Piłka nożna
Minusy po Wigrach
Drugi mecz z rzędu i drugi, w którym nie dopatrujemy się ani jednego pozytywu. Trudno za taki uznać Sebastiana Nowaka, bo on po prostu zrobił swoje, na swoim poziomie. Cała reszta – no może poza Alanem Czerwińskim – ten poziom nam zaniżyła. Podobnie jak w Radomiu.
Plusy:
Brak.
Minusy:
– Porażka na inaugurację – co prawda rok i dwa lata temu wygrywaliśmy w pierwszej kolejce, ale w poprzednich siedmiu sezonach triumfowaliśmy na początek tylko raz. Prawie zawsze była to zapowiedź marazmu w rundzie jesiennej.
– Słaba gra – GKS niczym nie porwał, a wręcz przeciwnie. Trochę bolały oczy od patrzenia na bicie głową w mur.
– Brak sytuacji – najlepszą sytuację miał Sobków, który strzelił w słupek i Czerwiński, który uderzał z dystansu. Za mało ilościowo i jakościowo by strzelać bramki.
– Masa stałych fragmentów dla rywali – ilość rzutów rożnych dla Wigier powalała i zwiększała ryzyko utraty gola
– Łukasz Pielorz i Maciej Bębenek – beznadziejny występ obu zawodników, jednego w defensywie, drugiego w ofensywie. Czas się obudzić.
– Fatalne zmiany – Prokić, Zejdler i Wołkowicz nie podnieśli ani o jeden stopień poziomu naszego zespołu.
– Powtórka z historii – znów przeżywamy to samo, czyli nadzieje, optymizm jest szybko zneutralizowany.
Piłka nożna Wywiady
Nowak: Nie będziemy się cieszyć ani płakać
Po remisie z Jagiellonią w strefie mieszanej porozmawialiśmy z Bartoszem Nowakiem, strzelcem pierwszej bramki dla GieKSy.
Remis, który nie usatysfakcjonuje żadnej drużyny, czy właśnie punkt, który na koniec może przynieść oczekiwaną radość?
Bartosz Nowak: Ja już nie wiem. Graliśmy tak, jakbyśmy chcieli to wygrać do końca, tak samo, jak Jaga. Mecz był mocno bliski. Były wślizgi, bramki, ładne akcje, kiksy, więc myślę, że to fajny mecz dla kibica. Może nie do oglądania przez tę aurę, ale zagorzały fan potrafi taki mecz docenić. Ostatni mecz przed nami, gramy w nim jak zawsze o zwycięstwo. Tylko ono może nam dać spełnić te marzenia, o których przed sezonem jeszcze nie myśleliśmy. Fajnie, gramy dalej.
Można było paść z sił, mecz się rozgrywał od pola karnego do pola karnego. Dla kibica na pewno ciekawe, a dla piłkarza?
Jakbyśmy mieli pograć jeszcze 10 minut, to też byśmy dali radę. W takim momencie sezonu, gdzie już grasz o realne cele… Tak przed sezonem, w pierwszej rundzie, gdy każdy pyta „O co gracie?” to tak naprawdę nikt nie wie, bo sezon jest szalony, nigdy nie wiesz, jak to będzie wyglądało. Trzeba się skupiać na tym najbliższym meczu, a teraz ten mecz jest ostatni, najważniejszy, on daje realne miejsce na koniec sezonu.
Myślałeś zimą, że ostatni mecz może być tak istotny dla GKS-u Katowice?
Wiedzieliśmy, że na pewno będzie istotny, widząc, co się dzieje w tej tabeli. Każdy mecz daje wahania pozycji. Cieszy to, że w tym roku utrzymujemy stabilną formę, stabilnie gramy. Wiadomo, czasem są mecze bardzo dobre, czasem takie okej, ale dążymy do gry po swojemu i nie mamy się co bać żadnego przeciwnika. Jasne, trzeba podchodzić z szacunkiem, że przyjeżdża do nas jedna z najmocniejszych drużyn, najlepiej grających w piłkę, ale nie pękliśmy. To jest budujące, nie mamy co chować głowy w piasek. Nie będziemy się cieszyć z tego remisu, ale nie mamy zamiaru też płakać, bo szanujemy rywala.
Z perspektywy trybun ta sytuacja z rzutem karnym była taką jedną z kilkudziesięciu w trakcie spotkania.
Ja nie wiem, już od dłuższego czasu nie chcę się na ten temat wypowiadać, bo nie wiem, kiedy jest faul, kiedy jest ręka. Wydawało mi się, że trafiłem najpierw piłkę, potem gdzieś był kontakt. Sędzia główny i VAR to widzieli, ja jeszcze nie widziałem powtórki. Sędzia podyktował rzut karny i szkoda, bo brakło nam tej jednej bramki.
Bartosz Nowak przypomniał się dzisiaj w kontekście reprezentacji.
Nie, jesteśmy przed urlopami, jeszcze czeka nas ostatni mecz. Nawet nie wiem, kiedy gra reprezentacja. Wszystkie ręce na pokład na najważniejszy mecz tego sezonu.
Dzisiaj pole gry bardziej przypominało lodowisko niż piłkarską murawę, przeszkadzało ci to?
E, dobre boisko było. Szybko piłka latała, szybki mecz był. Jasne, że jak biegniesz szybko, to murawa jest nawilżona i łatwo się poślizgnąć. W takich warunkach moglibyśmy zawsze grać, bo mecz jest szybki.
Galeria Piłka nożna
Feta na Arenie Katowice
Wspaniałe zakończenie weekendu! Piłkarze i sztab szkoleniowy GKS Katowice spotkali się dziś na Nowej Bukowej z kibicami GieKSy, aby razem świętować wielki powrót do europejskich pucharów po 23 latach. Zapraszamy do fotorelacji z tego wydarzenia.
Galeria Piłka nożna
Z drugiej ligi do Europy
Zapraszamy do drugiej galerii ze Szczecina. GieKSa, po szalonej końcówce, zremisowała z Pogonią 1:1 i dostała się do europejskich pucharów. Zdjęcia zrobił dla Was Misiek.


Mecza
2 sierpnia 2016 at 20:31
Kolejny wpis niech będzie „W którym miesiącu najczęściej GKS zatrudnia nowy sztab szkoleniowy” Stawiam na wrzesień. Zawsze wygląda to tak samo: zmiana trenera i dobre wyniki, zastanawiamy się dlaczego tak późno ta zmiana była bo jednak się da tym składem zdobywać punkty. Początek wiosny spina na 2 mecze, nie wyjdzie i już słabo bo 10 punktów straty. Zespół jest w rozsypce organizacyjnej jeśli chodzi o grę ale resztkami sił w końcówce zdobywa punkty walcząc o kontrakty na następny sezon razem z trenerem. Wyciągnęli w 2015/2016 4 miejsce a to dupochron dla piłkarzy i trenera. Kontrakty podpisane. Piłkarz myśli czas zwolnić trenera który nas nie rozumie, bo jak utrzyma się jeszcze rok to nas pogonią. To nie jest zarzut dla piłkarzy, to żal do sztabu trenerskiego dlaczego nie potrafi utrzymać początkowej euforii u piłkarzy (Moskal, Piekarczyk, Brzęczek, Skowronek chyba nawet tego nie potrafił) Mówi się że dobry trener musi poznać zespół, przepracować z nim okres przygotowawczy i wtedy grają a u nas zawsze jest coraz gorzej. DLACZEGO? Może odpowiedź jest najprostsza z możliwych. Zatrudnić trenera który przynajmniej RAZ w swoim życiu osiągnął awans do Ekstraklasy? To jest doświadczenie którego nie mamy. Piłkarze to młodzi chłopcy których trzeba ogarnąć a nie podsyłać im trenerów z pianą na buzi i nowinkami szkoleniowymi z książki. Młodzi i ambitni to powinni być piłkarze a trenerzy doświadczeni. Jeśli w 4 najbliższych meczach nie będzie 10 punków zarząd nie ma już nic do stracenia bo ich nie będzie w czerwcu. Jeśli jest taka możliwość to Mandrysz (ile to już on awansów nie miał różnych lig) we wrześniu albo dogorywanie do czerwca 2017 i kolejny plan 2 letni.