Dołącz do nas

Felietony

Gra w piłkarzyki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Po dwóch dobrych meczach GKS Katowice, dodatkowo zakończonych wygranymi, przyszedł kolejny. Żeby powiedzieć, że był po prostu słabszy, to nic nie powiedzieć. Ten mecz był równie beznadziejny, co dwa wcześniejsze przegrane spotkania u siebie. I wolimy to napisać – jasno, szczerze i od serca, jako merytoryczną krytykę. Bo ostatnio znów niektórzy chcieli rozwinąć parasol ochronny nad drużyną. Taka strategia do niczego dobrego nie prowadzi. Musi być wszystko podane jak na racy i krytyka po tym meczu również. A potem przejście do pracy i eliminowanie mankamentów.

Pojedynek z Odrą Opole musimy rozpatrywać dwutorowo. Po pierwsze pod kątem czysto piłkarskim, a po drugie – wolicjonalnym.

Jeśli chodzi o ten pierwszy aspekt, to absolutnie nie mieliśmy argumentów w ofensywie. Przyjechał rywal, który postawił na 30. metrze autobus i jak się okazało – to wystarczyło, żeby nasza drużyna nie miała nic do powiedzenia. Okej, możemy sobie mówić, że „mamy problem z atakiem pozycyjnym” czy „atak pozycyjny to w ogóle problem polskich zespołów”. Ale na Boga – nie stworzyć sobie przez 90 minut ani jednej sytuacji podbramkowej? To oznacza jedno – jesteśmy po prostu mega, mega słabi. Co prawda Grzegorz Goncerz na Twitterze twierdzi, że GieKSa była lepsza. I to kolejny argument, dlaczego GieKSa od lat topi się w takim sportowym bagnie – po prostu piłkarze, którzy zagrali beznadziejnie i kaleczyli tę dyscyplinę – uważali, że wszystko jest w jak najlepszym porząsiu i byli lepsi. A z czego ta „lepszość” wynikała w opinii Grzegorza w meczu z Odrą? Pewnie z oceny przewagi optycznej. Bo rzeczywiście GKS był więcej w posiadaniu piłki, ale to nie wynikało z wyższości nad rywalem, tylko po pierwsze ze wspomnianego autobusu przed polem karnym, a po drugie z tego, że przeciwnicy stali na tym parkingu jak kołki i nie przeszkadzali absolutnie naszym zawodnikom w wymienianiu tysiąca i jednego podania na 40-60 metrze. Dłużyzna, panie, dłużyzna…

Doszło do tego, że trener Piotr Mandrysz nie zgadzając się ze mną, co do braku sytuacji podbramkowych, przywołał jako swój kontrargument strzał Wojciecha Kędziory z pierwszej połowy – strzał z półobrotu, z niewygodnej pozycji, totalnie chaotyczny, dający może 10% szans na spowodowanie jakiegokolwiek zagrożenia. Ten chybiony kontrargument potwierdził tylko mizerię w okazjach GKS w tym meczu.

Katowiczanie nie potrafili przedrzeć się ani środkiem, ani bokiem. Byli tak kompletnie bezradni w ofensywie i to nie wynikało z super gry Odry w defensywie. Oni dobrze byli ustawieni w obronie i konsekwentni. Ale żadnej wirtuozerii w destrukcji nie pokazali (jeśli można mówić tu o wirtuozerii…). To po stronie naszych zawodników było to, że nie mieli kompletnie pomysłu, czołgali tę piłkę wszerz boiska, czekając chyba na jakąś 50-metrową lukę pomiędzy zawodnikami rywali, a tymczasem taka się nie pojawiała. Nie potrafili nawet decydować się częściej na strzały z dystansu. Kilka oddali, ale były one takie, że lepiej nie mówić…

No i tutaj dochodzimy do drugiego aspektu, czyli kwestii wolicjonalnych i motorycznych. Nie przypominam sobie meczu, w których aż tak w oczy rzucałby się brak ruchu zawodników na boisku. Niestety ten mecz nie został nawet przechodzony, on został kompletnie przestany. Nasi zawodnicy wyglądali, jakby każdy dzień wcześniej na food truckach nażarł się super hiper hamburgerów z podwójnym bekonem i sosem ze stopionej słoninki ze skwarkami. Czyli po prostu byli przyspawani do tej murawy. Zero ruchu, zero! To nie była realna piłka nożna, to były piłkarzyki ze świetlicy w zakładach wczasowych. Czyli czekanie na piłkę w miejscu. Nie było szukania pozycji, wychodzenia bez piłki, pokazywania się partnerom. Wszyscy skrzydłowi pomocnicy i obrońcy, nie robili nic, żeby zyskać choć dwa metry przewagi nad przeciwnikiem.

Nawet jak były pojedyncze sytuacje, kiedy rywale troszkę wyszli do przodu i była szansa na kontrę, to nasi zawodnicy zamiast ruszyć z szybką akcją, na energii, na doładowaniu, zwalniali akcje. Celował w tym Łukasz Zejdler, główny hamulcowy z wczorajszego meczu. Milion kółeczek, zawrotek, srotek, zero przyspieszenia akcji. Po prostu stał jak kołek, a przecież w środę był bardzo aktywny.

To było tak irytujące, bo trwało od pierwszej do ostatniej minuty. Nasi zawodnicy nie byli zainteresowani przyspieszeniem. Trzeba by było przeanalizować kilometry przebiegnięte przez poszczególnych graczy, ale to by była jakaś kuriozalnie niska ilość. Nawet w końcówce żadnego szturmu nie uświadczyliśmy. Jeśli ktoś uważa, że wyrównanie było efektem tak popularnej „walki do końca” to jest w grubym błędzie. Stały fragment, zamieszanie i gol – to się zdarza i na szczęście zdarzyło się nam w doliczonym czasie. Dobre zgranie Klemenza, szczęście, że sędzia nie odgwizdał ręki Midziera, ale też jego przytomność. To dało wyrównanie, a nie jakaś mityczna walka, której w tym meczu nie było za grosz.

Trener Piotr Mandrysz powiedział, że głównym czynnikiem takiej postawy była pogoda. I tu naprawdę można załamać ręce. To już okazuje się, że nie musi być jakiegoś wielkiego upału, tylko wystarczy dwadzieścia kilka stopni, słoneczko i już zawodnicy oddychają rękawami i nie mają siły spełniać swojego cholernego obowiązku, czyli biegania po boisku? Ja w upale potrafię zapierdzielać 15 godzin po górach, a tutaj nie da się zrobić kilku sprintów? Zdrowi, wysportowani, młodzi faceci? Serio?

Wydźwięk tego pomeczowego felietonu jest negatywny, ale nie robimy na razie tragedii. Tą tragedią byłoby gdybyśmy przegrali, znów we frajerski sposób. Tym razem nastąpiła zmiana i los dał nam w końcu taki mecz zremisować. Jest też siedem punktów w ostatnich trzech meczach, więc istnieje progres z porównaniu do poprzednich spotkań. Tym razem to my strzeliliśmy gola w końcówce, a nie straciliśmy. To też jest pozytywne.

Jednak to nadal nie jest coś, co możemy powiedzieć, że stało się regułą. OK, bądźmy optymistami, ale niech te dwie wygrane nie założą nam znów klapek na oczach, że wszystko wraca do normy, idzie ku dobremu i jesteśmy faworytem do awansu. Nie, nie jesteśmy. Na razie ciągle jesteśmy słabi. Być może będziemy dobrzy, ale takie coś trzeba wypracować. Najpierw kilkoma przyzwoitymi meczami z rzędu. Bo patrząc od pierwszej kolejki nasze mecze były takie:

bardzo słaby – słaby – beznadziejny – dobry – dobry – beznadziejny.

Niech te mecze będą po prostu wszystkie przyzwoite, czasem wygrane, zremisowane, przegrane. Ale niech nie będzie tak, że po dwóch dobrych, kiedy wydawało się, że już tak źle nie będzie, nasi zawodnicy odstawili taką mega-fuszerę.

Zespół z Rakowem i Chojniczanką pokazał, że jest szansa na lepszą grę. Ale po pierwsze, trzeba mieć pomysł na różne sytuacje, także na autobus rywali. A po drugie – trzeba chcieć nie tylko czasami, ale w każdym meczu. Tu nie ma wakacji, że sobie z Odrą postanowimy postać na boisku i myśleć o niebieskich (tfu!) migdałach. Jak mawiał obecny na meczu trener Żurek „tu trzeba zapierdalać”.

Niech sobie to wszyscy zawodnicy i trener wezmą do serca. A szkoleniowcowi zalecamy, żeby był bardziej elastyczny i tę idealną do gry temperaturę – powiedzmy 16-20 stopni trochę rozszerzył i nie tłumaczył następnym razem, że zawodnikom jest za ciepło, za zimno, zbyt wilgotne powietrze albo za niskie ciśnienie, gradobicie i koklusz. To są (podobno) profesjonaliści i takiego podejścia wymagamy niezależnie od warunków atmosferycznych.

5 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

5 komentarzy

  1. Avatar photo

    Tomek

    28 sierpnia 2017 at 11:22

    Analiza trafna jak najbardziej. Tego nie da się oglądać. Widać też że Mandrysz nie ma żadnego pomysłu na ich grę. Skład który wystawia nie jest najsilniejszy. Po co Goncerz kolejny raz jak on nic nie daje drużynie. Jest kiepski technicznie i do tego wolny. Rozumie że ma zasługi ale za zasługi to mozna mu pomnik wybudować a nie wstawiać do składu. Kolejny problem to syn trenera. Z całym szacunkiem dla niego ale był najsłabszy na boisku. Jego gra to gra na aferę. To kolejny prokic tylko gorszy technicznie. O ile jeszcze prokic robi trochę wiatru o tyle synek trenera nie. Mączyński szkoda gadać. Klemenz bardzo kiepsko. Frańczak mizeria.Mamy 17 pomocników a nie ma komu grać w drugiej linii. Niestety ale coraz mniej wierze w to ze mandrysz jest w stanie cokolwiek z nimi osiągnąć

  2. Avatar photo

    Mecza

    28 sierpnia 2017 at 13:52

    Pisałem że 5pkt przed ostatnimi 3 meczami brałbym w ciemno, jest 7 i trzeba się cieszyć bo nie jesteśmy mocarzami w tej lidze, zresztą nikt nie jest. Pół ligi będzie znowu walczyło o awans. Mecz w środę miał wpływ na mobilność zawodników.

  3. Avatar photo

    Kibol

    28 sierpnia 2017 at 14:03

    Dobrze napisane trudno srodek tabeli też dobry za rok po awans pozdrawiam !

  4. Avatar photo

    Mecza

    28 sierpnia 2017 at 14:37

    Z innej beczki, trener Mandrysz nie mógłby za mecz założyć koszulki z emblematem klubu?

  5. Avatar photo

    Jarosław

    29 sierpnia 2017 at 06:19

    Z innej beczki— nie ma jak przyjść na mecz GieKSy w koszulce arsenalu i siedzieć na 4. Dobrze że zbierający na oprawę nie chodzą już w koszulkach górnika(może zbierali na 4 trybunę hehehe)

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Betonowy Urban

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.

Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.

Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?

Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?

Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.

Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.

Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.

I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.

W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.

Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.

Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.

Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.

Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.

Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.

Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.

Grosika powołał kuźwa jego mać…

Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.

A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.

A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:

„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Plusy i minusy po Lechii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.

Plusy:

+ Bartosz Nowak

Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.

+ Rafał Strączek

Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.

+ Skuteczność przy niskim posiadaniu

38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.

Minusy:

– Zmarnowane okazje

Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.

Podsumowanie:

2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.

GieKSiarz

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: To nasz bardzo szczęśliwy dzień

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Na pomeczowej konferencji pojawili się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i John Carver. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

John Carver (trener Lechii Gdańsk):
Ten mecz miał dwie połowy. Mam na myśli różnicę, między połowami, bo w pierwszej połowie byliśmy w dobrej formie i stworzyliśmy 1-2 klarowne sytuacje, ale druga połowa była skrajnie przeciwna. Mecz wygrała drużyna lepsza i jest to trudne do zaakceptowania. Musieliśmy dokonać kilku zmian w naszym zespole, szczególnie w przerwie dokonaliśmy zmiany Rodina, jedynego doświadczonego zawodnika w naszej obronie, który dostał w żebra i miał problemy z oddychaniem. Jak się traci takiego zawodnika, to ma to duży wpływ na nasz zespół. W mojej opinii graliśmy za bardzo bezpiecznie w ataku, bez ryzyka, bez prób zagrania w pole karne. Gratulujemy trenerowi GKS-u, lepsza drużyna wygrała. Musimy się podnieść, bo mamy dziewięć meczów do końca.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Zdawaliśmy sobie sprawę z siły przeciwnika, bo startowali z dyskomfortem minus pięciu punktów. Wyobrażam sobie tę trudność, jednocześnie kapitalnie Lechia z tego wyszła. Strzelili do dzisiaj 49 bramek, więc wiedzieliśmy, że musimy się mieć na baczności. Oczywiście można dywagować na temat składu, ale przecież jedna i druga strona była w jakiś sposób nie tyle osłabiona, ale jednak absencje po jednej i po drugiej stronie były.

Widzieliśmy więc mecz, w której rywal próbował w pierwszej połowie nas zepchnąć – trochę przy wrzutach z autu za nisko się ustawialiśmy. W związku z tym, było parę niebezpiecznych prób rywali zza pola karnego, staraliśmy to skorygować w przerwie, żeby stanąć wyżej i kiedy przeciwnik nie rzuca z autu długiej piłki, nie możemy być tak nisko w polu karnym – zneutralizowaliśmy to i dzięki temu się to trochę oddaliło.

Zawodnicy wykonali kupę mrówczej pracy. Nie dość, że orali, to wykonywali zadania taktyczne, że jestem zadowolony. A mieliśmy przecież trochę przebudowanych rzeczy – cała linia obrony była wywrócona do góry nogami. Każdy zdał egzamin na piątkę. I to mnie bardzo cieszy, że jesteśmy gotowi na to, że w perspektywie natłoku meczów, kapela, którą mamy jest szeroka i mocna. To jest klucz, by budować trening i atmosferę, a zawodnicy się też sami dobrze nakręcają. Każdy z nich czuje ważność tego momentu. Zdobyliśmy strasznie ważne punkty, u siebie, na zero z tyłu z Lechią. To są rzeczy, które budują. I to tyle o meczu, bo już w głowie mam to, co będzie się działo we wtorek.

W wielosekcyjnej GieKSie dużo się dzieje, mocno czekamy na półfinały i Jackowi Płachcie będziemy bardzo mocno trzymać kciuki w rywalizacji z Unią Oświęcim. Mam nadzieję, że kolejne finały przed nami. Dziewczyny również grają w Pucharze Polski – wygrały w Warszawie, a dzisiaj w Krakowie – gratuluję trenerce, gratuluję dziewczynom. Mam ogromną frajdę, że pracuję w tym wielosekcyjnym klubie i naprawdę trzymam za wszystkich kciuki. To jest dzisiaj nasz bardzo szczęśliwy dzień.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga