Piłka nożna Prasówka
Media: Jeden gol rozstrzyga wielkie polskie derby! Jakby Schalke zagrało z Borussią
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego spotkania Ruch Chorzów – GKS Katowice.
1liga.org – Sobota w F1L: Goku z bramką stadiony świata
[…] Derby w Fortunce? Bardzo lubimy i zawsze na nie czekamy z niecierpliwością! Zgodnie z przewidywaniami od pierwszych minut nie brakowało w tym starciu emocji. W 6.minucie bardzo groźne trafienie Szczepana z okolic szóstego metra instynktownie wybronił Kudła, chroniąc katowiczan przed utratą bramki. W 11. minucie katowiczanie zagrali w pole karne rywala, jednak zarówno Urynowicz jak i Jędrych nie znaleźli patentu na golkipera chorzowian. Choć działo się sporo, do przerwy nie zobaczyliśmy bramek. Na początku drugiej odsłony oba zespoły szukały klarownych sytuacji strzeleckich, ale obie bramki były jak zaczarowane. Dobrą okazję miał m.in. Arkadiusz Jędrych, który odważnie poczynał sobie w okolicach pola bramkowego chorzowian. Bardzo ładny strzał w 59. minucie oddał wprowadzony chwilę wcześniej Artur Pląskowski, jednak perfekcyjnie wyciągnął się w bramce interweniujący Kudła. To był pierwszy sygnał, że ten piłkarz może dziś odgrywać ważną rolę w swoim zespole i… okazało się, że faktycznie miał wejście smoka. W 69. przytomnie zachował się w polu karnym katowiczan i ulokował piłkę między słupkami, zdobywając gola otwierającego wynik. Jak się później okazało to była jedyna bramka w spotkaniu, która dała chorzowianom awans na pozycję wicelidera.
sportowefakty.wp.pl – Niespodziewany bohater derbów w Chorzowie. Przełamanie Ruchu
[…] Tylko kibice Ruchu weszli na derby. Katowiczanie, którzy są skonfliktowani z władzami klubu, ostatecznie na Cichą po czterech latach nie zawitali. W Chorzowie mecz po raz czwarty jesienią obejrzał komplet kibiców i potwierdził, że Ruchowi należy się nowy stadion.
Niebiescy do spotkania przystępowali po trzech grach bez wygranej, ale w spotkaniach Ruch nie grał źle. Z kolei GKS był niepokonany od siedmiu meczów.
Mało kto spodziewał się otwartej gry, wszak obie drużyny mogą pochwalić się jednymi z najlepszym defensyw w Fortuna I lidze. Odważniejszy w początkowej fazie byli goście, ale to Ruch skontrował rywala w 7. minucie. Strzał Daniela Szczepana odbił Dawid Kudła. W kolejnych minutach swoje okazje mieli katowiczanie. Jakub Bielecki potwierdził, że na linii prezentuje się bardzo dobrze. Szczęścia próbował m.in. Arkadiusz Jędrych. W końcu inicjatywę przejął Ruch, ale niewiele z tego wynikało. Spotkanie było zamknięte i wiele wskazywało na to, że o wyniku może zadecydować jedna bramka.
Podobnie było po przerwie. Nikt nie chciał się otworzyć. W 49. minucie kolejną okazję miał Jędrych, jego strzał z ostrego kąta odbił Bielecki. Decydujące dla losów gry były przeprowadzane zmiany. Po stronie Ruchu na plac gry weszli Mikołaj Kwietniewski i Artur Pląskowski. W drużynie GKS-u boisko opuścił motor napędowy Adrian Błąd.
W 69. minucie padła jedyna bramka. Po dośrodkowaniu z prawej strony piłka została wybita na piętnasty metr. Strzał Tomasza Wójtowicza odbił się od słupka, do piłki po chwili dopadł Pląskowski i mocnym strzałem trafił do siatki. To było trzecie trafienie napastnika, który po wejściu na plac gry prezentował się z bardzo dobrej strony.
Katowiczanie szukali wyrównania, w 83. minucie strzał głową z ok. 11 metrów oddał Grzegorz Janiszewski, Bielecki końcami palców wybił piłkę na korner. W doliczonym czasie Oskar Repka chciał wymusić rzut karny i otrzymał drugą żółtą kartkę w meczu. Chwilę później sędzia skończył spotkanie.
sport.interia.pl – Jeden gol rozstrzyga wielkie polskie derby! Jakby Schalke zagrało z Borussią
Czasami o wszystkim decydują rezerwowi. Trener Jarosław Skrobacz miał nosa, że w drugiej połowie śląskich derbów wpuścił Artura Pląskowskiego. Dawid Kudła, bramkarz Katowic jest w bardzo wysokiej formie. Także w meczu z Ruchem spisywał się świetnie, jednak golowi, którego wbił Pląskowski nie mógł zapobiec. Mecz klubów z sąsiednich miast i sąsiadów w tabeli zakończył się cennym zwycięstwem Ruchu.
Po czterech latach przerwy doczekaliśmy się wreszcie ligowej rywalizacji Ruchu z GieKSą. Od rana oba miasta przebierały nogami. Na meczu pojawił się m.in. Piotr Czaja, który w 1970 roku ustanowił niepobity do dziś rekord 1007 minut bez puszczonego gola w ekstraklasie. Ustanowił go grając w GKS-ie Katowice i Ruchu Chorzów.
Pierwszą okazję stworzył Ruch: w 7. minucie po szybkiej akcji strzelał Daniel Szczepan, ale katowicki bramkarz Dawid Kudła rewelacyjnie obronił. W rewanżu nie gorzej spisał się Jakub Bielecki. Mecz toczył się w szybkim tempie. Obie strony chciały wygrać, po kwadransie katowiczanie zaczęli seryjnie dochodzić do sytuacji strzeleckich. Raz piłka znalazła się na… górnej siatce bramki Bieleckiego.
Potem gra się uspokoiła, wyglądało jakby obie drużyny były w klinczu. Nie pozwalały zrobić sobie krzywdy i nie były w stanie zrobić krzywdy rywalowi. Dwaj piłkarze GKS-u dostali żółte kartki za faule, których dopuszczali się jednak daleko od własnego pola karnego. Do przerwy nie padła żadna bramka.
W drugiej połowie GieKSa uwierzyła, że może ten mecz wygrać, goście zaczęli oddawać więcej strzałów z dystansu, z którymi Bielecki miał kłopot. Katowiczanie grali jednak nieskutecznie i tak jednak kilka razy Cicha ucichła, bo Ruch miał szczęście. Stadion ożywił się kiedy ładny strzał z dystansu oddał rezerwowy Artur Pląskowski, Kudła jednak bez zarzutu obronił.
Stadion eksplodował kiedy w 69. minucie po zamieszaniu ładnego gola dla Ruchu wbił Pląskowski. Tym razem Kudła był bezradny. Ruch poszedł za ciosem, zagrzewany przez publiczność miał szanse na kolejne bramki. Żadna już jednak nie padła. GKS próbował wyrównać, ale nic z tego nie wyszło. W 90. minucie drugą żółtą kartkę, w konsekwencji czerwoną, za próbę wymuszenia karnego dostał Oskar Repka.
sportdziennik.com – Derby dla Ruchu!
Ruch Chorzów – GKS Katowice 1:0. Gol rezerwowego Artura Pląskowskiego zapewnił „Niebieskim” prestiżowe zwycięstwo w bardzo wyrównanych derbach.
Ruch zmierzył się z GieKSą pierwszy raz od ponad 4 lat. Wtedy był w drodze ku historycznemu spadkowi na trzeci poziom rozgrywkowy, teraz jako beniaminek plasuje się w czołówce pierwszej ligi, ale derbowy efekt był ten sam: znów pokonał sąsiada z Bukowej. To był mecz z gatunku „kto strzeli pierwszy – ten wygra”. Bardzo wyrównany, z cechami wolicjonalnymi przewyższającymi przeciętność, bez dużej liczby sytuacji, ale tego można się było spodziewać, zważywszy że stanęły naprzeciw siebie najlepsza i trzecia najlepsza defensywa na zapleczu ekstraklasy.
O wyniku zadecydowała 69. minuta. Kacper Michalski, będący mocno pod „prądem” z racji żółtej kartki, dośrodkował w pole karne, do piłki doszedł rodwity katowiczanin Tomasz Wójtowicz, a jego strzał z bliska dobił jeszcze Artur Pląskowski. Bywało, że do wprowadzonego z ławki napastnika kibice mieli w tym sezonie zastrzeżenia, ale złotą bramką w tak prestiżowych derbach zapewne zapracował sobie na solidny kredyt sympatii i zaufania. Wpisał się na listę strzelców, ale dał po prostu dobrą zmianę, ożywiając zespół. W pierwszej połowie obie strony mogły żałować jednej okazji. W 7. minucie Ruch przeprowadził najładniejszą akcję meczu zakończoną dośrodkowaniem Kacpra Michalskiego do Daniela Szczepana, który uderzył z bliska i w tempo, ale Dawid Kudła był świetnie ustawiony. Po przeciwnej stronie boiska z kolei Jakub Bielecki odbił strzał Arkadiusza Jędrycha, stopera, którego piłka szukała dziś w „szesnastce”. W końcówce GKS dążył do odrobienia strat – Bielecki błysnął paradą po uderzeniu głową Grzegorza Janiszewskiego – ale doliczony czas dogrywał w osłabieniu, jako że drugą żółtą kartkę, za próbę wymuszenia rzutu karnego po pojedynku z Patrykiem Sikorą, ujrzał Oskar Repka. Mecz obejrzał komplet 9300 widzów, niespełna 500 biletów chorzowianie rozpoczęli dystrybuować na dobę przed pierwszym gwizdkiem; wtedy, gdy mieli już pewność, że na Cichą nie przyjadą fanatycy GieKSy, którzy prowadzą bojkot przeciwko Markowi Szczerbowskiemu i nie byli w stanie dojść do konsensusu ws. autoryzacji listy wyjazdowej, przez co przepadła im szansa na pierwszą od 20 lat wizytę w Chorzowie.Nie tylko przez to oprawa tych derbów była mniej efektowna niż można się było spodziewać, bo – no właśnie – ultrasi Ruchu nie zaprezentowali żadnej oprawy ani na wejście, ani w trakcie spotkania, ale efektownie było jak zwykle na sektorze rodzinnym. Niezależnie od tych kibicowskich wątków, to było godne zakończenie bardzo udanego roku przy Cichej. Ruch ostatnie dwa tegoroczne mecze zagra na wyjazdach – w Tychach i Bełchatowie. GieKSa zaś, której seria 7 ligowych spotkań bez porażki dobiegła końca, przy Bukowej podejmie jeszcze Chojniczankę i ŁKS.
dziennikzachodni.pl – Ruch Chorzów – GKS Katowice 1:0. Śląskie derby dla Niebieskich
[…] Piłkarze Ruchu wygrali prestiżowy pojedynek z GKS Katowice przerywając passę siedmiu meczów bez porażki sąsiadów zza miedzy. Goście kończyli śląskie derby w dziesiątkę, ho w doliczonym czasie gry drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę, za próbę wymuszenia rzutu karnego dostał Oskar Repka.
Początek spotkania na Cichej należał do Ruchu. Gospodarze szybko wypracowali sobie znakomitą sytuację do objęcia prowadzenia. Po płaskim dośrodkowaniu Kacpra Michalskiego z prawej strony boiska sam przed bramkarzem GKS znalazł się Daniel Szczepan. Dawid Kudła znakomicie obronił jednak strzał napastnika Niebieskich z najbliższej odległości.
Katowiczanie odpowiedzieli uderzeniem Arkadiusza Jędrycha z 12 m, jednak piłka poleciała wprost w Jakuba Bieleckiego, który odbił ją przed siebie. To były najlepsze okazje obu zespołów do przerwy.
W I połowie niesieni dopingiem kibiców Niebiescy mieli optyczną przewagę i częściej byli przy piłce, ale z jej rozgrywania na połowie gości niewiele brakowało, bo GKS dobrze się bronił potwierdzając, że nie przypadkowo stracił w tym sezonie najmniej bramek w Fortuna 1. Lidze.
Podopieczni trenera Rafała Górala próbowali zagrozić bramce Ruchu po kontrach i stałych fragmentach gry, lecz po ich uderzeniach głową piłka przelatywała nad poprzeczką.
Ruch nie był zadowolony z bezbramkowego remisu do przerwy, ale swojej szansy upatrywał w tym, że w przeciwieństwie do katowiczan znacznie więcej bramek strzela w tych rozgrywkach w II połowie.
Drugą odsłonę niespodziewanie lepiej zaczął jednak GKS. Znów świetną okazję miał Jędrych, lecz Bielecki zdołał sparować piłkę na róg, a po uderzeniu Bartosza Jaroszka bramkarz chorzowian znów wykazał się refleksem.
Niebiescy przetrwali ofensywę GKS i zadali decydujący cios. Co prawda pierwszy strzał wprowadzonego chwilę wcześniej do gry Artura Pląskowskiego obronił Kudła, ale w kolejnej akcji po odbiciu się piłki od słupka rezerwowy napastnik Ruchu popisał się skuteczną dobitką z 5 metrów.
Po tym golu cały stadion a Cichej oszalał ze szczęścia, a chorzowianie poszli za ciosem i mieli kolejne okazje strzeleckie. Najlepszą zmarnował Szczepan, który po raz kolejny został zablokowany w polu karnym.
Katowiczanie w końcówce starali się odrobić straty. Bielecki wyciągnął się jak długi broniąc strzał głową Grzegorza Janiszewskiego. Kilka razy zakotłowało się w polu karnym Niebieskich, ale Ruch utrzymał prowadzenie w ostatnim w tym roku spotkaniu w roli gospodarza i awansował na drugie miejsce w tabeli I ligi.
Felietony Piłka nożna
Trudność w podejściu do średniawki
Aaaa qrwa jego mać…
To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.
Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.
Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.
O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.
Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.
Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.
Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.
Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.
Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.
Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.
Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.
Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.
Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.
Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.
Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.
Piłka nożna
Rafał Strączek 2029!
Rafał Strączek podpisał nowy kontrakt z klubem, a ogłoszenie tego miało miejsce przed piątkowym spotkaniem z Motorem Lublin. Tym samym ucięto medialne spekulacje o przeprowadzce do Poznania.
Nowa umowa będzie obowiązywać do czerwca 2029 roku. Bramkarz, po wejściu do pierwszej jedenastki, świetnie się spisuje i ma wielki udział w wynikach GKS Katowice. W tym sezonie w 23 spotkaniach 8 razy zachował czyste konto.
Piłkarzowi życzymy zdrowia, dalszych dobrych występów i sukcesów z naszym klubem.
Galeria Kibice Piłka nożna
Kibicowskie święto w Kielcach
Zapraszamy do galerii z Kielc, gdzie GieKSa podzieliła się punktami z Koroną. Zdjęcia zrobił dla Was Misiek.


Kato
2 listopada 2022 at 11:15
Trener GKS uważa że z gry derby były na remis… Gdyby nie było to tragiczne, to może było by śmieszne.