Dołącz do nas

Piłka nożna

Noty i opisy po Miedzi

Avatar photo

Opublikowany

dnia

GKS Katowice stracił zwycięstwo z Miedzią w samej końcówce. Nasi piłkarze walczyli o utrzymanie rezultatu do końca, przez cały mecz w większości nie mogliśmy odmówić im walki. Szwankowała natomiast kwestia czysto piłkarska. Pierwsza połowa była fatalna, druga już nieco lepsza, ale też co najwyżej przyzwoita i to tylko w defensywie. Nasza ofensywa w tym meczu była bez armat…

Sebastian Nowak – 5,5
Bramkarz zaliczył kilka interwencji i był bliski zachowania czystego konta, w ostatniej minucie dając się pokonać z rzutu karnego. Tuż przed podyktowaniem jedenastki popełnił błąd zbyt słabo piąstkując, co w efekcie doprowadziło do faulu. Poprawny mecz, ale bez rewelacji.

Tomasz Mokwa – 4,5
Pierwsza połowa bardzo słaba, zawodnik dawał się wkręcać w ziemię i przegrywał pojedynki. Czasem mogliśmy się zastanawiać, jak on zagrał tyle meczów w ekstraklasie… W drugiej połowie jednak się ogarnął i wyglądało to lepiej, a nawet całkiem przyzwoicie.

Mateusz Kamiński – 6,5
Solidny mecz stopera, dobrze znajdował się w polu karnym i zaliczył kilka kluczowych interwencji. Miejmy nadzieję, że utrzyma tę formę.

Tomasz Midzierski – 6,5
Podobnie jak Kamiński, porządny mecz na stoperze. Nie popełnił większych błędów. W końcówce połasił się na strzał z 40 metrów z rzutu wolnego, co było lekko kuriozalne. Na plus.

Mateusz Mączyński – 4,5
Bardzo podobna sytuacja jak z Mokwą, czyli pierwsza połowa pogubiony i po prostu słaby. W drugiej lepsza postawa, choć też nie obyło się bez błędów. Ale jak powiedział trener Mandrysz – „od czegoś trzeba zacząć”.

Paweł Mandrysz – 5,5
Zawodnik sprawia olbrzymią trudność w ocenie. W pierwszej połowie nie istniał, był niewidoczny, bardzo rzadko przy piłce, nieefektywny. Po to, żeby tuż po przerwie zrobić mistrzostwo świata, bo w takich kategoriach należy rozpatrywać niesamowity sprint do piłki, zakończony strzeleniem bramki. Jeśli wyizolować tę sytuację – wzór waleczności i ambicji, które zawsze chcemy oglądać w GieKSie.

Lukas Klemenz – 4
Przeciętny mecz, jeśli chodzi o całość, przyćmił kilkoma skandalicznymi zachowaniami. W pierwszych dziesięciu minutach po strasznych błędach rywale mieli okazje do zdobycia bramki. Dodatkowo mógł się szybko zrehabilitować, ale fatalnie spudłował w czystej sytuacji z kilku metrów. Nie może być tak elektryczny, bo to skończy się kiedyś utratą gola.

Łukasz Zejdler – 4
Ten zawodnik nie daje nic pozytywnego zespołowi. Zagubiony, miota się, to nie jest tak jakość. Trener Mandrysz musi coś wymyślić, bo na razie gra Łukasza jest najwyżej na środek tabeli.

Tomasz Foszmańczyk – 4,5
OK, poszedł do przodu i miał tę sytuację sam na sam, po której Mandrysz strzelił gola. To na plus. Sam strzał jednak pozostawił wiele do życzenia. A poza tą akcją znów bardzo słabo, nie był widoczny, nie był stemplem na akcjach ofensywnych, w ogóle tych akcji było bardzo niewiele. Naprawdę można odnieść wrażenie, że gra w GKS to jedynie jakiś tam obowiązek do spełnienia. A może nasze oceny są zbyt surowe? Może po prostu Tomasza nie stać na nic więcej?

Andreja Prokić – 5
Jeździec bez głowy, bezzębny lew, dzik bez szabli. Kipiał z walki, bardzo chciał, walczył bardzo mocno w pierwszej połowie. Niestety wspomniana głowa zostawała zawsze kilka kroków za nim i nawet gdy przedryblował dwóch rywali, potknął się o własne nogi. Kilka razy próbował na skrzydle i raz posłał dobrą piłkę do Yunisa, ten rozprowadził dalej. A w drugiej połowie Andreja zniknął kompletnie i tyle go widzieliśmy w Legnicy…

Jakub Yunis – 4
Możemy się bardzo obawiać, że będzie to kolejny napastnik, któremu strzelanie goli jest obce. Próbował powalczyć fizycznie, czasem coś tam wygrał. Ale również w kwestii ofensywnej mizeria. Ten zawodnik powinien dostać kilka jeszcze szans, ale musi być bardziej efektywny w grze.

Dawid Plizga (grał od 65. minuty) – niesklas.
Niech trener nie robi krzywdy wystawiając tego zawodnika. Wchodzi na boisko i po dwóch minutach odnosimy wrażenie, że ma w nogach ciężki mecz z dogrywką. Człapie, jakby miał kule u nóg. To było widać, w stratach i braku jakiejkolwiek nawet minimalnej pogoni za rywalem. Obraz fizycznej nędzy. Albo Dawid potrzebuje jeszcze czasu, aby fizycznie popracować, albo to już po prostu taki wiek. Jedna lekko szybsza akcja i prostopadłe podanie, ale za mocne…

Bartłomiej Kalinkowski (grał od 74. minuty) – niesklas.
Niezła zmiana, dość solidna, choć bez rewelacji. Szkoda faulu w końcówce, choć to wszystko jest takie na dwoje babka wróżyła…

Grzegorz Goncerz (grał od 87. minuty) – niesklas.
Krótka solidna praca w grze pressingiem.

6 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

6 komentarzy

  1. Avatar photo

    romekgks

    6 sierpnia 2017 at 10:27

    Musimy ogarnąć środek, żeby boki nam chodziły. Jak co mecz będziemy oddawać środek niestety będziemy caly czas w defensywie.

  2. Avatar photo

    tombotleg

    6 sierpnia 2017 at 14:51

    Ja to widzę tak, ten rok musimy znowu przeczekać, na spokojnie, bez ciśnienia bo to nic nie da, Mandrysz musi to wszystko poukładać, zbudować jakieś zalążki ekipy, zrobić przegląd kadr, kogoś jeszcze dorzucić, pożegnać się niestety ze statystami i pozorantami, nie jesteśmy PSG żeby kupić gotową drużynę, czekamy już tyle to rok dwa już nie gra roli, do zoo na Puszczy hehehe.

  3. Avatar photo

    Tomek

    7 sierpnia 2017 at 07:22

    Jak do tej pory to wygląda to wszystko jeszcze gorzej niż za brzeczka. Z tą walką to też duża przesada. Dziękować opatrzności za indolencje strzelecką miedzi bo inaczej to byloby do przerwy 4 w plecy. Jakoś też nie widać efektów pracy Pana Mandrysza. I nie mówcie że w piątej kolejce cud sie zdarzy bo tak nie będzie. On miał przygotować zespół od początku rozgrywek a nie od piatej siodmej czy 20 kolejki. Dokonane wzmocnienia też nie przemawiają na korzyść trenera. Po co plizga po co kedziora a inni też nie wiele lepsi. W istocie osłabił a nie wzmocnił zespół. Jeżeli nie sprawi cudu i zespół nie zacznie grać to kiepsko to widze. I na koniec nie ma co sie podniecac twarda reka trenera bo jak widac to nic nie daje jak dotad. Umiejetnosci nie przybywa a wrecz odwrotnie.

  4. Avatar photo

    bce

    7 sierpnia 2017 at 08:49

    K… coś cie się tak dojebali do Mandrysza!!!
    Z gówna bicz nie ukręcisz. Ma czas. Liczycie na awans w tym roku to jesteście w błedzie. Środek tabeli to jest max. Oceny max na 4. Dawid popraw się!!! Grasz u siebie w Gieksie!!! nie w gorol-landii. Gonzo powinien wyjść od pierwszych minut.
    Nagle z Brzeczka robicie gwiazdę?! Mogą dostawać w p… i przegrać ale po walce!!!

  5. Avatar photo

    Tomek

    7 sierpnia 2017 at 15:18

    To akurat proste bo to on odpowiada za wyniki a ich brak. To on zaakceptował a wrecz zażyczył sobie tych wspaniałych zawodników. Argument ze mało czasu duzo zmian tez jest bez znaczenia bo w wiekszosci klubow bylo zmian duzo a jakos graja i to lepiej od GKS. Jeśli zas chodzilo nam o to by nie grac o nic to brzeczek mogl zostac. Wprawdzie celu nie osiagnal ale gra wygladala o dwa poziomy lepiej. Wywalono go z powodu braku wynikow przypominam. To samo tyczy sie mandrysza tu sie gra o awans a nie o środek.

  6. Avatar photo

    Johnny

    7 sierpnia 2017 at 20:34

    Chcesz mojej oceny. To tak gracze, ofensywni max 1,5 włącznie z Mandryszem, za co te 4.Za jedna akcję? Za ambicję ? Za Ambicję notkę to mogę wystawiać juniorom a nie zawodowcom!! Kurwa mać !!! Takimi ocenami też działasz na krzywdę temu klubowi, robisz z GieKsy Sparte dwi Kozy

Odpowiedz

Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.

Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.

I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…

Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.

Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.

Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.

Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.

Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.

Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.

Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.

Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.

Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.

Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.

I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!

Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.

Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.

Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.

Wesołych Świąt!

PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Hokeiści dotrzymali danego słowa!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga