że pod uwagę biorę jedynie dorobek piłkarzy z Ekstraklasy (lub najwyższej klasy rozgrywkowej w danym kraju) po odejściu z GieKSy! Z dziesięciu prezentowanych dziś zawodników aż ośmiu powinno na wiosnę zapunktować – całkiem możliwe są więc przetasowania.

Z drugą dziesiątką nie miałem większych problemów, o czym pisałem już we wtorek. Duży ból głowy sprawiła mi jednak finałowa dziesiątka. Nie miałem problemu z miejscem dziesiątym i dziewiątym. Po chwilowym namyśle na ósmym miejscu sklasyfikowałem Bartłomieja Pawłowskiego, u którego mocno obraz zaciemnia epizod w Maladze. Na siódmym miejscu sklasyfikowałem Damiana Chmiela, który patrząc pod kątem ilości minut spędzonych na boisku powinien być wyżej niż Zachara czy Rakels. Jest on jednak tylko solidnym ligowcem i nigdy nie wybił się ponad przeciętność. Zachara zaliczył dwa mecze w reprezentacji, Rakels kilkanaście. Dlatego zdecydowałem się umieścić Chmiela niżej niż wymienioną wcześniej dwójkę. Na piąte miejsca mianowałem Rakelsa, głównie za większą ilość bramek w lidze niż Zachara (przy znacznie mniejszej ilości minut spędzonych na boisku). Dodatkowym argumentem była większa ilość meczów w reprezentacji. Jeśli utrzyma obecną formę, to dość szybko powinien aspirować o pierwszą trójkę. Kolejnym bólem głowy było miejsce trzecie – ostatecznie postawiłem na Łukasza Janoszkę, a Tomasza Hołotę sklasyfikowałem na czwartym miejscu. Zadecydowały głównie liczby świadczące na korzyść tego pierwszego. Jednak jeśli miałbym zabawić się we wróżkę, to według mnie kwestią czasu jest wyprzedzenie Janoszki przez Hołotę. Zastanawiałem się też komu przyznać pierwsze miejsce – Olkowskiemu czy Polczakowi. Ten pierwszy rozwija się na razie bardzo równo, drugi miał gorszy okres w Rosji, ale ostatecznie zdecydowałem się docenić większą ilość spotkań, minut spędzonych na boisku i bramek. Postawiłem więc na Polczaka, ale sądzę, że już niedługo Olkowski go wyprzedzi. Nie wiem czy nastąpi, to już w czerwcu (choć jak zagra na Euro 2016 we Francji, to pewnie tak się stanie), ale może w przyszłym sezonie? Zachęcam wszystkich kibiców GieKSy do podawania swojej kolejności i uzasadnień w komentarzach. Swoją drogą już niedługo w zestawieniu znajdzie się Rafał Pietrzak. Trafi jednak raczej do drugiej dziesiątki.

W poniższym rankingu podano kolejno: miejsce w zestawieniu, imię i nazwisko, kluby z najwyższej klasy rozgrywkowej w jakich grał piłkarz po odejściu z GieKSy, liczba spotkań rozegranych w Ekstraklasie (lub najwyższej klasie rozgrywkowej w danym kraju) po odejściu z GieKSy, liczba minut spędzonych w Ekstraklasie (lub najwyższej klasie rozgrywkowej w danym kraju) po odejściu z GieKSy, liczba bramek zdobyta przez zawodnika w Ekstraklasie (lub najwyższej klasie rozgrywkowej w kraju), ilość występów w Reprezentacji Polski (lub reprezentacji właściwej dla danego zawodnika) po odejściu z GieKSy.

10. Bartłomiej Dudzic – Cracovia, 66 spotkań, 2520 minut, 6 bramek

Zagrał w naszych barwach tylko jedną rundę – na wiosnę 2010 roku. Potem wrócił do Cracovii, gdzie rozegrał 66 spotkań i zdobył 6 bramek w czterech sezonach w Ekstraklasie. Oprócz tego grał w Krakowie w sezonie 2012/13, kiedy Cracovia zaliczyła epizod w pierwszej lidze (zdobył wtedy 8 bramek w 24 spotkaniach). Obecnie jest zawodnikiem Sandecji Nowy Sącz i jednym z dwóch zawodników prezentowanych dzisiaj, którzy na wiosnę nie powiększą swojego dorobku w Ekstraklasie.

9. Bartosz Iwan – Piast Gliwice, Górnik Zabrze, 83 spotkania, 4015 minut, 9 bramek

Jedyny piłkarz z obecnej kadry GieKSy w naszym zestawieniu. Katowice opuścił w przerwie zimowej 2009/10. W rundzie wiosennej rozegrał 9 spotkań dla Piasta zdobywając jedną bramkę (zwycięskie trafienie w meczu z Lechią Gdańsk). Nie uratował jednak gliwiczan przed spadkiem. Pograł tam jeszcze rok (29 spotkań, 8 bramek) w I lidze. W następnym sezonie zaczął w pierwszoligowej Olimpii Elbląg, a skończył w drugoligowej Garbarni Kraków. W sezonie 2012/13 trafił do Górnika Zabrze i rozegrał tam 25 spotkań w Ekstraklasie oraz dołożył po jednym meczu w Młodej Ekstraklasie i Pucharze Polski. W następnym sezonie zdobył 6 bramek w 27 spotkaniach. W poprzednich rozgrywkach zdobył dwie bramki grając 18 spotkań w Ekstraklasie. W obecnym sezonie, po czterech spotkaniach w Ekstraklasie w barwach Górnika, trafił do GieKSy. Mam nadzieję, że Bartosz już niedługo, wraz z całą naszą drużyną, powiększy swój dorobek w najwyższej klasie rozgrywkowej.

8. Bartłomiej Pawłowski – Widzew Łódź, Malaga (Hiszpania), Lechia Gdańsk, Zawisza Bydgoszcz, Korona Kielce, 65 spotkań, 4186 minut, 7 bramek

Rundę jesienną sezonu 2011/12 spędził w GieKSie. Wystąpił u nas tylko w 7 spotkaniach i ugrał łącznie 132 minuty. Następnie trafił do drugoligowej Jaroty Jarocin. Kolejne pół roku spędził w Warcie Poznań i został zauważony przez Widzew. Na wiosnę 2012/13 rozegrał w łódzkiej drużynie 15 spotkań i zdobył 4 bramki. Kolejny sezon rozpoczął także w Widzewie – zdążył zagrać dwa spotkania i trafił do hiszpańskiej Malagi. W Primera Division rozegrał 8 spotkań i strzelił jedną bramkę. Sezon 2014/15 spędził w dwóch klubach polskiej Ekstraklasy – jesień w Lechii Gdańsk (12 spotkań) oraz Zawiszy Bydgoszcz (15 spotkań). W obecnym sezonie występuje w Koronie Kielce. Jak na razie może poszczycić się dorobkiem dwóch bramek w trzynastu spotkaniach.

7. Damian Chmiel – Podbeskidzie Bielsko-Biała, 90 spotkań, 7175 minut, 17 bramek

Z GieKSą pożegnał się po sezonie 2011/12 i trafił do Podbeskidzia. W pierwszym sezonie po przyjściu do Bielska zdobył 6 bramek w 26 spotkaniach. W rozgrywkach 2013/14 było już gorzej – 21 spotkań, 1 bramka. Poprzedni sezon był dla niego najlepszym w karierze – zagrał w aż 34 meczach Ekstraklasy strzelając 9 bramek. Obecnie ma na swoim koncie 9 spotkań i 1 bramkę.

6. Mateusz Zachara – Górnik Zabrze, Henan Jianye (Chiny), 85 spotkań, 5748 minut, 24 bramki + 2 spotkania Reprezentacji Polski

Występował w GieKSie w sezonie 2011/12 – zagrał w 29 meczach i strzelił 7 bramek. Następnie trafił do Górnika Zabrze, w którym spędził 2,5 sezonu. Najlepiej spisał się w 2013/14 strzelając 11 bramek w 31 spotkaniach. Od 2015 roku gra w drużynie chińskiej Ekstraklasy – Henan Jianye. Wystąpił także w dwóch towarzyskich spotkaniach Reprezentacji Polski.

5. Deniss Rakels – Zagłębie Lubin, Cracovia, 66 spotkań, 4627 minut, 26 bramek + 15 spotkań Reprezentacji Łotwy

Sympatyczny Łotysz występował przy Bukowej przez dwa sezony. Na jesień 2013 roku trafił do Zagłębia Lubin, gdzie rozegrał tylko 5 spotkań w Ekstraklasie. Od wiosny 2014 aż do dziś jest piłkarzem Cracovii. Obecny sezon jest jego najlepszym w karierze – zdobył 15 bramek w 20 ligowych spotkaniach. Regularnie występuje także w Reprezentacji Łotwy.

4. Tomasz Hołota – Polonia Warszawa, Śląsk Wrocław, 97 spotkań, 8068 minut, 4 bramki

Z Katowic odchodził w niesławie – wybrał Polonię Warszawa, której właścicielem był Ireneusz Król, tak bardzo znienawidzony na Bukowej. Rozegrał tam jeden sezon (2012/13) – 22 spotkania, 1 bramka. Zaliczył wtedy także czerwoną kartkę oraz samobójcze trafienie. Polonia została zdegradowana z Ekstraklasy z powodu nieotrzymania licencji, a Hołota trafił do Śląska Wrocław. W pierwszym półroczu rozegrał 20 spotkań w Ekstraklasie, 4 w Lidze Europejskiej i 1 w Pucharze Polski – strzelił 3 bramki. W kolejnym sezonie wystąpił w 34 spotkaniach i dostał jedną czerwoną kartkę. W obecnych rozgrywkach ma na koncie 21 spotkań w Ekstraklasie, 4 w Lidze Europejskiej i 3 w Pucharze Polski.

3. Łukasz Janoszka – Ruch Chorzów, Zagłębie Lubin, 157 spotkań, 10632 minut, 25 bramek

Janoszka zaliczył u nas tylko jedną rundę – grał w Katowicach na jesień 2008 roku. Zagrał w 11 spotkaniach ligowych, 1 Pucharu Polski i zdobył 4 bramki. Wyczyn ten spowodował, że wrócił do Chorzowa i grał tam przez następne pięć sezonów. Najlepszy wynik osiągnął w rozgrywkach 2009/10 – zdobył wtedy 8 bramek w 28 spotkaniach Ekstraklasy. Na wiosnę 2014 trafił do Lubina, gdzie występował też w pierwszej lidze. W obecnym sezonie jego dorobek prezentuje się następująco: 20 spotkań w Ekstraklasie, 3 mecze Pucharu Polski i 3 bramki.

2. Paweł Olkowski – Górnik Zabrze, 1. FC Koln (Niemcy), 126 spotkań, 10106 minut, 5 bramek + 13 spotkań Reprezentacji Polski

Zawodnik trafił do Górnika Zabrze po sezonie 2011/12. Rozegrał tam trzy pełne, bardzo równe sezony, w których rozegrał 88 spotkań i zdobył 3 bramki. W sezonie 2014/15 trafił do 1. FC Koln (Bundesliga) i tam zaliczył 27 spotkań zdobywając 2 bramki. W obecnym sezonie może poszczycić się dorobkiem 11 spotkań. Olkowski rozegrał też 13 spotkań w Reprezentacji Polski – 6 eliminacyjnych i 7 towarzyskich.

1. Piotr Polczak – Cracovia, Terek Grozny, Wołga Niżni Nowogród, 150 spotkań, 13060 minut, 11 bramek + 5 spotkań w Reprezentacji Polski

Zawodnik występował w GieKSie do końca 2007 roku. Następnie trafił do Cracovii, gdzie spędził trzy sezony (77 spotkań i 6 bramek). Następnie wyjechał do Rosji, gdzie grał w dwóch drużynach – Terek Grozny i Wołga Niżni Nowogród. W Groznym rozegrał 15 spotkań zdobywając jedną bramkę. W Nowogrodzie zaliczył 22 mecze zdobywając 2 bramki. W rundzie jesiennej sezonu 2014/15 jego klub grał w drugiej klasie rozgrywkowej w Rosji. Na wiosnę 2015 roku wrócił do Krakowa, gdzie występuje aż do dziś. Rozegrał pięć spotkań w Reprezentacji Polski.

1 Komentarz
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

1 Komentarz

  1. Avatar photo

    Mader

    21 stycznia 2016 at 21:55

    Jak dla mnie kolejność pierwszej trójki: 1. Olkowski, 2. Polczak, 3. Rakels

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Trudność w podejściu do średniawki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Aaaa qrwa jego mać…

To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.

Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.

Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.

O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.

Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.

Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.

Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.

Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.

Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.

Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.

Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.

Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.

Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.

Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.

Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Rafał Strączek 2029!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rafał Strączek podpisał nowy kontrakt z klubem, a ogłoszenie tego miało miejsce przed piątkowym spotkaniem z Motorem Lublin. Tym samym ucięto medialne spekulacje o przeprowadzce do Poznania. 

Nowa umowa będzie obowiązywać do czerwca 2029 roku. Bramkarz, po wejściu do pierwszej jedenastki, świetnie się spisuje i ma wielki udział w wynikach GKS Katowice. W tym sezonie w 23 spotkaniach 8 razy zachował czyste konto.

Piłkarzowi życzymy zdrowia, dalszych dobrych występów i sukcesów z naszym klubem. 

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga