Dołącz do nas

Piłka nożna

Solidny Klemenz, zagadka Midzierski i boczni do wymiany

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przegląd formacji kontynuujemy przyjrzeniem się obronie GKS Katowice w rundzie jesiennej sezonu 2017/18. Można powiedzieć, że to właśnie w trzeciej linii doszło do największych roszad. Pamiętamy bowiem, że w zeszłym sezonie prezentowała się ona zazwyczaj tak: Czerwiński – Kamiński, Prażnovsky – Abramowicz. Trzech z nich odeszło z GKS przed sezonem, pozostał tylko popularny Kamyk. Dlatego też w obecnych rozgrywkach mogliśmy oglądać całkowicie nowe zestawienie.

W 19 meczach ligowych GKS Katowice stracił 24 bramki. Pisaliśmy o zaledwie trzech czystych kontach bramkarzy. Umówmy się, że jesień nie była wybitną grą formacji defensywnej, mnóstwo było błędów, niedokładności, a czasem niechlujstwa. Do tego doszło aż siedem sprokurowanych rzutów karnych, wszystkie wykorzystane przez rywali.

Prawa obrona
Na tę pozycję ściągnięty został Tomasz Mokwa. Zawodnik z doświadczeniem ekstraklasowym miał godnie zastąpić Alana Czerwińskiego. Niestety jego debiut w meczu ligowym z Pogonią był iście dramatyczny. Pisaliśmy o nim „źle się ustawiał, popełniał techniczne błędy. W pierwszej połowie dał się tak wyprzedzić na kilkunastu metrach, że aż oczy bolały, jakby miał kulę u nogi. W pamięci mamy też przerzut rywali na lewą stronę, a Mokwa w tym czasie zmierza do środka boiska. Przy drugiej bramce rywali, zaliczył asystę”. Niestety w kolejnych meczach nie było wiele lepiej. O ile z Miedzią w drugiej połowie było umiarkowanie przyzwoicie, to z Puszczą znów była tragedia. Te trzy mecze spowodowały, że w dalszej części rundy zawodnik nie pojawił się na boisku ani na minutę. Naprawdę to był duży wyczyn, że w trzech meczach, w których zagrał dostał od nas notę 7,5. W sumie…

Trener Piotr Mandrysz zdecydował się więc odkurzyć Adriana Frańczaka. Zawodnik już dostał szansę z Siarką, ale dopiero w Częstochowie zagrał w meczu ligowym. Spisał się dobrze i w nagrodę zagrał także z Chojniczanką. To był najlepszy mecz zawodnika w tej rundzie, był aktywny w ofensywie, w obronie nie popełniał błędów, zaliczył asystę przy golu Kędziory. Od tego momentu zawodnik już do końca jesieni był już podstawowym zawodnikiem, grając każdy mecz od początku do końca, z wyjątkiem pojedynku z Łęczną. Jego postawa jednak była różna. Niestety kilka dni po meczu z Chojniczanką, zawodnik rozegrał słabe zawody z Odrą. Przestał istnieć w ofensywie, nawet w pojedynku z tak słabym wówczas rywalem, jak Wigry nie zaznaczył swojej obecności. Z Zagłębiem Sosnowiec również było fatalnie, a na domiar złego zawodnik powinien wylecieć za dwie żółte kartki, ale sędzia się nad nim litował. W Mielcu to już był kryminał, zawodnik w ogóle nie był przy zawodnikach atakujących z jego strony, dodatkowo jego złe podanie uruchomiło jedną z bramkowych kontr.

To był taki moment, w którym mając sensowną kadrę, powiedzielibyśmy, że czas na zmianę. Jednak zmiennika na prawą obronę nie było, więc dalej grał popularny Franek. Nieco się poprawił, już nie grał tak fatalnie, ale nadal niezbyt zadowalająco. W Bytowie na duży plus była asysta przy zwycięskim golu Kędziory, co znacząco podniosło jego ocenę z tamtego meczu. Co ciekawe również grając przeciętnie wykazał się w końcówce meczu z Podbeskidziem, jego świetne przepchnięcie się i utrzymanie przy piłce dało zwycięskiego gola. Ze Stomilem również było dobrze, niestety w arcyważnym spotkaniu z Ruchem – fatalnie. W defensywie i ofensywie. Ten egzamin długoletni zawodnik GKS po prostu oblał. Na domiar złego nie poprawił się w Tychach i zagrał równie źle. Kolejne spotkania to był już synonim przeciętniactwa i do końca rundy nic ciekawego ze strony tego zawodnika już nie uświadczyliśmy.

Środek obrony
Na pozycję stoperów zostało ściągniętych dwóch zawodników: Tomasz Midzierski i Lukas Klemenz. Było wiadomo, że wraz z Mateuszem Kamińskim będą rywalizować o dwa miejsca na środku obrony. Jeszcze w Tarnobrzegu Klemenz zagrał w pomocy, dzięki czemu cała trójka miała okazję przegrać puchar. W lidze jednak było już inaczej.

Tak naprawdę pewną pozycję przez całą rundę miał tylko Tomasz Midzierski, który został dodatkowo kapitanem zespołu. Były zawodnik Miedzi Legnica rozegrał komplet meczów w lidze i pucharze, czyli 1800 minut. Wiodło mu się w tej grze z mocno zmiennym szczęściem. Niestety już w meczu z Siarką był zamieszany w utratę gola. Z Pogonią było dość kiepsko, a pierwszy niezły mecz rozegrał przeciw byłym kolegom w Legnicy. Z Puszczą nie był winny utraty goli, ale też nie można było go chwalić po tym spotkaniu. W końcu w serii meczów z Rakowem i Chojniczanką można było powiedzieć, że kapitan zagrał solidne zawody. Tym razem czyścił i asekurował, grał bardzo pewnie. Szkoda, że tej pewności nie utrzymał w meczu z Odrą. W końcówce przydarzyły się dwa karygodne nieporozumienia z Abramowiczem, z czego jeden skutkował utratą bramki. Na swoje szczęście zrehabilitował się trafieniem w doliczonym czasie gry. Potem mieliśmy sosnowiecko-mielecki dramat w wykonaniu zawodnika i niezrozumiałe zachowania przy traconych bramkach, to nie trzymał linii spalonego, to podał do przeciwnika, do nie blokował linii uderzenia, tylko chronił klejnoty. Na mecze z Chrobrym i Bytovią już się podniósł i ta gra, choć niewybitna i dalej z traconymi bramkami – była już przyzwoita. Po kolejnych w miarę niezłych spotkaniach, przyszedł fatalny dwumecz derbowy. Zawodnik był zagubiony, podejmował nieodpowiedzialne działania, a wręcz kiksował. Z Olimpią było przyzwoicie, natomiast z Łęczną ściął rywala równo z trawą w polu karnym i sędzia podyktował jedenastkę. Ostatnie dwa mecze roku – czyli awansem rozegrane z wiosny – były już niezłe.

W pierwszej kolejce Midzierskiemu partnerował Klemenz, natomiast później na chwilę zawodnik ten wrócił do środka pomocy. W artykule opisującym tę formację zwrócimy uwagę na fatalną grę zawodnika w środku. Z tego chyba też założenia wyszedł trener i od meczu z Odrą Opole przywrócił go na stopera, ale zawodnik zagrał jeden mecz, a potem wystąpił dopiero w 10. kolejce z Chrobrym i był to bardzo dobry mecz zawodnika. Nawet ta niby ręka w szesnastce była dość dyskusyjna. Z Bytovią Klemenz odniósł kontuzję i przez niemal trzy tygodnie pauzował. Wrócił na mecz ze Stomilem i zagrał nieźle. W fatalnym meczu z Ruchem na tle zespołu nie zaprezentował się najgorzej. Za to w Tychach zagrał już fatalnie i sprokurował rzut karny. To był jego najgorszy mecz w GKS jeśli chodzi o obronę. Od tego czasu spisywał się jednak dobrze, w Łęcznej zaasekurował w sytuacji, kiedy powinno być 2:0 dla gospodarzy, w Siedlcach rozegrał kapitalne zawody. Dokładając do tego dobry mecz z Miedzią, można powiedzieć, że końcówka tego zawodnika była bardzo udana.

To jednak Mateusz Kamiński od drugiej serii spotkań partnerował Midzierskiemu. O ile u siebie z Puszczą było kiepsko, to dwa wyjazdowe mecze – w Legnicy i Częstochowie – były solidne w wykonaniu zawodnika. Bardzo dobrze zagrał z Chojniczanką, a potem grał już zaledwie 4 razy. Z Zagłębiem Sosnowiec zagrał skandalicznie i już w pierwszej minucie po jego kiksie powinno być 0:1. Był bezpośrednio zamieszany w utratę dwóch goli, a w wyniku frustracji dostał czerwoną kartkę. W Mielcu również bardziej chronił swoje klejnoty niż próbował doskoczyć do uderzającego z dystansu Janoty. W Bytowie zastąpił po przerwie kontuzjowanego Klemenza i było przyzwoicie. Ostatnim jego występem na jesień był mecz z Podbeskidziem.

Lewa obrona
Ligę na tej flance rozpoczął Mateusz Mączyński. I niestety podobnie jak w przypadku Mokwy, na początku wyglądało to fatalnie. Coś próbował się udzielać w ofensywie, natomiast w defensywie pozwalał rywalom hasać, a zawodnika, który doprowadził do wyrównania krył przez kilkadziesiąt metrów na radar będąc odwróconym dupskiem. Z Miedzią było średnio, z Puszczą znów dał się objechać jak dziecko przy jednej z bramek. Kolejne mecze był umiarkowanie przyzwoicie, choć bez rewelacji. Po meczu z Odrą w wyniku kontuzji nie grał przez pięć kolejek i wrócił dopiero na Bytovię i od tego momentu mieliśmy chwilową zwyżkę formy. Ze Stomilem zawodnik nawet włączając się bardzo mocno do ofensywy strzelił gola. Jednak z Ruchem dał się tak odsadzić Przybeckiemu, że pewnie do dzisiaj go goni po Katowicach, Chorzowie i Tychach. Ze swoim byłym klubem również spisał się fatalnie. Końcówka rundy – podobnie jak w przypadku Frańczaka – ukazała syndrom przeciętniactwa tego zawodnika.

Swój udział na lewej obronie miał też Dalibor Pleva, który wystąpił na tej pozycji w Sosnowcu. I o ile w pierwszej połowie prezentował się przyzwoicie, to w drugiej zawalił gola i zupełnie się posypał. W Mielcu i z Chrobrym u siebie zagrał już beznadziejnie, a w tym drugim meczu krył na radar podobnie jak Mączyński w pierwszej kolejce. Pozostałe incydentalne momenty miał w pomocy, ale to w innym artykule.

Na lewej flance także incydentalnie oglądaliśmy Łukasza Zejdlera. Ktoś kiedyś powiedział, że niby Zejdi grał na lewej obronie. Uczepił się tego trener Mandrysz i najpierw w przedsezonowym sparingu, a potem kilka razy w lidze łatał tę pozycję właśnie Łukaszem. Efekt był dość opłakany, bo zawodnik swoimi parametrami kompletnie tam nie pasuje. Nie ma ani szybkości, ani wejścia, ani centry. Więc gdy cofał się do obrony, praktycznie traciliśmy zawodnika.

Jeszcze dodajmy słówko o Wojciechu Słomce. Zawodnik ten zagrał w Pucharze Polski połowę meczu i to wystarczyło trenerowi, by go skreślić. Gdy postawił na zawodnika w meczu z Miedzią – okazało się, że to może być bardzo dobra alternatywa na tę flankę, bo Wojciech spisał się bardzo dobrze.

Podsumowanie
Obrona GKS nie była monolitem. Tak naprawdę każdy grał swoje i jedyne co łączyło zawodników tej formacji to zbiorowe zniżki czy lekkie zwyżki formy. Każdy jednak nadal sobie rzepkę skrobał.

Tomasz Midzierski na razie nie spełnił pokładanych w nim nadziei. W przekroju całej rundy spisywał się przeciętnie, z kilkoma kiepskimi meczami i kilkoma niezłymi. To jednak było za mało, by zapobiec utracie tak dużej ilości bramek. Czy to jest zawodnik na przyszłość? Trudno przewidzieć.

Z pewnością większy potencjał pokazał Lukas Klemenz, który zwłaszcza w końcówce rundy zyskał regularność na wysokim poziomie, a kulminacją był znakomity mecz w Siedlcach. Co prawda i ten piłkarz notował lepsze i gorsze momenty, z jednym fatalnym – w Tychach – ale trzeba powiedzieć, że możliwości są w nim widoczne i jeśli regularność utrzyma na całą rundę – może być nieźle.

Zdecydowanie mamy problem z bocznymi obrońcami. Adrian Frańczak i Mateusz Mączyński mają rzadkie wyskoki, ale w większości są przeciętny, słabi lub beznadziejny. Z tymi zawodnikami na ten moment możemy liczyć jedynie maksymalnie na środek tabeli. Potrzeba nam bardziej zdecydowanych, ale i odpowiedzialnych piłkarzy.

1 Komentarz
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

1 Komentarz

  1. Avatar photo

    Zdaleka

    6 grudnia 2017 at 15:00

    (d)1-0,1-1,1-0,2-2,
    (w)3-1,1-1,2-3
    Suma pkt – 12, śr. 1,71 pkt/mecz, bramki 11-8

    (d)1-2,0-1,1-2,3-1,2-0,1-2
    (w)0-3,2-1,2-1,1-1,0-1,3-1
    Suma pkt – 16, śr. 1,33, bramki 16-16

    Pierwsza część – mecze z drużynami 1-6. Druga część – mecze z drużynami 8-18.

    Widać, że w ogóle nie radzimy sobie z teoretycznie (ale też patrząc w tabelę) słabszymi zespołami. Zawodnicy czują się zbyt pewnie?

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Betonowy Urban

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.

Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.

Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?

Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?

Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.

Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.

Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.

I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.

W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.

Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.

Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.

Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.

Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.

Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.

Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.

Grosika powołał kuźwa jego mać…

Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.

A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.

A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:

„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Jestem pełen optymizmu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Jagiellonia – GKS wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Adrian Siemieniec i Rafał Górak. Poniżej główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Mecz jest przegrany i nikt z nas nie jest szczęśliwy. Wydaje mi się jednak, że warto o paru rzeczach opowiedzieć. Zdecydowanie wiedzieliśmy, że przyjeżdżamy do bardzo rozdrażnionej, bo ostatnie wyniki nie były najlepsze i brakowało zwycięstw, Jagiellonii, wiec spodziewaliśmy się bardzo zdeterminowanego i pozytywnie nakręconego przeciwnika i tak też było. Samej jakości piłkarskiej jest masę w Jagiellonii, więc jeśli oni są dobrze zregenerowani, mają dobre flow, to przeciwnik ma dużo problemów.

Straciliśmy dwie bramki w pierwszej połowie i kluczowa była przerwa, bo można było się rozlecieć i przegrać wyższym wynikiem, a to nie buduje i zawsze w głowie zostaje, jeśli przegrasz wyżej. Jestem zbudowany całą drugą płową, tą energią, z jaką wyszliśmy na drugą połowie, bo wydaje mi się, że naprawdę można było z przyjemnością patrzeć na odrabiający GKS Katowice, na dążący najpierw do zdobycia pierwszej bramki, która byłaby momentem zwarcia wyniku i szukalibyśmy tej drugiej. Za późno padła ta bramka i  zabrakło nam trochę czasu. Nie chodzi o to, że chcę powiedzieć, że wynik remisowy byłby sprawiedliwy. Chodzi mi o to, że jestem zbudowany postawą zespołu w drugiej połowie. Bardzo dobrze przepracowaliśmy przerwę i drużyna zagrała tak, jakbym sobie tego życzył w momencie, kiedy na boisku utytułowanego, ogranego w pucharach bardzo mocnego rywala moglibyśmy nie dać rady. Drużyna bardzo dobrze wyciągnęła wnioski, bardzo dobrze weszła w drugą połowę, szukaliśmy sytuacji do zdobycia bramki kontaktowej. Tak się stało, ale zabrakło czasu. Gratuluję zwycięstwa gospodarzom, zasłużone, natomiast ja jestem pełen optymizmu po tym meczu i mogę swojej drużynie pogratulować. Wiadomo, że każdy chce punktować i wygrywać, to by było najlepsze. Dzisiaj nam zabrakło. Będziemy się dalej starać i pracować, przed nami kolejne spotkanie.

Adrian Siemieniec (trener Jagiellonii Białystok):
Rozpocznę od podziękowań i gratulacji dla zespołu za zwycięstwo bardzo ważne, w bardzo ważnym momencie. Również podziękowania dla naszych kibiców i całego stadionu, bo miałem wrażenie, że dzisiaj byliśmy skonsolidowani i stadion niósł drużynę. Potrzebowaliśmy tego i to było czuć, że wszyscy pragniemy tego zwycięstwa. Cieszę się, że możemy się z tego cieszyć. Na pewno miałem pierwsze odczucie, w pierwszej i po pierwszej połowie, że wróciliśmy jako drużyna i mam nadzieję, że ten mecz będzie początkiem tego, że będziemy dalej się tak prezentować, szczególnie jak w pierwszej połowie. Choć z perspektywy poświęcenia, pracowitości i determinacji cały mecz był na wysokim poziomie. W pierwszej połowie graliśmy bardzo dobrze, bramka na 2:0 była kluczowa, mimo to, że wcześniej mieliśmy sytuacje, bo Jesus uderzał czy Bartek Mazurek. Bo w drugiej połowie po zmianach GKS miał więcej inicjatywy z piłką, ten mecz wyglądał z naszej strony inaczej, więc staraliśmy się kontrolować grę bez piłki, więcej się wybronić, do tego potrzebowaliśmy poświęcenia. Wygraliśmy z bardzo dobrą drużyną, która jest w świetnej dyspozycji – do tej pory przegrała tylko jedno spotkanie, a wygrała trzy z rzędu. Czuć było ich pewność siebie i że są w dobrej dyspozycji. Tym bardziej cieszę się, że wygraliśmy to niełatwe z perspektywy ostatnich wyników spotkania. Tym bardziej ważne jest, żebyśmy trzymali konsekwentnie poziom i podnosili go, bo w sobotę kolejny mecz u siebie i chcemy zakończyć ten mecz przed przerwą na kadrę w dobry sposób.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

Koniec pisany z wapna

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do drugiej galerii z Krakowa, gdzie losy spotkania rozstrzygnęły się z jedenastu metrów. GKS Katowice po zaciętej walce wraca do Katowic bez punktów. Zdjęcia przygotowała dla Was Werka.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga