Piłka nożna Prasówka
Klasyk na wagę marzeń. Doniesienia mediów przed meczem Górnik-GKS
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień na temat dzisiejszego meczu Górnik Zabrze – GKS Katowice:
sportowefakty.wp.pl – Kolejne starcie GKS-u Katowice z liderem.
Po meczu z najlepszą w tabeli Sandecją Nowy Sącz, piłkarze GKS-u Katowice zagrają z Górnikiem Zabrze, który ma w składzie świeżo upieczonego lidera klasyfikacji strzelców Igora Angulo.
[…] Poprzedni mecz katowiczanom nie wyszedł. Szczególnie na początku drugiej połowy zostali zdominowani przez Sandecję Nowy Sącz. W razie zwycięstwa byliby punkt za Bianconerimi. Przegrali jednak 0:1, pozwolili rywalom uciec w siną dal i najpewniej pozostało im walczyć o drugie miejsce w tabeli. Ma na nie ochotę jeszcze siedem innych klubów. W tabeli jest gorąco, a nastroje w GKS-ie Katowice pogorszyły się.
[…] Przed zespołem Brzęczka krótki wyjazd na mecz z Górnikiem Zabrze. Regionalny rywal GieKSy jest jeszcze zainteresowany walką o awans. W rundzie wiosennej Górnik zdobył na swoim stadionie 13 z możliwych 18 punktów. GKS na wyjazdach 11 z 18. Liczby to dobre i podsycają oczekiwanie na widowisko. Zobaczy je na żywo ponad 15 tysięcy kibiców. […]
We wtorek pod specjalnym nadzorem będzie Igor Angulo. W sobotę Hiszpan został liderem klasyfikacji strzelców Nice I ligi. Na koncie ma 15 trafień. W dwóch poprzednich kolejkach Angulo zdobył sześć bramek i wyprzedził Karola Angielskiego z Olimpii Grudziądz. Kandydat do korony króla strzelców może spotkać się na boisku z najlepszym dwa sezony temu napastnikiem Grzegorzem Goncerzem. Angulo jest chwalony z wielu stron, a napastnik GKS-u Katowice ganiony. Ostatni raz trafił do siatki ponad miesiąc temu.
sportslaski.pl – „Kilka klubów w Ekstraklasie może nam pozazdrościć takiego meczu”
Blisko 20 tysięcy kibiców na trybunach, derby o dużą stawkę, w dodatku rozegrane przy sztucznym oświetleniu. Będący w wyśmienitej formie strzeleckiej Górnik Zabrze podejmie przy Roosevelta GKS Katowice, który nie przegrał czterech ostatnich wyjazdów. Czego chcieć więcej?!
62. Śląski Klasyk ma niezwykle duży ciężar gatunkowy. GKS Katowice po przegranej z Sandecją Nowy Sącz co prawda wciąż jest w czubie, ale tyle samo punktów – 50 – mają też Olimpia Grudziądz i Zagłębie Sosnowiec. Wigry Suwałki mają o jeden mniej, a Miedź Legnica i Chojniczanka Chojnice o dwa. To pokazuje, jakie ogromne znaczenie może mieć ewentualne potknięcie w Zabrzu.
Zadaniem GieKSy będzie utrzymać się w czołówce, a dzisiejsze spotkanie ma być… zapowiedzią tego, co katowiczanie chcą mieć na co dzień za kilka miesięcy.
[…] Pewnie gdyby Górnik tracił więcej punktów do GieKSy – a traci cztery – to pojawiałyby się głosy o „śląskiej solidarności”. Po dwóch ostatnich – bardzo udanych – spotkaniach, w których zabrzanie zdobyli sześć punktów i strzelili 10 bramek, „Trójkolorowi” chcą iść za ciosem. Choć o tym, czy jeszcze ten sezon można uratować, nikt nie chce głośno mówić.
[…] GKS ma małą przewagę już na starcie – swój mecz domowy rozgrywał w piątek. Górnik z kolei grał dzień później, w dodatku daleko od domu. Katowiczanie ostatnio znacznie lepiej radzą sobie na wyjazdach niż przy Bukowej (10 punktów w 4 meczach), ale też trzeba pamiętać, że zabrzanie w swoim ostatnim pojedynku przed własną publicznością strzelili aż 6 goli, a przy Roosevelta tej wiosny poległy już Sandecja Nowy Sącz czy Olimpia Grudziądz.
Po meczu ze Stomilem kilku piłkarzy Górnika jest poobijanych, ale większych urazów nie ma. Jedynym zawodnikiem GKS-u, który ma kontuzję jest Tomasz Wisio.
gol24.pl – Klasyk na wagę marzeń
[…] Ponad piętnaście tysięcy widzów będzie we wtorek wieczorem świadkami derbowego meczu Górnika Zabrze z GKS-em Katowice. Chociaż oba kluby i ich kibiców łączy przyjaźń to na murawie będzie iskrzyło. Gospodarzy tylko zwycięstwo utrzyma w rywalizacji o awans do Ekstraklasy, ale także gościom każda inna zdobycz niż trzy punkty będzie oznaczała poważne ograniczenie szans na osiągnięci podobnego celu.
[…] Widowisko w Zabrzu zapowiada się pasjonująco. Do poniedziałku sprzedano ponad 15 tysięcy biletów, a oba zespoły muszą grać va banque, bo urządza je tylko zwycięstwo. W dodatku w spotkaniach z udziałem Górnika pada sporo goli, a po ostatnim występie w Olsztynie na czoło klasyfikacji strzelców wysunął się ich zawodnik Igor Angulo.
[…] Zabrzanie po okresie wiosennego marazmu odrobili ostatnio połowę strat do miejsca premiowanego awansem. Na cztery kolejki przed końcem dystans ten wynosi cztery punkty, co oznacza, że GKS muszą pokonać, aby pozostać w grze. Każdy inny wynik rozwieje resztki marzeń.
katowickisport.pl – Hiszpańska gwarancja zabrzańskiego zwycięstwa
We wtorek o 20.30 – pierwszoligowe święto w Zabrzu, czyli śląski klasyk. Co warto wiedzieć przed meczem Górnik Zabrze – GKS Katowice?
[…]
* Jeśli w tym sezonie strzela bramkę Igor Angulo […], wówczas Górnik wygrywa mecz. Ta zasada nie sprawdziła się tylko w zeszłorocznym spotkaniu wyjazdowym z Zagłębiem Sosnowiec. W pozostałych 9 golowych spotkaniach Hiszpana, zabrzanie zawsze wygrywali!
* Obcokrajowcy w tym sezonie zdobyli dla zabrzan aż 56 procent goli ligowych.
* W przypadku katowiczan udział cudzoziemskich piłkarzy w dorobku strzeleckim to tylko 17 procent.
* Już ponad 14 lat minęło od ostatniego ligowego zwycięstwa GieKSy na stadionie przy ul. Roosevelta. 11 maja 2003 roku – mimo gry przez 31 minut w dziesiątkę – katowiczanie wygrali w Zabrzu 3:1.
[…]
* Jako piłkarz GKS-u, Jerzy Brzęczek zagrał jeden mecz przeciwko Górnikowi. W maju 1995 katowiczanie przegrali przy Roosevelta 1:2.
* Marcin Brosz jako zawodnik Górnika dwukrotnie mierzył się z GKS-em Katowice. W sezonie 1998/99 zabrzanie u siebie wygrali derby 2:1, przy Bukowej zaś zremisowali 1:1.
GieKSa nie boi się Górnika
Po ostatniej porażce z Sandecją GKS Katowice nie może sobie pozwolić na kolejne potknięcie. Zwłaszcza że jutro zagra z zespołem, który w dwóch ostatnich meczach strzelił 10 goli i nieoczekiwanie znalazł się wśród drużyn walczących o awans do ekstraklasy. – Jestem pewien, że to będzie bardzo dobre spotkanie – mówił o jutrzejszej konfrontacji z Górnikiem Zabrze trener GKS-u, Jerzy Brzęczek.
[…] – Czeka nas pasjonujące spotkanie. Wiemy, że Górnik jest w bardzo dobrej dyspozycji, szczególnie dwa ostatnie spotkania budzą respekt. My do tego spotkania będziemy przygotowani. Wiemy, że jesteśmy mocną drużyną. Musimy zagrać z pasją i zrealizować założenia taktyczne. Jeżeli tak się stanie, jestem przekonany, że z tego bardzo trudnego terenu wywieziemy punkty – przekonywał kapitan GKS-u, Grzegorz Goncerz.
– Zdajemy sobie sprawę, że przyjeżdżamy do dobrej drużyny, która wygrała ostatnie dwa mecze, strzelając w nich 10 bramek. Ale nie będziemy panikować. To wyrównana liga i każdy wynik jest możliwy. Jestem pewien, że to będzie bardzo dobre spotkanie – dodał Jerzy Brzęczek.
nowinyzabrzanskie.pl – Śląski Klasyk z piękną historią
Niezależnie, które lokaty w lidze zajmują obydwie ekipy, ich pojedynki przyciągają widzów jak magnes. Tak będzie i tym razem, We wtorkowy wieczór, 16 maja, po prostu trzeba być na Roosevelta. Dla kibiców, to obecność obowiązkowa!.
W historii Górnik z GKS-em Katowice mierzył się 61 razy. 21 razy górą byli zabrzanie, tyle samo padło remisów, 19 razy wygrywała GieKSa. Ostatni raz rywalizację w Śląskim Klasyku na Roosevelta oglądaliśmy także w I lidze, w sezonie 2009/10. W Zabrzu wygrał Górnik (2:0), w Katowicach mecz zakończył się bezbramkowym remisem. Wtedy Górnik wrócił po rocznej banicji na najwyższy poziom rozgrywek. GieKSa utknęła na dobre w pierwszoligowej, szarej rzeczywistości. Jesienią ubiegłego roku w Katowicach znów remis. Górnik objął prowadzenie po golu Davida Ledecky’ego. GKS wyrównał po kapitalnym trafieniu Tomasza Foszmańczyka.
[…] Czasy współczesne z historią Górnika i GKS-u łączy przede wszystkim osoba Jerzego Brzęczka, trenera katowiczan, w przeszłości obydwu klubów. W Górniku pracuje Jan Żurek, który jako trener wiązał się z GKS-em trzykrotnie, a w sezonie 2002/03 zdobył z Katowicami trzecie miejsce w lidze. Warto przypomnieć, że pod koniec lat 70 trenerem GieKSy był Stanisław Oślizło.
Felietony Piłka nożna
Projekt GKS Katowice
Latem 2019 roku na swoją drugą kadencję przybył do GieKSy Rafał Górak. Trener, który miał coś do udowodnienia wszystkim związanym z katowicką piłką. Zadania podjął się ekstremalnie trudnego. GieKSa właśnie spadła do drugiej ligi – po kilku latach marzeń i nadziei na awans do ekstraklasy, zakończyło się zmianą ligi – ale w drugą stronę. To był dla nas wszystkich koszmar. Zamiast do Warszawy, Poznania czy Zabrza mieliśmy jeździć do Legionowa, Wejherowa czy Stargardu. Marzenia o najwyższej klasie rozgrywkowej trzeba było odłożyć i ratować, co się da.
Jak wielką otchłanią była ta sytuacja… Pierwszy mecz w drugiej lidze u siebie ze Zniczem Pruszków został przegrany, a do przerwy dostaliśmy trzy gongi. Można było wtedy czuć spory niepokój, że na drugiej lidze się nie skończy. Że spotka nas los, którego doświadczają teraz choćby kibice Zagłębia Sosnowiec. Że o wzroście nie ma co marzyć, a jedyne, o co należy walczyć, to żeby nie pogrążać się coraz bardziej.
Trudne to były początki. GKS w pierwszym sezonie w drugiej lidze nie awansował, choć zabrakło zaledwie jednego punktu. Pamiętam ten mecz z Resovią, kiedy wiedzieliśmy już, że Widzew przegrał i do awansu wystarczył jeden gol. GKS nacierał, ale go nie wbił, a potem ze Stalą Rzeszów odpadł w półfinale baraży.
Awans był rok później. Z perturbacjami, ale ostatecznie dość spokojny, na kolejkę przed końcem rozgrywek. To był pierwszy mały sukces Rafała Góraka. Co by nie mówić – mimo wszystko stadiony pierwszoligowe to coś innego niż stadiony drugoligowe. Tu już pojawiają się spadkowicze z ekstraklasy, no i generalnie jest kilka uznanych firm. Więc tragedii nie ma. No chyba, że kisi się w niej kilkanaście lat i przewija się w niej kilkadziesiąt klubów, a GKS jak był, tak jest dalej.
Znów na tym zapleczu ekstraklasy byliśmy i po dwóch latach był to powiew świeżości. Znów branding pierwszej ligi, znów mecze w Polsacie i… marzenia o ekstraklasie. Coś zostało odbudowane, a klątwa Witana przestała obowiązywać, bo znaleźliśmy się w punkcie wyjścia. Było ciężko. Po dobrych początkach przychodziły rozczarowania, jak na przykład to, gdy po triumfie z ŁKS w Łodzi, GieKSa nie potrafiła utrzymać prowadzenia z grającą w dziesiątkę Termaliką. Bywały spore wtopy jak cztery bramki tracone w Głogowie czy Opolu albo pięć u siebie z ŁKS. Albo trzy porażki u siebie z rzędu, w ciągu praktycznie tygodnia. Nawet Borja Galan nam w barwach Odry potrafił strzelić bramkę na Bukowej. Czy Kowal w barwach ŁKS. Były też drobne momenty triumfu, jak zwycięstwo w doliczonym czasie gry z Ruchem. Ale to była tylko kwestia prestiżu. Potem i tak była wielka piłka (plażowa) w Chojnicach.
Trener łatwo nie miał. Ten projekt się budował i budował, ale nieraz w katuszach. W kolejnym sezonie wydawało się jesienią, że GieKSa już to ma. Efektowna wygrana z Wisłą Płock i Resovią, na wyjeździe w Pruszkowie. Wydawało się, że to ten sezon. Że w końcu GieKSa gra taką piłkę, że szanse na awans są naprawdę spore. Coś się jednak zacięło i nastały długie tygodnie bez wygranej. Nawet prowadząc w Krakowie z Wisłą, katowiczanie stracili dwa gole w doliczonym czasie i przegrali. Było coraz to gorzej, a GKS systematycznie osuwał się w tabeli. Oczywiście z racji baraży mogliśmy marzyć o załapaniu się do nich, ale przecież i to było trudne, jeśli zajmuje się 12. miejsce w tabeli.
Co było wiosną – wszyscy pamiętamy. Prawdziwy szturm, choć nie do końca zamierzony. To znaczy nikt na początku roku o ekstraklasie nie myślał. Była porażka w końcówce z Wisłą Płock. Ale potem GieKSa wygrywała, wygrywała i… zaczęliśmy na poważnie myśleć o barażach. Potem o tym, żeby zająć trzecie miejsce i mieć bonus gry u siebie. Aż w ostatniej kolejce – przy splocie niesamowitych okoliczności – nadarzyła się szansa na awans bezpośredni. Gdynia jest historią.
Piękną historią powrotu GieKSy na polskie salony. Pamiętam ten pierwszy mecz w ekstraklasie z Radomiakiem. Jakie to wszystko było inne niż to, co przeżywaliśmy przez 19 lat. Wszędzie napisy ekstraklasa, Canal+, świadomość, że patrzą na nas już nie tylko lokalne media, a cała piłkarska Polska. Że zainteresował się nami w końcu nie tylko pies z kulawą nogą. Rozpoczęła się piękna przygoda, która trwa od dwóch lat. Jednak nawet wtedy, gdy pokarał nas dwukrotnie Leonardo Rocha, nie byliśmy sobie w stanie wymarzyć, jak to będzie wyglądać. Gdyby ktoś wtedy powiedział, że w dwa sezony GKS wygra ćwierć setki meczów, zdobędzie prawie sto punktów, strzeli równe sto goli, otrze się o Puchar Polski, a nasz zawodnik zostanie piłkarzem sezonu – zastanowilibyśmy się, czy wszystko z głową jest w porządku.
Jak mówił trener – wtedy sukcesem był każdy gol, każdy zdobyty jeden punkt. Duma, że wygraliśmy w Mielcu. Potem spektakularne zwycięstwo z Jagiellonią. Pogrom z Puszczą. Kilka innych bardzo wartościowych wyników. Potem wiosna i nowy stadion. Szybkie i spokojne utrzymanie. No i zakończony sezon, minimalnie lepszy punktowo od poprzedniego, zakończony awansem do europejskich pucharów.
Ta droga, którą przeszedł GKS Katowice jest naprawdę filmowa. Zarówno od spadku w 2005 roku z ekstraklasy i początków w IV lidze, ale właśnie przede wszystkim w te siedem ostatnich lat. To była droga bardzo trudna, z meczami i sytuacjami ważącymi się w doliczonym czasie gry. Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie dwa gole przy Konwiktorskiej. Gdyby nie kapitalna akcja Jakuba Araka w Tychach. Decyzja VAR Tomasza Kwiatkowskiego w derbach Trójmiasta. A patrząc na ten sezon – gdyby nie gol Lukasa Klemenza z Wisłą Płock, no i oczywiście Marcela w Szczecinie.
Musieliśmy być cierpliwi. Zarówno długofalowo, jak i w kontekście pojedynczego meczu. Nieraz bowiem na ten pozytywny rezultat musieliśmy czekać do czasu grubo po dziewięćdziesiątej minucie. GieKSa dziubała te oczka, aż w końcu wyhaftowała na koniec korzystny wynik.
W przeszłości nieraz nam tej cierpliwości brakowało. A do dzisiaj pozostają takie „elementy”, które po jednym nieudanym meczu zaczynają śpiewkę, że GieKSa jest słaba, a „trener pewnego poziomu nie przeskoczy”. Chyba największy wysyp negatywnych komentarzy (eufemizm) był po jesiennym meczu z Lechem. Wtedy punkty były dość słabe, ale sam mecz z Kolejorzem (plus wcześniejszy remis i zwycięstwo pucharowe z Wisłą) dawało dużą nadzieję, że będzie lepiej. I potem było już bardzo dobrze.
Przede wszystkim ta drużyna ma niesamowity mental. Nie będąc zespołem idealnym, czysto piłkarsko znajdując się w środku ekstraklasowej stawki, razem z kilkoma innymi drużynami, ma te elementy, które powodują różnicę na plus. Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak GieKSa w ostatnich dwóch latach gra mając lekki nóż na gardle. Mam na myśli sytuację, w których ze 2-3 mecze się nie powiodły, zaczyna to wyglądać bardzo ryzykownie i przychodzi mecz, w przypadku porażki w którym może się zrobić bardzo źle. I GieKSa permanentnie takie mecze wygrywa, najczęściej później poprawiając jakąś kapitalną serią.
Tak było w zeszłym sezonie kilkukrotnie. Choćby wtedy, gdy przegrywaliśmy w Lubinie i Zabrzu, przedzielone straconym zwycięstwem w doliczonym czasie z Widzewem. No to potem wygraliśmy z Pogonią, rozgromiliśmy Puszczę, awansowaliśmy w Pucharze Polski. Była porażka z Legią, Unią i Koroną. Robiło się nieciekawie, a jechaliśmy na wyjazd z bardzo mocną Cracovią. I tam spektakularne zwycięstwo. No a w tym sezonie właśnie te porażki z Lechią, Cracovią i Lechem, przedzielone punkcikiem z Wisłą. I wyjazd na „mecz prawdy” do Lublina. Pogrom Motoru i seria kolejnych zwycięstw.
Coś, co w przeszłości działało dokładnie odwrotnie. Jak było źle, to po kolejnym bardzo ważnym meczu było jeszcze gorzej. Zresztą, jak i katowiczanie mieli wskoczyć na czołowe miejsca, to również tego nie wykorzystywali (słynne sześć nieudanych prób wskoczenia na pozycję lidera za trenera Brzęczka). GieKSa przegrywała wszystkie zarówno bardzo ważne, jak i prestiżowe mecze. Wszyscy pamiętamy seryjne wtopy z Zagłębiem Sosnowiec, Tychami czy Ruchem.
Teraz to już nie ma miejsca. Nasz zespół już tyle razy uniósł ciężar ważnych meczów, że to jest bardziej regułą niż przypadkiem. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę końcówkę zakończonego sezonu. Pisałem o tym na trzy kolejki przed końcem – że trzy punkty powinny dać awans do pucharów. I to się sprawdziło, a GieKSa te trzy oczka uciułała. Ktoś powie, że można było wygrać z Piastem i zakończyć sprawę. Niby tak, ale z drugiej strony – patrząc na terminarz – to przecież wygranie jednego meczu z trzech: Jaga u siebie, wyjazd do Gliwic i Szczecina, jest totalnie nieoczywiste. Jakby takich meczów było dziesięć to tak – moglibyśmy powiedzieć, że klasowa drużyna powinna coś tam wygrać. Ale dokładnie te trzy spotkania to jest na tyle mało, że wcale nie jest oczywiste, że nawet taki Lech Poznań wygrałby jeden z nich.
A GieKSa żadnego z tych meczów nie przegrała i to był klucz do sukcesu. Przeżywaliśmy bardzo trudne chwile w Gliwicach i Szczecinie. A z Jagiellonią przecież też przegrywaliśmy. Uważam, że to, że GKS nie przegrał żadnego z tych trzech meczów, to wielki sukces tej drużyny. W lidze, w której każdy pojedynczy punkcik był na wagę złota. I właśnie m.in. jeden z tych punktów zaważył na sukcesie.
GieKSa wskoczyła na wyższy poziom wtajemniczenia w ekstraklasie. Tak jak pisałem w poprzednim felietonie – można grać w ekstraklasie, ale nie być ekstraklasową drużyną. Nią trzeba się dopiero stać – na placu boju. Wiele drużyn tego nie wytrzymuje i nawet awansując na najwyższy szczebel, dalej utrzymuje vibe pierwszoligowca. I my na początku, będąc beniaminkiem, też tym piłkarskim pierwszoligowcem nadal byliśmy. Ekstraklasa jawiła się jak „nasza Liga Mistrzów”, gdzie każdy gol, każdy remis, każde – daj Boże – zwycięstwo będzie czymś niesamowitym. Trochę na zasadzie, że przede wszystkim liczy się udział, a jak uda się coś ugrać to cudownie.
Wystarczy sobie przypomnieć sytuacje, kiedy w kilkunastu ostatnich latach trafialiśmy w Pucharze Polski na zespół z ekstraklasy. Mieliśmy wrażenie, że przyjeżdża do nas ekipa z innego zupełnie wymiaru. Walczyliśmy dzielnie i nawet czasem udało się wygrać (Podbeskidzie, Pogoń, Warta). Ale były też wtopy. A gdybyśmy sobie wtedy mieli wyobrazić, że gramy na wyjeździe, to już porażka byłaby niemal murowana.
Pisałem o tym kilkukrotnie – pierwszy zalążek tego, że GKS staje się drużyną ekstraklasową zobaczyłem rok temu w Lubinie. Co prawda wcześniej GKS wygrał po świetnym meczu z Jagiellonią, ale to właśnie spotkanie na stadionie Zagłębia pokazało mi coś więcej. GKS pojechał tam prowadzić grę, rządzić na boisku i na tle drużyny, która wiele lat gra w ekstraklasie, na jej obiekcie, nasz zespół nie odstawał, a wieloma momentami po prostu był lepszy. Nawet jeśli ostatecznie wtedy drużyna przegrała – ten pojedynek coś pokazał. I potem systematycznie wzmacniał ekstraklasową pozycję, coraz częściej punktując, coraz częściej wygrywając.
Dalsze umacnianie było w tym sezonie. Systematycznie wznosiliśmy się na coraz wyższy poziom. GieKSę zaczęto szanować i przestawaliśmy być – w opinii niektórych – pierwszoligowymi chłopcami do bicia. Zakończona wiosna jeszcze bardziej umocniła do przekonanie, bo przecież startując ze strefy spadkowej, zakończyliśmy w pucharach. GieKSa wiosną wygrała u siebie wszystko prócz dwóch meczów, które zremisowała. Na wyjazdach może wygraliśmy niewiele, bo tylko dwa spotkania, ale też poza tym nie przegrywaliśmy wszystkiego jak leci. Z najmocniejszymi w tej lidze może jeszcze nie wygrywamy seryjnie, ale gramy jak równy z równym. Na wiosnę zanotowaliśmy remisy z Lechem, Jagiellonią, Rakowem w Pucharze. Wygraliśmy z Górnikiem. W tych czterech meczach zdobyliśmy aż dwanaście goli, czyli po trzy na mecz. Tyle samo co prawda straciliśmy, ale to pokazuje, że GieKSa nie pęka, nie próbuje grać na 0:0, tylko chce grać na swoich warunkach. Taka postawa na pewno jest bardziej rozwojowa niż asekuranctwo.
Niebywała jest ta droga, ten projekt, który tak naprawdę jest możliwy właśnie dlatego, że jest projektem. Rafał Górak i ekipa wyszli z bardzo uniwersalnego założenia funkcjonowania świata, a jednocześnie tak rzadko mająca rację bytu. Że dobry, przemyślamy i konsekwentnie realizowany plan w sposób olbrzymi zwiększa prawdopodobieństwo sukcesu. Ludzie generalnie działają chaotycznie i po łebkach. Za szybko, bez planu, bez przygotowania. Mowa o wszystkim: czy to założeniu firmy, czy planie na odchudzanie. A wystarczy naprawdę stosunkowo niewiele: trochę predyspozycji i właśnie ten rzetelny plan.
W piłce to również bardzo rzadkie. Podpalamy się wszyscy, kibice, trenerzy, piłkarze, a przede wszystkim ludzie zarządzający klubami. I nie twierdzę nawet, że czasem jedno czy drugie zwolnienie trenera jest złe. Bo i trenerzy bardzo często nie mają pomysłu na to wszystko, podejmują dziwne decyzję, zaraz mają syndrom oblężonej twierdzy. Są niecierpliwi. Tutaj wygląda na to, że było i jest inaczej. Że nawet, gdy wyników nie było, zespół przeżywał swoje kryzysy, to plan cały czas był i był aktualny. Wiadomo, że trochę szczęścia musiało w tym być, bo przecież nie było naszym planem pudło Adamczyka z karnego na śniegu. Ale nawet jeśli to szczęście nam się pojawiało, to zespół cisnął, by wyciągnąć z niego jak najwięcej.
Trener mówi o zgliszczach, które zastał w 2019. Porównanie oczywiście adekwatne, ale ja bym zaproponował ładniejszą metaforę. GieKSa wtedy po prostu może była takim noworodkiem, który nie umiał ani mówić, ani chodzić i potrzebował całodobowej opieki i czułości. Z czasem to dziecko zaczęło gaworzyć, wypowiadać swoje pierwsze słowa, potem raczkować, w końcu stanęło na dwie nóżki. I tak dalej… Obecnie jest to w pełni dojrzały młody człowiek, który ma siłę, intelekt i mnóstwo zasobów. Może iść przez życie i go smakować. Jednocześnie ten młody człowiek nadal ma potencjał, który warto by wykorzystać i ciągle się rozwijać. A nad tym wszystkim czuwa ojciec Rafał Górak i matka – cały sztab.
Rozwijaj się więc nasza kochana GieKSo, jedz zdrowo, trenuj i nigdy nie trać wiary w siebie. A wielkie rzeczy staną się coraz i coraz bardziej osiągalne.
Piłka nożna
Szymon Bartlewicz pierwszym transferem GieKSy
Pierwszym nowym piłkarzem, który dołącza do GKS Katowice na sezon 2026/27, został Szymon Bartlewicz.
Umowa obowiązywać będzie do 30 czerwca 2029 roku i zawiera opcję przedłużenia. 20-latkowi skończył się kontrakt z pierwszoligowym Chrobrym Głogów, z którym związany był od czasów juniorskich. W Chrobrym rozegrał 97 spotkań, zdobywając 13 bramek i 11 razy asystując. Powoływany jest także do młodzieżowych reprezentacji Polski.
Nominalnie występuje jako ofensywny pomocnik i jak sam przyznaje wyróżnia go kreatywność w środku pola.
Witamy w GieKSie i życzymy powodzenia w naszych barwac.
Felietony Piłka nożna
Felieton o Zagłębiu Lubin
„Ktoś powie, że w głowie mi się poprzewracało od ekstraklasy, ale nie no – jeśli chcemy na poważnie w niej grać, to w drugim sezonie musimy już powoli uznawać się za lepszych, przynajmniej na swoim boisku, od kilku ekip. Przynajmniej od trzech. I jedną z takich jest Zagłębie. Szacun dla trenera Ojrzyńskiego za świetną robotę, ale takich efektownych meczów, jak wczorajsza pierwsza połowa, Zagłębie zbyt wielu nie rozegra.
Odszczekam, jeśli Zagłębie na koniec sezonu zajmie wyżej niż 13. miejsce. Napiszę specjalny felieton pochwalny dla Zagłębia Lubin”.
Pisząc ten felieton po meczu drugiej kolejki z Zagłębiem Lubin – felieton z 29 lipca – nie sądziłem, że tak szybko będę już wiedział, że słowo ciałem się stanie. A że człowiek jest słowny, następuje to dzisiaj.
Przeliczyłem się i to bardzo. Nie sądziłem, że Lubinianie pójdą w tę stronę, a tak naprawdę do ostatniej kolejki teoretycznie walczyli o udział w europejskich pucharach. Teoretycznie – bo praktycznie w przedostatniej stracili na to szanse. Ale w życiu bym się nie spodziewał, że nie będziemy mówili o miejscu trzynastym, tylko pierwszej piątce czy szóstce w tabeli. Ostatecznie Zagłębie zajęło miejsce siódme. Utrzymali się spokojnie, dali też momentami pokaz naprawdę efektownej gry. Dość powiedzieć, że w dwóch meczach u siebie z ekipami z Trójmiasta strzelili dziesięć (!) goli. Lechię zresztą pokonali również na wyjeździe, początkując drogę Gdańszczan wprost do pierwszej ligi.
We wspomnianym meczu drugiej kolejki Lubinianie na Nowej Bukowej rozegrali fenomenalną pierwszą połowę. „Dziennikarze Zagłębia” łapali się za głowę, ale trudno im się było dziwić. Był polot, szybkość i skuteczność. Prowadzili 1:0 po golu Marcela Reguły, potem mieli kilka świetnych sytuacji. Poprawili drugą bramką Radwańskiego z karnego. Na szczęście Bartek Nowak wziął sprawy w swoje ręce i w drugiej połowie GKS wyrównał, choć w końcówce dość rozpaczliwie bronił remisu i było blisko trzeciej braki dla Zagłębia.
Zagłębie nie punktowało wybitnie, ale punktowało dobrze. Przede wszystkim wygrali w Poznaniu z Lechem, a gol Ławniczaka to było absolutnie jedno z dwóch, trzech najlepszych trafień zakończonego sezonu. Cudowna przewrotka i stadiony świata. Pamiętam, że odwijałem sobie tego gola na kwaterze w Gdańsku, jak niepyszny – bo sami chwilę wcześniej przegraliśmy z Lechią.
Bardzo cenne było zwycięstwo w Radomiu w Pucharze Polski – po dogrywce. No i wspomniane 6:2 i 4:0 z Lechią i Arką. Ale to nie był koniec spektakularnych wyników jesienią. Po fantastycznym meczu Zagłębie pokonało Legię 3:1 nie dając żadnych szans Wojskowym. Wygrali 2:0 u siebie z mocnym Górnikiem Zabrze. W sposób niesamowity odrobili stratę z Widzewem – do 86. minuty przegrywali, a zakończyli mecz z trzema punktami. Na koniec roku wygrali w Częstochowie z Rakowem. Wyniki doprawdy świetne. Jedyną poważną rysą jesieni była wysoka porażka w Szczecinie 1:5.
I 30 stycznia, gdy wracaliśmy do gry, Zagłębie wygrywając u siebie z GieKSą wskoczyłoby na pozycję lidera. Ta sztuka się gospodarzom nie udała, a GKS po bardzo pewnym meczu wygrał 2:0. Gdy Miedziowi przegrywali w Kielcach z Koroną wydawało się, że animusz opadł. To był słaby mecz Zagłębia, ale jakimś cudem strzelili dwie bramki i wygrali. Była to kuriozalna wygrana, ale dała ekipie Ojrzyńskiego bardzo dużo i nastroiła pozytywnie. Potem po remisie u siebie z Rakowem zanotowali serię trzech zwycięstw z rzędu i znowu przesunęli się mocno w tabeli.
W drugiej połowie wiosny było już jednak gorzej. W kolejnych sześciu meczach zespół zanotował pięć porażek. Jednak nadal drużyna utrzymywała się w okolicach pucharów. Zdecydowanie nie pomogła porażka w doliczonym czasie, gry z Termaliką u siebie. To wtedy uwierzyliśmy, że to my możemy wskoczyć na miejsca pucharowe.
Jak u siebie jesienią Lubinianie grali fenomenalnie, tak końcówka była nieporozumieniem. Łapali te czerwone kartki i mieli szczęście, że słaba Cracovia nie potrafiła tego wykorzystać. Na wyjeździe za to zagrali bardzo dobry mecz z Górnikiem i na koniec znów zaczęli pokazywać, że chcą tych pucharów…
Czy chcieli? No nie wiem. I śmiem wątpić. Bo mecz z Pogonią u siebie to był totalny koszmar. Nie wiem, co się stało z tą drużyną, ale mając Europę na wyciągnięcie ręki zagrali tak totalnie bez ambicji i bez charakteru, wyglądali – na tle również słabej tego dnia Pogoni – na drużynę, która nie ma nawet 10 procent determinacji. Kompletnie była to niezrozumiała sytuacja i nie dziwiłem się kibicom Zagłębia, że wyrażali swoje niezadowolenie. To był totalny ambicjonalny dramat.
Musiałem tę łyżkę dziegciu włożyć, bo naprawdę te puchary w Lubinie mogły być. Oczywiście tym lepiej dla nas, że zagrali tak z Pogonią.
Patrząc jednak na sezon całościowo, był on bardzo udany. Skazywany na pożarcie zespół pokazał się wielokrotnie ze świetnej strony i wielu drużynom – w tym nam – napsuł krwi. Co tu dużo gadać, trener Leszek Ojrzyński to fachowiec, wie, czym się to wszystko je i potrafi poukładać naprawdę dobrze drużynę w ekstraklasie.
Nie sądziłem, że drużyna wejdzie na ten poziom. Dodajmy też, że swój udział w udanej jesieni miał nasz obecny piłkarz – Mateusz Wdowiak. Na pewno wyciągnięcie go z Lubina spowodowało spadek jakości w Zagłębiu i podniesienie go w GieKSie. W każdym razie Mateusz pierwszy raz miał okazję zasmakować atmosfery na Nowej Bukowej właśnie jako zawodnik Zagłębia Lubin. Cieszymy się, że teraz jest z nami.
Jak będzie w przyszłym sezonie? Nie wiem. Jednak znów sceptycznie podejdę – nie sądzę, że będzie tak dobrze jak w obecnym. Ale już na pewno nie typowałbym tej drużyny, jako główne zespołu do spadku. Drużyna pokazała, że można w niej pokładać nadzieję, więc myślę, że środek tabeli – w miarę spokojne utrzymanie (2-3 kolejki przed końcem) spokojnie jest do osiągnięcia.
Jednak to jest ekstraklasa, więc nie przewidzisz. Dużo zależy od wzmocnień czy osłabień. Grunt to utrzymywać względną stabilność i wtedy można myśleć o spokoju, a może… o czymś więcej.


pita
16 maja 2017 at 13:09
Przy obecnej dyspozycji zabrzan i konsekwentnej nieporadnosci Gieksy w kluczowych spotkaniach wynik moze byc tylko jeden. Zwyciestwo Górnika i nastepny mecz z Kluczborkiem o 6 pkt. Potem porazka z Olimpia i mecz ostatniej szansy z Bytovią. Tak to mi sie rysuje.
Tomek
16 maja 2017 at 14:37
I jest to wielce prawdopodobne. Dodatkowo haslo wyciagniemy wnioski walczymy do konca
pita
16 maja 2017 at 15:36
I w przyszlym roku awans jest nasz ! 🙂
Daro
16 maja 2017 at 15:56
@pita zawsze było mecz o wejście kuchennymi drzwiami, a później mecz o honor