Dołącz do nas

Felietony

Niech ta historia dzieje się na naszych oczach!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Za tydzień o tej porze wiele będziemy już wiedzieli. GieKSa będzie po dwóch arcytrudnych pojedynkach, z Sandecją na Bukowej i Górnikiem w Zabrzu. Te dwa mecze – w odpowiednio piątej i czwartej kolejce od końca dadzą nam wiele odpowiedzi. I choć na pytanie, czy GKS będzie w przyszłym sezonie w ekstraklasie odpowiedzi nie uzyskamy, to na pewno będziemy mogli powiedzieć, czy jesteśmy bliżej upragnionego celu czy dalej.

Czekają nas dwa najtrudniejsze spotkania w końcówce rozgrywek. Trudno będzie owszem – także w Grudziądzu, ale to jednak nie ten kaliber. Trudno (bo przecież nie ma w tej lidze łatwych meczów) będzie ze zdegradowanym pewnie Kluczborkiem czy walczącą o życie (a być może również zdegradowaną) Bytovią. Nie ma co gadać jednak – dwa ostatnie mecze na Bukowej trzeba będzie wygrać, być może z Olimpią również. To dwa najbliższe spotkania są jednak tymi, które mogą nam ten awans w ostatecznym rozrachunku dać lub zabrać.

W zasadzie wszystkie drużyny z czołówki mają dość podobny terminarz. Dwa bardzo trudne mecze, pozostałe ze średnim stopniem trudności. Zagłębie przecież ma wyjazdy do Legnicy, Suwałk i Głogowa. Sandecja jedzie do Katowic, Bielska i Legnicy. Wspomniana Miedź – która ma niby taki handicap w postaci meczów u siebie – właśnie i z Zagłębiem, i Sandecją będzie się jeszcze mierzyć. Gdzieś tam nie skreślamy Chojniczanki, która jednak będzie grała w Suwałach i Grudziądzu. Zespoły z czołówki grają więc w dużej mierze między sobą i tutaj zarówno spotkania z dołem tabeli, jak i w bezpośrednich pojedynkach, dadzą nam 4 czerwca ostateczną odpowiedź.

Na ten moment Sandecja zdecydowanie przewodzi, ale w razie wygranej możemy doskoczyć do rywali na jeden punkt. Katowiczanie idą łeb w łeb z Zagłębiem, które ma lepszy bilans w meczu z nami, więc są oczko do przodu.

Mecz z Sandecją urasta do rangi najważniejszego meczu dziesięciolecia. To już nie jest starcie z liderem w piętnastej czy dwudziestej kolejce. To już sam finisz sezonu, a my walczymy o to, by się do tego lidera zbliżyć. Dla Sandecji to może nawet najważniejszy mecz w historii, bo wygrywając będą mieli na cztery kolejki przed końcem aż siedem punktów przewagi. Nie można do tego dopuścić. Złapanie kontaktu, możliwość wyprzedzenia nowosądeczan, ale także kwestia psychologiczna – jest w kontekście wygrania tego meczu bardzo ważna. Wygrywając z Sandecją nie zapewnimy sobie awansu, ale możemy zrobić milowy krok ku wspólnemu celowi. Każda kolejka musi zawierać w sobie przesłanie – odskoczyć Zagłębiu. Musimy mieć to oczko nad rywalem zza miedzy jak najszybciej.

To będzie bardzo trudne spotkanie. Sandecja jest na fali ze swoimi sześcioma zwycięstwami z rzędu. W pierwszej lidze… nie robi się takich serii. I niech to będzie jedną z przesłanek, że… seria ta może się w Katowicach skończyć. Jakby nie patrzeć, wszystkie wygrane w ostatnich pięciu kolejkach były jednobramkowe. Nie jest więc tak, że przeciwnik gromi swoich rywali. Na pewno jednak siłą taktyki i konsekwencji w grze oraz bardzo dobrej obrony – gromadzi te punkty w olbrzymiej ilości.

Sandecja imponuje, nie ma co gadać. W marazmie wszystkich czołowych ekip od początku rundy wiosennej piłkarze z Sądecczyzny odnaleźli się wyśmienicie. Przecież piłkarze Radosława Mroczkowskiego mieli przed wiosną 9 punktów straty do lidera i aż 8 do GieKSy. Fakt faktem, że z dwoma spotkaniami zaległymi, ale niezależnie od tego, trzeba te mecze wygrywać. To się Sandecji udało i patrząc pod kątem wiosny – ta ekipa najpoważniej podeszła do swojego zadania i najbardziej zasługuje na promocję. Na ten moment…

Liczy się jednak to, co będzie po ostatniej kolejce. GKS Katowice może jeszcze wiele zyskać, a Sandecja stracić. W żadnym wypadku nie możemy jednak się stawiać na straconej pozycji. Sprawa jest prosta:

GKS KATOWICE STAĆ NA ZWYCIĘSTWO Z SANDECJĄ!

I to nie jest żadne myślenie życzeniowe. Wydaje się, że często nie doceniamy naszych możliwości, a przeceniamy te od przeciwnika. GieKSa ma spory potencjał, tylko często był problem, żeby to wykorzystać. Dochodziły niezrozumiałe wahania podczas jednego meczu. Jednak cały czas drzemie w ekipie Jerzego Brzęczka potencjał, a pamiętajmy, że w porównaniu z jesienią dokonał się duży postęp – jeśli chodzi o strzelane bramki. A przecenianie Sandecji? Mają świetną serię i zasłużenie są liderem, ale na Boga – nie jest to jakiś hegemon i drużyna nie do ogrania. Wystarczy powiedzieć, że na początku rundy wydawało się, że po 4:0 z Pogonią i 5:0 z Zagłębiem są nie do zatrzymania. Pojechali do tego „słabego” Górnika i polegli. Przegrali też w Grudziądzu i Tychach. Skoro te ekipy potrafiły pokonać piłkarzy z Nowego Sącza – to oznacza, że po prostu da się i trzeba to zrobić. Nadal wystarczy tylko zagrać swoje, a szanse na zwycięstwo wzrastają diametralnie.

Nie było ważniejszego meczu GieKSy od czasu kiedy gramy na zapleczu ekstraklasy. Ktoś powie – Jastrzębie? Nie, bo to nie był mecz o utrzymanie, tylko o uniknięcie baraży. GieKSa wygrała i świętowała utrzymanie, ale gdyby tak się nie stało rywalizowalibyśmy jeszcze ze Startem Otwock. Zresztą kaliber nieco inny. Tutaj walczymy od marzenia, o coś, czego każdy kibic GieKSy pragnie najbardziej, o to – co wielu z nas pamięta, ale też wielka rzesza kibiców pamiętać nie ma prawa. O powrót na piłkarskie salony.

Kilkukrotnie w tej rundzie graliśmy mecze ważne – o lidera. To jednak był środek sezonu. I już pal licho, że nie udało się tego lidera osiągnąć. Były czynione mobilizacje kibiców na te spotkania, ale na niewiele się one zdały. Nie potrafiliśmy zrobić piłkarskiego święta na Bukowej. Mecz z Sandecją jest jednak inny niż wszystkie. Zewsząd słychać opinie, że dawno nie widziani na Bukowej kibice, znów chcą się pojawić na stadionie. Ten mecz wzbudza olbrzymie zainteresowanie, czuć w Katowicach napięcie i atmosferę oczekiwania.

Bądźmy na Bukowej w wielkiej liczbie i powtórzę apel do kibiców:

Bądźcie na Trybunie Głównej i Blaszoku co najmniej ten kwadrans przed meczem. Piłkarze – najlepiej niech już na rozgrzewce – czują, że to nie jest zwykły mecz. Oni muszą mieć poczucie wsparcia i tego, że „dwunasty zawodnik” to nie jest tylko pusty slogan. Gdy piłkarz wychodzi z tunelu na boisko i widzi tłumy śpiewających kibiców na Blaszoku, to już jest kilka procent na wstępie do zwycięstwa.

Bądźmy na Bukowej w piątek – niech ta historia dzieje się na naszych oczach!

11 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

11 komentarzy

  1. Avatar photo

    Irishman

    10 maja 2017 at 23:12

    No ludzie, przecież wygraliśmy w Nowym Sączu!
    Nie róbmy jakichś jaj w defensywie, a będzie dobrze!

  2. Avatar photo

    kris

    11 maja 2017 at 00:16

    Czuje w moczu że będzie super,oby,wygrana z Sączersami remisik z górnikiem potem Kluczbork rozpykamy a po drodze SYFnowiec traci punkty z Miedzianką na Wigrach potraci punkty,patrzymy na siebie tylko i wygrywamy to co musimy na pełnej piżdzie bez odpuszczania bo wiemy o co KURWA gramy.EKSTRAKLASA JEST WRESZCIE NA WYCIĄGNIĘCIE RĘKI RAZEM MUSIMY TEGO DOKONAĆ.ZA MIESIĄC MOŻEMY I MUSIMY ŚWIĘTOWAĆ AWANS WIĘC DUPY W TROKI I NA BUKOWĄ DRZEĆ MORDY W PIĄTEK I NIE MA ŻE BOLI.Za długo już gnijemy w tym marazmie swoje już odcierpieliśmy na nas przyszedł czas,ale TRZEBA ZAPIERDALAĆ ILE BOZIA DAŁA SIŁ I ZDROWIA.

  3. Avatar photo

    kejta

    11 maja 2017 at 03:44

    Jesli Sandecja nie chce awansowac, w co wierze to wygramy i prawie ich dogonimy. Jesli jednak Nowy Sacz jest gotowy na ekstraklase to niestety wtopimy bo pilkarsko sa od nas i innych ekip lepsi w tej rundzie, tyle

  4. Avatar photo

    MEEEN

    11 maja 2017 at 07:07

    kejta, piłkarsko też byliśmy lepsi od sosnowca, podbeskidzia i miedzi, a mimo to przegraliśmy. Więc mimo tego, że Sandecja chce awansować, to mamy z nimi szansę!

    Kto nie pojawi się w piątek na Bukowej… Może spokojnie przerzucić się na ul Cichą…

  5. Avatar photo

    Kato

    11 maja 2017 at 08:18

    Awans na wyciągnięcie ręki!tylko pamiętajcie że lepiej tonowac nastroje.Akurat rundę wiosenna cała liga grała pod nas bo piłkarsko jesteśmy sredniakiem i jak awansuja muszą zmienić połowę składu

  6. Avatar photo

    znawca tematu

    11 maja 2017 at 09:08

    z moich tajnych, a zarazem wiarygodnych źródeł, wiem, że kończą się bilety na boczne sektory trybuny głównej. Dzisiaj skończą się na blaszok, więc jutro zostaną tylko betonowe miejsca pod zegarem. Nawet jeśli skończą sie bilety, to i tak trzeba zostać i dopingować zza płota!

  7. Avatar photo

    MilowiceZS

    11 maja 2017 at 18:48

    Awans Tylko ZAGLEBIE cyganki

  8. Avatar photo

    pita

    11 maja 2017 at 19:21

    Gorolku z Betonów wypierdalaj na swoje 100%zaglebie

  9. Avatar photo

    Marcin

    11 maja 2017 at 19:30

    Do gorola o pseudonimie Milowice Zs….. Ty jebany, śmierdzacy gorolu wypierdalaj do swojego syfnowca, i tak nie awansujecie, także zamknij ten gorolski pysk i że tak powiem WYPIERDALAJ!

  10. Avatar photo

    Marcin

    11 maja 2017 at 20:42

    WYPIERDALAJ WYPIERDALAJ WYPIERDALAJ do syfnowca PIRDOLONY gorolu

  11. Avatar photo

    John

    11 maja 2017 at 20:51

    Ale się chopy dajecie prowokować dzieciakowi. Ja mu tam życzę szczescia 😉 my mamy kibiców fajna drużynę.. Jutro święto..!! Komplet!!! Ole

Odpowiedz

Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.

Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.

I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…

Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.

Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.

Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.

Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.

Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.

Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.

Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.

Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.

Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.

Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.

I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!

Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.

Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.

Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.

Wesołych Świąt!

PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Hokeiści dotrzymali danego słowa!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga