Dołącz do nas

Piłka nożna

[FELIETON KIBICA] Pozytywne media kluczem do…?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Czas na drugi felieton kibica GieKSy. Wcześniej mogliście przeczytać tekst użytkownika forum Irishmana (kliknij tutaj, aby przeczytać), a teraz czas na Łukasza.

19 lipca dla większości dzień jak co dzień: praca, dom, rodzina – normalka. Jednak nie dla mnie, ponieważ na łamach GieKSa.pl pojawia się podcast z prezesem Janickim. Podcast, który utwierdza mnie, że miejsce kibiców jest tylko i wyłącznie przy kasach biletowych, by generować zysk oraz na stadionie, by tworzyć POZYTYWNĄ atmosferę w dniu meczowym. Nie bez powodu pozwoliłem sobie na pogrubienie słowa „pozytywny”, gdyż będzie ono kluczowe w tym tekście. Dlaczego? Z podcastu, który prowadził Błażej z kosą wynikł jeden prosty przekaz – jesteśmy ważni tylko wtedy, gdy chodzi o liczby oraz pozytywne emocje. Kiedy zaczynamy zadawać trudne pytania, poruszamy jakiś problem, wytykamy błędy, jesteśmy traktowani, jak największe zło tego świata. Odpowiedź jest prosta, wtedy już nie jesteśmy pozytywni, jesteśmy „be”, nie pomagamy, nie szanujemy pracowników klubu (czyt. piłkarzy), zamiast wspierać to wywieramy presje. To wszystko powoduje, że wielu kibiców przestało chodzić na mecze, czy w ogóle interesować się losami piłkarskiej GieKSy. I szczerze? Nie dziwie im się. Z początkiem każdego sezonu jesteśmy karmieni tymi samymi frazesami, tylko osoby się zmieniają. Z boku dla normalnego kibica takiego jak ja, wygląda to tak, że nikt z nami nie chce zagrać w otwarte karty, jakby się bali konsekwencji powiedzenia słów: „Awansu nie będzie do 2021 i koniec”. Myślę, że są to brutalne słowa, ale jak najbardziej realne… Dlaczego? Zapraszam Was na podróż pod nazwą „Pozytywny wizerunek, kluczem do…” No właśnie do czego? Przekonajmy się.

Głównym akcjonariuszem, a zarazem sponsorem jest miasto Katowice, czyli każda osoba płacąca podatki w mieście utrzymuje całą sekcje sportową. Każda firma sponsorująca ma swojego reprezentanta dla nas jest to prezydent Krupa oraz jego świta. Czyli jeżeli dobrze rozumiem, powinni reprezentować nas szarych kibiców. Czy tak jest? Uważam ,że tak. Teza odważna, ale postaram się ją wytłumaczyć. W interesie miasta jest to, by marka jaką jest GKS Katowice, była kojarzona zawsze, ale to zawsze pozytywnie. Żaden sponsor przecież nie chce, by negatywnie wypowiadać się o podmiocie, który sponsoruje. Może mieć to przecież negatywny wpływ na relacje z akcjonariuszami spółki, czyli kibicowskim elektoratem. Prezydent Krupa oraz świta bardzo dobrze starają się „tuszować” sprawy, które mogą niekorzystnie płynąć na postrzeganie marki. Przecież GKS Katowice jest marką, która musi godnie reprezentować miasto na salonach, by to robić, musi mieć do tego narzędzia. Siatkówka + hokej – jest spodek, nie ważne że nie jest zapełniony. Spodek każdy zna i kocha, wygląda godnie, by reprezentować miasto w telewizji. A co ma do zaoferowania stadion Bukowa 1? Azbest, odrapane ściany, brak oświetlenia, pożal się Boże loże VIP? Bądźmy realistami, z czym do ludzi?

TAKI stadion ma królować w ekstraklasie? Czuję, że takie właśnie podejście powoduje, że główny akcjonariusz wprost powiedział w kuluarach, że awans z pompą na sezon 2021 na pięknym stadionie. A do tego momentu? Do tego momentu Panie Prezesie pokażmy, że klub biznesu ma się świetnie i że wszystkich partnerów czekają złote lata na nowym stadionie. A kibicom, że gramy o najwyższe cele lub trudno je zdefiniować na tym etapie rozgrywki bo…. Myślę, że gdyby z góry było to tak powiedziane, to nikt by nie robił sobie zbędnej nadziei i po 2-3 miesiącach zgrzytu kibice pomogliby jeszcze bardziej w budowaniu pozytywnych emocji. Brzmi to boleśnie ale rozsądnie. W końcu jak można budować pozytywne emocje na relikcie PRL-u?

Drugim aspektem jest pokazywanie każdej inicjatywy, która zaimplementował klub jak coś wspaniałego i wszelakie negatywnie opinie kibiców powoduje odpowiedzi w stylu „nie krytykujcie, to dopiero testy, ale zobaczcie jaka oprawa graficzna” – każda wymówka dobra, by nie przyznać się do błędu. Przykład? Każdy post na Facebooku, który nawet nie dotyczył klubu zawierał dodatkową informacje „ NOWY SYSTEM BILETOWY – SPRAWDŹ”. No to sprawdzam, wchodzę, no jest faktycznie super oprawa graficzna, można kupować bilety. Pozytywna piękna otoczka jest? Jest! Schody pojawiają się już po kupnie biletu, pojawia się opcja drukowania potwierdzenia/biletu zwał, jak zwał. Serio? W 2018 roku POWINIENEM (zawsze mogę komuś telefon pokazać w celu potwierdzenia…) drukować bilet kupiony w Internecie, który już jest na karcie kibica… Czy tak trudno dać tym paru pracownikom aplikację, by przy wejściu na trybuny mogli zweryfikować bilet? Miejscówki i ich wybór? Wiem, że jest to wymóg, ale hmm no nie ukrywam, że nie zdarzyło mi się jeszcze usiąść na moim miejscu, bo przeważnie było zajęte przez kogoś innego. Osobiście nie mam z tym żadnego problemu, ale gdyby pamiętna butelka w prezesa poleciała z mojego miejsca, na którym ja nie siedziałem, a było kupione na moje dane, to już by nie było tak fajnie prawda? Swoją drogą system nie działał w 100% na pierwszy mecz ligowy z PBB przez co straciłem pierwsze 10 minut meczu, bo musiałem przejść powtórną weryfikacje… Czy znalazł się jakiś news na stronie, że przepraszają za usterki? Nie… POZYTYWNA atmosfera być musi i koniec.

Kolejnym tematem, jaki chciałbym poruszyć, to nasz dział komunikacji, a właściwe człowiek orkiestra Maurycy. Przyznam się szczerze, że nie spodziewałem się tego, jaki ciężar spadł na tego chłopaka… On jest dosłownie wszędzie – reklama w radiu, reklama sponsorów, wywiady, newsy pewnie też. Cały medialny syf spada na niego. A w każdej wypowiedzi osób rządzących słyszę „dział marketingu/komunikacji”. Ja nie widzę działu, tylko Maurycego. Czy naprawdę w naszym dziale nie ma kogoś innego, żeby również mógł robić dogrywki dźwiękowe? Na przykład kobieta? Przecież ile można słuchać jednej i tej samej osoby wszędzie w mediach (nic do Maurycego nie mam). Sprzęt na którym pracuje medialna GKS, nie ukrywam, że mnie jako osoby, która miała styczność z YT/FB od strony technicznej, po prostu martwi. GKS mógłby zainwestować w lepszą kamerę, mikrofony, czy nagłośnienie, by wywiadów słuchało się przyjemnie. Myślę wszystko jest robione na kolanie i na tym, co mamy bez inwestycji, byleby dociągnąć do nowego stadionu. Przecież po co kupować coś, co przyda się tylko dwa razy?

Ostatni i najważniejszy punktu. Media, czyli to co łączy, dzieli, denerwuje i raduje każdego kibica. W przypadku GKS raczej dzieli i denerwuje, bo nikt ich nie traktuje poważnie, nawet w klubie. Jestem w stanie zrozumieć, że prezes odcina się od otoczki medialnej i zostawia wszystko swoim podwładnym, ale żeby dyrektor sportowy oraz trener mieli je kompletnie w dupie? Dla mnie skandal. Przykładem takiego ignoranctwa jest znana wszystkim akcja zgrupowanie, gdzie kibice zwrócili uwagę, że piłkarze mogą sobie zrobić krzywdę wykonując tak, a nie inaczej ćwiczenia na siłowni. Reakcja klubu? Nie wiem, nie widziałem, nie odniosę się do tego… A dlaczego? Bo to KIBIC zauważył, zaatakował, a gdzie ten nasz pozytywny obraz? Dla mnie powinni te osoby, które zwróciły uwagę zaprosić na trening GKS, żeby porozmawiały z osobami, które te ćwiczenia im zadały i wymienić poglądy, żeby zrobić z tego POZYTYWNĄ otoczkę, przecież każdy uczy się na błędach. Zrobić to z filmikiem na YouTube czy Facebook zatytułować: „ Kibice trenują z pierwszym zespołem” i byłby zajebisty medialny przekaz. No ale nie – lepiej się odciąć i udawać greka.

Zegar? Nasz kochany staroświecki zegar, który wzbudza tyle emocji wśród kibiców starszej daty. W końcu to wspomnienia. Co zrobił dział medialny z klubem? Zdjął zegar, zamontował drugi i tyle bez żadnej informacji, dopiero po newsie jednego z radnych coś się zadziało w tym temacie i wyszedł negatywny przekaz. A jak być mogło? Znowu YouTube i Facebook – „idziemy z duchem czasu i wymogów” wraz z kibicami ściągamy zegar, jakaś rundka honorowa i cyk do gablotki „Muzeum GieKSy”. A tak to leży gdzieś pewnie i się wala. Dopiero w podcaście dowiadujemy się, że będziemy rozmawiali z MOSiR-em żeby zegar odzyskać. Dopiero? Ech… Odnośnie wtop relacji medialnych można pisać i pisać, ale nie o to w tym chodzi. Przecież każdy chce dla klubu jak najlepiej i RAZEM można to osiągnąć, ale tylko wtedy kiedy kibiców traktuje się jako równych partnerów do rozmowy.

Łukasz

6 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

6 komentarzy

  1. Avatar photo

    LukaszArt

    25 lipca 2018 at 12:44

    Dzięki za uznanie i danie szansy na zamieszczenie mojej wypowiedzi ;-). Po kolejnym przeczytaniu , widzę że błędów się nie wystrzegłem. Za co czytelników przepraszam. Może kolenjny będzie lepszy?

  2. Avatar photo

    Marcin C.

    25 lipca 2018 at 18:40

    Ciekawy tekst. Gratuluję. Kilka punktów to kropka w kropkę moje opinie.

  3. Avatar photo

    Johan

    25 lipca 2018 at 21:00

    Dobry tekst, wiele spostrzeżeń pokrywa się z moimi odczuciami…niestety

  4. Avatar photo

    Irishman

    25 lipca 2018 at 22:13

    Łukasz, trudno nie zgodzić się z Twoimi zarzutami w stosunku do klubu. Natomiast co do Twoich interpretacji dlaczego tak jest, to już nie wiem czy masz rację???
    Generalnie to ja widzę bardzo złe zjawisko, strasznie destrukcyjne dla naszego klubu. Podzieliliśmy się w GieKSie na dwa obozy:
    – klub, czyli piłkarze, trener, dyrektor i prezes, którzy są postrzegani jako ci, chcący wykiwać jakoś kibiców;
    – kibice, którzy są postrzegani przez „klub” jako ci, niesprawiedliwie go oceniający, nie doceniający jego ciężkiej pracy.
    To jest kurde jakieś chore, a najgorsze, ze nie wiadomo jak wyjść z tej sytuacji. Coś tam prezes mówił w wywiadzie o spotkaniu z kibicami. Ale co to da, skoro jedna strona i tak nie ufa drugiej, a ta druga ma pretensje, że jest niesłusznie oskarżana??? Niby mogłoby coś pomóc wymiana niegodnych zaufania ludzi na innych, ale czy rzeczywiście? Przecież drużyna została w dużej mierze wymieniona, a tymczasem na forum czytamy prawie, że dokładne zarzuty, jakie mieliśmy do tej przegranej skompromitowanej drużyny z wiosny! No po prostu jakby zrobić kopiuj-wklej, w niektórych wpisach!

    Osiągnięcie czegoś w tej sytuacji będzie krańcowo trudne! I nie chodzi mi tu o jakąś presje, bo to jest głupie wytłumaczenie. Każdy z nas odczuwa jakąś presję w życiu codziennym. Tylko myślę, że jeśli nie da się uniknąć podziału na te dwa obozy, to przynajmniej powinnismy spróbować mieć do siebie nawzajem więcej zaufania i zrozumienia.

  5. Avatar photo

    zippo50

    26 lipca 2018 at 12:01

    Chciałbym poruszyć temat trochę mało kibicowski ale według mnie ważny.
    KATERING
    Przed pierwszym meczem info że nowy że super,jestem ciekawy czy władze klubu interesują się cenami i jakością ,bo mnie wydaje się że nikogo to nie obchodzi.
    400% marża to lekkie przegięcie mała woda 5zł , porcja krupnioka w tej samej cenie co kiełbasa 10zł malutka porcja mięsa 14zł.Mam wrażenie że przy wyborze oferenta nikt nie zadał pytania „w jakich cenach będziecie sprzedawać”
    Moja propozycja to bojkot kateringu przez kibiców to może trochę spuszczą z tonu.

  6. Avatar photo

    Piter

    26 lipca 2018 at 22:01

    Bardzo merytorycznie i wypunktowane niedociągnięcia. A podobno cała GieKSa razem

Odpowiedz

Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Trudność w podejściu do średniawki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Aaaa qrwa jego mać…

To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.

Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.

Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.

O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.

Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.

Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.

Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.

Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.

Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.

Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.

Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.

Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.

Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.

Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.

Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.

Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.

Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.

Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga