Dołącz do nas

Piłka nożna Wywiady

Mini- wywiad z trenerem Piekarczykiem po 5 spotkaniach [WYWIAD]

Avatar photo

Opublikowany

dnia

5 meczów w tym dwa w pucharze, bilans 3-0-2. Po przegranym meczu z Arką o mini podsumowanie tego okresu poprosiliśmy trenera Piekarczyka. Poczytajcie, co miał do powiedzenia trener.

GieKSa.pl: Trenerze 5 meczów za nami w tym dwa w pucharze wygrane. Jakby Pan podsumował ten okres.

Piekarczyk: Boli porażka z Sosnowcem, gra tam była słaba szczególnie o doświadczonych zawodników. Tutaj jesteśmy tydzień poza domem. Nie szukamy wymówek, ale brakowało nam trochę naszych obiektów by przejść cykl regeneracyjny. Być może na niektórych źle podziałała taka dawka meczów. Z drugiej strony Ci, co grali większość meczów prezentowali się pod tym względem dobrze. Dziś boli porażka w 94 minucie, trzeba jednak przyznać, że w meczach z Arką na wiosnę i dzisiaj mieliśmy tego szczęścia aż za dużo. Jeśli chodzi o ocenę to całego cyklu to ciężko na gorąco zebrać myśli.

To, co miało być atutem GieKSy, czyli gra skrzydłami na razie nie przynosi wielu korzyści. Dziś słaby występ Franczaka, Wołkowicz też nie wiele dał w porównaniu do meczu z Wigrami, Bębenek na razie nie może się odnaleźć.

Jeśli chodzi o Bębenka to jest to największa niespodzianka In minus. Frańczak i Wołkowicz zagrali w tych dwóch meczach 3 połówki dobrze. Szarpią i walczą na boisku. Niekiedy brakuje młodszym graczom boiskowego cwaniactwa i doświadczenia. Dziś przed bramką też mogliśmy przetrzymać piłkę i skończyć mecz. Skrzydła grają dobrze, gdy środek gra dobrze a dziś tego zabrakło w drugiej połowie. Tutaj mieliśmy większy problem ze środkowymi pomocnikami, oni muszą przetrzymywać dłużej piłkę i dziś w pierwszej połowie nieźle to wyglądało. Z Wigrami w tej strefie gra była płynna.

Z czego wynika problem Bębenka? Nie można wszystkiego usprawiedliwiać kontuzją, którą miał w okresie przygotowawczym czy też tym, że jest nowy w drużynie.

Trudno mi powiedzieć, trenuje tak jak wszyscy, miał małą przerwę w przygotowaniach. Mamy do niego pretensję o brak wybicia dziś piłki. Chciał ją wyprowadzić, ale się nie udało. Z tego wziął się nasz dramat w dzisiejszym meczu…. ( Chwila ciszy)….. Nie wiem.

Wspomniał Pan o braku cwaniactwa u młodszych. Nie brakuje Panu jednak większego doświadczenia, jeśli chodzi o całą drużynę?

Granica wieku się przesuwa. Dziś 28 letni Burkhardt jest doświadczonym graczem, grał w wielu drużynach. Według mnie dziś druga linia była doświadczona pomijając młodego Wołkowicza.

Chcieliśmy jeszcze zapytać o stałe fragmenty gry, dziś znowu mieliśmy z nimi problem, jeśli chodzi o defensywę. Od pewnego czasu bronimy w 11stu. Nie planuje Pan czegoś zmienić by wystawić kogoś na kontry?

Za dużo dziś takich momentów nie było. Na pewno jest to problem i sygnalizowałem to wcześniej. Dziś było jeszcze gorzej, bo wypadł Leimonas i nie mieliśmy wysokiego zawodnika. My mocarzami, jeśli chodzi o wzrost nie jesteśmy. Arka wchodziła w nasze stałe fragmenty gry większą ilością graczy. Większym problemem jest dopuszczanie do tych stałych fragmentów gry jak np. w pierwszej połowie faul Frańczaka gdzie można było tego uniknąć. Czasem nadpobudliwość potęguje większą ilość stałych fragmentów dla przeciwnika.

Trenerze, co z Leimonasem?

Do następnego meczu powinien być gotowy

Mateusz Kuchta zagrał dziś pierwszy raz w lidze. Proszę powiedzieć na dziś jego wejście było kwestią w 100% wygranej rywalizacji czy jednak statusu młodzieżowca w polu.

Była to kwestia młodzieżowca w polu. Kuchta i Dobroliński są naszym zdaniem na tym samym poziomie. Dla nas najważniejszą kwestią było wzmocnienie zespołu w polu. Mamy dobrego bramkarza, ale w polu Szołtys nic nie wniósł. Dziś się sprawdził.

Myśli Pan o daniu większej ilości czasu Danielowi Ciechańskiemu?

Goncerz nie może się obudzić, dziś też miał niezłą sytuację. Trzeba będzie się zastanowić czy Ciechański na dziś jest w lepszej dyspozycji niż Goncerz czy może zmienić cały system grania. W tej chwili jednak potrzebowalibyśmy większej ilości czasu na nowe ustawienie.

Pamiętamy, iż Goncerz grał na pomocy. Jest szansa na takie ustawienie tego zawodnika w roli fałszywego skrzydłowego i Ciechańskiego w ataku?

Wątpię. Po takim sezonie jak ostatni ciężko byłoby mu się przestawić.

Czuje Pan, że dobrze GieKSa wytrzymała fizycznie te trudy dwu-meczu?

Arka w pucharze nie grała chyba w podstawowym składzie, kilku graczy nie grało z Chojniczanką. Dziś w kilku momentach zabrakło nam dokładności i świeżości pod koniec. Tak jak mówiłem, zabrakło nam trochę tego, że byliśmy ciągle w drodze przez te mecze.

Będzie Pan rozmawiał z prezesami o wzmocnieniach?

Cały czas rozmawiamy, szukamy młodzieżowca do pola. Szukamy również napastnika i środkowego pomocnika.

Aleksander Kwiek, jego widziałby Pan w składzie?

Temat był, ale bez szczegółów.

13 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

13 komentarzy

  1. Avatar photo

    Ziga

    16 sierpnia 2015 at 15:34

    Temat kurwa byl i co i moze kurwa juz go nie ma bo go nie potrzebujesz bo masz pomocnikow?czlowieku ogarnij sie bo z taka gra za 3 kolejki cie Proksa zwolni.dyrektor te lepiej niech w tym tyg zacznie wzmocnienia bo to jest dramat narazie tylko trochim i kuchta cos graja bury w ciula leci bebenek narazie slaby a jurek w rezerwach ja sie pytam z 21 zawodnikami z ta kadra walczymy o awans??? Niech zarzad sie ogarjie i przejrzy na ocZy jeszcze jedt 2 tyg okienka a tacy zawodnicy bez klubu jak kwiek broZek hanzel czy banas to sa nazwiska pewne z renoma. I skoczcie juz pierdolic ze zmeczenie bylo to jest kurwa poczatek sezonu to co piekarczyk ich zle przygotowal? Poczatek sezonu jedt czas sie opamietac ze kadre trzeba wzmocnic paroma graczami i wtedy walczyc bo z tym skladem mozemy zapomniec i cZekac na grudniowe okienko no chyba ze macie wyjebane bo awans ma byc za 2 lata to juz teraz to pierdolcie

  2. Avatar photo

    Ziga

    16 sierpnia 2015 at 16:01

    Jeszcze jakub wilk jest wolny

  3. Avatar photo

    Luk

    16 sierpnia 2015 at 16:53

    A o wzmocnieniach nie rozmawia sie z Dyrektorem Sportowym?
    Oswieccie mnie. Bo chyba po to m.in. jest to stanowisko.

  4. Avatar photo

    1964

    16 sierpnia 2015 at 18:18

    Czas aby banda kolesiów z bukowej się wyniosła.Cygan zrobił sporo w kwestii zadłużenia,sportowo dno!Proksa dyrektor sportowy żart!Piekarczyk sorry ale nie!Wszystko w tym klubie jak i mieście jest popier….ne!Katowice-miasto galerii!Tyle lat upokorzeń i światełka w tunelu nie widać!To wkurwia ale i tak będę chodził na mecze mojego klubu!Yno GieKSa!

  5. Avatar photo

    Irishman

    16 sierpnia 2015 at 22:23

    Dajcie spokój z tym Kwiekiem! W ogóle nie wiem po co nam środkowy pomocnik????? Jest coraz lepiej grający Trochim (choć nie w ostatnim meczu, ale grał długo w środę), jest grający trochę w kratkę Bury, ale też nieźle, jest w końcu Bętkowski. To mamy szastać kasą na graczy na pozycję, gdzie nie jest najgorzej GDY NA INNYCH POZYCJACH JEST BIEDA?!?!?!
    A co z napastnikiem? Przecież Gonzo to cień samego siebie z wiosny! I nie gadajcie, że nie dostaje podań! Dostaje, tylko piłka odskakuje mu na 5 metrów! Myślałem, że może w końcu dostanie na szpicy szansę Ciechański ale nie dostaje, bo jest słaby i musimy dalej szukać albo… no już nie wiem co jest.
    Na lewej pomocy najlepiej spisuje się Frańczak, ewentualnie Wołkowicz ale co w takim razie z prawą pomocą? Tu na razie totalnie daje ciała Bębenek. No można tu przesunąć Czerwińskiego ale co wtedy z prawą obroną? TU TRZEBA WZMOCNIEŃ!!! Podobnie jak na pozycji stopera! Przecież o tym, że kładziemy nacisk na stałe fragmenty gry gadał jeszcze Skowronek, potem Piekarczyk. I CO??? Nadal jest problem, a to jest wina właśnie stoperów. No niestety, trzeba w końcu spojrzeć prawdzie w oczy! Pomimo tego, że Jurkowski miał u nas świetne początki, dziś niestety stanowi potencjalne zagrożenie dla drużyny. No a lewa obrona? Pietrzak jest bardzo pożyteczny w ofensywie, ale z tyłu? No ale dobra, powiedzmy, że razem z Frańczakiem jakoś mogą ogarnąć temat.
    Reasumując – nie jest nam potrzebny żaden środkowy pomocnik, ani nawet młodzieżowiec. Tu trzeba: napastnika, stopera i prawego pomocnika/obrońcy!

  6. Avatar photo

    Ziga

    16 sierpnia 2015 at 22:34

    kwiek i banas najlepsi obecnie wolni zawodnicy do wziecia potem hanzel u brozek

  7. Avatar photo

    Lekarz

    17 sierpnia 2015 at 00:08

    Umisz tak? To zrób! Patrzysz? Wezwijta.

  8. Avatar photo

    misiek

    17 sierpnia 2015 at 06:25

    Tu swego czasu trenerem był Nawałka i również z tą bandą kolesi nic wielkiego nie zrobił – awans nam nie groził… Gdyby „spółdzielnia” miała lepszy humor i grała bardziej „swoje” to na Nim też wieszalibyśmy psy. Tu kolejni graczyki nic nie zmienią. Ci co są wystarczą, jak przestaną odwalać pańszczyznę… Taktyka fajna w szatni. Zero z tyłu… Przynajmniej nie wtapiamy wysoko… Do poprawy konrty i skuteczność… Bo w każdym meczu te akcje są… Ewentualnie napastnik…

  9. Avatar photo

    Anty GRZYB

    17 sierpnia 2015 at 10:07

    ziga mosz racja oni maja juz na to wyjebane jak od kilku lat ino teroz to szybci i leli widac a tego sosnowca to im nigdy nie zapomna

  10. Avatar photo

    kibic

    17 sierpnia 2015 at 11:22

    na radzie to trzeba by zwolnic Prokse za tranasfery kolejny raz nie trafione,potem trenera za zle ustawienie druzyny tylko do obrony a na koniec trzeba by wyjebac z 70 procent skadu do rezerw bo sie nie nadaja do gry w 1 lidze,tylko kto to zrobi Cygan zadufany w sobie liczy kase z miasta Proksa chodzi za nim jak cien a tu trzeba wdziasc sie do roboty i w naszybko wzmocnic sklad bo jak tak dalej pujdzie to zostanie nam tylko obrona przed spadkiem

  11. Avatar photo

    Igor

    19 sierpnia 2015 at 18:17

    Coś tam brakuje… momentami wygląda to nieźle, ale w większości na minus. Powiedzieli, że w tym roku awansu nie planują, bo trzeba zgrać zespół i powalczyć o awans w następnym. Mam tylko nadzieję, że jak ten skład nie zaskoczy, to po rundzie jesiennej będą zmiany (bo na razie to zmiany zaczynali robić na miesiąc przed rozgrywkami – efekty widać było i jest na boisku…). I bardziej chodzi tu o zmiany w ustawieniu, taktyce, motywacji, bo drużyny sobie nie kupimy, a ten skład może coś zdziałać.

  12. Avatar photo

    Zygzak

    21 sierpnia 2015 at 10:05

    Co wy tak na tego Piekarczyka jedziecie.To jest dobry trener,tylko zawodników ma dupiatych.W pierwszej kolejności powinnien lecieć prezes Cygan i dyrektor Proksa.Te transfery to po żal się Boże,szkoda gadać(oprócz Burkharda,Trochima i wypożyczonego Kuchty)inni wszyscy powinni grać w jakiś A klasowych zespołach.Jak tak dalej pójdzie to będzie spadek do II ligi a nie awans do ekstraklasy.Obym się mylił.Pozdrowienia dla normalnych Gieksiarzy!

  13. Avatar photo

    kibic

    21 sierpnia 2015 at 22:02

    do Zygzak ty jedyny zauwazyles bledy prezesa i Proksy,na chwile obecna osoba odpowiadajaca za transfery i oszustwa o dobrych wzmocnieniach powinna podac sie do dymisji,ale co nie zauwazyles to jest system gry trenera i to juz za dawnych czasow polegajacym na mocnej obronie i tylko grze z kontry,tylko ze w tedy w druzynie w obronie grali ludzie z jajami a teraz panienki,a do tego zawsze mial szybkich napastnikow a teraz juz nie mamy nic wiec moze najwyzszy czas podziekowac wszystkim ludziom z dawnej gks-y niech usiada na lozy honorowej i zaczac budowac wszystko od nowa bo na chwile obecna wyglada to fatalnie a Proksa dalej bredzie o transferach i rozmowach tylko z kim i kiedy bo to juz gada rok niestety

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

GieKSa nie pęka przed NIKIM

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Za nami jakiś szalony czas, ostatni tydzień to było coś, co przyniosło nam taką dawkę emocji, że po prostu trzeba ochłonąć. Zaczęło się od euforii po golu w doliczonym czasie z Wisłą Płock, ale nawet to nie zapowiadało, na jakiej karuzeli znajdziemy się w następnych dniach. Po Rakowie myśleliśmy, że limit spektakularnego widowiska na jakiś czas wyczerpiemy. I przyszedł mecz w Poznaniu.

Sam zastanawiałem się, jak ten mecz będzie wyglądał. Opcje dla mnie były dwie – GieKSa na fali tego rozpędu znów zagra bardzo dobrze albo jednak ciśnienie po energetycznym i emocjonalnym meczu w Częstochowie spadnie, co ze 120 minutami w nogach przełoży się na to, że jednak dość gładko polegniemy. Jak się okazało, sprawdziła się ta pierwsza opcja.

Trener Rafał Górak mówi o tym, że jeśli chcemy być poważną drużyną, to nie możemy mieć wymówek, że gramy co trzy dni i jesteśmy zmęczeni. No niby tak, ale w Polsce… jesteśmy do tych wymówek przyzwyczajeni. Zresztą – niedaleko szukać – trener Łukasz Tomczyk po meczu Rakowa z Motorem właśnie na ten aspekt zwracał uwagę i po prostu narzekał.

A tu nagle pojawia się GieKSa, która nie dość, że właśnie zagrała tę dogrywkę, nie dość, że w najkrótszym możliwym odstępie meczów (czwartek – niedziela), nie dość, że przegrała, to jeszcze musiała jechać na daleki wyjazd do obecnego i z dużym prawdopodobieństwem przyszłego Mistrza Polski.

I ta GieKSa rozegrała przy Bułgarskiej kapitalne zawody. To już nie był taki mecz, jak w poprzednim sezonie w Poznaniu. Wtedy przegraliśmy gładko 0:2 i pocieszaliśmy się tym, że „wstydu nie było”. Jakże daleki jest to obraz od wczorajszego spotkania. Teraz katowiczanie nie byli skromnym beniaminkiem, który przyjeżdża z respektem i liczy, że uda się z tego terenu wywieźć jeden punkt i to najlepiej 0:0. Teraz to była drużyna, która przyjechała tam jak po swoje, grała wysoko, starała się nie dać zepchnąć do defensywy i momentami po prostu dyktować warunki. Lech był przed przerwą dość bezradny.

Jedyne czego nam brakowało to bramki. I długo to wyglądało tak jak mecze, które znaliśmy z tego sezonu – że GKS dominuje, ma nawet jakieś sytuacje, choć nie bardzo klarowne, ale gola zdobyć nie potrafi. Potem przeciwnik włącza swoją jakość ładuje jednego, dwa lub trzy gongi (Cracovia) i mamy po zawodach.

Na szczęście skuteczność jest ostatnio po naszej stronie. I Eman Marković strzelił piękną bramkę głową. Dopiero na powtórce zza bramki było widać, jak dobry był to strzał. Okupiony co prawda rozciętym łukiem brwiowym, bo zaraz po uderzeniu piłki, trafił Eman głową w Joela Pereirę, ale piękny był obrazek, jak jednocześnie nasz zawodnik krwawił i uśmiechał się z powodu zdobytego gola. Piłkarz od tych dwóch meczach gra tak, że za chwilę może stać się jednym z ulubieńców Nowej Bukowej.

W drugiej połowie oglądaliśmy wszystko co najlepsze i… najgorsze w wykonaniu GieKSy. Jak traciliśmy jesienią multum bramek do szatni, to teraz zaczynamy tracić gole zaraz po wyjściu na boisko. Dwa gole w Częstochowie teraz Kolejorz na ukłuł zaraz po przerwie. Koncentracja, panowie, koncentracja! Było w tym oczywiście sporo pecha, bo piłka poodbijała się tak, że trafiła Arka i wpadła do bramki. Ale z drugiej strony, każde wstrzelenie piłki w piąty metr to ryzyko, że takie zamieszanie powstanie i wyjdzie z tego gol. Nawiasem mówiąc to – jeśli dobrze liczę – siódmy gol samobójczy w tym sezonie. Dość absurdalna liczba.

Jak rządzi przypadek, widzieliśmy przy bramce Ilji Szkurina. Tam też po kapitalnym zagraniu Bartka Nowaka, Ilja próbował mijać przeciwnika, ale futbolówka odbiła się od pleców czy od głowy siedzącego rywala i Białorusin dopełnił formalności. Strasznie dziwny ten nasz Ilja, bo ostatnio gra coraz lepiej w środku boiska, dobrze zbiera te piłki i rozprowadza, potem w roli już stricte napastnika dość mocno psuje, a na koniec… strzela gola.

Co do drugiego gola dla Lecha, to przyznam na chłodno, że nie mam pretensji. Oczywiście można powiedzieć, że poszliśmy za bardzo do przodu, że zabrakło asekuracji. Ale tak naprawdę z tego typu sytuacji gol pada raz na sto. Przecież mieliśmy zawodników z tyłu, natomiast Lech świetnie rozegrał tę akcję prostopadłym podaniem. Ale nadal to nie było bardzo duże zagrożenie. Zadecydowało niebywale dobre wykończenie Hakansa. Gdyby on nie zdecydował się na uderzenie z tej niełatwej pozycji, to uważam, że na 90 procent odebralibyśmy piłkę, a już na pewno zdążylibyśmy wrócić – innych piłkarzy Lecha też przecież jeszcze nie było.

Ale GKS dalej cisnął i wcisnął tę trzecią bramkę. Sektor gości znów był w euforii. I tutaj mam pretensje do naszych zawodników, że po minucie stracili znów gola. No nie można tak łatwo wypuszczać prowadzenia.

W końcówce też z jednej strony momentami było nieźle, nie broniliśmy się dramatycznie przez cały doliczony czas, potrafiliśmy oddalić, a Bartek miał nawet szansę na czwartego gola. Z drugiej strony – no muszę to powiedzieć, czasem niefrasobliwość Bartka może być brzemienna w skutkach, bo po zdarzają mu się ostatnio głupie straty, po których rywale przeprowadzają groźne kontry. Nasz pomocnik to ekstraklasowy artysta, ale czasem bym ten artyzm odłożył na rzecz rozwagi. Oczywiście Bartek nie byłby sobą, gdyby nie dał w tym meczu jakiejś liczby, a była to wspomniana asysta do Szkurina.

Swoją robotę zrobił też Rafał Strączek. Interwencja z końcówki pierwszej połowy, ale zwłaszcza dwie kapitalne obrony w doliczonym czasie gry drugiej, uchroniły nas przed fatalnymi nastrojami po końcowym gwizdku sędziego. Bo gdybyśmy strzelili w dwóch meczach na wyjeździe siedem bramek mocnym rywalom i oba te mecze przegrali, to przecież to byłby jakiś dramat. A tak, wywalczyliśmy zasłużony punkt na boisku Mistrza Polski.

Wspomnijmy oczywiście też o Sebastianie Milewski i Damianie Rasaku, bo wykonali oni znakomitą robotę w środku pola i w głównej mierze dzięki nim obraz gry wyglądał tak, jak wyglądał. Graliśmy pressingiem, wysoko, odbieraliśmy piłki. Potem  można było je rozgrywać. Dodam jeszcze, że jak raz na jakiś czas zacentruje w starym stylu Alan, to nie ma co zbierać. Piękna asysta do Emana. No i zadebiutował Marius Olsen i jak na debiut wyszło to całkiem, całkiem.

Pozostał niedosyt po tym meczu, bo jednak GKS trzykrotnie prowadził i trzy razy to prowadzenie tracił. Marzyliśmy o wielkim zwycięstwie, ale to się nie ziściło. Natomiast, jakkolwiek nie powiem, że porażka była wkalkulowana w tym meczu, to dopisany punkt jest lekkim bonusem do naszego dorobku ligowego.

Jednak patrząc długofalowo, ten mecz pokazał coś innego. Ten i w Częstochowie. Że GKS to już ekstraklasowa drużyna pełną gębą, ale do tego jeszcze być może taką z górnej połówki tabeli. Bo jechać sobie na takie wyjazdy i po prostu normalnie grać, prowadzić tę grę, być wysoko na boisku, to nie jest oczywistość. Są drużyny, które właśnie za podwójną gardą się chowają i czekają na 1-2 okazje w meczu do kontry. Pewnie czasem i tak trzeba zagrać. Ale GKS patrzy na silne i słabe strony przeciwników. Skoro Cracovia czy Lechia potrafiły Lecha zdominować przy Bułgarskiej, to nasi trenerzy wyszli pewnie z założenia, że czemu i my nie mamy.

Z drugiej strony w drugiej połowie Lech pokazał jednak ofensywną klasę. Kilka akcji rozegrali świetnych. My też mamy czasem trochę brak szczęścia, że jednak nasi przeciwnicy się budzą i zaczyna im wiele rzeczy wychodzić. Kolejorz uważam, że po przerwie był bardzo groźny. Zresztą te trzy bramki strzelił. Nie bez powodu.

Piękną mamy tę drużynę, szaloną, dającą tyle emocji. Mnóstwo radości po strzelonych bramkach, dużo wkurzenia po traconych. Nad tym drugim aspektem trzeba popracować. Ale z dwojga, wolę 3:3 czy 4:4, w których zespół gra pięknie, walczy, gryzie tę trawę i jest niezłomny, a przy okazji traci gole niż 1:1 czy 0:0 po bezbarwnym, słabym meczu.

Spójrzmy też na to tak – jeśli rywale są na tyle mocni, że potrafią nam strzelić trzy czy cztery bramki, to dobrze, że przynajmniej jesteśmy taką samą liczbą na to odpowiedzieć. Bo przecież moglibyśmy z Lechem przegrać 0:3, a z Rakowem 0:4. I odbiór byłby zgoła odmienny.

Ostatecznie rezultat tego „dwumeczu” jest dla nas minimalnie dobry. Odpadliśmy z Pucharu Polski i zanotowaliśmy „tylko” remis w meczu ligowym. Ale to „tylko”, to jednak bardzo dużo. Zwłaszcza patrząc, jak ten mecz wyglądał. Poza rezultatami liczą się inne rzeczy – te wspomniane powyżej.

Czekamy na Motor. Już w piątek kolejne wyzwanie, wracamy na Nową Bukową po dwóch tygodniach, choć patrząc na te dwa ostatnie mecze mamy wrażenie, że minął z miesiąc. GKS dostarcza emocji i niezapomnianych wrażeń. I o to nam wszystkim chodzi.

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Kibice podziękowali hokeistom

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kibice GieKSy mieli okazję spotkać się z hokeistami na Arenie Katowice. Nasza drużyna w przeciągu pięciu lat zdobyła dwa złote i trzy srebrne medale. Zapraszamy do fotorelacji.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga