Piłka nożna Siatkówka
Siatkarska krótka przesunięta: Druga porażka GKS-u w ciągu czterech dni
STATYSTYKI MECZOWE GKS-u
Czas trwania spotkania – Mecz GKS-u z MKS-em trwał 102 minuty, z czego I set 25 min. – II set 28 min. – III set 25 min. – IV set 24 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 25
Ilość zdobytych punktów – GKS 60: Van Walle 11, Kapelus 11, Butryn 10, Kalembka 9, Sobański 8, Pietraszko 6, Falaschi 4, Krulicki 1.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 10: Van Walle 4, Butryn 2, Falaschi 1, Kalembka 1, Pietraszko 1, Sobański 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 20: Van Walle 5, Butryn 5, Kapelus 5, Kalembka 4, Falaschi 3, Pietraszko 1, Błoński -1, Sobański -2.
Ilość zagrywek – GKS 86: Kalembka 15, Falaschi 14, Pietraszko 14, Kapelus 13, Van Walle 12, Sobański 11, Butryn 5, Krulicki 1, Błoński 1.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 21: Sobański 5, Pietraszko 5, Butryn 3, Kalembka 3, Van Walle 2, Krulicki 1, Falaschi 1, Błoński 1.
Ilość asów serwisowych – GKS 3: Kalembka 1, Van Walle 1, Sobański 1.
Ilość przyjęć – GKS 83: Kapelus 33, Sobański 33, Mariański 11, Błoński 5, Pietraszko 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 2: Kapelus 1, Sobański 1.
Procent przyjęcia dokładnego (perfekcyjne oraz dobre) – GKS 36%: Mariański 64%, Kapelus 39%, Sobański 30%, Błoński 0%, Pietraszko 0%.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 8%: Marianski 36%, Sobański 6%, Kapelus 3%, Błoński 0%, Pietraszko 0%.
Ilość ataków – GKS 108: Kapelus 29, Van Walle 19, Sobański 17, Butryn 13, Kalembka 13, Pietraszko 9, Falaschi 6, Krulicki 1, Błoński 1.
Ilość błędów w ataku – GKS 7: Van Walle 3, Kapelus 2, Butryn 1, Kalembka 1.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 10: Sobański 4, Kapelus 3, Butryn 1, Kalembka 1, Van Walle 1.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 48: Kapelus 11, Van Walle 9, Butryn 8, Sobański 7, Kalembka 6, Pietraszko 4, Falaschi 2, Krulicki 1.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 44%: Krulicki 100%, Butryn 62%, Van Walle 47%, Kalembka 46%, Pietraszko 44%, Sobański 41%, Kapelus 38%, Falaschi 33%, Błoński 0%.
Ilość bloków punktowych – GKS 9: Butryn 2, Falaschi 2, Kalembka 2, Pietraszko 2, Van Walle 1.
Po porażce w Spodku kibice GieKSy liczyli na odrobienie tych punktów w… Sosnowcu, w starciu z MKS-em Będzin.
Pierwszy set lepiej rozpoczęli gospodarze mając już na początku nawet trzy punkty przewagi, ale z biegiem czasu nasza gra wyglądała coraz lepiej, co pozwoliło równie szybko doprowadzić do remisu. Przez większą część tej partii gra była wyrównana, punkt za punkt, aż do samego końca. Nawet GKS wyszedł na chwilę na prowadzenie (17:18 i 20:21), ale MKS był skuteczniejszy w decydujących momentach tej partii i objął prowadzenie. Gospodarze przewyższali nas skutecznym atakiem, mając go na poziomie aż 63% (przy naszych 43%), nie do zatrzymania był Brazylijczyk Araujo, który na 7 ataków skończył 6 (86%). W naszym zespole próbował dotrzymywać mu kroku Kapelus 57% skuteczności, gdzie na 7 ataków skończył 4. Również w przyjęciu lepiej radzili sobie będzinianie – 59% do 40%.
W drugiej partii GieKSa prowadziła od samego początku, mając w połowie seta już pięć punktów przewagi, a kilka minut później nawet sześć (13:19). I nic nie zapowiadało nerwowej końcówki. Kilka błędów własnych i lepsza gra gospodarzy, pozwoliła dojść MKS-owi na dwa oczka (20:22), ale tym razem to nasi siatkarze okazali się skuteczniejsi w ataku i doprowadzili do wyrównania. Tym razem Araujo został zatrzymany w ataku, na 7 akcji skończył tylko 2 (29%), za to u nas przebudził się Van Walle, z 6 ataków miał 4 skuteczne (67%). Swoje dołożył również nasz środek – Kalembka i Pietraszko dołożyli 5 oczek z ataku oraz po jednym bloku i na pewno ta formacja przeważyła szalę zwycięstwa na naszą korzyść.
Trzeci set lepiej zaczął się dla GKS-u i można było sądzić, że podtrzymamy dobrą dyspozycję z poprzedniej partii. Prowadziliśmy już 5:8, ale zbyt łatwo i szybko gospodarze zniwelowali tę stratę w kolejnych trzech akcjach. Potem trwała zacięta rywalizacja, punkt za punkt aż do stanu 20:20, trener Gruszka wziął czas na ustawienie gry w końcówce, ale na nic się to zdało. Od tego momentu nikt z naszych siatkarzy nie potrafił skutecznie zakończyć swojej akcji, tylko rozgrywający Falaschi zdobył jeden punkt po skutecznej kiwce i MKS miał już jeden punkt meczowy zapewniony. Atak znów lepszy u gospodarzy, przebudził się Araujo, z 8 ataków skończył 6 (75%), swoje dołożył Waliński. W naszym zespole nie było choć jednego zawodnika, na którym mógłby polegać rozgrywający Marco i posyłać piłki w decydujących fragmentach seta.
Czwarta partia zaczęła się od wyrównanej gry, ale nie trwało to długo. Od stanu 7:5 dla gospodarzy, MKS powoli acz systematycznie powiększał przewagę, a nasi siatkarze tracili chyba wiarę na skuteczne odwrócenie losów tego meczu. Nie pomagały czasy wzięte przez trenera Gruszkę oraz zmiany personalne, wejście Błońskiego i Krulickiego, a wcześniej Butryna. Przy stanie 19:14 drużyna chyba rzuciła ręcznik i się poddała, a MKS spokojnie doprowadził seta i mecz do zwycięskiego dla nich końca. W ataku tylko Karol Butryn próbował ratować sytuację, na 9 akcji skończył 5 (56%), a przyjęcie mieliśmy bardzo słabe, bo na poziomie 23% dokładnego i tylko 5% perfekcyjnego. Do tego aż 6 zepsutych zagrywek dopełniło czarę goryczy (przy dwóch MKS-u). Set przegrany praktycznie bez walki.
Ogólnie GKS był słabszy w ataku (57% do 44% dla MKS-u), przyjęcie również gorsze, 36% dokładnego i zaledwie 8% perfekcyjnego, co nie ułatwiało zadania Falaschiemu. Nie jest tajemnicą, że naszym najlepiej przyjmującym jest libero zespołu Bartosz Mariański, więc będzinianie sprytnie omijali go zagrywką, posyłając większość piłek na Kapelusa oraz Sobańskiego, którzy średnio poradzili sobie z tym zadaniem. Nie potrafiliśmy sobie poradzić (prócz zwycięskiego seta) z atakującym gospodarzy, Araujo, mocno wspomógł go przyjmujący Waliński, a u nas zabrakło właśnie takiego lidera, zawodnika który mógł wziąć na siebie ciężar zdobywania punktów. Łączna ilość zepsutych zagrywek na poziomie 21, to też element, który nie mógł pozwolić na skuteczną grę o lepszy wynik GKS-u.
Za nami już 6 kolejek (z bilansem GieKSy 3-3), więc można tak umownie podsumować ten pierwszy okres gry w PlusLidze. Na pewno szkoda, że nie udało się dołożyć czwartego zwycięstwa, bo były takie szanse, a i przeciwnicy z nie najlepszej półki. W meczach z Effectorem i Będzinem, z tych sześciu przegranych setów, to cztery przegraliśmy minimalnie i można było z nich wygrać dwa lub trzy, aby tę wygraną dopisać do konta GKS-u. Tylko w meczu w Olsztynie nie mieliśmy praktycznie nic do powiedzenia. Ogólnie 9 punktów to nie jest zły wynik, ale teraz przed nami zaczynają się schody i o jakąkolwiek zdobycz punktową będzie szalenie trudno, co zapewne odbije się na naszej lokacie w tabeli. Kolejne spotkania to: u siebie ZAKSA, wyjazd Resovia, u siebie Espadon, wyjazd Skra, LOTOS i Cuprum. Jak więc widać, czeka naszą drużynę piekielnie trudne zadanie i jeśli w tych sześciu meczach zdobędziemy coś więcej niż obowiązkowe trzy punkty za Szczecin, to można będzie odtrąbić sukces. Siła tych ekip jest wielka i nasi siatkarze musieliby się wznieść na 110% swoich możliwości, aby skutecznie powalczyć. To będzie prawdziwy sprawdzian dla tych chłopaków, trzymamy mocno kciuki!
ŁĄCZNE STATYSTYKI MECZOWE GKS-u – po 6 meczach (20 setów)
Czas trwania spotkań – Mecze GKS-u z trwały 523 minuty, z czego I set 151 min. – II set 170 min. – III set 153 min. – IV set 49 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 124: zagrywka 69, atak 32, siatka + inne 23.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 141: zagrywka 84, atak 46, siatka 5, inne 6.
Ilość zdobytych punktów – GKS 323: Kapelus 73, Van Walle 58, Kalembka 45, Butryn 39, Błoński 35, Krulicki 28, Sobański 23, Falaschi 13, Pietraszko 9.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 102: Kapelus 18, Van Walle 18, Błoński 15, Butryn 15, Kalembka 13, Krulicki 8, Falaschi 7, Sobański 6, Pietraszko 2.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 221: Kapelus 55, Van Walle 40, Kalembka 32, Butryn 24, Błoński 20, Krulicki 20, Sobański 17, Pietraszko 7, Falaschi 6.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 126: Kapelus 40, Van Walle 35, Kalembka 22, Butryn 17, Krulicki 10, Błoński 5, Falaschi 5, Pietraszko 1, Sobański -2, Fijałek -2, Mariański -5.
Ilość zagrywek – GKS 447: Kapelus 72, Kalembka 66, Van Walle 63, Falaschi 61, Krulicki 56, Błoński 51, Sobański 30, Butryn 28, Pietraszko 17, Fijałek 3.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 84: Kalembka 14, Błoński 12, Krulicki 11, Sobański 11, Falaschi 7, Van Walle 7, Butryn 7, Pietraszko 7, Kapelus 6, Fijałek 2.
Ilość asów serwisowych – GKS 25: Błoński 6, Butryn 4, Van Walle 4, Krulicki 3, Kalembka 3, Sobański 3, Falaschi 1, Kapelus 1.
Ilość przyjęć – GKS 388: Kapelus 154, Mariański 89, Błoński 76, Sobański 64, Falaschi 2, Kalembka 1, Krulicki 1, Pietraszko 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 22: Kapelus 6, Mariański 5, Sobański 5, Błoński 4, Krulicki 1, Falaschi 1.
Przyjęcie negatywne i perfekcyjne – GKS 149: Kapelus 55, Mariański 43, Sobański 25, Błoński 24, Falaschi 1, Kalembka 1.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 17%: Mariański 28%, Kapelus 15%, Sobański 14%, Błoński 11%.
Ilość ataków – GKS 558: Kapelus 149, Van Walle 104, Butryn 70, Błoński 67, Kalembka 54, Sobański 51, Krulicki 34, Falaschi 14, Pietraszko 14, Stelmach 1.
Ilość błędów w ataku – GKS 46: Kapelus 10, Błoński 8, Butryn 8, Van Walle 8, Krulicki 4, Kalembka 4, Sobański 3, Pietraszko 1.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 45: Kapelus 11, Van Walle 8, Butryn 7, Błoński 6, Sobański 6, Kalembka 5, Krulicki 2.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 250: Kapelus 66, Van Walle 49, Kalembka 30, Butryn 30, Błoński 27, Krulicki 18, Sobański 18, Falaschi 6, Pietraszko 6.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 45%: Kalembka 56%, Krulicki 53%, Van Walle 47%, Kapelus 44%, Falaschi 43%, Pietraszko 43%, Butryn 43%, Błoński 40%, Sobański 35%.
Ilość bloków punktowych – GKS 48: Kalembka 12, Krulicki 7, Kapelus 6, Falaschi 6, Van Walle 5, Butryn 5, Pietraszko 3, Sobański 2, Błoński 2.
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 5: Błoński 3, Falaschi 1, Sobański 1.
MVP – GKS 3: Błoński 1, Kapelus 1, Sobański 1.
Piłka nożna
Górak: Powrót króla na złote miejsce
Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.
Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.
Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak: Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.
Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak: To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.
Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.
Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.
Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak: Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.
Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak: Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.
Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak: Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.
Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.
Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak: Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.
Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.
Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.
Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.
GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.
Felietony Piłka nożna
Post scriptum do Jagi i Cracovii
Miniony tydzień był dla naszej redakcji bardzo pracowity. Dwa wyjazdowe mecze w ciągu kilku dni to operacja logistyczna i organizacyjna. Myślę jednak, że podołaliśmy. Wszystko w imię GieKSy. Zapraszamy do zobaczenia wyjazdów do Białegostoku i Krakowa okiem redakcji. A teraz mamy dwa tygodnie przerwy od piłki i czekamy na Wisłę Płock. Niech teraz koledzy z sekcji hokejowej przejmują pałeczkę, bo przed GieKSą bardzo ważne wyzwanie.
1. Białystok przekładany był dwa razy. Za trzecim w końcu mecz doszedł do skutku, ale wiadomo – że był to środek tygodnia, wtorek godzina dziewiętnasta. W związku z tym z redakcji pojechaliśmy we dwójkę: ja i Misiek, ale w samochodzie jechało nas pięciu.
2. Wyjazd z Katowic był gdzieś po dziesiątej. Ładna pogoda, to i droga mijała szybko. Na ten jeden z najdalszych wyjazdów w sezonie.
3. Po kilku godzinach byliśmy na Podlasiu. Czas mieliśmy tak dobry, jak chyba nigdy wcześniej, bo było nieco po piętnastej. Postanowiliśmy więc skierować swoje kroki do Gospody Podlaskiej, znanej nam z poprzedniego sezonu, a mi jeszcze dodatkowo z wyjazdu na ten niedoszły mecz w listopadzie.
4. Miejscówka godna polecenia – na samym Rynku. Zaparkowaliśmy jakimś cudem praktycznie tuż pod tym lokalem. Wówczas byliśmy w niedzielę, więc były tłumy. Teraz – w środku tygodnia o piętnastej – niemal pustki.
5. No to wzięliśmy się za solidne jedzenie. Ja zamówiłem rosół z pielmieni, mielone na patyku i kartacza, Patryk mega xxl schaboszczaka, a reszta ekipy placki. Było to solidne jadło przed meczem.
6. W samej knajpie sporo było ciekawych elementów, jak ta stara przymocowywana maszynka do mielenia czy… czerwona gitara. Czy obrazek z Samych Swoich. W sympatycznej atmosferze oczekiwaliśmy spotkania.
7. Nadal mając jeszcze dużo czasu zrobiliśmy spacer po rynku. Weszliśmy do wielkiego kościoła – w zasadzie Bazyliki Mniejszej WNP. Imponujący obiekt. Można było się na chwilę wyciszyć przed nadchodzącym zgiełkiem.
8. Napis Białystok na kółkach, przesuwany jest. Pamiętam, że w listopadzie był w innym miejscu, teraz bliżej stricte Rynku. Rekwizyt popularny do robienia sobie przy nim zdjęć. O ile to można nazwać rekwizytem.
9. Wróciliśmy do samochodu i czas było zbierać się na stadion. Oczywiście – jak często to ostatnio bywa – na drodze widzieliśmy autobus z drużyną. Śmiesznie wyszło, bo robiłem zdjęcie jakiegoś grafa i coś zielonego mi przed nosem przejechało i przeszkodziło.
10. Wkrótce byliśmy pod stadionem. Przejechaliśmy skręt, więc musieliśmy go objechać, ale zaprowadziło nas to prosto do bramy wjazdowej, którą dobrze pamiętaliśmy w lutego i listopada poprzedniego roku. Samochód zostawiliśmy na parkingu i poszliśmy odebrać akredytacje.
11. Udaliśmy się na stadion, gdzie na wejściu przeszukuje się także dziennikarzy (rzadkość). I można było pobuszować po stadionie. Poszliśmy do stanowiska z klubowymi gadżetami, jednego, a później drugiego na VIP-ach. Do meczu pozostawało jeszcze sporo czasu, więc trybuny świeciły pustkami. A cały dzień był słoneczny, więc i temperatura była przystępna.
12. Potem przyszedł czas na herbatkę w sali konferencyjnej. Komentatorzy Canal Plus – Gabriel Rogaczewski i Tomasz Wieszczycki dywagowali, jak będzie wyglądać to spotkanie i wietrzyli – zgodnie z logiką ekstraklasy – przełamanie Jagiellonii.
13. Udaliśmy się na prasówkę, na dobrze nam znane miejsca. Stanowisko prasowe przyjemne, bez rewelacji, ale wystarczające. Jest dziurka na kable, solidny blat i… niepotrzebna szybka między blatami konkretnych stanowisk. W zamierzeniu służy oddzieleniu dziennikarzy, żeby mieli większy komfort. W praktyce – jest to utrudnienie w obserwacji meczu, bo głowa odruchowo tę szybę chce ominąć, patrząc na boisko. A widoczność? Bez zarzutu.
14. Przed meczem odbyła się uroczystość wręczenia trenerowi Siemieńcowi tablicy upamiętniającej jego 100 meczów w Jagiellonii. Kibice w Białymstoku go kochają. Skandują jego nazwisko często, skandowali i teraz. Trudno się dziwić.
15. Wkrótce rozpoczął się mecz. Gospodarze szybko objęli prowadzenie w sytuacji, w której nikt się tego nie spodziewał. Piłkarze o nazwisku Pozo mieli swój moment, dzień wcześniej Jose z Pogoni trafił dwa razy, teraz Alex tak odbił piłkę głową, że ta ku zaskoczeniu wszystkich wpadła do siatki.
16. Drugi raz pokonała nas legenda Jagi Taras Romanczuk. Piłkarz wiosną zeszłego roku strzelił zwycięskiego gola, teraz trafił do szatni, dając swojej drużynie prowadzenie 2:0.
17. Kibice Jagi bardzo głośno dopingowali, Katowiczanie na sektorze gości też odgryzali się, mimo, że byli w liczbie niemal czterokrotnie niższej niż w listopadzie na niedoszłym meczu.
18. Humor w przerwie był kiepski. Na szczęście można go było sobie poprawić na VIP-ach, gdzie było pyszne jedzonko. W sumie to można było tam zostać, ale zaraz była druga połowa. Co ciekawe, miejsce to miało klimat, jak dyskoteka, taka była gra świateł. Ciekawa opcja.
19. W drugiej połowie GKS dążył do zdobycia bramki. Gra wyglądała dużo lepiej. W końcu Erik Jirka trafił do siatki notując swoje pierwsze trafienie w barwach GieKSy. Na wyrównanie niestety nie starczyło czasu.
20. GieKSa przegrała drugi mecz w Białymstoku i na razie to się układa tak, że u siebie GieKSa wygrywa – dwa razy, a na Podlasiu triumfuje Jaga. W tym sezonie czeka nas jeszcze mecz ligowy na Nowej Bukowej. Chcielibyśmy, by ta passa była podtrzymana.
21. Po meczu tradycyjna nagrywka i trzeba się było zbierać na konferencje prasową. Dziennikarze Jagiellonii wniebowzięci, cieszyli się. A my ze skwaszonymi minami robiliśmy swoje materiały, galerie itp.
22. Trener Górak starał się wyciągnąć pozytywy i była nimi dla niego ta druga połowa. Fakt, Katowiczanie nie załamali się dwubramkową stratą, tylko grali swoje i częściowo udało im się je odrobić.
23. Za to Adrian Siemieniec na moje pytanie o Puchar Polski zażartował, że teraz to oni są drudzy, skoro z nami przegrali. Nie tak szybko – Jaga będzie druga, jak GieKSa zdobędzie Puchar Polski. O tym wszyscy marzymy, a finalista pucharu przecież kiedyś w Europie występował, później zmieniono ten przepis.
24. Zostaliśmy jeszcze chwilę na sali i trzeba się było zbierać w długą podróż do Katowic. My tego wieczoru byliśmy niepocieszeni, ale co mieli powiedzieć kibice Bodo Glimt, którzy zaszli tak niesamowicie daleko w Lidze Mistrzów i w rewanżu ze Sportingiem roztrwonili trzybramkową przewagę z pierwszego meczu przegrywając 0:5.
25. Droga powrotna zajęła nam około pięć godzin. Myślałem, że będzie się dłużyć, tymczasem jakoś to przeleciało. W Katowicach byliśmy gdzieś przed czwartą. Trzeba było szybko iść spać, bo wkrótce miał nastać nowy dzień. A już w sobotę czekał nas mecz z Cracovią.
—-
26. Do Krakowa wybraliśmy się już w mocniejszym składzie, bo aż 5-osobowym. To znaczy 4 osoby z Katowic plus Marcin, który dotarł na własną rękę. Dzięki temu mogliście obejrzeć aż trzy fotogalerie z tego spotkania.
27. Dobrze, że po Białymstoku kolejny wyjazd był tak niedaleki. Można było i się wyspać, i potem w miarę wcześnie wrócić. Wyjeżdżaliśmy więc 11-12 zbierając osoby po drodze i ruszyliśmy do Małopolski. Oprócz wspomnianego Marcina pojechaliśmy w składzie: Werka, Flifen, Misiek i moja skromna osoba.
28. Pogoda była piękna, wiosenna. W samochodzie było co prawda nagrzane, natomiast na zewnątrz trochę chłodek był. Dawał się on potem we znaki – głównie w postaci wiatru – zarówno osobom na murawie, jak i nam – na koronie stadionu.
29. Droga przebiegła szybko i sprawnie. Godzinka i byliśmy w Krakowie. Zastanawialiśmy się, jak to będzie z tą całą „strefą czystego transportu”. Ale załatwiliśmy niezbędne pozwolenia i mogliśmy do centrum Krakowa wjechać.
30. Natrudziliśmy się, jeżeli chodzi o wjazd na obiekt. Nie wpuszczono nas na parking, mimo że w poprzednim sezonie zarówno na mecz z Cracovią, jak i Puszczą to miejsce parkingowe było dostępne. No nic, zaparkowaliśmy pod stadionem.
31. Potem zaczęła się jednak trochę farsa. Pierwsza rzecz – akredytacje. W poprzednim sezonie odbierało się je w jednej z budek/kas od strony ulicy Kałuży. I rzeczywiście, był napis akredytacje. Tyle, że pani powiedziała, że to są jakieś inne akredytacje. Cokolwiek to znaczy. A my mamy się kierować na drugą stronę stadionu – od ulicy Kraszewskiego.
32. Zaczęliśmy więc obchodzić stadion, przy czym rozdzieliliśmy się – Misiek i Werka poszli, a mnie z Flifenem zatrzymała kiełbasa. Mieliśmy ją w planie, ale skoro już przechodziliśmy obok grilla, stwierdziliśmy, że skonsumujemy ją teraz, żeby potem nie tracić czasu.
33. Kiełbaska solidna. Mogłaby być nieco bardziej przypieczona, ale była smaczna. Więc godnie. W atmosferze wiosennej, ładnej pogody i zbliżającego się meczu wuszcik zawsze na propsie.
34. Wracając do wspomnianej farsy. Zaczęliśmy ten stadion faktycznie obchodzić. To co się działo na ulicy Focha, czyli tej najgłówniejszej przy stadionie, wołało o pomstę do nieba. Najpierw przejeżdżały autokary, ale chyba opróżnione już z kibiców GieKSy. I policjant nie pozwolił przejść WZDŁUŻ stadionu. Tu był kordon. Potem drugi nie pozwalał przejść na drugą stronę ulicy. Musieliśmy czekać. Najlepsze jest to, że między jednym, a drugim kordonem na dwóch końcach tej krawędzi stadionu, normalnie chodzili sobie kibice.
35. W końcu przeszliśmy na drugą stronę, ale chcieliśmy też zahaczyć o sklep klubowy. Policjant znów nie pozwalał przejść, ale nagle ludzie zaczęli przechodzić i tyle.
36. Absurdalne jest to, że blokowali całościowo to miejsce, podczas gdy kompletnie nic się tam nie działo i nie było zagrożenia. Co oni wymyślili – nie wiem.
37. W sklepiku klubowym zakupiłem proporzec, to taka tradycja powoli. Warto mieć swoje prywatne muzeum. Jakiś gościu długo stał przy kasie, bo wysyłał kartkę do kogoś na świecie. Ciekawa i miła opcja.
38. W końcu dotarliśmy za siódme góry i siódme rzeki na ten drugi koniec stadionu. Była tam budka i akredytacje odebraliśmy. Skierowaliśmy się do bramy technicznej stadionu i weszliśmy na obiekt. Ufff.
39. Ostatecznie znów byliśmy bardzo długo przed meczem, więc te wszystkie perypetie nie spowodowały jakiegoś uszczerbku na naszym czasie i standardowych przygotowaniach do spotkania. Tyle dobrze.
40. Nieoczekiwanie weszliśmy bezpośrednio na salę konferencyjną. Przyznam, że jedną z lepszych. A już znakomite wrażenie robi ściana z proporczykami rywali Cracovii. Wygląda to po prostu przepięknie. To, jak udekorowane są niektóre sale konferencyjne, to mistrzostwo. Ogólnie – dużo stolików i siedzeń. Czysto, Schludnie. Bardzo przyjemnie.
41. Miejsce z powiedzmy cateringiem już nie przystaje do tej sali… To znowu jest jakieś brzydkie i miałkie. Dodatkowo herbata jest już gotowa w tych warnikach, a nie po prostu gorąca woda i że samemu można sobie zrobić herbkę. Dodam, że w przerwie podobno były jakieś kanapki, ale dziennikarze jak hieny rzucają się na nie zazwyczaj tak szybko, że jak ja przychodzę, to już nic nie ma.
42. Z naszej winy nie umieliśmy dostać się do miejsca, gdzie wchodzi się na media. Wchodziliśmy wszędzie, na jakieś vipy, do mixed zony. Próbowaliśmy bowiem przejść wnętrzem stadionu, a to było zgubne.
43. W końcu dotarliśmy do drzwi wejściowych i windą wjechaliśmy na górę. Później pokonywałem ten trakt kilkukrotnie, m.in. wybierając się znów poza stadion po nachosy, bo tej kiełby było nam za mało.
44. W końcu znaleźliśmy się na prasówce. Byłem tu w tym 2013 roku, kiedy GieKSa w przenikliwym zimnie (podobno) grała i przegrała. Rok temu nie dane mi było być świadkiem spektakularnej wygranej 4:3, jak i 6:0 z Puszczą. Miałem okazję natomiast oglądać poczynania Cracovii i Lecha.
45. I co mogę powiedzieć… Prasówka ta jest doskonała. Widok – fenomenalny. Blaty, kapitalne. Jest prąd, jest internet. Wszystko, co potrzeba, by w komforcie relacjonować mecz. Nie ma co gadać, być może jest to najlepsza prasówka w Polsce. Jak i cały stadion – trzeba przyznać – jest doskonały.
46. Jeszcze przed meczem przeszedłem się górą, żeby obadać, czy czegoś ciekawego tam nie ma. Przyznam, że jak spojrzałem jak ultrałatwo jest dostać się na dach, to nie dziwię się, że kibice Widzewa to wykorzystali. Oczywiście oni mieli nieco trudniejszy dostęp, bo trybuna z sektorem gości jest wyższa. Ale wyszło bardzo ciekawie. Jakkolwiek sam nie jestem zwolennikiem akcji chuligańskich, to cała ta sytuacja była naprawdę oryginalna i zabawna.
47. Nie pozostawało nic, jak czekać na mecz. Kibice gości powoli zapełniali sektor, wkrótce zaczęli się też schodzić gospodarze. Czekało nas – mieliśmy nadzieję – ciekawe piłkarskie widowisko.
48. GieKSa dominowała w pierwszej połowie, ale nie umiała tego udokumentować bramką. Cracovia natomiast kompletnie nie zagroziła bramce Strączka.
49. Dodam tylko, że sporo się mówiło o podyktowanym karnym dla krakowian, w wyniku ręki Klemenza. Ogólnie jednak nie było to podnoszone jako jakiś wielki skandal. Lukas tę rękę wystawił i sędzia miał argumenty.
50. Brak czerwonej kartki dla Klicha na początku meczu to jednak duża pomyłka sędziego. Alfa i omega polskiego sędziowania, czyli Adam Lyczmański, orzekł, że powinna być czerwień.
51. Kibice obu drużyn głośno dopingowali. Ze strony kibiców Cracovii padały stwierdzenia, że GieKSa była jedną z najgłośniejszych ekip, jakie w ostatnich latach zawitały na Kałuży.
52. Mecz był ostatecznie totalnym paździerzem, ale GieKSa powinna go wygrać. Niestety nie była zbyt zdecydowana w ofensywie, a Cracovia wykorzystała jeden błąd i strzeliła bramkę.
53. Wierzyliśmy do końca, że wynik meczu ulegnie zmianie, ale niestety. Przegraliśmy to spotkanie i jak niepyszni opuszczaliśmy prasówkę udając się na konferencję.
54. Pamiętam czasy z pierwszej czy drugiej ligi, kiedy trener Górak był po niektórych meczach mocno zdenerwowany. W ekstraklasie sobie takiej sytuacji nie przypominam. Widać po mowie ciała i postawie szkoleniowca, kiedy jest wybitnie wk..iony, a jednocześnie stara się to opanować. W trakcie konferencji gdy był zobowiązany odpowiadać na pytania, musiał robić dobrą minę do złej gry i włączać trochę dyplomacji, więc ten odczuwalny w atmosferze poziom napięcia nieco spadł.
55. Luka Elsner coraz lepiej mówi po polsku. Po konferencji zażartował sobie do dziennikarzy Cracovii: „To może na piwko?”. Ogólnie sympatyczny człowiek, choć ostatnio też mu nerwy puściły, gdy chciał odchodzić z Cracovii.
56. Oczywiście dziennikarze Cracovii szczęśliwi i z ulgą. Były śmiechy i śpiewki pod nosem. Ale też dało się wyczuć trochę sarkazmu w zdaniach, że teraz idą na puchary. Tutaj nie było widać typowo widzewskiej napinki.
57. Wszystkim się spieszyło, więc mieliśmy plan zaraz po konfie zbierać się do domu i w aucie robić materiały. Stracił się jednak gdzieś Flifen, więc udało nam się je dokończyć na sali.
58. Wynikła z tego przedziwna sytuacja, bo Flifen niby czekał na wywiad, a my mieliśmy informację, że autokar z piłkarzami już wyjeżdża nie tylko ze stadionu, ale i z Krakowa. Zastanawialiśmy się, czy Filip podczas wywiadu po prostu nie zauważył, że wszedł z piłkarzami do środka i odjechał w siną dal. Dodatkowo nie było z nim kontaktu.
59. Postanowiliśmy się zebrać i ruszyć do auta. Okazało się, że wywiad jest w toku. Jak to możliwe? Ano Mateusz Wdowiak został w Krakowie i to jego złapał nasz reporter. Dlatego tak śmiesznie wyszło.
60. Ruszyliśmy niepocieszeni do Katowic. Tyle dobrze, że po takim meczu nie czekała nas długa podróż powrotna. W Katowicach byliśmy około 19:30.
61. Teraz przerwa reprezentacyjna. Trzymamy kciuki za awans reprezentacji Polski do Mistrzostw Świata. Wygrać z Albanią, pokonać Shehu, a potem finał. Do boju Polska!
62. A za dwa tygodnie gramy z Wisłą Płock. I jak teraz mieliśmy trochę oddechu, to pojedynek z piłkarzami Mariusza Misiury będzie znów mega ważnym starciem.





































































Najnowsze komentarze