Dołącz do nas

Piłka nożna

Defensywny kryminał, odcinek n-ty – RELACJA

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zaledwie po trzydniowej przerwie po druzgocącej klęsce w Sosnowcu GieKSa wyszła na boisko, aby zmierzyć się z dwukrotnym mistrzem Polski – mielecką Stalą. Po żenującej postawie na początku sezonu, której apogeum miało miejsce w przegranych meczach z Wigrami i Zagłębiem, nastroje wśród większości kibiców były minorowe. Jednak nie od parady śpiewamy na trybunach „Nasza wiara niezachwiana…” i z takim nastawieniem zawitaliśmy na całkiem ładny i schludny stadion w Mielcu.

W porównaniu do środowego spotkania trener Piotr Mandrysz zdecydował się na jedną zmianę w wyjściowym składzie – Gonzo zastąpił przeciętnie spisującego się Adriana Błąda, co spowodowało konieczność przesunięcia Andrei Prokicia na skrzydło. W bramce oglądaliśmy zatem Abramowicza, przed nim Plevę, Kamińskiego, Midzierskiego i Frańczaka, w pomocy Skrzecza, Zejdlera, Kalinkowskiego i Prokicia, a w napadzie – Goncerza i Kędziorę. W składzie Stali zobaczyliśmy natomiast kibica i byłego piłkarza GieKSy, Dominika Sadzawickiego.

Lepiej w spotkanie weszła drużyna Stali, która już w 2. minucie zagroziła bramce Abramowicza – po rzucie rożnym strzał został zablokowany, a parę sekund później dość anemiczne uderzenie złapał nasz golkiper. Niestety już minutę później przegrywaliśmy 0:1. Szybka akcja gospodarzy i dośrodkowanie z prawej strony zamienił na bramkę strzałem z 5. metra niepilnowany Krzysztof Kiercz.

Od tego momentu GieKSa zabrała się za odrabianie strat, osiągając dość wyraźną przewagę. Gra naszej drużyny mogła się w tym fragmencie podobać, co miało przełożenie na kilka dogodnych sytuacji strzeleckich. W 8. min po rzucie rożnym główkował Kędziora, ale dobrze interweniował Majecki. Trzy minuty później po niezbyt udanej centrze Plevy z prawej strony z trudnej pozycji niecelnie strzelał Prokic. W 14 min po kolejnym rzucie rożnym piłka o mało nie wpadła do bramki Stali po zagraniu Goncerza, jednak na jej drodze do bramki stanął jeden z obrońców Stali. W 21 min Prokić z lewego skrzydła dobrze wypatrzył w polu karnym Goncerza, ale ten przeniósł piłkę nad poprzeczką. Dwie minuty później wspomniany Prokić kapitalnie uderzył z dystansu, jednak jego strzał na róg sparował golkiper Stali. Po nim sprzed linii pola karnego z lewej strony próbował Skrzecz, jednak ponownie minimalnie nad bramką. W 18 minucie niecelnie z 25 m uderzał Kalinkowski.

Po stronie aktywów Stali można w tym okresie gry wymienić jedynie groźną, ale niecelną główkę Kiercza po rzucie rożnym oraz strzał Djermanovicia z sprzed pola karnego pewnie wyłapany przez Abramowicza.

Co z tego jednak, że GiekSa miała więcej sytuacji strzeleckich, przeważała, jej gra mogła się podobać, skoro kolejną bramkę strzeliła Stal. W 34 minucie kompletnie nieatakowany przez któregokolwiek z katowiczan Janota uderzył sprzed pola karnego z lewej nogi, nie dając żadnych szans naszemu golkiperowi.

Zaledwie trzy minuty później kibice GieKSy mogli się po raz kolejny łapać za głowy. Najpierw po stracie w środku boiska z gatunku „piłkarski kryminał” sam na sam wyszedł Wroński, ale Abramowicz kapitalnie obronił. Niestety nasza defensywa nie wyciągnęła z tej sytuacji żadnych wniosków i po pół minuty zanotowała kolejną karygodną stratę na lewej stronie. Tym razem zawodnik Stali wpadł w pole karne, minął Abramowicza, a że kąt do bramki miał dość ostry, zagrał do dobrze ustawionego w polu karnym Djermanovicia, który z najbliższej odległości dopełnił formalności.

Do końca pierwszej połowy jeszcze obie drużyny zanotowały po jednym strzale z dystansu (Stal niecelny, GieKSa sparowany na róg) i prowadzący mecz Sebastian Tarnowski równo z upłynięciem 45 min zakończył pierwszą połowę. Niestety zarówno wynik, jak i gra defensywna całego zespołu (zwłaszcza po lewej stronie) nie napawała optymizmem przed drugimi 45 min.

Widząc słabą postawę swoich podopiecznych, trener Mandrysz nakazał rozgrzewać się w przerwie Błądowi i Mandryszowi, co dawało jakąś nadzieję. Ale ku zdziwieniu wszystkich oprócz Skrzecza z boiska zszedł przyzwoicie graający Prokić, a pozostał na nim bezproduktywny Kędziora.

Jednak drugą połowę GieKSa rozpoczęła z dużym animuszem. Zaraz po pierwszym gwizdku dobrze na boisko wprowadził się Błąd, ale jego strzał z lewej strony 5 m został zablokowany i piłka wyszła na róg. 4 minuty później nasi zawodnicy byli już skuteczniejsi. Łukasz Zejdler otrzymał piłkę na 20 m, spokojnie przyjął i kapitalnym strzałem przy lewym słupku pokonał Majeckiego. Była to niemal kopia drugiej bramki dla Stali.

Niestety nasza drużyna nie poszła za ciosem i w dalszym ciągu niewiele dobrego można było powiedzieć o grze katowiczan. Przez długi okres czasu z boiska wiało wręcz nudą, ale to raczej Stal miała groźniejsze sytuacje. W 56 min strzelał z wolnego Getinger, ale pewnie złapał Abramowicz. Cztery minuty później ponownie rzut wolny egzekwował ten sam zawodnik, tym razem centra i główka nad poprzeczką. W 69 min w polu karnym GieKSy padł Banaszewski, jednak został ukarany żółtą kartką za symulowanie. W 76 min rajd lewą stroną Leandro zakończył się na Abramowiczu, dwie minuty później centra Banaszewskiego, niecelny strzał i skończyło się na strachu. GieKSa grała dalej niepewnie i nerwowo w defensywie, czego przykładem mogło być niepotrzebne wybicie na róg Midzierskiego po centrze Gancarczyka w 82. minucie. Dwie minuty później Abramowicz został sfaulowany w naszym polu karnym przy próbie wybicia piłki, na co kibice Stali zareagowali wyzwiskami pod adresem sędziego, domagając się rzutu karnego.

Jeśli chodzi o ofensywę GieKSy w tym okresie, to można wymienić jedynie „obcięcie się” Mandrysza w polu karnym przy próbie strzału gorszą lewą nogą, zakończone niecelnym uderzeniem Kalinkowskiego oraz kolejny zablokowany strzał Błąda z lewego narożnika pola karnego.

W międzyczasie kontuzjowanego Goncerza zastąpił Cerimagić, który wniósł sporo ożywienia do gry naszej drużyny. Właśnie ten zawodnik w 85 minucie wykorzystał nieudane wybicie obrońcy Stali oraz niepewne wyjście Majeckiego i przelobował głową bramkarza gospodarzy, zdobywając kontaktową bramkę. W tym momencie przypomniał się pewien mecz z Pogonią w Szczecinie, który również do 85 min przegrywaliśmy 1-3, by ostatecznie wygrać 4-3 – zwłaszcza, że od tego momentu GieKSa zaczęła groźnie atakować. W 87 min po kapitalnym dośrodkowaniu Cerimagicia uderzał z kilkunastu metrów Kędziora, ale Majecki dobrze obronił. Następnie dobrze strzelał z dystansu Frańczak, ale i tym razem górą był golkiper Stali. W samej końcówce GieKSa grała już „na chaos”, z Kamińskim i Miedzierskim na środku ataku i taka gra mogła przynieść powodzenie w doliczonym czasie gry. Właśnie Midzierski zgrywał głową do Kędziory, jednak ten został uprzedzony przez Majeckiego. Po chwili arbiter zakończył spotkanie i kolejna porażka stała się faktem.

GieKSa przegrała zatem kolejne spotkanie. Co z tego, że gra ofensywna wyglądała bardzo przyzwoicie, co z tego, że strzeliliśmy dwie bramki na wyjeździe, jak po raz kolejny błędy w defensywie na poziomie juniorskim niweczą cały wysiłek drużyny. Niestety po dokończeniu całej kolejki możemy znaleźć się na miejscu spadkowym (za Górnikiem Łęczna), a będący na przedostatnim miejscu Raków ma jeden mecz zaległy przy równej liczbie punktów. Gdyby ten mecz był jednorazowym wyskokiem, można by dużo pisać, że druga połowa jest dobrym prognostykiem na przyszłość, jednak po tych wszystkich upokorzeniach nie damy już się na to nabrać. Najwyższy czas na radykalne działania!

Portal GieKSa.pl tworzony jest od kibiców, dla kibiców, dlatego zwracamy się do Ciebie z prośbą o wsparcie poprzez:

a/ przelew na konto bankowe:

SK 1964
87 1090 1186 0000 0001 2146 9533

b/ wpłatę na PayPal:

E-mail: [email protected]

c/ rejestrację w Superbet z naszych banerów.

Dziękujemy!


12 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

12 komentarzy

  1. Avatar photo

    sowi

    17 września 2017 at 15:38

    Proponuje mniej pisac o tych Ciotach a zaczac wiecej pisac o naszych DZIEWCZYNACH

  2. Avatar photo

    zippo50

    17 września 2017 at 16:04

    DZIEWCZYNY ZASŁUŻYŁY SOBIE ŻEBY PISAĆ O NICH DUŻYMI LITERAMI.
    FRELE JESTEŚCIE SUPER I POWINNYŚCIE GRAĆ NA BUKOWEJ.

  3. Avatar photo

    Rafał

    17 września 2017 at 16:57

    Te pieniądze co zarabiają Ci frajerzy zwani piłkarzami w całości dał bym Panią Piłkarką które się starają i walczą do końca i dał bym je na bukową a panowie wypierdalać bo grać nie umiecie i jesteście pośmiewiskiem całej Ligi. I niema wyników niema pensji koniec dobroci skoro nic nie potraficie i nie jesteście godni by bronić barw tego klubu, gracie w szmatach to poziom adekwatny do nowych barw tego miasta.

  4. Avatar photo

    Rafał

    17 września 2017 at 17:03

    jestem ciekaw, gdzie ci wszyscy fachowcy którzy mówili „brać szybko Mandrysza,bo to taki trener, za mordy wszystkich chwyci” I co?

  5. Avatar photo

    Gregi

    17 września 2017 at 17:19

    @Rafał
    Z taką „ekipą” Mourinho, sir Ferguson, Ancelotti, Zidane razem wzięci, pochlastali by się tępą żyletką w kiblu budynku klubowego…
    Ja bym Mandryszowi dał wolną rękę z kluzulą zakazu ściągania szrotu a’la Plizga czy Kędziora i NAKZEM zatrudniania młodzieży.
    Wiem, wiem..science fiction..

  6. Avatar photo

    Rafał

    17 września 2017 at 17:28

    Gergi nie porównuj wybitnych trenerów do padliny. Może Ferguson ze złości zaczął by rzucać butami to by by się go bali i by była różnica, Zidane pociągną by jednemu czy drugiemu z Bańki to by też inaczej chodzili, A Mandrysza bym wylał bo nic nie potrafi jest słaby jako trener, nie umiał przygotować drużyny do sezonu i to się tera mści.

  7. Avatar photo

    Rafał

    17 września 2017 at 17:29

    sorki Gregi- przepraszam za literówkę.

  8. Avatar photo

    Gregi

    17 września 2017 at 17:37

    Rafał – wniosek mój jest jeden: z tą ekipą nikt sobie nie poradzi i nikt z niej nic nie wyciśnie. Równia pochyła.

  9. Avatar photo

    WIERNY

    17 września 2017 at 17:41

    Ferguson nie ściągałby termaliki do klubu

  10. Avatar photo

    Kibol

    17 września 2017 at 17:55

    Trzeba upaśc do 2 ligi żeby zaskoczyc JA PIERDOLE CO ZA CZASY

  11. Avatar photo

    Rafał

    17 września 2017 at 19:51

    Gregi-wnioski słuszne tyle że tym pajacom się po prostu nie chce, za granicą nawet 37 latki są w lepszej kondycji niż nasz pseudo gwiazdy jaki wniosek złe podejście trenerów do przygotowania fizycznego i winna trenera który nie umie tej ekipie dać bodźca do czegokolwiek. Zmiana trenera i sztabu to tego potrzeba i paru gości odsunąć od składu i dokoptować młodzików z jakimś kumatym sztabem i mogą być efekty. Ale Mandrysz musi WYLECIEĆ!!!!

  12. Avatar photo

    Bce

    17 września 2017 at 22:13

    Czy mozemy upasc jeszcze nizej? Tak!!! Druga liga czeka ale jesli tak bedzie to wszyscy powinni byc wyjebani!!! Upadlaja ten klub na każdym kroku!!! Dosc tego!!! Dawac mlodziez a starych pogonic!!! Jak sie nie podoba to wyp….. . Brak slow dostLismy w ryj z nokautem.
    Amen.

Odpowiedz

Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Kompromitacja

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po ostatnim meczu z Arką Gdynia, humory w Katowicach były bardzo dobre. GieKSa odbiła się od dna i w fantastycznym stylu pokonała gdynian. Piłkarze Rafała Góraka chcieli podtrzymać tę passę. Ten sam plan miał jednak Górnik Zabrze, który również efektownie odprawił z kwitkiem Pogoń Szczecin. Przy Roosevelta zapowiadało się naprawdę świetne widowisko, przy rekordowej – 28-tysięcznej – frekwencji.

W GieKSie nastąpiła jedna zmiana w porównaniu z meczem z Arką. Kontuzjowanego Alana Czerwińskiego zastąpił Lukas Klemenz, czyli bohater meczu z gdynianami. W składzie zabrzan ponownie zabrakło Lukasa Podolskiego (ale był już na ławce), mogliśmy natomiast obawiać się dynamicznych Ousmane Sowa i Tofeeka Ismaheela.

Początek meczu był wyrównany, ale drużyny nie stwarzały sobie sytuacji bramkowych, choć gdyby w 5. minucie Adam Zrelak dobrze przyjął piłkę wyszedłby sam na sam od połowy boiska z Łubikiem. W 11. minucie lekko uciekał Klemenzowi Tofeek Ismaheel, który wbiegł w pole karne i nawijał naszego obrońcę, ale Lukas ostatecznie zablokował ten strzał. W 19. minucie Kubicki bardzo dobrze obsłużył prostopadłym podaniem Ambrosa, który kąśliwie uderzał, ale Dawid Kudła bardzo dobrze obronił ten strzał. Pięć minut później w pole karne próbował wdzierał się Borja Galan, ale jego strzał został zamortyzowany. W pierwszych trzydziestu minutach nieco lepiej prezentował się Górnik i mógł to przypieczętować bramką, gdy fatalną stratę przed polem karnym zaliczył Kacper Łukasiak, ale po wygarnięciu piłki przez Kubickiego nie doszedł do niej Liseth. Niestety cofnięta gra GKS nie opłaciła się. Galan dał bardzo dużo miejsca w polu karnym rywalowi, a Ousmane Sow skrzętnie to wykorzystał, wycofując piłkę na 16. metr do Patrika Hellebranda, który pewnym strzałem pokonał Kudłę. W końcówce GKS miał kilka stałych fragmentów gry, ale w przeciwieństwie do meczu z Arką, tutaj nie było z tego żadnego zagrożenia.

Początek drugiej połowy mógł być fatalny. Klemenz wyprowadzał tak, że podał do przeciwnika, piłka zaraz poszła do niepilnowanego Janży, ten wycofał do Sowa, analogicznie jak ten zawodnik w pierwszej połowie, jednak Sow strzelił technicznie obok słupka. Po chwili, w zamieszaniu w polu karnym po wrzucie z autu Kowalczyka, ekwilibrystycznie do piłki próbował dopaść Kuusk, ale nic z tego nie wyszło. Po chwili i tak było 2:0. W 53. minucie piłkarze GKS zagrali niebywale statycznie w polu karnym. Dośrodkowywał Ambros, a kompletnie niepilnowany, choć wśród tłumu naszych (!) zawodników Liseth z bliska skierował piłkę do siatki. W 61. minucie znów rozmontowali naszą dziurawą obronę rywale, Janża znów mając lotnisko na skrzydle, popędził i wycofał po ziemi, a Sow tym razem strzelił niecelnie. Po chwili mieliśmy zmiany, weszli na boisko Aleksander Buksa i debiutujący w GKS Jesse Bosch. Trzy minuty później było po meczu, gdy doszło do absolutnie kuriozalnej sytuacji. Marten Kuusk zagrywał do Kudły. Problem w tym, że naszego bramkarza nie było w bramce i piłka wpadła do siatki ku rozpaczy estońskiego defensora. Kilka minut później swoją szansę miał Ismaheel, ale po dośrodkowaniu z prawej stroną i strzale zawodnika bardzo dobrze interweniował Kudła. W 81. minucie z dystansu uderzał wprowadzony na boisko Lukas Podolski, ale znów obronił bramkarz. W 88. minucie na strzał zdecydował się Kuusk, a piłka musnęła górną stronę poprzeczki. Po chwili była powtórka, uderzał z daleka Gruszkowski i również piłka otarła obramowanie, tym razem spojenie.

Wygląda na to, że GKS przegrał to spotkanie już przed meczem, ewentualnie w trakcie pierwszej połowy. Nie da się z Górnikiem Zabrze, grając tak asekuracyjnie, liczyć na cud i to, że rywale nie strzelą bramki. Dodatkowo po utracie bramki posypało się całkowicie wszystko i nie dość, że nadal nie mieliśmy nic z przodu, to jeszcze popełnialiśmy katastrofalne błędy z tyłu, a gospodarze skrzętnie to wykorzystali. Był to najsłabszy mecz GKS w tym sezonie. Nie chodzi o wynik. Sposób gry był nieprzystający ekstraklasowej drużynie.

23.08.2025, Zabrze
Górnik Zabrze – GKS Katowice 3:0 (1:0)
Bramki: Hellebrand (40), Liseth (53), Kuusk (64-s).
Górnik: Łubik – Kmet (70. Szcześniak), Janicki, Josema (76. Pingot), Janża, Kubicki, Hellebrand, Ambros (70. Podolski), Sow (69. Dzięgielewski), Liseth, Ismaheel (76. Lukoszek).
GKS: Kudła – Wasielewski, Klemenz, Jędrych, Kuusk, Galan (70. Gruszkowski) – Błąd (70. Łukowski), Kowalczyk, Łukasiak (61. Bosch), Nowak (78. Wędrychowski) – Zrelak (61. Buksa).
Żółte kartki: Nowak.
Sędzia: Szymon Marciniak (Płock).
Widzów: 28236 (w tym 4300 kibiców GieKSy).

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Szymon Marciniak w końcu sędzią El Clasico

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Sędzią sobotniego meczu Górnik Zabrze – GKS Katowice będzie Szymon Marciniak z Płocka. Śląski Klasyk odbędzie się w sobotę o godzinie 20.15.

Arbitra przedstawiać nie trzeba, ale jednak to zrobimy. Nasz sędzia międzynarodowy ma CV tak bogate, że ciężko objąć wszystko. Według portalu 90minut.pl pierwsze udokumentowane spotkanie to mecz Pucharu Polski w 2006 roku pomiędzy Spartą Augustów i Mrągowią Mrągowo. Szybko piął się po szczeblach kariery i już w kolejnym sezonie prowadził trzy mecze ówczesnej drugiej ligi, czyli zaplecza ekstraklasy.

Uwaga! Wówczas – 5 kwietnia 2008 poprowadził jedyny w swojej karierze mecz GKS Katowice, było to spotkanie w Turku, w którym GKS Katowice zremisował z miejscowym Turem 1:1. Poniżej możecie zobaczyć bramki z tego meczu, nakręcone przez autora niniejszego artykułu. Gola dla GKS zdobył wówczas Krzysztof Kaliciak, a wyrównał dobrze nam znany, grający później w GieKSie – Filip Burkhardt.

Już w sezonie 2008/09 zadebiutował w ekstraklasie, prowadząc mecz GKS Bełchatów z Odrą Wodzisław. Od następnego był już etatowym arbitrem w ekstraklasie, w której sędziuje nieprzerwanie od 15 lat.

W sezonie 2012/13 przyszedł debiut w europejskich pucharach, gdy w Lidze Europy sędziował mecz Lazio z Mariborem. Dwa lata później zadebiutował w Lidze Mistrzów spotkaniem Juventus – Malmo.

Wyliczanie wszystkich prowadzonych przez Marciniaka meczów byłoby dużym wyzwaniem. Spójrzmy po prostu na zbiorczą liczbę spotkań, które prowadził konkretnym europejskim drużynom na przestrzeni tych lat – głównie w Lidze Mistrzów, a także w minimalnym stopniu w Lidze Europy:

Inter Mediolan – 10
Real Madryt – 9
Atletico Madryt – 8
Liverpool, PSG – 7
Juventus, Barcelona, Milan – 6
Bayern, Manchester City, Tottenham, Lyon, Benfica – 4
Sevilla, Feyenoord, Napoli – 3

W mniejszej liczbie prowadził też mecze takich drużyn jak m.in. Lazio, Fiorentina, Manchester United, Roma, BVB, Ajax, Bayer Leverkusen, Lipsk, Atalanta, OM, FC Porto, Chelsea, Sporting, Galatasaray czy Arsenal. Dodajmy, że w zestawieniu nie są uwzględnione spotkaniach w ramach choćby Klubowych Mistrzostw Świata, gdzie dodatkowo dwukrotnie sędziował Realowi Madryt.

W 2013 sędziował swój pierwszy finał Pucharu Polski – pierwszy z dwóch meczów Śląska Wrocław z Legią Warszawa. Później jeszcze trzykrotnie prowadził mecz finałowy na Stadionie Narodowym.

W swojej europejskiej przygodzie był arbitrem kilku spotkań, które obrosły legendą. Na przykład w 2017 był rozjemcą pierwszego meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów, w którym PSG pokonało Barcelonę 4:0. Ten mecz był preludium do historii z rewanżu, gdzie Blaugrana po niesamowitej remontadzie zwyciężyła 6:1. Rok później w tej samej fazie na Marciniaka posypała się lawina krytyki po meczu Tottenham – Juventus (1:2), w którym nasz arbiter popełnił duże błędy. W 2023 roku sędziował w półfinale pogrom Realu Madryt przez Manchester City, kiedy podopieczni Pepa Guardioli wygrali 4:0. A w zeszłym sezonie niesamowite spotkania w 1/8 i 1/2 finału pomiędzy Atletico i Realem oraz Interem i Barceloną – w obu przypadkach były to rewanże. W derbach Madrytu arbiter miał absolutnie nietypową sytuację, gdy w konkursie jedenastek Julian Alvarez dwa razy dotknął piłkę – co dopiero – i to w wielkich kontrowersjach – wykazał VAR. Znowuż w pojedynku na Giuseppe Meazza widzieliśmy prawdziwy spektakl piłki. Gdy w 87. minucie Raphinia trafiał na 3:2 dla Barcelony, wydawało się, że jest pozamiatane. Wyrównał w doliczonym czasie Acerbi, a w dogrywce Nero-Azurri za sparwą Frattesiego przechyli szalę na swoją korzyść.

Szymon Marciniak od dekady prowadzi też mecze reprezentacji. Prowadził spotkania na Mistrzostwach Europy i Świata. W 2016 roku był rozjemcą meczów Hiszpania – Czechy, Islandia – Austria i Niemcy – Słowacja. Podczas Mundialu w Rosji sędziował spotkania Argentyna – Islandia i Niemcy – Szwecja z fenomenalnym trafieniem Kroosa w doliczonym czasie z rzutu wolnego. Na Mistrzostwach Świata w Katarze prowadził spotkania Francja – Dania i Argentyna – Australia, a na Euro 2024 Belgia – Rumunia i Szwajcaria – Włochy.

Na deser zostawiliśmy oczywiście największe sukcesy polskiego sędziego. Czyli sędziowane finały. Najpierw finał Klubowych Mistrzostw Świata 2024, w którym Manchester City pokonał Fliminense 4:0. City zapewniło sobie udział w turnieju poprzez wygranie Ligi Mistrzów w 2023 roku, który również prowadził polski sędzia – Anglicy pokonali Inter Mediolan 1:0 po golu Rodriego. No i nade wszystko mecz meczów, najważniejsze wydarzenie w czteroleciu światowej piłki, czyli finał Mistrzostw Świata 2022 w Katarze: Argentyna – Francja. Finał niebanalny, bo z dwoma golami Leo Messiego i hat-trickiem Kyliana Mbappe. Marciniak był świadkiem ukoronowania Leo Messiego jako najlepszego piłkarza w historii futbolu, zwieńczającego swoją piękną karierę tytułem Mistrza Świata.

Ma w swoim dorobku także prowadzone finały Cypru, Grecji i Albanii oraz Superpuchar Europy.

Przechodząc do spraw przyziemnych – w obecnym sezonie Marciniak prowadził cztery spotkania ekstraklasy, w których pokazał 16 żółtych kartek (średnio 4 na mecz) i ani jednej czerwonej. Podyktował jeden rzut karny – dla Pogoni w meczu z Arką.

Oficjalnie prowadził tylko jedno wspomniane spotkanie GKS Katowice, natomiast na uwagę zasługuje fakt, że Marciniak był gościem specjalnym i sędzią podczas turniejów Spodek Super Cup 2024 i 2025. W obecnym roku zrobił też rzecz niesamowitą – prowadząc mecz w Arabii Saudyjskiej wieczorem dzień przed turniejem, sobie tylko znanymi sposobami przemieścił się do Katowic, by w Spodku już być około godziny 15.00 zwartym i gotowym do pracy.

Będzie to pierwszy Klasyk Szymona Marciniaka, bo mimo wielu wybitnych spotkań, nie udało mu się jeszcze poprowadzić hiszpańskiego El Clasico pomiędzy Realem Madryt i Barceloną.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Czego chcieć więcej?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Pamiętamy otwarcie Nowej Bukowej i spektakularnie wygrany mecz z Górnikiem Zabrze. Wtedy to katowiczanie przełamali złą passę z zabrskim rywalem i w doliczonym czasie gry po golu Filipa Szymczaka po raz pierwszy Arena Katowice odleciała w szale radości. Jednocześnie jak dotychczas był to najbardziej efektowny i spektakularny moment tego stadionu.

Teraz czeka nas kolejne starcie z Górnikiem, tym razem jednak przy Roosevelta. Z tym stadionem nie mamy dobrych wspomnień. Od czasu spadku z ekstraklasy 20 lat temu, katowiczanie trzy razy grali oficjalne mecze w Zabrzu. Wyniki to 0:2, 0:1 i 0:3. Najświeższym wspomnieniem jest mecz z zeszłego sezonu, który GKS gładko przegrał 0:3, tracąc gola już w czwartej minucie po uderzeniu Lukasa Podolskiego. To był jeden z niewielu pojedynków zeszłej jesieni, w którym katowiczanie nie wyglądali na równorzędnego rywala i to mimo tego, że Górnik wcale nie grał jakiegoś wybitnego spotkania. Tak, ekstraklasa nas „przywitała” w środku rundy z przytupem.

Na co stać teraz nasz zespół w jutrzejszych derbach – nie wiadomo. Nie wiadomo do końca, w jakiej formie jest ekipa Rafała Góraka, choć trzeba przyznać, że od początku meczu z Legią ta dyspozycja daje wrażenie, że rośnie. Rzeczywiście pierwsza połowa przy Łazienkowskiej była bardzo dobra, cały mecz niezły, a kolejne spotkania – z Arką Gdynia – było już bardzo dobre. Można więc mieć nadzieję, że po początkowym blackoucie, nasza ekipa w końcu się obudziła i wskoczyła na właściwe tory drużyny środka tabeli.

Problem w tym, że stajemy naprzeciw silnej w tym sezonie drużyny. Zespół Michala Gasparika najpierw wygrał z Lechią, a potem na wyjeździe z Piastem. Być może – patrząc na ten sezon – nie są to jakieś wielkie sukcesy, ale każdy punkt, a zwłaszcza komplet należy cenić. Potem była porażka w Poznaniu i niezasłużona przegrana u siebie z Termaliką. Górnik w tym meczu dominował, ale to goście okazali się lepsi o jedną bramkę. Za to w meczu z Pogonią było do pewnego momentu odwrotnie – to Portowcy cisnęli, cisnęli, ale piłka nie chciała wpaść do siatki. Wkrótce więc sprawy w swoje ręce wzięli zabrzanie i trzykrotnie pokonali bramkarza ze Szczecina.

Jakby więc nie patrzeć – obie ekipy wygrały ostatnie swoje mecze trzema bramkami i to nie z ligowymi leszczami. To znamionuje naprawdę świetne widowisko jutro.

Ciekawi jesteśmy zestawienia GKS na ten mecz. Lukas Klemenz zasłużył się dwiema bramkami – pytanie, czy Alan Czerwiński będzie zdolny do gry, a może znów na ławce zasiądzie Marten Kuusk? No i kwestia środka boiska ciągle jest otwarta. Nie wydaje się, żeby miejsca nie zachował Kacper Łukasiak, bo w końcu zagrał dobry mecz z Arką. Pytanie, co z Adrianem Błądem, czy trener będzie nadal konsekwentnie stawiał na niego czy może szansę dostanie kolejny aspirujący zawodnik. Co do ataku, to nie mamy wątpliwości – Adam Zrelak musi być i już.

Śląski Klasyk to również święto na trybunach. Znów do Zabrza przyjedzie kilkutysięczna armia kibiców GKS Katowice. Rok temu mieliśmy świetne widowisko właśnie na trybunach, trochę gorsze na boisku, przede wszystkim za sprawą GKS. Ale drugi raz z rzędu chyba tak nie będzie. Pięknie by było odczarować ten stadion i zapewnić sobie drugie zwycięstwo w sezonie. Tak jak rok temu w szóstej kolejce. Skazywany na pożarcie GKS wygrał wówczas z Mistrzem Polski – Jagiellonią Białystok.

Sobota wieczór, primetime, jupitery, dwadzieścia kilka tysięcy kibiców, dwie drużyny w gazie, Szymon Marciniak z gwizdkiem. Czego chcieć więcej?

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga