Dołącz do nas

Felietony Hokej Kibice Klub Piłka nożna

Alfabet GieKSy 2016

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Za nami już plebiscyt „Złote Buki”, który symbolicznie zakończył 2016 rok dla środowiska Górniczego Klubu Sportowego. Czas podsumowań jednak jeszcze trwa. Dziś w formie alfabetu przypominamy czym żyła trójkolorowa społeczność przez ostatnie 12 miesięcy. Zapraszamy do lektury.

A jak Aasa – we wrześniu wydarzyło się to, na co od dawna czekało wielu kibiców GieKSy: klub pozyskał sponsora strategicznego. Zyskały na tym sekcje piłki nożnej mężczyzn, siatkówki mężczyzn oraz tenisa ziemnego, a także Akademia Piłkarska „Młoda GieKSa”. Dodatkowo, oprócz sponsoringu, Aasa Polska S.A. została partnerem Stowarzyszenia Kibiców GKS Katowice „SK1964”. Bieżąca umowa będzie obowiązywać przez rok, ale szanse na przedłużenie są spore patrząc na to jak rozwija się współpraca.

B jak Brzęczek – trener naszych piłkarzy ma za sobą bardzo udany rok. Najwazniejsze bowiem w przypadku trenera są wyniki, a te Pana Jerzego bronią. I oby tak zostało w całym 2017 roku!

C jak cel – a ten jest jeden, jak mówi chyba najlepsza z wprowadzonych w 2016 roku na nasze trybunych przyśpiewka. Wygrać ten mecz, potem kolejny… Do zwycięstw potrzebny jest jeszcze charakter – też na C – którego na szczęście naszemu zespołowi nie brakuje. Nasz alfabet jest głównie piłkarski, jednak wspominając o charakterze  należy wspomnieć też o siatkarzach i hokeistach, któzy niejednokrotnie go pokazywali w sotatnim czasie. Bez tego nie byłoby zwycięstw nad medalistami krajowych rozgrywek w tych dyscyplinach!

D jak dominacja – może to nieco zaskakujące, ale pod tym hasłem chcemy wspomnieć o… Giszowcu. W kwestii aktywności kibicowskiej kolejny rok z rzędu kibice z tej dzielnicy zdecydowanie przodują zarówno w kwestii liczb wyjazdowych jak i frekwencji na meczach przy Bukowej. Niedościgniony wzór dla innych dzielnic Katowic i nie tylko, a widoki na 2017 rok wydają się znów optymistyczne.

E jak Ekstraklasa – według ogłoszonej jakiś czas temu strategii „GieKSa 2020” już po bieżącym sezonie mamy znaleźć się tam, gdzie nasze miejsce. W tej chwili wydaje się, że odpowiedni ludzie zostali dobrani do realizacji tego zadania, przynajmniej jeśli chodzi o sztab szkoleniowy. Pozycja wicelidera na koniec piłkarskiej jesieni powoduje, że nadzieje na powrót do Ekstraklasy nie są bezpodstawne.

F jak frekwencja – ta na Bukowej to jedna z największych bolączek GieKSy, rzecz zdecydowanie do poprawy. Należy jednak podkreślić, za jednym z użytkowników Forum GieKSy, że mamy najwyższą frekwencję z drużyn aktualnie walczących o awans, czy też najczęściej aktualnie wymienianych, jako faworyci, a jeśli chodzi o średnią wyprzedzają nas jedynie kluby grające na nowych stadionach. W przypadku siatkarzy w Szopienicach zdarzył się komplet, natomiast na jedyny mecz w Spodku sprzedano prawie wszystkie dostępne bilety.

G jak Gruszka – obecny trener naszych siatkarzy jest postacią bardzo medialną, a przy tym jest dobrym fachowcem. Wzmocnił sztab szkoleniowy po awansie do Plus Ligi, co wiązało się z przesunięciem dotychczasowego szkoleniowca, Grzegorza Słabego, na pozycję II trenera. Ich współpraca w sztabie szkoleniowym wygląda na razie na bardzo dobrą.

H jak hala – a raczej jej brak, który nieco daje się we znaki siatkarzom GKS-u. Spodek jest dostępny tylko wtedy, kiedy akurat żadne inne wydarzenie nie jest zaplanowane przez operatora, natomiast pozostałe siatkarskie obiekty w mieście są za małe i zbyt mało funkcjonalne, stąd podopieczni Piotra Gruszki zmuszeni są rozgrywać niemal wszystkie domowe mecze w Szopienicach. Z zaciekawieniem będziemy obserwować co przyniesie przyszłość – budowę hali przy ul. Upadowej, razem ze stadionem, a może większą dostępność Spodka? To zagadnienie jest interesujące tym bardziej, że potencjał do stworzenia klimatu dla wielkiej siatkówki w Katowicach naprawdę istnieje.

I jak informacje o GieKSie w mediach – ciekawy trend się zaznaczył, duże redakcje piszą o GieKSie tyle ile muszą i bez entuzjazmu (przykładem fakt, że gdy Zagłębie po kilku rozegranych kolejkach objęło prowadzenie w lidze to doczekało się okłądki w „Sporcie”, natomiast gdy to GKS wspiął się później na szczyt to zostało to niemal przemilczane), natomiast małe lokalne portale od niedawna przy każdej okazji atakują Urząd Miasta z powodu udzielonej klubowi dotacji. Czasem gdy nie wiadomo o co chodzi to chodzi o władzę i pieniądze, a czasem wystarczą kompleksy. Ino gieksa.pl!

J jak jednobramkowe zwycięstwo – ostatnio to ulubiony wynik piłkarzy GieKSy. W tej rundzie wyżej pokonali tylko Chrobrego, Podbeskidzie i Kluczbork. Martwił brak skuteczności z przodu, za to obrona zasługuje na wielkie pochwały.

K jak Klub Biznesu – znakomita inicjatywa stworzona przez Wiceprezesa Janickiego jest kontynuowana obecnie przez Dział Sprzedaży przy pomocy Działu Marketingu. Ten rok był czasem z jednej strony jej spokojnego rozwoju a z drugiej sporych sukcesów, z których największym było sprowadzenie nareszcie do GieKSy sponsora strategicznego.

L jak „Lublin południa” albo Ł jak „Łęczna południa” – nowy przydomek Katowic…? Jedna z najbardziej kuriozalnych wypowiedzi jaką słyszeliśmy w ostatnich dwunastu miesiącach. Wysoko postawiony urzędnik magistratu stolicy województwa śląskiego użył w dyskusji o przyszłej pojemności stadionu argumentu, że w Ekstraklasie źle wygląda pustawy stadion w Lublinie podczas meczów Górnika Łęczna (i to bojkotowanych przez jego najzagorzalszych kibiców). Plus za zainteresowanie tematem, niektórzy urzędnicy o istnieniu takiego klubu jak Gónik Łęczna nie mają pojęcia, ale doprawdy – mierzmy wyżej! Patrzmy realnie na możliwości naszego miasta i konurbacji śląskiej, tu nie ma miejsca na M jak minimalizm.

N jak najlepszy piłkarz – Alan Czerwiński na początku grudnia odebrał Złotego Buka w najbardziej elektryzującej kategorii. Jak najbardziej zasłużenie, ma za sobą rok świetnej i równej gry. Zapewne w przyszłym sezonie będzie występował w Ekstraklasie. Oby z GieKSą.

O jak oprawy – grupa Ultras GieKSa’03 przypomniała podczas meczu z Górnikiem, że działa już od trzynastu lat. Zrobiła to jak zwykle, to znaczy z rozmachem i dużą ilością pirotechniki. Oprawy meczowe przygotowywane przez tę grupę niezmiennie utrzymują się na poziomie ścisłej krajowej czołówki. A jak wiadomo grupa nie ogranicza się jedynie do działalności meczowej…

P jak przelew z Wiednia – według naszych informacji nadal nie został zaksięgowany.

R jak rzut karny – niebywałej rzeczy dokonał w tym roku Grzegorz Goncerz: podczas jednej rundy aż trzy razy nie zamienił rzutu karnego na gola. W meczu ze Stomilem w Olsztynie ewentualna bramka dałaby wyrównanie (i być może w konsekwencji zwycięstwo zamiast remisu),  w meczu z Miedzią karny podyktowany w 86 minucie był jak piłka meczowa w siatkówce… Najdziwniejsze zdarzenia miały chyba jednak miejsce podczas wyjazdowego meczu z Sandecją. Po pierwsze: karnego znów wykonywał nasz kapitan, po drugie gospodarzom było tak żal Grzesia, że po chwili sami strzelili sobie bramkę, a po trzecie: to był drugi karny w Nowym Sączu w 2016 roku, którego nasz napastnik nie wykorzystał!

T jak transfery – letnia „dobra zmiana” w wykonaniu duetu Brzęczek – Motała okazała się… naprawdę dobrą. Nie było wielkich nazwisk – poza Foszmańczykiem – ale zawodnicy, którzy przyszli naprawdę podnieśli poziom drużyny. Duże wrażenie zrobiło na nas ściągnięcie pod koniec okienka transferowego Mikołaja Lebedyńskiego… Świetna robota!

U jak Upadowa – na ulicy o tej nazwie ma powstać nowy stadion. Decyzja o zmianie lokalizacji została podjęta po konsultacji z kibicami, niebawem konsultacji będzie wymagała zapewne również zmiana… nazwy ulicy. Wyniki badania gruntów wypadły pozytywnie, więc następny krok na drodze do budowy obiektu został postawiony.

W jak wielosekcyjność – Urząd Miasta mocno postawił na rozwój sportu pod szyldem GieKSy i w 2016 roku widać było pierwsze efekty tej strategii. Pod trójkolorowymi barwami występują już piłkarze, piłkarki, siatkarze, hokeiści, tenisiści i zapaśnicy. Za rozwojem sportowym idzie też na razie finansowy  – kilku prywatnych sponsorów zdecydowało się niedawno na zaangażowanie w różnym zakresie, niektórzy wspomagają jedną, wybraną sekcję, inni kilka na raz w różnych konfiguracjach. Tauron jako sponsor hokeja czy Echo Investment wspierający sekcję piłki nożnej kobiet to tylko przykład dobrych wieści z wielosekcyjnego frontu.

Z jak Ząbki – bardzo przykra sprawa, drużyna z podwarszawskiej miejscowości musiała się wycofać z rozgrywek i w sezonie 2015/2015 została sklasyfikowana na ostatnim miejscu. Tym samym GKS stracił najwierniejszego towarzysza pierwszoligowej niedoli.

Ż jak żółta armia – tym mianem określani są fani GKS-u gdy ruszają na wyjazd w jednolitych koszulkach. Kolejny rok z rzędu fani GieKSy stanowili najlepszą ekipę wyjazdową w I lidze. W kategorii wyjazdów w dalszym ciągu trudno komukolwiek na tym szczeblu prowadzić z GieKSiarzami wyrównaną walkę.

5 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

5 komentarzy

  1. Avatar photo

    kejta

    25 grudnia 2016 at 18:25

    S jak Stadion zapomniales 😉

  2. Avatar photo

    MARCIN

    25 grudnia 2016 at 18:58

    .. trochę nie na temat ale chciałem do Motały napisać : Machaj z Chrobrego to jest piłkarz dla nas ! Popytaj chopie o niego !!!

  3. Avatar photo

    Karol

    25 grudnia 2016 at 22:31

    @kejta – jest U jak Upadowa, tyle wystarczy 🙂

  4. Avatar photo

    obiektywny

    26 grudnia 2016 at 14:33

    Co do „J” to jeszcze ze Zniczem było dwubramkowe zwycięstwo 🙂

  5. Avatar photo

    Aasa Polska

    27 grudnia 2016 at 12:02

    Dziękujemy za własną literkę w alfabecie i przy okazji życzymy samych sukcesów w 2017 r. 🙂

    Pozdrawiamy,

    Biuro Obsługi Klienta Aasa Polska
    mail: [email protected]
    telefon: 801 40 40 40 lub 22 4 600 300

Odpowiedz

Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Klemenz: Wygraliśmy mimo prowokacji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu z Widzewem porozmawialiśmy także ze strzelcem bramki – Lukasem Klemenzem.

Powiedzieliście sobie kilka ostrzejszych słów z Bergierem?

Było kilka spięć, ale to jest mój dobry kolega, byłem u niego w szatni. Dziś byliśmy rywalami, czasami nerwy puszczają. To był mecz o dużą stawkę. Wiemy, w jakim miejscu jest Widzew, my za to jesteśmy w dobrej formie. Mój wywiad po ostatnim meczu z Widzewem też pewnie podgrzał atmosferę przed tym starciem. Kilku zawodników Widzewa, nie tylko Bergier, próbowało mnie wyprowadzić z równowagi. Jak się okazało, to ja strzeliłem bramkę i wygraliśmy mecz, więc nie zdało to się im na nic. Cieszę się, że mimo tych prowokacji, udało się dokończyć ten mecz i go wygrać.

A jak podpuścić Radomiaka? Może też to pomoże.

Może, może (śmiech).  Nie no, nie będę nikogo podpuszczać. W momencie, kiedy dawałem tamten wywiad, nie miałem nic złego na myśli. Po prostu jest dużo nowych twarzy w Widzewie. Przy tym nakładzie finansowym, każdy od nich dużo wymaga, a wyniki jakie są, każdy widzi. Nie chciałem nikogo obrazić, tyle.

Skąd się bierze taka skuteczność obrony GieKSy? Ty i Arek Jędrych strzelacie, Alan Czerwiński asystuje. 

Każdy z nas broni, każdy atakuje. Mamy dobrą skuteczność, Arek potwierdza to już od dawna. Pytaliście, co jem przed meczami – nic ciekawego. Nie wiem, co się zmieniło, ale znajduję sytuacje i dobrze czuję się pod bramką rywala. Dobrze to wychodzi.

Czterdzieści lat minęło od pierwszego triumfu GieKSy w Pucharze Polski. Patrzycie już w stronę finału?

Mam wywieszony plakat Narodowego w szatni, wisi od samego początku. Zobaczymy, każdy ma na to apetyt. Musimy dobrze przygotować się do następnego meczu, niezależnie od drużyny, na jaką trafimy.

Awans do Ekstraklasy, przeprowadzka na Nową Bukową, potem najlepszy wynik wśród drużyn ze Śląska, teraz Puchar Polski. Tworzycie scenariusz pod film?

Tak nam to wychodzi. Trzeba się z tego cieszyć. Rozmawialiśmy tak z Arkiem Jędrychem, mamy po trzydzieści parę lat i każdy z nas zasuwa. Walczyliśmy o to, żeby być w Ekstraklasie. I my, i myślę, że kibice cieszymy się z tego, że doszliśmy do takiego momentu jako GieKSa.

To nie jest Anglia, puchar rozgrywa się w środku tygodnia. Dzisiaj 120 minut, zaraz mecz z Radomiakiem. Dacie radę?

Podchodzimy do każdego meczu z marszu. Każdy z nas jest ważny, trener to podkreślał na odprawach. Mamy sześć spotkań w trzy tygodnie, to jest natłok. Zdarzają się jakieś kontuzje, jakaś słabsza forma akurat nie wyskoczyła ostatnio, bo wygrywamy. Każdy musi być gotowy.

A zdążycie przygotować nogi na mecz w niedzielę?

Czeka nas podróż, ale mamy super sztab medyczny, który nam bardzo pomoże.

W szatni myślicie, że Bartosz Nowak może być pewny powołania do kadry?

Bardzo mu kibicujemy. Wiemy, jaką jakość nam daje i jakie liczby dokłada. Fajnie, że jest w orbicie, ale to nie jest od nas zależne. Selekcjoner pewnie na wszystko patrzy chłodną głową.

Zazwyczaj na głowę dogrywa Bartosz Nowak, dziś ciasteczko dał Alan Czerwiński.

Ma najlepiej ze stoperów ułożoną stopę, często nam dogrywa na treningach.

Biło serce, jak sprawdzali spalonego?

Z mojej perspektywy wyglądało to jak typowa mijanka. Może to tak długo trwało przez rysowanie linii, ale raczej byłem spokojny.

Ćwiczycie na treningach grę bez nominalnej dziewiątki, na styl reprezentacji Hiszpanii?

Trenujemy takie warianty, czasem też tam występuje Eman Marković. Jest dużo tych wariantów.

Po tej żółtej kartce tylko raz popełniłeś ostrzejszy faul. Trener cię na to uczulał, czy to kwestia doświadczenia?

Rozmawiałem z chłopakami, że lepiej będzie, jak odpuszczę. Nie chciałem osłabić drużyny i cieszę się, że wytrzymałem. Chłopaki też mi w tym pomogli.

Po ostatnim meczu z Widzewem chwaliłeś drużynę. Dzisiaj Damian Rasak, który jest niedługo w zespole, wiedział, że musi zająć pozycję Arka Jędrycha, kiedy ten wybiegł do ataku. Trener mówił, że dużo rozmawiacie o piłce.

Tak, bardzo dużo rozmawiamy, wszystko analizujemy. Mamy świadomy zespół, nikt się za nic nie obraża. Chwała Damianowi za to, że też chce się uczyć. Jest z nami parę tygodni, ale już wie, kiedy ma gdzie się pojawiać.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Realizacja piłkarskich mitów

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jeszcze nie otrzepaliśmy się po emocjach, a już przyszło nam grać kolejne bardzo ważne spotkanie. Tak jak pisałem – w pewnym kontekście był to najważniejszy mecz od ponad dwóch dekad – nie było bowiem przecież od tak długiego czasu spotkania tak bardzo przybliżającego nas do jakiegokolwiek trofeum. Przez wiele lat biliśmy się po prostu o awans do ekstraklasy. W 2017 roku graliśmy w końcówce rundy wiosennej z liderującą Sandecją i wygrana w tamtym spotkaniu bardzo przybliżyłaby nas do tegoż celu. Wówczas nazwałem ten pojedynek meczem dziesięciolecia. Gdy dziś patrzę na to, jaką rangę miało to spotkanie w porównaniu z dzisiejszymi wyzwaniami, to stwierdzam, że była to ranga proporcjonalnie mała. W żadnym stopniu tamten mecz nie równał się ważnością do wspominanego w felietonie przedmeczowym pojedynku z Arką w Gdyni o awans. Z kilkoma meczami już w samej ekstraklasie. Ale przede wszystkim z ćwierćfinałem Pucharu Polski, dającym tak wielką szansę na wygranie trofeum. Trofeum obecnego wczoraj w Katowicach. Jak to powiedział mój kolega: „Mogliby go już tu zostawić”

Trudno ogarnąć, że w ciągu czterech dni możemy przeżywać dwa razy taką radość, tak euforyczne chwile. Po latach przyzwyczajenia do wielkich zawodów, rozczarowań i gorzkich pigułek, z chwilowymi przerwami na lekką radość po wygraniu meczu z Dolcanem czy Łęczną, teraz przychodzi prawdziwe piłkarskie i kibicowskie szczęście. Do Katowic przyjeżdżają najbardziej uznane marki w Polsce i muszą one uznawać wyższość GKS Katowice. Cała Polska może zobaczyć, co się w Katowicach zbudowało – w kontekście klubu, drużyny i nowego stadionu. Myślę, że kibice wielu ekip w Polsce obecnie nam po cichu zazdroszczą.

Oczywiście mimo naszego wielkiego sukcesu w mediach dominuje analiza sytuacji w Widzewie. Nagłówki o „dramacie Widzewa” i dziesiątki minut poświęconych łódzkiemu klubowi. Z jednej strony do tego jesteśmy już przyzwyczajeni, bo Widzew to póki co klub najwyraźniej bardziej medialny. Z drugiej strony uważam to za żenujące. Kilkadziesiąt minut gadki o przegranych, przepłaconych gwiazdach, analizie kto powinien zasiąść na ławce trenerskiej, a na koniec jakaś refleksja rzucona ochłapem „wspomnijmy jeszcze o GKS Katowice”. Na szczęście piłkarze GieKSy robią wszystko, żeby pokazać piłkarskiej Polsce, że medialność można sobie wsadzić głęboko, a wygrywa się prawdziwymi wartościami – jakością, jednością i rzetelną pracą.

GieKSa po raz drugi wygrała z Widzewem w ciągu miesiąca. Tzw. „dziennikarze Widzewa” musieli się mieć z pyszna, podobnie jak kibice z Łodzi, którzy oczywiście nie omieszkali od początku skupić się bardziej na obrażaniu GieKSy niż dopingu dla swojego zespołu. Abstrahując jednak od tego, zaprezentowali się bardzo dobrze i głośno dopingowali. Wypełniony sektor gości dodaje wiele punktów do atmosfery. Kibice GKS jak zwykle stworzyli kapitalne wokalne słuchowisko, więc mieliśmy prawdziwą piłkarską wojnę na trybunach, jak i na boisku.

Zestawienie meczu ligowego i pucharowego wypada… dziwnie. Porównując posiadanie piłki – zmieniło się diametralnie – teraz było 50/50, a w meczu sprzed niespełna miesiąca Widzew miał ją ponad 70% czasu. Wtedy jednak łodzianie oddali tylko jeden celny strzał na bramkę, a teraz multum, znacznie więcej niż GieKSa. Na pewno z gry Widzew wyglądał lepiej niż w meczu ligowym, jednak wspomniane strzały były po prostu… niegroźne. Bardzo dobre ustawienie Rafała Strączka powodowało, że wyłapywał te piłki jak magnes. Trzeba pochwalić naszego bramkarza, bo przy takiej liczbie strzałów zdarza się popełnić błąd, wypluć piłkę. Golkiperowi futbolówka wybitnie kleiła się do rąk.

Oczywiście nie uniknęliśmy też błędów i bardzo groźnych – choć nielicznych sytuacji. Strata Mateusza Kowalczyka przed polem karnym, po którym Bergier King zlekceważył sytuację i uderzył fatalnie, no i przede wszystkim doliczony czas dogrywki, rajd Mariusza Fornalczyka i absolutnie pechowe (dla nas szczęśliwe) pudło Frana Alvareza. Aż przypomniał mi się Adrian Benedyczak, który kiedyś podczas pucharowego meczu GieKSy z Pogonią też w samej końcówce nie trafił do pustej bramki. Uff…

No i zaspaliśmy przy tym straconym golu. I powiem tak, bardzo doceniam, że trener Rafał Górak na konferencji wziął też – jako on i sztab trenerski – odpowiedzialność za to. Błędy w piłce się zdarzają, wiadomo, Widzew to wykorzystał i był cwańszy. Jednak umiejętność widzenia swojej odpowiedzialności cechuje ludzi mocnych i pewnych. To szerszy temat, pozapiłkarski, po prostu życiowy. Branie odpowiedzialności – uczciwie, ale nie z biczowaniem się – to zasób, to coś co wzbudza zaufanie, wzmacnia i powoduje rozwój. Jednocześnie rzadka to cecha zarówno u ludzi ogółem, jak i w środowisku piłkarskim. Zazwyczaj dominuje umywanie rąk i ucieczka od odpowiedzialności lub drugi biegun – samobiczowanie się i kajanie. Dlatego powtórzę jeszcze raz – bardzo doceniam tę postawę trenera. Wszyscy popełniamy błędy.

Na konferencji zrobiłem kilka nawiązań. To niesamowite, że Lukas Klemenz stał się koszmarem Widzewa. To bardzo symboliczne podkreślenie tej – już nie „mitycznej” – powtarzalności. GieKSa z pustych piłkarskich sloganów robi słowa z pokryciem. Właśnie ta powtarzalność, wyciąganie wniosków, powalczenie w następnym meczu o trzy punkty i cały ten piłkarski bełkot – w naszym zespole przestał być bezwartościowym paplaniem, a rzeczywistością. GieKSa naprawdę to realizuje i dzięki temu następuje rozwój. Podobnie jak z „budowaniem drużyny”, które jest w większości kompletną bzdurą, bo trener wylatuje po kilku miesiącach ze względu na dwa przegrane mecze. W Katowicach drużyna jest NAPRAWDĘ zbudowana. Ze zgliszczy – jak mówi trener. I ten proces trwa w najlepsze.

Wracając do symbolicznego Lukasa. GieKSa ma swój sposób na stałe fragmenty i to „drugie tempo”, o którym trener mówił w poprzednim sezonie jest cały czas praktykowane. Lukas Klemenz zachował się w tej sytuacji jak rasowy napastnik, dostał piłkę prostopadłą, a nie centrę z boku boiska i z pierwszej – w sytuacji sam na sam – strzelił gola. Schematy.

Zapytałem też o to „oczekiwanie nieoczekiwanego”, bo przecież akcję bramkową (wrzut z autu) poprzedziło odbicie od chorągiewki. Ja sam odwróciłem już głowę, bo uznałem, że akcja jest stracona i ku mojemu zdziwieniu po kilku sekundach – nadal ona trwała. To są dokładnie te setne sekundy, o których pisałem w przedmeczowym felietonie. Na transmisji telewizyjnej tego nie widzę, ale całkiem możliwe, że Borja Galan zareagował dosłownie ułamek wcześniej, zanim piłka się od tej chorągiewki odbiła. Antycypował – jak mówi Tomasz Hajto. Na pewno jego reakcja była szybsza od Marcela Krajewskiego. I to po tej akcji Widzew ratował się wybiciem na aut, po którym padła bramka.

Czysto piłkarsko nie był to najlepszy mecz GieKSy, były popularne ciężary. Ale też nie był to mecz słaby. GieKSa zrobiła to, co jest jej największym atutem – determinacja, znów – już nie „mityczne” – realizowanie założeń taktycznych, konsekwencja. I przede wszystkim nasz zespół nie odpuszcza, nie przestaje grać w piłkę. Znów przygotowanie fizyczne było na najwyższym poziomie. I w końcówce to Widzew spuchł bardziej, trener Jovicević ratował się wprowadzeniem żwawego Fornalczyka, gdy reszta już raczej była bardzo zmęczona. W końcówce to GieKSa była bardziej aktywna i gdyby Marcel Wędrychowski był bardziej precyzyjny, mogłoby się skończyć przed karnymi.

Wspomniane rzuty karne to już historia, którą będziemy pamiętać. Przy takim zmęczeniu, przy takiej presji, katowiczanie wykonali je bezbłędnie. Choć serce zabiło nam mocniej, gdy Drągowski dotknął piłkę po strzale Arka Jędrycha, ta na szczęście wpadła do siatki. Rafał Strączek broniąc w pierwszej serii jedenastkę Frana Alvareza dał dużo spokoju na dalszą część serii jedenastek. Potem była podcinka Nowaka… rany, maestria. I duże ryzyko. Ale jak zawodnik jest pewny, to mu to wchodzi. Jak jest pospinany, jak Brahim Diaz w finale Pucharu Narodów Afryki, to jest dramat. Bartkowi wychodzi ostatnio wszystko. Panie Urban… nie rób Pan wstydu. Damian Rasak dał swoją pieczęć, a popularny Milusi pokazał, że również jest bardzo pewnym ogniwem. Potem natomiast był już tylko „typowy Fornal” i euforia na stadionie.

Jakiś zawias miałem na konfie, bo pytałem trenera o rzuty karne z Pucharu Polski sprzed 15 lat z Puszczą Niepołomice, a zapomniałem o tych z Wartą Poznań kilka lat temu – potem były jeszcze przegrane jedenastki ze Stalą Stalowa Wola. W każdym razie w rozgrywkach pucharowych te jedenastki idą nam ostatnio nieźle, bo przecież jeszcze wygraliśmy je we wspomnianym meczu z Pogonią. No ale to właśnie były takie nasze „małe szczęścia”. Teraz mamy duże. Tej rangi ruty karne ostatni raz graliśmy z Araratem Erewań w 1995 – wówczas przegrane. A ostatnie wygrane były rok wcześniej z Arisem Saloniki, kiedy to Janusz Jojko decydującą jedenastkę wykorzystał.

Pan Czapeczka na konferencji dalej wygłaszał swoje farmazony i kibice Widzewa mają już go dość. W ustach trenera Widzewa właśnie te slogany bez pokrycia są ciągle aktywne, tyle że on robi to już do przesady. Mówi o dumie, o team spiryt w tym meczu i tak dalej, i tak dalej. Odległość lat świetlnych od GieKSy jeśli chodzi o wcielanie słów w życie.

Możemy być dumni z naszej drużyny. Raz gra lepiej, raz gorzej, ale zawsze gra swoje. I tym po prostu wygrywa. Nie tylko mecze, ale i serca kibiców.

Myślałem sobie przed Górnikiem, że jakbym miał wybierać z tych dwóch meczów, który wolę wygrać, to wziąłbym ten z Widzewem. Wiadomo, w lidze punkty można odrobić, a puchar to sprawa zerojedynkowa. A dostałem i to, i to. Nie żadne „minimum” czy „dobrze”, tylko po prostu idealnie.

Ochłońmy. Dobrze, że następny mecz jest nie na przykład w piątek, tylko w niedzielę. Mamy trochę zszarganych nerwów, a piłkarze poobijanych kostek i zmęczonych mięśni. Niech teraz fizjoterapeuci zajmują się doprowadzaniem naszych piłkarzy do stanu używalności, a trenerzy podają piłkarzom efekty analizy Radomiaka.

A my rozsiądźmy się wygodnie, z herbatką w ręku i oglądajmy poczynania naszych potencjalnych rywali. Już dziś gra Zawisza z Chojniczanką i Lech z Górnikiem. Jutro jeszcze Avia z Rakowem. W piątek losowanie i będziemy z zapartym tchem śledzić, kogo los nam przydzieli.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Gra o finał to wielka duma

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Widzew Łódź wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów – Rafał Górak i Igor Jovicević. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Igor Jovicević (trener Widzewa Łódź):
To trudny moment, ale jestem dumny z drużyny, jej ducha walki i jakości, który pokazała. Konkurs rzutów karnych to loteria – możesz wygrać i przegrać.  Ale pokazaliśmy, że jesteśmy drużyną. Potencjał, jakość, ale rezultat nie jest dobry dla nas. Rozumiemy wysokie oczekiwania naszych kibiców, akceptujemy to, ale nie dajemy im takich rezultatów, jak chcą.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Długie i wyczerpujące spotkanie, na pewno też pod względem emocjonalnym, bo wiadomo, że to dużo kosztuje. Graliśmy już w tej edycji dogrywkę, a dzisiaj było jeszcze dłużej, bo były rzuty karne. Sam mecz był równy, zawsze podkreślam, że piłkarze Widzewa nie są z pierwszej łapanki, natomiast my chcąc zawsze odpowiedzieć na to, co na boisku może się wydarzyć, musimy działać organizacyjnie, systemowo i z ogromnym zaangażowaniem. To był taki trudniejszy mecz dla nas, tak energetycznie, podobnie jak ostatnio, gdy tutaj graliśmy. Natomiast z samej organizacji gry było więcej niż przyzwoicie, zawodnicy bardzo dobrze realizowali grę w obronie niskiej, nie chcąc dać się do niej zepchnąć całkowicie, pracowali i walczyli bardzo dobrze, strefy do zabezpieczenia, które każdy z nich miał – to funkcjonowało okej. Stąd nie wzięła się – jak na 120 minut – jakaś duża ilość sytuacji pod naszą bramką. I to jest na plus, ten mecz jest w taki dobry sposób wybroniony. Zaspaliśmy przy rzucie wolnym, to jest nasza wina i sztabu, bo powinniśmy dać lepszą wytyczną drużynie – Widzew nasze gapiostwo wykorzystał i zdobył bramkę. Ciekawe czy stuprocentowa sytuacja na 2:0 nie zamknęłaby tego meczu i nie kończylibyśmy go po 90 minutach. Ale skoro tak się skończyło, to jest to dla kibiców i całego naszego społeczeństwa kolejna nagroda za wiele lat trudnych. Zbieramy owoce naszej cierpliwej pracy i wyrozumiałości. I cóż wszystko przed nami. W niedziele bardzo ważny mecz w Radomiu, musimy się dobrze zregenerować, by w pełni sił pojechać na kolejne spotkanie. A to że zagramy o finał Pucharu Polski, to jest ogromna duma.

 

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga