Felietony
Dudek – trener, który ma pomysł?
Waga zwycięstwa w Bielsku-Białej jest olbrzymia. Tak naprawdę nie mówiło się o tym meczu tak wiele, jak można by było, nie podkreślało się wartości punktów do zdobycia, tak jak te punkty były cenne. Przegrywając, a nawet remisując z Podbeskidziem – mogliśmy pogrążyć się w otchłani strefy spadkowej tak głęboko, że wygrzebanie się z niej mogłoby być już niemożliwe.
Mało co przemawiało za GieKSą. Słaba forma, fatalne występy w defensywie i praktycznie brak gry w ofensywie. Zespół tracąc gola (a przeważnie tracił dwa) nie miał możliwości, motywacji i pomysłu, jak tu się dobrać do skóry przeciwnikowi. Zestawiając ze sobą trzy pierwsze mecze Dariusza Dudka można z przekonaniem stwierdzić, że był to jeden z najgorszych trójmeczów w historii GieKSy. Nawet w tę historię się zbyt głęboko nie zagłębiając.
Z drugiej strony stawaliśmy naprzeciw Podbeskidzia, które w ostatnim czasie spisuje się dobrze, strzela sporo bramek i po prostu wygrywa. Dodatkowo rachunek prawdopodobieństwa nie wróżył sukcesu – w końcu wygranie dwóch meczów z rzędu na stadionie konkretnego rywala było niespodziewane, a skoro już się zdarzyło – to trzecie zwycięstwo – zwłaszcza przy obecnej dysproporcji formy obu ekip – wydawało się wyczynem z kategorii science-fiction.
I przez większość pierwszej połowy wydawało się, że marzenia o zwycięstwie w Bielsku trzeba będzie odłożyć na przyszłe lata. GieKSa w ofensywie nie istniała, to rywal miał przewagę optyczną i choć bardzo groźnych sytuacji sobie zbyt wielu nie stwarzał – to Krzysztof Baran musiał być czujny. Zwłaszcza jego interwencja przy rzucie wolnym, które z dośrodkowania zamieniło się w strzał – zdecydowanie uchroniła nasz zespół od utraty gola.
Gdy wydawało się, że jakikolwiek gol, który może w tym meczu paść, to gol dla gospodarzy, a naszym szczytem może być bezbramkowy remis, w zupełnie „beznadziejny” sposób uderzył na bramkę Bartosz Śpiączka. Celowo słowo „beznadziejny” ujmuję w cudzysłów, bo nie chodzi o to, że ten strzał był bardzo zły, ale powiedzmy sobie szczerze – nadziei na gola to on nie dawał. A jednak, w momencie, gdy nic już sensownego napastnik z piłką nie mógł zrobić, to przynajmniej oddał celny strzał. Dzięki temu bramkarz miał szansę popełnić fatalny błąd i z tego zrodziła się bramka. Jako że było to niedługo przed końcem pierwszej połowy, udało się bez większego problemu dotrzymać wynik do przerwy.
W drugiej połowie obraz gry nieco się zmienił, ale bardziej w kontekście podejścia do tego spotkania i oczekiwanego wyniku. Podbeskidzie dalej próbowało, ale zgasł w nich jakiś płomień, który sprawiał, że mogliśmy odczuwać wielki niepokój. Oczywiście nadal istniało spore zagrożenie, że gospodarze się obudzą, strzelą jedną czy dwie bramki – i będzie trzeba znów patrzeć na radość nielicznie przybyłych kibiców gospodarzy. A jednak im ten mecz trwał dłużej, tym można było nabierać coraz większego spokoju. Bramka Adriana Błąda, po kapitalnym zachowaniu Bartosza Śpiączki – tylko ten spokój ugruntowała. Chyba i piłkarze GieKSy po raz pierwszy od dawna nabrali pewności siebie i tak naprawdę grając już spokojnie, sami mogli strzelić trzecią bramkę.
Można sobie zadać pytanie, co zadecydowało o sukcesie w Bielsku? Nie będę tutaj rozważał wielu aspektów i czynników mający nań wpływ. Skupię się na jednym, który wydaje mi się kluczowy. A jest nim taktyka. Taktyka i pomysł trenera Dariusza Dudka.
Nie byłem zwolennikiem przyjścia tego szkoleniowca i nadal nie jestem piewcą jego trenerskiego talentu. Ale jednak zaskoczył mnie w ostatnim czasie i to zaskoczył bardzo. I zrobił (robi) to, czego nie robili poprzedni trenerzy, pogrążając drużynę w marazmie.
Reaguje. Po prostu reaguje.
Przychodząc do GieKSy, Dariusz Dudek zastał zgliszcza. Potrzebował trzech meczów, aby przekonać się, jak bardzo rozsypana jest ta drużyna. Czy fizycznie – nie wiemy. Ale na pewno mentalnie i typowo piłkarsko. Poprzedni szkoleniowiec coraz to bardziej pogrążał drużynę w taktycznym chaosie, tak że prawdopodobnie zawodnicy kompletnie pogubili się w tym, jaka jest ich rola w drużynie.
Krytykowałem Dudka za pierwsze spotkania (za sam mecz ze Stalą nie, ale za kolejne już tak), gdy oprócz tego, że GKS wyglądał fatalnie, to trener jeszcze snuł „opowieści dziwnej treści” na konferencjach. Jak widać, potrzebował aż trzech spotkań, by naprawdę zderzyć się z dnem i dać sobie możliwość odbicia się.
Szkoleniowiec zorientował się w tym, co widzieli wszyscy, czyli bardzo złej grze obronnej, która skutkowała olbrzymimi stratami. Ale jedno to się zorientować, a drugie – zadziałać. Nie mając ofensywnych wirtuozów, zdecydował się poszukać możliwości uszczelnienia defensywy. Zdecydował się w pierwszej kolejności podjąć próbę zacementowania tych wielu dziur, które z kruchego muru powstawały w zastraszającej szybkości. Dodatkowo nie było „gadanie”, tak jak w przypadku Jakuba Dziółki, który na konferencjach pięknie mówił o trenowaniu defensywy, kosztem ofensywy, a w meczach nie widzieliśmy kompletnie żadnej zmiany, tylko powielanie znanych już wszystkim błędów. Dudek stworzył sobie w głowie plan i od razu wcielił go w życie. Najpierw z Jagiellonią, a potem w meczach ligowych.
Ustawienie zespołu z pięcioma obrońcami może mieć różne oblicza. Czasami to ustawienie zwiększa możliwości ofensywne, jeśli boczni są szybcy i usposobieni ofensywnie. Dudek jednak nie poszedł w tę stronę, tylko skoro postanowił grać jednym zawodnikiem więcej w formacji obronnej, to w celu wzmocnienia obrony właśnie. Jeszcze nie wiedzieliśmy tego przed meczem, kiedy to ujrzeliśmy na prawej stronie Kacpra Tabisia. Ale ku zaskoczeniu wszystkich, zawodnik ten naprawdę angażował się w grę w destrukcji i zaliczył kilka udanych interwencji, na czele z bardzo dobrym wślizgiem przy groźnej sytuacji gospodarzy na początku meczu. Z drugiej strony mieliśmy Tymoteusza Puchacza, który bardziej się angażował do przodu, ale też działał w obronie, jak należy. Gdy dodamy do tego, że trójka środkowych obrońców w końcu w komplecie zagrała dobre zawody – mieliśmy klucz do uchylenia furtki z napisem „zwycięstwo”. Kluczem tym było zastawienie wzmocnionych zasieków przed własną bramką.
Dudek swoim wyborem sposobu gry nie wygrał spotkania w Bielsku. Ale otworzył zespołowi i zawodnikom ofensywnym tę możliwość. Oczywiście mogło się skończyć tym, że nie strzelilibyśmy żadnej bramki, bo ta ofensywa ma olbrzymie braki. A jednak trochę szczęścia przy golu Śpiączki i błysk oraz kreatywność w jednym momencie meczu – czyli przy drugim golu – spowodowała, że na plusie pojawiły się dwa trafienia.
Szkoleniowiec dużo zyskał w moich oczach także wypowiedziami na konferencji prasowej. Tym razem już nie zgrywał kowboja, z wiecznym szelmowskim uśmiechem na twarzy. Wypowiadał się merytorycznie i rozważnie. Dodatkowo stwierdzenie, że to nie jest jego ulubiona taktyka, określenie jej mianem „siermiężnej” oraz danie do zrozumienia, że dostosował ją z całą mocą do materiału ludzkiego, jaki posiada – jest kolejnym argumentem, że trener chce coś zmienić, chce poprawić i nie chce powtarzać tego wielomiesięcznego piłkarskiego błędu, który mecz po meczu musieliśmy obserwować na Bukowej i w meczach wyjazdowych.
Co będzie dalej – tego nie wiemy. Taktyka to oczywiście jedno, a jej realizacja i forma zawodników to osobna sprawa. Jedno jest pewne – Dudek próbuje wyprowadzić GieKSę z chaosu, jako pierwszy trener od dłuższego czasu. Czy droga, którą obrał, jest właściwa? Na to pytanie nie da się w tej chwili odpowiedzieć. Równie dobrze może się na tym coś zbudować, jak i szkoleniowiec – w przypadku na przykład zafiksowania się na swoim projekcie – może doprowadzić zespół w ślepą uliczkę. Możliwości jest wiele. Na ten moment widać, że położył swoją rękę na tym zespole i po prostu podjął próbę.
Nie, to nie jest pean o trenerze Dariuszu Dudku. Nadal nie jestem zwolennikiem tego szkoleniowca i zdecydowanie za wcześnie, żebym zmienił swoje zdanie. Przed szkoleniowcem jeszcze długa droga, aby przekonać mnie (i wielu innych kibiców), że jest właściwym człowiekiem na właściwym miejscu.
Nie mogę jednak nie docenić pomysłu na ten konkretny mecz. Pomysłu, który dał sukces zespołowi, nam relacjonującym to spotkanie chwilę radości, a Żółtej Armii na sektorze gości możliwość przeżycia chwili euforii. I to w ten szczególny moment, w przededniu tak ważnego dla wszystkich święta.
Felietony Piłka nożna
Trudność w podejściu do średniawki
Aaaa qrwa jego mać…
To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.
Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.
Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.
O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.
Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.
Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.
Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.
Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.
Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.
Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.
Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.
Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.
Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.
Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.
Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.
Galeria Kibice Piłka nożna
Kibicowskie święto w Kielcach
Zapraszamy do galerii z Kielc, gdzie GieKSa podzieliła się punktami z Koroną. Zdjęcia zrobił dla Was Misiek.
Piłka nożna Wywiady
Jędrych: Stempel mocnej wiary
Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.
Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.
Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.
Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.
Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.


Kolo
11 listopada 2018 at 22:03
Rozważny i pisany bez emocji tekst. Cenię w Tobie, Shellu, zimną głowę i celne uwagi. Twoi Koledzy z redakcji trochę mają na ten temat inne chyba zdanie???? ale ich żarty na Twój temat nie są ani trochę złośliwe. Mam nadzieję, że nie masz im ich za złe. Co do Dudka, to w pełni się z Tobą zgadzam. Po owocach go rozliczymy (Czy jakoś tak????
Mecza
12 listopada 2018 at 09:09
Ten mecz był dla mnie najbardziej nerwowym w ostatnich latach. Nic nie zmienił w naszej sytuacji ale to był mecz o życie. W 85 minucie nadal się bałem, że się coś złego może wydarzyć. Zastanawiam się czy nie przestać oglądać w trosce zdrowie, lepiej byłoby po prostu sprawdzić wynik na końcu.
kolo
12 listopada 2018 at 09:43
Mecza, miałem to samo do samego końca. Bielsko cisnęło jak Jaga w Pucharze. Ale tym razem się udało, bo…Lisowskiego zabrakło!
kolo
12 listopada 2018 at 09:59
Był za to Gonzo i jak zwykle nie zawiódł!! He He!
Irishman
12 listopada 2018 at 10:30
Mylisz się @Mecza i to bardzo, bo ten mecz zmienił bardzo dużo!
Przede wszystkim spójrz w tabelę. Mogliśmy mieć przecież 5 pkt-ów straty do Stomilu, 6 do Wigier, 7 do Warty (dalej nie patrze bo to nie ma sensu), a w perspektywie kolejne bardzo trudne mecze. Przystępowalibyśmy do nich z coraz większa beznadzieją, prawie jak skazaniec idący na szafot.
Tymczasem mamy kontakt, z bezpiecznym miejscem w tabeli i świadomość, że ta praca, która jest wykonywana przynosi nareszcie efekty. Oczywiście! Nie można, absolutnie zachłysnąć się tym zwycięstwem, bo kolejni rywale są bardzo trudni, a ich trenerzy to fachowcy, którzy zapewne bardzo skrupulatnie przeanalizują zmianę naszej taktyki. Ale te sobotnie zdobycze – punktowe, a przede wszystkim mentalne są BEZCENNE! Jeśli się utrzymamy (bo to nadal nie jest pewne) to w dużej mierze dzięki temu meczowi.
Mecza
12 listopada 2018 at 11:51
Dla mnie nic się nie zmieniło, bo nadal miejsce spadkowe. Najważniejsze że nadal żyjemy. Szkoda, że nie możemy zagrać z ŁKS za tydzień. Na dzisiaj się wydaje że walczymy z Garbarnią, Stomilem, Wartą i Wigrami. Może jeszcze inaczej, to jest walka z samym sobą aby się podnieść.
PanGoroli
12 listopada 2018 at 16:16
@Mecza, ta przerwa dla nas, jak manna z niebios. My na ŁKS nie jesteśmy w tej chwili gotowi. A w 2 tygodnie mozna sporo popracować, i kto wie, jak pójdą te 3 ostatnie mecze. Tu każdy punkt teraz bezcenny. W zadnym z ostatnich meczy GieKSa nie jest faworytem.
jordan
13 listopada 2018 at 13:44
Hej ziomale co tam słychać z nowym stadionem