Piłka nożna Prasówka
[Media] Jaki debiut Dariusza Dudka?
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień na temat dzisiejszego meczu Stal Mielec – GKS Katowice:
hej.mielec.pl – Maciej Serafiński: kibice pokazują do nas zaciśnięte pięści, wierzą w nas
Nieprawdopodobną serię mają za sobą piłkarze pierwszoligowej PGE FKS Stal Mielec. Zanotowali aż sześć remisów z rzędu. Ostatni w miniony weekend w Głogowie z Chrobrym, trzecią drużyną Fortuna 1 Ligi. Teraz podejmują GKS Katowice.
[…] Serafiński przypomina też, że w Fortuna 1 Lidze trudno o zespół, który może być wskazywany jako słabeusz.
– Każdy przeciwnik jest w tej lidze mocny. To nie jest tak, że my jesteśmy faworytem i mamy wygrać. Te drużyny ciężko pracują przeciwko nam, bardzo dobrze się bronią – podkreśla.
[…] W najbliższy piątek PGE FKS Stal Mielec podejmie na Stadionie Miejskim w Mielcu GKS Katowice. To drużyna, która jest jedną z największych negatywnych niespodzianek aktualnego sezonu. Była wymieniana wśród faworytów do ekstraklasy a obecnie tkwi w strefie spadkowej. Podobnie zresztą było przed rokiem, gdy katowiczanie długo plątali się w ligowym ogonie nim realnie dołączyli do zespołów bijących się o awans. Presja na wynik w stolicy Śląska jest ogromna i GKS zrobi w Mielcu absolutnie wszystko by tu wygrać.
W mieleckim obozie wszyscy doskonale zdają sobie z tego sprawę i uważnie szykują się do meczu. Maciej Serafiński zapewnia, że praca w sztabie szkoleniowym odbywa się na wysokim poziomie.
– Jest pełen profesjonalizm ze strony trenera Artura Skowronka, zaangażowanie, pasja – komentuje. Podkreśla, że w Mielcu nadal można marzyć o wysokich lokatach. – Wiele osób mówi, że nasza sytuacja jest beznadziejna. Stal była w dużo gorszych momentach. W tej chwili nadal walczymy o swoje cele, które sobie założyliśmy przed sezonem – komentuje.
[…] Trener Serafiński zauważa, że ważne jest teraz wsparcie Biało-Niebieskich fanów, które zresztą odczuwane jest na co dzień.
– Spotykamy kibiców, którzy nam dopingują. Pokazują do nas zaciśnięte pięści, wierzą w nas – mówi. Ma nadzieję, że tak będzie również w piątkowy wieczór. – Cały stadion powinien się w tym meczu zjednoczyć i stworzyć jeden ogromny młyn – apeluje Serafiński.
futbolfejs.pl – Co się dzieje ze Stalą Mielec?
Do tego, że np. GKS Katowice słabo zaczyna sezon, każdy kibic 1. ligi zdążył już przywyknąć. Więc wielkim zaskoczeniem to nie jest. Ale już postawę mieleckiej Stali, można śmiało określić największym rozczarowaniem po 14-stu kolejkach Fortuna 1.ligi. Przecież oczekiwania przed sezonem były wobec tej drużyny naprawdę ogromne, a tymczasem podopieczni Artura Skowronka nie wygrali już od… 22 sierpnia! Czyli blisko od dwóch miesięcy!
[…] Jak to mówią: jak nie idzie, to nie idzie. Nie poszło więc też w pucharowych rozgrywkach. Podopieczni Artura Skowronka odpadli już w I rundzie przegrywając 2:1 z Pogonią Siedlce, która od początku sezonu okupuje ostatnie lokaty drugoligowej tabeli. Trener Stali na pomeczowej konferencji nie ukrywał, że jest mu po prostu wstyd za ten wynik. Cóż… Trudno, żeby nie było.
Kibice liczyli na rehabilitację w lidze, ale od tego czasu, mielczanie zdobyli zaledwie trzy punkty. Niestety, nie po zwycięstwie, a po trzech remisach. W czym można doszukiwać się pozytywów? Chyba tylko w tym, że były to remisy z naprawdę silnymi zespołami: Odrą. Chrobrym i Chojniczanką.
Zarząd zespołu z Mielca jak na razie wytrzymuje presję i jakoś radzi sobie z tą sytuacją. Pytanie tylko: ile to jeszcze potrwa? Przed Stalą teraz bardzo ważny mecz z GieKS-ą. W Katowicach trenera już zmienili, nie jest wcale powiedziane, że za tydzień taka sytuacja nie nastąpi w Mielcu.
dziennikzachodni.pl – Stal Mielec – GKS Katowice
Dariusz Dudek zadebiutuje w piątek w roli trenera GKS Katowice meczem wyjazdowym ze Stalą Mielec. Swoją pracę zaczyna w momencie, gdy zespół znajduje się w strefie spadkowej.
[…] Pierwszą próbą dla koncepcji Dudka będzie piątkowy mecz wyjazdowy ze Stalą Mielec. Gospodarze w tym sezonie – jako jedyni w Fortuna 1. Lidze – nie odnieśli jeszcze zwycięstwa na własnym boisku. Wyniki drużyny, do której trafił m.in. były napastnik GKS-u Andreja Prokić, mocno rozczarowują szefów klubu i kibiców.
1liga.org – Stal Mielec – GKS Katowice
[…] W piątkowy wieczór w ramach 15. kolejki Fortuna 1 Ligi ekipa Stali Mielec zmierzy się na własnym boisku z GKS-em Katowice.
[…] Jedni i drudzy z pewnością nie mogą być zadowoleni z dotychczasowych rezultatów, ponieważ zarówno mielczanie, jak i katowiczanie zajmują miejsca w dolnych rejonach tabeli. Konfrontacja dwóch uznanych marek, które wiele lat temu walczyły o najwyższe cele w kraju, a także występowały w europejskich pucharach, mierząc się po drodze z wielkimi firmami, będzie zatem okazją do poprawienia swojej sytuacji na zapleczu Lotto Ekstraklasy.
[…] Iskierką nadziei dla GieKSy jest niewątpliwie triumf 1:0 w poprzedniej kolejce w Olsztynie z tamtejszym Stomilem, który jednak także w tym sezonie nie zachwyca. Trzy punkty wywiezione ze stolicy Warmii i Mazur sprawiły, że katowiczanie przerwali fatalną passę siedmiu meczów ligowych bez zwycięstwa. To jednak wciąż kropla w morzu potrzeb.
Stal Mielec spisuje się niewiele lepiej od swoich piątkowych adwersarzy, będąc na dwunastej pozycji z czteroma punktami przewagi, ale jednym rozegranym spotkaniem więcej. Z jednej strony podopieczni Artura Skowronka są niepokonani od sześciu kolejek, ale z drugiej strony na ligowe zwycięstwo w Mielcu czekają już od 22 sierpnia. To efekt ciągłych remisów (ostatnio bezbramkowy w Głogowie z Chrobrym). W sumie mielczanie aż siedmiokrotnie dzielili się punktami z rywalem w tym sezonie, i tylko Chojniczanka Chojnice może „pochwalić się” podobnym bilansem. Co ciekawe, piłkarze Stali jeszcze ani razu w obecnych rozgrywkach nie wygrali meczu przed własną publicznością, co może niepokoić fanów tego zespołu przed piątkowym spotkaniem. Miejscowi wierzą jednak, że każda passa kiedyś się kończy i tym razem będzie inaczej.
sportdziennik.pl – „Swój” wygrywa częściej, czyli Dudek przed debiutem
W piątkowy wieczór Dariusz Dudek zadebiutuje w roli trenera GKS-u Katowice. Rywalem Stal Mielec.
– Na razie musimy zrobić wszystko, by obecną rundę skończyć jak najwyżej w tabeli. Jeżeli to się uda, potem możemy przejść do sprecyzowania celów na kolejną rundę. Nie kryję jednak, że skoro obdarzono mnie zaufaniem, docelowo chciałbym z GKS-em zrobić awans do ekstraklasy. Bo właśnie tam jest jego miejsce – Dariusz Dudek, rekomendowany przez dyrektora Tadeusza Barnika jako osoba „zarażająca optymizmem”, rzeczywiście już na pierwszym spotkaniu z mediami (a i piłkarzami też) mówił generalnie o rzeczach i wizjach pozytywnych.
[…] Na razie przed szkoleniowcem inauguracyjny mecz, na nielekkim terenie w Mielcu.
– Nie wiemy do końca, czego się po drużynie rywala spodziewać, skoro ma nowego trenera – mówi Andreja Prokić. Można by oczywiście odwołać się do tzw. efektu nowej miotły – tak chętnie przywoływanego przez dziennikarzy i… samych trenerów – mającego ponoć korzystny wpływ na każdą drużynę.
Ale akurat w „długoterminowej” (skupiając się na obecnej dekadzie, czyli osiem lat wstecz) analizie wyników katowiczan ów efekt skuteczność ma jedynie… 37-procentową. Albowiem od porażki zaczynali swą pracę przy Bukowej: Wojciech Stawowy (0:3 w Kluczborku), Rafał Górak (0:1 z Bruk-Betem Termalicą), Kazimierz Moskal (0:3 w Łęcznej), Artur Skowronek (0:1 w Nowym Sączu) i Piotr Mandrysz (1:2 z Pogonią Siedlce).
Tylko trzem trenerom (nie bierzemy od uwagę szkoleniowców „tymczasowych”, na 1-3 mecze) udało się wygrać ich pierwsze spotkanie. Byli to: Piotr Piekarczyk (2:1 w Głogowie), Jerzy Brzęczek (3:0 w Bytowie) oraz Jacek Paszulewicz (2:1 z Rakowem).
Skojarzenie? Może banalne, ale – wyjąwszy Paszulewicza – „swój pierwszy raz” zwycięsko kończyli ci, którzy atmosferę Bukowej wcześniej znali jako piłkarze. Dariusz Dudek do takowych też należy: jako zawodnik GKS-u debiutował przecież w ekstraklasie, a potem do niej z katowiczanami wracał. Może to dobry omen przed wyprawą do Mielca?
gol24.pl – Jaki debiut Dariusza Dudka?
[…] Piątek z Fortuna 1 Ligą zakończymy na Podkarpaciu. Akurat na stadionie w Mielcu zadebiutuje trener Dariusz Dudek, który podjął się uratowania GieKSy.
[…] Dariusz Dudek po objęciu zespołu GKS Katowice stwierdził, że w klubie znajdują się znakomici piłkarze, którym brakuje jedynie wykończenia akcji i umiejętności radzenia sobie z presją.
– Trener jest od tego, by z nich tę presję zdjąć, żeby mogli pokazać co naprawdę potrafią – powiedział nowy szkoleniowiec klubu z Bukowej, który trafił do Katowic prosto z Zagłębia Sosnowiec, gdzie niespełna tydzień wcześniej złożył dymisję. Pierwszą próbą dla koncepcji Dudka będzie piątkowy mecz wyjazdowy ze Stalą Mielec.
Piłka nożna
Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą
Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).
Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).
W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.
Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.
We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.
W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.
Felietony Piłka nożna
„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”
Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.
Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.
I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…
Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.
Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.
Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.
Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.
Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.
Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.
Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.
Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.
Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.
Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.
I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!
Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.
Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.
Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.
Wesołych Świąt!
PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.
Piąty finał z rzędu. Dwa mistrzostwa Polski – tyle samo co teraz GKS Tychy, których jednak w tym okresie dwukrotnie zabrakło w finale. Dwa finały przegrane w dopiero w siódmym meczu. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że za ostatnie 5 lat to drużyna Jacka Płachty była najlepszą drużyną w Polsce, a jednak coraz ciężej o optymizm, gdy mowa o hokejowej GieKSie.
Po dwóch mistrzostwach Polski, gdzie w obu przypadkach w finale byliśmy wręcz perfekcyjni pod każdym względem, przyszła porażka z Unią w dogrywce meczu nr 7 – tak minimalna, jak tylko może być, a przecież już po piątym meczu byliśmy o krok od kolejnego złota. Rok temu z kolei już po 4 meczach Tyszanie w każdym kolejnym mogli odnieść ostateczny triumf i choć pogoń za wynikiem, a nawet wyjście na prowadzenie na początku decydującego starcia dały nam mnóstwo emocji, to był to jednak kolejny krok w tył względem poprzedniego sezonu, a jak wyglądał finał w tym roku – każdy wie.
Nikt w tej lidze nie lubi GKS-u Katowice… i ma to swoje dobre strony. Brak sympatii ze strony kibiców Tychów, Sosnowca czy Oświęcimia jest oczywisty i jest to odwzajemnione i te animozje dodają emocji, a to dla emocji śledzimy sport. Idzie za tym jednak coś więcej – oprócz zdobycia mistrzostwa Polski, pobocznym celem każdej z tych drużyn jest pokonanie GKS-u. Poza krakowską Cracovią, gdzie nie zapowiada się, by w najbliższych latach mieli wrócić do walki o najwyższe cele, Katowice to zdecydowanie największe i najbardziej rozpoznawalne miasto ligi i każde mniejsze miasto tym bardziej chce udowodnić swoją wyższość na lodzie. Naszą reakcją na to jest… wyznaczenie top-4 jako celu na sezon. W lidze, gdzie są 4 drużyny mające pieniądze, by móc realistycznie walczyć o coś więcej, niż przetrwanie.
Końcowy wynik to jednak nie wszystko, czego kibice potrzebują – potrzebujemy czuć, że klub ,,gdzieś” zmierza, potrzebujemy również małych powodów do ekscytacji, a także potrzebujemy, by ludzie pracujący w klubie pokazali nam, że to oni się lepiej znają na hokeju i ,,zamknęli nam mordę”. Tak jak mordę zamyka nam sekcja piłkarska, tak jak 3 lata temu zrobił to Teemu Pulkkinen, tak tym razem dosłownie każda obawa kibiców znalazła potwierdzenie. Każdy czuł, że siedmiu obrońców to za mało, każdy widział, że brakuje nam ofensywnie usposobionego defensora, każdy wiedział, że mamy problem z przewagami i naprawdę ciężko uwierzyć, że ludzie, którzy dali nam dwa mistrzostwa Polski mieliby się z tym nie zgodzić. Gdzie więc była na to reakcja?
Jedną z najważniejszych cech naszych mistrzowskich ekip był głód. Oczywiście było też wtedy grono doświadczonych Polaków, a nawet przewinęło się też kilku doświadczonych obcokrajowców i nie chcę brzmieć, jakbym myślał, że teraz ktoś nie chciał zdobyć mistrzostwa, bo nie wątpię, że wszyscy chcieli, ale czegoś w porównaniu do ekipy sprzed 3 i 4 lat ewidentnie brakowało. Sami zboczyliśmy z drogi, która działała. W Tychach pałeczkę po doświadczonym Komorskim przejmują Łyszczarczyk czy Paś, którzy spokojnie mają pewnie z 7-8 lat grania przed sobą. U nas wydaje się zawiodło przekazanie pałeczki w obronie po pożegnaniu się z Kruczkiem czy Wajdą, a teraz czeka nas to w ofensywie. Są oczywiście bracia Hofman, gdzie oglądanie ich rozwoju było jednym z przyjemniejszych elementów tego sezonu i głęboko wierzę, że będą liderami na lata nie tylko GKS-u, ale i reprezentacji… ale co jeśli okaże się, że jednak są to gracze jedynie na 3 formację i 20 punktów w sezonie? Te przekazanie pałeczki zdecydowanie nie jest tu tak płynne i naturalne, a przecież tyle lat pracy jednego trenera i dyrektora w połączeniu ze stabilnym finansowaniem z miasta to powinny być wręcz idealne warunki do takiej długofalowej pracy.
Praktycznie co roku przykro kibicom GieKSy czyta się o nowych kontraktach, transferach i negocjacjach już nawet w trakcie play-offów, gdzie my na pierwsze wieści czekamy zazwyczaj aż skończą się hokejowe mistrzostwa świata. I niby zawsze ostatecznie jakoś to nadrabialiśmy, bo 5 razy z rzędu w finale nie byliśmy przypadkowo, ale nie wierzę, że na tym czekaniu nie tracimy, a teraz już z całą pewnością można powiedzieć, że zeszłoroczna przerwa między sezonami była w naszym wykonaniu po prostu słaba. Nie ma w tym gronie żadnego zawodnika, którego będzie warto wspominać po latach. Kibice potrzebują zawodników z charakterystycznymi cechami – jeszcze długo będziemy pamiętać szaleństwo w oczach i uśmiechu Erikssona, umiejętność wejścia na wyższy poziom w kluczowych momentach Lehtonena, huknięcie Hudsona, technikę Koponena czy ,,nienormalność” Murray’a, a jak pokazują wyniki – nie tylko kibice potrzebują takich zawodników, ale klub też. Hokej nie jest sportem dla normalnych. Gdy 3 lata temu przyszedłem na pierwszy przedsezonowy sparing – od pierwszego kontaktu z krążkiem było widać, że Koponen to Pan Hokeista. Nie chcę wytykać palcem hokeistów, bo myślę, że oni są najmniej temu winni, ale aktualnie większość naszej kadry to hokeiści po prostu przyzwoici… i tyle. Przyzwoitością nie wygrywa się mistrzostwa.
Nie wiem, co by się musiało stać, bym o kimkolwiek, kto miał swoją zasługę w zdobyciu dwóch mistrzostw Polski myślał za kilka lat w sposób negatywny, począwszy od dyrektora sportowego, przez trenera i na zawodnikach kończąc. Ilu błędów by nie popełniono w tym sezonie i ilu potencjalnie nie popełni się jeszcze w przyszłości – za ten pierwszy wielki sukces GKS-u, jaki miałem okazję doświadczyć w życiu, trener Płachta może mieć w Katowicach własną ulicę, a odwieszenie łyżew na kołek przez Grzegorza Pasiuta powinno być jednoznaczne z powieszeniem numeru 18 w Satelicie, a może i nawet na to samo zasługują Bartosz Fraszko czy ,,Nasz Warszawiak” Mateusz Bepierszcz. Czy aktualnie nasze finanse pozwalają na stworzenie równorzędnej rywalizacji z Tychami, ale czego by tu wcześniej nie osiągnięto – teraz także potrzebuję widzieć, że klub ma obrany właściwy kierunek i do tego kierunku dąży. Może trzeba jasno powiedzieć, że jeśli właściciel nie chce kroku do przodu, bo przy świetnej postawie piłkarzy już nie potrzebuje ,,tematu zastępczego”, to wykonujemy krok w tył i odmładzamy skład?
Zdobytymi mistrzostwami klub poniekąd wydał na siebie ,,wyrok” – zupełnie inaczej cieszyło srebro drużyny Toma Coolena, gdy zaledwie 2 lata wcześniej nie było hokeja w Katowicach, a 3 lata wcześniej bohaterem kibiców w Satelicie był Maros Goga. Teraz już wszyscy wiemy, jak to jest być na szczycie – i chcemy tego znów, jednak tak jak pisałem wyżej, końcowy wynik to nie jedyny sposób na usatysfakcjonowanie kibiców, tymczasem w tym sezonie mimo wszystko tylko on się zgadza, bo jednak finał to jest w pewnym stopniu sukces, ale czy z obecnie obranym kursem ten finał będzie także za rok?


Najnowsze komentarze