Piłka nożna
Mała ściąga dla trenera czyli co trzeba zmienić w GKS-ie
2 lata minęły od momentu, kiedy pisaliśmy na stronie wskazówki dla nowo-mianowanego trenera Moskala by pomóc mu w zmianach, które miały wprowadzić w GieKSie lepszą grę. Jako, iż obejrzeliśmy wszystkie mecze, GieKSy i mamy sporo przemyśleń własnych, co do zmian w taktyce, organizacji gry to kolejny raz podpowiemy nowemu trenerowi, co trzeba koniecznie zmienić by zacząć myśleć o regularnym punktowaniu?
- Przywrócić pewność siebie- wspominał o tym sam trener i my również zwracamy na to uwagę. GieKSa w ostatnim czasie nie wygląda od strony mentalnej dobrze. Plan na Rozwój był prosty, zagrać jak z Kluczborkiem. Problem w tym, że po pierwszej bramce GieKSa stanęła i nie udokumentowała dobrej gry kolejnymi bramkami. Ponadto od dwóch lat nie wygraliśmy 3 meczów z rzędu.
- Zmienić ustawienie przy stałych fragmentach gry- Stałe fragmenty to nasz koszmar w ostatnich latach. Tracimy przez nie sporo bramek. Piekarczyk nie widział bądź nie chciał widzieć tego problemu, więc uparcie broniliśmy całą drużyną. Naszym zdaniem, gdy coś nie wychodzi trzeba próbować zmian i zobaczyć jak to wpłynie na zespół. Przy problemie ze wzrostem trzeba po prostu wysłać do przodu 3 graczy na kontrę tak jak robiliśmy to za trenera Moskala. W środku pola karnego zrobi się luźniej i będzie też szansa na skuteczną akcję z przodu.
- Zmiana stałych fragmentów w ofensywie- Mimo asysty w ostatnim meczu ciężko niekiedy patrzy się na stałe fragmenty ( rzuty wolne centrowane i rożne) w wykonaniu Rafała Pietrzaka. Większość z jego centr łapią bramkarze, niektóre są balonikami a zdarzyło się również, że lądowały na pierwszym obrońcy. Wydaje nam się, że trzeba spróbować wystawić kogoś innego do wykonania tych elementów.
- Zmiana pozycji niektórych graczy- Potrzebą chwili jest przestawienie Pietrzaka do pomocy. Tam zawodnik powinien dawać więcej drużynie niż grając w obronie. Pietrzak, jako jeden z nielicznych ma ciąg na bramkę, potrafi grać jeden na jeden, zalicza sporo asyst z dośrodkowań. Bardzo często zawodzi jednak w obronie, przez co GieKSa traci bramki. Zmiana wyjdzie na dobre i jemu i formacji obronnej, w której może grać Frańczak.
- Wzmocnić bramkarzy- wydaje się, że na ten moment mamy dwóch, co najmniej średnich bramkarzy, podczas gdy potrzebujemy bardzo dobrego. Na ten moment Kuchta i Dobroliński nie gwarantują nam stabilności na tej pozycji. Trzeba zrobić wszystko by bramkarze znowu w krytycznym momencie wybronili nam mecz. Na razie w żadnym wyraźnie nie pomogli.
- „Odkurzyć Burkhardta”- Nie było chemii między Piekarczykiem a Burkhardtem. Patrząc z boku na piłkarza i jego zdenerwowanie sytuacją można było odnieść wrażenie, że jest między trenerem a zawodnikiem konflikt, na którym cierpiał Burkhardt i cierpiała GieKSa. Burkhardt z formą z dwóch pierwszych meczy będzie liderem tego zespołu, trzeba mu dać taką szansę, trzeba mu dać swobodę na boisku i pozwolić by dyrygował partnerami. Podanie na wolne pole do Bębenka, jakie widzimy w ostatnich meczach to naszym zdaniem tylko wstęp do tego by takiej dobrej gry było więcej. Jedno jest pewne GieKSa nie może sobie pozwolić na to by Burkhardt siedział na ławce, gdy w składzie jest dwóch defensywnych pomocników.
- Zmiana stylu gry- Trener Piekarczyk uparł się na grę skrzydłami i po kilku meczach był problem ze strzelaniem bramek. Statystycznie jedna na kilka centr będzie dobrych i strzelimy bramkę, problem w tym, gdy gra się w taki sposób cały mecz. Nie dało się już patrzeć na taki styl grania, który stał się toporny, monotonny i mocno przewidywalny. GieKSa potrzebuje innych wariantów w rozegraniu akcji. Potrzebujemy szybszego grania piłką, zwłaszcza w środkowej strefie boiska i przed bramką rywali. Kto ma oto zadbać patrz punkt 6
- Wykorzystać Prażnowskiego- zupełnie niespodziewanie pojawiła się dla nas kolejna opcja rozegrania ataków. Oliver w 2 spotkaniach, które zagrał zaprezentował kapitalne crossy na pół boiska. Były one bardzo celne, do nogi kolegów z drużyny. Patrząc na nie wierzymy, że może to być dobra broń GieKSy, jeśli chodzi o ofensywę.
- Rozwiązań problem „Młodzieżowca”- zwracali uwagę na zachowane Szołtysa kibice GieKSy na forum ( Szołtys po bramce w Bełchatowie nie cieszył się z resztą, z gratulacjami za bramkę z Sandecją pobiegł tylko Frańczak). Nie wiemy czy to przypadek ( Grzegorz Goncerz pytany oto przez nas stwierdził, że nie widział tego w ogóle) czy może jest jakiś niejasny podział w szatni, który psuje atmosferę i sprawia, że młodzieżowcy mają problemy z graniem. Warto poświęcić na to kilka chwil i porozmawiać z zawodnikami o tej sytuacji. Jeśli mamy wyjść z tego kryzysu to wszyscy muszą być jedną drużyną.
- Zmiana ustawienia- Systemem 1-4-4-1-1 gramy od dłuższego czasu. Wobec transferów Iwana, Burchardta, Trochima na boisku robiło się ciasno, szczególnie, gdy graliśmy dwójką defensywnych. Czas chyba trochę zmodyfikować ustawienie i zagrać nieco odważniej. My proponujemy wyjście dwoma ofensywnymi pomocnikami, którzy będą grać za Goncerzem.
- Selekcja zaczyna się dziś- w kadrze jest kilku zawodników, którzy w tym sezonie dają niewiele zespołowi, niektórzy z nich naszym zdaniem zatrzymali się w rozwoju i nie wiele wskazuje na to, że uda się przełamać tą sytuację. W piłce sentymentów być nie może, więc oczekujemy od trenera jasnej selekcji zawodników już pod kątem tego, co będzie się działo w zimie. Nie możemy sobie pozwolić na testowanie tych graczy na etapie zimowych sparingów.
Nowemu trenerowi życzymy powodzenia. My, jako redakcja zobaczymy już w Bytowie czy któraś ze wskazówek okazała się pomocna trenerowi!
Piłka nożna Wywiady
Jędrych: Stempel mocnej wiary
Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.
Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.
Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.
Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.
Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.
Piłka nożna Wywiady
Wasielewski: Tutaj się odnalazłem
Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.
Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.
Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.
Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.
Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.
Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.
Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.
Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.
Jaki był plan na ten mecz?
Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.
Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?
To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.
Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?
Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.
Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?
Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.
Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.
Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.
Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?
Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.
Felietony Piłka nożna
Marsz ku marzeniom
No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.
Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.
Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.
Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.
GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.
Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.
Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.
I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.
GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.
Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.
Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.
No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.
Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.
I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.
Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.
Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.
Niepojęte. Twierdza od samego startu.
Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.
W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.
Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.
Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.
Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.
Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.
Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.
A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?


A
29 września 2015 at 18:39
Dac szanse Jurkowi
Mecza
29 września 2015 at 20:08
Bajeczna ściąga!!! 100% racji!!! Czytając różne opinie na forum w różnych wątkach mam wrażenie czasem, że my kibice piszemy o różnych klubach. Sedno sprawy, brawo! Nic dodać nic ująć ale dodam coś od siebie na temat Dariusza Motały. Znalazłem wywiad z lipca (pomijam kwestię kierownika drużyny a u nas nie dyrektor sportowy a manager bo taka jest polityka miasta, facet sam zrezygnował mając inną wizję) Wkleję cytat. Dla mnie bomba. Zakładam, że może mu się nie udać ale to jest dla nas droga (jak nie on to ktoś inny) Stała strategia klubu a cała reszta (również trenerzy) dostosowujący się. Jasny cele dla trenerów/piłkarzy przychodzących. Kontrakt nawet na 5 lat, ale jak brak zaangażowania możliwość rozwiązania po 6 miesiącach. CYTAT: Kiedy byłem na stażu w Bazylei, mówiono mi tam, że sprowadzanie graczy doświadczonych jest absolutnie konieczne, ale w sytuacji, gdy nie ma na tę pozycję nikogo z akademii. Jeżeli natomiast taki piłkarz jest, ale niegotowy, wówczas doświadczonego piłkarza należy sprowadzić jedynie na rok, może dwa lata. To akademia ma być bowiem siłą klubu, a dopiero później transfery. Ja wtedy zapytałem, a co będzie, gdy przyjdzie trener z innym pomysłem? Szwajcarzy odpowiedzieli: wówczas nie będzie u nas pracował. To trenera szuka się do obowiązującego systemu, który działa, a nie system dostosowuje do niego. To mi uświadomiło, że w klubie ludzie są jedynie wykonawcami pewnego założonego schematu postępowania, także trener. W takich klubach jak FC Basel trener dostaje 20 procent na realizację swojego pomysłu na klub, pozostałe 80 to wypracowane i sprawdzone struktury klubu. I trener ma zmienić jedynie to, co nie działa”
Kibol
30 września 2015 at 08:46
Do poprawy przede wszystkim 3 rzeczy . BRAMKARZ . GÓRNE PIŁKI i najważniejsze SZYBKOŚĆ !!!!!!
mobil
30 września 2015 at 15:01
Zrobiono pierwszy krok zwalniając pierwszego trenera,kolej na trenera bramkarzy.Miał dużo czasu i możliwości aby czegokolwiek nauczyć bramkarzy-zwykłego abecadła:chwyt piłki,gra w polu bramkowym(piłka nie może bezkarnie przemieszczać się w polu bramkowym),gra na przedpolu pola karnego,komunikacja i współpraca z obrońcami oraz wprowadzanie piłek do kontrataków.Pozycja bramkarza nie może ograniczać się do stania między słupkami!.Jeśli tak to lepiej powiesić „ręcznik” licząc że nic nie wpadnie.
lukasz
30 września 2015 at 17:25
Tylko nie nastawiajcie sie na to ze nagle w ciagu tygodnia druzyna zmieni diametralnie styl i oblicze. Na to trzeba czasu…
Mecza
30 września 2015 at 18:01
Co do bramkarzy to błędem Jojki nie jest to, iż nie potrafił nauczyć Dobrolińskiego przez kilka miesięcy ale ocena podczas przerwy, że ten bramkarz niczego się nie nauczył. Zero refleksji. Można było zadziałać. Z góry zakładam, że trener bramkarzy powinien mieć coś do powiedzenia. Jak można myśleć o awansie bez bramkarza?
Mecza
30 września 2015 at 18:08
Dodam jeszcze, że nie jestem ekspertem ale już o wiele wcześniej każdy laik mógł zobaczyć, że poziom 1 ligi dla Rafała jest za wysoki. Każdy laik tylko nie opłacani fachowcy.
ula
30 września 2015 at 18:22
skoro twierdzisz że dla Rafała 1 liga to jest za wysoki poziom,to odpowiedz mi na pytanie?Jak to się stało,że od sierpnia 2013,odkad jest w Gks-ie, jeszcze nie było mowy o jego odejsciu,a nie grał za czesto,więc lepiej wycofaj,to co napisałeś,bo to bzdury są,Rafał jest Dobry,a nawet najlepszy:)
Mecza
30 września 2015 at 19:37
Do Ula: Zgadza się, że Rafał jest u nas od wakacji 2013. Nie było mowy wcześniej o jego odejściu bo trener Jojko źle wykonuje swoją pracę i jako jedynego eksperta od bramkarzy w klubie powinniśmy wymagać więcej. Piekarczyk i Proksa zaufali/zaniedbali tą pozycję. Rafał to bardzo sympatyczny gość i życzę mu najlepiej ale bramkarz to na boisku najbardziej odpowiedzialna osoba. Rafał jest z nami od 3 lat, okazji miał aż nadto. Budziłek pojawił się i po prostu bronił bez żadnego 3 letniego okresu ochronnego itd. Każdy wartościowy bramkarz drużyny wyciąga jakąś setkę w meczu. U nas bramkarze nic nie wyciągają a jeszcze zawalają. Do dzisiaj twierdzę, że sukcesy Moskala wzięły się z tego że Budziłek na jesień setki wyciągał. Wiosny nie zaczął i już się posypało. Szkoda, że zrzucili to na Wróbla (po bardzo dobrym sezonie) który po 2 latach jest szybszy od naszych aktualnych obrońców. Pozdrowienie dla Fonfary, również jednego z lepszych. Po odejściu nie miał już serducha aby zapieprzać dla innych. To byli GKSiarze którzy zapieprzali. Pseudo zarząd zatrudnił jakiś przypadkowych, może tańszych co jeszcze zrozumię (chociaż odeszli do słabszych finansowo)
Mecza
30 września 2015 at 19:50
Jeszcze słowo do Kamińskiego. Jeśli przez pół boiska nie potrafisz wygrać pojedynku biegowego z 6 lat starszym (nie nadawał się do nas ponoć) to przynajmniej biegnąc tak długo potraf go taktycznie sfaulować. Wygrywaliśmy i szło zagrożenie 1/1 z bramkarzem. Po tym biegu w 55 minucie nie miałeś siły rozmawiać po meczu. To nie złośliwość. To fakty.
ula
30 września 2015 at 20:14
jeszcze twierdzisz że jojko wykonuje źle swoją pracę,no teraz to po legendzie żeś pojechał:/wstyd a rafała i tak bede bronić bo na tle innych bramkarzy których mamy w druzynie to i tak jest najlepszy i co dobrze zauwazyles sympatyczny
Kibol
30 września 2015 at 21:34
Tylko spokojnie do poprawki musi być – BRAMKARZ – WYGRYWANIE GÓRNYCH PIŁEK bo z cracovią ani jedna nie wygrana , no i najważniejsze SZYBKOŚĆ ! zawsze i wszędzie !
kiepski
1 października 2015 at 06:19
No to fantastycznie można zostawić Dobro niech gra bo jest sympatyczny haha brawo ! Jest na takim samym poziomie jak i Kuchta o ile nie słabszy , bo jak by ten drugi zaczął systematycznie grać to może by było inaczej no ale cóż jak ktoś napisał nasz trener bramkarzy również jest do wymiany , druga sprawa Kuchta jest tylko na wypożyczeniu ….
mobil
1 października 2015 at 14:16
Do ula-Jesteś niereformowalna.To może nie jest winą samego zawodnika.Trener „legenda” jak ktoś zauważył,ale jak może nauczyć chwytu skoro sam sobie bramkę „wrzucił”.”Dobro” dla Jego własnego dobra(poza statutowymi zajęciami) powinien poćwiczyć chyt na „ścianie”-forma siatkówki lub chwyt „koszykarski” w rękawicach bramkarskich.Nie wszystkiego można się nauczyć trzeba mieć „to coś” jak muzyk-słuch.
Mecza
1 października 2015 at 17:44
Legenda, legendą. Janusz Jojko był naszym wspaniałym piłkarzem ale to przeszłość.Ma teraz inne zadania do wykonania z który na razie wywiązuje się słabo. Nie ważne czy ktoś się nazywa Jojko, X, Y, Z ma być dobry. Wiadomo, że przychylniejszym okiem patrzy się na legendy ale tylko chodzi o przychylność. Wymagania dla każdego te same. No chyba że zadawalamy się 1,2,3 ligą i wówczas nawet Janusz Jojko może sam bronić, bo nasza legenda.