Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media po meczu z Motorem: Taka GieKSa bez problemu dojedzie do pucharów!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu GKS Katowice – Motor Lublin 3:2 (3:1).

dziennikwschodni.pl – Meczycho w Katowicach, GKS zatrzymał Motor
GKS Katowice to ostatnio gwarancja emocji i goli. Drużyna Rafała Góraka w dwóch poprzednich meczach remisowała 4:4 i 3:3. W piątkowy wieczór pokonała za to Motor Lublin 3:2. Przy okazji przerwała świetną passę żółto-biało-niebieskich, którzy przegrali po raz pierwszy od 15 lutego.
Już w dziewiątej minucie gospodarze wypracowali sobie pierwszą szansę na gola. Ilia Shkurin świetnie zgrał piłkę z „pierwszej”, a chociaż Eman Marković miał dalej do piłki, to prześcignął Herve Matthysa. Na koniec strzelił jednak tuż obok słupka.
W 14 minucie goście dostali drugie ostrzeżenie. Marković znalazł w polu karnym Shkurina, ten odegrał przed szesnastkę do Bartosza Nowaka, który w dobrej sytuacji fatalnie jednak spudłował.
Za chwilę „Gieksa” sunęła z kolejnym atakiem. Kapitalnie w środku pola zachował się Damian Rasak. Przyjęciem minął rywala i zagrał prostopadle do Shkurina. Wydawało się, że Brighe Ede wybije piłkę jednak skiksował. Próbował jeszcze naprawić swój błąd, naciskał napastnika i ten nie zdołał oddać strzału. Upadając na murawę, spadł jednak prosto na Ivana Brkicia, który doznał urazu żeber. Chorwat musiał opuścić murawę, a zastąpił go Gasper Tratnik.
Golkiper ze Słowenii nie zdążył jeszcze zaliczyć żadnej interwencji, a po rzucie rożnym musiał od razu sięgnąć do siatki. Centrę wybił Ede, ale wprost na nogę Markovicia, który huknął z woleja w gąszczu zawodników obu drużyn.
Mimo trudnej sytuacji Motor pokazał charakter i błyskawicznie wyrównał. Ivo Rodrigues przedarł się lewym skrzydłem, dograł do Bradly van Hoevena, a Holender wrzucił piłkę na głowę do Karola Czubaka, który wiedział co z nią z robić – posłać do siatki. Napastnik zaliczył szesnaste trafienie w sezonie, a spotkanie zaczynało się od początku.
Goście mieli swój moment i potrafili zdominować GKS. Celne strzały oddali: Filip Luberecki i Czubak. W 39 minucie zrobiło się jednak 2:1. Gospodarze wyprowadzili kontrę po… rzucie rożnym rywali.
W pierwszym tempie szybki atak udało się zatrzymać. „Gieksa” nadal miała jednak piłkę. Alan Czerwiński z prawej flanki dograł w piątkę, gdzie między obrońcami idealnie znalazł się Nowak, który huknął pod poprzeczkę.
Ten sam gracz za chwilę skiksował z ostrego kąta, a zmarnowana okazja mogła się zemścić. W 42 minucie po podaniu Rodriguesa sam na sam z Dawidem Kudłą był Czubak. Niestety, uderzył prosto w bramkarza.
W trzeciej dodatkowej minucie gry miejscowi zaliczyli trzecie trafienie. Akcję rozegrali od swojego bramkarza. Na koniec Marcin Wasielewski zagrał pod bramkę, a tam był Marković, który z bliska podwyższył na 3:1.
Lublinianie wyszli na drugą połowę z mocnym postanowieniem poprawy. I szybko złapali kontakt. Już w 49 minucie po wrzutce Lubereckiego ręką zagrał Lukas Klemenz. Wszyscy stanęli w oczekiwaniu na gwizdek, ale nie Bartosz Wolski, który uderzył do siatki z pola karnego.
Motor miał swój moment i w 54 minucie mógł wyrównać. Van Hoeven dograł do Jacquesa Ndiaye, ale „Jacek” uderzył za lekko i prosto w bramkarza.
W kolejnych minutach GKS opanował sytuację i zdecydowanie zdominował rywali. Było sporo sytuacji, aby zamknąć mecz, ale zostało 3:2. W końcówce żółto-biało-niebiescy nie byli w stanie na poważnie zagrozić bramce rywali i ostatecznie po siedmiu meczach bez porażki, nie dopisali do swojego konta ani jednego punktu.

kurierlubelski.pl – Motor przegrał, Brkić pojechał do szpitala, a Czubak dostał czerwoną kartkę
[…] W starciu dwóch rewelacji sezonu dużo lepszy początek zanotowali gospodarze. Najpierw pojedynek biegowy z Herve Matthysem wygrał Eman Markovic, ale z okolic linii pola karnego posłał piłkę obok słupka – pierwsze ostrzeżenie dla gości.
Drugim ostrzeżeniem było uderzenie Bartosza Nowaka z podobnej odległości, który przymierzył jednak zbyt wysoko. Trzeci raz Katowiczanie zagrozili bramce Ivana Brkicia, gdy błąd w przyjęciu piłki popełnił Bright Ede. Efekt? Ilya Skhuryn stanął oko w oko z golkiperem Motoru. Nie oddał jednak strzału, a pod presją Ede z impetem wpadł w Brkicia…
Chorwat długo leżał na boisku. Przerwa trwała osiem minut, po których został zniesiony na noszach i z urazem żeber odwieziony do szpitala.
[…] Grę z narożnika wznawiali piłkarze GieKSy, a dośrodkowanie głową wybijał ją Ede. Futbolówka spadła na nogę Markovicia, który efektownym wolejem z ok. piętnastego metra dał w 23. minucie swojej drużynie prowadzenie.
To mogło podłamać gości, ale tak się nie stało. Ci szybko wyprowadzili cios, po którym mieliśmy remis. Delikatną podcinką piłkę do Karola Czubaka wrzucił Bradly van Hoeven, a „Czubi” mocno zbił ją głową tak, że Damian Kudła nawet nie drgnął na linii.
Lublinianie przeszli do ofensywy. Uderzeń próbowali Filip Luberecki i Czubak, lecz bez konkretów. Te były po stronie rywali. Chwilę po szansie Motoru z bliska Tratnikowi nie dał szans Nowak, a tuż przez przerwą, także z bliska a 3:1 podwyższył Markovic.
– Szybko wyrównaliśmy, ale przegrywamy 1:3. Musimy coś zmienić. Mam sytuację, nie trafiam, fatalnie – mówił Czubak przed kamerami Canal+ Sport, wracając do sytuacji sam na sam z Kudłą, z 42. min. – Musimy się otrząsnąć, bo nie wyglądamy w tym meczu jakoś tragicznie. Tylko GieKSa co miała, to nam strzeliła – dodawał lider klasyfikacji strzelców Ekstraklasy (16 goli).
I Motor się otrząsnął. W 49. minucie świetnie zachował się Bartosz Wolski. Gdy jego koledzy protestowali, zgłaszając zagranie rękę we własnym polu karnym Lukasa Klemenza, ten po prostu skupił się na piłce i grał dalej. Huknął wolejem z ok. jedenastu, trafiając do siatki.
Żółto-biało-niebiescy mieli swoje okazje: między innymi bliski gola po strzale głową był Van Hoeven. Atakowali również Katowiczanie: strzał Arkadiusza Jędrycha z linii wybił Ivo Rodrigues. W innych dwóch przypadkach gości Motor ratował bramkarz – Tratnik.
Na przestrzeni całej drugiej połowy działo się dużo więcej, ale wynik zmianie nie uległ. Goście kończyli mecz w dziesiątkę, bo już w doliczonym czasie gry drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę, obejrzał Czubak.

weszlo.com – Taka GieKSa bez problemu dojedzie do pucharów!
GKS Katowice spędził zimę w strefie spadkowej. Ten sam GKS Katowice zrównuje się właśnie punktami z Jagielllonią i Górnikiem, pokonując inną wiosenną rewelację – Motor Lublin. Drużyna Góraka zmierza do europejskich pucharów. I nie widzimy żadnych przeciwskazań, by się w nich znalazła. Dobrze dla polskiej piłki, dobrze dla Europy i przede wszystkim sprawiedliwie.
Czy to była Ekstraklasa? Naprawdę spotkały się ze sobą dwie drużyny, które są w formie i tak po prostu rozegrały świetny do oglądania mecz? Żaden z dwóch trenerów nie chciał zamknąć spotkania i wejść w klincz, bo lepsze pewne 0:0 niż wysoki wynik, który może pójść w dwie strony?
To naprawdę niesłychane, ale jak widać można grać w tej lidze w piłkę. I jako Weszło po prostu dziękujemy za takie podejście, bo świetnie bawiliśmy się w to piątkowe popołudnie. Jeszcze czujemy w kościach trudy zeszłej kolejki Ekstraklasy i ogólnie całego sezonu, więc tym bardziej doceniamy, że na otwarcie obecnej serii gier otrzymaliśmy spotkanie, które zupełnie nie pasuje do typowych piątków o osiemnastej.
Po pierwszej połowie Motor schodził z boiska niezwykle poobijany. Mamy na myśli głównie metaforyczny wydźwięk tego słowa (w końcu otrzymał trzy gole w plecy), ale też dosłowny, bo stracił bramkarza (ten pojechał do szpitala z podejrzeniem złamania żeber). Sam przebieg meczu nie wyglądał aż tak jednostronnie, jak wskazywałby na to suchy wynik.
Motor popełniał jednak znacznie więcej błędów z tyłu – i właśnie w takim meczu, otwartym i szybkim, mocno wyszło to na wierzch. W tym aspekcie „królował” Bright Ede i jak tak dalej pójdzie, trudno będzie za niego skasować choćby sto tysięcy euro (a niedawno miał kosztować ponad dziesięć milionów). Młody obrońca wyglądał tak źle, że aż nie wyszedł na drugą połowę, na co wpływ miała też żółta kartka.
To Ede asystował przy otwierającym golu Markovicia. Wybił piłkę tak, że ta spadła akurat na nogę rywala, który niby nie miał dużo miejsca, a strzelił rewelacyjnie. Lublinianie szybko wyrównali, konkretnie zrobił to Czubak, który pokazał niezwykły kunszt – odkleił się od obrońców, wymusił zagranie na głowę i idealnie zmieścił piłkę będąc w sytuacji, w której połowa napastników w tej lidze nie oddałaby nawet celnego strzału.
W wywiadzie w przerwie Czubak nie podniecał się jednak tym wykończeniem i przede wszystkim był wkurzony na siebie, że w innej akcji, stojąc oko w oko z bramkarzem, dał się przeczytać.
Jeszcze bardziej wkurzony był w samej końcówce, gdy popełnił faul, za który wyleciał z boiska wskutek dwóch napomnień. Ewidentnie był to wyraz frustracji.
Wracając do chronologii, w pierwszej odsłonie trafiali za to katowiczanie. Obie akcje wyglądały w ostatniej fazie podobnie – po zagraniach z bocznej strefy okazywało się, że w szesnastce Motoru jest za dużo wolnej przestrzeni, z czego korzystali najpierw Nowak, a potem Marković. Swoją drogą, Norweg znowu kończy z doppelpackiem, a na przestrzeni ostatnich dziesięciu dni ma na koncie pięć bramek. Piłkarz, który był w cieniu, wreszcie eksplodował. GKS potrzebował kogoś takiego, kto odciążyłby w ofensywie Nowaka.
Po zmianie stron mecz nam lekko wyhamował, ale tempo nie spadło na tyle, byśmy mieli jakiekolwiek powody do narzekania. To nadal były kozackie zawody. Mimo że presja była na Motorze, znacznie więcej okazji na gola stworzyli sobie gospodarze, ale…
Szkurin zmarnował sam na sam (chciał przelobować Tratnika, ten świetnie zostawił rękę)
strzał Jędrycha wybito z linii bramkowej
Najemski dał sobie zabrać piłkę w szesnastce, ale Nowak nie skorzystał z prezentu
Zrelak próbował piętą, został zablokowany.
A propos Szkurina, do zmarnowanych sytuacji należy doliczyć jeszcze jedną z pierwszej połowy, gdy wychodząc sam na sam postanowił szukać rzutu karnego. Od kiedy napastnicy szukają jedenastek, a nie bramek? To był kompletny absurd, bo przecież Białorusin miał wystarczająco dużo miejsca, żeby kończyć akcję. Zamiast tego wdał się w drybling, licząc, że zostanie przewrócony, ale nie został, a później jeszcze spowodował kontuzję Brkicia.
Piłkarze GieKSy w rolę sędziów weszli też przy drugim golu lublinian. Klemenz zagrał ręką w szesnastce, więc wszyscy stanęli uznając, że sędzia i tak się nad nimi nie zlituje. Wszyscy poza Wolskim, który skorzystał z prezentu i strzelił obok wrytych w ziemię zawodników, wlepiając im karę za gapiostwo.
Motor zrobił jednak za mało, by pokonać dziś GieKSę, która nie kalkulowała nawet w końcówce i nie grała na wynik (w tym sensie, że nie cofnęła się, by bronić). Wręcz przeciwnie, atakowała do samego końca, skończyła z xG na poziomie 2,96 i dała nam dużo radości. Taką piłkę chcemy oglądać!

dziennikzachodni.pl – Pięć gorących wniosków po meczu GKS Katowice – Motor Lublin: Nikt nie gra tak efektownie jak GieKSa
[…] Piłkarze GKS Katowice odnieśli efektowne zwycięstwo pokonując na swoim stadionie Motor. Zawodnicy Rafała Góraka cały czas walczą o miejsce na podium PKO Ekstraklasy i zakwalifikowanie się do europejskich pucharów.
Zobacz pięć gorących wniosków po meczu GKS Katowice – Motor Lublin
GKS Katowice to w tej chwili najbardziej efektownie grająca polska drużyna. Na spotkaniach Katowiczan nie sposób się nudzić. Piłkarze trenera Góraka grają ofensywnie i strzelają dużo bramek, a po ich akcjach ręce same składają się do oklasków.
Świetna forma Emana Markovicia. Norweg w drugim meczu z rzędu zdobył dwa gole dla swojej drużyny. Po dublecie w spotkaniu z Lechem w Poznaniu teraz dwukrotnie pokonał bramkarza Motoru. Kolega Erlinga Haalanda wpisał się na listę strzelców także w pucharowej potyczce z Rakowem, więc w sumie w trzech ostatnich spotkaniach zdobył pięć bramek.
Bartosz Nowak ciągnie grę Katowiczan. „Nowy” nie otrzymał powołania do reprezentacji Polski na baraże o finały MŚ, ale wciąż prezentuje reprezentacyjną formę. W piątkowym meczu nie tylko strzelił gola, ale też obsługiwał kolegów z drużyny znakomitymi podaniami wypracowując im sytuacje strzeleckie.
Gra obronna Katowic wymaga poprawy. W tej beczce miodu musi się jednak znaleźć także łyżka dziegciu. Katowiczanie strzelają dużo bramek, ale też bardzo łatwo je tracą. W trzech ostatnich meczach dali sobie wbić aż dziewięć goli i to z pewnością jest coś nad czym muszą popracować.
Cała GieKSa razem. Piłkarzy w meczu z Motorem świetnie dopingowali kibice Katowiczan, ale do gorącej atmosfery na Nowej Bukowej w ciągu ostatniego roku już zdążyliśmy już przywyknąć. W przerwie spotkania na zielonej murawie pojawili się jednak także hokeiści klubu z Katowic prezentując puchar za wicemistrzostwo Polski i również zostali bardzo ciepło przyjęci przez fanów, którzy nagrodzili ich gromkimi brawami.

ekstraklasa.org – GKS Katowice 3:2 Motor Lublin – Doskonały początek
To była godna inauguracja 29. kolejki 2025/2026. W starciu GKS Katowice z Motorem Lublin padło 5 goli.
W 3 ostatnich meczach między tymi drużynami padło 17 goli. Nie możemy być rozczarowani początkiem kolejki w Katowicach, bo znów świetną formę zaprezentowali bohatowie 2026 roku. Bartosz Nowak zdobył swój 9. punkt w klasyfikacji kanadyjskiej w rundzie wiosennej, a Karol Czubak strzelił 16. gola w tym sezonie. Kolejny dublet natomiast ustrzelił Eman Marković.

sport.tvp.pl – GKS Katowice pokonał Motor Lublin i liczy się w walce o europejskie puchary
W meczu inaugurującym 29. kolejkę PKO BP Ekstraklasy piłkarze GKS-u Katowice pokonali na własnym stadionie Motor Lublin 3:2. Taki wynik sprawił, że drużyna Rafała Góraka pozostaje w walce o europejskie puchary. Na razie jest piąta.
[…] TAK PADŁY GOLE:
23′ (1:0) – gospodarze jako pierwsi zadali cios. Po dośrodkowaniu Bartosza Nowaka z rzutu rożnego futbolówka została wybita w okolice szesnastego metra, gdzie znajdował się pozostawiony bez opieki przez rywali Eman Marković. Norweg świetnie przymierzył bez przyjęcia i zapewnił swojej drużynie prowadzenie.
29′ (1:1) – przyjezdni dość szybko odpowiedzieli wyrównującym trafieniem. Bradly van Hoeven urwał się lewym skrzydłem i posłał precyzyjną centrę w kierunku Karola Czubaka, a ten strzałem głową przy bliższym słupku pokonał bezradnie interweniującego Dawida Kudłę.
39′ (2:1) – znakomity kontratak zespołu Rafała Góraka. W jego finałowej fazie Bartosz Nowak wykorzystał płaskie podanie z prawej flanki od Alana Czerwińskiego i płaskim uderzeniem z bliskiej odległości nie dał szans Gasperowi Tratnikowi, który chwilę wcześniej zastąpił między słupkami kontuzjowanego Ivana Brkicia.
45+3′ (3:1) – tuż przed przerwą miejscowi odskoczyli gościom na dwa gole. Znów w roli głównej wystąpił Eman Marković. 26-latek bardzo dobrze odnalazł się w polu bramkowym i po zagraniu Marcina Wasielewskiego skutecznym uderzeniem z czterech metrów skompletował dublet.
49′ (3:2) – podopieczni Mateusza Stolarskiego złapali kontakt. Filip Luberecki posłał wrzutkę z lewej strony boiska, piłka następnie trafiła w rękę Lukasa Klemenza, ale sędzia nakazał kontynuować grę. Do piłki błyskawicznie dopadł Bartosz Wolski, który mocnym strzałem skierował ją do siatki.
PODSUMOWANIE:
Dzięki wygranej GKS Katowice wykonał ważny krok w kierunku europejskich pucharów. Aktualnie plasuje się na piątej lokacie, mając tyle samo punktów na koncie, co trzecia Jagiellonia Białystok oraz czwarty Górnik Zabrze. Obie te ekipy rozegrały jednak jedno spotkanie mniej. Motor poniósł pierwszą porażkę w Ekstraklasie od 15 lutego (3:4 z Lechią Gdańsk). Na razie zajmuje ósmą pozycję w tabeli.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).

Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).

W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.

Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.

We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.

W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.

Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.

I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…

Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.

Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.

Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.

Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.

Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.

Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.

Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.

Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.

Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.

Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.

I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!

Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.

Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.

Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.

Wesołych Świąt!

PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.

Kontynuuj czytanie

Felietony Hokej

Czy możemy narzekać na najlepszą drużynę ostatnich pięciu lat?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Piąty finał z rzędu. Dwa mistrzostwa Polski – tyle samo co teraz GKS Tychy, których jednak w tym okresie dwukrotnie zabrakło w finale. Dwa finały przegrane w dopiero w siódmym meczu. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że za ostatnie 5 lat to drużyna Jacka Płachty była najlepszą drużyną w Polsce, a jednak coraz ciężej o optymizm, gdy mowa o hokejowej GieKSie.

Po dwóch mistrzostwach Polski, gdzie w obu przypadkach w finale byliśmy wręcz perfekcyjni pod każdym względem, przyszła porażka z Unią w dogrywce meczu nr 7 – tak minimalna, jak tylko może być, a przecież już po piątym meczu byliśmy o krok od kolejnego złota. Rok temu z kolei już po 4 meczach Tyszanie w każdym kolejnym mogli odnieść ostateczny triumf i choć pogoń za wynikiem, a nawet wyjście na prowadzenie na początku decydującego starcia dały nam mnóstwo emocji, to był to jednak kolejny krok w tył względem poprzedniego sezonu, a jak wyglądał finał w tym roku – każdy wie.

Nikt w tej lidze nie lubi GKS-u Katowice… i ma to swoje dobre strony. Brak sympatii ze strony kibiców Tychów, Sosnowca czy Oświęcimia jest oczywisty i jest to odwzajemnione i te animozje dodają emocji, a to dla emocji śledzimy sport. Idzie za tym jednak coś więcej – oprócz zdobycia mistrzostwa Polski, pobocznym celem każdej z tych drużyn jest pokonanie GKS-u. Poza krakowską Cracovią, gdzie nie zapowiada się, by w najbliższych latach mieli wrócić do walki o najwyższe cele, Katowice to zdecydowanie największe i najbardziej rozpoznawalne miasto ligi i każde mniejsze miasto tym bardziej chce udowodnić swoją wyższość na lodzie. Naszą reakcją na to jest… wyznaczenie top-4 jako celu na sezon. W lidze, gdzie są 4 drużyny mające pieniądze, by móc realistycznie walczyć o coś więcej, niż przetrwanie.

Końcowy wynik to jednak nie wszystko, czego kibice potrzebują – potrzebujemy czuć, że klub ,,gdzieś” zmierza, potrzebujemy również małych powodów do ekscytacji, a także potrzebujemy, by ludzie pracujący w klubie pokazali nam, że to oni się lepiej znają na hokeju i ,,zamknęli nam mordę”. Tak jak mordę zamyka nam sekcja piłkarska, tak jak 3 lata temu zrobił to Teemu Pulkkinen, tak tym razem dosłownie każda obawa kibiców znalazła potwierdzenie. Każdy czuł, że siedmiu obrońców to za mało, każdy widział, że brakuje nam ofensywnie usposobionego defensora, każdy wiedział, że mamy problem z przewagami i naprawdę ciężko uwierzyć, że ludzie, którzy dali nam dwa mistrzostwa Polski mieliby się z tym nie zgodzić. Gdzie więc była na to reakcja?

Jedną z najważniejszych cech naszych mistrzowskich ekip był głód. Oczywiście było też wtedy grono doświadczonych Polaków, a nawet przewinęło się też kilku doświadczonych obcokrajowców i nie chcę brzmieć, jakbym myślał, że teraz ktoś nie chciał zdobyć mistrzostwa, bo nie wątpię, że wszyscy chcieli, ale czegoś w porównaniu do ekipy sprzed 3 i 4 lat ewidentnie brakowało. Sami zboczyliśmy z drogi, która działała. W Tychach pałeczkę po doświadczonym Komorskim przejmują Łyszczarczyk czy Paś, którzy spokojnie mają pewnie z 7-8 lat grania przed sobą. U nas wydaje się zawiodło przekazanie pałeczki w obronie po pożegnaniu się z Kruczkiem czy Wajdą, a teraz czeka nas to w ofensywie. Są oczywiście bracia Hofman, gdzie oglądanie ich rozwoju było jednym z przyjemniejszych elementów tego sezonu i głęboko wierzę, że będą liderami na lata nie tylko GKS-u, ale i reprezentacji… ale co jeśli okaże się, że jednak są to gracze jedynie na 3 formację i 20 punktów w sezonie? Te przekazanie pałeczki zdecydowanie nie jest tu tak płynne i naturalne, a przecież tyle lat pracy jednego trenera i dyrektora w połączeniu ze stabilnym finansowaniem z miasta to powinny być wręcz idealne warunki do takiej długofalowej pracy.

Praktycznie co roku przykro kibicom GieKSy czyta się o nowych kontraktach, transferach i negocjacjach już nawet w trakcie play-offów, gdzie my na pierwsze wieści czekamy zazwyczaj aż skończą się hokejowe mistrzostwa świata. I niby zawsze ostatecznie jakoś to nadrabialiśmy, bo 5 razy z rzędu w finale nie byliśmy przypadkowo, ale nie wierzę, że na tym czekaniu nie tracimy, a teraz już z całą pewnością można powiedzieć, że zeszłoroczna przerwa między sezonami była w naszym wykonaniu po prostu słaba. Nie ma w tym gronie żadnego zawodnika, którego będzie warto wspominać po latach. Kibice potrzebują zawodników z charakterystycznymi cechami – jeszcze długo będziemy pamiętać szaleństwo w oczach i uśmiechu Erikssona, umiejętność wejścia na wyższy poziom w kluczowych momentach Lehtonena, huknięcie Hudsona, technikę Koponena czy ,,nienormalność” Murray’a, a jak pokazują wyniki – nie tylko kibice potrzebują takich zawodników, ale klub też. Hokej nie jest sportem dla normalnych. Gdy 3 lata temu przyszedłem na pierwszy przedsezonowy sparing – od pierwszego kontaktu z krążkiem było widać, że Koponen to Pan Hokeista. Nie chcę wytykać palcem hokeistów, bo myślę, że oni są najmniej temu winni, ale aktualnie większość naszej kadry to hokeiści po prostu przyzwoici… i tyle. Przyzwoitością nie wygrywa się mistrzostwa.

Nie wiem, co by się musiało stać, bym o kimkolwiek, kto miał swoją zasługę w zdobyciu dwóch mistrzostw Polski myślał za kilka lat w sposób negatywny, począwszy od dyrektora sportowego, przez trenera i na zawodnikach kończąc. Ilu błędów by nie popełniono w tym sezonie i ilu potencjalnie nie popełni się jeszcze w przyszłości – za ten pierwszy wielki sukces GKS-u, jaki miałem okazję doświadczyć w życiu, trener Płachta może mieć w Katowicach własną ulicę, a odwieszenie łyżew na kołek przez Grzegorza Pasiuta powinno być jednoznaczne z powieszeniem numeru 18 w Satelicie, a może i nawet na to samo zasługują Bartosz Fraszko czy ,,Nasz Warszawiak” Mateusz Bepierszcz. Czy aktualnie nasze finanse pozwalają na stworzenie równorzędnej rywalizacji z Tychami, ale czego by tu wcześniej nie osiągnięto – teraz także potrzebuję widzieć, że klub ma obrany właściwy kierunek i do tego kierunku dąży. Może trzeba jasno powiedzieć, że jeśli właściciel nie chce kroku do przodu, bo przy świetnej postawie piłkarzy już nie potrzebuje ,,tematu zastępczego”, to wykonujemy krok w tył i odmładzamy skład?

Zdobytymi mistrzostwami klub poniekąd wydał na siebie ,,wyrok” – zupełnie inaczej cieszyło srebro drużyny Toma Coolena, gdy zaledwie 2 lata wcześniej nie było hokeja w Katowicach, a 3 lata wcześniej bohaterem kibiców w Satelicie był Maros Goga. Teraz już wszyscy wiemy, jak to jest być na szczycie – i chcemy tego znów, jednak tak jak pisałem wyżej, końcowy wynik to nie jedyny sposób na usatysfakcjonowanie kibiców, tymczasem w tym sezonie mimo wszystko tylko on się zgadza, bo jednak finał to jest w pewnym stopniu sukces, ale czy z obecnie obranym kursem ten finał będzie także za rok?

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga