Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media o meczu: Arka znów w opałach?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat spotkania Arka Gdynia – GKS Katowice.

weszlo.com – Arka – GKS

Arka zmierzy z GieKSą w trudnym momencie swojego sezonu. Jest świeżo po porażce z Pogonią i znalazła się w strefie spadkowej. GKS ma za to chrapkę, aby zbliżyć się do czołowej „8” Ekstraklasy.

[…] Arka poległa, GieKSa podtrzymała dobrą serię. Katowiczanie jeszcze nie zaznali smaku porażki w lidze w 2026 roku. 2 zwycięstwa i remis to wyniki, które zdecydowanie mogą zadowalać Rafała Góraka. Arka natomiast spadła do strefy spadkowej po porażce z Pogonią i nie wykluczone, że tam pozostanie. Patrząc obiektywnie, jest to drugi z beniaminków, który poziomem nie wszedł w realia Ekstraklasy. Tylko 17 strzelonych goli i aż 35 straconych to bilans, który nie przynosi chwały. Sama gra także pozostawia sporo do życzenia, a patrząc na absencje kluczowych graczy, będzie ciężko o punkty z rozpędzonym GKS-em.

Nie nastawiamy się na kanonadę żadnej ze stron. Owszem, GKS jest w dobrym momencie, ale nie strzela za dużo. Arka również poprawiła się w defensywie i słabe wyniki polegają obecnie na niemocy w ataku. W Gdyni mroźny klimat nie będzie sprzyjał szaleństwo z przodu.

[…] GKS Katowice zdecydowanie daje argumenty, aby wymieniać go jako faworyta tego meczu. Starcie z beniaminkiem będzie ważne o tyle, że GieKSa może zbliżyć się do górnej połowy tabeli, a stamtąd droga do pucharów jest już otwarta. Arce znacznie bliżej do spadku, aniżeli utrzymania, mimo że różnice na dole tabeli nie są duże.

[…] Drużyna Dawida Szwargi jest pewnego rodzaju rozczarowaniem, ponieważ w jej wypadku liczono na więcej. Sam szkoleniowiec zapewne chciał odczarować dla siebie Ekstraklasę, ale na ten moment skutek jest marny. GKS odrodził się w trakcie sezonu i znów oglądamy drużynę, która bez problemu powinna się utrzymać. Jeśli forma jeszcze bardziej pójdzie w górę, można pokusić się o niespodziankę.

ekstraklasa.org – Gospodarze czy goście? – 22. kolejka 2025/2026 (niedziela)

[…] ARKA GDYNIA – GKS KATOWICE

SYTUACJA: To dwie jedyne drużyny, które nie wykonywały jeszcze w tym sezonie rzutu karnego. Przeciwko Arce Gdynia rywale strzelali trzy razy, a dwukrotnie bronił Damian Węglarz.

HISTORYCZNIE: W żadnym meczu między nimi gospodarze nie przegrali. Przed nami ich szóste starcie w Ekstraklasie.

POD LUPĄ – GOSPODARZE: Arka Gdynia u siebie w tym sezonie przegrała tylko 1 mecz. Tak samo dobrze w roli gospodarza radzi sobie także KGHM Zagłębie Lubin i Cracovia.

POD LUPĄ – GOŚCIE: GKS Katowice to jedyny zespół w tym sezonie, który nie przegrał meczu, w którym prowadził. W 4 ostatnich meczach na wyjeździe strzelił 10 goli, więc jest nadzieja na sukces w Gdyni.

CZY WIESZ, ŻE: Bartosz Nowak ma 3 mecze z rzędu z asystą (wszystkie bezpośrednio po stałych fragmentach gry)

Arka Gdynia ma najmniej porażek jako gospodarz w tym sezonie (1, tyle samo: Cracovia i KGHM Zagłębie Lubin)

Arka Gdynia 21 z 22 swoich punktów w tym sezonie zdobyła w meczach u siebie i 15 z 17 goli w tym sezonie strzeliła w meczach u siebie

Arka Gdynia nie przegrała 22 z 23 ostatnich meczów ligowych u siebie (w Ekstraklasie 9/10, w 1. Lidze 13/13)

Arka Gdynia: w 3 z 4 ostatnich meczów na jej stadionie padały minimum 4 gole; też – w 5 z 6 ostatnich meczów na jej stadionie padały minimum 3 gole

Arka Gdynia 29,4% swoich goli strzeliła po strzałach głową (5 z 19; najwięcej procentowo)

Sebastian Kerk i Marc Navarro razem mają 62 że 134 podań kluczowych w całej drużynie Arki Gdynia (32+30; 46,3%) i 7 z 12 asyst (4+3; 58,3%)

GKS Katowice: 19 punktów w 9 ostatnich meczach

GKS Katowice: 3 zwycięstwa w 4 ostatnich meczach na wyjeździe

GKS Katowice ma najmniej goli straconych w 2026 roku (1, tyle samo: Cracovia)

GKS Katowice: 1 gol stracony do 15. minuty gry w 18 ostatnich meczach i 1 gol stracony po 75. minucie gry w 16 ostatnich meczach

GKS Katowice: 2 gole stracone w 11 ostatnich meczach w II połowach

GKS Katowice ma najmniej goli straconych po stałych fragmentach gry (5, tyle samo Wisła Płock; w tym 1 w 5 ostatnich meczach)

Bartosz Nowak (GKS Katowice) – w każdym z 3 ostatnich meczów miał asystę bezpośrednio ze stałego fragmentu gry (2x rzut rożny, 1x rzut wolny – po każdym z nich gol strzelony głową)

Erik Jirka (GKS Katowice): zwycięstwa w każdym z 4 ostatnich meczów, w których wystąpił

Te drużyny mają najwięcej goli strzelonych bezpośrednio z rzutów wolnych (po 2, tyle samo: Wisła Płock)

Jedyne drużyny, które nie wykonywały rzutów karnych w tym sezonie.

gol24.pl – Arka znów w opałach? Szwarga wskazał, w czym GKS Katowice jest najlepszy w Ekstraklasie

Arka Gdynia z powodu porażki z Pogonią Szczecin (0:1) i wyników rywali w PKO Ekstraklasie spadła do strefy spadkowej. W niedzielę spróbuje ją opuścić. Łatwo nie będzie, ponieważ przyjeżdża do niej niepokonany w tym roku GKS Katowice, umiejący wykorzystywać stałe fragmenty. – Rywale są w tym najlepsi w lidze. W pierwszym spotkaniu straciliśmy w ten sposób cztery bramki – przypomniał trener Dawid Szwarga na przedmeczowej konferencji.

W ostatnim ligowym meczu zawodnicy Arki przegrali 0:1 w Szczecinie z także zagrożoną degradacją Pogonią i znaleźli się w strefie spadkowej – plasują się na 16. pozycji. – Pierwszą emocją, jaką czuję po meczu z Pogonią, to złość, wręcz frustracja, że nie wykorzystaliśmy dobrze planu na to spotkanie. Były możliwości, aby gospodarzom zagrozić. Z całym szacunkiem dla tej drużyny, która ma dobrych zawodników, ale organizacja jej gry nie była taka, aby uniemożliwić nam tworzenie sytuacji. My tego nie robiliśmy, a zabrakło nam szczególnie większej kultury gry – przyznał w czwartek na konferencji prasowej w Gdyni Szwarga.

Fatalnie radzący sobie na wyjazdach żółto-niebiescy (w 10 spotkaniach wywalczyli zaledwie punkt) mają teraz okazję „odkuć się”, bowiem dwa najbliższe mecze rozegrają na własnym stadionie.

W niedzielę o godz. 12.15 zmierzą się z GKS Katowice, a w następny piątek w derbach Trójmiasta podejmą Lechię Gdańsk. Rywale są co prawda wyżej notowani, ale także nie mogą być pewni ligowego bytu.

W tym roku Katowiczanie spisują się jednak bardzo dobrze, bowiem w trzech meczach zdobyli siedem punktów. – GKS to solidny zespół, jak zresztą każdy w ekstraklasie. Naszym celem numer jeden są rzeczy, nad którymi sami musimy pracować, nimi zarządzać oraz poprawić. Do tego dochodzi nastawienie oraz plan na mecz. Oczywiście musimy też wiedzieć, gdzie Katowiczanie mają swoje atuty i jak je zneutralizować oraz jak uwypuklić ich słabsze strony – podkreślił.

W połowie sierpnia w pierwszej konfrontacji pomiędzy tymi zespołami Arka przegrała w stolicy Górnego Śląska 1:4. Szkoleniowiec Gdynian przekonuje, że jego zawodnicy muszą zwrócić szczególną uwagę na najlepszego snajpera rywali, zdobywcę sześciu bramek Bartosza Nowaka.

– Ten zawodnik, nawet jeśli gra słabiej i ma dużo strat, może jedną akcją zrobić różnicę, może popisać się zagraniem, które będzie mieć wpływ na wynik. Musimy utrudnić mu grę, jak również wykorzystać jego minusy, bo on też ma swoje mankamenty – skomentował.

35-letni szkoleniowiec zauważył jednocześnie, że GKS jest w ekstraklasie najlepszym zespołem pod względem stwarzania sytuacji po stałych fragmentach. – Pierwsze spotkanie w Katowicach powinno być dla nas nauczką, bo wszystkie bramki straciliśmy właśnie po stałych fragmentach. Jesteśmy na to uczuleni i już z Pogonią zagraliśmy w defensywie, jeśli chodzi o ten element, bardzo skutecznie. W niedzielę chcemy to kontynuować – dodał.

Szwarga bardzo pochlebnie wypowiada się o trenerze przeciwnika Rafale Góraku, z którym miał okazję współpracować w GKS. Jest dla niego przykładem i mentorem, jeśli chodzi o umiejętność wytrzymania ciśnienia w trudnym momencie.

– W Gieksie pracuje siódmy sezon, jest żyjącą legenda tego klubu, a dwa-trzy lata temu był osobą, która w tym gronie raczej by się nie znalazła. On jednak zawsze charakteryzował się śląskim charakterem w postaci konsekwencji pracy, silnej osobowości i przekonania o swojej wartości. Był mocno krytykowany z zewnątrz, także przez kibiców, ale nie wpływało to na jego pracę. Jego historia zakończyła się happy endem. Cały czas mocno mu kibicuję – zapewnił.

W konfrontacji z GKS gospodarze zagrają osłabieni. Z powodu nadmiaru żółtych kartek nie wystąpią wahadłowy Marc Navarro (cztery upomnienia) oraz środkowy pomocnik Kamil Jakubczyk (osiem).

Pozostaje jeszcze jedna bardzo istotna kwestia, a jest nią boisko. W tym tygodniu na Wybrzeżu ponownie miały miejsce duże opady śniegu. – Skupiam się na tym, na co mam wpływ, a przecież nie wybuduję boiska treningowego z podgrzewaną murawą. To moja druga zima w Gdyni i druga dość sroga. Przygotowujemy się na sztucznym boisku i nie jest to optymalna sytuacja, zwłaszcza jeśli gramy z drużynami, które trenują na naturalnej nawierzchni, jak Legia, Pogoń i GKS. Myślę, że miało to wpływ jak weszliśmy w mecz w Szczecinie, bo adaptacja do innej murawy wymaga czasu – podsumował.

arka.gdynia.pl – Centrum meczowe: Arka Gdynia – GKS Katowice

[…] Ogółem rozegrano 29 spotkań:

10 zwycięstw Arki

11 remisów

8 wygranych GKS

Bramki: 36-33 dla GKS

W Katowicach 15 spotkań:

5 zwycięstw Arki

4 remisy

6 wygranych GKS

Bramki: 22-14 dla GKS

W Gdyni 14 spotkań:

5 zwycięstw Arki

7 remisów

2 wygrane GKS

Bramki: 19-14 dla Arki.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Hokej

Czy możemy narzekać na najlepszą drużynę ostatnich pięciu lat?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Piąty finał z rzędu. Dwa mistrzostwa Polski – tyle samo co teraz GKS Tychy, których jednak w tym okresie dwukrotnie zabrakło w finale. Dwa finały przegrane w dopiero w siódmym meczu. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że za ostatnie 5 lat to drużyna Jacka Płachty była najlepszą drużyną w Polsce, a jednak coraz ciężej o optymizm, gdy mowa o hokejowej GieKSie.

Po dwóch mistrzostwach Polski, gdzie w obu przypadkach w finale byliśmy wręcz perfekcyjni pod każdym względem, przyszła porażka z Unią w dogrywce meczu nr 7 – tak minimalna, jak tylko może być, a przecież już po piątym meczu byliśmy o krok od kolejnego złota. Rok temu z kolei już po 4 meczach Tyszanie w każdym kolejnym mogli odnieść ostateczny triumf i choć pogoń za wynikiem, a nawet wyjście na prowadzenie na początku decydującego starcia dały nam mnóstwo emocji, to był to jednak kolejny krok w tył względem poprzedniego sezonu, a jak wyglądał finał w tym roku – każdy wie.

Nikt w tej lidze nie lubi GKS-u Katowice… i ma to swoje dobre strony. Brak sympatii ze strony kibiców Tychów, Sosnowca czy Oświęcimia jest oczywisty i jest to odwzajemnione i te animozje dodają emocji, a to dla emocji śledzimy sport. Idzie za tym jednak coś więcej – oprócz zdobycia mistrzostwa Polski, pobocznym celem każdej z tych drużyn jest pokonanie GKS-u. Poza krakowską Cracovią, gdzie nie zapowiada się, by w najbliższych latach mieli wrócić do walki o najwyższe cele, Katowice to zdecydowanie największe i najbardziej rozpoznawalne miasto ligi i każde mniejsze miasto tym bardziej chce udowodnić swoją wyższość na lodzie. Naszą reakcją na to jest… wyznaczenie top-4 jako celu na sezon. W lidze, gdzie są 4 drużyny mające pieniądze, by móc realistycznie walczyć o coś więcej, niż przetrwanie.

Końcowy wynik to jednak nie wszystko, czego kibice potrzebują – potrzebujemy czuć, że klub ,,gdzieś” zmierza, potrzebujemy również małych powodów do ekscytacji, a także potrzebujemy, by ludzie pracujący w klubie pokazali nam, że to oni się lepiej znają na hokeju i ,,zamknęli nam mordę”. Tak jak mordę zamyka nam sekcja piłkarska, tak jak 3 lata temu zrobił to Teemu Pulkkinen, tak tym razem dosłownie każda obawa kibiców znalazła potwierdzenie. Każdy czuł, że siedmiu obrońców to za mało, każdy widział, że brakuje nam ofensywnie usposobionego defensora, każdy wiedział, że mamy problem z przewagami i naprawdę ciężko uwierzyć, że ludzie, którzy dali nam dwa mistrzostwa Polski mieliby się z tym nie zgodzić. Gdzie więc była na to reakcja?

Jedną z najważniejszych cech naszych mistrzowskich ekip był głód. Oczywiście było też wtedy grono doświadczonych Polaków, a nawet przewinęło się też kilku doświadczonych obcokrajowców i nie chcę brzmieć, jakbym myślał, że teraz ktoś nie chciał zdobyć mistrzostwa, bo nie wątpię, że wszyscy chcieli, ale czegoś w porównaniu do ekipy sprzed 3 i 4 lat ewidentnie brakowało. Sami zboczyliśmy z drogi, która działała. W Tychach pałeczkę po doświadczonym Komorskim przejmują Łyszczarczyk czy Paś, którzy spokojnie mają pewnie z 7-8 lat grania przed sobą. U nas wydaje się zawiodło przekazanie pałeczki w obronie po pożegnaniu się z Kruczkiem czy Wajdą, a teraz czeka nas to w ofensywie. Są oczywiście bracia Hofman, gdzie oglądanie ich rozwoju było jednym z przyjemniejszych elementów tego sezonu i głęboko wierzę, że będą liderami na lata nie tylko GKS-u, ale i reprezentacji… ale co jeśli okaże się, że jednak są to gracze jedynie na 3 formację i 20 punktów w sezonie? Te przekazanie pałeczki zdecydowanie nie jest tu tak płynne i naturalne, a przecież tyle lat pracy jednego trenera i dyrektora w połączeniu ze stabilnym finansowaniem z miasta to powinny być wręcz idealne warunki do takiej długofalowej pracy.

Praktycznie co roku przykro kibicom GieKSy czyta się o nowych kontraktach, transferach i negocjacjach już nawet w trakcie play-offów, gdzie my na pierwsze wieści czekamy zazwyczaj aż skończą się hokejowe mistrzostwa świata. I niby zawsze ostatecznie jakoś to nadrabialiśmy, bo 5 razy z rzędu w finale nie byliśmy przypadkowo, ale nie wierzę, że na tym czekaniu nie tracimy, a teraz już z całą pewnością można powiedzieć, że zeszłoroczna przerwa między sezonami była w naszym wykonaniu po prostu słaba. Nie ma w tym gronie żadnego zawodnika, którego będzie warto wspominać po latach. Kibice potrzebują zawodników z charakterystycznymi cechami – jeszcze długo będziemy pamiętać szaleństwo w oczach i uśmiechu Erikssona, umiejętność wejścia na wyższy poziom w kluczowych momentach Lehtonena, huknięcie Hudsona, technikę Koponena czy ,,nienormalność” Murray’a, a jak pokazują wyniki – nie tylko kibice potrzebują takich zawodników, ale klub też. Hokej nie jest sportem dla normalnych. Gdy 3 lata temu przyszedłem na pierwszy przedsezonowy sparing – od pierwszego kontaktu z krążkiem było widać, że Koponen to Pan Hokeista. Nie chcę wytykać palcem hokeistów, bo myślę, że oni są najmniej temu winni, ale aktualnie większość naszej kadry to hokeiści po prostu przyzwoici… i tyle. Przyzwoitością nie wygrywa się mistrzostwa.

Nie wiem, co by się musiało stać, bym o kimkolwiek, kto miał swoją zasługę w zdobyciu dwóch mistrzostw Polski myślał za kilka lat w sposób negatywny, począwszy od dyrektora sportowego, przez trenera i na zawodnikach kończąc. Ilu błędów by nie popełniono w tym sezonie i ilu potencjalnie nie popełni się jeszcze w przyszłości – za ten pierwszy wielki sukces GKS-u, jaki miałem okazję doświadczyć w życiu, trener Płachta może mieć w Katowicach własną ulicę, a odwieszenie łyżew na kołek przez Grzegorza Pasiuta powinno być jednoznaczne z powieszeniem numeru 18 w Satelicie, a może i nawet na to samo zasługują Bartosz Fraszko czy ,,Nasz Warszawiak” Mateusz Bepierszcz. Czy aktualnie nasze finanse pozwalają na stworzenie równorzędnej rywalizacji z Tychami, ale czego by tu wcześniej nie osiągnięto – teraz także potrzebuję widzieć, że klub ma obrany właściwy kierunek i do tego kierunku dąży. Może trzeba jasno powiedzieć, że jeśli właściciel nie chce kroku do przodu, bo przy świetnej postawie piłkarzy już nie potrzebuje ,,tematu zastępczego”, to wykonujemy krok w tył i odmładzamy skład?

Zdobytymi mistrzostwami klub poniekąd wydał na siebie ,,wyrok” – zupełnie inaczej cieszyło srebro drużyny Toma Coolena, gdy zaledwie 2 lata wcześniej nie było hokeja w Katowicach, a 3 lata wcześniej bohaterem kibiców w Satelicie był Maros Goga. Teraz już wszyscy wiemy, jak to jest być na szczycie – i chcemy tego znów, jednak tak jak pisałem wyżej, końcowy wynik to nie jedyny sposób na usatysfakcjonowanie kibiców, tymczasem w tym sezonie mimo wszystko tylko on się zgadza, bo jednak finał to jest w pewnym stopniu sukces, ale czy z obecnie obranym kursem ten finał będzie także za rok?

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa nie pęka przed NIKIM

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Za nami jakiś szalony czas, ostatni tydzień to było coś, co przyniosło nam taką dawkę emocji, że po prostu trzeba ochłonąć. Zaczęło się od euforii po golu w doliczonym czasie z Wisłą Płock, ale nawet to nie zapowiadało, na jakiej karuzeli znajdziemy się w następnych dniach. Po Rakowie myśleliśmy, że limit spektakularnego widowiska na jakiś czas wyczerpiemy. I przyszedł mecz w Poznaniu.

Sam zastanawiałem się, jak ten mecz będzie wyglądał. Opcje dla mnie były dwie – GieKSa na fali tego rozpędu znów zagra bardzo dobrze albo jednak ciśnienie po energetycznym i emocjonalnym meczu w Częstochowie spadnie, co ze 120 minutami w nogach przełoży się na to, że jednak dość gładko polegniemy. Jak się okazało, sprawdziła się ta pierwsza opcja.

Trener Rafał Górak mówi o tym, że jeśli chcemy być poważną drużyną, to nie możemy mieć wymówek, że gramy co trzy dni i jesteśmy zmęczeni. No niby tak, ale w Polsce… jesteśmy do tych wymówek przyzwyczajeni. Zresztą – niedaleko szukać – trener Łukasz Tomczyk po meczu Rakowa z Motorem właśnie na ten aspekt zwracał uwagę i po prostu narzekał.

A tu nagle pojawia się GieKSa, która nie dość, że właśnie zagrała tę dogrywkę, nie dość, że w najkrótszym możliwym odstępie meczów (czwartek – niedziela), nie dość, że przegrała, to jeszcze musiała jechać na daleki wyjazd do obecnego i z dużym prawdopodobieństwem przyszłego Mistrza Polski.

I ta GieKSa rozegrała przy Bułgarskiej kapitalne zawody. To już nie był taki mecz, jak w poprzednim sezonie w Poznaniu. Wtedy przegraliśmy gładko 0:2 i pocieszaliśmy się tym, że „wstydu nie było”. Jakże daleki jest to obraz od wczorajszego spotkania. Teraz katowiczanie nie byli skromnym beniaminkiem, który przyjeżdża z respektem i liczy, że uda się z tego terenu wywieźć jeden punkt i to najlepiej 0:0. Teraz to była drużyna, która przyjechała tam jak po swoje, grała wysoko, starała się nie dać zepchnąć do defensywy i momentami po prostu dyktować warunki. Lech był przed przerwą dość bezradny.

Jedyne czego nam brakowało to bramki. I długo to wyglądało tak jak mecze, które znaliśmy z tego sezonu – że GKS dominuje, ma nawet jakieś sytuacje, choć nie bardzo klarowne, ale gola zdobyć nie potrafi. Potem przeciwnik włącza swoją jakość ładuje jednego, dwa lub trzy gongi (Cracovia) i mamy po zawodach.

Na szczęście skuteczność jest ostatnio po naszej stronie. I Eman Marković strzelił piękną bramkę głową. Dopiero na powtórce zza bramki było widać, jak dobry był to strzał. Okupiony co prawda rozciętym łukiem brwiowym, bo zaraz po uderzeniu piłki, trafił Eman głową w Joela Pereirę, ale piękny był obrazek, jak jednocześnie nasz zawodnik krwawił i uśmiechał się z powodu zdobytego gola. Piłkarz od tych dwóch meczach gra tak, że za chwilę może stać się jednym z ulubieńców Nowej Bukowej.

W drugiej połowie oglądaliśmy wszystko co najlepsze i… najgorsze w wykonaniu GieKSy. Jak traciliśmy jesienią multum bramek do szatni, to teraz zaczynamy tracić gole zaraz po wyjściu na boisko. Dwa gole w Częstochowie teraz Kolejorz na ukłuł zaraz po przerwie. Koncentracja, panowie, koncentracja! Było w tym oczywiście sporo pecha, bo piłka poodbijała się tak, że trafiła Arka i wpadła do bramki. Ale z drugiej strony, każde wstrzelenie piłki w piąty metr to ryzyko, że takie zamieszanie powstanie i wyjdzie z tego gol. Nawiasem mówiąc to – jeśli dobrze liczę – siódmy gol samobójczy w tym sezonie. Dość absurdalna liczba.

Jak rządzi przypadek, widzieliśmy przy bramce Ilji Szkurina. Tam też po kapitalnym zagraniu Bartka Nowaka, Ilja próbował mijać przeciwnika, ale futbolówka odbiła się od pleców czy od głowy siedzącego rywala i Białorusin dopełnił formalności. Strasznie dziwny ten nasz Ilja, bo ostatnio gra coraz lepiej w środku boiska, dobrze zbiera te piłki i rozprowadza, potem w roli już stricte napastnika dość mocno psuje, a na koniec… strzela gola.

Co do drugiego gola dla Lecha, to przyznam na chłodno, że nie mam pretensji. Oczywiście można powiedzieć, że poszliśmy za bardzo do przodu, że zabrakło asekuracji. Ale tak naprawdę z tego typu sytuacji gol pada raz na sto. Przecież mieliśmy zawodników z tyłu, natomiast Lech świetnie rozegrał tę akcję prostopadłym podaniem. Ale nadal to nie było bardzo duże zagrożenie. Zadecydowało niebywale dobre wykończenie Hakansa. Gdyby on nie zdecydował się na uderzenie z tej niełatwej pozycji, to uważam, że na 90 procent odebralibyśmy piłkę, a już na pewno zdążylibyśmy wrócić – innych piłkarzy Lecha też przecież jeszcze nie było.

Ale GKS dalej cisnął i wcisnął tę trzecią bramkę. Sektor gości znów był w euforii. I tutaj mam pretensje do naszych zawodników, że po minucie stracili znów gola. No nie można tak łatwo wypuszczać prowadzenia.

W końcówce też z jednej strony momentami było nieźle, nie broniliśmy się dramatycznie przez cały doliczony czas, potrafiliśmy oddalić, a Bartek miał nawet szansę na czwartego gola. Z drugiej strony – no muszę to powiedzieć, czasem niefrasobliwość Bartka może być brzemienna w skutkach, bo po zdarzają mu się ostatnio głupie straty, po których rywale przeprowadzają groźne kontry. Nasz pomocnik to ekstraklasowy artysta, ale czasem bym ten artyzm odłożył na rzecz rozwagi. Oczywiście Bartek nie byłby sobą, gdyby nie dał w tym meczu jakiejś liczby, a była to wspomniana asysta do Szkurina.

Swoją robotę zrobił też Rafał Strączek. Interwencja z końcówki pierwszej połowy, ale zwłaszcza dwie kapitalne obrony w doliczonym czasie gry drugiej, uchroniły nas przed fatalnymi nastrojami po końcowym gwizdku sędziego. Bo gdybyśmy strzelili w dwóch meczach na wyjeździe siedem bramek mocnym rywalom i oba te mecze przegrali, to przecież to byłby jakiś dramat. A tak, wywalczyliśmy zasłużony punkt na boisku Mistrza Polski.

Wspomnijmy oczywiście też o Sebastianie Milewski i Damianie Rasaku, bo wykonali oni znakomitą robotę w środku pola i w głównej mierze dzięki nim obraz gry wyglądał tak, jak wyglądał. Graliśmy pressingiem, wysoko, odbieraliśmy piłki. Potem  można było je rozgrywać. Dodam jeszcze, że jak raz na jakiś czas zacentruje w starym stylu Alan, to nie ma co zbierać. Piękna asysta do Emana. No i zadebiutował Marius Olsen i jak na debiut wyszło to całkiem, całkiem.

Pozostał niedosyt po tym meczu, bo jednak GKS trzykrotnie prowadził i trzy razy to prowadzenie tracił. Marzyliśmy o wielkim zwycięstwie, ale to się nie ziściło. Natomiast, jakkolwiek nie powiem, że porażka była wkalkulowana w tym meczu, to dopisany punkt jest lekkim bonusem do naszego dorobku ligowego.

Jednak patrząc długofalowo, ten mecz pokazał coś innego. Ten i w Częstochowie. Że GKS to już ekstraklasowa drużyna pełną gębą, ale do tego jeszcze być może taką z górnej połówki tabeli. Bo jechać sobie na takie wyjazdy i po prostu normalnie grać, prowadzić tę grę, być wysoko na boisku, to nie jest oczywistość. Są drużyny, które właśnie za podwójną gardą się chowają i czekają na 1-2 okazje w meczu do kontry. Pewnie czasem i tak trzeba zagrać. Ale GKS patrzy na silne i słabe strony przeciwników. Skoro Cracovia czy Lechia potrafiły Lecha zdominować przy Bułgarskiej, to nasi trenerzy wyszli pewnie z założenia, że czemu i my nie mamy.

Z drugiej strony w drugiej połowie Lech pokazał jednak ofensywną klasę. Kilka akcji rozegrali świetnych. My też mamy czasem trochę brak szczęścia, że jednak nasi przeciwnicy się budzą i zaczyna im wiele rzeczy wychodzić. Kolejorz uważam, że po przerwie był bardzo groźny. Zresztą te trzy bramki strzelił. Nie bez powodu.

Piękną mamy tę drużynę, szaloną, dającą tyle emocji. Mnóstwo radości po strzelonych bramkach, dużo wkurzenia po traconych. Nad tym drugim aspektem trzeba popracować. Ale z dwojga, wolę 3:3 czy 4:4, w których zespół gra pięknie, walczy, gryzie tę trawę i jest niezłomny, a przy okazji traci gole niż 1:1 czy 0:0 po bezbarwnym, słabym meczu.

Spójrzmy też na to tak – jeśli rywale są na tyle mocni, że potrafią nam strzelić trzy czy cztery bramki, to dobrze, że przynajmniej jesteśmy taką samą liczbą na to odpowiedzieć. Bo przecież moglibyśmy z Lechem przegrać 0:3, a z Rakowem 0:4. I odbiór byłby zgoła odmienny.

Ostatecznie rezultat tego „dwumeczu” jest dla nas minimalnie dobry. Odpadliśmy z Pucharu Polski i zanotowaliśmy „tylko” remis w meczu ligowym. Ale to „tylko”, to jednak bardzo dużo. Zwłaszcza patrząc, jak ten mecz wyglądał. Poza rezultatami liczą się inne rzeczy – te wspomniane powyżej.

Czekamy na Motor. Już w piątek kolejne wyzwanie, wracamy na Nową Bukową po dwóch tygodniach, choć patrząc na te dwa ostatnie mecze mamy wrażenie, że minął z miesiąc. GKS dostarcza emocji i niezapomnianych wrażeń. I o to nam wszystkim chodzi.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Brzmi jak marzenie

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jutro przyjdzie nam się zmierzyć w jednym z najważniejszych pojedynków w nowej historii GieKSy. Równać się może z tym chyba tylko pojedynek z Arką w Gdyni, który choć co prawda był zwykłym pojedynkiem ligowym – to fakt grania w ostatniej kolejce i zależności pomiędzy wynikiem, a awansem jednej z tych drużyn sprawiał, że był to po prostu istny finał sezonu. Arka była wówczas jak Brazylia w 1950, kiedy to w finale na Maracanie wystarczał Kanarkom remis. GieKSa wcieliła się w rolę Urugwaju, który musiał wygrać. I wygrał.

Od tamtego czasu GieKSa gra z dobrym skutkiem w ekstraklasie. I mimo, że jest to „nasza Liga Mistrzów”, to jednak rozgrywamy w niej powszednie mecze ligowe. Fakt, że wiele z nich to są piłkarskie i kibicowskie święta, ale pod względem ważności – są one zwykłymi meczami w najbliższej lidze. Jutro czeka nas mecz niezwykły. Mecz decydujący o czymś, o czym jeszcze niedawno jedynie mogliśmy marzyć w jakichś iluzorycznych majakach. Teraz Katowiczanie stają przed realną szansą. Szansą gry na Stadionie Narodowym o jedno z dwóch najważniejszych trofeów w polskiej piłce.

Zadanie jawi się z jednej strony jako bardzo trudne. Zagramy w końcu z jedną z najlepszych drużyn w ekstraklasie, z ekipą, która świetnie sobie radziła w europejskich pucharach. Stworzony przez Marka Papszuna Raków, pokonując podobne szczeble co GKS, stał się niespodziewanie klubem i drużyną na regularne podium. Byli mistrzem i zdobywcą pucharu.

Z drugiej strony jednak patrząc na ostatnią formę Rakowa, nie jest to drużyna nie do pokonania. Dalej ma bardzo dobrych zawodników, ale coś w tym zespole na wiosnę nie gra. Drużyna nie punktuje należycie, gra jest niemrawa. Na ten moment trener Tomczyk nie wniósł do tego zespołu czegoś mocnego i widocznego. Zadanie po Marku Papszunie miał trudne, ale mimo wszystko – Raków gra przeciętnie.

Dlatego jakbym miał zakwalifikować ten mecz, to powiedziałbym, że Raków jest faworytem, ale nie murowanym. Dałbym w szansach takie 65-35. Pamiętajmy też, że może być remis, a o wszystkim mogą decydować rzuty karne.

Od czasu awansu do ekstraklasy z Rakowem rozegraliśmy cztery mecze, z czego trzy przegraliśmy po 0:1. Nie był to jednak jakieś bardzo słabe spotkania w wykonaniu GieKSy. Najsłabszy był chyba mecz z 1. kolejki obecnego sezonu na Nowej Bukowej. Ale już w poprzednim sezonie u siebie i w grudniu w bieżącym na wyjeździe – to był już spotkania, które porażkami wcale się zakończyć nie musiały.

No dali nam przykład Katowiczanie, jak w Częstochowie zwyciężać mamy, w poprzednim sezonie. Po bardzo dobrym meczu GieKSa wygrała wówczas przy Limanowskiego 2:1. A Raków przecież wtedy był w dużo lepszej formie.

Mamy nadzieję, że zespół już się oswoił z meczami na wyjeździe z wielkimi. Dotychczas wyjąwszy wspomniany mecz z Rakowem, przegrywaliśmy. Na Legii, Lechu czy Jadze. Czas ten trend odwrócić, a szansa ku temu jest bardzo dobra, bo oprócz Rakowa, za chwilę gramy przecież przy Bułgarskiej.

Półfinał Pucharu Polski… Brzmi jak marzenie. Na razie nie ma co myśleć, co dalej. Trzeba się mocno skupić na czwartkowym meczu i po prostu realizować swój plan jak najlepiej. GieKSa to potrafi – pokazała to z Wisłą Płock. Niezależnie czy jest to oddanie piłki czy gra z nią. Ważne, żeby taktyka była dobrze dobrana i realizowana.

Ostatnim raz na tym szczeblu graliśmy 22 lata temu. Ponad dwie dekady. Tyle czasu nie znaczyliśmy nic w Pucharze Polski. Teraz GieKSa jest w najlepszej czwórce. Z nadzieją na więcej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga