Siatkówka
Mecz za „sześć” punktów przed katowiczanami
MKS BĘDZIN – GKS KATOWICE 11 lutego (niedziela) godz. 14.45
{RZECZYWISTOŚĆ}
GKS czeka teraz „czteropak” meczowy… bardzo ważnych meczów kolejno z MKS-em Będzin, Espadonem Szczecin, Dafi Społem Kielce oraz BBTS-em Bielsko-Biała. Na dobry (?) początek starcie w… Sosnowcu.
Trzy porażki z rzędu, z Łuczniczką, z ONICO oraz z Treflem znów stawiają naszych siatkarzy pod ścianą. W meczu z Treflem ponownie powtórzyła się sytuacja, gdy tak naprawdę GiekSa zagrała tylko jeden set na przyzwoitym poziomie. Zaczyna już być denerwująca ta powtarzająca się przypadłość, na którą wciąż nasz sztab szkoleniowy nie potrafi znaleźć skutecznego lekarstwa. W tym tygodniu wybrano w końcu nowego selekcjonera reprezentacji Polski (został nim Belg Vital Heynen), więc może wreszcie Piotr Gruszka skupić się w pełni na pracy jaką ma do wykonania w GKS-ie Katowice. W ostatnim meczu z Treflem troszkę niespodziewanie posadził na ławce rezerwowych Emanuela Kohuta. Słowak po słabszym początku w naszej drużynie, potem spisywał się coraz lepiej i jest obecnie najlepiej punktującym graczem na pozycji środkowego. Być może z racji swojego bogatego doświadczenia nasz trener wymaga od niego znacznie więcej i stąd ta roszada. Zastępujący go Bartłomiej Krulicki nie wykorzystał szansy, więc być może Piotr Gruszka wróci po swego podstawowego ustawienia?
W czterech tegorocznych kolejkach MKS (podobnie jak nasz zespół) wygrał tylko jedno spotkanie, ale jakże ważne w kontekście sytuacji w tabeli (z Łuczniczką 3:1). Teraz mecz, jak się to potocznie mówi „za sześć punktów”, bo będzinianie tracą do naszego zespołu 3 punkty. Spotkanie rozegra się w dużej mierze w sferze mentalnej, bo to że mamy lepszą drużynę, to nie podlega żadnej dyskusji, ale nasi siatkarze już dawno temu stracili pewność siebie. MKS Będzin to w tej chwili praktycznie dwóch graczy, Rafael Araujo i Marcin Waliński plus libero Michał Potera. Na pozostałych pozycjach-miejscach w zespole nikt nie prezentuje jakiejś super dyspozycji. Stąd też ciągłe roszady trenera Stelio De Rocco, poszukującego gracza, który będzie najlepiej dysponowany w dniu meczowym. Skuteczne „zatrzymanie” tych dwóch siatkarzy, zapewne mocno ułatwi odniesienie wygranej w tym spotkaniu, choć i tak kluczem do wszystkiego jest (będzie) własna dyspozycja, z utrzymaniem dobrego poziomu gry w jak najdłuższym wymiarze czasowym.
Czeka nas ciężkie spotkanie w Sosnowcu, aczkolwiek nikt z kibiców nie wyobraża sobie innego scenariusza jak naszego zwycięstwa i to za trzy punkty. Sami nasi siatkarze, skomplikowali sobie sytuację w tabeli, więc teraz trzeba pokazać, że się ma j… i sprostać zadaniu, aby (odpukać w niemalowane) nie dopuścić do nerwowej końcówki sezonu.
Przewidywane wyjściowe szóstki:
GKS: Komenda, Butryn, Kohut, Pietraszko, Quiroga, Kapelus, Mariański (libero).
Będzin: Seif, Araujo, Ratajczak, Kowalski, Waliński, Klobucar, Potera (libero).
{CO PISZĄ O MECZU NASI RYWALE?}
mksbedzin.pl – Czas na wielki rewanż!
(…) Po raz ostatni obydwa zespoły spotkały się 18 października w Szopienicach. Wówczas katowiczanie wygrali 3:0 (25:21, 25:23, 26:24), choć w każdym z setów nasi siatkarze prowadzili przynajmniej trzema „oczkami”. – O porażce zadecydowały przestoje, w których bardzo szybko traciliśmy punkty seriami, jednak były także dobre momenty, gdy dominowaliśmy nad rywalami – wspominał Stelio DeRocco, trener MKS-u. W minionych tygodniach ekipa ze stolicy Górnego Śląska nie miała wielu powodów do radości. Z ostatnich jedenastu spotkań przegrała aż dziesięć i w konsekwencji spadła na dwunaste miejsce w tabeli (21 pkt – 7 zwycięstw, 12 porażek). W poprzedniej kolejce GKS przegrał przed własną publicznością z Treflem Gdańsk 0:3 (29:31, 19:25, 21:25). – Cieszę się, że chłopaki cały czas szukają, chcą i walczą. Czekam na to zwycięstwo przede wszystkim dla nich, żeby przełamali się i uwierzyli, że możemy grać w siatkówkę – mówił, na łamach „Strefy Siatkówki”, Piotr Gruszka, szkoleniowiec ubiegłorocznego beniaminka PlusLigi. Zespół z Będzina legitymuje się takim samym bilansem zwycięstw i porażek, jak niedzielny rywal, choć w PlusLigowym układzie sił traci do niego trzy punkty. Zajmujący trzynastą lokatę MKS cały czas próbuje się wydostać ze strefy barażowej i niewykluczone, że ten cel uda mu się zrealizować już 11 lutego, kosztem GKS-u. Warunek jest jeden – wygrać za trzy punkty! Atutem zagłębiowskiego zespołu będzie z pewnością własna hala, w której zwycięstwa przychodzą mu znacznie łatwiej, niż poza nią. (…)
{HALA SPORTOWA}
Mecz odbędzie się w hali – HWS „Sosnowiec” mogącej pomieścić 1400 osób. MKS Będzin w zeszłym sezonie w meczach domowych miał bilans 7 wygranych przy 9 przegranych. W obecnej kampanii MKS osiągnął następujące wyniki: z Czarnymi 1:3, z ONICO 3:2, z Espadonem 3:2, z BBTS-em 3:1, ze Skrą 0:3, z Jastrzębskim 3:2 i z AZS-em Olsztyn 3:1. W nowym roku z Cuprum 1:3 i z Łuczniczką 3:1.
GKS jak wiadomo w zeszłym sezonie grał dobrze „na wyjazdach”, bilans był remisowy, po 8 zwycięstw i porażek. A w obecnym sezonie GieKSa na inaugurację pokonała Czarnych 3:1, potem przegrała z ONICO 1:3, następnie zwyciężyła Trefla Gdańsk 3:0, potem pokonała Espadon Szczecin 3:2 i BBTS Bielsko-Biała 3:1, by wreszcie przegrać ze Skrą 0:3 i z Jastrzębskim 1:3 oraz z AZS-em Olsztyn 2:3. W nowym roku GieKSa przegrała z Łuczniczką 1:3.
{HISTORIA}
Drużyna z Będzina nie leżała nam w poprzednim sezonie w dwóch meczach GieKSa ugrała tylko jednego seta!
Pierwszy mecz odbył się w HWS „Sosnowiec” w dniu 29 października 2016 roku i MKS wygrał z GKS-em 3:1 (25:22, 22:25, 25:21, 25;17). Punktowali w tym spotkaniu, dla MKS-u: Araujo 20, Waliński 12, Roberts 9, Ratajczak 9, Rejno 8, Kozub 4, Peszko 4, Seif 1, Piotrowski 1. Dla GKS-u: Kapelus 11, Van Walle 11, Butryn 10, Kalembka 9, Sobański 8, Pietraszko 6, Falaschi 4, Krulicki 1.
Rewanż odbył się w Szopienicach 11 lutego 2017 roku i ponownie lepsza okazała się ekipa z Będzina, wynik – 0:3 (20:25, 22:25, 23:25). Punkty zdobywali, dla GieKSy: Sobański 14, Butryn 11, Van Walle 5, Krulicki 3, Kalembka 3, Stelmach 2, Błoński 1, Kapelus 1, Pietraszko 1. Dla MKS-u: Araujo 16, Waliński 15, Rejno 11, Jordanow 8, Ratajczak 4, Seif 1.
Trzeci mecz w tej rywalizacji bieżącego sezonu odbył się dnia 18 października 2017 roku w Szopienicach i w końcu nastąpiło przełamanie, bo GKS wygrał 3:0 (25:21, 25:23, 26:24). Punktowali w tym spotkaniu, dla GieKSy: Quiroga 11, Butryn 10, Pietraszko 9, Komenda 7, Kohut 6, Witczak 5, Kapelus 5. Dla MKS-u: Waliński 16, Jordanow 10, Ratajczak 6, Grzechnik 6, Araujo 2, Kozub 1, Seif 1, Peszko 1, Faryna 1.
{STATYSTYKI W PLUSLIDZE} – {GKS – BĘDZIN}
[Bilans meczów] – 1:2
[Bilans punktów] – 3:6
[Bilans setów] – 4:6
[Bilans małych punktów] – 226:240
[Rozegrane mecze – 3] – GKS: 3- Butryn, Kapelus, Kalembka, Pietraszko, Stelmach, 2- Krulicki, Falaschi, Błoński, Fijałek, Van Walle, Sobański, Stańczak, 1- Mariański, Witczak, Komenda, Kohut, Quiroga,
Będzin: 3- Waliński, Ratajczak, Seif, Potera, Araujo, 2- Rejno, Kozub, Peszko, Jordanow, 1- Roberts, Piotrowski, Grzechnik, Przybyła, Faryna,
[Rozegrane sety – 10] – GKS: 10 – Pietraszko, 9- Butryn, Kapelus, Kalembka, 7- Falaschi, Sobański, Mariański, 6- Stańczak, 5- Van Walle, Stelmach, 4- Błoński, Fijałek, 3- Krulicki, Witczak, Komenda, Kohut, Quiroga,
Będzin: 10- Waliński, Ratajczak, Seif, Potera, Araujo, 7- Rejno, Kozub, 6- Jordanow, 4- Roberts, Peszko, 3- Grzechnik, 2- Faryna, 1- Piotrowski, Przybyła,
[Czas trwania spotkań] – 171:102 = łącznie 273 minuty
[Widzów] – 1250:1300
[Punkty zdobyte z błędów przeciwnika] – GKS 72 – Będzin 73
[Ilość zdobytych punktów] – GKS 154 – Będzin 167
GKS – Butryn 31, Sobański 22, Kapelus 17, Van Walle 16, Pietraszko 16, Kalembka 12, Quiroga 11, Komenda 7, Kohut 6, Witczak 5, Falaschi 4, Krulicki 4, Stelmach 2, Błoński 1,
Będzin – Waliński 43, Araujo 38, Rejno 19, Ratajczak 19, Jordanow 18, Roberts 9, Grzechnik 6, Kozub 5, Peszko 5, Seif 3, Piotrowski 1, Faryna 1,
[Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki] – GKS 43 – Będzin 60
GKS – Sobański 8, Butryn 8, Komenda 5, Pietraszko 5, Quiroga 5, Van Walle 4, Kalembka 3, Witczak 2, Falaschi 1, Stelmach 1, Kapelus 1,
Będzin – Araujo 11, Waliński 11, Rejno 9, Ratajczak 9, Jordanow 5, Roberts 3, Kozub 3, Seif 3, Grzechnik 3, Peszko 2, Faryna 1,
[Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki] – GKS 111 – Będzin 107
GKS – Butryn 23, Kapelus 16, Sobański 14, Van Walle 12, Pietraszko 11, Kalembka 9, Kohut 6, Quiroga 6, Krulicki 4, Witczak 3, Falaschi 3, Komenda 2, Błoński 1, Stelmach 1,
Będzin – Waliński 32, Araujo 27, Jordanow 13, Rejno 10, Ratajczak 10, Roberts 6, Grzechnik 3, Peszko 3, Kozub 2, Piotrowski 1,
[Bilans punktów zdobytych do straconych] – GKS 55 – Będzin 67
GKS – Butryn 19, Sobański 7, Van Walle 5, Kohut 5, Komenda 4, Pietraszko 4, Witczak 3, Kalembka 3, Falaschi 2, Krulicki 2, Stelmach 2, Kapelus 2, Quiroga 2, Stańczak -1, Błoński -4,
Będzin – Rejno 18, Waliński 18, Ratajczak 14, Araujo 13, Jordanow 7, Kozub 4, Grzechnik 3, Roberts 1, Piotrowski 1, Seif -3, Faryna -4, Potera -5,
[Ilość zagrywek] – GKS 227 – Będzin 239
GKS – Pietraszko 32, Sobański 28, Kalembka 27, Kapelus 27, Butryn 20, Falaschi 19, Komenda 17, Van Walle 16, Quiroga 15, Błoński 6, Kohut 6, Krulicki 5, Fijałek 5, Stelmach 2, Witczak 2,
Będzin – Ratajczak 43, Waliński 39, Araujo 38, Jordanow 26, Rejno 25, Kozub 20, Seif 17, Roberts 12, Grzechnik 8, Peszko 6, Faryna 3, Piotrowski 2,
[Ilość błędów na zagrywce] – GKS 46 – Będzin 41
GKS – Pietraszko 11, Kalembka 6, Sobański 5, Van Walle 5, Butryn 5, Komenda 3, Krulicki 2, Kapelus 2, Quiroga 2, Błoński 2, Falaschi 1, Witczak 1, Kohut 1,
Będzin – Araujo 12, Waliński 6, Seif 5, Ratajczak 5, Jordanow 4, Roberts 3, Grzechnik 2, Peszko 2, Kozub 1, Faryna 1,
[Ilość asów serwisowych] – GKS 16 – Będzin 10
GKS – Sobański 6, Komenda 3, Quiroga 3, Kalembka 1, Van Walle 1, Butryn 1, Pietraszko 1,
Będzin – Araujo 2, Rejno 2, Ratajczak 2, Peszko 1, Seif 1, Waliński 1, Jordanow 1,
[Ilość przyjęć] – GKS 198 – Będzin 181
GKS – Kapelus 58, Sobański 48, Quiroga 28, Mariański 24, Błoński 20, Stańczak 9, Falaschi 2, Stelmach 2, Pietraszko 2, Kohut 2, Krulicki 1, Komenda 1, Kalembka 1,
Będzin – Waliński 73, Potera 46, Jordanow 35, Roberts 15, Peszko 10, Grzechnik 2,
[Ilość błędów w przyjęciu] – GKS 10 – Będzin 16
GKS – Sobański 3, Quiroga 3, Kapelus 1, Falaschi 1, Błoński 1, Stańczak 1,
Będzin – Waliński 7, Potera 5, Jordanow 3, Grzechnik 1,
[Procent przyjęcia dokładnego] – GKS 44,25% – Będzin 45%
GKS – Stelmach 100%, Mariański 63%, Kohut 50%, Quiroga 50%, Kapelus 48,5%, Stańczak 33%, Sobański 31,5%, Błoński 20%, Pietraszko 0%, Krulicki 0%, Falaschi 0%, Komenda 0%, Kalembka 0%,
Będzin – Waliński 51,75%, Potera 51,5%, Grzechnik 50%, Roberts 40%, Jordanow 36%, Peszko 12,5%,
[Procent przyjęcia perfekcyjnego] – GKS 22,75% – Będzin 24,75%
GKS – Stelmach 50%, Kohut 50%, Mariański 49%, Quiroga 25%, Kapelus 18,75%, Stańczak 11%, Błoński 10%, Sobański 9,5%, Pietraszko 0%, Krulicki 0%, Falaschi 0%, Komenda 0%, Kalembka 0%,
Będzin – Grzechnik 50%, Potera 33,5%, Waliński 25,5%, Jordanow 21,5%, Roberts 7%, Peszko 6,5%,
[Ilość ataków] – GKS 264 – Będzin 269
GKS – Kapelus 53, Butryn 48, Sobański 35, Van Walle 29, Pietraszko 22, Quiroga 21, Kalembka 17, Witczak 9, Kohut 9, Falaschi 7, Błoński 6, Krulicki 5, Komenda 2, Stelmach 1,
Będzin – Waliński 76, Araujo 69, Jordanow 38, Roberts 21, Ratajczak 18, Rejno 13, Peszko 10, Faryna 9, Grzechnik 8, Kozub 3, Seif 3, Piotrowski 1,
[Ilość błędów w ataku] – GKS 21 – Będzin 18
GKS – Kapelus 7, Butryn 4, Van Walle 3, Sobański 2, Quiroga 2, Kalembka 1, Błoński 1, Witczak 1,
Będzin – Waliński 7, Araujo 6, Roberts 2, Faryna 2, Jordanow 1,
[Ilość ataków zablokowanych] – GKS 22 – Będzin 25
GKS – Sobański 5, Kapelus 5, Van Walle 3, Butryn 3, Kalembka 2, Quiroga 2, Błoński 1, Pietraszko 1,
Będzin – Araujo 7, Waliński 5, Roberts 3, Peszko 3, Jordanow 3, Faryna 2, Seif 1, Rejno 1,
[Ilość zdobytych punktów w ataku] – GKS 113 – Będzin 135
GKS – Butryn 26, Kapelus 17, Van Walle 14, Sobański 14, Pietraszko 11, Quiroga 8, Kalembka 7, Kohut 6, Krulicki 3, Witczak 2, Falaschi 2, Błoński 1, Stelmach 1, Komenda 1,
Będzin – Waliński 39, Araujo 35, Jordanow 17, Rejno 10, Ratajczak 10, Roberts 9, Grzechnik 5, Peszko 4, Kozub 3, Seif 1, Piotrowski 1, Faryna 1,
[Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków] – GKS 42,5% – Będzin 47,5%
GKS – Stelmach 100%, Krulicki 75%, Kohut 67%, Butryn 53,75%, Pietraszko 51%, Komenda 50%, Van Walle 48,5%, Sobański 40%, Quiroga 38%, Kalembka 35,5%, Kapelus 28,75%, Witczak 22%, Falaschi 16,5%, Błoński 10%,
Będzin – Kozub 100%, Piotrowski 100%, Rejno 77%, Grzechnik 63%, Ratajczak 56,75%, Waliński 50,5%, Seif 50%, Jordanow 46%, Peszko 44%, Roberts 43%, Araujo 38%, Faryna 11%,
[Ilość bloków punktowych] – GKS 25 – Będzin 22
GKS – Kalembka 4, Butryn 4, Pietraszko 4, Witczak 3, Komenda 3, Falaschi 2, Sobański 2, Van Walle 1, Krulicki 1, Stelmach 1,
Będzin – Rejno 7, Ratajczak 7, Waliński 3, Kozub 2, Araujo 1, Seif 1, Grzechnik 1,
[Ilość błędów własnych „innych”] – GKS 6 – Będzin 13
[MVP] – GKS 1: Mariański 1.- Będzin 2: Araujo 1, Rejno 1,
Piłka nożna Wywiady
Klemenz: Wygraliśmy mimo prowokacji
Po meczu z Widzewem porozmawialiśmy także ze strzelcem bramki – Lukasem Klemenzem.
Powiedzieliście sobie kilka ostrzejszych słów z Bergierem?
Było kilka spięć, ale to jest mój dobry kolega, byłem u niego w szatni. Dziś byliśmy rywalami, czasami nerwy puszczają. To był mecz o dużą stawkę. Wiemy, w jakim miejscu jest Widzew, my za to jesteśmy w dobrej formie. Mój wywiad po ostatnim meczu z Widzewem też pewnie podgrzał atmosferę przed tym starciem. Kilku zawodników Widzewa, nie tylko Bergier, próbowało mnie wyprowadzić z równowagi. Jak się okazało, to ja strzeliłem bramkę i wygraliśmy mecz, więc nie zdało to się im na nic. Cieszę się, że mimo tych prowokacji, udało się dokończyć ten mecz i go wygrać.
A jak podpuścić Radomiaka? Może też to pomoże.
Może, może (śmiech). Nie no, nie będę nikogo podpuszczać. W momencie, kiedy dawałem tamten wywiad, nie miałem nic złego na myśli. Po prostu jest dużo nowych twarzy w Widzewie. Przy tym nakładzie finansowym, każdy od nich dużo wymaga, a wyniki jakie są, każdy widzi. Nie chciałem nikogo obrazić, tyle.
Skąd się bierze taka skuteczność obrony GieKSy? Ty i Arek Jędrych strzelacie, Alan Czerwiński asystuje.
Każdy z nas broni, każdy atakuje. Mamy dobrą skuteczność, Arek potwierdza to już od dawna. Pytaliście, co jem przed meczami – nic ciekawego. Nie wiem, co się zmieniło, ale znajduję sytuacje i dobrze czuję się pod bramką rywala. Dobrze to wychodzi.
Czterdzieści lat minęło od pierwszego triumfu GieKSy w Pucharze Polski. Patrzycie już w stronę finału?
Mam wywieszony plakat Narodowego w szatni, wisi od samego początku. Zobaczymy, każdy ma na to apetyt. Musimy dobrze przygotować się do następnego meczu, niezależnie od drużyny, na jaką trafimy.
Awans do Ekstraklasy, przeprowadzka na Nową Bukową, potem najlepszy wynik wśród drużyn ze Śląska, teraz Puchar Polski. Tworzycie scenariusz pod film?
Tak nam to wychodzi. Trzeba się z tego cieszyć. Rozmawialiśmy tak z Arkiem Jędrychem, mamy po trzydzieści parę lat i każdy z nas zasuwa. Walczyliśmy o to, żeby być w Ekstraklasie. I my, i myślę, że kibice cieszymy się z tego, że doszliśmy do takiego momentu jako GieKSa.
To nie jest Anglia, puchar rozgrywa się w środku tygodnia. Dzisiaj 120 minut, zaraz mecz z Radomiakiem. Dacie radę?
Podchodzimy do każdego meczu z marszu. Każdy z nas jest ważny, trener to podkreślał na odprawach. Mamy sześć spotkań w trzy tygodnie, to jest natłok. Zdarzają się jakieś kontuzje, jakaś słabsza forma akurat nie wyskoczyła ostatnio, bo wygrywamy. Każdy musi być gotowy.
A zdążycie przygotować nogi na mecz w niedzielę?
Czeka nas podróż, ale mamy super sztab medyczny, który nam bardzo pomoże.
W szatni myślicie, że Bartosz Nowak może być pewny powołania do kadry?
Bardzo mu kibicujemy. Wiemy, jaką jakość nam daje i jakie liczby dokłada. Fajnie, że jest w orbicie, ale to nie jest od nas zależne. Selekcjoner pewnie na wszystko patrzy chłodną głową.
Zazwyczaj na głowę dogrywa Bartosz Nowak, dziś ciasteczko dał Alan Czerwiński.
Ma najlepiej ze stoperów ułożoną stopę, często nam dogrywa na treningach.
Biło serce, jak sprawdzali spalonego?
Z mojej perspektywy wyglądało to jak typowa mijanka. Może to tak długo trwało przez rysowanie linii, ale raczej byłem spokojny.
Ćwiczycie na treningach grę bez nominalnej dziewiątki, na styl reprezentacji Hiszpanii?
Trenujemy takie warianty, czasem też tam występuje Eman Marković. Jest dużo tych wariantów.
Po tej żółtej kartce tylko raz popełniłeś ostrzejszy faul. Trener cię na to uczulał, czy to kwestia doświadczenia?
Rozmawiałem z chłopakami, że lepiej będzie, jak odpuszczę. Nie chciałem osłabić drużyny i cieszę się, że wytrzymałem. Chłopaki też mi w tym pomogli.
Po ostatnim meczu z Widzewem chwaliłeś drużynę. Dzisiaj Damian Rasak, który jest niedługo w zespole, wiedział, że musi zająć pozycję Arka Jędrycha, kiedy ten wybiegł do ataku. Trener mówił, że dużo rozmawiacie o piłce.
Tak, bardzo dużo rozmawiamy, wszystko analizujemy. Mamy świadomy zespół, nikt się za nic nie obraża. Chwała Damianowi za to, że też chce się uczyć. Jest z nami parę tygodni, ale już wie, kiedy ma gdzie się pojawiać.
Felietony Piłka nożna
Realizacja piłkarskich mitów
Jeszcze nie otrzepaliśmy się po emocjach, a już przyszło nam grać kolejne bardzo ważne spotkanie. Tak jak pisałem – w pewnym kontekście był to najważniejszy mecz od ponad dwóch dekad – nie było bowiem przecież od tak długiego czasu spotkania tak bardzo przybliżającego nas do jakiegokolwiek trofeum. Przez wiele lat biliśmy się po prostu o awans do ekstraklasy. W 2017 roku graliśmy w końcówce rundy wiosennej z liderującą Sandecją i wygrana w tamtym spotkaniu bardzo przybliżyłaby nas do tegoż celu. Wówczas nazwałem ten pojedynek meczem dziesięciolecia. Gdy dziś patrzę na to, jaką rangę miało to spotkanie w porównaniu z dzisiejszymi wyzwaniami, to stwierdzam, że była to ranga proporcjonalnie mała. W żadnym stopniu tamten mecz nie równał się ważnością do wspominanego w felietonie przedmeczowym pojedynku z Arką w Gdyni o awans. Z kilkoma meczami już w samej ekstraklasie. Ale przede wszystkim z ćwierćfinałem Pucharu Polski, dającym tak wielką szansę na wygranie trofeum. Trofeum obecnego wczoraj w Katowicach. Jak to powiedział mój kolega: „Mogliby go już tu zostawić”…
Trudno ogarnąć, że w ciągu czterech dni możemy przeżywać dwa razy taką radość, tak euforyczne chwile. Po latach przyzwyczajenia do wielkich zawodów, rozczarowań i gorzkich pigułek, z chwilowymi przerwami na lekką radość po wygraniu meczu z Dolcanem czy Łęczną, teraz przychodzi prawdziwe piłkarskie i kibicowskie szczęście. Do Katowic przyjeżdżają najbardziej uznane marki w Polsce i muszą one uznawać wyższość GKS Katowice. Cała Polska może zobaczyć, co się w Katowicach zbudowało – w kontekście klubu, drużyny i nowego stadionu. Myślę, że kibice wielu ekip w Polsce obecnie nam po cichu zazdroszczą.
Oczywiście mimo naszego wielkiego sukcesu w mediach dominuje analiza sytuacji w Widzewie. Nagłówki o „dramacie Widzewa” i dziesiątki minut poświęconych łódzkiemu klubowi. Z jednej strony do tego jesteśmy już przyzwyczajeni, bo Widzew to póki co klub najwyraźniej bardziej medialny. Z drugiej strony uważam to za żenujące. Kilkadziesiąt minut gadki o przegranych, przepłaconych gwiazdach, analizie kto powinien zasiąść na ławce trenerskiej, a na koniec jakaś refleksja rzucona ochłapem „wspomnijmy jeszcze o GKS Katowice”. Na szczęście piłkarze GieKSy robią wszystko, żeby pokazać piłkarskiej Polsce, że medialność można sobie wsadzić głęboko, a wygrywa się prawdziwymi wartościami – jakością, jednością i rzetelną pracą.
GieKSa po raz drugi wygrała z Widzewem w ciągu miesiąca. Tzw. „dziennikarze Widzewa” musieli się mieć z pyszna, podobnie jak kibice z Łodzi, którzy oczywiście nie omieszkali od początku skupić się bardziej na obrażaniu GieKSy niż dopingu dla swojego zespołu. Abstrahując jednak od tego, zaprezentowali się bardzo dobrze i głośno dopingowali. Wypełniony sektor gości dodaje wiele punktów do atmosfery. Kibice GKS jak zwykle stworzyli kapitalne wokalne słuchowisko, więc mieliśmy prawdziwą piłkarską wojnę na trybunach, jak i na boisku.
Zestawienie meczu ligowego i pucharowego wypada… dziwnie. Porównując posiadanie piłki – zmieniło się diametralnie – teraz było 50/50, a w meczu sprzed niespełna miesiąca Widzew miał ją ponad 70% czasu. Wtedy jednak łodzianie oddali tylko jeden celny strzał na bramkę, a teraz multum, znacznie więcej niż GieKSa. Na pewno z gry Widzew wyglądał lepiej niż w meczu ligowym, jednak wspomniane strzały były po prostu… niegroźne. Bardzo dobre ustawienie Rafała Strączka powodowało, że wyłapywał te piłki jak magnes. Trzeba pochwalić naszego bramkarza, bo przy takiej liczbie strzałów zdarza się popełnić błąd, wypluć piłkę. Golkiperowi futbolówka wybitnie kleiła się do rąk.
Oczywiście nie uniknęliśmy też błędów i bardzo groźnych – choć nielicznych sytuacji. Strata Mateusza Kowalczyka przed polem karnym, po którym Bergier King zlekceważył sytuację i uderzył fatalnie, no i przede wszystkim doliczony czas dogrywki, rajd Mariusza Fornalczyka i absolutnie pechowe (dla nas szczęśliwe) pudło Frana Alvareza. Aż przypomniał mi się Adrian Benedyczak, który kiedyś podczas pucharowego meczu GieKSy z Pogonią też w samej końcówce nie trafił do pustej bramki. Uff…
No i zaspaliśmy przy tym straconym golu. I powiem tak, bardzo doceniam, że trener Rafał Górak na konferencji wziął też – jako on i sztab trenerski – odpowiedzialność za to. Błędy w piłce się zdarzają, wiadomo, Widzew to wykorzystał i był cwańszy. Jednak umiejętność widzenia swojej odpowiedzialności cechuje ludzi mocnych i pewnych. To szerszy temat, pozapiłkarski, po prostu życiowy. Branie odpowiedzialności – uczciwie, ale nie z biczowaniem się – to zasób, to coś co wzbudza zaufanie, wzmacnia i powoduje rozwój. Jednocześnie rzadka to cecha zarówno u ludzi ogółem, jak i w środowisku piłkarskim. Zazwyczaj dominuje umywanie rąk i ucieczka od odpowiedzialności lub drugi biegun – samobiczowanie się i kajanie. Dlatego powtórzę jeszcze raz – bardzo doceniam tę postawę trenera. Wszyscy popełniamy błędy.
Na konferencji zrobiłem kilka nawiązań. To niesamowite, że Lukas Klemenz stał się koszmarem Widzewa. To bardzo symboliczne podkreślenie tej – już nie „mitycznej” – powtarzalności. GieKSa z pustych piłkarskich sloganów robi słowa z pokryciem. Właśnie ta powtarzalność, wyciąganie wniosków, powalczenie w następnym meczu o trzy punkty i cały ten piłkarski bełkot – w naszym zespole przestał być bezwartościowym paplaniem, a rzeczywistością. GieKSa naprawdę to realizuje i dzięki temu następuje rozwój. Podobnie jak z „budowaniem drużyny”, które jest w większości kompletną bzdurą, bo trener wylatuje po kilku miesiącach ze względu na dwa przegrane mecze. W Katowicach drużyna jest NAPRAWDĘ zbudowana. Ze zgliszczy – jak mówi trener. I ten proces trwa w najlepsze.
Wracając do symbolicznego Lukasa. GieKSa ma swój sposób na stałe fragmenty i to „drugie tempo”, o którym trener mówił w poprzednim sezonie jest cały czas praktykowane. Lukas Klemenz zachował się w tej sytuacji jak rasowy napastnik, dostał piłkę prostopadłą, a nie centrę z boku boiska i z pierwszej – w sytuacji sam na sam – strzelił gola. Schematy.
Zapytałem też o to „oczekiwanie nieoczekiwanego”, bo przecież akcję bramkową (wrzut z autu) poprzedziło odbicie od chorągiewki. Ja sam odwróciłem już głowę, bo uznałem, że akcja jest stracona i ku mojemu zdziwieniu po kilku sekundach – nadal ona trwała. To są dokładnie te setne sekundy, o których pisałem w przedmeczowym felietonie. Na transmisji telewizyjnej tego nie widzę, ale całkiem możliwe, że Borja Galan zareagował dosłownie ułamek wcześniej, zanim piłka się od tej chorągiewki odbiła. Antycypował – jak mówi Tomasz Hajto. Na pewno jego reakcja była szybsza od Marcela Krajewskiego. I to po tej akcji Widzew ratował się wybiciem na aut, po którym padła bramka.
Czysto piłkarsko nie był to najlepszy mecz GieKSy, były popularne ciężary. Ale też nie był to mecz słaby. GieKSa zrobiła to, co jest jej największym atutem – determinacja, znów – już nie „mityczne” – realizowanie założeń taktycznych, konsekwencja. I przede wszystkim nasz zespół nie odpuszcza, nie przestaje grać w piłkę. Znów przygotowanie fizyczne było na najwyższym poziomie. I w końcówce to Widzew spuchł bardziej, trener Jovicević ratował się wprowadzeniem żwawego Fornalczyka, gdy reszta już raczej była bardzo zmęczona. W końcówce to GieKSa była bardziej aktywna i gdyby Marcel Wędrychowski był bardziej precyzyjny, mogłoby się skończyć przed karnymi.
Wspomniane rzuty karne to już historia, którą będziemy pamiętać. Przy takim zmęczeniu, przy takiej presji, katowiczanie wykonali je bezbłędnie. Choć serce zabiło nam mocniej, gdy Drągowski dotknął piłkę po strzale Arka Jędrycha, ta na szczęście wpadła do siatki. Rafał Strączek broniąc w pierwszej serii jedenastkę Frana Alvareza dał dużo spokoju na dalszą część serii jedenastek. Potem była podcinka Nowaka… rany, maestria. I duże ryzyko. Ale jak zawodnik jest pewny, to mu to wchodzi. Jak jest pospinany, jak Brahim Diaz w finale Pucharu Narodów Afryki, to jest dramat. Bartkowi wychodzi ostatnio wszystko. Panie Urban… nie rób Pan wstydu. Damian Rasak dał swoją pieczęć, a popularny Milusi pokazał, że również jest bardzo pewnym ogniwem. Potem natomiast był już tylko „typowy Fornal” i euforia na stadionie.
Jakiś zawias miałem na konfie, bo pytałem trenera o rzuty karne z Pucharu Polski sprzed 15 lat z Puszczą Niepołomice, a zapomniałem o tych z Wartą Poznań kilka lat temu – potem były jeszcze przegrane jedenastki ze Stalą Stalowa Wola. W każdym razie w rozgrywkach pucharowych te jedenastki idą nam ostatnio nieźle, bo przecież jeszcze wygraliśmy je we wspomnianym meczu z Pogonią. No ale to właśnie były takie nasze „małe szczęścia”. Teraz mamy duże. Tej rangi ruty karne ostatni raz graliśmy z Araratem Erewań w 1995 – wówczas przegrane. A ostatnie wygrane były rok wcześniej z Arisem Saloniki, kiedy to Janusz Jojko decydującą jedenastkę wykorzystał.
Pan Czapeczka na konferencji dalej wygłaszał swoje farmazony i kibice Widzewa mają już go dość. W ustach trenera Widzewa właśnie te slogany bez pokrycia są ciągle aktywne, tyle że on robi to już do przesady. Mówi o dumie, o team spiryt w tym meczu i tak dalej, i tak dalej. Odległość lat świetlnych od GieKSy jeśli chodzi o wcielanie słów w życie.
Możemy być dumni z naszej drużyny. Raz gra lepiej, raz gorzej, ale zawsze gra swoje. I tym po prostu wygrywa. Nie tylko mecze, ale i serca kibiców.
Myślałem sobie przed Górnikiem, że jakbym miał wybierać z tych dwóch meczów, który wolę wygrać, to wziąłbym ten z Widzewem. Wiadomo, w lidze punkty można odrobić, a puchar to sprawa zerojedynkowa. A dostałem i to, i to. Nie żadne „minimum” czy „dobrze”, tylko po prostu idealnie.
Ochłońmy. Dobrze, że następny mecz jest nie na przykład w piątek, tylko w niedzielę. Mamy trochę zszarganych nerwów, a piłkarze poobijanych kostek i zmęczonych mięśni. Niech teraz fizjoterapeuci zajmują się doprowadzaniem naszych piłkarzy do stanu używalności, a trenerzy podają piłkarzom efekty analizy Radomiaka.
A my rozsiądźmy się wygodnie, z herbatką w ręku i oglądajmy poczynania naszych potencjalnych rywali. Już dziś gra Zawisza z Chojniczanką i Lech z Górnikiem. Jutro jeszcze Avia z Rakowem. W piątek losowanie i będziemy z zapartym tchem śledzić, kogo los nam przydzieli.
Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: brutalne zderzenie z rzeczywistością
W ostatnim czasie sportowe media prześcigają się w doniesieniach o sytuacji przy Piłsudskiego w Łodzi, a ta jest nie do pozazdroszczenia. Strata do bezpiecznej strefy w lidze nie maleje, a trzeba grać jeszcze w Pucharze Polski. Dlatego przed meczem z GieKSą będzie „ANI słowa o Widzewie” – o nastrojach w czerwonej części Łodzi opowiada Ania Kalisz z widzewskiego podkastu o takim tytule.
Nie jesteś pierwszą kobietą, z którą miałem przyjemność rozmawiać w ramach tego cyklu, bo szlaki przecierała Karolina Jaskulska z Lechia.net, natomiast nie da się ukryć, że wśród pasjonatów futbolu stanowicie raczej mniejszość. Jak ci się chodzi w szpilkach po piłkarskiej murawie?
Różnie z tym bywało, bo myślę, że dla widzewskiej społeczności było to pewne zaskoczenie. Z początku zdarzały się negatywne reakcje – za co ja się w ogóle wzięłam, a czasem odsyłano mnie do przysłowiowych „garów”. W miarę coraz dłuższej obecności na tym widzewskim rynku medialnym, ludzie chyba mi zaufali i grupa widzów z czasem się powiększała. Spotykam ich na stadionie – ludzie zaczepiają, podchodzą i to jest fajne. Trzeba było czasu, aby zbudować bazę tych, którzy będą chcieli mnie słuchać czy oglądać, ale to się udało i bardzo się z tego cieszę.
Stosunkowo niedawno GieKSa i Widzew potykały się w lidze. Co się u was działo przez te kilka tygodni?
Działo się dużo, ale takie już jest to nasze widzewskie piekiełko – zawsze dużo się dzieje. Sporo krytyki wylało się na nas po porażce w Katowicach, nawet ze strony legend Widzewa, jak choćby Tomasza Łapińskiego, który podkreślał jednak, że robi to z troski o to, co się dzieje w klubie po transferach, wydanych milionach i w perspektywie ogromnych oczekiwań, które się samoistnie nakręcały w przerwie zimowej. Tymczasem nastąpiło brutalne zderzenie z rzeczywistością – najpierw z panem Siemieńcem, potem z panem Górakiem i od tego momentu zaczęły się nam szerzej otwierać oczy, czy te transfery rzeczywiście przełożą się na wynik. Potem przyszło zwycięstwo w Płocku po dosyć dobrej grze i nadzieja wróciła. Ale przyjechała Cracovia, na której tle nie wyglądaliśmy najlepiej, a ostatni mecz z Pogonią to już totalny paździerz. Czuć więc rozczarowanie i obawy o przyszłość, patrząc na sytuację w tabeli. Mimo to liczę, że to utrzymanie uda nam się spokojnie zapewnić, ponadto z dużymi nadziejami patrzę na Puchar Polski.
Oglądałem twój podkast po naszym ligowym meczu. Niektórzy widzowie zalecali ci zdjąć różowe okulary, przez które patrzysz na Widzew. Tymczasem sądząc po twoich wpisach po meczu z Pogonią wydaje się, że pokłady optymizmu powoli się wyczerpują, a czara goryczy się przelewa.
Przelała się po wczorajszym meczu. Zawsze staram się trzymać narracji albo neutralnej, albo optymistycznej, żeby tonować nastroje. Inne widzewskie media płoną, kibice zawsze są żądni krwi i głodni sukcesu. Dlatego zazwyczaj próbuję nie nakręcać dodatkowo tej spirali. Do tego jednak są potrzebne argumenty sportowe, ale meczem z Pogonią trener Jovićević ostatecznie zrzucił mi z nosa różowe okulary i jeszcze je podeptał. W tej chwili Widzew w żaden sposób nie broni się sportowo.
Wracając do naszego meczu, jakie nastroje panowały w Łodzi po porażce z rywalem w walce o utrzymanie?
Ciężko było to przełknąć. Wasz skład jest oparty na Polakach, zbudowany przez polskiego trenera, który jeszcze niedawno był na tym szczeblu postacią zupełnie anonimową, tymczasem udało mu się zebrać grupę ludzi, którym się chce. Przedłużenie kontraktu przez Bartka Nowaka to też sygnał dający do myślenia, że choć nie ma u was nie wiadomo jakich pieniędzy, to ten chłopak wkłada całe swoje serce w to, co robi i dziś jest wiodącą postacią waszej drużyny. Dlatego ciężko było się z tym pogodzić, że drużyna, która jest budowana na zdecydowanie niższym pułapie budżetowym strzela nam gola i odziera nas ze złudzeń, a te miliony niekoniecznie muszą wieść prym na murawie, bo liczy się zaangażowanie, walka, charakter i tożsamość drużyny. Zawód był ogromny. Na początku liczyłam, że porażka z GKS-em Katowice była wypadkiem przy pracy, ale kolejne spotkania, pomijając zwycięstwo z Wisłą Płock, pokazały, że nie transfery, a treningi budują zespół. Czas, o którym ciągle mówimy, wciąż jest nam potrzebny, ale zamiast robić progres, w moim przekonaniu z meczu na mecz jest coraz gorzej.
Niedawno Robert Dobrzycki stwierdził w jednym z wywiadów, że nie zaprząta sobie głowy walką o utrzymanie. Jak odbierasz te słowa?
Słuchając pana Dobrzyckiego miałam przeświadczenie, że wprowadza on spokojną narrację, nie narzuca dodatkowej presji, a do wielu tematów podchodzi bardziej jak kibic, bo nie jest tajemnicą, że ma to widzewskie serce. Natomiast w momencie, kiedy w tabeli świecimy się na czerwono, mówienie o tym, że w klubie nikt o spadku nie myśli, sprawia wrażenie bagatelizowania problemu. Nie wiem, czy to tylko narracja do mediów, a wewnątrz jest inaczej, bo po prostu nie wierzę w to, żeby ta obawa nie zaglądała w oczy panu Dobrzyckiemu. Dla niego sezon w pierwszej lidze raczej nie byłby biznesową katastrofą, ale wizerunkowo spadek odbiłby się bardzo negatywnie. Sama staram się nie dopuszczać myśli, że Widzew spadnie, ale trzeba przedsięwziąć pewne kroki, aby temu scenariuszowi zapobiec.
W tej sytuacji może nie warto zawracać sobie głowy Pucharem…
Kiedy pali się w ligowej tabeli, to sama nie jestem pewna, na czym się w tym momencie najbardziej skupiamy. Jesienią była taka narracja, że w tym sezonie Puchar albo śmierć, bo utrzymanie na pewno będzie. Natomiast w momencie, gdy widmo spadku coraz mocniej zagląda nam w oczy, to nie mam przekonania, z jakim nastawieniem wyjdziemy we wtorek na boisko w Katowicach. Z drugiej strony każdy mecz jest ważny i choćby wizerunkowo Puchar Polski pozwoliłby nieco zmazać plamę. Ktoś napisał na „X”, że w przyszłym sezonie Widzew będzie jeździł na przemian do Dortmundu, Siedlec, Monako, Rzeszowa i tak dalej. Więc gdyby to zależało ode mnie, podeszłabym do meczu w Katowicach bez kalkulacji – to tylko jedno spotkanie, w którym pozycja w tabeli nie ma znaczenia. Liczy się dyspozycja dnia i nastawienie. Piłkarze powinni motywować się nawzajem, aby na boisku było widać walkę i odpowiednie tempo. Tego oczekuję od naszej drużyny.
W wywiadzie dla Maćka Winczewskiego Robert Dobrzycki podkreślał rangę Pucharu Polski dla Widzewa. Jest to oficjalna narracja klubu?
Do soboty, do godziny 14.45 na pewno tak, natomiast mam wrażenie, że w ciągu tego weekendu wiele się zmieniło. Raz, że przegraliśmy z Pogonią, dwa, że wygrywają nasi rywale, więc ani nie zyskujemy punktów, ani nie utrzymujemy dystansu do rywali. Więc o ile jesienią można było mówić, że Puchar musi być, tak teraz myślę, że chyba jednak to utrzymanie jest priorytetem.
W tej samej rozmowie Dobrzycki podkreślał dobre stosunki z trenerem Jovićeviciem i zapewniał o zaufaniu do niego. To jednak było miesiąc temu. Czy we wtorek szkoleniowiec gra o swoją posadę?
Nietrudno złapać dobry flow z trenerem Jovićeviciem, bo jest człowiekiem energicznym, uśmiechniętym i zawsze zadowolonym z siebie. Ale jeżeli twój pracownik tylko się cieszy z roboty, którą wykonuje, a jej wyników nie widać, to trzeba w końcu zareagować. Myślę, że jeśli we wtorek faktycznie przegramy, to trener z posady poleci. Coraz mniej czasu do końca ligi i jeśli wyniki się nie poprawią, to ta pozytywna energia zamieni się w końcu w negatywną.
Po naszym meczu ligowym szerokim echem odbiła się wypowiedź Lukasa Klemenza o charakterze naszej i waszej drużyny. Przyznam, że sam trochę zadrżałem, czy Lukas aby nie przesadził z pewnością siebie, zwłaszcza w kontekście Pucharu. A jak ty odebrałaś tę wypowiedź?
Nie da się ukryć, że te słowa mnie zabolały, bo były poniekąd zgodne z prawdą. Jak wcześniej wspominałam, drużyna zbudowana na Polakach i zdecydowanie mniejszym budżetem utarła nosa milionerom. Co do samego Klemenza, to sama byłam zaskoczona, że jako obrońca ma już pięć goli, w tym tego strzelonego Widzewowi. Mam tylko nadzieję, że jego słowa brzydko się zestarzeją, mimo że na tamten moment były zgodne z prawdą.
A propos stałych fragmentów gry, byliśmy zdziwieni, gdy na Nowej Bukowej wykonywał je Sebastian Bergier, zamiast je wykańczać. Czy jest to stały element waszej taktyki?
Dla nas też było zaskoczeniem, że nasz jedyny napastnik idzie wykonywać stałe fragmenty. Myślę, że trener dostał za to po głowie, bo bardziej przypominało to łapanie się brzytwy przez tonącego. Dla mnie jest to niedopuszczalne, żeby jedyna dziewiątka wykonywała rzut rożny, zwłaszcza, że zagrożenia z tego nie było żadnego. Dlatego na pewno do tego nie wrócimy, bo od dostarczania piłki są inni zawodnicy, choć dziś sama się zastanawiam, którzy.
Maciek Winczewski zebrał trochę szydery wewnątrz naszego środowiska za określenie Sebastiana mianem „Bergier King”. Czy ten napastnik aż tak kupił trybuny przy Piłsudskiego?
Myślę, że chyba jeszcze nie. Stoją za nim zdobywane bramki i to, że jest Polakiem, bo zawsze to lepiej, jeśli Polacy biją się o tytuł króla strzelców Ekstraklasy. Natomiast dziś trudno go stawiać w gronie idoli, jakim był choćby łączący nasze kluby Marek Koniarek. Daleka droga do tego, ale niech na to pracuje i udowadnia kolejnymi golami. Najbliższa okazja we wtorek – jeśli strzeli hattricka i da nam zwycięstwo, to niech będzie Bergier King.
Biorąc pod uwagę wszystkie wasze bolączki, z jakim nastawieniem Widzew wyjdzie we wtorek na boisko? Chęć potwierdzenia swojego potencjału przełoży się na dominację od pierwszej minuty?
Sama na to liczę – myślę, że tutaj piłkarze po prostu muszą, bo jeżeli nie daj Boże powinęłaby się noga w lidze, to ten puchar choć w części zmaże plamę. I przede wszystkim muszą pokazać, że są drużyną. Przecież ci piłkarze mają nie byle jakie CV, grali na najwyższym europejskim poziomie, dlatego tutaj muszą pokazać jakość, o której tyle się mówi. Trzeba to wszystko złożyć do kupy i pokazać, że mogą. A jeżeli trener rzeczywiście gra o posadę, to raczej zachowawczo piłkarzy nie ustawi. W defensywie prezentujemy się raczej solidnie, za to leży ofensywa. I jeżeli tutaj uda się odblokować głowy i choćby Bukari dorzuci coś od siebie, to jest szansa na korzystny rezultat. Najgorszy scenariusz to dogrywka i karne, po których byśmy odpadli, bo w sobotę czeka nas kolejny trudny mecz z Lechem Poznań.
W tym roku przypada 40. rocznica zdobycia przez GKS pierwszego trofeum, a był to Puchar Polski, który rok wcześniej przegraliśmy w finale z Widzewem. Nadarza się więc okazja, by w maju powtórzyć wyczyn ekipy, której przewodzili Furtok i Koniarek. Jednak aby się to udało, najpierw musimy pokonać Widzew. Ty z pewnością masz inne oczekiwania – jaki wynik typujesz?
Chciałabym, aby wygrał Widzew bez dogrywki, a w tej chwili do głowy przychodzi mi wynik 3:1. Oby się sprawdziło.


Najnowsze komentarze