Piłka nożna
Krew, pot, głównie łzy
Zapraszam do zapoznania się z relacją z chyba jednego z najbardziej emocjonujących meczów w historii Pucharu Polski.
Mecz rozpoczynał się jeszcze w scenerii światła dziennego. Kibice gości zameldowali się na swojej trybunie już parędziesiąt minut przed spotkaniem. Przez żółtą kartkę zdobytą w trakcie serii rzutów karnych przeciwko Widzewowi Rafał Strączek był zmuszony do wzięcia urlopu, a jego miejsce na bramce zajął Dawid Kudła, znajdując się tym samym w wyjściowej jedenastce po raz pierwszy od jesiennego meczu z Cracovią. Łukasz Tomczyk nie zdecydował się na wystawienie Arsenica, który nie wykorzystał swojej szansy w starciu z Widzewem. W jego miejscu pojawił się Svarnas, w wyjściowej jedenastce zaczęli także Ivi Lopez oraz Zych, ten drugi w miejsce kontuzjowanego Trelowskiego.
Dawid Kudła już w drugiej minucie zaliczył interwencję, chociaż Oskar Repka nie zmusił go zbytnio do wysiłku lekkim strzałem z dalekiego dystansu. Nieudaną długą piłkę obrońcy Rakowa przejął Milewski, chwilę później uruchomiony na wahadle Wasielewski poszukał wrzutki blisko linii bramkowej, lecz przytomnie akcję zgasił Oliwier Zych. Rzut wolny dla GieKSy, chwilę po wybiciu piłki Marcin Wasielewski ponownie zacentrował w pole karne, tam klatką przed szesnastkę zgrał Lukas Klemenz, a płaskim strzałem po bliskim słupku pięknie przymierzył Sebastian Milewski, niestety bramkarz znowu był czujny. Błąd w rozegraniu przez obronę gości, na szczęście o swojej przeszłości przypomniał sobie Repka, posyłając piłkę daleko obok słupka z szesnastego metra. Po raz kolejny sprawdzany Kudła, tym razem sparował już groźniejszy strzał z dystansu. Rzut wolny z 25. metra, do piłki podszedł groźny ze stałych fragmentów gry Ivi Lopez, po raz kolejny jednak Kudła to wyjął! Raków stwarzał przez pierwsze dwadzieścia minut więcej okazji i dobrą okazję na zmaterializowanie tej przewagi miał Svarans, jego główkę po rogu złapał jednak na razie nieomylny Dawid Kudła. Zaraz później akcja przeniosła się pod pole karne Rakowa, Częstochowski bramkarz źle wybił futbolówkę, zaraz potem w jej posiadanie wszedł Marcin Wasielewski. Podanie do Rasaka, ten z pierwszej piłki podciął piłkę do Szkurina, napastnik zgrał głową do Nowaka. Gwiazda zespołu obróciła się z rywalem na plecach i wypuścił w pozbawioną rywali półprzestrzeń Erika Jirkę, a ten posłał piłkę po dalszym słupku. Ta poszła jeszcze po rękawicach bramkarza gospodarzy, lecz nie zmieniło to zbytnio toru lotu piłki, GieKSa na prowadzeniu! Raków po wznowieniu szybko przeniósł piłkę pod drugie pole karne, nie stworzył jednak żadnej centry, której nie dałby rady przerwać bramkarz GieKSy. Erik Jirka po strzeleniu pierwszej bramki poczuł krew i spróbował swoich sił w woleju z bezpańskiej piłki, ta jednak nie poleciała w światło prostokąta. Kolejna pomyłka w rozegraniu, tym razem to gospodarze popełnili błąd, Bartosz Nowak dopadł futbolówkę i … w czystej sytuacji sam na sam ze środka pola karnego posłał piłkę obok bramki. Jak? To wie chyba sam pomocnik. Trójkową akcją pokazali grę w trójkącie Rasak, Jirka oraz Wdowiak, ten pierwszy w dodatku popisał się efektowną i celną piętką, akcja jednak spełzła na niczym. Niedokładne wybicie Kudły i piłkę przejęli zawodnicy Rakowa, po chwili jednak golkiper naprawił swój błąd, instynktownie broniąc strzał Brunesa w sytuacji 1 na 1. W 39. minucie po raz kolejny niedokładnie w rozegraniu okazali się zawodnicy Rakowa. Repka stracił w środku boiska piłkę na rzecz Damiana Rasaka, piłkę wziął od niego Ilja Szkurin. Białoruski napastnik wykonał rajd środkiem boiska, zatrzymał się dopiero na obrońcach, którzy wytrącili mu piłkę spod nóg. Swoje grzechy spróbował odkupił Bartosz Nowak, doskoczył do piłki jak pies do dobrej kości i było to za szybkie na umysł obrońcy Rakowa, który podciął ligowca roku. Arbiter Karol Arys nie miał wątpliowści – rzut karny! Do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł Arkadiusz Jędrych. Chwila skupienia, kapitan podbiega do piłki, GOL! Obrońca GKS-u posłał piłkę w swój prawy dolny róg, w przeciwnym kierunku rzucił się Zych. Do końca połowy nie wydarzyło się już nic wartego uwagi.
Druga część meczu zaczęła się niefortunnie dla GieKSiarzy. Już w drugiej minucie po wznowieniu rozgrywki Jonatan Brunes pokonał Dawida Kudłę uderzeniem po ziemi z okolic 17. metra. Po złapaniu kontaktu Medaliki złapały wiatr w żagle i zaraz potem doprowadziły do rzutu rożnego. Wrzutka Ameyawa znalazła głowę Bogdana Racovitana, Raków remisuje po kilku minutach od początku drugiej połowy. Kibice gospodarzy jakby przewidzieli taki obrót sytuacji – po drugiej bramce zaprezentowali oprawę oraz odpalili racowisko. GieKSa po zmianie stron kompletnie nie potrafiła odnaleźć się na murawie. Raków prowadził kolejne ataki, w 54. minucie do pracy znowu został zatrudniony Kudła. Przed końcem pełnej godziny gry z powodu kontuzji boisko musiał opuścić Lukas Klemenz, jego miejsce zajął Marten Kuusk. Obrona GieSKy miała problemy z wyprowadzeniem piłki po ziemi, po błędzie Wasielewskiego i centrze Ameyawa tylko szczęście uchroniło zespół od straty kolejnej bramki. Trener Górak zauważył, że gra idzie nie po jego myśli i już w 63. minucie poczynił potrójną zmianę – na murawie zameldowali się Adam Zrel’ak, Eman Marković oraz po raz pierwszy od zamierzchłych czasów Kacper Łukasiak. Chwilę później gospodarze zdecydowali się na bezpośrednie zagranie przez środek boiska w pole karne GieKSy, a tam Kuusk zagrał piłkę ręką w niegroźnej sytuacji – karny. Już na ten sam prostokąt karnego na bramkę zamienił Arkadiusz Jędrych, teraz przed tą samą szansą staje Brunes. Kudła broni karnego, ale dobitki Diaby-Fadigi już nie ma szans wyjąć, GieKSa musi gonić wynik po prowadzeniu wcześniej dwoma bramkami. Zespół VAR jeszcze sprawdzał, czy strzelec przypadkiem nie wbiegł za szybko w pole karne, ale gol został uznany – swoją drogą, niesłusznie. Po otrzymaniu trzeciego ciosu zespół Rafała Góraka stwierdził, że jednak wypadałoby wyprowadzić jakiś atak. Nerwy były widoczne także wśród piłkarzy, przed jednym z kilku bitych przez GieKSę rożnych stworzyło się wielkie zamieszanie, które zakończyło się żółtymi kartkami dla Zycha i Jędrycha. Ostatnia zmiana na ostatnie dziesięć minut podstawowego czasu gry – za Wasielewskiego wchodzi Borja Galan. Bliski jeszcze podwyższenia wyniku był świeżo wprowadzony Leonardo Rocha, jednak pomylił się z głowy. Sędzia główny do regulaminowego czasu doliczył osiem minut nadziei. Doliczony czas jednak na początku bardziej wykorzystywali piłkarze Rakowa. Czasem się okazuje, że styl Atletico coś daje – wystarczy jedna okazja, aby odmienić wygląd meczu. Marković zagrał wysokie podanie w pole karne, a tam Adam Zrel’ak z rywalem na plecach zmieścił piłkę obok Zycha, remis! Chwilę potem świetnie obrońcę wykiwał Nowak, jednak jego podanie wylądowało za plecami Zrel’aka. Na sam koniec Borja Galan ładnie poprzerzucał piłkę nad obrońcami Medalików, a w końcowej fazie zderzył się z nogą jednego z zawodników. Niestety, sędzia, po kilkuminutowej przerwie na VAR nie dojrzał tam faulu, tak zakończyła się druga połowa. Mamy dogrywkę.
Dogrywka rozpoczęła się szybkim atakiem zespołu Góraka, wrzutka znalazła jednak swój finał w rękawicach Zycha. Raków nie chciał pozostawać dłużny, jednak jego akcje na początku nie wydawały się groźne. Później jednak te ataki zaczęły nabierać formy, aż w końcu znaleźli faul tuż przed polem karnym. Chwilę późnej rzut wolny wykonywał z głębi pola Bartosz Nowak, tym razem zarył butem w glebę i posłał flopa, z którego jednak zespół wywalczył rzut rożny, niestety nie dał on efektu. Koniec pierwszej części dogrywki.
Wielki chaos w polu karnym GieKSy 108. minucie. Nikt nie wiedział, gdzie jest piłka, Rocha chyba trzy razy zagrywał głową do środka pola karnego, ale koniec końców ostateczna finalizacja okazała się bardzo niecelna. Kolejny rzut wolny Rakowa, tym razem z wysokości pola karnego. Centra, główka Rochy, chaos na linii i gol. GieKSa ponownie musi gonić wynik. Dalej gospodarze ciągle próbowali wrzutek na swój wieżowiec w ataku, nie wyszedł z tego jednak kolejny celny strzał. Goście ponownie rzucili się do ataku. Znowu dało to efekt, po bombardowaniu pola karnego Rakowa znowu wcisnęli gola! Eman Marković oddał ładny strzał po przekątnej, mamy ponownie remis! Raków próbował kontrować, jednak przytomnie na wahadle piłkę odebrał Borja Galan, niestety ofensywny rajd zakończył faulem. Koniec, karne.
Zaczyna Raków. Podchodzi jako pierwszy wprowadzony z ławki Rocha i strzela bramkę po ziemi w środek. Ze strony GKS-u pierwszy kopie Arkadiusz Jędrych. Kapitan jednak już raz zmarnował karny na Rakowie w swojej karierze i nie ma zamiaru kolejnego, pewnie uderza w bok. Kolejna runda, Diaby-Fadiga został przeczytany przez Kudłę, temu jednak piłka przełamała rękę i wturlała się do siatki. Do piłki podchodzi Bartosz Nowak tym razem nie zdecydował się na panenkę. I dobrze, bo tego spodziewał się Zych, gol i 2:2. Struski podchodzi do 3 rundy, znowu Kudła nie dał rady tego wyciągąć po przeczytaniu strzału. Na tuptanie zdecydował się Erik Jirka, niestety nie pomogło to pokonać bramkarza, pewnie wybroniony karny. Przed dużą szansą stanął Racovican – i ją wykorzystał. Do decydującego karnego podszedł Sebastian Milewski… znowu Zych. Marzenia o Narodowym trzeba odłożyć na następny rok, chociaż drugiej takiej szansy może już szybko nie być.
9.04.2026 Częstochowa, zondacrypto Arena
Raków Częstochowa 4:4 GKS Katowice (4:2 k.)
Bramki: Jirka (21.), Jędrych (41′), Zrel’ak (90+4.), Marković (116.) – Brunes (47.), Racovitan (49.) Diaby-Fadiga (67.) Rocha (111.)
Raków Częstochowa: Zych – Dawidowicz (86. Arsenic), Racovitan, Svarnas – Ameyaw (86. Tudor), Struski, Repka, Carlos – Makuch (76. Brusberg), Ivi Lopez (46. Diaby-Fadiga) – Brunes (86. Rocha)
GKS Katowice: Kudła – Wasielewski (80. Galan), Czerwiński, Jędrych, Klemenz (56. Kuusk.), Jirka – Milewski, Rasak (63. Łukasiak), Nowak, Wdowiak (63. Marković), Szkurin (63. Zrel’ak).
Żółte kartki: Zych (78.) – Jędrych (78.)
Czerwone kartki:
Sędzia: Karol Arys (Szczecin)
Widzów: 5500
Piłka nożna
Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą
Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).
Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).
W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.
Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.
We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.
W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.
Felietony Piłka nożna
„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”
Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.
Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.
I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…
Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.
Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.
Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.
Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.
Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.
Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.
Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.
Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.
Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.
Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.
I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!
Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.
Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.
Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.
Wesołych Świąt!
PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.
Piłka nożna
Górak: Powrót króla na złote miejsce
Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.
Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.
Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak: Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.
Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak: To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.
Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.
Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.
Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak: Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.
Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak: Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.
Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak: Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.
Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.
Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak: Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.
Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.
Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.
Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.


Najnowsze komentarze