Piłka nożna
Podsumowanie 15. kolejki
Bardzo ciekawa 15. kolejka, już za nami. Mistrzem jesieni już na pewno jest – Flota Świnoujście, która zdecydowanie góruje nad resztą stawki. Nowym wiceliderem została – Cracovia, która w obecności 10. tysięcy widzów, skromnie pokonała – Sandecję. Kolejne porażki – ŁKS-u i Polonii. Pechowcami kolejki zostali piłkarze – Zawiszy i GieKSy, którzy dali sobie wydrzeć zwycięstwo w ostatniej sekundzie meczu. Dobrą formę utrzymali – GKS Tychy, Miedź Legnica i Olimpia Grudziądz. Zapraszamy na krótką relacje, ze wszystkich spotkań minionej już serii gier.
Dolcan Ząbki – Okocimski KS Brzesko 1:0
W końcu przełamał się miejscowy zespół, który w bezpośrednim pojedynku z innym kandydatem do spadku, okazał się minimalnie lepszy. Zwycięskiego gola zdobył w 53. minucie – Grzegorz Piesio. Przez całe spotkanie, lekką przewagę mieli gospodarze i zasłużenie wygrali ten mecz. Okocimski z praktycznie jedną 100% szansą, stworzoną jeszcze w pierwszej połowie. Dolcan po raz pierwszy w tym sezonie, nie stracił gola u siebie. Widzów: 400
Bogdanka Łęczna – Polonia Bytom 3:1
Pierwsza odsłona, a szczególnie początkowe 20. minut, to wielka przewaga gości. W 12. minucie spotkania, ataki – Polonii przyniosły efekt w postaci gola. Cudowną bramkę strzałem z ok. 40. metrów, zdobył – Krzysztof Michalak. 3 minuty później powinno być 2:0. Piłkarz gości przegrał jednak w pojedynku „oko w oko” z – Sergiuszem Prusakiem, a potem goście jeszcze dwa razy nieskutecznie dobijali ten strzał, piłkę za każdym razem blokowali obrońcy. Wydawało się, że – Polonia dowiezie prowadzenie do końca pierwszej połowy, jednak w 41. minucie sędzia podyktował rzut karny dla – Bogdanki. Pewnym egzekutorem okazał się – Dawid Sołdecki. W drugiej połowie tradycyjnie już zespół – Polonii opadł z sił i nie był już taki aktywny. Druga odsłona to wyraźna przewaga –Łęcznej, której efektem były 2. gole. W 75. minucie gola zdobył – Michał Zuber, a na 3:1 wynik ustalił ponownie z rzutu karnego – Dawid Sołdecki. Widzów: 600
GKS KATOWICE – Olimpia Grudziądz 1:1
Wszystko o meczu w innych miejscach na naszej stronie. Widzów: 4000
Cracovia Kraków – Sandecja Nowy Sącz 1:0
O pierwszej połowie tego meczu, licznie zgromadzona publiczność przy Kałuży, chciałaby jak najszybciej zapomnieć. Na boisku nie działo się nic ciekawego! Druga połowa wynagrodziła jednak zaprzyjaźnionej ze sobą publiczności, brak emocji z pierwszych – trzech kwadransów. Dużą przewagę osiągnęli gospodarze, jednak byli nieskuteczni, a dobrą formę pokazywał – Cabaj, były wieloletni bramkarz „Pasów”. Klasę bramkarz gości pokazał w 69. minucie, kiedy to w pięknym stylu wygrał pojedynek sam na sam z – Bojleviciem. Kilka minut później – Bojlevic trafił w słupek. Jedynego jak się okazało gola w tym meczu zdobył przepięknym strzałem z dystansu – Edgar Bernhardt. Była to 78. minuta gry i właśnie wtedy, kibice odpalili sporą ilość rac, zadymienie boiska było tak duże, że sędzia zmuszony był przerwać zawody na kilkanaście minut. Do regulaminowych 90., arbiter musiał doliczyć 18. minut… Całe szczęście, bo właśnie wtedy na boisku zrobił się nam, znakomity mecz. W 98. minucie – Cabaj znów lepszy w pojedynku jeden na jeden, tym razem od – Strausa. W 105. minucie bohaterem z kolei golkiper gospodarzy – Pilarz, który znakomicie interweniował przy uderzeniu – Sancheza. 60. sekund później – Straus mija – Cabaja i trafia w słupek. 108. minuta, obrońca – Cracovii ratuje zespół przed utratą gola. 111. minuta – Makuch miał piłkę meczową na nodze, znakomicie broni jednak – Pilarz. Bardzo ciekawy mecz w Krakowie, a szczególnie ostatnie jego fragmenty. Świetna atmosfera na trybunach, ponad 10. tysięcy ludzi, to wszystko sprawiło, że przy Kałuży mieliśmy prawdziwe piłkarskie święto. Widzów: 10 000
Zawisza Bydgoszcz – LKS Nieciecza 1:1
Spotkanie – Zawiszy z Niecieczą stało na średnim poziomie. Więcej z gry mieli gospodarze, ale sytuacji stricte bramkowych było nie wiele. Pierwsza odsłona to przewaga podopiecznych trenera – Szatałowa, okraszona cudownym golem – Masłowskiego w 26. minucie. Potem gospodarze mieli jeszcze 2. dogodne okazje. Druga połowa to fragmentami bardzo spokojna i ostrożna gra ze strony – Zawiszy i spora bezradności gości. Im bliżej końcowego gwizdka, tym więcej zagrożenia pod bramką gospodarzy. Nieciecza miała 2. sytuacje bramkowe, obie niewykorzystane. Zgodnie z powiedzeniem do 3 razy sztuka, goście doprowadzili do wyrównania. W 93. minucie błąd – Skrzyńskiego wykorzystali przyjezdni i wyrównał – Michał Nalepa. Trwa więc fatalna passa miejscowych, którzy do miejsca drugiego tracą już 6. punktów. Cierpliwość prezesa – Osucha, podobno jest już na wyczerpaniu. Dla Niecieczan był to premierowy w tym sezonie remis. Widzów: 3000
Kolejarz Stróże – Flota Świnoujście 1:2
Pierwsza połowa pod dyktando gospodarzy, którzy mimo sporej liczby bramkowych okazji, do szatni schodzili przegrywając. W ostatniej minucie pierwszej połowy, gola dla przyjezdnych z rzutu karnego, zdobył – Ensar Arifovic, który strzelił też bramkę w 36. minucie, jednak wtedy gola nieuznano, ze względu na spalonego. Druga połowa emocjonująca i bardzo wyrównana. Obie ekipy miały swoje szanse i obie wykorzystały po jednej z nich. W 62. minucie wyrównał lider klasyfikacji strzelców – Maciej Kowalczyk, a na 2. minuty przed końcem – Sebastian Zalepa po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, zapewnił 3. punkty „Wyspiarzom”. Po bardzo emocjonującym i ładnym dla oka meczu, Flota wygrała na trudnym terenie w Stróżach i została mistrzem jesieni. Widzów: 400
Warta Poznań – GKS Tychy 0:1
Kto by pomyślał po pierwszych kilku kolejkach tego sezonu, że na finiszu rundy – GKS Tychy, będzie miał taką samą liczbę punktów co – Zawisza? Taka sytuacja ma jednak miejsce po 15. kolejkach. Tyszanie po golu – Mateusza Bukowca w 65. minucie meczu, odnieśli już 7. zwycięstwo w tym sezonie i awansowali na 5. miejsce w lidze. Minutę po stracie gola, Warta straciła również zawodnika, gdyż za uderzenie rywala łokciem, z boiska wyleciał – Łukasz Grzeszczyk. Do końca meczu, goście spokojnie kontrolowali boiskowe wydarzenia, a na dodatek mogli i powinni zdobyć jeszcze jedną bramkę. W Poznaniu w pełni zasłużone zwycięstwo beniaminka z Tychów. Widzów: 1000
ŁKS Łódź – Miedź Legnica 0:1
Kolejna porażka łodzian stała się faktem, choć wcale tak być nie musiało. Pierwsza odsłona jak najbardziej stała pod znakiem ataków gości, natomiast – ŁKS poważnie bramce strzeżonej przez – Aleksandra Ptaka zagrozić nie umiał. Po zmianie stron, szczególnie w ostatnim kwadransie, podopieczni – Marka Chojnackiego mieli co najmniej 4. dobre okazje do zdobycia gola, w tym raz po strzale – Kuklisa piłka trafiła w słupek. Jedyną bramkę strzelił wprawdzie rodowity Łodzianin – Marcin Zasada, pech gospodarzy polega jednak na tym, że ów Łodzianin reprezentuje barwy – Miedzi Legnica. „Złoty gol” padł równo, po godzinie gry. ŁKS traci już 5. punktów do bezpiecznego miejsca w tabeli. Goście natomiast w tabeli zajmują 6. pozycję, mają jednak zaległe domowe spotkanie z Dolcanem i w razie zwycięstwa, awansują na 4. miejsce, włączając się tym samym do walki o ekstraklasę. Widzów: 1108
Stomil Olsztyn – Arka Gdynia 0:2
W 8. minucie tego meczu, 100% okazję do wyjścia na prowadzenie zmarnowali piłkarze gospodarzy – Kalonas i Suchocki. Na tym należy zakończyć relację z pierwszej okropnie słabej i nudnej odsłony gry. Pierwszy kwadrans po zmianie stron, to odważne ataki – Stomilu, w którego barwach od początku dobry mecz rozgrywał –Łukasz Suchocki. Nieskuteczność gospodarzy zemściła się w 60. minucie, wtedy to na strzał z dystansu zdecydował się gracz – Arki – Marcus Vinicius, piłka po rykoszecie zaskoczyła bramkarza olsztynian – Ptaka i było 1:0 dla gości. W 68. minucie – Jegliński nie wykorzystał rzutu karnego dla gospodarzy, gdyż jego uderzenie zatrzymała poprzeczka. Stomil po tym zdarzeniu już się nie podniósł, na domiar złego w 75. minucie ładny strzał zza pola karnego –Mateusza Szwocha zakończył się golem na 2:0 dla Arki. Na minutę przed końcowym gwizdkiem arbitra, trzeciego gola dla – Arki strzela – Szwoch, bramka jednak nie została uznana, ponieważ strzelec był na pozycji spalonej. Ważne i cenne zwycięstwo – Arki w Olsztynie. Stomil w strefie spadkowej. Widzów: 2500
W trakcie sobotnich 5. spotkań, 3. razy wygrywali gospodarze, natomiast 2. razy padł remis, po golach straconych przez miejscowych w ostatnich sekundach meczu. W niedzielę odbyły się 4. mecze, które w komplecie zakończyły się wygraną gości. W 15. kolejce – 1. ligi, padło 17. goli, co daje średnią 1,8. gola na spotkanie. Statystyka ta na kolana nie powala. Z wysokości trybun, 9. meczów na zapleczu ekstraklasy oglądało – 23 008. widzów, co daje średnią 2556,4. widzów na mecz.
Felietony Piłka nożna
21 sekund mistrzowskich akcji
Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.
No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.
Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.
Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.
Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.
I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.
Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.
Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.
To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.
Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.
Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.
Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.
W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.
Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.
W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.
No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…
Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.
Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.
Felietony Piłka nożna
Trudność w podejściu do średniawki
Aaaa qrwa jego mać…
To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.
Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.
Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.
O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.
Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.
Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.
Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.
Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.
Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.
Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.
Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.
Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.
Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.
Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.
Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.
Piłka nożna
Rafał Strączek 2029!
Rafał Strączek podpisał nowy kontrakt z klubem, a ogłoszenie tego miało miejsce przed piątkowym spotkaniem z Motorem Lublin. Tym samym ucięto medialne spekulacje o przeprowadzce do Poznania.
Nowa umowa będzie obowiązywać do czerwca 2029 roku. Bramkarz, po wejściu do pierwszej jedenastki, świetnie się spisuje i ma wielki udział w wynikach GKS Katowice. W tym sezonie w 23 spotkaniach 8 razy zachował czyste konto.
Piłkarzowi życzymy zdrowia, dalszych dobrych występów i sukcesów z naszym klubem.


Najnowsze komentarze