Dołącz do nas

Wywiady

Adam Matusiewicz dla GieKSainfo.pl

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Oprócz wypowiedzi video, przeprowadziliśmy jeszcze dodatkowo wywiad z wicewojewodą śląskim i Marszałkiem Województwa Śląskiego – Adamem Matusiewiczem. Dopytaliśmy go konkretnie o opinie na temat fuzji, możliwości finansowych Ireneusza Króla oraz nadziei na to, co jeszcze można zrobić, aby uratować GieKSę.


Jak Pan zapatruje się na pomysł fuzji?

Były już takie historie w polskiej piłce, ale one różnie się kończyły. W szczególnych przypadkach te fuzje niosą za sobą bardzo negatywne konsekwencje. Pierwszy jest taki, że absolutnie żaden szanujący się kibic w Polsce, niezależnie od swoich sympatii klubowych, nie powinien w tonie nawet jakiejś sympatii czy opowiedzenia się przyklaskiwać pogrzebowi takiego klubu jak Polonia Warszawa. Drugi – zdecydowanie lepiej jest wywalczyć awans na boisku niż przy zielonym stoliku. Trzeci argument mówi nam o tym, że fuzja z udziałem tego właściciela, którego już przecież znamy praktycznie gwarantuje porażkę – poprzez doświadczenia, jakie mamy, wiemy nie wyłożył w GKS praktycznie żadnych istotnych pieniędzy na funkcjonowanie klubu. Do tego dochodzą jasne głosy kibiców, że byłby to klub bez kibiców i bez stadionu, bo przecież grałby w Krakowie. Nie ma żadnych argumentów przemawiających za nowym klubem.

Pojawia się pytanie, czy człowiek, dla którego w poprzednich sezonach jedynym ratunkiem jeśli chodzi o utrzymanie klubu było żebranie w Urzędzie Miasta, jest w stanie utrzymać ekstraklasę?

Na pewno nie jest w stanie utrzymać ekstraklasy, to nie ulega żadnej wątpliwości. Ja szanuję pana Ireneusza Króla za to, że jest całkiem niezłym przedsiębiorcą, ale nie jest to przedsiębiorca takiego formatu, który mógłby utrzymać klub nawet drugoligowy. Zakładam, że chęci są dobre, ale na samych chęciach daleko się nie zajedzie. W kwestii dofinansowania GKS przez Miasto irytujące było to, że gdyby to było tylko żebranie, to byłoby to jeszcze pół biedy, ale to było wymuszanie. Stawianie prezydenta Piotra Uszoka pod ścianą. I powiedzmy sobie szczerze – tylko dzięki Miastu ten klub mógł się utrzymać.

Klub dodatkowo miewał pretensje, że dostaje tych pieniędzy… za mało.

Działanie klubu było oparte na całkowicie nieuczciwych zasadach, takich że kierujący nim podmiot wkłada w niego bardzo mało pieniędzy, a podmiot, który tak naprawdę finansuje ten klub, jest udziałowcem mniejszościowym. Kompletna paranoja.

Czy kibice, a zwłaszcza drużyna ze sztabem szkoleniowym nie ma prawa czuć się oszukana w sytuacji, gdy zaległości w wypłatach sięgają kilku miesięcy, a nagle okazuje się, że pana Króla stać na wyłożenie sporej sumy na zakup licencji Polonii Warszawa?

Po pierwsze nie wierzę w to, żeby Pan Król był w stanie wyłożyć taką kwotę. Wierzę w to, że coś takiego deklaruje (śmiech). Nie wierzę, że może wyłożyć, bo on po prostu tych pieniędzy nie ma. Tak jak powiedziałem, szanuję go, sam chciałby mieć taką firmę jak on i zarabiać takie pieniądze, bo tym się różni od zwykłego śmiertelnika, ale choćby nie wiem jak zaklinał rzeczywistość, to on nie jest wielkim biznesmenem. Gdyby pan Król miał 5 milionów złotych, to dzisiaj pierwszoligowy GKS nie miałby długów. On tych pieniędzy po prostu nie ma. Ja nie mam pretensji do pana Króla,bo nie można mieć pretensji do człowieka, że się nie dorobił pięciu milionów. Można mieć natomiast pretensje za taką politykę ściemniania, zaklinania rzeczywistości i grania w pokera parą dwójek.

Ostatnio w mediach pojawiła się informacja, że Józef Wojciechowski zablokował wyjazd swoich piłkarzy na zgrupowanie do Kamienia ze względu na to, że nie otrzymał jeszcze pieniędzy od Ireneusza Króla.

Nie dziwię się prezesowi Wojciechowskiemu, że stawia sprawę jasno, czyli gotówka na stół i koniec. Człowiek, który dorobił się koszmarnych pieniędzy, on właśnie jest naprawdę wielkim biznesmenem. Gdy po drugiej stronie stołu jest naprawdę wiarygodny biznesmen, to można się na coś zgodzić wcześniej. Jednak w przypadku partnera niepewnego – tylko gotówka na stół. Powtórzę jeszcze raz – prezesowi Wojciechowskiemu się nie dziwię.

Istnieją odosobnione głosy, że kibice nie mają co protestować, bo piłka to w dzisiejszych czasach pieniądze i biznes. Jak to właśnie jest – suchy biznes czy tradycja?

Piłka to też biznes, ale przede wszystkim jest ona dla kibiców – bo bez kibiców nie ma ani piłki, ani biznesu na dłuższą metę. Dlatego też w tym kontekście ważniejsza jest tradycja. Proszę zwrócić uwagę, że wielce zasłużony klub dla Śląska – Piast Gliwice – wiele lat temu został zlikwidowany. Natomiast wiara przetrwała, wystartowali od B-klasy i osiągnęli coś, na co kibice czekali przez dziesiątki lat. Dostali się do upragnionej ekstraklasy i podejrzewam, że ten sukces był zbudowany na harcie ducha podbudowanym tradycją. Zaczęli od dołu i bardzo szybko znaleźli się na szczycie, spotkali się przez cały ten okres z bardzo dużą życzliwością Miasta i udało się. To jest taka piękna historia, która nawet w najgorszych chwilach powinna być dla GKS otuchą.

My startowaliśmy od IV ligi i historia mogła być podobna, jednak nam się nie udało.

Niestety się nie udało, nie wszystko zawsze się udaje – historia Piasta Gliwice była jak z amerykańskiego filmu, gdzie wszystko dobrze się kończy. Takie rzeczy się rzadko powtarzają, ale jest wiele przypadków klubów, które zostały sprowadzone kompletnie do parteru, a potem się odrodziły – Zagłębie Sosnowiec, Pogoń Szczecin, Arka Gdynia czy tułająca się przez wiele lat po niższych ligach Cracovia. Oczywiście są to też straty, tym bardziej w aglomeracji górnośląskiej, czyli w strefie ostrej rywalizacji derbowej. Obecny projekt fuzji, zakładający grę w Krakowie, bez kibiców, przy okazji pogrążając zasłużone kluby i jeszcze ciesząc się z awansu niesportowego – dla mnie to jest niewiarygodne. Wszystkie argumenty są na nie.

Czy można coś według Pana jeszcze zrobić, aby do tego nie dopuścić?

Podejrzewam, że jak się ukaże ten wywiad, to dojdą kolejne argumenty. Wiem, że zacięci kibice Polonii Warszawa podnieśli głowy i ostro walczą w Warszawie i w UEFA i być może uda się to zablokować. Wizyta kibiców na Bukowej, bardzo przekonywujące działania z pełną kulturą też zrobiły wrażenie – nie pozostawiły wątpliwości jaka jest wola kibiców GKS. Niewątpliwe pewne argumenty i to siłowe posiada Urząd Miasta, aczkolwiek rozumiem trudną sytuację prezydenta, ponieważ on jest udziałowcem mniejszościowym, który ma większość w Radzie Nadzorczej. I choćby z uwagi na pewne dogadanie się z panem Królem, do czego ma służyć tak większość, nie jest w łatwej sytuacji, bo teraz dla dobra GKS-u musiałby pewnie złamać jakiś gentelmen’s agreement. Nie zazdroszczę więc prezydentowi, ale zachęcam go do działań radykalnych.

3 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

3 komentarze

  1. Avatar photo

    Don

    20 lipca 2012 at 17:27

    Polityka, polityka tylko polityka… Non stop to samo… Panie Matusiewicz tyle lat pan siedzi na takiej posadce i nie potrafi pomóc w znalezieniu partnera… No chyba , że nikt nie chce się pakować do klubu gdzie rządzą kibice , którzy potrafią zmieszać z błotem dosłownie wszystkich… To chyba nie dziki zachód gdzie burdy, petardy i wyzwiska wygrywają… Co dalej wielcy fachowcy-kibice? Kto to wszystko będzie sponsorował przy takiej otoczce?

  2. Avatar photo

    Don

    20 lipca 2012 at 17:46

    I jeszcze ten zakaz transferów… Masakra jakaś

  3. Avatar photo

    Adam

    22 lipca 2012 at 09:58

    Czy zakaz transferów obejmuje wypożyczenie zawodnika czy tylko jego kupno? a jak jest z wolnym transferem?

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

GieKSa bawi się w Opalenicy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.

Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.

Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.

„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.

To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.

Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.

No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.

I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.

Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.

Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!

Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.

Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.

Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.

PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Dawid Kudła GKS!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.

W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.

Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.

Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.

Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.

Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.

Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.

Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.

GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.

Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.

W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.

W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.

Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.

Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.

Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.

A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Gabriel Kobylak 2028

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GKS Katowice zdecydował się na transfer definitywny Gabriela Kobylaka z Legii Waszawa. 24-letni bramkarz podpisał z nami umowę do końca czerwca 2028 roku. Kontrakt zawiera opcję przedłużenia o kolejny sezon.

Kobylak występował w podkarpackich drużynach młodzieżowych (Zgoda Zarszyn, Orzeł Bażanówka, Ekoball Sanok i Karpaty Krosno). W 2018 roku trafił do Legii, gdzie najpierw grał w rezerwach a następnie został wypożyczony do Puszczy Niepołomice (2020-22) oraz Radomiaka Radom (2022/23 i wiosna 2024). Po sezonie 2023/24 wrócił do Legii Warszawa, ale nie przebił się na stałe do pierwszej jedenastki. Ze stołeczną drużyną zdobył Puchar i SuperPuchar Polski. 

W ostatnim sezonie wystąpił w 8 spotkaniach (6 w rezerwach Legii w III lidze, 1 w Lidze Konferencji i 1 w Pucharze Polski). Na poziomie Ekstraklasy ma rozegrane 47 spotkań, a na jej zapleczu – 50. Ma także skromne doświadczenie pucharowe – wystąpił w 6 meczach w Lidze Konferencji (w tym 1 w eliminacjach).

Życzymy powodzenia w naszych barwach!

Foto: GKSKatowice.eu

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga