Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Cóż nam wyczaruje nowy trener?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Niekończąca się historia nowego trenera GKS Katowice dobiegła końca. Choć mówiło się o tym od dawna, dopiero dwa dni temu oficjalnie zaprezentowano Dariusza Dudka jako nowego szkoleniowca GKS Katowice. Wybór budzący różne emocje u tych zaangażowanych (od optymizmu po pesymizmu), a u wielu zobojętniałych kibiców będący kolejną roszadą, która sama w sobie nie ma aż takiego znaczenia.

Trudno, naprawdę trudno przewidzieć, jak będzie wyglądała kadencja mniej popularnego brata bardziej popularnego Jerzego. Z jednej strony Dudek wcześniej praktycznie nie miał okazji się specjalnie wybić z jakimiś sukcesami i zanosił się na trenera przeciętnego z przeciętnych. A jednak – w poprzednim sezonie osiągnął coś nieosiągalnego dla trenerów, którzy prowadzili GKS Katowice w ostatnich latach. W trudnej sytuacji, a punktowo wręcz beznadziejnej, doprowadził Zagłębie Sosnowiec do awansu do ekstraklasy. Dodatkowo zrobił to w iście spektakularnym stylu wygrywając mecz za meczem, kolejka po kolejce. Gdy w środku rundy wydawało się to po prostu niemożliwe.

Zagłębie nie było jedną z dwóch najlepszych drużyn tej ligi. Po prostu poza zdecydowanie dominującą Miedzią Legnica, okazała się drużyną najmniej frajerską. A w tym kontekście – w ogóle nie była frajerską, bo awansowała, a wszyscy, którzy tego nie zrobili – wręcz przeciwnie. Co by nie mówić – Dudek zrobił coś (nie wiadomo co), co sprawiło, że w tej konfiguracji piłkarzy i trenera, ta promocja okazała się możliwa. I przede wszystkim okazało się, że w klubie z Ludowego chcieli to zrobić. Tak mało, a jednak tak bardzo dużo.

W ekstraklasie umiejętności piłkarzy (i trenera?) zostały zweryfikowane. Zagłębie z zaledwie jednym zwycięstwem znajduje się w ogonie tabeli. Z drugiej jednak strony można zadać pytanie – czy po spektakularnym awansie z przeciętną drużyną, te wyniki w najwyższej klasie są aż tak kompromitujące?

Trudno ocenić tego szkoleniowca. Przyznaję otwarcie, że moim faworytem w tym wyścigu o fotel trenera GKS nie był. No dobra, żartuję z tym wyścigiem – bo to był wyścig żółwi, podobny do tego, który ma od 2 lat miejsce na zapleczu ekstraklasy. Jak widać szkoleniowiec świetnie się w tym odnajduje. Ale czy ma na tyle 1) warsztatu, 2) mądrości, 3) charyzmy, żeby poradzić sobie z szatnią GKS Katowice, wypełnianą od wielu lat ludźmi, którzy najprawdopodobniej świadomie i celowo markowali grę i angażowali się jedynie wtedy, kiedy im pasowało?

Teraz wydaje się, że szkoleniowiec ma jednak odrobinę łatwiej. Bo choć sytuacja w tabeli jest fatalna, to istnieje szansa, że ten zestaw ludzi w szatni jakoś rokuje. Co by nie mówić i jakkolwiek nie krytykować tego zespołu za dość żenującą postawę, to daleki jestem od tego, żeby globalnie zarzucić mu, że oddaje mecze bez walki. Taki zarzut miałem po meczu z Puszczą Niepołomice, w innych meczach ta walka nie wyglądała również jak należy, ale to nie był schemat z poprzednich sezonów regularnego przechodzenia obok meczów i spektakularnie i bezczelnie oddanego awansu.

Hipoteza, która mi się nasuwa w związku z naszą drużyną jest następująca. Po początkowych dobrych, a nawet bardzo dobrych meczach sezonu, w których GKS co prawda nie punktował, ale miał mnóstwo sytuacji i dobrze się to oglądało, zaczęło się mieszanie Paszulewicza. Jego chaotycznie, niezrozumiałe, niekonsekwentne i najzwyczajniej głupie decyzje powodowały powolny (bo z minuty na minutę), ale i bardzo szybki (z meczu na mecz) rozpad tej drużyny, rozpad mentalny – tego, co się budowało z wielu zawodników i naprawdę nastrajało optymizmem. Podejrzewam, że z czasem, gdy zawodnicy zorientowali się, że mają za trenera człowieka nieprzewidywalnego w swoich decyzjach, sami zaczęli się gubić, a motywacja spadła im do zera. Młodzi zawodnicy widząc, że idzie im dobrze, na kolejne dwa mecze lądowali na ławie. A starzy? Nie oszukujmy się, polscy zblazowani zawodnicy prawdopodobnie widząc, że trener odstawia cyrki, bez zbędnego zastanawiania się kładą na to lachę. Tak być nie powinno, ale musimy pamiętać o realiach i jednak globalnym braku ambicji u lwiej części populacji piłkarzy naszego kraju.

Oczywiście do kwestii motywacyjnych dochodzą także umiejętności, a właściwie ich brak. Z całym szacunkiem, ale ostatnie występy naszych środkowych obrońców nie świadczyły o brakach motywacyjnych, a piłkarskich i taktycznych. I przez to traciliśmy bramki.

To co musi więc zrobić Dudek, to odbudować „chciejstwo”, które odebrał Paszulewicz. Myślę, że jednak większość zawodników chciałaby coś w tej GieKSie osiągnąć, ale została w jakiś sposób zdołowana. Przy trenerze Dziółce niestety średnio wyglądało odbudowanie tego, bo swoimi kuriozalnymi wypowiedziami pogłębiał patologię (i szczerze mówiąc, powinien polecieć razem z Paszulewiczem). Ale może powiew świeżości w postaci Dudka, raz po raz, będzie poprawiał morale zawodników i w końcu będą grać już normalnie. Bez obaw, że taki Tabiś czy Łyszczarz zagra dobry mecz, a za chwilę i tak dostanie kopa w dupę.

W klubie próbowaliśmy już od wielu lat różnych opcji trenerskich. Był taktyk Moskal, młody i ambitny „mikrocyklarz” Skowronek, bajkopisarz Brzęczek, spolegliwy furiat Mandrysz i kat Paszulewicz. Nic nie zadziałało, z każdym albo piłkarze „wygrali”, albo zostali oni zdołowani. Jedna czy druga strona zawsze ostateczenie kończyła klęską. Często na własne życzenie.

Jaką strategię obejmie Dudek? Na razie zaprezentował się na Bukowej jako niebywały luzak. Trochę taki pan na włościach, ręce w kieszeni, szelmowski uśmieszek. Czy to pewność siebie, nonszalancja czy uśmiech maskujący stres – tego na razie nie wiemy. I za cholerę nie wiemy, jak będzie wyglądała drużyna pod jego rządami – kadrowo, taktycznie, mentalnie.

Faktem jest, że Dudek się tej sprawy podjął, a na ten moment to duża odwaga – przyjść do Katowic naprawiać ten bałagan, który zostawił poprzednik. Z jakim odbędzie się to efektem i czy Dudek będzie miał podobne wyniki jak w poprzednim sezonie w Zagłębiu? O tym będziemy się przekonywać wkrótce. Po raz pierwszy już w piątek w meczu ze Stalą Mielec.

Trenerze ogarnij to. Witamy w katowickim piekle.

Portal GieKSa.pl tworzony jest od kibiców, dla kibiców, dlatego zwracamy się do Ciebie z prośbą o wsparcie poprzez:

a/ przelew na konto bankowe:

SK 1964
87 1090 1186 0000 0001 2146 9533

b/ wpłatę na PayPal:

E-mail: [email protected]

c/ rejestrację w Superbet z naszych banerów.

Dziękujemy!


5 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

5 komentarzy

  1. Avatar photo

    Solski

    17 października 2018 at 18:51

    A ja myślę, że taktyka i to co chce zrobić będzie widoczne nie w tym meczu ze Stalą, gdyż to zbyt krótki okres, ale za 2-3 kolejki. Na pewno na konferencji mądrze powiedział, ze w zespole było zbyt wiele zmian i dotyczyło to zarówno wymiany 18 zawodników jak i zmian jakie nie wiedzieć czemu wprowadzał Paszulewicz gdy szło dobrze. Brak stabilizacji to brak pewnych automatyzmów i zachowań na boisku. Jak to miało funkcjonować, skoro dobrze grający zawodnik w następnym meczu siadał na ławce albo na trybunach? Oby w tym przypadku było inaczej. Na awans nie liczę, ale na spokojne, powtarzam spokojne utrzymanie.
    Powodzenia Trenerze

  2. Avatar photo

    abel

    17 października 2018 at 21:28

    Myślę że od paszulewicza to pewnie lepszy będzie ale niestety nic nadto. Jeżeli problem polegal na kiepskiej atmosferze i braku logicznych decyzji to moze sie to udac. Jezeli zas o co innego chodzi to dudek to nie ten format szkoleniowca ktory da rade. Dziwi tylko to ze w sytuacji dosc dramatycznej jaka jest w katowicach siega sie po bardzo ryzykowne rozwiazanie zamiast kogos kto gwarantuje pewien poziom. Jak generalnie mandrysz mnie draznil swoja bufonada i robieniem poz gdy rzeczywistosc byla troszke inna tak dudek nie przekonuje mnie kwalifikacjami. oczywiscie moze mu sie udac ale to wielka wielka niewiadoma i bardzo duze ryzyko. Jakos watpie ze zarzad wie co robi

  3. Avatar photo

    Grzegorz

    17 października 2018 at 23:17

    A ja myślę odwrotnie!!! Nie myślę kategoriami…. ” Po co mam jeść skoro to wysram”!!!!! Znam wystarczająco p Darka i wiem że ma niesamowity zapał ,wiedzę i miłość do naszego klubu. Czy się uda czy nie tego nikt nie wie ale pytanie ,czy piłkarze będą wystarczająco współpracować by zależało im na awansie??? Pozwólmy trenerowi pracowac A my jako kibice ,pokażmy że jesteśmy kibicami a nie frajerami!! Więc proponuję skończyć pieprzyć i zacznijcie chodzić na mecze nie po to by wpieprzac słonecznik, a kibicować!!!!

  4. Avatar photo

    Zippo 50

    18 października 2018 at 13:02

    BĘDZIE DOBRZE święcie w to wieżę jest tylko jeden warunek że zawodnicy będą robili to co chce trener a nie odwrotnie.Od paru lat nie opuściłem meczu, moje spostrzeżenia to:Nasi zawodnicy już jako tako grać potrafią lecz strzelać niema komu, druga uwaga jak by ich ktoś nauczył trochę myślenia taktycznego to już będzie czołówka.

  5. Avatar photo

    stefano

    18 października 2018 at 14:21

    Dokładnie , Darek powinien na początku rozpoznać ogniwa , które trzeba odstawić , a potem się pozbyć, aby nie było zgrzytów.
    Reszta wszystkie rece na pokład i jazda w góre tabeli .

Odpowiedz

Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Kompromitacja

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po ostatnim meczu z Arką Gdynia, humory w Katowicach były bardzo dobre. GieKSa odbiła się od dna i w fantastycznym stylu pokonała gdynian. Piłkarze Rafała Góraka chcieli podtrzymać tę passę. Ten sam plan miał jednak Górnik Zabrze, który również efektownie odprawił z kwitkiem Pogoń Szczecin. Przy Roosevelta zapowiadało się naprawdę świetne widowisko, przy rekordowej – 28-tysięcznej – frekwencji.

W GieKSie nastąpiła jedna zmiana w porównaniu z meczem z Arką. Kontuzjowanego Alana Czerwińskiego zastąpił Lukas Klemenz, czyli bohater meczu z gdynianami. W składzie zabrzan ponownie zabrakło Lukasa Podolskiego (ale był już na ławce), mogliśmy natomiast obawiać się dynamicznych Ousmane Sowa i Tofeeka Ismaheela.

Początek meczu był wyrównany, ale drużyny nie stwarzały sobie sytuacji bramkowych, choć gdyby w 5. minucie Adam Zrelak dobrze przyjął piłkę wyszedłby sam na sam od połowy boiska z Łubikiem. W 11. minucie lekko uciekał Klemenzowi Tofeek Ismaheel, który wbiegł w pole karne i nawijał naszego obrońcę, ale Lukas ostatecznie zablokował ten strzał. W 19. minucie Kubicki bardzo dobrze obsłużył prostopadłym podaniem Ambrosa, który kąśliwie uderzał, ale Dawid Kudła bardzo dobrze obronił ten strzał. Pięć minut później w pole karne próbował wdzierał się Borja Galan, ale jego strzał został zamortyzowany. W pierwszych trzydziestu minutach nieco lepiej prezentował się Górnik i mógł to przypieczętować bramką, gdy fatalną stratę przed polem karnym zaliczył Kacper Łukasiak, ale po wygarnięciu piłki przez Kubickiego nie doszedł do niej Liseth. Niestety cofnięta gra GKS nie opłaciła się. Galan dał bardzo dużo miejsca w polu karnym rywalowi, a Ousmane Sow skrzętnie to wykorzystał, wycofując piłkę na 16. metr do Patrika Hellebranda, który pewnym strzałem pokonał Kudłę. W końcówce GKS miał kilka stałych fragmentów gry, ale w przeciwieństwie do meczu z Arką, tutaj nie było z tego żadnego zagrożenia.

Początek drugiej połowy mógł być fatalny. Klemenz wyprowadzał tak, że podał do przeciwnika, piłka zaraz poszła do niepilnowanego Janży, ten wycofał do Sowa, analogicznie jak ten zawodnik w pierwszej połowie, jednak Sow strzelił technicznie obok słupka. Po chwili, w zamieszaniu w polu karnym po wrzucie z autu Kowalczyka, ekwilibrystycznie do piłki próbował dopaść Kuusk, ale nic z tego nie wyszło. Po chwili i tak było 2:0. W 53. minucie piłkarze GKS zagrali niebywale statycznie w polu karnym. Dośrodkowywał Ambros, a kompletnie niepilnowany, choć wśród tłumu naszych (!) zawodników Liseth z bliska skierował piłkę do siatki. W 61. minucie znów rozmontowali naszą dziurawą obronę rywale, Janża znów mając lotnisko na skrzydle, popędził i wycofał po ziemi, a Sow tym razem strzelił niecelnie. Po chwili mieliśmy zmiany, weszli na boisko Aleksander Buksa i debiutujący w GKS Jesse Bosch. Trzy minuty później było po meczu, gdy doszło do absolutnie kuriozalnej sytuacji. Marten Kuusk zagrywał do Kudły. Problem w tym, że naszego bramkarza nie było w bramce i piłka wpadła do siatki ku rozpaczy estońskiego defensora. Kilka minut później swoją szansę miał Ismaheel, ale po dośrodkowaniu z prawej stroną i strzale zawodnika bardzo dobrze interweniował Kudła. W 81. minucie z dystansu uderzał wprowadzony na boisko Lukas Podolski, ale znów obronił bramkarz. W 88. minucie na strzał zdecydował się Kuusk, a piłka musnęła górną stronę poprzeczki. Po chwili była powtórka, uderzał z daleka Gruszkowski i również piłka otarła obramowanie, tym razem spojenie.

Wygląda na to, że GKS przegrał to spotkanie już przed meczem, ewentualnie w trakcie pierwszej połowy. Nie da się z Górnikiem Zabrze, grając tak asekuracyjnie, liczyć na cud i to, że rywale nie strzelą bramki. Dodatkowo po utracie bramki posypało się całkowicie wszystko i nie dość, że nadal nie mieliśmy nic z przodu, to jeszcze popełnialiśmy katastrofalne błędy z tyłu, a gospodarze skrzętnie to wykorzystali. Był to najsłabszy mecz GKS w tym sezonie. Nie chodzi o wynik. Sposób gry był nieprzystający ekstraklasowej drużynie.

23.08.2025, Zabrze
Górnik Zabrze – GKS Katowice 3:0 (1:0)
Bramki: Hellebrand (40), Liseth (53), Kuusk (64-s).
Górnik: Łubik – Kmet (70. Szcześniak), Janicki, Josema (76. Pingot), Janża, Kubicki, Hellebrand, Ambros (70. Podolski), Sow (69. Dzięgielewski), Liseth, Ismaheel (76. Lukoszek).
GKS: Kudła – Wasielewski, Klemenz, Jędrych, Kuusk, Galan (70. Gruszkowski) – Błąd (70. Łukowski), Kowalczyk, Łukasiak (61. Bosch), Nowak (78. Wędrychowski) – Zrelak (61. Buksa).
Żółte kartki: Nowak.
Sędzia: Szymon Marciniak (Płock).
Widzów: 28236 (w tym 4300 kibiców GieKSy).

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Szymon Marciniak w końcu sędzią El Clasico

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Sędzią sobotniego meczu Górnik Zabrze – GKS Katowice będzie Szymon Marciniak z Płocka. Śląski Klasyk odbędzie się w sobotę o godzinie 20.15.

Arbitra przedstawiać nie trzeba, ale jednak to zrobimy. Nasz sędzia międzynarodowy ma CV tak bogate, że ciężko objąć wszystko. Według portalu 90minut.pl pierwsze udokumentowane spotkanie to mecz Pucharu Polski w 2006 roku pomiędzy Spartą Augustów i Mrągowią Mrągowo. Szybko piął się po szczeblach kariery i już w kolejnym sezonie prowadził trzy mecze ówczesnej drugiej ligi, czyli zaplecza ekstraklasy.

Uwaga! Wówczas – 5 kwietnia 2008 poprowadził jedyny w swojej karierze mecz GKS Katowice, było to spotkanie w Turku, w którym GKS Katowice zremisował z miejscowym Turem 1:1. Poniżej możecie zobaczyć bramki z tego meczu, nakręcone przez autora niniejszego artykułu. Gola dla GKS zdobył wówczas Krzysztof Kaliciak, a wyrównał dobrze nam znany, grający później w GieKSie – Filip Burkhardt.

Już w sezonie 2008/09 zadebiutował w ekstraklasie, prowadząc mecz GKS Bełchatów z Odrą Wodzisław. Od następnego był już etatowym arbitrem w ekstraklasie, w której sędziuje nieprzerwanie od 15 lat.

W sezonie 2012/13 przyszedł debiut w europejskich pucharach, gdy w Lidze Europy sędziował mecz Lazio z Mariborem. Dwa lata później zadebiutował w Lidze Mistrzów spotkaniem Juventus – Malmo.

Wyliczanie wszystkich prowadzonych przez Marciniaka meczów byłoby dużym wyzwaniem. Spójrzmy po prostu na zbiorczą liczbę spotkań, które prowadził konkretnym europejskim drużynom na przestrzeni tych lat – głównie w Lidze Mistrzów, a także w minimalnym stopniu w Lidze Europy:

Inter Mediolan – 10
Real Madryt – 9
Atletico Madryt – 8
Liverpool, PSG – 7
Juventus, Barcelona, Milan – 6
Bayern, Manchester City, Tottenham, Lyon, Benfica – 4
Sevilla, Feyenoord, Napoli – 3

W mniejszej liczbie prowadził też mecze takich drużyn jak m.in. Lazio, Fiorentina, Manchester United, Roma, BVB, Ajax, Bayer Leverkusen, Lipsk, Atalanta, OM, FC Porto, Chelsea, Sporting, Galatasaray czy Arsenal. Dodajmy, że w zestawieniu nie są uwzględnione spotkaniach w ramach choćby Klubowych Mistrzostw Świata, gdzie dodatkowo dwukrotnie sędziował Realowi Madryt.

W 2013 sędziował swój pierwszy finał Pucharu Polski – pierwszy z dwóch meczów Śląska Wrocław z Legią Warszawa. Później jeszcze trzykrotnie prowadził mecz finałowy na Stadionie Narodowym.

W swojej europejskiej przygodzie był arbitrem kilku spotkań, które obrosły legendą. Na przykład w 2017 był rozjemcą pierwszego meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów, w którym PSG pokonało Barcelonę 4:0. Ten mecz był preludium do historii z rewanżu, gdzie Blaugrana po niesamowitej remontadzie zwyciężyła 6:1. Rok później w tej samej fazie na Marciniaka posypała się lawina krytyki po meczu Tottenham – Juventus (1:2), w którym nasz arbiter popełnił duże błędy. W 2023 roku sędziował w półfinale pogrom Realu Madryt przez Manchester City, kiedy podopieczni Pepa Guardioli wygrali 4:0. A w zeszłym sezonie niesamowite spotkania w 1/8 i 1/2 finału pomiędzy Atletico i Realem oraz Interem i Barceloną – w obu przypadkach były to rewanże. W derbach Madrytu arbiter miał absolutnie nietypową sytuację, gdy w konkursie jedenastek Julian Alvarez dwa razy dotknął piłkę – co dopiero – i to w wielkich kontrowersjach – wykazał VAR. Znowuż w pojedynku na Giuseppe Meazza widzieliśmy prawdziwy spektakl piłki. Gdy w 87. minucie Raphinia trafiał na 3:2 dla Barcelony, wydawało się, że jest pozamiatane. Wyrównał w doliczonym czasie Acerbi, a w dogrywce Nero-Azurri za sparwą Frattesiego przechyli szalę na swoją korzyść.

Szymon Marciniak od dekady prowadzi też mecze reprezentacji. Prowadził spotkania na Mistrzostwach Europy i Świata. W 2016 roku był rozjemcą meczów Hiszpania – Czechy, Islandia – Austria i Niemcy – Słowacja. Podczas Mundialu w Rosji sędziował spotkania Argentyna – Islandia i Niemcy – Szwecja z fenomenalnym trafieniem Kroosa w doliczonym czasie z rzutu wolnego. Na Mistrzostwach Świata w Katarze prowadził spotkania Francja – Dania i Argentyna – Australia, a na Euro 2024 Belgia – Rumunia i Szwajcaria – Włochy.

Na deser zostawiliśmy oczywiście największe sukcesy polskiego sędziego. Czyli sędziowane finały. Najpierw finał Klubowych Mistrzostw Świata 2024, w którym Manchester City pokonał Fliminense 4:0. City zapewniło sobie udział w turnieju poprzez wygranie Ligi Mistrzów w 2023 roku, który również prowadził polski sędzia – Anglicy pokonali Inter Mediolan 1:0 po golu Rodriego. No i nade wszystko mecz meczów, najważniejsze wydarzenie w czteroleciu światowej piłki, czyli finał Mistrzostw Świata 2022 w Katarze: Argentyna – Francja. Finał niebanalny, bo z dwoma golami Leo Messiego i hat-trickiem Kyliana Mbappe. Marciniak był świadkiem ukoronowania Leo Messiego jako najlepszego piłkarza w historii futbolu, zwieńczającego swoją piękną karierę tytułem Mistrza Świata.

Ma w swoim dorobku także prowadzone finały Cypru, Grecji i Albanii oraz Superpuchar Europy.

Przechodząc do spraw przyziemnych – w obecnym sezonie Marciniak prowadził cztery spotkania ekstraklasy, w których pokazał 16 żółtych kartek (średnio 4 na mecz) i ani jednej czerwonej. Podyktował jeden rzut karny – dla Pogoni w meczu z Arką.

Oficjalnie prowadził tylko jedno wspomniane spotkanie GKS Katowice, natomiast na uwagę zasługuje fakt, że Marciniak był gościem specjalnym i sędzią podczas turniejów Spodek Super Cup 2024 i 2025. W obecnym roku zrobił też rzecz niesamowitą – prowadząc mecz w Arabii Saudyjskiej wieczorem dzień przed turniejem, sobie tylko znanymi sposobami przemieścił się do Katowic, by w Spodku już być około godziny 15.00 zwartym i gotowym do pracy.

Będzie to pierwszy Klasyk Szymona Marciniaka, bo mimo wielu wybitnych spotkań, nie udało mu się jeszcze poprowadzić hiszpańskiego El Clasico pomiędzy Realem Madryt i Barceloną.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Żółty kocioł dał koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Radomiak Radom wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Joao Henriques. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Joao Henriques (trener Radomiaka Radom):
Nie mam zbyt wiele do powiedzenia. GKS strzelił trzy bramki, my dwie. Tyle mam do powiedzenia. Nasi zawodnicy do bohaterowie w tym meczu. Będziemy walczyć dalej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Ważny moment dla nas, bo pierwsza przerwa na kadrę to taka pierwsza tercja tej rundy i mieliśmy świadomość, że musimy zdobywać punkty, aby nie zakopać się. Wiadomo, jeśli chodzi punkty nie zdarzyło się nic zjawiskowego. Mamy siódmy punkt i to jest dla nas cenna zdobycz, a dzisiejszy mecz był bardzo ważnym egzaminem piłkarskiego charakteru, piłkarskiej złości i udowodnienia samemu sobie, że tydzień później możemy być bardzo dobrze dysponowani i możemy zapomnieć, że coś nam nie wyszło. Bo sport ma to do siebie, że co tydzień nie będziesz idealny, świetny i taki, jak będziesz sobie życzył. Ważne jest, jak sportowiec z tego wychodzi.

Tu nie chodzi o to, że nam się udało cokolwiek, bo udać to się może jeden raz, ale jak wychodzimy i zdajemy sobie sprawę z tego, że jesteśmy w opałach – a byliśmy w nich także w tym meczu. Graliśmy bardzo energetyczną pierwszą połowę, mogliśmy strzelić więcej bramek, a schodziliśmy tylko z remisem. Ze świadomością, że straciliśmy dwie bramki, a sami mogliśmy strzelić dużo więcej. No ale jednak obawa jest, że dwie straciliśmy.

Siła ofensywna Radomiaka jest ogromna, ci chłopcy są indywidualnie bardzo dobrze wyszkoleni, są szybcy, dynamiczny, niekonwencjonalni. Bardzo trudno się przeciw nim gra. Zresztą kontratak na 1:0 pokazywał dużą klasę. Niesamowicie jestem dumny ze swoich piłkarzy, że w taki sposób narzucili swoje tempo gry, byli w pierwszej połowie drużyną, która dominowała, stworzyła wiele sytuacji bramkowych, oddała wiele strzałów, miała dużo dośrodkowań. To była gra na tak. Z tego się cieszę, bo od tego tutaj jesteśmy. W drugiej połowie przeciwnik po zmianach, wrócił Capita, Maurides, także ta ławka również była silna. Gra się wyrównała i była troszeczkę szarpana. Natomiast niesamowicie niosła nas publika, dzisiaj ten nasz „żółty kocioł” był niesamowity i serce się raduje, w jaki sposób to odtworzyliśmy, bo wiemy jaką drogę przeszliśmy i ile było emocji. Druga połowa była świetnym koncertem i kibice bardzo pomagali, a bramka Marcina była pięknym ukoronowaniem. Skończyło się naszym zwycięstwem i możemy być bardzo szczęśliwi. Co tu dużo mówić, jeżeli w taki sposób GKS będzie grał, to kibiców będzie jeszcze więcej i ten nasz stadion, który tak nam pomaga, będzie szczęśliwy.

Bardzo cenne punkty, ważny moment, trochę poczucia, że dobra teraz chwila na odpoczynek ale za chwilę zabieramy się do ciężkiej roboty, bo jedziemy do Gdańska i wiadomo, jak ważne to będzie dla nas spotkanie.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga