Felietony
Krótka lekcja historii dla trenera Paszulewicza
Od tygodnia żyjemy z informacją, że nowym trenerem GKS Katowice został Jacek Paszulewicz. Trener ze środka pierwszoligowej stawki. Trudno nie odnieść wrażenia, że zatrudniony w GieKSie tak naprawdę przede wszystkim dlatego… że był wolny. Jak na razie jest to szkoleniowiec młody i bez sukcesów, choć na przykład wyniki z wiosny ubiegłego sezonu – trzeba przyznać, że robiły wrażenie.
Dlatego o warsztacie szkoleniowca nie ma co na razie się wypowiadać. Warto jednak poruszyć kilka bardzo ważnych kwestii, związanych z obecnością byłego piłkarza Wisły Kraków w naszym klubie. Rzeczy, z których musi sobie zdawać sprawę, które są konieczne w tym, by myśleć o pracy z powodzeniem przy Bukowej.
To, o czym będziemy pisać nie wynika z wymysłów, a z doświadczeń z poprzednimi trenerami, którzy nie udźwignęli ciężaru pracy w GKS Katowice.
Trenerze Jacku Paszulewiczu, musi Pan wiedzieć o wielu faktach dotyczących pana poprzedników, którzy od lat czasem mimo najlepszych chęci, nie potrafili sobie poradzić z szatnią. Efektem były dwa zawalone kompletnie awanse oraz obecna runda jesienna z kilkoma kompromitującymi spotkaniami.
Zaczęło się od Kazimierza Moskala, od czasów Adama Nawałki – najlepszego trenera GKS. Po świetnej jesieni, GKS z kilkoma dobrymi zawodnikami był głównym kandydatem do awansu. Niestety na wiosnę katowiczanie wygrali 2 z 17 (słownie: dwa z siedemnastu!) meczów. Zespół ze szczytu tabeli na jesień, notuje taką statystykę na wiosnę – w warunkach pierwszoligowych niemożliwe wręcz jest wytłumaczenie aż takiej degrengolady kwestią czysto sportowej obniżki formy. Kibice widzieli w wielu spotkaniach brak zaangażowania ze strony kluczowych piłkarzy. Sam trener Moskal po kilku meczach, a dokładnie po klęsce 0:3 w Gdyni – widząc, co się dzieje, podał się do dymisji, która nie została przyjęta. Trener został do końca wiosny i część jesieni i to był jego błąd. Na konferencji pomeczowej dał wyraz (choć nie wprost), że nie panuje nad drużyną. A jednak ją dalej prowadził. Sezon zakończył się klapą.
Kolejne rozgrywki dograł trener Jerzy Brzęczek. Zarówno jesienią, jak i wiosną jego wyniki nie porwały, ale były przyzwoite. Początek kolejnego sezonu był słaby, ale gdy GKS się rozkręcił, zaczął wygrywać seriami (ale maksymalnie 3 mecze), to skończył w samej czołówce. I znów mieliśmy wielkie nadzieje na awans. Wiosną GKS pięciokrotnie grał mecze, w których w razie zwycięstwa wskoczyłby na pozycję lidera. Dwa zremisował, trzy przegrał. Trzy z tych meczów odbyły się na własnym boisku przy niesamowitej mobilizacji kibiców. To były mecze, w których GKS świetnie potrafił grać w pierwszej połowie, by w drugiej kompletnie przejść obok meczu i oddać go bez walki. Na nic zdawały się nasze uwagi, że należy coś z tym zrobić. Scenariusz się powielał i nawet w Sosnowcu, gdy kibice gospodarzy byli gotowi zlinczować swoich rozłożonych na łopatki fizycznie i psychicznie zawodników po pierwszej połowie, po końcowym gwizdku cieszyli się z wygranej, bo podarował im ją zespół GKS. Każdy ważny mecz, każdy kluczowy – jak starcie z liderem z Nowego Sącza, było oddane bez walki. Najważniejszy mecz 10-lecia został przechodzony, tak jakby awans był najgorszą dla piłkarzy rzeczą, która mogłaby im się przydarzyć.
Oczywiście w przedostatniej kolejce wygrali w Grudziądzu, co uczcili bezczelnym tańcem radości po tym oddanym „walkowerem” awansie – co też w dużej mierze świadczyło o ich podejściu do tego klubu. Można domniemać, że gdyby mieli realną (a nie tylko matematyczną) szansę na promocję – wywinęliby jakiś numer. Piłka była w grze tak długo tylko dlatego, że cała czołówka regularnie przegrywała. Bo w każdej normalnej lidze już po pięciu kolejkach wiosny mielibyśmy 10 punktów straty.
Odszedł Brzęczek, przyszedł trener Piotr Mandrysz. Jemu poświęciliśmy osobny artykuł tydzień temu. Szkoleniowiec z twardą ręką nie pokazał tego w Katowicach. Pokazał brak zdecydowania, trenerską depresję, jeden wielki chaos w decyzjach kadrowych. Efektem były porażki ze słabeuszami na początku rundy oraz oddane bez walki najważniejsze dla kibiców mecze – mecze derbowe. Cudem jest, że GKS ma tylko 6 punktów straty, ale to znowu zasługa słabej czołówki i wyścigu żółwi.
Każda ze wspomnianych trzech sytuacji i postaci ma swoje punkty wspólne. Przede wszystkim nieprawdopodobne wręcz chronienie piłkarzy przez każdego szkoleniowca. Kibice w Katowicach nie są głupi. Za dużo już widzieliśmy, zarówno meczów, jak i zawodników. Potrafimy odróżnić zaangażowanie nawet w przegranych meczach, od ordynarnie przechodzonych i oddanych bez walki. A takie zdarzały się w 2017 roku bardzo często, jesienią również – problemem było to, że zawsze były to spotkania ważne i prestiżowe.
Ani Moskal, ani Brzęczek, ani Mandrysz nawet nie zająknęli się, że piłkarze robią pod górkę. Nie tylko klubowi, ale także właśnie trenerom. Zawsze słyszeliśmy te samo słodkie paplanie, że „nie mogę się zgodzić z tym, że nie było zaangażowania”. Prawdopodobnie takie same teksty były wygłaszane przez trenerów w czasach, gdy korupcja w polskiej piłce święciła swoje wielkie dni. Zastanawiające jest, czy trenerzy są tak ślepi, że nie widzą braku zaangażowania czy po prostu po jakimś czasie zgadzają się na to, akceptują i wolą się nie wychylać. Trener Brzęczek był zwichrowany do tego stopnia, że gdy po meczu z Górnikiem szanse na awans stały się iluzoryczne – gratulował „chłopakom” dobrego meczu.
Trener Jacek Paszulewicz nie może być kolejnym, który będzie przykładał cegiełkę do zakładu pracy chronionej GKS Katowice. Mamy w zespole zdrowych, dorosłych, (podobno) wysportowanych mężczyzn, a tymczasem każdy kolejny trener, widząc (a może nie?) brak ambicji i zaangażowania, a jednocześnie chroniąc ich w każdej minucie, traktuje ich jako niepełnosprawnych. Dodatkowo klub nie ma zespołu rezerw, żeby przesunąć jednego czy drugiego nieangażującego się delikwenta. I efekt jest taki, że ciągniemy za uszy w kadrze zawodników, którzy aktywnie uczestniczyli nie w jednej czy dwóch, ale całej masie oddanych meczów, a wręcz całych kampanii pod tytułem „awans do ekstraklasy”. To chuchanie i dmuchanie na tę grupę zawodową, tak się właśnie kończy.
Od lat klub nie potrafił wyciągać wniosków. Mieliśmy na tyle miękki zarząd, że potrafił owszem pożegnać się z trenerem, ale piłkarzom nigdy włos z głowy nie spadał. Zazwyczaj żegnano się z mało istotnymi rezerwowymi, a główni architekci sportowych klęsk pozostawali. A na ich miejsce przychodzili nowi – dziwnym trafem szybko przesiąkając atmosferą braku konieczności większego angażowania się. Brak wyciągania wniosków przez klub po spektakularnych klęskach powodował, że klęski te miały miejsce po raz kolejny. I nawet po erze Brzęczka, tragicznej wiośnie – nie poprawiło się kompletnie nic, a wręcz w wielu meczach było jeszcze gorzej pod względem zaangażowania.
Trener Jacek Paszulewicz nie może być kolejnym, który będzie nakładał parasol ochronny na piłkarzy. Bo jeśli to zrobi przez kilka pierwszych kolejek, a potem już będzie chciał być „konsekwentny” – przegra z kretesem już na starcie. A my stracimy kolejne pół roku lub rok. I znów będzie nowy trener i znów czysta kartka, i znów, i znów…
Chciałbym wierzyć, że w końcu przychodzi trener z jajami. Z całym szacunkiem dla warsztatu, ale nie miał ich Moskal. W ogóle nie miał ich Brzęczek. Wydawało się, że miał, a okazało się, że nie miał Mandrysz. Żaden z nich nie potrafił powiedzieć głośno, że piłkarze nie grają tak, aby za wszelką cenę osiągać dobre wyniki. Żeby nie powiedzieć, że w ogóle tymi wynikami zainteresowani nie są, że czy będzie wygrana, remis czy porażka – wielkiej różnicy nie ma. Sportowej złości po naszych zawodnikach nie było widać już od lat!!! Ale to samo dotyczy beznamiętnych szkoleniowców firmujących ten marnej jakości produkt.
Trenerze, powtórzę – kibice naprawdę znają się w Katowicach na futbolu. I bezbłędnie bardzo szybko wychwycą, czy dany zawodnik za pana kadencji angażuje się czy nie, a potem będą pana rozliczać z tego, czy stawia pan na ambitnych czy na piłkarskich leni.
Wyjściowo musi pan sobie zdawać sprawę, że ma pan w kadrze grupę leserów, którzy nie będą oddawać życia i zdrowia za GKS i pana jako trenera. Nie traktują GieKSy jako szansy na ekstraklasę, tylko jak często pisaliśmy – dom spokojnej starości, choć niektórzy starzy wcale nie są. Którzy to zawodnicy? Mamy nadzieję, że trenerskie wprawne oko szybko to rozpozna. Pana odpowiedzialnością jest nie tyle to, żeby ich przekonać, że jednak warto gryźć trawę (bo nie wierzę, że niektórzy dadzą się przekonać), ale to – żeby tak dobrać kadrę i składy meczowe, żeby znajdowali się w nich wyłącznie zawodnicy, którzy będą ORAĆ tę trawę. To w tej słabej lidze naprawdę wystarczy do osiągania dobrych wyników.
Liczymy, że pana słowa o braku taryfy ulgowej, będą miały odzwierciedlenie w rzeczywistości. My oczywiście jako redakcja trzymamy mocno kciuki i wierzymy, że w końcu to pan będzie tym trenerem, który zmieni obowiązujące od kilku lat trendy leserstwa w GieKSie, a wprowadzi standardy ciężkiej pracy, wspólnego celu, wiary i chęci w osiągnięcie sportowego sukcesu.
Wierzę w to dlatego, że jest pan młodym trenerem i to może być bardzo ważny krok w rozwoju trenerskim – awans do ekstraklasy to może być spełnienie nie tylko naszych kibicowskich marzeń!
Hokej
Kompromitacja w Sosnowcu
W ramach zaległego meczu z 35. kolejki Tauron Hokej Ligi zmierzyliśmy się na wyjeździe z drużyną ECB Zagłębie Sosnowiec. Tak jak w piątkowym meczu również i dziś musieliśmy przełknąć gorycz porażki.
Początek należał do gospdarzy, którzy w pierwszych minutach sprawdzili dyspozycję Kielera. Nasz bramkarz skapitulował w 4. minucie po strzale z bliskiej odległości Chmielewskiego. Kolejne minuty nie przyniosły wiele emocji. W połowie tercji precyzyjnym uderzeniem pod poprzeczkę do wyrównania doprowadził Monto. Tuż po wznowieniu gry po przerwie reklamowej wyszliśmy z dwójkową akcją Bepierszcz-Pasiut, jednak strzał naszego kapitana bez problemu obronił Halonen. Sosnowiczanie spokojnie czekali na swoje okazje i dwie z nich zamienili na kolejne trafienia. Najpierw strzałem w okienko gola zdobył Alanen, a niespełna trzy minuty później Sozanski ze stoickim spokojem „położył” Kielera i z bliskiej odległości umieścił krążek w bramce.
W drugiej tercji obie drużyny grały kilkukrotnie w liczebnych przewagach, których nie potrafiły zamienić na gola. W 22. minucie Fraszko strzelił nad poprzeczką. Po drugiej stronie aktywny był Jokinen, ale jego uderzenia obronił Kieler. W 32. minucie strzał Dupuya z bliskiej odległości obronił Halonen. Pod koniec tercji mocniej zaatakowali Katowiczanie, którzy mimo gry w pełnych składach, zamnknęli miejscowych we własnej tercji. Niestety nie udało nam się tej przewagi zamienić na gola, a co więcej na 44 sekundy przed syreną kończącą drugą tercję Sosnowiczanie wyprowadzili kontrę 2 na 1, którą na gola zamienił Chmielewski.
W trzeciej tercji niewiele się działo w tym spotkaniu. W 46. minucie grający w osłabieniu gospodarze zdobyli szóstą bramkę, a jej autorem był Hamalainen, który wykorzystał sytuację sam na sam z Kielerem. Cztery minuty później drugą bramkę dla GieKSy zdobył Monto. W 58. minucie meczu Biłas w sytuacji sam na sam pokonał naszego bramkarza i tym samym ustalił wynik meczu.
ECB Zagłębie Sosnowiec – GKS Katowice 6:2 (3:1, 1:0, 2:1)
1:0 Aron Chmielewski (Miike Roine) 6:27
1:1 Joona Monta (Bartosz Fraszko, Travis Verveda) 10:01, 5/4
2:1 Jere-Matias Alanen (Joni Piiponen) 13:59
3:1 Matthew Sozanski (Vaino Sirkia, Sebastian Brynkus) 16:52
4:1 Aron Chmielewski (Adrian Gromadzki, Matthew Sozanski) 39:16
5:1 Aleksi Hamalainen (Vaino Sirkia) 45:09
5:2 Joona Monto 49:16
6:2 Karol Biłas (Eric Kaczyński, Adrian Gromadzki) 57:02
ECB Zagłębie Sosnowiec: Halonen (Miarka) – Sozanski, Ciura, Jokinen, Hamalainen, Piiponen – Naróg, Wanacki, Chmielewski, Roine, Gromadzki – Biłas, Bjorkung, Sirkia, Alanen, Brynkus – Krawczyk, Kotlorz, Bernacki, Kaczyński, Sołtys.
GKS Katowice: Kieler (Eliasson) – Runesson, Lundegard, Bepierszcz, Pasiut, Fraszko – Varttinen, Verveda, Dupuy, Anderson, Wronka – Chodor, Hoffman, McNulty, Monto, Hofman Jonasz – Maciaś, Hornik, Michalski, Dawid, Koivusaari.
Piłka nożna Wywiady
Witek: Każdy może zostać mistrzem
W poniedziałkowe popołudnie w GieKSa Fanstore odbyło się spotkanie przedstawicieli mediów z trenerem, Rafałem Górakiem, kapitanem Arkadiuszem Jędrychem oraz prezesem Sławomirem Witkiem. W nowym punkcie porozmawialiśmy z prezesem katowickiego klubu o jego funkcjonowaniu, a także o ostatnich miesiącach we wszystkich sekcjach i oczekiwaniach na nadchodzącą rundę wiosenną Ekstraklasy.
Jakie są oczekiwania na wiosnę? Kibicom po ostatnich latach wzrosły apetyty i niektórzy oceniają krytycznie minioną rundę, choć różnice punktowe w lidze są minimalne.
Sławomir Witek: Jestem umysłem ścisłym – dla mnie nie miejsce jest najważniejsze, tylko liczba punktów. Dlatego patrzę nie pesymistycznie, a optymistycznie na wiosenną rundę. Mecze i rozgrywki będą bardzo ciekawe, bo każdy może zostać mistrzem i każdy może spaść. My liczymy, przy naszym potencjale, świetnej pracy trenera i sztabu oraz spełnieniu wszystkich warunków założonych przed tą rundą na to, że zostaniemy w Ekstraklasie, a może jeszcze sprawimy kibicom miłą niespodziankę.
We wszystkich sekcjach GieKSa jest w czołówce albo w walce wokół niej. Jeśli mimo tego słychać negatywne opinie, to chyba dobrze świadczy o klubie?
Też byśmy chcieli zdobywać tylko mistrzostwa, ale z drugiej strony sport byłby wtedy nudny, musi być dawka emocji. Oczywiście się cieszę, że walczymy o najwyższe miejsca w kilku sekcjach: piłkarze, piłkarki, hokeiści, siatkarze, a także bilardziści i szachiści – to jest naszym celem. Mamy stworzyć warunki do tego, żeby sportowcy mogli osiągać swoje sufity i to właśnie robimy. Jesteśmy klubem stabilnym, z dobrą infrastrukturą, płynnością finansową, nie narzekamy na nic, co mogłoby przeszkadzać w procesie treningowym i szkoleniowym. Mając takie warunki i osoby w sztabach dobierające zawodników pod sukces, możemy być w miarę pewni dobrych miejsc.
Jesteśmy faktycznie nudnym klubem, jeśli chodzi o zakulisowe informacje prasowe.
Ja też myślę, że tak jest (śmiech). Zawsze powtarzam, że jeśli miałem pod sobą różnego rodzaju podwładnych, którzy byli dyrektorami różnych placówek, najbardziej cieszyłem się z tych, od których nie docierały żadne złe informacje. Taki sam przykład daje GieKSa. Jeśli nie ma o czym pisać w tym kontekście, to nie ma skandali, czyli jest dobrze.
Klub miejski ma ograniczony budżet, a głośno jest chociażby wokół Bartosza Nowaka. Trzeba jakoś decyzje podejmować, to duże wyzwanie dla prezesa?
Cieszę się, że w tych czasach większościowym właścicielem jest miasto, bo odczuwamy jego wyraźną opiekę i stabilizację. Ta stabilizacja pomaga w rozmowach ze sponsorami, a także są rozmowy o znalezieniu w przyszłości udziałowca. Lepszą sytuacją dla nas jest, jeśli możemy poddać się każdemu audytowi i wykazać, że nie mamy żadnych zaległości i jesteśmy stabilni finansowo. Sponsorzy wtedy wykazują większą chęć przyjścia do klubu niż w momencie, gdy przyszłość nie jest tak pewna.
Czy spodziewał się pan, że Bartosz Nowak zostanie ligowcem roku?
Bardzo na to liczyłem, znam Bartka – to jest Pan Piłkarz. Nawet rywalizując z takimi nazwiskami jak Grosicki, zasługiwał na wyróżnienie. Odrzucając emocje, powiedziałbym, że absolutnie Bartek zapracował sobie na tę nagrodę.
Wielosekcyjność klubu dokłada dużo pracy w okienku zimowym? Rozmawialiśmy z przedstawicielem Superbetu i dla sponsorów jest to atrakcyjne. Jak to wygląda z perspektywy prezesa klubu?
Oj, tak (śmiech). Nie mam kompletnie czasu na urlop. W tej przerwie, gdy koledzy prezesi z jednosekcyjnych klubów odpoczywają i biorą urlopy, to u mnie się toczą rozgrywki w hokeju czy siatkówce i ta przerwa na obozy piłkarzy i piłkarek wcale nie oznaczała dla mnie tego, że odpocznę.
Jest pan zadowolony z lokalizacji nowego sklepu?
Jak to w handlu – zawsze jest jakieś ryzyko, i to ryzyko podjąłem. Mając doświadczenie z prowadzenia własnej działalności gospodarczej, wiedziałem, że jeżeli nie podejmiemy ryzyka, to nigdy się nie dowiemy, czy się uda. Oczywiście wszystko zostało przemyślane – od metrażu po miejsce. Rozmawialiśmy z Galerią Katowicką na temat warunków, na jakich zostanie postawiony nasz sklep. Jak dotąd jestem zadowolony, ale to jest oczywiście dopiero początek i cały czas to analizujemy. Otwieraliśmy sklep na Mikołaja i grudzień był rewelacyjny. Teraz badamy okres przejściowy do czasu rozpoczęcia rundy, a potem zobaczymy jak wyjdzie pełna runda. Na pewno jest lepiej niż w dawnej lokalizacji, mimo większych kosztów.
Czy na starej Bukowej i Arenie Katowice będą stałe punkty sprzedażowe, czy będą otwierane tylko na okazje spotkań?
Jeśli będzie taka potrzeba, to na Nowej Bukowej jesteśmy przygotowani na taką możliwość. Mamy dwa ładnie obrandowane kontenery, kto był na stadionie, ten widział. Są nowoczesne, z założonym ogrzewaniem, oświetleniem i internetem. Mogą one służyć jako sklep stacjonarny, jeśli tylko będzie takie zapotrzebowanie. Chcemy otwierać ten sklep nie tylko na mecze, ale także na wszystkie eventy. Jeśli uznamy, że jest sens otwierania tych sklepów na co dzień, to tak będzie. Natomiast na starej Bukowej na razie nie planujemy sklepu stacjonarnego.
Piłka nożna
Z Widzewem we wtorek
Po przerwie zimowej wznowione zostaną rozgrywki Pucharu Polski. GieKSa otworzy rundę ćwierćfinałową meczem przy Nowej Bukowej we wtorek 3 marca o godzinie 20:45.
Nasza poprzednia potyczka z Widzewem zakończyła się wyjazdową porażką 0:3.
STS Puchar Polski – 1/4 finału
wtorek, 3 marca 2026
20:45 GKS Katowice – Widzew Łódź
środa, 4 marca 2026
17:30 Zawisza Bydgoszcz – Chojniczanka Chojnice
20:30 Lech Poznań – Górnik Zabrze
czwartek, 5 marca 2026
13:30 Avia Świdnik – Raków Częstochowa
Przypominamy, że za tydzień, 8 lutego o godzinie 17:30 również rozegrany zostanie domowy mecz z Widzewem w ramach rozgrywek Ekstraklasy.


stefano
18 stycznia 2018 at 10:58
ładnie napisane , tylko ! oby trener wzioł to sobie na poważnie.
Należało by także aby sobie oglądnął dokładnie mecze wymienione przez Shella .
Jest grupa która nadaje ton takiej grze , a niektóre zachowania nawet po meczach daja też dużo do myslenia .
artur
18 stycznia 2018 at 17:40
Przydałoby się zestawienie nazwisk tych grajków którzy od Moskala grają do dziś, bo to o nich mowa.
artur
18 stycznia 2018 at 17:41
Goncerza pamiętam z głowy a macie innych?
kejta
18 stycznia 2018 at 18:16
Najlepszy stoper wszechczasow w Gieksie M. Kaminski
Lukasz
18 stycznia 2018 at 19:22
Kiedy jakies transfery
Mecza
18 stycznia 2018 at 20:57
@Lukasz, w lipcu po mistrzostwach świata. Jak to jest że Górnik potrafi wypatrzeć małolata w 2,3 lidze a my nie? W dodatku u nas miałby większe szanse na grę.
Dziadek
18 stycznia 2018 at 21:52
Pięknie powiedziane. Wydrukować, oprawić i dostarczyć jako prezent od kibiców dla nowego trenera.
Do wiadomości trenera (żeby nie było, że to takie narzekanie kibiców) dodam fragment wywiadu z byłym zawodnikiem Gieksy, dziś zbierającym dobre noty w Ekstraklasie, czyli Trochimem. Po meczu z Gieksą (za Brzęczka) mówił dla Sportu: „(…)Odchodziłem stąd nie z przyczyn osobistych tylko sportowych. I… na tym zakończę, bo nie chce niepotrzebnie powiedzieć za dużo” (Sport 15.05.2017)
Trochim nie chciał odwalać ściemy, którą nasi kopacze odwalają od lat.
Panie trenerze, życzę awansu, wbrew planom naszego prezydenta miasta, który klub skreślił już po kilku kolejkach. Niech Pan zrobi im kawał i awansuje.
furti
18 stycznia 2018 at 22:48
zeby byl awans to miasto musi to brac na powanie. nie napalejmy sie bo i tak nos zas zrobia pewnie w chuja.
Irishman
19 stycznia 2018 at 06:28
Bardzo dobrze napisane!!!
Tylko tak się zastanawiam…. Wszyscy piłkarze w Polsce są tacy sami. Jak to jest więc możliwe, ze trafiając do nas, pod skrzydła różnych trenerów (nawet takich z uznaną marką) nagle wszyscy łapią jakiś jakby „wirus Bukowej”??? A ci ambitni, którzy nie chcą się dostosować prędzej, czy później odchodzą (Trochim, Czerwiński, Prokić).
Może się mylę ale czy to jednak nie jest tak, że kolejni trenerzy realizują to, czego wymaga od nich Zarząd, a np. ten realizuje to czego chce właściciel??????????
No, bo jeśli nie to jak to jest, że wszędzie się da tylko nie w Katowicach i to całymi latami???
Jaca
19 stycznia 2018 at 08:05
Irish podpisuje się pod Twoim komentarzem. Twierdziłem i twierdze dalej, ze jeśli miasto dalej będzie właścicielem to awansu nie będzie. Wszystko gminne, państwowe jest miałkie. Bo nikt nie wychyli głowy, nie rąbnie w stół za źle wydawane pieniądze podatników
Wybory 2019
20 stycznia 2018 at 02:41
Ja bym chciał się dowiedzieć co o tym ja myśli pan Prezydent Krupa?
Ernst
20 stycznia 2018 at 11:22
Oczywiście, że nie jest przypadkiem, że u nas się nie da. Pytanie co miał na myśli Trochim, bo nie sądzę, że leniwych kolegów z drużyny, wiedział, że w Katowicach awansu nie będzie. To samo niestety robi teraz Prokić, nie łudzę się nawet, że tak nie jest. Za trzy miesiące po wygranej Stali w Katowicach powie, że nie odchodził stąd z przyczyn osobistych tylko sportowych.