Dołącz do nas

Siatkówka

Wygrana GKS-u po tie-breaku

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Gospodarze chcieli zaskoczyć naszą drużynę, desygnując do wyjściowej szóstki na pozycji atakującego, nominalnego… środkowego Michała Szalachę, który zastąpił na parkiecie Pawła Adamajtisa. Natomiast na środku zagrał od początku Bartłomiej Janus. W GKS-ie w porównaniu do ostatniego meczu nie było żadnych zmian, oprócz pozycji libero, gdzie tym razem zaczął grę Bartosz Mariański.

Spotkanie rozpoczęło się od kilku akcji punkt za punkt – kolejno Szalacha, Sobański, Szymura, Kalembka, Szalacha (3:2) i dopiero pierwszy błąd własny w postaci zepsutej zagrywki Szalachy dał remis. Po tej sytuacji na zagrywkę wchodzi Kalembka i była powtórka z rozrywki, z ostatniego meczu w Spodku. As serwisowy naszego środkowego, Krulicki kończy z przechodzącej piłki, kolejną kontrę kończy Sobański, autowy atak Szymury i blok punktowy Krulickiego i to wszystko się działo po zagrywce Kalembki i dało wynik 3:8 dla GKS-u! Niemoc gospodarzy przełamał dopiero udanym atakiem Szymura (4:8). Na zagrywkę potem wszedł Butryn i GieKSa zdobywa kolejne trzy punkty z rzędu – as Karola, kontra Krulickiego ze środka oraz błąd w ataku Szalachy (4:12). Kiwka w wykonaniu Falaschiego oraz kontra Butryna (5:14) zmusiły trenera AZS-u do wykorzystania drugiego czasu! Po przerwie do akcji wkracza Kalembka, wpierw kończy długą wymianę udanym blokiem, a w kolejnej akcji znów stawia szczelny mur na siatce i do tego dokłada udaną kontrę Sobański (7:18) i nasza przewaga staje się coraz większa. Do końca seta mieliśmy już tylko akcje punkt za punkt, gdzie dobre akcje w ataku obie ekipy przeplatały błędami w zagrywce. W GKS-ie udanymi atakami popisywali się dwa razy Sobański, raz po prostej ze skrzydła, a drugi raz z szybkiej piłki na rozegraniu oraz Butryn po rękach siatkarzy z Częstochowy i właśnie Karol skończył tego seta sprytną kiwką (14:25). Pierwsza partia wygrana przez katowiczan bardzo wyraźnie i bez problemów.

 

Drugiego seta zaczął udanym atakiem Sobański, ale gospodarze szybko wychodzą na prowadzenie po udanych akcjach Szalachy i Szlubowskiego, po czym wyrównuje stan Kapelus, a skuteczny blok Sobańskiego na Szlubowskim znów wyprowadził nasz zespół na prowadzenie (2:3). Wszyscy znów liczyli na popisy Kalembki i nie trzeba było długo czekać. Dwa udane bloki środkowego GKS-u plus bardzo dobry atak Kapelusa ze skrzydła w trudnej sytuacji (4:7) spowodowały naszą przewagę już na początku tej partii. Kolejny dobry fragment w wykonaniu Sobańskiego, który skończył atak z drugiej linii oraz udaną kontrę plus as serwisowy Butryna (6:11) i nasza przewaga zaczęła rosnąć. Budzą się w końcu gospodarze i dzięki dobrym akcjom Szymury, Szlubowskiego, Janusa oraz Buczka (10:12) zniwelowali tę różnicę punktową bardzo szybko. Dzięki blokowi Sobańskiego znów GKS odskoczył (10:14) na bezpieczną odległość. Następny fragment tego seta to akcje punkt za punkt, m.in. blok Kalembki czy ataki Butryna i Kapelusa (16:19). I niespodziewanie od tego momentu nasza gra się zacięła. Dwa błędy Butryna oraz atak Szalachy po prostej dały szybko remis po 19. Potem jeszcze dobry atak ze środka Krulickiego dał ponowne prowadzenie (19:20). Szalacha obił skutecznie nasz blok, a Buniak zablokował Butryna (21:20) i raczej niespodziewanie to częstochowianie wyszli na prowadzenie. Następnie dwa asy serwisowe Janusa (23:20) dobiły nas ostatecznie. Jeszcze tylko kiwka Falaschiego, zepsuta zagrywka Pietraszki i mocny atak Wawrzyńczyka (25:21) zakończył tę partię na korzyść gospodarzy.

Po dziesięciominutowej przerwie Janus zagrywa serwis w siatkę, Buniak skończył atak, a Wawrzyńczyk zablokował Butryna (2:1). Następnie dwie skuteczne akcje Krulickiego i Butryna (2:3) wyprowadziły GKS na prowadzenie. Nie na długo jednak, bo Szalacha zablokował Sobańskiego, a Buniak posłał asa (6:4), co dało dwa oczka więcej dla AZS-u. Następny fragment seta to akcje dwupunktowe, to z jednej to znów z drugiej strony. Wpierw Krulicki i Błoński, potem Szymura i as Szalachy i dwa ataki Butryna, doprowadziły do stanu 9:8. Atak Kapelusa po prostej, as serwisowy Kalembki oraz akcja Butryna po bloku rywali (10:11) znów odwróciły sytuację. Znakomity okres Karola Butryna, który skończył trzy ataki z rzędu (12:14) dały GieKSie dwa oczka przewagi. Atak Błońskiego uznany jako autowy, został następnie zweryfikowany po challengu i GKS miał dalej dwa punkty więcej (13:15). Kolejnych kilka akcji punkt za punkt – m.in. atak ze środka Kalembki oraz Butryn ponownie po bloku – doprowadziły do wyniku 16:18. Gospodarze szybko wyrównali dzięki atakowi Wawrzyńczyka oraz asowi Buniaka. Atak Butryna oraz błąd własny Szalachy znów dały GKS dwupunktowe prowadzenie (18:20) i czas na żądanie dla trenera AZS-u. Po przerwie Butryn posłał asa (18:21) i zwycięstwo wydawało się na wyciągnięcie ręki. Dobry atak Szalachy doprowadził jednak do nerwowej końcówki (21:22). Na szczęście sprawę wziął w swoje ręce Błoński i dwoma skutecznymi atakami dał GKS-owi piłkę setową (21:24). Pierwszą obronił atakiem Szalacha, ale drugą siatkarz AZS-u podarował katowiczanom posyłając zagrywkę w aut (22:25) i GieKSa wyszarpała tego seta na swoją korzyść.

 

Czwarty set świetnie zaczął się dla GKS-u, gdy Błoński przedarł się przez blok rywali, a kontrę wykorzystał Butryn, po czym Szalacha popełnia błąd w zagrywce (0:3). Niestety równie szybko tę przewagę straciliśmy dzięki atakowi Wawrzyńczyka, asowi Buczka oraz blokowi Buniaka (3:3). Trzy błędy własne z rzędu w ataku, dwa razy Kapelusa oraz jeden Butryna (8:5) zmusiły trenera Piotra Gruszkę do wzięcia czasu. Po przerwie Butryn mocno po skosie (8:6), a sędziowie odgwizdują błąd podwójnego odbicia Falaschiego (10:6) i przewaga gospodarzy zaczęła niebezpiecznie rosnąć. Mocny atak Butryna po prostej oraz blok Krulickiego (10:9) szybko zniwelowały tę stratę. Kilka akcji punkt za punkt dało rezultat 13:11, po czym atak Błońskiego oraz błąd Wawrzyńczyka i znów był remis, po 13. Ponownie skuteczny w ataku Szalacha, potem Szymura zablokował Błońskiego, a po nim przypomniał się Kapelus atakując z drugiej linii (15:14). Po długiej wymianie Szalacha zablokował Butryna, a Szymura skończył z przechodzącej piłki (17:14) i kolejny time out dla katowiczan. Nic to niestety nie pomogło, ponieważ Szalacha obił nasz blok, a Wawrzyńczyk zablokował Butryna plus błąd rozegrania Falaschiego (21:16) i set oddalał się coraz bardziej. Jeszcze Błoński starał się ratować sytuację kończąc dwa swoje ataki (23:20). Szalacha przedarł się przez nasz blok i była pierwsza piłka setowa dla AZS-u (24:20). Pierwszą bronimy dzięki atakowi Błońskiego, a drugą dzięki mocnemu atakowi Kapelusa po prostej (24:22). Niestety w trzeciej sędziowie dopatrzyli się dotknięcia siatki przez Kalembkę (25:22) i trzeba rozegrać piątego seta.

Tie-break zaczął się od dobrego ataku ze środka Buniaka, wyrównał Kapelus, a Kalembka zablokował Janusa (1:2). Po wideoweryfikacji przyznano punkt gospodarzom po akcji Szymury, następnie była kiwka Kalembki i dwa błędy serwisowe Błońskiego oraz Szymury (3:4). Kalembka posyła asa, po czym psuje zagrywkę (4:5). Butryn skutecznie ze skrzydła, a po nim sędziowie odgwizdali błąd rozegrania Buczka (4:7). Wawrzyńczyk skuteczny w ataku, Krulicki po długiej akcji posłał piłkę w aut, po czym się zrehabilitował dobrą akcją na siatce (6:8). Wawrzyńczyk punktuje i oddaje błędem zagrywki, a Szalacha mocno ze skrzydła (8:9). Kapelus przedarł się przez blok gospodarzy, po czym były trzy błędy, w ataku Błońskiego, jego serwisu oraz zagrywki Szalachy (10:11). Kapelus obił blok AZS-u, po czym Butryn zablokował Wawrzyńczyka, a wpuszczony chwilę wcześniej na parkiet Stelmach również zdobył punkt skutecznym blokiem (10:14). Pierwszą piłkę meczową po kontrze wykorzystał Krulicki mocnym atakiem ze środka (10:15). Uff… udało się  🙂

 

AZS Częstochowa – GKS Katowice  2:3 (14:25, 25:21, 22:25, 25:22, 10:15)

Częstochowa: T. Kowalski, Szalacha (23), Buniak (9), Janus (6), Moroz, Szymura (11), A. Kowalski (libero) oraz Buczek (2), Grebeniuk (2), Polański, Wawrzyńczyk (11), Szlubowski (3). Trener: Michał Bąkiewicz.
GKS: Falaschi (2), Butryn (25), Krulicki (9), Kalembka (12), Kapelus (9), Sobański (9), Mariański (libero) oraz Fijałek, Van Walle, Pietraszko, Błoński (10), Stelmach (1), Stańczak (libero). Trener: Piotr Gruszka.  MVP: Tomasz Kalembka.

 

Przebieg meczu:
I:  3:5, 4:10, 6:15, 9:20, 14:25.
II:  4:5, 6:10, 12:15, 19:20, 25:21.
III:  5:4, 10:8, 13:15, 18:20, 22:25.
IV:  4:5, 10:6, 15:13, 20:16, 25:22.
V:  2:3, 4:6, 7:9, 10:12, 10:15.

 

Częstochowa-GKS 1

 

Częstochowa-GKS 2

Portal GieKSa.pl tworzony jest od kibiców, dla kibiców, dlatego zwracamy się do Ciebie z prośbą o wsparcie poprzez:

a/ przelew na konto bankowe:

SK 1964
87 1090 1186 0000 0001 2146 9533

b/ wpłatę na PayPal:

E-mail: [email protected]

c/ rejestrację w Superbet z naszych banerów.

Dziękujemy!

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Popłynęli w Szczecinie

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W niedzielne popołudnie piłkarze GKS-u Katowice pojechali na wyjazdowe spotkanie do Szczecina w ramach 27. kolejki PKO BP Ekstraklasy. W wyjściowej jedenastce doszło do czterech zmian i od pierwszej minuty zagrali Szymczak, Kuusk, Drachal i Gruszkowski.

Pierwszą połowę zaczęli zawodnicy GieKSy, ale nie stworzyli realnego zagrożenia. W trzeciej minucie Filip Szymczak wyszedł sam na sam z bramkarzem i mimo tego, że i tak był na spalonym, to nie zdołał pokonać Cojocaru. Chwilę później Alan Czerwiński ruszył prawą stroną boiska aż do linii końcowej i wrzucił piłkę w pole karne. Obrońca gospodarzy strącił futbolówkę wprost pod nogi Oskara Repki, który pokusił się o strzał zza pola karnego, ale został on zablokowany. Pierwszy kwadrans spotkania nie porwał piłkarsko, ale GieKSa częściej zapędzała się pod bramkę Pogoni i dłużej utrzymywała się przy piłce. W 15. minucie Kudła źle wybił piłkę i zrobiło się groźnie pod bramką GieKSy, na szczęście nasz bramkarz zdołał się zrehabilitować i wybronił strzał Kolourisa. Chwilę później znów Pogoń była bliska zdobycia bramki, ale zawodnik gospodarzy uderzył niecelnie. W 19. minucie zrobiło się sporo zamieszania w polu karnym Cojocaru, gdy Mateusz Kowalczyk delikatnie trącił piłkę głowa, zmieniając jej tor lotu, ale nic z tego nie wyszło. W kolejnych minutach gra przeniosła się głównie w środkową strefę boiska i żadna drużyna nie była w stanie skonstruować składnej akcji. W 33. minucie Koutris przeniósł piłkę nad bramką Kudły, uderzając lewą nogą. Chwilę później Drachal był bliski zdobycia bramki, ale w ostatnim momencie piłka mu odskoczyła. W 42. minucie Loncar uderzył głową z bliskiej odległości, ale Kudła zdołał ją wybić końcówkami palców. Po wznowieniu z rzutu rożnego Dawid Drachal chciał oddalić zagrożenie i w momenciem gdy wybijał piłkę, to podbiegł Kurzawa, który dostał prosto w skroń i potrzebował pomocy medycznej. W doliczonym czasie pierwszej połowy Gruszkowski rzucił się, aby zablokować strzał Koutrisa i piłka niefortunnie odbiła mu się od ręki. Po długiej przerwie i analizie VAR sędzia wskazał na jedenastkę, którą  pewnie wykorzystał Koulouris. Po tej bramce arbiter zakończył pierwszą połowę.

Na drugą połowę GieKSa wyszła w takim samym składzie, natomiast w drużynie Pogoni doszło do jednej zmiany. Po czterech minutach drugiej połowy Koulouris znów wpisał się na listę strzelców – tym razem pokonał Kudłę z bardzo bliskiej odległości, a piłkę wrzucił Kamil Grosicki, który przepchał i objechał bezradnego Alana Czerwińskiego. W kolejnych minutach GieKSa, chcąc odrabiać straty, odsłoniła się jeszcze bardziej, co próbował wykorzystać Wahlqvist, ale uderzył bardzo niecelnie. Po upływie godziny gry trener Rafał Górak pokusił się o potrójną zmianę. Na boisko weszli Błąd, Bergier i Galan. Chwilę późnej Arkadiusz Jędrych wpuścił swojego bramkarza na minę. Źle obliczył odległość do Kudły i zagrał zbyt lekko i niedokładnie do tyłu. Kudła musiał opuścić bramkę, aby ratować sytuację i po serii niefortunnych podań piłka trafiła pod nogi Grosickiego, jednak jego strzał został zablokowany przez naszego bramkarza. W 68. minucie Sebastian Bergier wyszedł sam na sam z bramkarzem, ale nie trafił w światło bramki, była to idealna okazja na złapanie kontaktu. Chwilę później Loncar został sfaulowany przez Kuuska, ale sędzia puścił akcję i do piłki dobiegł Sebastian Bergier, który zaliczył… soczysty upadek. W kolejnych minutach gra zrobiła się bardzo rwana i było dużo niedokładności w obu zespołach. W 82. minucie Kacper Łukasiak pokonał Dawida Kudłę strzałem na dalszy słupek. Warto zaznaczyć, że ten zawodnik wszedł na boisko… minutę wcześniej. Pięć minut później Koulouris trzeci raz wpisał się na listę strzelców, pokonując Kudłę strzałem na długi róg. Chwilę później sędzia zakończył spotkanie.

6.04.2025, Szczecin
Pogoń Szczecin – GKS Katowice 4:0 (1:0)
Bramki: Koulouris (45-k, 49, 87), Łukasiak (82).
Pogoń Szczecin: Cojocaru – Wahlqvist, Loncar, Borges, Koutris (86. Lis), Gamboa, Ulvestad, Kurzawa (80. Smoliński), Przyborek (46. Wędrychowski), Grosicki (81. Łukasiak), Kolouris (88. Paryzek).
GKS Katowice: Kudła – Gruszkowski (62. Galan), Czerwiński, Jędrych, Kuusk (80. Komor), Wasielewski – Drachal (62. Błąd), Kowalczyk, Repka, Nowak (88. Marzec) – Szymczak (62. Bergier).
Żółte kartki: Kowalczyk.
Sędzia: Paweł Raczkowski (Warszawa).
Widzów: 19 938.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Nie schodźcie z obranej drogi

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Co GKS Katowice wraca na swój stadion po nieudanym wyjeździe to wygrywa. Podobnie było tym razem. Po wysokiej porażce w Szczecinie (choć zbyt wysokiej patrząc na samą grę), katowiczanie mieli zmierzyć się z walczącą o życie Puszczą Niepołomice.

W końcówce sezonu takie mecze zawsze są trudniejsze niż – po pierwsze wcześniej, a po drugie – niż wskazywałaby na to tabela. Zazwyczaj drużyny z dołu się po prostu budzą – wcześniej czy później. Nie zawsze i nie wszystkie – te które pobudki nie zrobią lub nie zrobią jej odpowiednio wcześnie – spadają z ligi. Mamy w tym sezonie aż nadto przykładów. Obudziła się Korona – na samym początku rundy wiosennej – i dziś jest praktycznie pewna utrzymania. Niedawno na wysokie obroty wskoczył Radomiak – i choć przegrał ostatnio dwa mecze – również ma niezłą pozycję w tabeli, a przecież startowali od 0:5 do przerwy w Białymstoku. Skazywane na pożarcie Zagłębie Lubin wygrało dwa mecze i znacząco poprawiło swoją sytuację. A Śląsk Wrocław? Ci to dopiero zaczęli grać. Zagrzebani na ostatnim miejscu, pod wodzą Alana Simundzy zaczęli punktować aż miło i po wielu, wielu kolejkach w końcu osiemnaste miejsce opuścili i są na styku jeśli chodzi o bezpieczną strefę!

Zamieszana w walkę o utrzymanie Puszcza również czeka na to przebudzenie. Był jeden moment, w którym wydawało się, że podopieczni Tomasza Tułacza wskoczyli na właściwe tory. Mowa o wygranej w Gdańsku 2:0. Ta wygrana z zespołem z dołu tabeli, ale też dobrze wówczas grającą Lechią, była pewna i wydawało się, że Puszcza może stać się takim Radomiakiem czy Koroną. Nic z tych rzeczy. Co prawda potem zdarzyło się jeszcze zwycięstwo z Piastem, ale poza tym było słabiutko. Sytuację mógł też trochę uratować Puchar Polski, gdzie niepołomiczanie wygrali na Konwiktorskiej, ale potem Pogoń zmiotła ich w półfinale. Tym motywacyjnym drygiem mógł być też uratowany w doliczonym czasie gry z Rakowem remis. Nie wyszło. Puszcza przegrała w Katowicach i choć jest minimalnie nad kreską, czeka ich niebywała i ciężka batalia o pozostanie w lidze. Za tydzień grają z niezłym Radomiakiem, potem mają Pogoń i Lecha, będą też bezpośrednie potyczki ze Stalą i Śląskiem. Oj, nie będzie u Żubrów nudno.

To jednak problemy naszych ligowych rywali. GieKSa z tą walczącą o życie drużyną sobie poradziła i to przegrywając do przerwy. Nawet trener Tułacz – zasadniczo nieszczędzący swoim podopiecznym słów krytyki – dziwił się, że nie było aż takiej determinacji. Za to w Lidze Plus eksperci mówili, że z Puszczą narzucającą swój styl gry, przejąć tę rolę jest trudno – a GieKSie się to udało. Nie da się ukryć, katowiczanie zdominowali rywali i w tym kontekście był to jeden z najlepszych meczów w tym sezonie – no, powiedzmy druga połowa, bo do pierwszej można się przyczepić.

To był pierwszy mecz w obecnych rozgrywkach, w którym GieKSa przegrywała i przechyliła szalę zwycięstwa na swoją korzyść. W 28. kolejce. Dla porównania powiedzmy, że w ostatnich pięciu meczach poprzedniego sezonu, taka sytuacja miała miejsce… trzy razy (z Polonią, Tychami i Wisłą). Dlatego nawet jeśli taka sytuacja zdarza się raz na jakiś czas, to jednak tyle meczów bez odwrócenia ich losów to sporo. W drugą stronę mieliśmy to trzy razy – z Legią, Koroną i Motorem. A jedynymi drużynami, które pozostają bez przechylenia szali na swoją korzyść są Piast, Puszcza, Śląsk, Lechia.

Żeby dołożyć łyżeczkę dziegciu co do wczorajszego spotkania, to trzeba przyznać, że do pewnego momentu aspirowało ono do jednego z najbardziej frustrujących w tym sezonie. Mam tu na myśli taką niemoc, pewnego rodzaju bezsilność, która – wydawało się – może mieć miejsce. Bo jak przegrywaliśmy wysoko, to GieKSa była ewidentnie słabsza. Jak przegrywaliśmy mecze, których nie powinniśmy przegrać, bo graliśmy dobrze, była irytacja i złość. Ale wczoraj to było jeszcze coś innego. GieKSa niby atakowała, niby stwarzała sytuacje, ale ostatecznie wszystko szło w ręce Komara, ewentualnie było niecelne, tak jak strzał Dawida Drachala z początku meczu. Dodatkowo było widać dużą determinację i dynamikę. To nie był chodzony mecz. Z jednej strony można było myśleć, że taka gra daje szansę na pozytywny rezultat, z drugiej te wykończenia były dość mizerne. No i przede wszystkim Puszcza prowadziła po naszym dość dużym błędzie. Więc trzeba było zdobyć nie jedną, a dwie bramki. Niewiadomą było, jak się to wszystko potoczy.

Ta łyżka dziegciu się zdematerializowała, bo ostatecznie GKS w drugiej połowie grał podobnie jak w pierwszej, a dodatkowo wzmocnił ten sposób gry i w końcu zaczęło wychodzić. Czyli wchodzić. Trzy bramki zdobyte po przerwie mają swoją wymowę. Najpierw Alan Czerwiński dosłownie wypatrzył Sebastiana Bergiera, który po prostu nie mógł tego zmarnować. Potem swoje firmowe zagranie zaliczył Bartosz Nowak i Bergi a la „Franek – łowca bramek” (skoro jesteśmy już przy wiślackich porównaniach trenera) podcinką trafił do siatki. Mało się mówi o trzecim golu, a to co zrobił Marcin Wasielewski przecież było bardzo klasowe. Minął rywala delikatnym podbiciem piłki, a potem to podbicie powtórzył nad bramkarzem, wystawiając piłkę do pustej bramki. To było doprawdy doskonałe i jeśli mówimy o Tsubasie Dawida Drachala w jego kapitalnej akcji w pierwszej połowie, to nie można tego japońskiego bohatera kreskówek nie przyrównać do Wasyla, przy czym Wasyl zrobił to błyskawicznie, a nie jak Tsubasa biegł z piłką przez boisko przez pół odcinka okrążając niemal całą kulę ziemską 😉

Swój sposób gry – to było coś, co trener powtarzał w rundzie jesiennej. Można powiedzieć, że jesienią to wychodziło w bardziej spektakularny sposób, choć nadal musimy pamiętać, że dawało to mniej punktów niż obecnie. Ale pod względem wizualnym, spotkanie z Puszczą rzeczywiście pokazało bardzo dużą dominację nad rywalem.

GieKSa jest w środku tabeli dlatego, że… nie zawsze nam wychodzi. Bartosz Nowak ma potencjał na to, by dawać jeszcze więcej. I ostatecznie coś mu w tych meczach zawsze wyjdzie – jakieś idealne podanie i asysta – bo to po prostu bardzo jakościowy zawodnik. Ale tu może być jeszcze lepiej. Sebastian Bergier nastrzelał już trochę tych bramek, ale ich też może być jeszcze więcej. Coraz lepiej prezentuje się Dawid Drachal i jakby tylko udało się wyciągnąć go z Rakowa, byłoby doskonale, bo ten zawodnik to bardzo duży talent. Naprawdę w tej drużynie drzemie spory potencjał. Na ten moment jest bardzo dobrze. A może być jeszcze lepiej. Tylko prośba do trenera – nie schodźcie z obranej drogi. Wychodźcie z założenia, że rozwój jak najbardziej, ale lepsze czasem jest wrogiem dobrego. Można i trzeba ulepszać i poprawiać, ale nie na siłę. Naprawdę jest dobrze.

Osiągnęliśmy magiczną granicę 38 punktów. Można już mieć absolutnie spokojną głowę. GieKSa w przyszłym sezonie będzie grać w ekstraklasie i dalej sławić Katowice w ligowej piłce. Nie mogliśmy sobie wymarzyć na początku sezonu – a już zwłaszcza po pierwszej kolejce z Radomiakiem – w jakim miejscu będziemy na sześć kolejek przed końcem. Pięknie.

A Dawid Abramowicz, ani żaden inny Craciun czy Atanasov nie okazali się Kojiro 😉

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

Budujemy nową twierdzę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W dzisiejszym spotkaniu nasza drużyna pokonała 3:1 Puszczę Niepołomice. Zapraszamy na drugą galerię z tego meczu, którą przygotował dla Was Kazik.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga