Piłka nożna
Mandrysz i Tarasiewicz o meczu
Po meczu GKS Tychy – GKS Katowice odbyła się konferencja prasowa, na której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Piotr Mandrysz i Ryszard Tarasiewicz.
Piotr Mandrysz (trener GKS Katowice):
Było to typowe derbowe spotkanie, zacięte, ale nie stojące na najwyższym poziomie. Mecz ustawił rzut karny, nie widziałem tej sytuacji, więc nie będę jej oceniał, ale moi zawodnicy zaklinają się, że faulu nie było. Sędzia zagwizdał, a rywale wykorzystali okazję. Można powiedzieć, że dalej kontrolował mecz w pierwszej połowie. Po przerwie ruszyliśmy do odrabiania strat. Mieliśmy przewagę optyczną, stworzyliśmy więcej sytuacji, może nie stuprocentowych, ale jednak inicjatywa była po naszej stronie. Tychy nastawiły się na kontrę, czemu trudno się dziwić i niestety przegraliśmy drugie kolejne spotkanie. Mecz miał dwa oblicza, pierwsza połowa była jak z Ruchem i druga, w której wzięliśmy się do odrabiania strat, ale zabrakło umiejętności lub szczęścia – trudno mi powiedzieć. Coś z tym musimy zrobić, bo źle się gra, gdy przeciwnik strzela gola, a my musimy odrabiać straty. Wiele przyjemniej jest mieć sytuację odwrotną. Musimy przyjąć tę porażkę, gratuluję nieobecnemu trenerowi Tarasiewiczowi zwycięstwa. Nie zgodzę się, że nie chcieliśmy. Może do przerwy tak – bo tak to wyglądało. Natomiast po przerwie może nie starczyło umiejętności. Strzały były, ale niecelne. Jeden celny strzał oddaliśmy za sprawą Tomka Foszmańczyka… Myślę, że niewiele zabrakło Arminowi przy rzucie wolnym. Na pewno nie był to mecz porywający z naszej strony. Maciek Mańka dostał czerwoną kartkę w 83. minucie, pokazywałem zespołowi by nie grali na aferę, tylko grali bokami, co czynili. Grali szerzej i mieliśmy sytuację. Trener gospodarzy dokonywał defensywnych zmian, które miały pomóc dociągnąć wynik. Nasza drużyna w pierwszej połowie była bezsilna. Chcieliśmy wpuścić Tychy na naszą połówkę i skontrować. Plan się zawala w momencie takim, gdy traci się gola i tak się stało. Wtedy to ta drużyna, która strzela gola decyduje, jak gra. Przeciwnik zagęścił środek i zmusił nas do ataku pozycyjnego. Mieliśmy z tym problem i do przerwy nie stworzyliśmy żadnej sytuacji.
Pytanie od redakcji GieKSa.pl
Mamy mecz z Ruchem Chorzów, przegrane derby i słyszymy o chęci rehabilitacji. Nie widać tego zupełnie. Nie było na boisku ruchu do piłki – zawodnik z piłką musiał sobie radzić sam, nie było obiegów, pokazywania się na pozycje. Widzimy to nie pierwszy raz. Po raz kolejny przegrywamy prestiżowy mecz. Kibice gospodarzy triumfują, a my nie potrafimy im zamknąć ust. Co się dzieje mentalnie, że po paru dobrych meczach nie potrafimy tego przekuć w tych ważnych?
Od połowy sierpnia pracuje z nami osoba, która wspiera zawodników w pracy nad psychiką. Wnioski z tego płynące są różne, ale są to wnioski, które zachowujemy dla siebie. Na pewno odporność psychiczna nie jest mocną stroną naszej drużyny, to się zgodzę. Myślę, że to też w jakiś sposób przekłada się na reakcję zespołu w razie niepowodzenia. Tak to wygląda, podobna sytuacja była w poprzednim meczu, gdy każda stracona bramka powodowała, że morale zespołu podupadało. W ostatnim meczu zmianami udało się poderwać zespół. Dzisiaj na pewno druga połowa lepsza, ale niesatysfakcjonująca, bo satysfakcjonuje nas tylko wtedy, gdy udaje się wygrać lub nie przegrać.
Ryszard Tarasiewicz (trener GKS Tychy):
Gratulacje dla moich zawodników za zasłużone zwycięstwo i rozegranie bardzo dobrego meczu. Bardzo duża intensywność w 1. połowie, w 2. połowie graliśmy przytomnie i inteligentnie, może oprócz ostatniej akcji Katowic, do tego momentu nie dopuściliśmy do sytuacji gości. Szkoda, że nie strzeliliśmy bramki na 2:0, bo na pewno gralibyśmy spokojniej. Wiadomo jaki był ciężar gatunkowy. Potwierdziło się, że organizacja naszej gry w momencie, gdy jesteśmy w posiadaniu piłki jest na dobrym poziomie. Bardzo dobry prognostyk przed następnymi meczami. Martwilibyśmy się, gdybyśmy nie mieli sytuacji bramkowych, tak jak Katowice. Gdybyśmy dzisiaj pozwolili na trochę więcej GKS-owi, mielibyśmy bardzo duże problemy. Ale zagraliśmy bardzo dobrze przez długi czas meczu.
Piłka nożna
Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą
Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).
Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).
W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.
Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.
We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.
W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.
Felietony Piłka nożna
„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”
Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.
Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.
I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…
Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.
Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.
Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.
Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.
Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.
Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.
Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.
Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.
Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.
Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.
I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!
Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.
Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.
Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.
Wesołych Świąt!
PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.
Piąty finał z rzędu. Dwa mistrzostwa Polski – tyle samo co teraz GKS Tychy, których jednak w tym okresie dwukrotnie zabrakło w finale. Dwa finały przegrane w dopiero w siódmym meczu. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że za ostatnie 5 lat to drużyna Jacka Płachty była najlepszą drużyną w Polsce, a jednak coraz ciężej o optymizm, gdy mowa o hokejowej GieKSie.
Po dwóch mistrzostwach Polski, gdzie w obu przypadkach w finale byliśmy wręcz perfekcyjni pod każdym względem, przyszła porażka z Unią w dogrywce meczu nr 7 – tak minimalna, jak tylko może być, a przecież już po piątym meczu byliśmy o krok od kolejnego złota. Rok temu z kolei już po 4 meczach Tyszanie w każdym kolejnym mogli odnieść ostateczny triumf i choć pogoń za wynikiem, a nawet wyjście na prowadzenie na początku decydującego starcia dały nam mnóstwo emocji, to był to jednak kolejny krok w tył względem poprzedniego sezonu, a jak wyglądał finał w tym roku – każdy wie.
Nikt w tej lidze nie lubi GKS-u Katowice… i ma to swoje dobre strony. Brak sympatii ze strony kibiców Tychów, Sosnowca czy Oświęcimia jest oczywisty i jest to odwzajemnione i te animozje dodają emocji, a to dla emocji śledzimy sport. Idzie za tym jednak coś więcej – oprócz zdobycia mistrzostwa Polski, pobocznym celem każdej z tych drużyn jest pokonanie GKS-u. Poza krakowską Cracovią, gdzie nie zapowiada się, by w najbliższych latach mieli wrócić do walki o najwyższe cele, Katowice to zdecydowanie największe i najbardziej rozpoznawalne miasto ligi i każde mniejsze miasto tym bardziej chce udowodnić swoją wyższość na lodzie. Naszą reakcją na to jest… wyznaczenie top-4 jako celu na sezon. W lidze, gdzie są 4 drużyny mające pieniądze, by móc realistycznie walczyć o coś więcej, niż przetrwanie.
Końcowy wynik to jednak nie wszystko, czego kibice potrzebują – potrzebujemy czuć, że klub ,,gdzieś” zmierza, potrzebujemy również małych powodów do ekscytacji, a także potrzebujemy, by ludzie pracujący w klubie pokazali nam, że to oni się lepiej znają na hokeju i ,,zamknęli nam mordę”. Tak jak mordę zamyka nam sekcja piłkarska, tak jak 3 lata temu zrobił to Teemu Pulkkinen, tak tym razem dosłownie każda obawa kibiców znalazła potwierdzenie. Każdy czuł, że siedmiu obrońców to za mało, każdy widział, że brakuje nam ofensywnie usposobionego defensora, każdy wiedział, że mamy problem z przewagami i naprawdę ciężko uwierzyć, że ludzie, którzy dali nam dwa mistrzostwa Polski mieliby się z tym nie zgodzić. Gdzie więc była na to reakcja?
Jedną z najważniejszych cech naszych mistrzowskich ekip był głód. Oczywiście było też wtedy grono doświadczonych Polaków, a nawet przewinęło się też kilku doświadczonych obcokrajowców i nie chcę brzmieć, jakbym myślał, że teraz ktoś nie chciał zdobyć mistrzostwa, bo nie wątpię, że wszyscy chcieli, ale czegoś w porównaniu do ekipy sprzed 3 i 4 lat ewidentnie brakowało. Sami zboczyliśmy z drogi, która działała. W Tychach pałeczkę po doświadczonym Komorskim przejmują Łyszczarczyk czy Paś, którzy spokojnie mają pewnie z 7-8 lat grania przed sobą. U nas wydaje się zawiodło przekazanie pałeczki w obronie po pożegnaniu się z Kruczkiem czy Wajdą, a teraz czeka nas to w ofensywie. Są oczywiście bracia Hofman, gdzie oglądanie ich rozwoju było jednym z przyjemniejszych elementów tego sezonu i głęboko wierzę, że będą liderami na lata nie tylko GKS-u, ale i reprezentacji… ale co jeśli okaże się, że jednak są to gracze jedynie na 3 formację i 20 punktów w sezonie? Te przekazanie pałeczki zdecydowanie nie jest tu tak płynne i naturalne, a przecież tyle lat pracy jednego trenera i dyrektora w połączeniu ze stabilnym finansowaniem z miasta to powinny być wręcz idealne warunki do takiej długofalowej pracy.
Praktycznie co roku przykro kibicom GieKSy czyta się o nowych kontraktach, transferach i negocjacjach już nawet w trakcie play-offów, gdzie my na pierwsze wieści czekamy zazwyczaj aż skończą się hokejowe mistrzostwa świata. I niby zawsze ostatecznie jakoś to nadrabialiśmy, bo 5 razy z rzędu w finale nie byliśmy przypadkowo, ale nie wierzę, że na tym czekaniu nie tracimy, a teraz już z całą pewnością można powiedzieć, że zeszłoroczna przerwa między sezonami była w naszym wykonaniu po prostu słaba. Nie ma w tym gronie żadnego zawodnika, którego będzie warto wspominać po latach. Kibice potrzebują zawodników z charakterystycznymi cechami – jeszcze długo będziemy pamiętać szaleństwo w oczach i uśmiechu Erikssona, umiejętność wejścia na wyższy poziom w kluczowych momentach Lehtonena, huknięcie Hudsona, technikę Koponena czy ,,nienormalność” Murray’a, a jak pokazują wyniki – nie tylko kibice potrzebują takich zawodników, ale klub też. Hokej nie jest sportem dla normalnych. Gdy 3 lata temu przyszedłem na pierwszy przedsezonowy sparing – od pierwszego kontaktu z krążkiem było widać, że Koponen to Pan Hokeista. Nie chcę wytykać palcem hokeistów, bo myślę, że oni są najmniej temu winni, ale aktualnie większość naszej kadry to hokeiści po prostu przyzwoici… i tyle. Przyzwoitością nie wygrywa się mistrzostwa.
Nie wiem, co by się musiało stać, bym o kimkolwiek, kto miał swoją zasługę w zdobyciu dwóch mistrzostw Polski myślał za kilka lat w sposób negatywny, począwszy od dyrektora sportowego, przez trenera i na zawodnikach kończąc. Ilu błędów by nie popełniono w tym sezonie i ilu potencjalnie nie popełni się jeszcze w przyszłości – za ten pierwszy wielki sukces GKS-u, jaki miałem okazję doświadczyć w życiu, trener Płachta może mieć w Katowicach własną ulicę, a odwieszenie łyżew na kołek przez Grzegorza Pasiuta powinno być jednoznaczne z powieszeniem numeru 18 w Satelicie, a może i nawet na to samo zasługują Bartosz Fraszko czy ,,Nasz Warszawiak” Mateusz Bepierszcz. Czy aktualnie nasze finanse pozwalają na stworzenie równorzędnej rywalizacji z Tychami, ale czego by tu wcześniej nie osiągnięto – teraz także potrzebuję widzieć, że klub ma obrany właściwy kierunek i do tego kierunku dąży. Może trzeba jasno powiedzieć, że jeśli właściciel nie chce kroku do przodu, bo przy świetnej postawie piłkarzy już nie potrzebuje ,,tematu zastępczego”, to wykonujemy krok w tył i odmładzamy skład?
Zdobytymi mistrzostwami klub poniekąd wydał na siebie ,,wyrok” – zupełnie inaczej cieszyło srebro drużyny Toma Coolena, gdy zaledwie 2 lata wcześniej nie było hokeja w Katowicach, a 3 lata wcześniej bohaterem kibiców w Satelicie był Maros Goga. Teraz już wszyscy wiemy, jak to jest być na szczycie – i chcemy tego znów, jednak tak jak pisałem wyżej, końcowy wynik to nie jedyny sposób na usatysfakcjonowanie kibiców, tymczasem w tym sezonie mimo wszystko tylko on się zgadza, bo jednak finał to jest w pewnym stopniu sukces, ale czy z obecnie obranym kursem ten finał będzie także za rok?


zbigi
28 października 2017 at 20:44
Mandrysz pakuj sie nieudaczniku
Maks
28 października 2017 at 20:44
Wypier …..tego wuefistę bo za niedługo na Bukową przylecą tylko gołębie….
zbigi
28 października 2017 at 20:45
Panie janicki do roboty jak ma Pan jaja to prosze zwolnic nieudacznika mandrysza
Tom
28 października 2017 at 20:46
No i kolejny trener nie da rady awansować z tymi kopaczami nawet klopp by nie dał misja nowy trener rozpoczęta a co z piłkarzami kurwa jak my mamy cos strzelać jak kedziora ma 36 lat a goncerz jest do wyjebania dramat co z tym Junisem całym czemu nie gra na dzień dzisiejszy widzę tak słaba gra w obronie dramat w ataku tzn jego brak na następna rundę zostawił bym Max 5 zawodńikow reszta weg mam. nadzieje ze nowy dyr sportowy ogarnie temat
Berol
28 października 2017 at 21:05
wezcie tego chuja wypierdolcie bo nas zaora ten zespól pod jego wodza to dno totalne bywało róznie bywało zle ale tak jak jest teraz nigdy
andreasw1959
28 października 2017 at 21:21
Kaj jest moj wpis
ROMANPOLSKA
28 października 2017 at 21:28
Trenerze masz tupet w wypowiedziach. Podaj się do dymisji. Twoja wizja budowy drużyny którą, w większości sam zatrudniałeś to śmiech na całą Polskę.Nie ma ani ambicji, ani taktyki. Dzisiejszy mecz to jest dno dna. To że karnego nie było to nic, bo graliście z innymi kelnerami ( poziom B klasa) Dziś obejrzałem na żywo mecz w okręgówce, mimo wyniku 5-0 tam była ambicja, podania celne do końca. Twoja drużyna: Nowak jak złapał piłkę to tylko policzki pompował pokazując że: co to za szczęście że złapałem piłkę. Obrona to tragikomedia, pionki latają i nie kryją, a najlepiej wychodzi im machanie ( kurna kapitan hahaha jak się nie machnie to tylko do bramkarza podaje, reszta na poziomie kapitana, ). Zero techniki bo ani przyjąć ani podać nie potrafią. W pomocy mamy trochę technicznych co potrafią przyjąć jak ktoś im dobrze poda, ale i tak jak przyjmą jak się uda to i tak nie mają do kogo podać, bo nawet jak podadzą to następny nie przyjmie. Brak ataku to już nie ma o czym pisać. Chłopie twoje wypowiedzi to jak wiadomości na TVP1. Zbieraj się z twoimi emerytai i wyp….
DjSim23
28 października 2017 at 21:30
MANDRYSZ WYPIERDALAJ CHUJU Z KLUBU…RAZEM Z TĄ TWOJĄ ZAŁOGĄ…
Berol
28 października 2017 at 21:46
https://www.youtube.com/watch?time_continue=14&v=bBwiUbuXgPI Sulek ,Cerimagic , Prokić , Bład moze jeszcze Franczak i Zejdler cos z nich moze byc w innym towarzystwie reszta jak powyzej i jak najszybciej póki jeszcze nas nie dobili
Andrzej
28 października 2017 at 22:09
Dno,totalne,a ten trener to katastrofa.oni…te pilkarzyki moze i chca,ale nie potrafia
Jakubek
28 października 2017 at 22:26
Po co te nerwy! Jest przeciętny trener, słabi piłkarze, którzy chcą ale nie potrafią. Teraz się znacznie walka o utrzymanie i będą emocje. Ryba psuje się od głowy- co robi prezydent I zarząd?
rafal84
28 października 2017 at 22:26
czesc, czytam i czytam wasze wypowiedzi. jestem fanem GieKSy i zawsze bede. kto sprowadzal zawodnikow np kedziora a pozniej mowi ze jest za stary i nie moze grac co trzy dni? nie bylem za panem mandryszem ale to nie chodzi o trenera, tylko odgornie jest wszystko ustalone. nie ma stadionu, nie ma ligi. jak aansujemy to gdzie bedziemy grac? na pewno nie na Bukowej bo to satadion z lat 80siatych. mozecie nie wierzyc ale piec kolejek przed koncem zeszlego sezonu wiedzialem ze awansuje gornik. czemu? ma stadion. nie oklamujmy sie, wladze katowic nie chca naszego awansu
Neet
28 października 2017 at 22:36
Przecież Krupa odpowiednio „wsparł” GieKSę..Po chooy się spinać? Liczycie na cud? Zapomnijcie..
rafal84
28 października 2017 at 22:44
ogladalem wypowiedz trenerow po meczu. bramka nas podlamala? ile mecze przegrywalismy wygrywajac? smiech na sali. patrze na sklad, w ataku kedziora to juz trzymam sie za glow. tyle ze jak wejdzie goncerz, kiedys moj idol, to nawet nie ruszy sie bo ma kontrekt i dobra kase, wiec po co ma sie meczyc.
MonMroku
28 października 2017 at 22:56
A zarząd spi……Jak wiosną tego roku…..Dobranoc….
kibic
28 października 2017 at 23:25
sory ale tu jest wszystko poukladane,ktos celowo z miasta chce zniszczyc futbol w GKS ,zastepujac go innymi sekcjami,chodzi o budowe stadionu a raczej go nie budowanie,mam pytanie co nato stowarzyszenie,kibice krecacy sie przy zarzadzie bo tu cos niegra a reakcji nie widac
kibol
28 października 2017 at 23:44
Nic tylko modlitwa o to żeby nie spasc do 2 ligi Boże tylko wiara czyni cuda wszyscy do koscioła
Berol
28 października 2017 at 23:59
sabotaz bo dla mnie niepojete ze takimi eunuchami moga byc bez honoru i ambicji trzeba to gówno rozwalic póki jeszcze nas nie spuscili
wiatrak
29 października 2017 at 09:39
Zero ambicji jakiejkolwiek agrsji w grze,po prostu przespacerowany kolejny mecz!!!
MARCIN
29 października 2017 at 10:21
Niektórzy chcą dotrwać do końca kariery przy tym dobrze zarobić.. Kaj są młodzi wychowankowie, kto tam w ogóle rządzi ?!!
Dziadek
29 października 2017 at 10:55
Sponsorem jest miasto, publiczna kasa. CHCĘ więc wiedzieć ile kto w tym klubie zarabia. Takie informacje nam się należą, bo to publiczna kasa. A jak chcą sobie utajniać to przy prywatmym sponsorze proszę bardzo. Nie zdziwię się, że psycholog który z nimi pracuje to kolejny pociotek z UM, tak myślę patrząc na skuteczność jego działań.