Siatkówka
GKS znów zwycięski, będąc lepszym od drugiego beniaminka ze Szczecina!
Zgodnie z przewidywaniami GieKSa rozpoczęła sobotnie spotkanie bez zmian w wyjściowej szóstce. Natomiast trener gości Milan Simojlović znów zaczął od żonglowania składem dokonując dwóch zmian. W miejsce środkowego Bartosza Cedzyńskiego zagrał Janusz Gałązka, a przyjmującego Ivana Borovnjaka zastąpił Marcin Wika. Licznie zgromadzeni kibice w hali liczyli na zwycięstwo GKS-u, który jakby nie patrzeć był faworytem tego starcia.
Mecz bardzo dobrze rozpoczęli katowiczanie. Pierwszy atak ze skrzydła w wykonaniu Serhija Kapelusa, potem skuteczny blok Ukraińca, mocny atak Karola Butryna na kontrze i już mamy prowadzenie 3:0. Dopiero zepsuta zagrywka Tomasza Kalembki daje gościom pierwsze oczko. Następne dwie akcje należą do Butryna i po jego asie serwisowym prowadzimy już 5:1. Dopiero w następnej akcji siatkarze Espadonu zdobywają pierwszy punkt po własnym dobrym ataku – Janusz Gałązka. Po bardzo długiej i efektownej akcji Rafał Sobański umieszcza piłkę plasem w ostatnie centymetry boiska (8:3). Dalsza część seta to gra punkt za punkt, praktycznie aż do stanu 17:13 dla GKS-u po dobrej akcji Kalembki. Potem budzą się przyjezdni, dobry atak Marcina Wiki, Adrian Stańczak nie przyjmuje ostrej zagrywki Łukasza Perłowskiego, następny punkt przyznany naszym siatkarzom, ale goście proszą o challenge, który po długich oczekiwaniach zostaje uznany jako as serwisowy Perłowskiego i zamiast 18:15 zrobiło się tylko 17:16. Wreszcie skutecznie Kapelus ze skrzydła po bloku przerywa ten zastój punktowy (18:16), na co trener Simojlović reaguje wzięciem czasu. Nic to gościom nie daje, ponieważ Bartłomiej Krulicki stawia szczelny blok na siatce, potem mamy dwie mocne zagrywki Butryna nie przyjęte przez szczecinian (21:16) i trener przyjezdnych powtarza manewr z wzięciem czasu. Tym razem Karol posyła piłkę w aut po serwisie, ale szczecinianie rewanżują się tym samym (22:17). Bartłomiej Kluth mocno ze skrzydła, ale potem znów zagrywka w siatkę (23:18), tak Espadon nie zniweluje naszej przewagi. Ponownie skutecznie Kluth, ale to Kalembka lekkim atakiem o blok gości (24:19) doprowadza do pierwszej piłki setowej dla gospodarzy. Wykorzystuje ją Butryn, gdy chwilkę wcześniej piłka prześlizgnęła się po siatce na naszą stronę (25:19). GieKSa pewnie obejmuje prowadzenie w meczu 1:0.
Druga partia rozpoczyna się od udanej akcji Wiki, który przebija się na potrójnym bloku katowiczan, następnie szybko wyrównuje Butryn. Po błędzie Klutha sędzina odgwizduje cztery odbicia i GKS wychodzi na prowadzenie (3:2), po czym kolejny remis po ataku Wiki. Butryn skutecznie na kontrze po nieskończonym ataku Ruciaka, ale poprawka przyjmującego Espadonu dobra i mamy wynik 5:4. A Karol dalej swoje czyli mocno ze skrzydła (6:4), kilka kolejnych ataków punkt za punkt, aż Kluth znów doprowadza do remisu po 8. Kalembka zatrzymuje na siatce Wikę, potem Butryn blokuje znów Wikę i dopiero w myśl zasady, że do trzech razy sztuka, Marcin Wika atakuje skutecznie po bloku w aut (10:9). Karol nie wstrzymuje ręki i kolejny jego as doprowadza do większej przewagi punktowej (12:9). Niestety szybko tracimy tę przewagę i gdy Gałązka blokuje Kapelusa (12:11) trener Piotr Gruszka bierze pierwszy czas w tym meczu. Po przerwie Gałązka posyła piłkę w aut (13:11), następnie mamy bardzo długą akcję w której Michal Sladecek blokuje Sobańskiego, a po kolejnej długiej wymianie Ruciak wyrównuje stan seta na po 13. W końcu przebija się Butryn kończąc z pierwszej piłki (14:13) i nagle następuje zastój, jakaś niemoc w grze naszej drużyny. Sladecek posyła asa serwisowego, Kluth zbija przechodzącą piłkę, trener Gruszka prosi o challenge, ale bez zmian (14:16). Słowacki rozgrywający szczecinian wreszcie psuje zagrywkę (15:16), ale wciąż siatkarze GieKSy mają problem ze skończeniem własnych akcji. Zdenerwowany trener naszego zespołu przy wyniku 15:18 dokonuje zmiany wprowadzając na parkiet Michała Błońskiego. Stańczak nie przyjmuje ostrej zagrywki Ruciaka (15:19) i druga przerwa na żądanie dla katowiczan, po której myli się w ataku Wika (16:19). Następny fragment seta bardzo słaby w wykonaniu siatkarzy GKS-u. Skuteczny blok na Błońskim, potem blok na Butrynie (dwa razy dobrze na siatce Gałązka) i już wynik bardzo niekorzystny (17:23). Potem w roli głównej Kluth, który wpierw mocno po bloku i mamy (17:24) pierwszą piłkę setową dla Espadonu, którą atakujący gości marnuje psując zagrywkę (18:24), na co raczej niespodziewanie trener Simojlović reaguje wzięciem czasu. Po przerwie Kluth atakuje w aut, a Butryn posyła asa z zagrywki (20:24), czyżby ten set był jeszcze do uratowania? Błąd przy siatce graczy gości (21:24) i szczecinianie marnują czwartą piłkę setową, aż w końcu Kluth ze skrzydła po bloku katowiczan (21:25) doprowadza do remisu w tym spotkaniu.
Po dziesięciominutowej przerwie zaczyna Butryn skutecznie ze skrzydła, goście wyrównują ze środka (Perłowski), długa akcja tym razem na korzyść GKS-u, gdy skutecznie blokuje Kapelus (2:1). Na siatce dobrze Wika, ale Kluth psuje zagrywkę (3:3). Bardzo długa akcja skutecznie się kończy dla gości za sprawą Wiki, ale od razu ten sam siatkarz oddaje punkt fatalnym serwisem. Kolejny błąd gości w postaci ataku Ruciaka w antenkę (5:4), potem dwie dobre akcje Butryna i wychodzimy na lekkie prowadzenie (7:5). Niestety bardzo szybko je tracimy i po błędzie na środku Kalembki (7:8) znów górą goście. Taka gra punkt za punkt, ze zmieniającym się kilka razy prowadzeniem trwała, jak się później okazało przez cały set. Dobre akcje w ataku przeplatane były błędami serwisowymi z obu stron. I tak oto doszliśmy do wielce emocjonującej końcówki tej partii. Challenge po dotknięciu siatki przez graczy gości nic nie zmienił i mamy wynik 20:19. Kluth obija nasz blok i remis, następnie Sladecek kiwa na kontrze (20:21) i górą goście. Mocny atak Sobańskiego, Kluth skutecznie po bloku, Gałązka psuje zagrywkę posyłając piłkę w siatkę i Butryn skuteczny na kontrze (23:22), chwila przerwy na żądanie trenera Espadonu. Perłowski skutecznie ze środka (po 23) i szachów ciąg dalszy, bo tym razem to nasz trener bierze czas. Sobański atakuje na czystej siatce (24:23), więc pierwsza piłka setowa dla GieKSy, ale wpierw drugi czas dla szczecinian. Po niej niestety Sobański zagrywkę posyła w aut, ale znów Butryn mocno ze skrzydła (25:24) i druga piłka setowa. Wika wyrównuje w trudnej sytuacji na potrójnym bloku, a potem Kapelus uderza po bloku (26:25) i trzecia piłka setowa dla GKS-u. Butryn zagrywa daleko w aut, potem Kapelus atakuje w aut i… wpierw challenge dla gospodarzy, ale bez zmian (26:27), pierwsza piłka setowa dla gości, a trener Gruszka bierze przerwę na żądanie. Siatkarze Espadonu bronią beznadziejną piłkę w obronie, po której nasz kapitan Marco Falaschi kiwa i wyrównuje, ten to ma nerwy ze stali. Sladecek blokuje i piłka wpada w nasze boisko (27:28), druga piłka setowa dla szczecinian. Paweł Pietraszko skutecznie na środku i w kolejnej akcji, po obronie trudnej piłki, niestety Falaschi popełnia prosty błąd nie przebijając piłki na stronę przeciwnika (28:29), trzecia piłka setowa dla gości, którzy chcą za wszelką cenę zapewnić sobie pierwszy punkt meczowy wywalczony na parkiecie. Sobański mocno ze skrzydła, ale i Perłowski dobrze na środku (29:30), więc czwarta piłka setowa. Sladecek psuje zagrywkę, za to ponownie Perłowski ze środka (30:31), piąta piłka setowa, kto to w końcu wygra? zdają się pytać kibice zgromadzeni na hali. Skutecznie Kapelus, następnie chyba Butryn po bloku na kontrze i po kilku protestach gości, to sędzina prosi o challenge, ale niestety wideo tego nie potwierdza (31:32) i mamy już szóstą piłkę setową dla Espadonu! Na szczęście Perłowski zagrywkę posyła w aut, ale to Gałązka mocnym zbiciem ze środka (32:33) daje siódmą piłkę setową dla gości. Coś niewiarygodnego. Wyrównuje Kapelus mocnym atakiem ze skrzydła i trener Gruszka w pokerowym zagraniu wprowadza na parkiet Krulickiego, który w następnej akcji stawia skuteczny blok (34:33) i wreszcie po dłuższej przerwie, tym razem to GKS ma kolejną (czwartą) piłkę setową. W kolejnej akcji Sobański blokuje atak szczecinian i stało się (35:33), wreszcie koniec seta i co ważniejsze dla nas. Ufff… cała publika w końcu mogła usiąść, bo ostatnich kilku akcji nikt już na siedząco nie obserwował!
Zwycięstwo w secie, w tak dramatycznych okolicznościach zazwyczaj jednych mocno uskrzydla, a drugich dołuje i tym razem też tak się stało. Od początku czwartej partii GKS osiąga przewagę, Kluth atakuje w aut, a Sobański serwuje asa i przy wyniku zaledwie 2:0, trener gości już bierze czas. Nic to nie daje, bo Butryn jest skuteczny na kontrze i mamy 3:0, dopiero Sobański zepsutą zagrywką daje szczecinianom pierwszy punkt w tym secie. Sobański się poprawia w ataku, a Butryn skutecznie kiwa, co daje nam już sporą przewagę (5:1). Espadon się nie poddaje i szybko nadrabia wynik, m.in. Sladecek sprytnie wybija piłkę po rękach na aut (5:4). Dwa błędy w ataku Wiki i Gałązki znów dają GieKSie trzy oczka przewagi (8:5). Falaschi posyła asa po flocie z zagrywki (11:7), a Kalembka stawia skuteczny blok (12:7), to już spora zaliczka. Kapelus blokuje Klutha (14:8) i ostatnia przerwa na żądanie dla gości, czyżby sytuacja została opanowana? Po przerwie blok Kalembki, później jego skuteczny atak i ostatnia deska ratunku dla Espadonu w postaci challengu, bez skutku (16:9), tego już nie można wypuścić z rąk, widać u gości zniechęcenie i zrezygnowanie tym przegranym długim setem. Krulicki ze środka mocno, as Kapelusa, ponownie skutecznie Krulicki (20:12), Kapelus kończy efektownie z pipe’a, kiwka Falaschiego (22:13) i wszystko pod kontrolą GKS-u. Jeszcze tylko Perłowski ze środka i blok Wiki na Sobańskim (22:15), to wszystko na co było stać szczecinian w tej partii. Mocny atak Kapelusa przez blok gości, Sobański serwuje w siatkę (23:16). Butryn ostro ze skrzydła (24:16) i mamy pierwszą piłkę meczową, którą wykorzystuje Kalembka posyłając asa z serwisowego (25:16). I tym sposobem kolejne trzy punkty może sobie dopisać GKS do swojego konta!
GKS Katowice – Espadon Szczecin 3:1 (25:19, 21:25, 35:33, 25:16)
GKS: Falaschi (3), Butryn (29), Krulicki (5), Kalembka (7), Sobański (10), Kapelus (13), Stańczak (libero) oraz Fijałek, Van Walle, Pietraszko (3), Błoński (1), Mariański (libero). Trener: Piotr Gruszka. MVP: Karol Butryn.
Espadon: Petković, Miłuszew (3), Perłowski (12), Gałązka (10), Ruciak (8), Wika (12), Mihułka (libero) oraz Sladecek (6), Kluth (17), Wołosz, Murek (libero). Trener: Milan Simojlović.
Przebieg meczu:
I: 5:1, 10:5, 15:11, 20:16, 25:19.
II: 5:3, 10:8, 14:15, 16:20, 21:25.
III: 5:4, 9:10, 15:14, 20:19, 25:24, 29:30, 35:33.
IV: 5:1, 10:7, 15:8, 20:12, 25:16.
Piłka nożna
Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą
Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).
Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).
W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.
Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.
We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.
W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.
Felietony Piłka nożna
„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”
Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.
Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.
I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…
Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.
Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.
Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.
Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.
Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.
Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.
Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.
Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.
Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.
Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.
I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!
Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.
Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.
Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.
Wesołych Świąt!
PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.
Piłka nożna
Górak: Powrót króla na złote miejsce
Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.
Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.
Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak: Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.
Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak: To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.
Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.
Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.
Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak: Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.
Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak: Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.
Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak: Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.
Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.
Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak: Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.
Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.
Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.
Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.



WIrEK GKS
20 listopada 2016 at 15:25
GRATULACJE!!!:):):)