Siatkówka
Siatkarska krótka przesunięta – Przeciętny występ siatkarzy GieKSy z Politechniką
STATYSTYKI MECZOWE GKS-u
Czas trwania spotkania – Mecz GKS-u z Politechniką trwał 99 minut, z czego I set 24 min. – II set 24 min. – III set 25 min. – IV set 26 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 18
Ilość zdobytych punktów – GKS 61: Van Walle 14, Sobański 14, Kapelus 10, Krulicki 8, Butryn 6, Pietraszko 5, Kalembka 3, Falaschi 1.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 22: Sobański 9, Krulicki 5, Pietraszko 3, Van Walle 3, Butryn 1, Falaschi 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 17: Sobański 8, Van Walle 7, Krulicki 4, Kapelus 2, Pietraszko 2, Fijałek -1, Stelmach -1, Stańczak -1, Butryn -3.
Ilość zagrywek – GKS 80: Sobański 20, Kapelus 13, Pietraszko 11, Krulicki 8, Falaschi 8, Van Walle 7, Butryn 4, Kalembka 4, Fijałek 4, Stelmach 1.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 18: Kapelus 4, Krulicki 3, Butryn 3, Kalembka 2, Pietraszko 2, Sobański 2, Falaschi 1, Van Walle 1.
Ilość asów serwisowych – GKS 5: Sobański 4, Pietraszko 1.
Ilość przyjęć – GKS 81: Sobański 42, Stańczak 17, Kapelus 14, Stelmach 3, Krulicki 2, Kalembka 2, Pietraszko 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 4: Kapelus 1, Stelmach 1, Sobański 1, Stańczak 1.
Procent przyjęcia dokładnego (perfekcyjne oraz dobre) – GKS 51%: Pietraszko 100%, Kapelus 57%, Stańczak 53%, Krulicki 50%, Sobański 50%, Stelmach 33%, Kalembka 0%.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 27%: Krulicki 50%, Kapelus 36%, Sobański 29%, Stańczak 24%, Kalembka 0%, Pietraszko 0%, Stelmach 0%.
Ilość ataków – GKS 99: Kapelus 21, Butryn 20, Van Walle 19, Sobański 19, Pietraszko 7, Krulicki 6, Kalembka 5, Fijałek 1, Stelmach 1.
Ilość błędów w ataku – GKS 10: Van Walle 3, Kapelus 2, Sobański 2, Butryn 1, Kalembka 1, Fijałek 1.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 12: Butryn 5, Van Walle 3, Krulicki 1, Kapelus 1, Pietraszko 1, Sobański 1.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 44: Van Walle 11, Kapelus 9, Sobański 8, Butryn 6, Krulicki 4, Kalembka 3, Pietraszko 3.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 44%: Krulicki 67%, Kalembka 60%, Van Walle 58%, Kapelus 43%, Pietraszko 43%, Sobański 42%, Butryn 30%, Fijałek 0%, Stelmach 0%.
Ilość bloków punktowych – GKS 12: Krulicki 4, Van Walle 3, Sobański 2, Falaschi 1, Kapelus 1, Pietraszko 1.
Zawodnicy GKS-u dobrze weszli w mecz prowadząc nawet przez pięć akcji (4:5), ale im dalej w las… Od momentu wyjścia na prowadzenie gospodarzy, tak naprawdę już nie nawiązaliśmy walki w tym secie. Mieliśmy duże problemy w ataku oraz w ogóle nie funkcjonowała gra blok-obrona. Swoje zrobiła też słaba zagrywka. Politechnika systematycznie powiększała swą przewagę, od 8:6, poprzez 14:11, dalej 16:12, 18:13 i 23:17, aż do końca 25:18. Skuteczność w ataku procentowo wyszło bardzo słabo w naszym wykonaniu – GKS miał 32%, a Inżynierowie 68% – choć punktowo aż tak źle znów nie było, bo „tylko” 10:13 dla Politechniki. GieKSa miała tylko 2 asy serwisowe, a gospodarze za to 2 bloki, a więc na remis i obie ekipy słabo w tych elementach. Błędy własne, tym daliśmy sporą pożywkę miejscowym – GKS aż 10, przy 6 miejscowych. Przyjęcie dość wyrównane po obu stronach – dokładne na poziomie 48% do 50%, a perfekcyjne na poziomie 30% do 21%. Nie było u nas gracza, który by wziął na swe barki zdobywanie punktów. Zaciął się Butryn, który na 12 ataków skończył zaledwie 3, czyli 25%.
Drugiego seta bardzo źle zaczęliśmy, bo od wyniku 3:0 dla warszawian i gra wciąż pozostawiała wiele do życzenia. Owszem zdarzały się pojedyncze dobre akcje, ale częściej zdarzały się krótkie przestoje w grze (było takich aż 5), które Politechnika wykorzystywała natychmiast i powoli powiększała swą przewagę, niż jakaś seria na naszą korzyść (taka była tylko jedna w tym secie i to tylko trzypunktowa!). Jak w takich okolicznościach liczyć na wyrównaną grę, że o odrabianiu strat nie wspomnę. Tak po prawdzie mówiąc kolokwialnie, przez taką grę dość szybko było „posprzątane” – 13:6, 17:9 i 20:11. Skuteczność w ataku o dziwo procentowo lepsza u nas – GKS miał 53%, a Politechnika 48% – ale w punktach przegraliśmy minimalnie 10:11. Mało było kontr, to i taki potem wynik wychodzi. Politechnika miała po 4 asy i bloki, a GKS tylko 3 bloki, więc tu widać nasze straty. Błędy własne tym razem mniej, ale i tak dołożyliśmy dwa oczka rywalom – GKS miał ich 6 przy 4 Inżynierów. Przyjęcie u nas spadło i to mocno – dokładne na poziomie 38% do 50%, a perfekcyjne na poziomie 19% do 21%. Punktowanie znów rozłożyło się na całą drużynę, ale było z tego zaledwie 13 oczek.
Po dziesięciominutowej przerwie znów źle zaczęliśmy (4:1) i wydawało się, że może to być ostatnia partia w tym meczu. Na szczęście dość szybko sytuacja się poprawiła i wyjściu na prowadzenie 6:8 oraz chwilowej wyrównanej grze, wykorzystaliśmy duży przestój w grze gospodarzy. Wszystko zaczęło się od stanu 11:10 dla warszawian, gdy siatkarze Politechniki wpadli w jakąś czarną dziurę i następny punkt po własnej skutecznej akcji zdobyli dopiero przy wyniku… 14:21 dla naszego zespołu! W tym okresie Inżynierowie popełnili tylko 3 błędy własne, więc tak dobry wynik dla GieKSy wziął się ze znacznie lepszej gry w wykonaniu naszej drużyny i stąd też tak wysoka wygrana w tym secie. Skuteczność w ataku procentowo znacznie lepsza po naszej stronie – GKS 46%, a Politechnika 33% – ale nie dało to jakiejś znaczącej przewagi, bo wyliczono tylko 11:9 dla GKS-u. Różnicę zrobiliśmy w grze na siatce – w asach i blokach było 10:3 dla GieKSy. Błędy własne prawie na remis – GKS miał 5, a gospodarze 4. Przyjęcie znacznie lepsze w naszej drużynie – dokładne na poziomie 53% do 33%, a perfekcyjne na poziomie 33% do 14%. W ataku najlepiej zaprezentował się Sobański, zdobywca 7 oczek, przy 57% skuteczności.
Niestety w czwartej partii wróciliśmy do gry z dwóch pierwszych setów. Już od początku byliśmy na minusie (6:2) i znów trudno myśleć o odrabianiu strat, gdy nie ma prawie wcale serii punktowych (tym razem były tylko dwie i tylko dwupunktowe) na naszą korzyść. Do tego doszła spora liczba błędów własnych i taki potem jest tego efekt końcowy. Skuteczność w ataku była wysoka po obu stronach – GKS 52%, a Politechnika aż 64% – ale ponownie w punktach nie miało to wielkiego przełożenia, bo tylko 13:14. W asach i blokach też przeciętnie i bez większej różnicy – 2:3 dla gospodarzy. Błędy własne, tu było za dużo, bo aż 8 po stronie GKS-u, przy tylko 4 Inżynierów. Przyjęcie bardzo dobre z obu stron – dokładne na poziomie 64% do 62%, a perfekcyjne na poziomie 27% do 38%. W ataku całą grę trzymał nam Van Walle, który na 9 akcji skończył ich aż 7 (czyli 78% – rewelacja) i do tego dołożył 2 bloki punktowe. Zabrakło wsparcia przyjmujących, że o środkowych nie wspomnę.
Ogólnie zagraliśmy bardzo przeciętne zawody, z jednym bardzo dobrym setem i tyle. To była już trzecia porażka w lidze z warszawianami i teraz aby wywalczyć sobie to 9 miejsce, musimy dziś w Spodku pokonać Politechnikę 3:0 lub 3:1 i jeszcze wygrać takiego dodatkowego „złotego” seta (taki ponadplanowy tie-break). Swoją drogą to jest trochę głupi regulamin, bo (już pomijam spotkania o niższe lokaty) w walce o medale mistrzostw Polski, można przegrać ostatnie spotkanie i wygrać całą rywalizację, jeszcze w trakcie trwania tego meczu! Toż to absurd kompletny. Istotą play-offu jest przecież wygrywanie i zwycięzcą powinna być drużyna wygrywająca ostatni mecz, a takie dwumecze to są dobre w europejskich pucharach. Miejmy nadzieję, że ktoś pójdzie po rozum do głowy i przywróci klasyczny play-off. Teraz końcowe liczby meczu w Warszawie. Skuteczność w ataku dobra po obu stronach – GKS miał 44%, a Politechnika 52% – w punktach wyszło 44:47. W asach lepszy GKS 5:4, a w blokach remis po 12. Łącznie punktacja po skończeniu własnych akcji to 61:63 dla Inżynierów, a więc nie było jakiejś sporej różnicy. Błędy własne – GKS aż 29 w tym 18 w zagrywce, przy tylko 18 Politechniki – widać jak na dłoni, że tu mecz został przegrany. Przyjęcie lepsze po naszej stronie – dokładne na poziomie 51% do 47%, a perfekcyjne na poziomie 27% do 23% – ale nie miało to kompletnie żadnego przełożenia na wynik. Najrówniej grającym siatkarzem w naszym zespole był bez wątpienia Rafał Sobański, który zdobył 14 punktów, na 19 ataków skończył tylko 8 (42% skuteczności, szkoda, że wciąż tak przeciętna) oraz miał 4 asy serwisowe i 2 bloki punktowe. Za trzecią partię należy też pochwalić Gerta Van Walle, co nie robiliśmy zbyt często w tym sezonie, łącznie na 19 ataków skończył 11 piłek (58%) i dorzucił 3 bloki.
Zamykamy temat meczu w Warszawie i szykujemy się na pożegnanie sezonu w Spodku!
ŁĄCZNE STATYSTYKI MECZOWE GKS-u – po 31 meczach (123 sety)
Czas trwania spotkań – Mecze GKS-u z trwały 3177 minut, z czego I set 816 min. – II set 812 min. – III set 833 min. – IV set 492 min. – V set 224 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 796: zagrywka 487, atak 200, siatka + inne 109.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 818: zagrywka 501, atak 231, siatka 29, inne 57.
Ilość zdobytych punktów – GKS 1900: Butryn 466, Kapelus 375, Sobański 266, Kalembka 201, Krulicki 191, Van Walle 170, Błoński 91, Pietraszko 69, Falaschi 47, Fijałek 13, Stelmach 11.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 639: Butryn 155, Kapelus 96, Kalembka 85, Sobański 85, Krulicki 72, Van Walle 45, Błoński 36, Pietraszko 27, Falaschi 22, Fijałek 9, Stelmach 7.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 1261: Butryn 311, Kapelus 279, Sobański 181, Van Walle 125, Krulicki 119, Kalembka 116, Błoński 55, Pietraszko 42, Falaschi 25, Fijałek 4, Stelmach 4.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 755: Butryn 240, Kapelus 189, Krulicki 109, Van Walle 86, Kalembka 71, Sobański 61, Pietraszko 17, Falaschi 16, Błoński 9, Stelmach 3, Fijałek -4, Mariański -16, Stańczak -26.
Ilość zagrywek – GKS 2703: Kalembka 399, Kapelus 368, Krulicki 360, Sobański 352, Butryn 346, Falaschi 315, Van Walle 169, Pietraszko 158, Błoński 136, Fijałek 76, Stelmach 24.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 501: Kalembka 93, Sobański 75, Butryn 74, Krulicki 54, Pietraszko 45, Kapelus 44, Błoński 38, Van Walle 32, Falaschi 27, Fijałek 15, Stelmach 4.
Ilość asów serwisowych – GKS 164: Butryn 35, Kalembka 28, Sobański 26, Kapelus 22, Pietraszko 12, Krulicki 11, Van Walle 11, Błoński 9, Falaschi 7, Fijałek 2, Stelmach 1.
Ilość przyjęć – GKS 2273: Sobański 740, Kapelus 616, Stańczak 324, Mariański 257, Błoński 244, Stelmach 32, Kalembka 19, Krulicki 16, Falaschi 10, Pietraszko 8, Butryn 5, Fijałek 2.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 145: Sobański 47, Kapelus 36, Stańczak 26, Mariański 16, Błoński 11, Falaschi 3, Krulicki 2, Stelmach 2, Kalembka 1, Butryn 1.
Przyjęcie negatywne – GKS 580: Sobański 210, Kapelus 150, Stańczak 79, Błoński 62, Mariański 54, Stelmach 9, Falaschi 5, Krulicki 5, Kalembka 3, Butryn 1, Pietraszko 1, Fijałek 1.
Przyjęcie perfekcyjne – GKS 462: Sobański 162, Kapelus 105, Mariański 75, Stańczak 70, Błoński 39, Kalembka 4, Krulicki 4, Stelmach 3.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 20%: Mariański 29%, Krulicki 25%, Sobański 22%, Stańczak 22%, Kalembka 21%, Kapelus 17%, Błoński 16%, Stelmach 9%, Butryn 0%, Falaschi 0%, Pietraszko 0%, Fijałek 0%.
Ilość ataków – GKS 3183: Butryn 806, Kapelus 761, Sobański 533, Van Walle 331, Kalembka 229, Krulicki 214, Błoński 185, Pietraszko 65, Falaschi 40, Stelmach 14, Fijałek 5.
Ilość błędów w ataku – GKS 231: Butryn 70, Kapelus 46, Sobański 37, Kalembka 22, Van Walle 22, Błoński 16, Krulicki 12, Pietraszko 5, Fijałek 1.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 268: Butryn 81, Kapelus 60, Sobański 46, Van Walle 30, Błoński 17, Kalembka 14, Krulicki 14, Stelmach 2, Pietraszko 2, Fijałek 1, Falaschi 1.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 1440: Butryn 383, Kapelus 322, Sobański 211, Van Walle 146, Krulicki 118, Kalembka 115, Błoński 75, Pietraszko 44, Falaschi 19, Stelmach 5, Fijałek 2.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 45%: Pietraszko 68%, Krulicki 55%, Kalembka 50%, Falaschi 48%, Butryn 48%, Van Walle 44%, Kapelus 42%, Błoński 41%, Sobański 40%, Fijałek 40%, Stelmach 36%.
Ilość bloków punktowych – GKS 296: Krulicki 62, Kalembka 58, Butryn 48, Kapelus 31, Sobański 29, Falaschi 21, Pietraszko 13, Van Walle 13, Fijałek 9, Błoński 7, Stelmach 5.
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 29: Sobański 6, Krulicki 6, Kalembka 5, Błoński 4, Butryn 3, Pietraszko 2, Falaschi 1, Van Walle 1, Stelmach 1.
MVP – GKS 13: Butryn 4, Kapelus 4, Sobański 2, Błoński 1, Kalembka 1, Falaschi 1.
Piłka nożna
Górak: Powrót króla na złote miejsce
Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.
Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.
Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak: Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.
Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak: To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.
Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.
Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.
Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak: Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.
Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak: Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.
Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak: Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.
Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.
Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak: Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.
Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.
Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.
Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.
GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.
Felietony Piłka nożna
Post scriptum do Jagi i Cracovii
Miniony tydzień był dla naszej redakcji bardzo pracowity. Dwa wyjazdowe mecze w ciągu kilku dni to operacja logistyczna i organizacyjna. Myślę jednak, że podołaliśmy. Wszystko w imię GieKSy. Zapraszamy do zobaczenia wyjazdów do Białegostoku i Krakowa okiem redakcji. A teraz mamy dwa tygodnie przerwy od piłki i czekamy na Wisłę Płock. Niech teraz koledzy z sekcji hokejowej przejmują pałeczkę, bo przed GieKSą bardzo ważne wyzwanie.
1. Białystok przekładany był dwa razy. Za trzecim w końcu mecz doszedł do skutku, ale wiadomo – że był to środek tygodnia, wtorek godzina dziewiętnasta. W związku z tym z redakcji pojechaliśmy we dwójkę: ja i Misiek, ale w samochodzie jechało nas pięciu.
2. Wyjazd z Katowic był gdzieś po dziesiątej. Ładna pogoda, to i droga mijała szybko. Na ten jeden z najdalszych wyjazdów w sezonie.
3. Po kilku godzinach byliśmy na Podlasiu. Czas mieliśmy tak dobry, jak chyba nigdy wcześniej, bo było nieco po piętnastej. Postanowiliśmy więc skierować swoje kroki do Gospody Podlaskiej, znanej nam z poprzedniego sezonu, a mi jeszcze dodatkowo z wyjazdu na ten niedoszły mecz w listopadzie.
4. Miejscówka godna polecenia – na samym Rynku. Zaparkowaliśmy jakimś cudem praktycznie tuż pod tym lokalem. Wówczas byliśmy w niedzielę, więc były tłumy. Teraz – w środku tygodnia o piętnastej – niemal pustki.
5. No to wzięliśmy się za solidne jedzenie. Ja zamówiłem rosół z pielmieni, mielone na patyku i kartacza, Patryk mega xxl schaboszczaka, a reszta ekipy placki. Było to solidne jadło przed meczem.
6. W samej knajpie sporo było ciekawych elementów, jak ta stara przymocowywana maszynka do mielenia czy… czerwona gitara. Czy obrazek z Samych Swoich. W sympatycznej atmosferze oczekiwaliśmy spotkania.
7. Nadal mając jeszcze dużo czasu zrobiliśmy spacer po rynku. Weszliśmy do wielkiego kościoła – w zasadzie Bazyliki Mniejszej WNP. Imponujący obiekt. Można było się na chwilę wyciszyć przed nadchodzącym zgiełkiem.
8. Napis Białystok na kółkach, przesuwany jest. Pamiętam, że w listopadzie był w innym miejscu, teraz bliżej stricte Rynku. Rekwizyt popularny do robienia sobie przy nim zdjęć. O ile to można nazwać rekwizytem.
9. Wróciliśmy do samochodu i czas było zbierać się na stadion. Oczywiście – jak często to ostatnio bywa – na drodze widzieliśmy autobus z drużyną. Śmiesznie wyszło, bo robiłem zdjęcie jakiegoś grafa i coś zielonego mi przed nosem przejechało i przeszkodziło.
10. Wkrótce byliśmy pod stadionem. Przejechaliśmy skręt, więc musieliśmy go objechać, ale zaprowadziło nas to prosto do bramy wjazdowej, którą dobrze pamiętaliśmy w lutego i listopada poprzedniego roku. Samochód zostawiliśmy na parkingu i poszliśmy odebrać akredytacje.
11. Udaliśmy się na stadion, gdzie na wejściu przeszukuje się także dziennikarzy (rzadkość). I można było pobuszować po stadionie. Poszliśmy do stanowiska z klubowymi gadżetami, jednego, a później drugiego na VIP-ach. Do meczu pozostawało jeszcze sporo czasu, więc trybuny świeciły pustkami. A cały dzień był słoneczny, więc i temperatura była przystępna.
12. Potem przyszedł czas na herbatkę w sali konferencyjnej. Komentatorzy Canal Plus – Gabriel Rogaczewski i Tomasz Wieszczycki dywagowali, jak będzie wyglądać to spotkanie i wietrzyli – zgodnie z logiką ekstraklasy – przełamanie Jagiellonii.
13. Udaliśmy się na prasówkę, na dobrze nam znane miejsca. Stanowisko prasowe przyjemne, bez rewelacji, ale wystarczające. Jest dziurka na kable, solidny blat i… niepotrzebna szybka między blatami konkretnych stanowisk. W zamierzeniu służy oddzieleniu dziennikarzy, żeby mieli większy komfort. W praktyce – jest to utrudnienie w obserwacji meczu, bo głowa odruchowo tę szybę chce ominąć, patrząc na boisko. A widoczność? Bez zarzutu.
14. Przed meczem odbyła się uroczystość wręczenia trenerowi Siemieńcowi tablicy upamiętniającej jego 100 meczów w Jagiellonii. Kibice w Białymstoku go kochają. Skandują jego nazwisko często, skandowali i teraz. Trudno się dziwić.
15. Wkrótce rozpoczął się mecz. Gospodarze szybko objęli prowadzenie w sytuacji, w której nikt się tego nie spodziewał. Piłkarze o nazwisku Pozo mieli swój moment, dzień wcześniej Jose z Pogoni trafił dwa razy, teraz Alex tak odbił piłkę głową, że ta ku zaskoczeniu wszystkich wpadła do siatki.
16. Drugi raz pokonała nas legenda Jagi Taras Romanczuk. Piłkarz wiosną zeszłego roku strzelił zwycięskiego gola, teraz trafił do szatni, dając swojej drużynie prowadzenie 2:0.
17. Kibice Jagi bardzo głośno dopingowali, Katowiczanie na sektorze gości też odgryzali się, mimo, że byli w liczbie niemal czterokrotnie niższej niż w listopadzie na niedoszłym meczu.
18. Humor w przerwie był kiepski. Na szczęście można go było sobie poprawić na VIP-ach, gdzie było pyszne jedzonko. W sumie to można było tam zostać, ale zaraz była druga połowa. Co ciekawe, miejsce to miało klimat, jak dyskoteka, taka była gra świateł. Ciekawa opcja.
19. W drugiej połowie GKS dążył do zdobycia bramki. Gra wyglądała dużo lepiej. W końcu Erik Jirka trafił do siatki notując swoje pierwsze trafienie w barwach GieKSy. Na wyrównanie niestety nie starczyło czasu.
20. GieKSa przegrała drugi mecz w Białymstoku i na razie to się układa tak, że u siebie GieKSa wygrywa – dwa razy, a na Podlasiu triumfuje Jaga. W tym sezonie czeka nas jeszcze mecz ligowy na Nowej Bukowej. Chcielibyśmy, by ta passa była podtrzymana.
21. Po meczu tradycyjna nagrywka i trzeba się było zbierać na konferencje prasową. Dziennikarze Jagiellonii wniebowzięci, cieszyli się. A my ze skwaszonymi minami robiliśmy swoje materiały, galerie itp.
22. Trener Górak starał się wyciągnąć pozytywy i była nimi dla niego ta druga połowa. Fakt, Katowiczanie nie załamali się dwubramkową stratą, tylko grali swoje i częściowo udało im się je odrobić.
23. Za to Adrian Siemieniec na moje pytanie o Puchar Polski zażartował, że teraz to oni są drudzy, skoro z nami przegrali. Nie tak szybko – Jaga będzie druga, jak GieKSa zdobędzie Puchar Polski. O tym wszyscy marzymy, a finalista pucharu przecież kiedyś w Europie występował, później zmieniono ten przepis.
24. Zostaliśmy jeszcze chwilę na sali i trzeba się było zbierać w długą podróż do Katowic. My tego wieczoru byliśmy niepocieszeni, ale co mieli powiedzieć kibice Bodo Glimt, którzy zaszli tak niesamowicie daleko w Lidze Mistrzów i w rewanżu ze Sportingiem roztrwonili trzybramkową przewagę z pierwszego meczu przegrywając 0:5.
25. Droga powrotna zajęła nam około pięć godzin. Myślałem, że będzie się dłużyć, tymczasem jakoś to przeleciało. W Katowicach byliśmy gdzieś przed czwartą. Trzeba było szybko iść spać, bo wkrótce miał nastać nowy dzień. A już w sobotę czekał nas mecz z Cracovią.
—-
26. Do Krakowa wybraliśmy się już w mocniejszym składzie, bo aż 5-osobowym. To znaczy 4 osoby z Katowic plus Marcin, który dotarł na własną rękę. Dzięki temu mogliście obejrzeć aż trzy fotogalerie z tego spotkania.
27. Dobrze, że po Białymstoku kolejny wyjazd był tak niedaleki. Można było i się wyspać, i potem w miarę wcześnie wrócić. Wyjeżdżaliśmy więc 11-12 zbierając osoby po drodze i ruszyliśmy do Małopolski. Oprócz wspomnianego Marcina pojechaliśmy w składzie: Werka, Flifen, Misiek i moja skromna osoba.
28. Pogoda była piękna, wiosenna. W samochodzie było co prawda nagrzane, natomiast na zewnątrz trochę chłodek był. Dawał się on potem we znaki – głównie w postaci wiatru – zarówno osobom na murawie, jak i nam – na koronie stadionu.
29. Droga przebiegła szybko i sprawnie. Godzinka i byliśmy w Krakowie. Zastanawialiśmy się, jak to będzie z tą całą „strefą czystego transportu”. Ale załatwiliśmy niezbędne pozwolenia i mogliśmy do centrum Krakowa wjechać.
30. Natrudziliśmy się, jeżeli chodzi o wjazd na obiekt. Nie wpuszczono nas na parking, mimo że w poprzednim sezonie zarówno na mecz z Cracovią, jak i Puszczą to miejsce parkingowe było dostępne. No nic, zaparkowaliśmy pod stadionem.
31. Potem zaczęła się jednak trochę farsa. Pierwsza rzecz – akredytacje. W poprzednim sezonie odbierało się je w jednej z budek/kas od strony ulicy Kałuży. I rzeczywiście, był napis akredytacje. Tyle, że pani powiedziała, że to są jakieś inne akredytacje. Cokolwiek to znaczy. A my mamy się kierować na drugą stronę stadionu – od ulicy Kraszewskiego.
32. Zaczęliśmy więc obchodzić stadion, przy czym rozdzieliliśmy się – Misiek i Werka poszli, a mnie z Flifenem zatrzymała kiełbasa. Mieliśmy ją w planie, ale skoro już przechodziliśmy obok grilla, stwierdziliśmy, że skonsumujemy ją teraz, żeby potem nie tracić czasu.
33. Kiełbaska solidna. Mogłaby być nieco bardziej przypieczona, ale była smaczna. Więc godnie. W atmosferze wiosennej, ładnej pogody i zbliżającego się meczu wuszcik zawsze na propsie.
34. Wracając do wspomnianej farsy. Zaczęliśmy ten stadion faktycznie obchodzić. To co się działo na ulicy Focha, czyli tej najgłówniejszej przy stadionie, wołało o pomstę do nieba. Najpierw przejeżdżały autokary, ale chyba opróżnione już z kibiców GieKSy. I policjant nie pozwolił przejść WZDŁUŻ stadionu. Tu był kordon. Potem drugi nie pozwalał przejść na drugą stronę ulicy. Musieliśmy czekać. Najlepsze jest to, że między jednym, a drugim kordonem na dwóch końcach tej krawędzi stadionu, normalnie chodzili sobie kibice.
35. W końcu przeszliśmy na drugą stronę, ale chcieliśmy też zahaczyć o sklep klubowy. Policjant znów nie pozwalał przejść, ale nagle ludzie zaczęli przechodzić i tyle.
36. Absurdalne jest to, że blokowali całościowo to miejsce, podczas gdy kompletnie nic się tam nie działo i nie było zagrożenia. Co oni wymyślili – nie wiem.
37. W sklepiku klubowym zakupiłem proporzec, to taka tradycja powoli. Warto mieć swoje prywatne muzeum. Jakiś gościu długo stał przy kasie, bo wysyłał kartkę do kogoś na świecie. Ciekawa i miła opcja.
38. W końcu dotarliśmy za siódme góry i siódme rzeki na ten drugi koniec stadionu. Była tam budka i akredytacje odebraliśmy. Skierowaliśmy się do bramy technicznej stadionu i weszliśmy na obiekt. Ufff.
39. Ostatecznie znów byliśmy bardzo długo przed meczem, więc te wszystkie perypetie nie spowodowały jakiegoś uszczerbku na naszym czasie i standardowych przygotowaniach do spotkania. Tyle dobrze.
40. Nieoczekiwanie weszliśmy bezpośrednio na salę konferencyjną. Przyznam, że jedną z lepszych. A już znakomite wrażenie robi ściana z proporczykami rywali Cracovii. Wygląda to po prostu przepięknie. To, jak udekorowane są niektóre sale konferencyjne, to mistrzostwo. Ogólnie – dużo stolików i siedzeń. Czysto, Schludnie. Bardzo przyjemnie.
41. Miejsce z powiedzmy cateringiem już nie przystaje do tej sali… To znowu jest jakieś brzydkie i miałkie. Dodatkowo herbata jest już gotowa w tych warnikach, a nie po prostu gorąca woda i że samemu można sobie zrobić herbkę. Dodam, że w przerwie podobno były jakieś kanapki, ale dziennikarze jak hieny rzucają się na nie zazwyczaj tak szybko, że jak ja przychodzę, to już nic nie ma.
42. Z naszej winy nie umieliśmy dostać się do miejsca, gdzie wchodzi się na media. Wchodziliśmy wszędzie, na jakieś vipy, do mixed zony. Próbowaliśmy bowiem przejść wnętrzem stadionu, a to było zgubne.
43. W końcu dotarliśmy do drzwi wejściowych i windą wjechaliśmy na górę. Później pokonywałem ten trakt kilkukrotnie, m.in. wybierając się znów poza stadion po nachosy, bo tej kiełby było nam za mało.
44. W końcu znaleźliśmy się na prasówce. Byłem tu w tym 2013 roku, kiedy GieKSa w przenikliwym zimnie (podobno) grała i przegrała. Rok temu nie dane mi było być świadkiem spektakularnej wygranej 4:3, jak i 6:0 z Puszczą. Miałem okazję natomiast oglądać poczynania Cracovii i Lecha.
45. I co mogę powiedzieć… Prasówka ta jest doskonała. Widok – fenomenalny. Blaty, kapitalne. Jest prąd, jest internet. Wszystko, co potrzeba, by w komforcie relacjonować mecz. Nie ma co gadać, być może jest to najlepsza prasówka w Polsce. Jak i cały stadion – trzeba przyznać – jest doskonały.
46. Jeszcze przed meczem przeszedłem się górą, żeby obadać, czy czegoś ciekawego tam nie ma. Przyznam, że jak spojrzałem jak ultrałatwo jest dostać się na dach, to nie dziwię się, że kibice Widzewa to wykorzystali. Oczywiście oni mieli nieco trudniejszy dostęp, bo trybuna z sektorem gości jest wyższa. Ale wyszło bardzo ciekawie. Jakkolwiek sam nie jestem zwolennikiem akcji chuligańskich, to cała ta sytuacja była naprawdę oryginalna i zabawna.
47. Nie pozostawało nic, jak czekać na mecz. Kibice gości powoli zapełniali sektor, wkrótce zaczęli się też schodzić gospodarze. Czekało nas – mieliśmy nadzieję – ciekawe piłkarskie widowisko.
48. GieKSa dominowała w pierwszej połowie, ale nie umiała tego udokumentować bramką. Cracovia natomiast kompletnie nie zagroziła bramce Strączka.
49. Dodam tylko, że sporo się mówiło o podyktowanym karnym dla krakowian, w wyniku ręki Klemenza. Ogólnie jednak nie było to podnoszone jako jakiś wielki skandal. Lukas tę rękę wystawił i sędzia miał argumenty.
50. Brak czerwonej kartki dla Klicha na początku meczu to jednak duża pomyłka sędziego. Alfa i omega polskiego sędziowania, czyli Adam Lyczmański, orzekł, że powinna być czerwień.
51. Kibice obu drużyn głośno dopingowali. Ze strony kibiców Cracovii padały stwierdzenia, że GieKSa była jedną z najgłośniejszych ekip, jakie w ostatnich latach zawitały na Kałuży.
52. Mecz był ostatecznie totalnym paździerzem, ale GieKSa powinna go wygrać. Niestety nie była zbyt zdecydowana w ofensywie, a Cracovia wykorzystała jeden błąd i strzeliła bramkę.
53. Wierzyliśmy do końca, że wynik meczu ulegnie zmianie, ale niestety. Przegraliśmy to spotkanie i jak niepyszni opuszczaliśmy prasówkę udając się na konferencję.
54. Pamiętam czasy z pierwszej czy drugiej ligi, kiedy trener Górak był po niektórych meczach mocno zdenerwowany. W ekstraklasie sobie takiej sytuacji nie przypominam. Widać po mowie ciała i postawie szkoleniowca, kiedy jest wybitnie wk..iony, a jednocześnie stara się to opanować. W trakcie konferencji gdy był zobowiązany odpowiadać na pytania, musiał robić dobrą minę do złej gry i włączać trochę dyplomacji, więc ten odczuwalny w atmosferze poziom napięcia nieco spadł.
55. Luka Elsner coraz lepiej mówi po polsku. Po konferencji zażartował sobie do dziennikarzy Cracovii: „To może na piwko?”. Ogólnie sympatyczny człowiek, choć ostatnio też mu nerwy puściły, gdy chciał odchodzić z Cracovii.
56. Oczywiście dziennikarze Cracovii szczęśliwi i z ulgą. Były śmiechy i śpiewki pod nosem. Ale też dało się wyczuć trochę sarkazmu w zdaniach, że teraz idą na puchary. Tutaj nie było widać typowo widzewskiej napinki.
57. Wszystkim się spieszyło, więc mieliśmy plan zaraz po konfie zbierać się do domu i w aucie robić materiały. Stracił się jednak gdzieś Flifen, więc udało nam się je dokończyć na sali.
58. Wynikła z tego przedziwna sytuacja, bo Flifen niby czekał na wywiad, a my mieliśmy informację, że autokar z piłkarzami już wyjeżdża nie tylko ze stadionu, ale i z Krakowa. Zastanawialiśmy się, czy Filip podczas wywiadu po prostu nie zauważył, że wszedł z piłkarzami do środka i odjechał w siną dal. Dodatkowo nie było z nim kontaktu.
59. Postanowiliśmy się zebrać i ruszyć do auta. Okazało się, że wywiad jest w toku. Jak to możliwe? Ano Mateusz Wdowiak został w Krakowie i to jego złapał nasz reporter. Dlatego tak śmiesznie wyszło.
60. Ruszyliśmy niepocieszeni do Katowic. Tyle dobrze, że po takim meczu nie czekała nas długa podróż powrotna. W Katowicach byliśmy około 19:30.
61. Teraz przerwa reprezentacyjna. Trzymamy kciuki za awans reprezentacji Polski do Mistrzostw Świata. Wygrać z Albanią, pokonać Shehu, a potem finał. Do boju Polska!
62. A za dwa tygodnie gramy z Wisłą Płock. I jak teraz mieliśmy trochę oddechu, to pojedynek z piłkarzami Mariusza Misiury będzie znów mega ważnym starciem.





































































Najnowsze komentarze