Jak to inteligentny człowiek tak sobie zaplanowałem trasę na mecz, że około 17:05 utknąłem w koreczku na ulicy Złotej i było zagrożenie, że nie zdążę na pierwszy gwizdek. Plusem tego stania było to, że miałem okazję obserwować jak na mecz zdążają znacznie większe grupy kibiców niż to miało miejsce w ostatnim czasie. Sporo ludzi zmobilizował mecz o stawkę i postanowili przyjść na stadion. Wszystkim im (Wam) jestem wdzięczny, bo atmosfera była naprawdę wyjątkowa. W każdym razie siedząc w samochodzie patrzyłem na tych ludzi ubranych na żółto i przypominały mi się najfajniejsze mecze z ostatnich lat, kiedy stadion był faktycznie żółty a Blaszok się zapełniał.
Na mecz zdążyłem. Doping był super. A potem spadliśmy z ligi.
Niemal dokładnie dwa lata temu też rozgrywaliśmy mecz o dużą stawkę i nagle frekwencja poszybowała w górę przebijając pięć tysięcy. Po tamtej porażce z Sandecją sporo z tych osób nie wróciło przez długi czas na trybuny. Teraz będzie podobnie, trudno mi nawet winić specjalnie ludzi, którzy nie pobiegną z wypiekami na twarzy po karnety w lipcu… Trudno też powiedzieć czy ta rubryka na naszej stronie będzie miała jakikolwiek sens. Poziom rozgrywkowy, atrakcyjność rywali, kolejne upokorzenie zaserwowane fanatykom i sympatykom GieKSy najprawdopodobniej sprawią, że mecze u siebie będą wyglądały na trybunach bardzo podobnie i bardzo mizernie. Naturalnie sytuację mogłyby uratować jeszcze wyniki, ale… sami wiecie jak to z tymi wynikami bywa.
Oczywiście festiwal szyderstw wystartował, zanim jeszcze Andrzej Witan wylądował po swoim zwycięskim strzale, a fala komentarzy zalała internet. Jakoś mnie te wszystkie wpisy nie ruszają, niektóre nawet są — obiektywnie oceniając — zabawne. Najbardziej kuriozalnym według mnie komentarzem był wpis Krzysztofa Stanowskiego, który stwierdził, że po tym, jak sprawdził naszą frekwencję, to nie żal mu GieKSy. Oczywiście nie twierdzę, że Panu Redaktorowi powinno być żal tej drużyny, która na spadek zapracowała przez cały sezon. Ale że uczepił się akurat frekwencji? Po kilkunastu latach w tej samej coraz nudniejszej lidze, z coraz słabszymi ekipami, gdzie przyjazd kibiców gości jest rzadkością? Po serii upokorzeń i porażkach we wszystkich najważniejszych meczach ostatnich lat? W sezonie, w którym wygrywamy u siebie jeden raz? Nikomu nie wieje wiatr w oczy tak mocno i tak długo, jak kibicom GKS-u Katowice. O czym my tu w ogóle mówimy?
Podsumowanie:
Oprawa: brak.
Frekwencja: 4000.
Goście: 0.
Wydarzenia: a dajcie spokój.
Marc
20 maja 2019 at 16:13
Nam natomiast nie jest zal Legii pana Stanowskiego.