Dołącz do nas

Felietony

Derbowe „wszystko albo nic” – wprawcie nas w euforię!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Cztery kolejki do końca. Cztery mecze, z których każdy będzie kluczowym, decydującym i mającym ogromne znaczenie. Tu już nie ma miejsca na pomyłki i utraty punktów, bo każda strata może spowodować bezpowrotną utratę szansy.

Jutro czeka nas mecz z Ruchem Chorzów. Kto wie, czy nie będzie to ostatnie spotkanie na długie, długie lata. Ruch targany problemami organizacyjno-finansowymi ma przyszłość stojącą pod dużym znakiem zapytania. Sportowo są praktycznie pewni spadku, bo utrzymanie dać im może jedynie wygranie wszystkich czterech spotkań do końca. Co przy seryjnych porażkach w ostatnim czasie wydaje się nierealne. Nawet remis z GieKSą będzie już oznaczał matematyczny spadek chorzowian.

To jednak nie oznacza, że GKS Katowice może już sobie dopisywać trzy punkty przed spotkaniem. Wystarczy wspomnieć te wszystkie potyczki z gromionymi przez wszystkich Polonią Bytom i Widzewem i nasz brak zwycięstw z tymi rywalami. Wystarczy wspomnieć choćby wygraną Okocimskiego na Bukowej, co było jedynym zwycięstwem tej ekipy na przestrzeni dwudziestu kilku meczów. Choćby historia pokazuje, że GKS takich meczów potrafił nie wygrywać. Warto to mieć na uwadze, myśląc o jutrzejszych derbach.

Z drugiej strony naprawdę trudno sobie wyobrazić, żeby drużyna walcząca o awans nie potrafiła poradzić sobie ze zdołowanymi przeciwnikami, których co rusz na konferencjach krytykuje ich trener Dariusz Fornalak. Były szkoleniowiec GKS – zwolniony po spektakularnej klęsce z… Podbeskidziem 1:6 (historia zatoczyła koło) – po porażkach 0:6 z Pogonią czy 1:6 z Miedzią mówił o zawodnikach Niebieskich, że wyglądali jakby pierwszy raz się spotkali na boisku. Po meczu z Puszczą mówił, że oni w ogóle na tym boisku ze sobą nie rozmawiają.

Zobaczmy więc – GieKSa grająca o awans vs rozbity zespół pewien spadku. Sytuacja wyjściowa jest taka, że ten mecz można przegrać jedynie z samym sobą. Poziom piłkarski rywala w żaden sposób nie może spowodować tego, że GKS w tym meczu polegnie. Choćby piłkarze Ruchu stawali na rzęsach.

No ale trzeba to udowodnić na boisku. I znów jak mantrę – wystarczy zagrać swoje. Tu nie trzeba się wznieść na wyżyny. Trzeba mieć dobry plan taktyczny, trochę odwagi (bez asekuranctwa) i walkę, walkę, walkę. Plus z tyłu głowy świadomość, jak prestiżowy dla kibiców i GieKSy, i Ruchu jest to mecz.

Ważna rola trenera Jacka Paszulewicza by odpowiednio mentalnie nastawić ten zespół. GieKSa ma dwa cele – ważniejszy to awans do ekstraklasy. Mniej ważny ogólnie, ale… najważniejszy w sobotę – wygrać na Cichej. Szkoleniowiec i piłkarze muszą sobie zdawać sprawę z rangi tego starcia. To nie są derby z Podbeskidziem czy gra z Miedzią Legnica. To starcie z odwiecznym rywalem, z którym GieKSa regularnie mierzyła się w ekstraklasie, ale potem przez 14 lat nie mogła zagrać. Dla każdego kibica wygrana z Ruchem po takim czasie będzie miała szczególne znaczenie i smak. Części z nich trzy punkty w tym meczu (i ich konsekwencja dla przeciwnika) może nawet zrekompensować ewentualny brak awansu. Choć to irracjonalne, jest taka grupa sympatyków z Bukowej.

Przede wszystkim należy też pamiętać o jesieni. Po trzech wygranych atmosfera przed derbami była niesamowita, a spotkanie było piłkarskim świętem. Niestety będący w ogonie tabeli Ruch na Bukowej wygrał. Zawodnicy GKS wówczas kompletnie nie udźwignęli ciężaru spotkania, trener Mandrysz dobrał złą taktykę i przeciwnik rozjechał nas szybkimi skrzydłami i ambicją. Ależ to był ból. Sprawy nie należy zamiatać pod dywan i udawać że nic się nie stało, więc przypominamy głośno, że wtedy kibice Ruchu wracającym piłkarzom zgotowali na stadionie fetę, jakby ci zdobyli mistrzostwo Polski. Porażka GieKSy wprawiła w euforię tych, którzy dzisiaj za miedzą się smucą, ale mają nadzieję na chwilowy błysk radości, może ostatni na długi czas.

Ten mecz będzie absolutnym wyznacznikiem, komu się w GieKSie chce zapieprzać i orać boisko, a kto ma to w poważaniu. Ten mecz da nam też odpowiedź, czy warto liczyć na awans czy trzeba go sobie odpuścić. Bo jeśli po porażkach w Niepołomicach i Olsztynie przyjdzie jeszcze przegrana w tak prestiżowym meczu z odwiecznym rywalem, dodatkowo w tak słabej formie, to naprawdę będzie należało zwinąć żagle i powiedzieć sobie – awans nie dla nas. Do zobaczenia za… rok.

Wierzymy, że tak nie będzie. GKS Katowice ma wszelkie atuty piłkarskie, żeby w sobotę wygrać zdecydowanie to spotkanie. Wszystko rozchodzi się o kwestie motywacji i mentalności zawodników. Czy zrozumieją powagę sytuacji, czy zrozumieją jaką mają szansę na końcowy w tym sezonie sukces. Czy zrozumieją przeciwko komu grają. I czy zdadzą sobie sprawę, że tym jednym meczem mogą się już zapisać w historii. A potem przypieczętować to złotymi zgłoskami na początku czerwca.

Dodatkowo zespół musi być przygotowany na bardzo nieprzychylna atmosferę na meczu. Kibice gospodarzy będą deprymować naszych zawodników na wszelkie możliwe sposoby – słowem, gestem, czynem. Dodatkowo w Chorzowie atmosfera na meczach jest napięta, kibice sfrustrowani „wyczynami” swoich zawodników, więc tym bardziej może być nerwowo. Więc o ile w poprzednich meczach uważaliśmy, że porażki i słaba gra nie były kwestią presji, tylko braku waleczności, to tutaj zespół będzie musiał poradzić sobie – w samotności, bez swoich kibiców – z jazdą po nich od pierwszej minuty. Z tym, że piłkarze nie mają wielkich możliwości na odpowiedź – nie mogą odpyskować czy zrobić odwetowy gest. Jedyną ich odpowiedzią może być boisko i każdy celny strzał, każdy przejaw walki, każda bramka – treściowo będzie zawierać kompletną ripostę na zaczepki miejscowych kibiców. Piłkarze tym bardziej muszą być przygotowani na reakcje kibiców, gdy nasz zespół będzie prowadził w tym spotkaniu. I tak – tutaj już będzie trzeba powiedzieć, że będą musieli wytrzymać olbrzymie ciśnienie.

Ten mecz może bardzo dużo dać i bardzo dużo odebrać. W zasadzie jest to spotkanie z gatunku „wszystko albo nic”. Nie rozpatrujemy tutaj w ogóle remisu albo inaczej – remis wrzucamy do kategorii „nic”. Wszystko – jeśli GieKSa wygra to zdobędzie trzy punkty, utrzyma drugie miejsce w tabeli, a być może poprawi przewagę nad innymi rywalami. Wygrana w tym nerwowym meczu przy ciśnieniu miejscowych, utrzymanie wyniku walką i ambicją, może spowodować potężny wzrost morale tego zespołu. Jeśli takie ciśnienie wytrzymają, to nie będą mogli już nigdy powiedzieć, że jakaś presja ich przerosła. A to będzie tylko na plus. Do końca ligi zostaną trzy mecze, kolejne derby z Tychami, na które nasz zespół będzie mógł wyjść naładowany i podbudowany.

Drugi biegun, czyli nic – to to, co zostało wspomniane wcześniej. Utrata punktów, wielkie prawdopodobieństwo spadku na trzecie, czwarte czy nawet piąte miejsce. Utrata złudzeń i brak wiary, bo nie wygrać z drużyną, z która wygrywają wszyscy, a niektórzy bardzo wysoko, będzie oznaczało tyle, że nie ma co już kompletnie pokładać nadziei.

Wierzymy, że zwycięży ta pierwsza opcja. Czyli będzie to „wszystko”, ale to będzie obowiązywało tylko na sobotę i będzie jedynie niezbędnym etapem, by iść dalej. GKS Katowice będzie miał tydzień przerwy do kolejnego spotkania i będzie mógł spokojnie przygotowywać się na ostatnią prostą. Prostą z wybojami i nadal bardzo trudną. Ale z dobrym bagażem doświadczeń, takim – że nic nie jest nas w stanie złamać.

Piłkarze GieKSy – zróbcie to dla nas! To, że potraficie – pokazaliście już w tym sezonie. To, że potraficie walczyć – również. Czas wrócić do tych spotkań, w których jazdą na dupie wygrywaliście  mecze. Namiastkę mieliśmy już w meczu z Podbeskidziem, gdzie wygraliście głównie dzięki walce. Czas to powtórzyć w tak prestiżowych meczach. Chcę wiedzieć, że siedzi w was upokarzająca porażka z jesieni. Że każdy z was ma sportową i czysto ludzką złość, że to nie miało prawa się przytrafić, a jednak przytrafiło. Ale też, że to już przeszłość i dzisiaj jest czas REWANŻU.

Widzieliście tę euforię na stadionie po golach z Podbeskidziem. Chyba warto się starać, choćby po to, by dla was jako sportowców, taka euforyczna reakcja trybun była podziękowaniem. Wygrana z Ruchem da wam olbrzymie wsparcie na meczu z Tychami.

WALCZCIE I WYGRAJCIE W CHORZOWIE!

8 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

8 komentarzy

  1. Avatar photo

    Yeke

    11 maja 2018 at 11:24

    Utopcie te kuRwy za te wszystkie lata…

  2. Avatar photo

    Realnie

    11 maja 2018 at 14:29

    Życzę zwycięstwa. Obawiam się jednak, że smrody ten mecz wygrają i będzie to ich ostatnie zwycięstwo w tej lidze. Obym się myśli!!!

  3. Avatar photo

    Lukasz

    11 maja 2018 at 14:54

    Jutro tam będziemy. A potem? W niebie albo 30 cm niżej…
    DO BOJU G K S !

  4. Avatar photo

    miro

    11 maja 2018 at 15:59

    będzie przywitanie po meczu piłkarzy na bukowej jak wygrają ?

  5. Avatar photo

    Kumacz

    11 maja 2018 at 17:26

    Mecz będzie przerwany i wygramy 3:0 walkowerem. Smrody rozjebia stadion.

  6. Avatar photo

    Berol

    11 maja 2018 at 20:33

    tez tak sadze ze mecz nie zostanie dograny do końca przy 1-0 dla nas zadyma przerwany mecz .Tak czy inaczej kurwy do wora i do piachu na dobrych ładne kilka lat 🙂 Nasi musza wytrzymac presje i jebnac im tego gwozdzia do trumny 🙂

  7. Avatar photo

    Gieksiarz

    11 maja 2018 at 22:46

    Panowie,jutro te smierdzące, patologiczne kurestwo z chorzowa musi paść na kolana!!!! Niech wypierdalają z polskiej piłki na długie lata….

  8. Avatar photo

    alfik

    12 maja 2018 at 02:23

    Powitanie musi byc jak wygraja a jak przegraja to na rondzie wysiadka !!

Odpowiedz

Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Klemenz: Wygraliśmy mimo prowokacji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu z Widzewem porozmawialiśmy także ze strzelcem bramki – Lukasem Klemenzem.

Powiedzieliście sobie kilka ostrzejszych słów z Bergierem?

Było kilka spięć, ale to jest mój dobry kolega, byłem u niego w szatni. Dziś byliśmy rywalami, czasami nerwy puszczają. To był mecz o dużą stawkę. Wiemy, w jakim miejscu jest Widzew, my za to jesteśmy w dobrej formie. Mój wywiad po ostatnim meczu z Widzewem też pewnie podgrzał atmosferę przed tym starciem. Kilku zawodników Widzewa, nie tylko Bergier, próbowało mnie wyprowadzić z równowagi. Jak się okazało, to ja strzeliłem bramkę i wygraliśmy mecz, więc nie zdało to się im na nic. Cieszę się, że mimo tych prowokacji, udało się dokończyć ten mecz i go wygrać.

A jak podpuścić Radomiaka? Może też to pomoże.

Może, może (śmiech).  Nie no, nie będę nikogo podpuszczać. W momencie, kiedy dawałem tamten wywiad, nie miałem nic złego na myśli. Po prostu jest dużo nowych twarzy w Widzewie. Przy tym nakładzie finansowym, każdy od nich dużo wymaga, a wyniki jakie są, każdy widzi. Nie chciałem nikogo obrazić, tyle.

Skąd się bierze taka skuteczność obrony GieKSy? Ty i Arek Jędrych strzelacie, Alan Czerwiński asystuje. 

Każdy z nas broni, każdy atakuje. Mamy dobrą skuteczność, Arek potwierdza to już od dawna. Pytaliście, co jem przed meczami – nic ciekawego. Nie wiem, co się zmieniło, ale znajduję sytuacje i dobrze czuję się pod bramką rywala. Dobrze to wychodzi.

Czterdzieści lat minęło od pierwszego triumfu GieKSy w Pucharze Polski. Patrzycie już w stronę finału?

Mam wywieszony plakat Narodowego w szatni, wisi od samego początku. Zobaczymy, każdy ma na to apetyt. Musimy dobrze przygotować się do następnego meczu, niezależnie od drużyny, na jaką trafimy.

Awans do Ekstraklasy, przeprowadzka na Nową Bukową, potem najlepszy wynik wśród drużyn ze Śląska, teraz Puchar Polski. Tworzycie scenariusz pod film?

Tak nam to wychodzi. Trzeba się z tego cieszyć. Rozmawialiśmy tak z Arkiem Jędrychem, mamy po trzydzieści parę lat i każdy z nas zasuwa. Walczyliśmy o to, żeby być w Ekstraklasie. I my, i myślę, że kibice cieszymy się z tego, że doszliśmy do takiego momentu jako GieKSa.

To nie jest Anglia, puchar rozgrywa się w środku tygodnia. Dzisiaj 120 minut, zaraz mecz z Radomiakiem. Dacie radę?

Podchodzimy do każdego meczu z marszu. Każdy z nas jest ważny, trener to podkreślał na odprawach. Mamy sześć spotkań w trzy tygodnie, to jest natłok. Zdarzają się jakieś kontuzje, jakaś słabsza forma akurat nie wyskoczyła ostatnio, bo wygrywamy. Każdy musi być gotowy.

A zdążycie przygotować nogi na mecz w niedzielę?

Czeka nas podróż, ale mamy super sztab medyczny, który nam bardzo pomoże.

W szatni myślicie, że Bartosz Nowak może być pewny powołania do kadry?

Bardzo mu kibicujemy. Wiemy, jaką jakość nam daje i jakie liczby dokłada. Fajnie, że jest w orbicie, ale to nie jest od nas zależne. Selekcjoner pewnie na wszystko patrzy chłodną głową.

Zazwyczaj na głowę dogrywa Bartosz Nowak, dziś ciasteczko dał Alan Czerwiński.

Ma najlepiej ze stoperów ułożoną stopę, często nam dogrywa na treningach.

Biło serce, jak sprawdzali spalonego?

Z mojej perspektywy wyglądało to jak typowa mijanka. Może to tak długo trwało przez rysowanie linii, ale raczej byłem spokojny.

Ćwiczycie na treningach grę bez nominalnej dziewiątki, na styl reprezentacji Hiszpanii?

Trenujemy takie warianty, czasem też tam występuje Eman Marković. Jest dużo tych wariantów.

Po tej żółtej kartce tylko raz popełniłeś ostrzejszy faul. Trener cię na to uczulał, czy to kwestia doświadczenia?

Rozmawiałem z chłopakami, że lepiej będzie, jak odpuszczę. Nie chciałem osłabić drużyny i cieszę się, że wytrzymałem. Chłopaki też mi w tym pomogli.

Po ostatnim meczu z Widzewem chwaliłeś drużynę. Dzisiaj Damian Rasak, który jest niedługo w zespole, wiedział, że musi zająć pozycję Arka Jędrycha, kiedy ten wybiegł do ataku. Trener mówił, że dużo rozmawiacie o piłce.

Tak, bardzo dużo rozmawiamy, wszystko analizujemy. Mamy świadomy zespół, nikt się za nic nie obraża. Chwała Damianowi za to, że też chce się uczyć. Jest z nami parę tygodni, ale już wie, kiedy ma gdzie się pojawiać.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: damy radę nawet bez prądu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W niedzielne popołudnie GKS Katowice wybiegnie na boisko w Radomiu, gdzie uskrzydleni czwartkowym zwycięstwem gospodarze będą chcieli podtrzymać zwycięską passę. O nadziejach związanych zarówno z najbliższym meczem, jak i dalszą częścią sezonu, najmocniejszych punktach „Zielonych”, trenerze Feio i pozasportowych „przygodach” w meczach z Arką i Koroną porozmawialiśmy z Bartłomiejem Jędrzejczakiem z futbolowarebelia.com i podgolebnikiem.pl

W ostatnich dniach my emocjonowaliśmy się Pucharem Polski. Radomiak już jakiś czas temu pożegnał się z tymi rozgrywkami, mimo to jak oceniasz rozstrzygnięcia, do których doszło na boisku i w czasie losowania półfinałów?
Radomiak odpadł z Pucharu już w pierwszej rundzie, z tego powodu szybko przestałem się interesować tymi rozgrywkami. Dla was półfinał to na pewno duża rzecz. Wylosowano ciekawe pary, bo Zawisza będzie się mierzył z Górnikiem, a wy zagracie małe derby województwa w Częstochowie. Dla niezaangażowanych kibiców ciekawostką jest obecność na tym etapie 3-ligowca, choć tutaj Górnik jest zdecydowanym faworytem. Z kolei GKS jest niewygodnym rywalem dla Rakowa, więc ta rywalizacja będzie ciekawsza. Gdybym miał typować, to postawiłbym na śląski finał Górnika z GKS-em.

Wracając jednak do Ekstraklasy, w tym sezonie można powiedzieć, że nie ma środka tabeli – albo bijesz się o puchary, albo „walczysz o spadek”. W której grupie jest dziś Radomiak?
Przed każdym sezonem naszym podstawowym celem jest jak najszybsze zapewnienie sobie utrzymania. Znamy swoje miejsce w szeregu i wiemy, że nie jesteśmy ligowym krezusem pod względem finansów. Apetyt rośnie jednak w miarę jedzenia – jeśli w miarę regularnie punktujesz, to w pewnym momencie pojawia się chęć gry o coś więcej. Z drugiej strony liga się wyrównała i na przestrzeni 2-3 spotkań położenie zespołu może się radykalnie zmienić – będąc w czołówce nagle można zamieszać się w grę o utrzymanie. To utrzymanie Radomiaka jest więc celem minimum, a wszystko ponad będzie dodatkowym bonusem. Patrząc na ambicje włodarzy klubu i trenera Feio, a także indywidualną jakość sportową zawodników, mam nadzieję na szybkie utrzymanie, a wykorzystując sytuację w lidze możemy się zakręcić w okolicach strefy pucharowej. To jest takie ciche marzenie – moje, ale i pewnie każdego sympatyka Zielonych.

W ostatnim czasie w Radomiu tych punktów jednak brakowało, bo przez cztery kolejki nie potrafiliście wygrać. Przełamanie nastąpiło po nadrobieniu zaległości z Arką. Gdybyśmy tylko na jej tle mieli oceniać potencjał naszych zespołów, to w niedzielę bylibyście zdecydowanym faworytem.
W czwartek zadecydował bardzo dobry początek – prowadzenie 2:0 po ośmiu minutach ustawiło przebieg meczu pod dyktando Radomiaka. Z kolei Arka kreowała więcej po przerwie i w pewnym momencie wydawało się, że może wrócić do meczu, jednak dobra postawa Filipa Majchrowicza, który zrehabilitował się za błędy w poprzednich meczach, pozwoliła nam utrzymać, a następnie podwyższyć prowadzenie. Arka zdobyła wprawdzie bramkę kontaktową, a w pewnym momencie potrójna interwencja naszego bramkarza do spółki z Jankiem Grzesikiem uchroniła nas od straty drugiego gola. Gdyby ten padł, to moim zdaniem Radomiak by nie wygrał. Na szczęście dla nas gol Romário Baró z rzutu wolnego ostatecznie rozstrzygnął mecz na naszą korzyść.

Jesienią przed meczem z GieKSą do pełni formy wracał Capita Capemba – lider zespołu, strzelec jednego z goli w ostatnim meczu z Arką. W niedzielę zabraknie go z innego powodu: na ostatniej prostej jest jego transfer za ocean. Jaki będzie Radomiak bez niego?
Capita jest dla Radomiaka bardzo ważną postacią i jakość całego zespołu z nim w składzie idzie zdecydowanie do góry. Trzeba jednak mieć świadomość, że jego odejście było planowane od dłuższego czasu, więc nie jesteśmy tym ruchem zaskoczeni. Elves Baldé i Salifou Soumah to jego naturalni następcy, choć tego pierwszego w niedzielę zabraknie z powodu zawieszenia po wydarzeniach po meczu z Koroną Kielce. Szkoda, bo dał się wam już poznać jesienią zdobywając pierwszego gola. O Soumahu wiemy niewiele – dołączył do nas już po starcie rundy i czekamy, co pokaże na boisku. Wracając jednak do Capity uważam, że Ekstraklasa sporo traci na odejściu takich zawodników jak on. Mimo że liga rośnie, powstają piękne stadiony i coraz lepiej prezentujemy się w pucharach, to jeszcze nie jesteśmy w stanie konkurować z silniejszymi klubami o wyróżniających się zawodników. Oglądać Capitę na boisku było czystą przyjemnością, ale mam nadzieję, że uda się sprawnie i bezboleśnie zapełnić lukę po nim.

Wspomniałeś o meczu z Koroną zakończonym skandalem, który przełożył się m.in. na karę Baldé, ale i zawieszenie Gonçalo Feio na pięć meczów. Jak twoimi oczami wyglądały tamte wydarzenia?
Wiele negatywnych okoliczności nałożyło się na siebie przy okazji tego nieszczęsnego meczu z Koroną. Po pierwsze, błąd Filipa Majchrowicza przy rozegraniu piłki dał bramkę gościom, kolejny błąd przy stałym fragmencie gry i drugie trafienie. Z kolei Radomiak mimo mnóstwa sytuacji nie był w stanie zdobyć gola – albo zawodziła skuteczność, albo na wysokości zadania stawał Dziekoński. Słaba postawa sportowa Radomiaka przełożyła się na frustrację, zarówno na murawie, jak i na trybunach. Doszło do skandalicznych incydentów, które nie mają prawa dziać się na żadnym stadionie. Atmosfera była nerwowa, bo wiemy jakie stosunki panują między kibicami Korony i Radomiaka. Temperaturę dodatkowo podniosła decyzja Komisji Ligi o niewpuszczeniu kibiców gości. Atmosfera od początku była nerwowa, a porażka na własnym stadionie nie ostudziła emocji. Nie ulega jednak wątpliwości, że nigdy nie powinno dochodzić do wydarzeń, których świadkami byliśmy po meczu, a które zaowocowały surowymi karami.

A jak trener radzi sobie na „pracy zdalnej”?
Kara dla Gonçalo Feio jest surowa przede wszystkim ze względu jego przeszłość i łatkę, jaką mu przyklejono. On z tym mocno walczy, starając się przekonać wszystkich, że się zmienił. Osobiście nie znałem go wcześniej, natomiast gdyby nie doniesienia medialne, znając go teraz nigdy bym nie powiedział, że jest osobą konfliktową. Na co dzień jest otwartym i serdecznym gościem. W meczu z Koroną rzucił w stronę sędziów uwagę w stylu „zapłacili wam”, którą Komisja Ligi uznała za oskarżenia korupcyjne i surowo go ukarała. Tymczasem w tej samej kolejce trener Wisły Mariusz Misiura stwierdził, że wszystko jest ustawione pod Legię i Widzew, a nie spotkała go za to żadna kara. Trener Feio radzi sobie dobrze, bo w czasie meczów jest stale na łączach z asystentem Emanuelem Ribeiro. W Niecieczy miałem okazję siedzieć na trybunach obok niego i mimo że nic nie rozumiałem, bo panowie rozmawiali po portugalsku, to byłem pod wrażeniem, bo Gonçalo Feio mówił praktycznie bez przerwy i miałem odczucie, że słucham nie trenera, ale komentatora sportowego. W meczu z GKS-em jeszcze nie będzie go na ławce, ale jak sam podkreśla, perspektywa trybun też jest ciekawa i patrzy na mecz nieco inaczej niż z poziomu murawy.

Radomiak jest jedną z ekip, która zdecydowanie lepiej prezentuje się u siebie niż na wyjeździe. Co takiego jest przy Struga 63, co aż tak wam pomaga?
Kiedy w 2023 roku oddano do użytku nowy stadion Radomiaka, wówczas składający się z dwóch trybun, nie był naszym szczególnym atutem. Natomiast w tym sezonie, kiedy od listopada funkcjonują już cztery trybuny i po wielu latach oczekiwań wreszcie pojawiają się kibice gości, to atmosfera jest zupełnie inna. Doping jest fantastyczny – bywałem na wielu stadionach Ekstraklasy i w porównaniu do innych nie mamy się czego wstydzić. To na pewno motywuje piłkarzy i wpływa na ich dyspozycję. W tym sezonie tylko Jagiellonia i niestety Korona wygrały przy Struga. Zazwyczaj jednak jesteśmy bardzo mocni u siebie – wystarczy przypomnieć zwycięstwa 4:0 z Górnikiem, 5:1 z Pogonią, 3:0 z Cracovią i ostatnie 3:1 z Arką. Nikt nie ma łatwo w Radomiu i w niedzielę musicie się liczyć z ciężką przeprawą.

Od początku rundy wiele się mówi o kiepskim stanie murawy na większości stadionów Ekstraklasy. Jak będzie u was?
W porównaniu z czwartkowym meczem z Arką nie spodziewam się, aby stan murawy diametralnie się polepszył. Jest to problem wielu klubów, choć wiem, że wy możecie się pochwalić świetnie przygotowaną nawierzchnią i podobnie jest w Gliwicach. Gdzie indziej widać jednak trudy ciężkiej zimy – w Radomiu też nie jest idealnie, ale mogło być gorzej. W krótkim odstępie czasu gramy u siebie trzy mecze ligowe, a za chwilę będziemy gościć kadrę U-21 podczas meczu z Armenią. Nie wiem jak murawa to przetrzyma, ale mam nadzieję że z biegiem czasu będzie coraz lepiej. Nie można odmówić osobom zaangażowanym w utrzymanie boiska, że robią wszystko, co w ich mocy, aby w obecnych warunkach jak najlepiej przygotować boisko do gry. Radomiak jest zespołem technicznym, który lubi mieć piłkę przy nodze, więc boisko dobrej jakości jest naszym sprzymierzeńcem.

Kto będzie w niedzielę najlepszym piłkarzem z Radomia i dlaczego Bartek Nowak?
Bartek to piłkarz o olbrzymiej jakości piłkarskiej, mózg i serce GKS-u. Trener Górak powtarzał w wywiadach, że Nowak świetnie rozumie jego pomysł na grę i pomaga innym piłkarzom w realizowaniu go na boisku. Oby jak najwięcej zawodników, którzy do tego stopnia wyróżniają się na tle całej ligi. Bartek jest przecież Radomianinem, więc ten mecz może być dla niego inny niż wszystkie, bo przyjeżdża w rodzinne strony. Mimo to mam cichą nadzieję, że w niedzielę najlepszy piłkarz z Radomia zagra jednak w zielonej koszulce.

W ubiegłym sezonie to właśnie Radomiak witał nas w Ekstraklasie, jeszcze na starej Bukowej. Nie było to najmilsze powitanie.
Do tej pory nie miałem okazji zobaczyć waszego nowego stadionu, ale cieszę się, że tuż po waszym awansie mogłem zobaczyć mecz z wysokości trybun starego obiektu. Dość szybko na prowadzenie wyprowadził nas Rocha, dwukrotnie pokonując Kudłę i byłem wręcz zdumiony, jak duża jest różnica klas między naszymi zespołami. GKS zderzył się z Radomiakiem, który sezon wcześniej utrzymał się rzutem na taśmę, więc nie spodziewałem się takiej przewagi. W drugiej połowie obraz gry się zmienił, a Mateusz Marzec zdobył nawet gola po ładnym woleju i koniec końców GKS był bliski, aby tego meczu nie przegrać.

Jak oceniasz zmianę w postawie GKS-u, która od tamtego meczu zaszła na przestrzeni kolejnego 1,5 roku?
GKS był początkowo postrzegany jako typowy beniaminek, który jednak z pozycji underdoga punktował nadspodziewanie dobrze. Nie nazwałbym was czarnym koniem, ale przez cały sezon z powodzeniem utrzymywaliście się blisko środka tabeli. Podobnie radził sobie Motor, ale GKS był dla mnie większym zaskoczeniem. Pamiętam też nasz mecz rewanżowy, ostatni w 2024 roku, zakończony remisem 1:1 i to Radomiak musiał gonić wynik. Trener Górak mówił wtedy, że przyjmuje ówczesny dorobek GieKSy z całym dobrodziejstwem inwentarza. Z zadowoleniem śledziłem wasze dalsze losy, bo GKS to duża firma i dobrze, że zadomowiła się w Ekstraklasie. Początek nowego sezonu GKS miał jednak trudny i pamiętam, jak przed naszym meczem analizowałem tabelę. Pojedynek z Radomiakiem był dla was kluczowy i uważałem, że jeśli nie odbijecie się na nas, to mocno zakopiecie się w dolnych rejonach tabeli. Na szczęście dla was udało się odbić, zresztą po świetnym meczu. Macie dobrze skomponowany zespół: Rafał Strączek wygryzł ze składu Dawida Kudłę i radzi sobie bardzo dobre, solidna obrona na czele z Arkadiuszem Jędrychem, wspomniany wcześniej Nowak i – jak się z czasem okazało – jest też życie po Sebastianie Bergierze. W naszym ostatnim meczu z dobrej strony pokazał się też Marcin Wasielewski.

To właśnie on, do spółki z Nowakiem, przesądził o ostatecznym zwycięstwie z Radomiakiem przy Nowej Bukowej. Pamiętam ten pojedynek jako mecz pięknych goli i jeszcze lepszych parad bramkarzy. A jak ty wspominasz tamto spotkanie?
Mecz był rozgrywany w ramach Superpiątku jako świetna reklama Ekstraklasy. Z drugiej strony, oprócz pięknych goli były też kontrowersje, m.in. decyzja o nieuznaniu trzeciego gola Radomiaka. Jeśli dobrze pamiętam, w Lidze+ Ekstra uznano ją za błędną. Nasze mecze zwykle obfitują w gole, więc nie obraziłbym się, gdyby podobnie było w niedzielę. Radomiak u siebie jest drużyną usposobioną ofensywnie, więc w starciu z GKS-em, który jest uskrzydlony ostatnimi dobrymi wynikami, nie powinno być nudy i jestem przekonany, że w niedzielę przy Struga będzie się działo.

Którego z zawodników Radomiaka powinniśmy się obawiać najbardziej?
GKS musi uważać na Janka Grzesika i Rafała Wolskiego. Mam też nadzieję, że bardzo ładna bramka Romário Baró w meczu z Arką doda mu więcej pewności siebie. Jest też Vasco Lopes, który potrafi wypracować przewagę dryblingiem. Silnym punktem zespołu są grający z przodu Maurides i Abdoul Tapsoba. Nie będzie Capity, ale siłą Radomiaka jest to, że zespół wygląda coraz lepiej jako drużyna. Jeżeli mamy swój dzień, to jesteśmy groźni dla każdego w Ekstraklasie.

Jak twoim zdaniem będzie przebiegał niedzielny mecz i jakim wynikiem się zakończy?
Radomiak grający u siebie nie cofa się i nie czeka na kontry. Spodziewam się, że od początku ruszymy do ataku niesieni żywiołowym dopingiem. GKS być może zaczeka na to, co zaproponują gospodarze, natomiast w tej lidze trudno jest cokolwiek przewidzieć – jedna niespodziewana sytuacja może całkowicie wywrócić plan na mecz. Oczekuję dobrego widowiska i wielu goli, bo naprzeciw siebie stają bardzo dobre piłkarsko drużyny. Nigdy nie byłem dobry w typowanie wyników, ale biorąc pod uwagę formę Radomiaka u siebie stawiam na 2:1 dla gospodarzy.

Z rozbawieniem obserwowałem twitterowe zaczepki na oficjalnych kontach Radomiaka i Arki, nawiązujące do niedawnej awarii oświetlenia w Radomiu. W niedzielę prądu nie zabraknie?
To wstydliwa sytuacja dla Radomiaka, który jednak nie do końca miał na nią wpływ. Odbiór był jednak taki, a nie inny. Żałowaliśmy, że mecz z Arką nie odbył się w pierwotnym terminie, a szczególnie szkoda było kibiców z Gdyni, którzy na darmo przejechali przez pół Polski. Kolejne mecze w Radomiu przebiegły już jednak bez przeszkód i podobnie będzie w niedzielę. Ale dobrze, że gramy w miarę wcześnie, więc w razie czego damy sobie radę nawet bez prądu.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Plusy i minusy po Lechii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.

Plusy:

+ Bartosz Nowak

Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.

+ Rafał Strączek

Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.

+ Skuteczność przy niskim posiadaniu

38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.

Minusy:

– Zmarnowane okazje

Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.

Podsumowanie:

2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.

GieKSiarz

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga