Dołącz do nas

Felietony

Ignorancja + brak honoru = upadek klubu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

PolonisciW dniu wczorajszym Canal+ wyemitował film dokumentalny pt. „Kasa będzie jutro”. Film pokazuje historię upadku Polonii Warszawa przez pryzmat perypetii drużyny w poprzednim sezonie, kiedy to zawodnicy nie otrzymywali wypłat, będąc mamieni przez „śląskiego biznesmena”, jak przez wiele miesięcy nazywały media Ireneusza Króla.

Cały film utrzymany jest w tonacji emocjonalnej, pokazującej drużynę i cały klub Polonia Warszawa jako biednych, oszukanych, ale zarazem bohaterskich i walecznych ludzi, którzy mimo braku pieniędzy pokazują niesamowity hart ducha i grając w piłkę gryzą trawę, wbrew wszelkim przeciwnościom losu, a nieprawdopodobnie wierni kibice są z klubem na dobre i na złe. Ktoś niewtajemniczony rzeczywiście mógłby powiedzieć – to są prawdziwi sportowcy, wielki klub, wspaniali kibice – nic tylko brać przykład. Pojawił się jednak oszust, który zniszczył klub ze 102-letnią tradycją (mniejsza przecież o to, że de facto jest to „tradycja” kilkuletnia, bo jest to klub, który powstał na bazie Groclinu niedawno temu). Przesłanie filmu jest jasne: wielki honor drużyny, klubu i kibiców.

Gdy półtora roku temu Ireneusz Król był właścicielem GKS Katowice i chciał stworzyć twór pod nazwą KP Katowice (na zasadzie fuzji GKS i Polonii), twór grający w ekstraklasie – ogólnopolskie media milczały. Zagrożenie, że GKS Katowice zniknie z piłkarskiej mapy Polski było tak realne, że kibice GieKSy zaczęli mocno i głośno protestować. Był pamiętny grill pod domem Króla, były wizyty w Urzędzie Miasta Katowice i spotkania z prezydentem Piotrem Uszokiem, w końcu wizyta podczas sesji Rady Miasta, podczas której nasz przedstawiciel przedstawił radnym całą sytuację. W specjalnym oświadczeniu poparli oni dążenia kibiców do utrzymania GKS Katowice w takim kształcie, w jakim się znajdował. Całość działań kibiców GKS doprowadziła do tego, że Król zniechęcił się do swojego projektu i do GieKSy w ogóle. Postanowił po prostu wejść w Polonię Warszawa i tam tworzyć „wielką piłkę”. Mogliśmy odetchnąć…

Pomysł fuzji to jednak nie była jedyna i pierwsza sprawa, którą Król zniechęcił kibiców GieKSy do siebie. To była raczej kropla, która przepełniła czarę goryczy. Już wiele, wiele miesięcy wcześniej okazało się przecież, że jest to oszust, że nie ma kasy i jest zwyczajnym kłamcą. Razem ze swoją świtą czyli Jackiem Krysiakiem i Tomaszem Karczewskim powoli, acz systematycznie, doprowadzali do coraz to gorszej sytuacji finansowej GKS. GieKSiarze nieraz na meczach ligowych, jak również poza nimi (choćby w oświadczeniach), głośno mówili o tym, że z tym człowiekiem ten klub upadnie, że przynosi same szkody i związek Król – GieKSa do niczego dobrego nie doprowadzi. Król odgryzał się w mediach mówiąc, że on wykłada kasę, a sympatycy są niewdzięczni. Toteż po całej burzy związanej z niedoszłą fuzją, gdy Król odszedł do Polonii, wszyscy w Katowicach rozpoczęliśmy „nowe życie”. Co prawda pozostawały jeszcze kwestie akcjonariatu, ale i ten problem wkrótce został rozwiązany, tak więc na dziś GKS Katowice jest wolny od Ireneusza Króla, co jednak nie byłoby możliwe, gdyby nie wcześniejsze radykalne działania kibiców.

W trakcie, gdy kibice GKS walczyli o swój klub, Ireneusz Król coraz poważniej zaczynał angażować się w Polonię Warszawa. Prowadził m.in. dialogi z przedstawicielami kibiców, proponował im miejsce w Radzie Nadzorczej. W wielu miejscach w internecie mogliśmy wyczytać (łapiąc się jednocześnie za głowy), że kibice Polonii w Króla autentycznie wierzą! Były głosy na temat tego, że jest to poważny biznesmen, że po burzliwych rządach Józefa Wojciechowskiego, w Polonii jest szansa na spokój i nawet (sic!) pieniądze. Dosłownie w tym samym czasie gdy w Katowicach robiono wszystko, żeby wykopać oszusta, w Warszawie wiele osób traktowało go jako zbawcę. W ogólnopolskich mediach – jak zostało wspomniane wcześniej – wielkiego szumu związanego z wydarzeniami z Katowic nie było (takiego szumu choćby, jak wtedy, gdy oszustwa Króla wyszły w Polonii, bo wtedy najważniejsze media w kraju oczywiście się obudziły). Być może dlatego kibice Polonii nie traktowali wszystkich akcji kibiców GKS poważnie. Mimo to jednak osoby, które są zainteresowane miały dostęp do wiedzy i informacji co się dzieje na Śląsku. W swoich mediach dość szeroko i na bieżąco opisywaliśmy całą sytuację, niektóre lokalne tytuły również dawały informacje na temat tego, co się dzieje. W dobie internetu sympatycy z Warszawy mieli dostęp do wszystkiego jak na dłoni. Dodatkowo kibice GKS raz po raz ostrzegali tych z Polonii, kim jest Król i że nic dobrego ich z tym człowiekiem nie czeka. Ja sam – dokładnie 24 lipca – napisałem w komentarzu pod jednym z wpisów na oficjalnym fanpage’u Polonii (obecnie lubianym przez 26 tysięcy osób!):

Jako kibic GKS powiem wam, że dziwią mnie w ogóle jakiekolwiek negocjacje z Królem, nie mówiąc o rozważaniu (w referendum) czy ma on być z ekstraklasą czy olewka. Czy wy się kurwa nie uczycie na błędach innych? Mówi się – mądry Polak po szkodzie. W tym powiedzeniu jest jednak zawarta własna szkoda. Wy macie niepowtarzalną szansę wyciągnąć wnioski z naszych błędów, czyli tego, że ten oszust doprowadził GKS do ruiny, a wy rozważacie jeszcze jakąkolwiek współpracę? OK to wasza sprawa, ale gwarantuję wam, że będziecie tego bardzo żałować. I wcale nie będzie mi was żal, bo zewsząd (media, opinie kibiców GKS) byliście ostrzegani przed tym hochsztaplerem…

Ostro? Być może. Niestety moje słowa sprawdziły się co do joty, choć przyznam, że nie spodziewałem się, że stanie się to tak szybko.

Jaka była rzeczywistość, wszyscy wiemy. Podczas gdy Król dawał drużynie kolejne wyimaginowane terminy wypłat zaległych pieniędzy, a piłkarze mieli nadzieję, kibiców w Katowicach ogarniał tylko pusty śmiech. Pozycja Króla systematycznie słabła i nagle i w Warszawie pojawiły się protesty. Nagle kibice Polonii – to straszne! – zorientowali się, że Ireneusz Król może być oszustem. Nie, że jest tylko, że może być! Potem upewnili się co do tego faktu i już się nie patyczkowali, pojawiły się transparenty, okrzyki i jawna demonstracja, że kibice Króla w Warszawie nie chcą. Ostatecznie „biznesmen” doprowadził Polonię do upadku.

W tym momencie można się zastanowić – dlaczego przekaz tego filmu jest taki, jaki jest? Dlaczego pokazuje drużynę i kibiców jako bohaterów? Piłkarze grali po prostu swoje, mogli się wypromować. Natomiast wypowiedzi trenerów Piotra Stokowca o „wspaniałej więzi jaka wytworzyła się u kibiców” czy Jarosława Bako – „Każdemu życzyłbym takich kibiców”, powodują, że zacierana jest rzeczywistość, że piękne i poetyckie niemalże słowa zacierają, to co rzeczywiście miało miejsce. A miejsce miało to, że to również kibice Polonii doprowadzili do upadku swojego klubu. Popełnili grzech zaniechania, czyli nie zrobili absolutnie nic, aby Króla do Polonii nie dopuścić. Zawierzyli mu jako zbawcy, znajdując m.in. pokrętne tłumaczenia „że to jedyne wyjście”. Jak na tacy mieli podane, kim jest ten człowiek – nie posłuchali – a teraz robi się z nich bohaterów. Obrazki na końcu filmu, jedność piłkarzy i kibiców, wzruszająca muzyczka, płaczący kibice przywołują na myśl tylko takie sformułowania jak „byli ostrzegani”, „zasłużyli na to, co dostali”, „spokojnie mogli temu zapobiec”. Poprzez swoją ignorację doprowadzili do tego miejsca, w którym są dzisiaj…

Do wielu piłkarzy nie ma co mieć większych pretensji. Grali przyzwoicie, ale przecież skoro wyszli na boisko, to nie po to, żeby specjalnie grać słabo. Może byli zorientowani na temat Króla, może nie, natomiast na pewno nie można było im „zarzucić”, że mają olej w głowie. Weźmy na przykład takiego Jakuba Tosika, który burzliwie rozstał się z Karpatami Lwów, mówiąc, że został oszukany w klubie, sportowo i finansowo, więc poszedł… do Polonii Króla. Czy nikt nie ostrzegał tego zawodnika, że w tym klubie nie wyjdzie na prostą? Inni piłkarze również zawierzyli Królowi i mocno się na tym przejechali.

Osobnym tematem w filmie jest wypowiedź ojca Tomasza Hołoty – Janusza. Przypomnijmy – Hołota uciekł za Królem do Polonii Warszawa praktycznie na kilka godzin przed wyjazdem GKS na mecz pucharowy do Lubonia. W drużynie nie za bardzo byli zorientowani, że właśnie kluczowy zawodnik zostawił resztę ekipy na lodzie i poszedł za oszustem – a mówiąc inaczej uciekł z tonącego statku za osobą, która doprowadziła, że ten statek tonie. Wszyscy w Katowicach wiedzieli już kim jest Ireneusz Król, nie wiedział (nie chciał wiedzieć?) tego Tomasz Hołota. Dlatego też szczytem hipokryzji z jego strony było zakładanie i ubaw po pachy przy koszulce ze słynnym wizerunkiem Króla jako świni. Równie wielką, a może jeszcze większą hipokryzją popisał się właśnie ojciec zawodnika, który w filmie powiedział, że „Teraz panu Królowi nawet jakby położył tu 1/3 pieniędzy na stół, to dziękuję, nie chcę mieć – i chyba Tomek też – z tym człowiekiem nic wspólnego”. Abstrahując od tego, że ojciec Hołoty w logicznej konsekwencji tego zdania dopuszcza, że gdyby Król wyłożył 2/3 sumy, to można by było z nim rozmawiać, to trzeba się zapytać pana Janusza, dlaczego taki radykalny w swojej wypowiedzi i wpływie na Tomka nie był, gdy ten opuszczał bez słowa GieKSę przed wspomnianym meczem pucharowym. Czy wtedy liczyła się tylko kasa (której i tak by zawodnik nie dostał)? Jedno słowo się nasuwa w tym momencie – hipokryzja. Zarówno piłkarza, jak i jego ojca.

Nigdy nie zginie” – śpiewali kibice Polonii po ostatnim meczu u siebie. Niestety ich podejście jest zgoła odmienne od tego katowickiego. Przy Konwiktorskiej akceptują różnego rodzaju dziwne manipulacje podmiotami, byleby tylko grać w ekstraklasie. Dlatego też mimo że sportowo Polonia nie zasłużyła, to po połączeniu się z Groclinem, w ekstraklasie grała. Już samo to jest dyskwalifikujące, jeśli mówimy o honorze, przywiązaniu do barw i tradycji. Potem przyjęli z otwartymi rękami w swoje szeregi oszusta, a teraz robią z siebie ofiary. Aż strach pomyśleć, co będzie, bo ostatnio pojawiła się w mediach informacja o możliwym przejęciu Polonii przez Termalikę Bruk-Bet Niecieczę – włos dęba staje na takie pomysły, choć sprawa ucichła i na razie można ją traktować w kategorii plotki – choć dla kibiców Polonii gra w pierwszej lidze (obecnie grają w czwartej), nieważne czy pod szyldem Groclinu, Termaliki czy Koziej Wólki – byłaby zapewne kuszącą propozycją i zapewne zasiedli by do rozmów.

Na koniec można się zapytać dziennikarzy, choćby z Canal+, gdzie byli, gdy Ireneusz Król niszczył GKS Katowice? Gdzie w tym czasie były ogólnopolskie media? Pamiętamy, że w tym czasie portal Weszło jakoś potrafił na bieżąco opisywać sytuację. W całej Polsce pojawiały się natomiast zaledwie wzmianki na ten temat. Kibice GKS byli mocno osamotnieni w swojej walce, ale wygrali.

Aż dziw bierze, że Król rozpoczął w Polonii z czystą kartą. Po tym wszystkim, co działo się przy Bukowej, ten człowiek powinien być raz na zawsze spalony. Niestety tak się nie stało i Polonia Warszawa – w tym głównie jej kibice – zapłacili wysoką cenę za swoją niewiarygodną wręcz próżność i ignorancję.

Co nie przeszkadza, żeby telewizja stworzyła „najlepszy sportowy dokument 2013 roku” i pokazać upadek klubu, jako emocjonalne studium bohaterstwa piłkarzy i kibiców…

To tak jakby jeden facet zerwał z kobietą, bo ta puszcza się na prawo i lewo, a jego przyjaciel chciałby się z nią ożenić. Ten pierwszy tłumaczy, żeby tego nie robił, bo za chwile zostanie zdradzony i sytuacja będzie się notorycznie powtarzać. Ten jednak jest głuchy na to, żeni się i już na weselu panna młoda puszcza się z DJ-em. Pan młody zapłakany mówi wszystkim, jak to został niesamowicie oszukany…

Na szczęście w przeciwieństwie do Polonistów, kibice GKS swój honor mieli i mają i dlatego takie historie jak przy Konwiktorskiej u nas się nigdy nie pojawią.

Michał Murzyn – Shellu

16 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

16 komentarzy

  1. Avatar photo

    mami7

    27 grudnia 2013 at 19:07

    lubię to

  2. Avatar photo

    andreasw1959

    27 grudnia 2013 at 21:57

    Cala prawda w tym artykule sam tez ostrzegalem kibicow Poloni przed tym oszustem mysleli ze chwycili zlotego byka z rogami najgorsze jest to ze ci gnoje z warszawki cieszyli sie ze nas klub upadnie a Polonia bedzie na szpicy .Najbardziej wkurwialy mnie media ktore na poczatku trzymaly z Krolem i Polonia falszywe gnoje

  3. Avatar photo

    vzk64

    27 grudnia 2013 at 23:06

    Dokładnie kpili z nas ,że pozbyliśmy się „sponsora z kasą” głupie hanysy co oni robią itp. to teraz mają za swoje na ich forum przez pół roku stękali ,że ten brak kasy to strategia Króla i po sezonie dojdzie długo oczekiwany przelew z Wiednia 😀 pff żeby to raz się sprzedali, szkoda jedynie klubu i garstki fanatyków prawdziwej KSP.

  4. Avatar photo

    hyś

    28 grudnia 2013 at 00:24

    Dużo racji, ale też dużo bicia piany. Nie byliśmy w tej samej sytuacji, co Wy. W Katowicach władza dba o swój klub (bo musi). W Warszawie rządzi zadeklarowana kibicka Legii, która na Łazienkowskiej zasponsorowała stadionik za blisko pół miliarda zł z naszych podatków, a wykupić Polonię za symboliczną złotówkę od Wojciechowskiego nie chciała. Chuja dały marsze, protesty, mediacje. Od lat grupy interesów biją się o grunty pod stadionem, kombinując jakby tu wysadzić nas z konia – i tym choćby różni się sytuacja Polonii i Gieksy.

  5. Avatar photo

    czupakabra

    28 grudnia 2013 at 12:05

    ale bzety, masz jakis kompleks Polonii? jestes typowym sebą z legii ze takie dyrdymały piszesz byle by dogryzc?

  6. Avatar photo

    kibic Polonii

    28 grudnia 2013 at 13:01

    Pozwól, że dodam fakty o których nie wspomniałeś. Na trybunach Polonii doszło do konfliktu pomiędzy tymi którzy chcieli króla (oferował im srebrniki w postaci wyłączności na biznesy na trybunach) oraz tych którzy chcieli budować od podstaw klub oparty na władzy kibiców, a nie kolejnych Wojciechowskich. Duża część kibiców zrezygnowała wtedy z pojawiania się na Konwiktorskiej…

  7. Avatar photo

    vzk64

    28 grudnia 2013 at 16:01

    Duża część lub większość z was jednak dała się nabrać na bajki Króla bo przychodziła na mecze w ex 🙂

  8. Avatar photo

    do andreasw

    28 grudnia 2013 at 19:13

    mógłbyś przedstawić jakieś dowody kto i kiedy cieszył się z upadku Gieksy na Polonii?????? masz chyba jakiś kompleks niższości jeśli tak twierdzisz.

    sprawa była jasna – Król to przynajmniej pół roku czasu na przygotowanie się do nieuchronnej katastrofy. wyszło mocno średnio, ale demokracji nie było.
    zgadzam się, że robienie z Polonii ofiary jest śmieszne po doświadczeniach GKSu, ale przynajmniej medialna szopka coś osiągnęła – skompromitowała złodziei pokroju Króla i jest nadzieja, że więcej taki Król w polskiej piłce nie przejdzie.
    łatwo jest pisać o braku honoru, kiedy jest się jedynym liczącym się klubem w mieście i nie ryzykuje się zabicia ruchu kibicowskiego swojej drużyny, o klubie ze stuletnią tradycją nie wspominając.
    śmieszne jest pisanie o tym, że Polonia z kimkolwiek się dogada i kupi licencję. otóż nie dogada się, jest w rękach kibiców i jakiekolwiek próby powtarzania manewrów spotkają się z taką reakcją jakiej zabrakło przy Groclinie.
    pozdrawiam bez napinki.

  9. Avatar photo

    KSP

    28 grudnia 2013 at 23:47

    Po części prawda. Ale częściowa prawda to nieprawda. Otóż jak już ktoś wspomniał bardzo wielu Kibiców Polonii, już po kombinacjach wojciechowskiego, a po przyjściu króla definitywnie przestała uczęszczać na mecze. Bo to przestała być nasza Polonia. Niestety, wielcy „zasłużeni” łyknęli króla, niestety niektórzy z trybun ich zaczęli niepewnie popierać i tak to się posrało. Tylko o jednym Panowie zapominacie- my nie mieliśmy na to ŻADNEGO wpływu, poza krytyką. Całkowitą własność akcji SA mieli wymienieni już z nazwisk grabarze. Zatem ich decyzja, czy się podobała czy nie, była definitywna. Działania świniaka w Katowicach nie doprowadziło do likwidacji GieKSy, a niestety w przypadku Polonii takie zagrożenie istniało. I to nie króla, ale wojciechowskiego decyzje najwięcej Polonii zaszkodziły. Król był tylko najemnym słupem wojciechowskiego. Wam miasto (niewiele, ale zawsze) pomaga, u nas niestety przeciwnie- bufetowa miesza z 7egią. Na kogo mogliśmy liczyć? Na PZPN? Przecież właśnie ci działacze, których nazwiska łączone są z PZPN, opowiedzieli się za królem. Na jednym ze spotkań z Kibicami pan Listkiewicz powiedział: cyt. „Kibice? nie ci, to przyjdą inni”. I naprawdę teraz budujemy NASZĄ POLONIĘ. Żebyśmy tylko tego sami nie spieprzyli. Ale do autora: nie krytykuj, bo nie wiesz. Na meczu z Piastem były łzy. Za Polonię, którą okradł król, którą pomiatał wojciechowski. Za Polonię, którą mają w sercach ci, którzy swój bunt i niezadowolenie musieli przełykać w goryczy. Nikt nie kpił z Waszych przestróg. Wierzcie mi, że braliśmy je poważnie. Ja osobiście byłem i jestem Wam za nie głęboko wdzięczny. Ale porównywanie sytuacji Katowic i Warszawy nie ma naprawdę sensu w tym przypadku. Chętnie podyskutuję o tym, ale teraz mogę tylko powtórzyć- nie mieliśmy na to wpływu. Powinniśmy jednak króla „godnie powitać”. Jednakże ci, którzy za takie powitanie powinni zgotować, byli albo nieobecni, albo…. naiwnie zaufali (bo nie chcę snuć rozważań głębszych).

  10. Avatar photo

    nn

    30 grudnia 2013 at 00:06

    Nie ma sensu produkować się o pajacach z Konwiktorskiej. To był wesoły czas, czytać ich fora gdy bronili tam Króla i jego „racjonalizacji” pensji piłkarzy pozostałych po JW… Tak racjonalizował, że im nie płacił, a większość stawała po stronie zbawcy plując na piłkarzy (choćby wesołek CKF i inne ananasy). Obudzili się pod sam koniec i najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że teraz przydupasy Króla znów się biorą za odbudowywanie Polonii. Ci sami, co nie potrafili dostrzec, że po niewypale z KP Katowice Król chciał po prostu minimalizować straty, no i cudem Ruch utrzymał :-).
    Tym przekłamanym filmem tylko dalej się ośmieszając. Zamiast powiedzieć – daliśmy dupy, pozwoliliśmy przenieść Groclin do Warszawy (bo tak to się formalnie odbyło, żadnej „fuzji” nie było) i przemalować go na Polonię. Daliśmy się kupić JW (głośny swego czasu transparent na meczu z Legią – was też wykupimy…), uwierzyliśmy Królowi – było, minęło. Budujemy od nowa. Znamy swoje winy – gdzie tam, dalej udają męczenników.
    Dobrze, że jednak są, bo jest się z kogo pośmiać, a ten pajac w komentarzu nazywający zadeklarowanego Gieksiarza Legionistą doskonale pokazuje co to za „kibice”. Dziewczyny, nie trzeba kibicować Legii, żeby się z was śmiać, wbijcie to sobie do pustych łbów.

  11. Avatar photo

    Seba z Legii

    30 grudnia 2013 at 07:38

    Ireneusz Król – dziękujemy !

  12. Avatar photo

    Błażej

    30 grudnia 2013 at 19:13

    Nie jestem kibicem GKS ale szacunek dla Was, że nie dopuściliście do fuzji Waszego klubu z Polonią.

  13. Avatar photo

    Kibic Warszawskiej POLONII

    30 grudnia 2013 at 22:07

    Artykuł może nie jest zły jest poprostu nieobiektywny .Ciągle masz żal do mediów że zrobili film o wspaniałej Polonii, może warto było zrobić film właśnie o nas i dlatego powstał. Nie martw się nie tylko ciebie kłuje ten film w oczy. My mamy przeciwko sobie nie tylko kibiców 7egłej ale także bufetową która nam przeszkadza od lat a sponsoruje klub znad śmierdzącego kanałku. Pozdrawiam was Gieksiarze .Nigdy nie zginie POLONIA nigdy nie zginie
    P.S Dla piszących tu dziewczynek z Łazienkowakiej mam prośbe podmywajcie się bo jak przestaniemy was posuwać to wygonimy was z miasta

  14. Avatar photo

    KSP1911

    31 grudnia 2013 at 09:59

    Dajcie spokój z tym Groclinem, wylądowaliśmy w IV lidze, więc i tak niżej niż byliśmy przed fuzją. Zresztą co was tak boli? To, ze raz doszliśmy do III rundy eliminacyjnej LE? Faktycznie, jest o co płakać. Teraz pokutujemy za błędy, za fuzje, a to że panienki z Ł3 nadal będą nas nazywać Groclinem to wskazuje tylko na ich kompleksy, bo gdyby oni sami znaleźli się w identycznej sytuacji co my to ciekawe czy nadal by mieli tylko fanów. Tak samo było z tymi co chodzili tylko na Ljuboję.

    Co do tekstu to z częścią się zgodzę a z częścią nie. Po pierwsze jak już wspomniał w komentarzach KSP, my sami nie mogliśmy za dużo zrobić oprócz krytyki. Wiele osób było za tym, żeby po Wojciechowskim zacząć od IV ligi, jednak to nie my mogliśmy podejmować takie decyzje. Kibice GieKSy chodzili na rady miasta? Brawo, szkoda, że u nas bufetowa trzyma z kanalarzami a nam daje puste obietnice bez pokrycia a sąsiadkom buduje stadion. U was nie ma takiego problemu, a Rozwój nie jest dla Was żadnym wrogiem. Z tekstu może wynikać, że boli Was trochę ten film o Polonii, tylko Wy jesteście nadal w I lidze, a my 3 poziomy niżej. Próbują nas wykończyć, ale my się nie damy FORZA KSP!

    ps. panienki z ległej, idźcie leczyć kompleksy na swoich forach, tu piszą poważni ludzie.

    Pozdro dla GieKSiarzy

  15. Avatar photo

    anka

    31 grudnia 2013 at 10:01

    Polonusi,nie czas płakać nad rozlany mlekiem, czas na naukę.Fakt,że nam miasto pomaga, to dlatego że chce,a nie musi! Wy macie bufetową, my najlepszych kibiców.Nie kocham warszawki,ale zawsze szanuję prawdziwych kibiców i życzę Wam, by nigdy więcej k.. i ch… nie decydowały o przyszłości klubu.Jeśli macie honor – walczcie o niego.Nie na skróty,nie tylnymi drzwiami. I warto uczyć się od hanysów.Tym badziej, że jak słusznie zauważono, nam media nie pomagają jak klubom ze „stolycy” i wszystko zawdzięczamy sobie. INO GieKSa !!!

  16. Avatar photo

    gieksiorz z niemiec

    31 grudnia 2013 at 12:13

    Mimo Wszystko szkoda Polonii,a krola to powinni powiesic na jajach na konwiktorskiej…KATOWICE!!!!GKS!!!Pozdrowienia

Odpowiedz

Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Hokeiści dotrzymali danego słowa!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do Jagi i Cracovii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Miniony tydzień był dla naszej redakcji bardzo pracowity. Dwa wyjazdowe mecze w ciągu kilku dni to operacja logistyczna i organizacyjna. Myślę jednak, że podołaliśmy. Wszystko w imię GieKSy. Zapraszamy do zobaczenia wyjazdów do Białegostoku i Krakowa okiem redakcji. A teraz mamy dwa tygodnie przerwy od piłki i czekamy na Wisłę Płock. Niech teraz koledzy z sekcji hokejowej przejmują pałeczkę, bo przed GieKSą bardzo ważne wyzwanie.

1. Białystok przekładany był dwa razy. Za trzecim w końcu mecz doszedł do skutku, ale wiadomo – że był to środek tygodnia, wtorek godzina dziewiętnasta. W związku z tym z redakcji pojechaliśmy we dwójkę: ja i Misiek, ale w samochodzie jechało nas pięciu.

2. Wyjazd z Katowic był gdzieś po dziesiątej. Ładna pogoda, to i droga mijała szybko. Na ten jeden z najdalszych wyjazdów w sezonie.

3. Po kilku godzinach byliśmy na Podlasiu. Czas mieliśmy tak dobry, jak chyba nigdy wcześniej, bo było nieco po piętnastej. Postanowiliśmy więc skierować swoje kroki do Gospody Podlaskiej, znanej nam z poprzedniego sezonu, a mi jeszcze dodatkowo z wyjazdu na ten niedoszły mecz w listopadzie.

4. Miejscówka godna polecenia – na samym Rynku. Zaparkowaliśmy jakimś cudem praktycznie tuż pod tym lokalem. Wówczas byliśmy w niedzielę, więc były tłumy. Teraz – w środku tygodnia o piętnastej – niemal pustki.

5. No to wzięliśmy się za solidne jedzenie. Ja zamówiłem rosół z pielmieni, mielone na patyku i kartacza, Patryk mega xxl schaboszczaka, a reszta ekipy placki. Było to solidne jadło przed meczem.

6. W samej knajpie sporo było ciekawych elementów, jak ta stara przymocowywana maszynka do mielenia czy… czerwona gitara. Czy obrazek z Samych Swoich. W sympatycznej atmosferze oczekiwaliśmy spotkania.

7. Nadal mając jeszcze dużo czasu zrobiliśmy spacer po rynku. Weszliśmy do wielkiego kościoła – w zasadzie Bazyliki Mniejszej WNP. Imponujący obiekt. Można było się na chwilę wyciszyć przed nadchodzącym zgiełkiem.

8. Napis Białystok na kółkach, przesuwany jest. Pamiętam, że w listopadzie był w innym miejscu, teraz bliżej stricte Rynku. Rekwizyt popularny do robienia sobie przy nim zdjęć. O ile to można nazwać rekwizytem.

9. Wróciliśmy do samochodu i czas było zbierać się na stadion. Oczywiście – jak często to ostatnio bywa – na drodze widzieliśmy autobus z drużyną. Śmiesznie wyszło, bo robiłem zdjęcie jakiegoś grafa i coś zielonego mi przed nosem przejechało i przeszkodziło.

10. Wkrótce byliśmy pod stadionem. Przejechaliśmy skręt, więc musieliśmy go objechać, ale zaprowadziło nas to prosto do bramy wjazdowej, którą dobrze pamiętaliśmy w lutego i listopada poprzedniego roku. Samochód zostawiliśmy na parkingu i poszliśmy odebrać akredytacje.

11. Udaliśmy się na stadion, gdzie na wejściu przeszukuje się także dziennikarzy (rzadkość). I można było pobuszować po stadionie. Poszliśmy do stanowiska z klubowymi gadżetami, jednego, a później drugiego na VIP-ach. Do meczu pozostawało jeszcze sporo czasu, więc trybuny świeciły pustkami. A cały dzień był słoneczny, więc i temperatura była przystępna.

12. Potem przyszedł czas na herbatkę w sali konferencyjnej. Komentatorzy Canal Plus – Gabriel Rogaczewski i Tomasz Wieszczycki dywagowali, jak będzie wyglądać to spotkanie i wietrzyli – zgodnie z logiką ekstraklasy – przełamanie Jagiellonii.

13. Udaliśmy się na prasówkę, na dobrze nam znane miejsca. Stanowisko prasowe przyjemne, bez rewelacji, ale wystarczające. Jest dziurka na kable, solidny blat i… niepotrzebna szybka między blatami konkretnych stanowisk. W zamierzeniu służy oddzieleniu dziennikarzy, żeby mieli większy komfort. W praktyce – jest to utrudnienie w obserwacji meczu, bo głowa odruchowo tę szybę chce ominąć, patrząc na boisko. A widoczność? Bez zarzutu.

14. Przed meczem odbyła się uroczystość wręczenia trenerowi Siemieńcowi tablicy upamiętniającej jego 100 meczów w Jagiellonii. Kibice w Białymstoku go kochają. Skandują jego nazwisko często, skandowali i teraz. Trudno się dziwić.

15. Wkrótce rozpoczął się mecz. Gospodarze szybko objęli prowadzenie w sytuacji, w której nikt się tego nie spodziewał. Piłkarze o nazwisku Pozo mieli swój moment, dzień wcześniej Jose z Pogoni trafił dwa razy, teraz Alex tak odbił piłkę głową, że ta ku zaskoczeniu wszystkich wpadła do siatki.

16. Drugi raz pokonała nas legenda Jagi Taras Romanczuk. Piłkarz wiosną zeszłego roku strzelił zwycięskiego gola, teraz trafił do szatni, dając swojej drużynie prowadzenie 2:0.

17. Kibice Jagi bardzo głośno dopingowali, Katowiczanie na sektorze gości też odgryzali się, mimo, że byli w liczbie niemal czterokrotnie niższej niż w listopadzie na niedoszłym meczu.

18. Humor w przerwie był kiepski. Na szczęście można go było sobie poprawić na VIP-ach, gdzie było pyszne jedzonko. W sumie to można było tam zostać, ale zaraz była druga połowa. Co ciekawe, miejsce to miało klimat, jak dyskoteka, taka była gra świateł. Ciekawa opcja.

19. W drugiej połowie GKS dążył do zdobycia bramki. Gra wyglądała dużo lepiej. W końcu Erik Jirka trafił do siatki notując swoje pierwsze trafienie w barwach GieKSy. Na wyrównanie niestety nie starczyło czasu.

20. GieKSa przegrała drugi mecz w Białymstoku i na razie to się układa tak, że u siebie GieKSa wygrywa – dwa razy, a na Podlasiu triumfuje Jaga. W tym sezonie czeka nas jeszcze mecz ligowy na Nowej Bukowej. Chcielibyśmy, by ta passa była podtrzymana.

21. Po meczu tradycyjna nagrywka i trzeba się było zbierać na konferencje prasową. Dziennikarze Jagiellonii wniebowzięci, cieszyli się. A my ze skwaszonymi minami robiliśmy swoje materiały, galerie itp.

22. Trener Górak starał się wyciągnąć pozytywy i była nimi dla niego ta druga połowa. Fakt, Katowiczanie nie załamali się dwubramkową stratą, tylko grali swoje i częściowo udało im się je odrobić.

23. Za to Adrian Siemieniec na moje pytanie o Puchar Polski zażartował, że teraz to oni są drudzy, skoro z nami przegrali. Nie tak szybko – Jaga będzie druga, jak GieKSa zdobędzie Puchar Polski. O tym wszyscy marzymy, a finalista pucharu przecież kiedyś w Europie występował, później zmieniono ten przepis.

24. Zostaliśmy jeszcze chwilę na sali i trzeba się było zbierać w długą podróż do Katowic. My tego wieczoru byliśmy niepocieszeni, ale co mieli powiedzieć kibice Bodo Glimt, którzy zaszli tak niesamowicie daleko w Lidze Mistrzów i w rewanżu ze Sportingiem roztrwonili trzybramkową przewagę z pierwszego meczu przegrywając 0:5.

25. Droga powrotna zajęła nam około pięć godzin. Myślałem, że będzie się dłużyć, tymczasem jakoś to przeleciało. W Katowicach byliśmy gdzieś przed czwartą. Trzeba było szybko iść spać, bo wkrótce miał nastać nowy dzień. A już w sobotę czekał nas mecz z Cracovią.

—-

26. Do Krakowa wybraliśmy się już w mocniejszym składzie, bo aż 5-osobowym. To znaczy 4 osoby z Katowic plus Marcin, który dotarł na własną rękę. Dzięki temu mogliście obejrzeć aż trzy fotogalerie z tego spotkania.

27. Dobrze, że po Białymstoku kolejny wyjazd był tak niedaleki. Można było i  się wyspać, i potem w miarę wcześnie wrócić. Wyjeżdżaliśmy więc 11-12 zbierając osoby po drodze i ruszyliśmy do Małopolski. Oprócz wspomnianego Marcina pojechaliśmy w składzie: Werka, Flifen, Misiek i moja skromna osoba.

28. Pogoda była piękna, wiosenna. W samochodzie było co prawda nagrzane, natomiast na zewnątrz trochę chłodek był. Dawał się on potem we znaki – głównie w postaci wiatru – zarówno osobom na murawie, jak i nam – na koronie stadionu.

29. Droga przebiegła szybko i sprawnie. Godzinka i byliśmy w Krakowie. Zastanawialiśmy się, jak to będzie z tą całą „strefą czystego transportu”. Ale załatwiliśmy niezbędne pozwolenia i mogliśmy do centrum Krakowa wjechać.

30. Natrudziliśmy się, jeżeli chodzi o wjazd na obiekt. Nie wpuszczono nas na parking, mimo że w poprzednim sezonie zarówno na mecz z Cracovią, jak i Puszczą to miejsce parkingowe było dostępne. No nic, zaparkowaliśmy pod stadionem.

31. Potem zaczęła się jednak trochę farsa. Pierwsza rzecz – akredytacje. W poprzednim sezonie odbierało się je w jednej z budek/kas od strony ulicy Kałuży. I rzeczywiście, był napis akredytacje. Tyle, że pani powiedziała, że to są jakieś inne akredytacje. Cokolwiek to znaczy. A my mamy się kierować na drugą stronę stadionu – od ulicy Kraszewskiego.

32. Zaczęliśmy więc obchodzić stadion, przy czym rozdzieliliśmy się – Misiek i Werka poszli, a mnie z Flifenem zatrzymała kiełbasa. Mieliśmy ją w planie, ale skoro już przechodziliśmy obok grilla, stwierdziliśmy, że skonsumujemy ją teraz, żeby potem nie tracić czasu.

33. Kiełbaska solidna. Mogłaby być nieco bardziej przypieczona, ale była smaczna. Więc godnie. W atmosferze wiosennej, ładnej pogody i zbliżającego się meczu wuszcik zawsze na propsie.

34. Wracając do wspomnianej farsy. Zaczęliśmy ten stadion faktycznie obchodzić. To co się działo na ulicy Focha, czyli tej najgłówniejszej przy stadionie, wołało o pomstę do nieba. Najpierw przejeżdżały autokary, ale chyba opróżnione już z kibiców GieKSy. I policjant nie pozwolił przejść WZDŁUŻ stadionu. Tu był kordon. Potem drugi nie pozwalał przejść na drugą stronę ulicy. Musieliśmy czekać. Najlepsze jest to, że między jednym, a drugim kordonem na dwóch końcach tej krawędzi stadionu, normalnie chodzili sobie kibice.

35. W końcu przeszliśmy na drugą stronę, ale chcieliśmy też zahaczyć o sklep klubowy. Policjant znów nie pozwalał przejść, ale nagle ludzie zaczęli przechodzić i tyle.

36. Absurdalne jest to, że blokowali całościowo to miejsce, podczas gdy kompletnie nic się tam nie działo i nie było zagrożenia. Co oni wymyślili – nie wiem.

37. W sklepiku klubowym zakupiłem proporzec, to taka tradycja powoli. Warto mieć swoje prywatne muzeum. Jakiś gościu długo stał przy kasie, bo wysyłał kartkę do kogoś na świecie. Ciekawa i miła opcja.

38. W końcu dotarliśmy za siódme góry i siódme rzeki na ten drugi koniec stadionu. Była tam budka i akredytacje odebraliśmy. Skierowaliśmy się do bramy technicznej stadionu i weszliśmy na obiekt. Ufff.

39. Ostatecznie znów byliśmy bardzo długo przed meczem, więc te wszystkie perypetie nie spowodowały jakiegoś uszczerbku na naszym czasie i standardowych przygotowaniach do spotkania. Tyle dobrze.

40. Nieoczekiwanie weszliśmy bezpośrednio na salę konferencyjną. Przyznam, że jedną z lepszych. A już znakomite wrażenie robi ściana z proporczykami rywali Cracovii. Wygląda to po prostu przepięknie. To, jak udekorowane są niektóre sale konferencyjne, to mistrzostwo. Ogólnie – dużo stolików i siedzeń. Czysto, Schludnie. Bardzo przyjemnie.

41. Miejsce z powiedzmy cateringiem już nie przystaje do tej sali… To znowu jest jakieś brzydkie i miałkie. Dodatkowo herbata jest już gotowa w tych warnikach, a nie po prostu gorąca woda i że samemu można sobie zrobić herbkę. Dodam, że w przerwie podobno były jakieś kanapki, ale dziennikarze jak hieny rzucają się na nie zazwyczaj tak szybko, że jak ja przychodzę, to już nic nie ma.

42. Z naszej winy nie umieliśmy dostać się do miejsca, gdzie wchodzi się na media. Wchodziliśmy wszędzie, na jakieś vipy, do mixed zony. Próbowaliśmy bowiem przejść wnętrzem stadionu, a to było zgubne.

43. W końcu dotarliśmy do drzwi wejściowych i windą wjechaliśmy na górę. Później pokonywałem ten trakt kilkukrotnie, m.in. wybierając się znów poza stadion po nachosy, bo tej kiełby było nam za mało.

44. W końcu znaleźliśmy się na prasówce. Byłem tu w tym 2013 roku, kiedy GieKSa w przenikliwym zimnie (podobno) grała i przegrała. Rok temu nie dane mi było być świadkiem spektakularnej wygranej 4:3, jak i 6:0 z Puszczą. Miałem okazję natomiast oglądać poczynania Cracovii i Lecha.

45. I co mogę powiedzieć… Prasówka ta jest doskonała. Widok – fenomenalny. Blaty, kapitalne. Jest prąd, jest internet. Wszystko, co potrzeba, by w komforcie relacjonować mecz. Nie ma co gadać, być może jest to najlepsza prasówka w Polsce. Jak i cały stadion – trzeba przyznać – jest doskonały.

46. Jeszcze przed meczem przeszedłem się górą, żeby obadać, czy czegoś ciekawego tam nie ma. Przyznam, że jak spojrzałem jak ultrałatwo jest dostać się na dach, to nie dziwię się, że kibice Widzewa to wykorzystali. Oczywiście oni mieli nieco trudniejszy dostęp, bo trybuna z sektorem gości jest wyższa. Ale wyszło bardzo ciekawie. Jakkolwiek sam nie jestem zwolennikiem akcji chuligańskich, to cała ta sytuacja była naprawdę oryginalna i zabawna.

47. Nie pozostawało nic, jak czekać na mecz. Kibice gości powoli zapełniali sektor, wkrótce zaczęli się też schodzić gospodarze. Czekało nas – mieliśmy nadzieję – ciekawe piłkarskie widowisko.

48. GieKSa dominowała w pierwszej połowie, ale nie umiała tego udokumentować bramką. Cracovia natomiast kompletnie nie zagroziła bramce Strączka.

49. Dodam tylko, że sporo się mówiło o podyktowanym karnym dla krakowian, w wyniku ręki Klemenza. Ogólnie jednak nie było to podnoszone jako jakiś wielki skandal. Lukas tę rękę wystawił i sędzia miał argumenty.

50. Brak czerwonej kartki dla Klicha na początku meczu to jednak duża pomyłka sędziego. Alfa i omega polskiego sędziowania, czyli Adam Lyczmański, orzekł, że powinna być czerwień.

51. Kibice obu drużyn głośno dopingowali. Ze strony kibiców Cracovii padały stwierdzenia, że GieKSa była jedną z najgłośniejszych ekip, jakie w ostatnich latach zawitały na Kałuży.

52. Mecz był ostatecznie totalnym paździerzem, ale GieKSa powinna go wygrać. Niestety nie była zbyt zdecydowana w ofensywie, a Cracovia wykorzystała jeden błąd i strzeliła bramkę.

53. Wierzyliśmy do końca, że wynik meczu ulegnie zmianie, ale niestety. Przegraliśmy to spotkanie i jak niepyszni opuszczaliśmy prasówkę udając się na konferencję.

54. Pamiętam czasy z pierwszej czy drugiej ligi, kiedy trener Górak był po niektórych meczach mocno zdenerwowany. W ekstraklasie sobie takiej sytuacji nie przypominam. Widać po mowie ciała i postawie szkoleniowca, kiedy jest wybitnie wk..iony, a jednocześnie stara się to opanować. W trakcie konferencji gdy był zobowiązany odpowiadać na pytania, musiał robić dobrą minę do złej gry i włączać trochę dyplomacji, więc ten odczuwalny w atmosferze poziom napięcia nieco spadł.

55. Luka Elsner coraz lepiej mówi po polsku. Po konferencji zażartował sobie do dziennikarzy Cracovii: „To może na piwko?”. Ogólnie sympatyczny człowiek, choć ostatnio też mu nerwy puściły, gdy chciał odchodzić z Cracovii.

56. Oczywiście dziennikarze Cracovii szczęśliwi i z ulgą. Były śmiechy i śpiewki pod nosem. Ale też dało się wyczuć trochę sarkazmu w zdaniach, że teraz idą na puchary. Tutaj nie było widać typowo widzewskiej napinki.

57. Wszystkim się spieszyło, więc mieliśmy plan zaraz po konfie zbierać się do domu i w aucie robić materiały. Stracił się jednak gdzieś Flifen, więc udało nam się je dokończyć na sali.

58. Wynikła z tego przedziwna sytuacja, bo Flifen niby czekał na wywiad, a my mieliśmy informację, że autokar z piłkarzami już wyjeżdża nie tylko ze stadionu, ale i z Krakowa. Zastanawialiśmy się, czy Filip podczas wywiadu po prostu nie zauważył, że wszedł z piłkarzami do środka i odjechał w siną dal. Dodatkowo nie było z nim kontaktu.

59. Postanowiliśmy się zebrać i ruszyć do auta. Okazało się, że wywiad jest w toku. Jak to możliwe? Ano Mateusz Wdowiak został w Krakowie i to jego złapał nasz reporter. Dlatego tak śmiesznie wyszło.

60. Ruszyliśmy niepocieszeni do Katowic. Tyle dobrze, że po takim meczu nie czekała nas długa podróż powrotna. W Katowicach byliśmy około 19:30.

61. Teraz przerwa reprezentacyjna. Trzymamy kciuki za awans reprezentacji Polski do Mistrzostw Świata. Wygrać z Albanią, pokonać Shehu, a potem finał. Do boju Polska!

62. A za dwa tygodnie gramy z Wisłą Płock. I jak teraz mieliśmy trochę oddechu, to pojedynek z piłkarzami Mariusza Misiury będzie znów mega ważnym starciem.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga