Dołącz do nas

Piłka nożna

Minusy po Kluczborku

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Nie chce się nam już analizować meczu z Kluczborkiem. To było spotkanie, w którym trener i piłkarze pogrzebali GieKSę. Niestety schemat newsów na stronie mamy taki, a nie inni, więc tradycyjnie dzielimy się negatywnymi stronami tego meczu (bo pozytywnych nie było).

Minusy:
– Porażka ze zdegradowanym rywalem – Kluczbork już w poprzedniej kolejce spadł do drugiej ligi. Nie wygrał wcześniej żadnego meczu na wyjeździe. Był najsłabszą drużyną sezonu i dostarczycielem punktów.

– Brak ambicji w drugiej połowie – strasznie się patrzyło na to, gdy przy stanie 2:2 GKS nie potrafił stworzyć jednej składnej akcji. Nie było gryzienia trawy. Była gra na stojąco.

– Zaprzepaszczenie szans na awans – to robili przez całą rundę. Począwszy od Chojnic, choć tam jeszcze pretensji nie mieliśmy. Ale od Stomilu systematycznie pracowali na to, by sezon zakończyć porażką.

– Trener nie potrafi wstrząsnąć zespołem – można było domniemać, ale w sobotę wszystko wyszło na jaw. Głupie zmiany, głupie decyzje kadrowe i brak mentalnego wpływu na zespół (a jeśli tak, to negatywny).

– Inni znów potracili punkty – po porażkach z Sandecją i Górnikiem musieliśmy wygrać i liczyć na straty punktów Zagłębia i Chojniczanki. Rywale – jak przez całą rundę – potracili te punkty. Znów frajersko nie skorzystaliśmy z okazji.

– Ucieczka trenera z konferencji – trener pokazał, że nie tylko nie ma umiejętności, ale także odwagi cywilnej. Nie pozwolił na zadanie pytań, tylko uciekł z tonącego okrętu. Jako pierwszy.

– Zakaz wypowiadania się dla piłkarzy – kuriozalna decyzja zarządu. Nie będziemy rozważać w tym miejscu, że może piłkarze mogliby powiedzieć o jedno słowo za dużo i dać jakiś nowy kontekst swojej żenującej postawy…

– Atmosfera klęski – tak spektakularnej klęski nie było na Bukowej. Moment, symboliczny, w którym rywale strzelają gola z 50 metrów zapisze się trwale na czarnych kartach historii naszego klubu.

16 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

16 komentarzy

  1. Avatar photo

    Pepik78

    22 maja 2017 at 18:20

    Shellu największym minusem ostatniego meczu jak i całego sezonu, było pompowanie balona do granic możliwości. Wiem, że nie liczysz się wcale z moim zdaniem ale miałeś spory w tym udział. Duża część osób pisała, że coś nie gra ale gdzie tam, to przecież byli zwykli „malkontenci”.

  2. Avatar photo

    michal

    22 maja 2017 at 18:31

    Był też jeden plus.
    Brzęczek nie jest już trenerem.

  3. Avatar photo

    Pepik78

    22 maja 2017 at 18:54

    @Michał Rozchodzi się jednak o to, żeby te plusy nie przesłoniły wam minusów! 😉

  4. Avatar photo

    PanGoroli

    22 maja 2017 at 19:57

    Pepik, daj już spokój Shellowi. Takie jest prawo kibica, by wierzyć do końca, by być nipoprawnym optymistą. Wszyscy dostaliśmy znów od GieKSy w pysk i jesteśmy wqrwieni, ale akurat do kibiców, w tym do Shella nie ma co mieć wontów, kibice spisali się na medal. Ja osobście oczekuję od piłkarzy, że teraz w dwóch ostatnich meczach, żeby zagrali, jak o życie, o honor. nie ważne, że szanse już tylko na papierze. Jeśli to trener był winny, to niech teraz pokażą, że tak było rzeczywiście.

  5. Avatar photo

    Mecza

    22 maja 2017 at 20:04

    Wracając do awansu, który rok gramy bez długów? Dwa lata? Nie możemy mówić o walce przez 10 lat skoro przez 8 lat walczyliśmy o przetrwanie. Teraz dopiero możemy myśleć o czymś więcej a łudzimy się awansem od samego początku. Oczywiście zakładam że już jest dobrze ale nie ma 100% pewności. Co z tego że budżet to 7mln jak z tego długi się spłaca. Grudziądz ma 5,5 mln ale na czysto pewnie. Życzę Grudziądzowi awansu, drużynie która gra największą w lidze ilością młodzieży. Mam nadzieję że GKS im nie przeszkodzi w następnej kolejce.

  6. Avatar photo

    Pepik78

    22 maja 2017 at 20:27

    @PanGoroli powiem jedno, Shellu tutaj pisze jako redaktor, więc powinien być bardziej obiektywny. Przy okazji wpis: „Banda sportowych zer… ” raczej nie powinien się pojawić. Pewnie ktoś zapyta dlaczego? Po prostu na pewnym poziomie nie wypada. ps nie ma znaczenia dla mnie co zrobią ci piłkarze w ostatnich meczach, dla mnie są skończeni. Ja osobiście będąc piłkarzem grałbym dla siebie, żeby się wybić. Nikt przecież nikogo w klubie nie trzyma na siłę.

  7. Avatar photo

    Solski

    22 maja 2017 at 20:47

    Co roku pompowany jest balon, który później pęka z wielkim hukiem. Hasła typu „ekstraklasa, albo śmierć”, „murowany kandydat”. Tylko z kim my chcemy osiągnąć ekstraklasę? Z jakimiś kopaczami, drewniakami, itp., bo piłkarzami ich trudno nazwać. To są zwykli najemnicy, którzy… No właśnie. W dupie mają Katowice „chwilowo tu mieszkają, albo i nie”, w dupie mają ŚLĄSK, bo są zbieraniną z całej Polski i w DUPIE MAJĄ NASZĄ GIEKSĘ, bo to tylko kolejny pracodawca, który płaci może mniejszą kasę, ale za to regularnie (resztę się u buka obstawi).
    Jeżeli będziemy bazować na najemnikach w 100%, nie mając żadnego wychowanka, to nigdy nie wrócimy tam gdzie nasze miejsce. Nawet nie wiem czy nasze dzieci doczekają takiego pokolenia piłkarzy, których ja pamiętam. Szewczyk, Grzesik, Nawrocki, Jojko, ś.p. Ledek, Strojek,Furtok, Koniarek, Walczak, Marek Świerczewski, Piotrek Świerczewski, Guruli, Janoszka. Wszyscy, bez wyjątku oddawali serducho i zdrowie. Gryźli trawę. Imprezować też imprezowali, ale zawsze oddawali całe zdrowie na murawie walcząc za GieKSę. Naprawdę, chciałbym dożyć czasów, gdy o sile GieKSy będą decydować wychowankowie, lub ludzie związani z naszym regionem

  8. Avatar photo

    Lukasz1964

    22 maja 2017 at 20:54

    Juz jestesmy posmiewiskiem calej polskiej ligi po meczu z MKSem…. Niech wyjda na dwa ostatnie spotkania z ta mysla! Ale z boiska niech zejda z twarza bo oba maja wygrac! Dosc hanbienia Naszego herbu!!! Ino GieKSa!!

  9. Avatar photo

    tyta

    22 maja 2017 at 21:02

    … a może by tak wprowadzić w tym roku „Anty Buka 2017″… oj kandydatów była by dpora ilość a i wyłonić laureata nie było by łatwo w przeciwieństwie do poprzednich „Złotych Buków”

  10. Avatar photo

    Pepik78

    22 maja 2017 at 21:10

    @Solski po części masz tylko racje. Faktycznie wcześniej zawodnicy zapierdalali. Należy sobie jednak zadać pytanie dlaczego? Bo byli związani z naszym regionem? Niby tak, zawsze to jakoś mobilizuje. Spójrz jednak, że to były inne czasy. Dla nich puchary to było okno na świat. Kasę oczywiście była i to pewnie nie mała jak na tamte czasy ale co można było za nią wtedy kupić, skoro nic nie było? Kto wtedy mógł pozwolić sobie na wyjazd do Europy zachodniej? Dlatego też puchary to było coś, można było się pokazać a przy odrobinie szczęścia wyjechać z szarej Polski. Teraz jest wszystko, chcesz wsiadasz w samochód i jesteś we Włoszech, kto ci zabroni? Oczywiście warto inwestować w młodzież, jednak i młodzi swój rozum mają. Bez pieniędzy miłością do klubu ich nie utrzymasz. Czasy naszej świetności szybko nie wrócą, nie ma co się łudzić.

  11. Avatar photo

    Tomek

    23 maja 2017 at 12:02

    Cygan podał sie do dymisji. Pytanie tylko czy rzeczywiście czy też ma Z Krupą ustalone że nie przyjmie jego rezygnacji

  12. Avatar photo

    Mecza

    23 maja 2017 at 13:07

    Ale kto w zamian? Znowu ktoś kto się będzie uczył kilka lat?

  13. Avatar photo

    Tomek

    23 maja 2017 at 14:36

    Kto w zamian na razie nie podają. Nie ulega jednak wątpliwości że trudno sobie wyobrazic kogos gorszego od Cygana. Miasto powinno poszukać kogoś z biznesu z papierami i sukcesami w zarządzaniu

  14. Avatar photo

    Mecza

    23 maja 2017 at 16:15

    Jak dymisja zostanie przyjęta to będziemy przez 2 miesiące prezesa wybierać i będzie paraliż decyzyjny czyli najlepsi trenerzy, piłkarze nie dla nas i obrona przed spadkiem. Liczę że Cygan zostanie do końca roku a w tym czasie miasto zrobi otwarty konkurs na prezesa aby w spokoju wybrać optymalne rozwiązanie. Każdy chce zmiany a nikt nie potrafi wymienić jednego nazwiska.

  15. Avatar photo

    oloo

    23 maja 2017 at 16:42

    GONCERZ – wynocha z GIEKSY !!!! jak można kapitanem zrobić SMRODA ! wychowanek Ruchu kapitanem GieKSy ! wynos się ! twój czas dobiegł końca !!!

  16. Avatar photo

    Irishman

    25 maja 2017 at 07:04

    Skończcie już pieprzyć o tych „balonach”! Kurde, to nie tylko kibice ale obiektywni fachowcy, znający się na futbolu chwalili nasz skład, twierdząc, że jest jedną z najsilniejszych w lidze! Podobnie budżet! To co, kibice mieli gadać? „Nie, nie, poczekajmy! Bo może znowu się nie uda”????? No żesz…. To Wy chyba nigdy nawet koło prawdziwego kibica nawet nie staliście! Prawdziwego, fanatycznego, wierzącego do końca!!! Ja mam prawie 5 dych na karku, przeżyłem z GieKSą przez te prawioe 40 lat całą furę rozczarowań – ale takiego gadania…no sory ale nie rozumiem!

    Zawaliły awans moim zdaniem dwie sprawy. Fatalne decyzje trenera oraz niestety Zarząd, który na czas nie zareagował.
    Trenera na szczęście już nie ma – i to jest faktycznie jedyny plus tego meczu.
    I mam też nadzieję, że styl działanie Zarządu też się zmieni. Nie mówię tu o nazwiskach, bo szanuje obu naszych prezesów i chciałbym , aby dalej byli jakoś z nami związani. Ale taki styl działania… „szef-kumpel” był dobry w sytuacji, gdy nie było kasy. Teraz płacimy dobrze i na czas, więc powinna pojawić się większa presja na wyniki.

Odpowiedz

Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.

Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.

I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…

Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.

Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.

Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.

Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.

Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.

Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.

Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.

Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.

Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.

Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.

I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!

Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.

Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.

Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.

Wesołych Świąt!

PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Hokeiści dotrzymali danego słowa!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga