Dołącz do nas

Siatkówka

Siatkarska krótka przesunięta – znów słaba postawa GieKSy w meczu ligowym

Avatar photo

Opublikowany

dnia

STATYSTYKI MECZOWE GKS-u

Czas trwania spotkania – Mecz GKS-u z Jastrzębskim trwał 92 minuty, z czego I set 22 min. – II set 28 min. – III set 22 min. – IV set 20 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 21

Ilość zdobytych punktów – GKS 55: Kapelus 13, Sobański 10, Butryn 9, Van Walle 8, Krulicki 7, Kalembka 4, Falaschi 1, Błoński 1, Pietraszko 1, Fijałek 1.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 14: Kapelus 3, Sobański 3, Krulicki 2, Butryn 2, Van Walle 2, Kalembka 1, Pietraszko 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 7: Kapelus 9, Krulicki 4, Falaschi 1, Mariański -1, Kalembka -2, Fijałek -2, Stańczak -2.

Ilość zagrywek – GKS 77: Krulicki 17, Sobański 13, Kapelus 10, Kalembka 8, Fijałek 7, Van Walle 7, Butryn 6, Falaschi 4, Pietraszko 4, Błoński 1.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 20: Van Walle 5, Kalembka 4, Fijałek 3, Sobański 3, Butryn 2, Krulicki 1, Błoński 1, Pietraszko 1.
Ilość asów serwisowych – GKS 5: Krulicki 1, Kapelus 1, Van Walle 1, Pietraszko 1, Sobański 1.

Ilość przyjęć – GKS 85: Sobański 47, Kapelus 15, Mariański 11, Stańczak 7, Błoński 2, Butryn 1, Falaschi 1, Kalembka 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 6: Sobański 3, Stańczak 2, Mariański 1.
Procent przyjęcia dokładnego (perfekcyjne oraz dobre) – GKS 42%: Kalembka 100%, Kapelus 47%, Sobański 47%, Mariański 45%, Stańczak 14%, Błoński 0%, Butryn 0%, Falaschi 0%.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 12%: Mariański 18%, Stańczak 0%, Sobański 13%, Kapelus 13%, Błoński 0%, Butryn 0%, Falaschi 0%, Kalembka 0%.

Ilość ataków – GKS 101: Kapelus 24, Sobański 22, Butryn 19, Van Walle 17, Krulicki 9, Kalembka 8, Błoński 1, Fijałek 1.
Ilość błędów w ataku – GKS 9: Sobański 3, Kapelus 2, Krulicki 1, Butryn 1, Kalembka 1, Van Walle 1.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 13: Butryn 6, Kapelus 2, Van Walle 2, Krulicki 1, Sobański 1, Kalembka 1.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 38: Kapelus 11, Sobański 7, Butryn 6, Van Walle 6, Krulicki 4, Kalembka 3, Błoński 1.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 38%: Błoński 100%, Kapelus 46%, Krulicki 44%, Kalembka 38%, Van Walle 35%, Butryn 32%, Sobański 32%, Fijałek 0%.

Ilość bloków punktowych – GKS 12: Butryn 3, Krulicki 2, Sobański 2, Falaschi 1, Kapelus 1, Kalembka 1, Fijałek 1, Van Walle 1.

 

Widać bardzo wyraźnie, że trudy sezonu dają się już we znaki siatkarzom GieKSy. Drugi z kolei przeciętny występ, trzecia z rzędu porażka, a tu trzeba jeszcze rozegrać jedno spotkanie u siebie z Politechniką. Oj przyda się ta świąteczna, króciutka przerwa, na reset psychiczny, zaleczenie ran, oj przyda. Potem, jeszcze przed sylwestrem rozpocznie się runda rewanżowa, czyli kolejnych, trudnych trzech miesięcy rywalizacji na parkietach PlusLigowych.

Pierwszy set meczu w Jastrzębiu był wyrównany tylko do stanu po 12. Potem gospodarze robili co chcieli na boisku i nasi siatkarze zdobyli do końca seta już tylko 3 oczka. Skuteczność obu ekip nie była jakaś rewelacyjna, ale i tak lepszą zaprezentowali jastrzębianie – 35% d0 25% – a punktowo wyszło 11:6. Blok punktowy lepszy w GKS-ie – 2:5, ale za to rozstrzelali nas zagrywką notując aż 5 asów (w tym 3 Oliva), przy żadnym GieKSy. Błędy własne na korzyść Jastrzębskiego 4:7. Przyjęcie też obie drużyny miały nie najlepsze, ale nasze… jeszcze gorsze – dokładne na poziomie 36% do 39%, a perfekcyjne na poziomie 27% do 9%, Butryn oraz Sobański próbowali trzymać nasz atak, ale na osiem prób, skutecznie zakończyli zaledwie po dwie (czyli marne 25%). U gospodarzy wyróżniali się Strzeżek i Oliva, którzy łącznie zdobyli 13 punktów.

W drugiej partii gospodarze od początku uzyskali trzy lub czteropunktową przewagę, którą siatkarze GKS-u, raz z lepszym skutkiem, a raz z gorszym, starali się niwelować. I taka sytuacja miała miejsce prawie do końca, prawie… ponieważ przy wyniku 24:23, wszedł na zagrywkę Pietraszko i mówiąc kolokwialnie, uratował dupę swoim kolegom z drużyny, serwując trzy razy na tyle dobrze, że gospodarze nie zdobyli już żadnego punktu, co dało GKS-owi wygranie tego seta. W ataku poprawiły się obie drużyny i to znacznie – 56% do 44% – a punktowo 15:14. Blok też minimalnie dla jastrzębian 4:3, ale tym razem to GKS miał moc na zagrywce serwując 4 asy, przy ani jednym gospodarzy. Błędy własne na remis po 5. Przyjęcie ciutkę lepsze po stronie GieKSy – dokładne na poziomie 39% do 41%, a perfekcyjne na poziomie 13% do 14%, Najwięcej punktów dla GKS-u zdobył Kapelus, bo 6, dobrze zagrali też środkowi zdobywając razem 7 punktów. Zaciął się Butryn w ataku – na 6 akcji skończył zaledwie 1 (17%), zastąpił go Van Walle, ale jakoś znacznie jakości ataku nie podniósł – na 5 ataków skończył tylko 2 (40%). Dla Jastrzębskiego zdobywanie punktów rozłożyło się na całą drużynę.

Trzeci set wyrównany był tylko w początkowej jego fazie (do wyniku 6:6). Później gospodarze szybko odskoczyli z wynikiem i nie pozwolili już na wiele naszym siatkarzom, spokojnie dociągając wynik do zwycięskiego końca. W ataku rysowała się coraz większa różnica – 63% do 39% – w punktach 12:9. Punktowych bloków oraz asów w tej partii były tylko śladowe ilości, nie mogące robić żadnej różnicy. Za to błędów własnych zdecydowanie za dużo na koncie GKS-u – 7:11 – z tego aż 8 z zepsutej zagrywki. Przyjęcie mieliśmy procentowo lepsze, ale trzeba brać pod uwagę, że nie dawaliśmy zbyt dużo szans na wykazanie się gospodarzom w tym elemencie – dokładne na poziomie 8% do 45%, a perfekcyjne na poziomie 0% do 5%, Ciężko kogokolwiek wyróżnić za grę w ataku, zaledwie trzy punkty Kapelusa oraz dwa Van Walle, no to co tu komentować?

Ostatnia partia tego meczu miała taki sam przebieg jak poprzednia, z tym że traciliśmy dystans punktowy do przeciwnika jeszcze szybciej. Szesnaście punktów w secie to slaby wynik i tyle. Skuteczność w ataku na poziomie – 59% do 41% – punktowo wyszło 13:9. Blok lepszy dla gospodarzy – 6:2, asów nie było wcale. Błędy własne 5:6 na korzyść jastrzębian, ale to skutecznością własnych akcji przegraliśmy tego seta. W tym elemencie 19:11 dla Jastrzębskiego, to mówi wszystko. Przyjęcie? równe, ale nie miało już takiego znaczenia dla wyniku – dokładne na poziomie 45% do 45%, a perfekcyjne na poziomie 27% do 20%, Karol Butryn wchodząc w trakcie gry za Van Walle próbował jeszcze coś tam ratować – na 5 ataków skończył 3 (60%), ale to był już tylko łabędzi śpiew.

Łącznie w całym spotkaniu różnica skuteczności w ataku była już spora – 52% do 38% – a w punktach zdobytych 51:38. Punktowy blok i asy z zagrywki prawie na remis – 13:12 oraz 6:5. Błędy własne na korzyść gospodarzy – 21 do 29. O wiele za dużo w GKS-ie, w tym aż 20 zepsutych zagrywek! Przyjęcie na prawie równym poziomie, ale nie było decydującym czynnikiem tego spotkania – dokładne na poziomie 33% do 42%, a perfekcyjne na poziomie 16% do 12%, Prócz błędów różnicę zrobiła skuteczność własnych akcji – w punktach zliczono 70:55 – to zbyt duża różnica aby myśleć o wyrównanej grze. Indywidualnie można w GieKSie wyróżnić tylko Kapelusa, który zdobył 13 punktów, ale nie był to jakiś jego wybitny występ. Wśród gospodarze znów najlepiej punktował Oliva (20 oczek), ale to Strzeżek (17 punktów) zastępujący Muzaja został wybrany na MVP spotkania.

W sobotę ostatni mecz domowy w 2016 roku GKS-u i oby zakończony pozytywnym rezultatem.

 

ŁĄCZNE STATYSTYKI MECZOWE GKS-u – po 14 meczach  (50 setów)

Czas trwania spotkań – Mecze GKS-u z trwały 1301 minut, z czego I set 366 min. – II set 377 min. – III set 379 min. – IV set 143 min. – V set 36 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 329: zagrywka 208, atak 70, siatka + inne 51.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 348: zagrywka 221, atak 101, siatka 11, inne 15.

Ilość zdobytych punktów – GKS 776: Kapelus 171, Butryn 161, Sobański 97, Kalembka 91, Van Walle 91, Krulicki 79, Błoński 43, Falaschi 25, Pietraszko 15, Fijałek 2, Stelmach 1.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 251: Butryn 57, Kapelus 43, Kalembka 33, Krulicki 29, Sobański 29, Van Walle 26, Błoński 19, Falaschi 8, Pietraszko 5, Stelmach 1, Fijałek 1.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 525: Kapelus 128, Butryn 104, Sobański 68, Van Walle 65, Kalembka 58, Krulicki 50, Błoński 24, Falaschi 17, Pietraszko 10, Fijałek 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 258: Kapelus 82, Butryn 76, Van Walle 44, Krulicki 33, Kalembka 30, Falaschi 14, Błoński 7, Pietraszko 3, Stelmach 0, Sobański -1, Fijałek -6, Stańczak -11, Mariański -13.

Ilość zagrywek – GKS 1108: Kapelus 175, Krulicki 165, Kalembka 164, Sobański 139, Butryn 120, Falaschi 118, Van Walle 105,  Błoński 65, Pietraszko 34, Fijałek 20, Stelmach 3.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 221: Kalembka 40, Sobański 38, Butryn 33, Krulicki 28, Van Walle 18, Kapelus 17, Błoński 17, Pietraszko 11, Falaschi 10, Fijałek 8, Stelmach 1.
Ilość asów serwisowych – GKS 67: Butryn 14, Sobański 11, Kalembka 9, Kapelus 8, Błoński 7, Krulicki 7, Van Walle 6, Pietraszko 3, Falaschi 2.

Ilość przyjęć – GKS 956: Sobański 326, Kapelus 285, Mariański 146, Błoński 94, Stańczak 90, Krulicki 4, Kalembka 4, Falaschi 4, Butryn 2, Pietraszko 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 74: Sobański 23, Kapelus 20, Mariański 13, Stańczak 11, Błoński 4, Krulicki 2, Falaschi 1.
Przyjęcie negatywne – GKS 241: Sobański 92, Kapelus 66, Mariański 32, Błoński 24, Stańczak 21, Falaschi 3, Krulicki 1, Kalembka 1, Butryn 1.
Przyjęcie perfekcyjne – GKS 164: Sobański 59, Kapelus 40, Mariański 34, Stańczak 22, Błoński 9.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 17%: Stańczak 24%, Mariański 23%, Sobański 18%, Kapelus 14%, Błoński 10%.

Ilość ataków – GKS 1329: Kapelus 351, Butryn 264, Sobański 202, Van Walle 178, Kalembka 107, Krulicki 97, Błoński 83, Falaschi 27, Pietraszko 17, Stelmach 2, Fijałek 1.
Ilość błędów w ataku – GKS 101: Butryn 24, Kapelus 21, Kalembka 14, Van Walle 12, Sobański 12, Krulicki 9, Błoński 8, Pietraszko 1.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 122: Kapelus 31, Butryn 28, Sobański 25, Van Walle 17, Błoński 7, Kalembka 7, Krulicki 7.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 588: Kapelus 148, Butryn 130, Van Walle 78, Sobański 72, Kalembka 57, Krulicki 47, Błoński 33, Falaschi 13, Pietraszko 9, Stelmach 1.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 44%: Kalembka 53%, Pietraszko 53%, Stelmach 50%, Butryn 49%, Krulicki 48%, Falaschi 48%, Van Walle 44%, Kapelus 42%, Błoński 40%, Sobański 36%.

Ilość bloków punktowych – GKS 121: Kalembka 25, Krulicki 25, Butryn 17, Kapelus 15, Sobański 14, Falaschi 10, Van Walle 7,  Pietraszko 3, Błoński 3, Fijałek 2.
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 11: Sobański 4, Błoński 3, Krulicki 2, Falaschi 1, Kalembka 1.
MVP – GKS 6: Butryn 2, Kapelus 2, Błoński 1, Sobański 1.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Hokeiści dotrzymali danego słowa!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do Jagi i Cracovii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Miniony tydzień był dla naszej redakcji bardzo pracowity. Dwa wyjazdowe mecze w ciągu kilku dni to operacja logistyczna i organizacyjna. Myślę jednak, że podołaliśmy. Wszystko w imię GieKSy. Zapraszamy do zobaczenia wyjazdów do Białegostoku i Krakowa okiem redakcji. A teraz mamy dwa tygodnie przerwy od piłki i czekamy na Wisłę Płock. Niech teraz koledzy z sekcji hokejowej przejmują pałeczkę, bo przed GieKSą bardzo ważne wyzwanie.

1. Białystok przekładany był dwa razy. Za trzecim w końcu mecz doszedł do skutku, ale wiadomo – że był to środek tygodnia, wtorek godzina dziewiętnasta. W związku z tym z redakcji pojechaliśmy we dwójkę: ja i Misiek, ale w samochodzie jechało nas pięciu.

2. Wyjazd z Katowic był gdzieś po dziesiątej. Ładna pogoda, to i droga mijała szybko. Na ten jeden z najdalszych wyjazdów w sezonie.

3. Po kilku godzinach byliśmy na Podlasiu. Czas mieliśmy tak dobry, jak chyba nigdy wcześniej, bo było nieco po piętnastej. Postanowiliśmy więc skierować swoje kroki do Gospody Podlaskiej, znanej nam z poprzedniego sezonu, a mi jeszcze dodatkowo z wyjazdu na ten niedoszły mecz w listopadzie.

4. Miejscówka godna polecenia – na samym Rynku. Zaparkowaliśmy jakimś cudem praktycznie tuż pod tym lokalem. Wówczas byliśmy w niedzielę, więc były tłumy. Teraz – w środku tygodnia o piętnastej – niemal pustki.

5. No to wzięliśmy się za solidne jedzenie. Ja zamówiłem rosół z pielmieni, mielone na patyku i kartacza, Patryk mega xxl schaboszczaka, a reszta ekipy placki. Było to solidne jadło przed meczem.

6. W samej knajpie sporo było ciekawych elementów, jak ta stara przymocowywana maszynka do mielenia czy… czerwona gitara. Czy obrazek z Samych Swoich. W sympatycznej atmosferze oczekiwaliśmy spotkania.

7. Nadal mając jeszcze dużo czasu zrobiliśmy spacer po rynku. Weszliśmy do wielkiego kościoła – w zasadzie Bazyliki Mniejszej WNP. Imponujący obiekt. Można było się na chwilę wyciszyć przed nadchodzącym zgiełkiem.

8. Napis Białystok na kółkach, przesuwany jest. Pamiętam, że w listopadzie był w innym miejscu, teraz bliżej stricte Rynku. Rekwizyt popularny do robienia sobie przy nim zdjęć. O ile to można nazwać rekwizytem.

9. Wróciliśmy do samochodu i czas było zbierać się na stadion. Oczywiście – jak często to ostatnio bywa – na drodze widzieliśmy autobus z drużyną. Śmiesznie wyszło, bo robiłem zdjęcie jakiegoś grafa i coś zielonego mi przed nosem przejechało i przeszkodziło.

10. Wkrótce byliśmy pod stadionem. Przejechaliśmy skręt, więc musieliśmy go objechać, ale zaprowadziło nas to prosto do bramy wjazdowej, którą dobrze pamiętaliśmy w lutego i listopada poprzedniego roku. Samochód zostawiliśmy na parkingu i poszliśmy odebrać akredytacje.

11. Udaliśmy się na stadion, gdzie na wejściu przeszukuje się także dziennikarzy (rzadkość). I można było pobuszować po stadionie. Poszliśmy do stanowiska z klubowymi gadżetami, jednego, a później drugiego na VIP-ach. Do meczu pozostawało jeszcze sporo czasu, więc trybuny świeciły pustkami. A cały dzień był słoneczny, więc i temperatura była przystępna.

12. Potem przyszedł czas na herbatkę w sali konferencyjnej. Komentatorzy Canal Plus – Gabriel Rogaczewski i Tomasz Wieszczycki dywagowali, jak będzie wyglądać to spotkanie i wietrzyli – zgodnie z logiką ekstraklasy – przełamanie Jagiellonii.

13. Udaliśmy się na prasówkę, na dobrze nam znane miejsca. Stanowisko prasowe przyjemne, bez rewelacji, ale wystarczające. Jest dziurka na kable, solidny blat i… niepotrzebna szybka między blatami konkretnych stanowisk. W zamierzeniu służy oddzieleniu dziennikarzy, żeby mieli większy komfort. W praktyce – jest to utrudnienie w obserwacji meczu, bo głowa odruchowo tę szybę chce ominąć, patrząc na boisko. A widoczność? Bez zarzutu.

14. Przed meczem odbyła się uroczystość wręczenia trenerowi Siemieńcowi tablicy upamiętniającej jego 100 meczów w Jagiellonii. Kibice w Białymstoku go kochają. Skandują jego nazwisko często, skandowali i teraz. Trudno się dziwić.

15. Wkrótce rozpoczął się mecz. Gospodarze szybko objęli prowadzenie w sytuacji, w której nikt się tego nie spodziewał. Piłkarze o nazwisku Pozo mieli swój moment, dzień wcześniej Jose z Pogoni trafił dwa razy, teraz Alex tak odbił piłkę głową, że ta ku zaskoczeniu wszystkich wpadła do siatki.

16. Drugi raz pokonała nas legenda Jagi Taras Romanczuk. Piłkarz wiosną zeszłego roku strzelił zwycięskiego gola, teraz trafił do szatni, dając swojej drużynie prowadzenie 2:0.

17. Kibice Jagi bardzo głośno dopingowali, Katowiczanie na sektorze gości też odgryzali się, mimo, że byli w liczbie niemal czterokrotnie niższej niż w listopadzie na niedoszłym meczu.

18. Humor w przerwie był kiepski. Na szczęście można go było sobie poprawić na VIP-ach, gdzie było pyszne jedzonko. W sumie to można było tam zostać, ale zaraz była druga połowa. Co ciekawe, miejsce to miało klimat, jak dyskoteka, taka była gra świateł. Ciekawa opcja.

19. W drugiej połowie GKS dążył do zdobycia bramki. Gra wyglądała dużo lepiej. W końcu Erik Jirka trafił do siatki notując swoje pierwsze trafienie w barwach GieKSy. Na wyrównanie niestety nie starczyło czasu.

20. GieKSa przegrała drugi mecz w Białymstoku i na razie to się układa tak, że u siebie GieKSa wygrywa – dwa razy, a na Podlasiu triumfuje Jaga. W tym sezonie czeka nas jeszcze mecz ligowy na Nowej Bukowej. Chcielibyśmy, by ta passa była podtrzymana.

21. Po meczu tradycyjna nagrywka i trzeba się było zbierać na konferencje prasową. Dziennikarze Jagiellonii wniebowzięci, cieszyli się. A my ze skwaszonymi minami robiliśmy swoje materiały, galerie itp.

22. Trener Górak starał się wyciągnąć pozytywy i była nimi dla niego ta druga połowa. Fakt, Katowiczanie nie załamali się dwubramkową stratą, tylko grali swoje i częściowo udało im się je odrobić.

23. Za to Adrian Siemieniec na moje pytanie o Puchar Polski zażartował, że teraz to oni są drudzy, skoro z nami przegrali. Nie tak szybko – Jaga będzie druga, jak GieKSa zdobędzie Puchar Polski. O tym wszyscy marzymy, a finalista pucharu przecież kiedyś w Europie występował, później zmieniono ten przepis.

24. Zostaliśmy jeszcze chwilę na sali i trzeba się było zbierać w długą podróż do Katowic. My tego wieczoru byliśmy niepocieszeni, ale co mieli powiedzieć kibice Bodo Glimt, którzy zaszli tak niesamowicie daleko w Lidze Mistrzów i w rewanżu ze Sportingiem roztrwonili trzybramkową przewagę z pierwszego meczu przegrywając 0:5.

25. Droga powrotna zajęła nam około pięć godzin. Myślałem, że będzie się dłużyć, tymczasem jakoś to przeleciało. W Katowicach byliśmy gdzieś przed czwartą. Trzeba było szybko iść spać, bo wkrótce miał nastać nowy dzień. A już w sobotę czekał nas mecz z Cracovią.

—-

26. Do Krakowa wybraliśmy się już w mocniejszym składzie, bo aż 5-osobowym. To znaczy 4 osoby z Katowic plus Marcin, który dotarł na własną rękę. Dzięki temu mogliście obejrzeć aż trzy fotogalerie z tego spotkania.

27. Dobrze, że po Białymstoku kolejny wyjazd był tak niedaleki. Można było i  się wyspać, i potem w miarę wcześnie wrócić. Wyjeżdżaliśmy więc 11-12 zbierając osoby po drodze i ruszyliśmy do Małopolski. Oprócz wspomnianego Marcina pojechaliśmy w składzie: Werka, Flifen, Misiek i moja skromna osoba.

28. Pogoda była piękna, wiosenna. W samochodzie było co prawda nagrzane, natomiast na zewnątrz trochę chłodek był. Dawał się on potem we znaki – głównie w postaci wiatru – zarówno osobom na murawie, jak i nam – na koronie stadionu.

29. Droga przebiegła szybko i sprawnie. Godzinka i byliśmy w Krakowie. Zastanawialiśmy się, jak to będzie z tą całą „strefą czystego transportu”. Ale załatwiliśmy niezbędne pozwolenia i mogliśmy do centrum Krakowa wjechać.

30. Natrudziliśmy się, jeżeli chodzi o wjazd na obiekt. Nie wpuszczono nas na parking, mimo że w poprzednim sezonie zarówno na mecz z Cracovią, jak i Puszczą to miejsce parkingowe było dostępne. No nic, zaparkowaliśmy pod stadionem.

31. Potem zaczęła się jednak trochę farsa. Pierwsza rzecz – akredytacje. W poprzednim sezonie odbierało się je w jednej z budek/kas od strony ulicy Kałuży. I rzeczywiście, był napis akredytacje. Tyle, że pani powiedziała, że to są jakieś inne akredytacje. Cokolwiek to znaczy. A my mamy się kierować na drugą stronę stadionu – od ulicy Kraszewskiego.

32. Zaczęliśmy więc obchodzić stadion, przy czym rozdzieliliśmy się – Misiek i Werka poszli, a mnie z Flifenem zatrzymała kiełbasa. Mieliśmy ją w planie, ale skoro już przechodziliśmy obok grilla, stwierdziliśmy, że skonsumujemy ją teraz, żeby potem nie tracić czasu.

33. Kiełbaska solidna. Mogłaby być nieco bardziej przypieczona, ale była smaczna. Więc godnie. W atmosferze wiosennej, ładnej pogody i zbliżającego się meczu wuszcik zawsze na propsie.

34. Wracając do wspomnianej farsy. Zaczęliśmy ten stadion faktycznie obchodzić. To co się działo na ulicy Focha, czyli tej najgłówniejszej przy stadionie, wołało o pomstę do nieba. Najpierw przejeżdżały autokary, ale chyba opróżnione już z kibiców GieKSy. I policjant nie pozwolił przejść WZDŁUŻ stadionu. Tu był kordon. Potem drugi nie pozwalał przejść na drugą stronę ulicy. Musieliśmy czekać. Najlepsze jest to, że między jednym, a drugim kordonem na dwóch końcach tej krawędzi stadionu, normalnie chodzili sobie kibice.

35. W końcu przeszliśmy na drugą stronę, ale chcieliśmy też zahaczyć o sklep klubowy. Policjant znów nie pozwalał przejść, ale nagle ludzie zaczęli przechodzić i tyle.

36. Absurdalne jest to, że blokowali całościowo to miejsce, podczas gdy kompletnie nic się tam nie działo i nie było zagrożenia. Co oni wymyślili – nie wiem.

37. W sklepiku klubowym zakupiłem proporzec, to taka tradycja powoli. Warto mieć swoje prywatne muzeum. Jakiś gościu długo stał przy kasie, bo wysyłał kartkę do kogoś na świecie. Ciekawa i miła opcja.

38. W końcu dotarliśmy za siódme góry i siódme rzeki na ten drugi koniec stadionu. Była tam budka i akredytacje odebraliśmy. Skierowaliśmy się do bramy technicznej stadionu i weszliśmy na obiekt. Ufff.

39. Ostatecznie znów byliśmy bardzo długo przed meczem, więc te wszystkie perypetie nie spowodowały jakiegoś uszczerbku na naszym czasie i standardowych przygotowaniach do spotkania. Tyle dobrze.

40. Nieoczekiwanie weszliśmy bezpośrednio na salę konferencyjną. Przyznam, że jedną z lepszych. A już znakomite wrażenie robi ściana z proporczykami rywali Cracovii. Wygląda to po prostu przepięknie. To, jak udekorowane są niektóre sale konferencyjne, to mistrzostwo. Ogólnie – dużo stolików i siedzeń. Czysto, Schludnie. Bardzo przyjemnie.

41. Miejsce z powiedzmy cateringiem już nie przystaje do tej sali… To znowu jest jakieś brzydkie i miałkie. Dodatkowo herbata jest już gotowa w tych warnikach, a nie po prostu gorąca woda i że samemu można sobie zrobić herbkę. Dodam, że w przerwie podobno były jakieś kanapki, ale dziennikarze jak hieny rzucają się na nie zazwyczaj tak szybko, że jak ja przychodzę, to już nic nie ma.

42. Z naszej winy nie umieliśmy dostać się do miejsca, gdzie wchodzi się na media. Wchodziliśmy wszędzie, na jakieś vipy, do mixed zony. Próbowaliśmy bowiem przejść wnętrzem stadionu, a to było zgubne.

43. W końcu dotarliśmy do drzwi wejściowych i windą wjechaliśmy na górę. Później pokonywałem ten trakt kilkukrotnie, m.in. wybierając się znów poza stadion po nachosy, bo tej kiełby było nam za mało.

44. W końcu znaleźliśmy się na prasówce. Byłem tu w tym 2013 roku, kiedy GieKSa w przenikliwym zimnie (podobno) grała i przegrała. Rok temu nie dane mi było być świadkiem spektakularnej wygranej 4:3, jak i 6:0 z Puszczą. Miałem okazję natomiast oglądać poczynania Cracovii i Lecha.

45. I co mogę powiedzieć… Prasówka ta jest doskonała. Widok – fenomenalny. Blaty, kapitalne. Jest prąd, jest internet. Wszystko, co potrzeba, by w komforcie relacjonować mecz. Nie ma co gadać, być może jest to najlepsza prasówka w Polsce. Jak i cały stadion – trzeba przyznać – jest doskonały.

46. Jeszcze przed meczem przeszedłem się górą, żeby obadać, czy czegoś ciekawego tam nie ma. Przyznam, że jak spojrzałem jak ultrałatwo jest dostać się na dach, to nie dziwię się, że kibice Widzewa to wykorzystali. Oczywiście oni mieli nieco trudniejszy dostęp, bo trybuna z sektorem gości jest wyższa. Ale wyszło bardzo ciekawie. Jakkolwiek sam nie jestem zwolennikiem akcji chuligańskich, to cała ta sytuacja była naprawdę oryginalna i zabawna.

47. Nie pozostawało nic, jak czekać na mecz. Kibice gości powoli zapełniali sektor, wkrótce zaczęli się też schodzić gospodarze. Czekało nas – mieliśmy nadzieję – ciekawe piłkarskie widowisko.

48. GieKSa dominowała w pierwszej połowie, ale nie umiała tego udokumentować bramką. Cracovia natomiast kompletnie nie zagroziła bramce Strączka.

49. Dodam tylko, że sporo się mówiło o podyktowanym karnym dla krakowian, w wyniku ręki Klemenza. Ogólnie jednak nie było to podnoszone jako jakiś wielki skandal. Lukas tę rękę wystawił i sędzia miał argumenty.

50. Brak czerwonej kartki dla Klicha na początku meczu to jednak duża pomyłka sędziego. Alfa i omega polskiego sędziowania, czyli Adam Lyczmański, orzekł, że powinna być czerwień.

51. Kibice obu drużyn głośno dopingowali. Ze strony kibiców Cracovii padały stwierdzenia, że GieKSa była jedną z najgłośniejszych ekip, jakie w ostatnich latach zawitały na Kałuży.

52. Mecz był ostatecznie totalnym paździerzem, ale GieKSa powinna go wygrać. Niestety nie była zbyt zdecydowana w ofensywie, a Cracovia wykorzystała jeden błąd i strzeliła bramkę.

53. Wierzyliśmy do końca, że wynik meczu ulegnie zmianie, ale niestety. Przegraliśmy to spotkanie i jak niepyszni opuszczaliśmy prasówkę udając się na konferencję.

54. Pamiętam czasy z pierwszej czy drugiej ligi, kiedy trener Górak był po niektórych meczach mocno zdenerwowany. W ekstraklasie sobie takiej sytuacji nie przypominam. Widać po mowie ciała i postawie szkoleniowca, kiedy jest wybitnie wk..iony, a jednocześnie stara się to opanować. W trakcie konferencji gdy był zobowiązany odpowiadać na pytania, musiał robić dobrą minę do złej gry i włączać trochę dyplomacji, więc ten odczuwalny w atmosferze poziom napięcia nieco spadł.

55. Luka Elsner coraz lepiej mówi po polsku. Po konferencji zażartował sobie do dziennikarzy Cracovii: „To może na piwko?”. Ogólnie sympatyczny człowiek, choć ostatnio też mu nerwy puściły, gdy chciał odchodzić z Cracovii.

56. Oczywiście dziennikarze Cracovii szczęśliwi i z ulgą. Były śmiechy i śpiewki pod nosem. Ale też dało się wyczuć trochę sarkazmu w zdaniach, że teraz idą na puchary. Tutaj nie było widać typowo widzewskiej napinki.

57. Wszystkim się spieszyło, więc mieliśmy plan zaraz po konfie zbierać się do domu i w aucie robić materiały. Stracił się jednak gdzieś Flifen, więc udało nam się je dokończyć na sali.

58. Wynikła z tego przedziwna sytuacja, bo Flifen niby czekał na wywiad, a my mieliśmy informację, że autokar z piłkarzami już wyjeżdża nie tylko ze stadionu, ale i z Krakowa. Zastanawialiśmy się, czy Filip podczas wywiadu po prostu nie zauważył, że wszedł z piłkarzami do środka i odjechał w siną dal. Dodatkowo nie było z nim kontaktu.

59. Postanowiliśmy się zebrać i ruszyć do auta. Okazało się, że wywiad jest w toku. Jak to możliwe? Ano Mateusz Wdowiak został w Krakowie i to jego złapał nasz reporter. Dlatego tak śmiesznie wyszło.

60. Ruszyliśmy niepocieszeni do Katowic. Tyle dobrze, że po takim meczu nie czekała nas długa podróż powrotna. W Katowicach byliśmy około 19:30.

61. Teraz przerwa reprezentacyjna. Trzymamy kciuki za awans reprezentacji Polski do Mistrzostw Świata. Wygrać z Albanią, pokonać Shehu, a potem finał. Do boju Polska!

62. A za dwa tygodnie gramy z Wisłą Płock. I jak teraz mieliśmy trochę oddechu, to pojedynek z piłkarzami Mariusza Misiury będzie znów mega ważnym starciem.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga