Dołącz do nas

Piłka nożna

Noty i opisy po Pogoni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

GieKSa zagrała dobry mecz w Siedlcach, z dużą ilością sytuacji. Niestety były też momenty zagubienia, braku koncentracji i dużej ilości błędów. Wyszło jednak dobrze, bo z trzema punktami. Oto, jak spisali się zawodnicy w tym spotkaniu.

Sebastian Nowak – 6,5
Bramkarz miał mało pracy, jeśli chodzi typowo o bronienie strzałów. Celne uderzenie rywale oddali chyba tylko raz – z rzutu wolnego, golkiper wybił na róg. Ponadto jednak często był przy piłce, łapał dośrodkowania i spisał się bez zarzutu.

Alan Czerwiński – 6
Na dwoje babka wróżyła. Grał nieźle, ale brakowało mu odwagi i decyzji, gdy trzeba było wypuścić partnera sam na sam. Zwłaszcza zirytowała sytuacja z końcówki, kiedy najpierw po prostu musiał wyprowadzić Prokića, a dwie sekundy później Foszmańczyka. Dobre rzuty rożne, jeden kiepski rzut wolny.

Mateusz Kamiński – 6,5
Dobry, solidny mecz stopera. Zawodnik grał pewnie, błędów nie popełnił.

Tomasz Wisio – 7
Dobry mecz stopera, z jedną poważną wpadką, kiedy bawił się piłką, pośliznął się na niej i poszła groźna akcja rywali. Bardzo bliski dwukrotnie strzelenia gola – po rzucie rożnym i z autu – za każdym razem kapitalnie interweniował bramkarz rywali. Ale strzały były bardzo dobre i przede wszystkim świetnie się znalazł w tych sytuacjach.

Damian Garbacik – 5,5
Solidny mecz zawodnika, ale bez rewelacji. Swój poziom utrzymał, nie było źle.

Tomasz Foszmańczyk – 6,5
Fosa miał lepsze i gorsze momenty w tym meczu. Dużo widzi na boisku i potrafi zagrać kapitalną piłkę, jak do Abramowicza, który miał znakomitą sytuację. W innych momentach jednak pojawia się trochę nonszalancji, ma się wrażenie, że gdyby się bardziej przyłożył, potrafiłby stworzyć kolegom więcej sytuacji. Bardzo dobry początek meczu, potem czasem przestoje.

Bartłomiej Kalinkowski – 6,5
Niezły mecz w środku pola, przez długi czas dawał radę w destrukcji. Pojawiło się kilka niedokładności, ale bardzo widoczna była walka, podobała się także gra pressingiem. Duży udział przy pierwszej bramce.

Łukasz Zejdler – 5
Tutaj mamy się o co czepiać. Zawodnik notował sporo niedokładności, już w pierwszej połowie grał niepewnie na swojej połowie i nie zawsze mieliśmy pewność, że nie zakończy się to stratą. Tak jakby był czasem nieskoncentrowany. Przeprowadził fajny rajd w drugiej połowie, po czym… źle rozprowadził piłkę.

Dawid Abramowicz – 6,5
Trudno jednoznacznie ocenić. Zawodnik bardzo aktywny na lewym skrzydle. Szwankuje u niego technika i sytuacje 1 na 1 z rywalami. W Siedlcach starał się wycisnąć wiele ze swoich umiejętności. Kilka dobrych akcji, strat stosunkowo nie za dużo. Dobre podanie po ziemi w pole karne, ale spóźnił się Prokić. Dobre wrzuty z autu, po dwóch z nich powinniśmy strzelić gola. No i zmarnowana setka…

Grzegorz Goncerz – 6
Średni mecz zawodnika, ale duży udział przy golu. W drugiej połowie już niewidoczny. Zszedł w trakcie jej trwania.

Andreja Prokić – 7,5
Autor zwycięskiego gola. Dobry, aktywny, ale też drobne problemy z refleksem, bo przynajmniej dwa razy, gdyby ruszył się szybciej, znalazłby się w kapitalnej sytuacji. Ale i tak Prokić dużo więcej nam daje i przede wszystkim jest skuteczny. Szkoda sytuacji po wrzucie z autu Abramowicza. Bardzo dobra akcja skrzydłem i wycofanie do Lebedyńskiego.

Mikołaj Lebedyński (grał od 71. minuty) – niesklas.
Wszedł i pomógł swoim doświadczeniem. Dobrze zastawiał piłkę i rozgrywał, chociaż też zdarzyły się niedokładności. Na czele z fatalnym przyjmowaniem piłki po podaniu ze skrzydła. Ale zmiana na plus.

Igor Sapała (grał od 75. minuty) – niesklas.
Wszedł w trudnym momencie. Udało się zachować czyste konto, więc na plus.

Łukasz Pielorz (grał od 84. minuty) – niesklas.
Kilka minut i spore doświadczenie. Zachowania boiskowe, jak na weterana przystało.

16 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

16 komentarzy

  1. Avatar photo

    maxiu

    7 maja 2017 at 09:24

    Juz przestancie tak forować tego Goncerza przy bramce fakt powalczyl ale nie ma mowy zeby on podawal do Prokica czysty przypadek reszta meczu niewidoczny dla mnie mecz na max 3!Nie wyobrażam sobie zeby przy zdrowym Lebedynskim w meczu z Sandecja Gonzo wyszedł w pierwszym składie!!

  2. Avatar photo

    Jarek

    7 maja 2017 at 10:41

    Już ci nieraz pisałem że nie masz pojęcia o ocenianiu zawodników masz swoich pupili co ichforujesz jak Goncerz .Człowieku zmień fach.

  3. Avatar photo

    T

    7 maja 2017 at 11:22

    Zdecydowanie za niska ocena dla Dawida Abramowicza. W koncu jego zmarnowana setka byla kluczowa bo pokazala rywalom ze stac nas nawet na niewykodzystywanie wysmienitych szans – tak wielka mamy przewage. Proponuje ocene 10,5 / 10. 11 nie bo jednak mial nieco zle ulozona fryzure. Pozdrawiam redakcje i oczywiscie Dawida ;))

  4. Avatar photo

    damian

    7 maja 2017 at 11:56

    przestań już „forować” tego Goncerza gość powinien grzać ławe, ewentualnie grać końcówki, szkoda Lebedyńskiego…

  5. Avatar photo

    Shellu

    7 maja 2017 at 12:40

    Wy jesteście chyba ułomni, jeśli gdzieś na naszej stronie widzicie forowanie Goncerza.

    I podwójnie ułomni, jeśli nie widzicie jego udziału przy bramce.

    Jestem przyzwyczajony, że ludzie tu wypisują różne bzdury i generalnie nie odpowiadam na zaczepki, ale jak czytam takie teksty, jak poniższe, to naprawdę widzę na to, że Bozia jednym dawkę intelektu zabrała, żeby dać innym…

  6. Avatar photo

    Jarek

    7 maja 2017 at 12:59

    Dawno nie widziałem tak baznadziejnego eksperta sportowego.Człowieku ludzie piszą ci prawdę a ty ich olewasz i robisz swoje.Może zacznij oceniać jakość trawy lepiej na tym wyjdziesz.

  7. Avatar photo

    zippo50

    7 maja 2017 at 14:51

    Ważne żeby się nie zachłystywać zwycięstwem tylko dobrze z koncentrowani podejść do meczu z „Sandekami”.Przećwiczyć grę pozycyjną i przestać bać się strzelać[celnie to może się coś z tego urodzi.Regularnie oglądam Bundesligę i regularnie chodzę na Bukową {tam się urodziłem|więc starajcie się chłopaki żeby nadal to sprawiało mi przyjemność.
    Do zobaczenia na meczu

  8. Avatar photo

    zippo50

    7 maja 2017 at 14:57

    A mnie się podoba JÓŹWIAK co wy na to,może trener powinien dać mu trochę więcej grać

  9. Avatar photo

    tomek

    7 maja 2017 at 15:12

    Niestety ale redakcja juz od dawna ma dziwne spojrzenie na goncerza. Prawda zas jest taka, że jak on gra to zespól gra w 10. Nie ma z niego wcale jakiegokolwiek pozytku. Bramek nie strzela w grze kombinacyjnej nie istnieje zwodu tez nie ma.Po co komu taki zawodnik.

  10. Avatar photo

    ula

    7 maja 2017 at 15:23

    Gonzo strzela gole,tylko że mniej,ale to wcale nie znaczy ze wcale.

  11. Avatar photo

    tomek

    7 maja 2017 at 16:19

    Nie Ula to abramowicz. chyba sie pomylilas

  12. Avatar photo

    T

    7 maja 2017 at 16:23

    Nie używa się 2 razy „wcale” w jednym zdaniu ;p

  13. Avatar photo

    ula

    7 maja 2017 at 16:48

    Do Tego: no sluszna uwaga

  14. Avatar photo

    znawca

    7 maja 2017 at 18:36

    lebedyński powinien grać od początku a goncerz końcówki na podmęczonych przeciwników ale trudno posadzić kapitana na ławie…

  15. Avatar photo

    Mecza

    7 maja 2017 at 19:33

    Też zaskoczony byłem że Lebedyński usiadł na ławce. Już za tą geniealną asystę do Prokica z Tychami powinien wyjść. Ma zmysł do kombinacyjnej gry co pokazał nie raz. Goncerz jest bez formy i mu daleko do grania kombinacyjnego. Jóźwiak nie gra bo broni gorzej niż Abramowicz chociaż ten na skrzydle nie potrafi nikogo minąć. Wydaje się że ważniejsze jest bronienie bo z przodu zawsze okazja będzie.

  16. Avatar photo

    fan -club Dortmund

    7 maja 2017 at 23:06

    nie mamy innego wyjscia ,z sandecja trzeba wygrac!!!! MUSIMY SIE LICZYC ZE NA zabolach o zwyciestwo bedzie bardzo ciezko ,ale gorole maja tez 3 ciezkie mecze przed soba…wygrana z sandecja i ewentualy remis na gorniku powinny nam dac przewage nad gorolami…potem teoretycznie 2 mecze ze slabeuszami i wyprawa na drugi koniec polski….takiej zawilej sytuacji w 2 lidze nie bylo na bank od parunastu lat…

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Piłka nożna

Feta na Arenie Katowice

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Wspaniałe zakończenie weekendu! Piłkarze i sztab szkoleniowy GKS Katowice spotkali się dziś na Nowej Bukowej z kibicami GieKSy, aby razem świętować wielki powrót do europejskich pucharów po 23 latach. Zapraszamy do fotorelacji z tego wydarzenia.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Esencja piłki nożnej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kurz już lekko opadł. Wczoraj na Nowej Bukowej świętowaliśmy i już samo to wydarzenie było czymś szczególnym. Kibice w liczbie kilku tysięcy pojawili się na stadionie, aby podziękować drużynie za ten kapitalny sezon. Organizacyjnie i eventowo wyszło top. Fajnie, konkretnie, bez zbędnego przedłużania. Były też stoiska gastronomiczne i atrakcje. Zarówno zagorzali kibice, jak i całe rodziny mogły spędzić tę ciepłą, słoneczną majową niedzielę relaksując się i świętując sukces.

Dziś mamy już nowy tydzień. Część naszej ekipy pojedzie na galę Canal Plus, gdzie – mamy nadzieję – kilka nagród nasi ludzie otrzymają. Rafał Strączek, Arek Jędrych, Bartek Nowak, Rafał Górak – są w nominacjach i liczymy na to, że nagrody wpadną w ich ręce. Faworytem do tytułu Piłkarza Sezonu jest Bartek i oby tak się stało, bo byłoby to niesamowite wyróżnienie dla naszego zawodnika.

Wróćmy jednak do soboty. Przyznam szczerze, że stresowałem się jak nigdy. To znaczy pierwszy stres mnie złapał tydzień wcześniej, bo gdy Colak strzelił dla Legii bramkę w doliczonym czasie gry w Gdańsku – zaczęły się dla nas ciężary. Wówczas ze złości cisnąłem jakąś koszulką o ziemię i cały wieczór miałem zepsuty. Bo wyjściowo mieliśmy się oglądać tylko na Zagłębie Lubin, a jego zwycięstwo w Białymstoku było przecież stosunkowo mało prawdopodobne. Wygrana Legii w Gdańsku spowodowała, że w Szczecinie MUSIELIŚMY zremisować, by Warszawianie nas nie dogonili. Bo w takie cuda, że Legia nie wygra z Motorem nie było co wierzyć.

W samym tygodniu ten stres nieco opadł. Wiadomo, życie się toczyło, praca i różne inne sprawy. Jednak w sobotę rano po pobudce emocje znowu wróciły. Ten dzień był jak egzamin. To nie był mecz jak jeden z wielu – w środku sezonu, że z mniejszymi lub większymi emocjami, ale względnie na luzie do niego podchodzisz. Wiadomo, że mieliśmy kilka takich kluczowych spotkań, głównie w Pucharze Polski. Mieliśmy kilka mega ważnych meczów, gdy znajdowaliśmy się tuż nad lub tuż pod kreską. Jesienny Motor czy chociażby pierwszy mecz w tym roku w Lubinie. Mecz z Rakowem w półfinale Pucharu Polski to był już wielki bonus tej pięknej przygody. I oczywiście żal było braku awansu do finału, ale zaszliśmy tak daleko, że i tak byliśmy zadowoleni. Mecz w Szczecinie miał innego rodzaju rangę. Graliśmy o coś więcej niż tylko super wrażenie wynikające z zajęcia takiego czy innego miejsca w tabeli. Graliśmy o realny cel, którym była przepustka do Europy. Dodatkowo ten cel był tak bliski, bo przecież wystarczyło zremisować, co praktycznie dałoby grę w europejskich pucharach.

A puchary to było wielkie marzenie nas wszystkich. To jest wyjście poza Polskę, poza nasze uniwersum krajowe. To trochę egzotyka, poznanie czegoś nowego, a jeśli się powiedzie – wejście na europejskie salony.

No i najpierw była ta długa i mozolna droga do Szczecina. Tam oczywiście zahaczyliśmy o znaną nam knajpkę z poprzedniego sezonu (więcej w PS). No i pojechaliśmy na mecz. Gdy już byłem na stadionie i usadowiłem się na miejscu na prasówce, czułem, jak stres robi się coraz większy. Zaraz miał się rozpocząć ten decydujący mecz. Zero przyjemności, maksimum skupienia. Oraz nadziei i wiary. To jest ten moment, którego osoba nie do końca zaangażowana nigdy nie zrozumie. Nie chcę tu oczywiście dzielić kibiców na takich i takich, no ale… tak się kibice dzielą. Są te słynne pikniki, które są bardzo potrzebne klubowi. I dla mnie to określenie „piknik” nie jest pejoratywne. To jest specyfika, a nie ocena. To są właśnie te rodziny z dziećmi, kibice, którzy na przykład pojawili się dopiero po otwarciu stadionu, którzy chcą, żeby GKS wygrywał, ale raczej traktują kibicowanie w kategorii relaksu i przyjemności. łapali modę na GKS. Piękna sprawa, też bym tak czasem chciał, ale chyba bym tak nie umiał.

Dla mnie ta identyfikacja z klubem, coś tak mocno wpojonego, wiąże się z tym, że porażki przeżywam boleśnie, a zwycięstwa euforycznie. Nawet jeśli przez jakiś czas emocjonalnie zdystansowałem się – to raczej w formie mechanizmu obronnego, żeby już tak nie cierpieć, a nie jakiejś chęci odejścia. Bo odejść się nie da. Jak 30 lat temu GieKSa pojawiła się w moim sercu i głowie, tak zostanie już na zawsze. To jest jeden z głównych aspektów życia.

Czekałem więc z niepokojem na pierwszy gwizdek, no i on wybrzmiał. Liczyłem na dobrą grę GKS i to, że wynik będzie korzystny. Oczywiście sama dobra gra go nie gwarantowała. Tak to jest w piłce, że gdy dwie wyrównane drużyny grają, to prawdopodobieństwo rozkłada się w jakiś określony sposób. I nawet jeśli na to, że GKS nie przegra szanse wynosiłyby 60-70% to wcale by mnie to nie uspokajało.

Pierwsza połowa… załamała mnie. Zamiast drużyny walczącej o marzenia widziałem zespół bezradny. Jak wydawało mi się, że nie da się zagrać gorzej niż pierwsza połowa z Piastem, tak… dało się jak najbardziej. I to jest ta nasza kochana, ale czasem niesforna GieKSa, która potrafi zagrać świetne zawody przeciw najlepszym zespołom w Polsce, ale czasem prezentuje nam taką kaszanę, że nie ma co zbierać. To co mnie czasem jeszcze wkurza to to, że przeciwnicy jakoś dziwnie potrafią przeciw nam się mobilizować i nagle przypominają się, jak się gra w piłkę. Tak było i w przypadku Pogoni. Od początku Szczecinianie cisnęli i wszelkie teorie, że się podłożą widać było, że nie mają racji bytu. Grali szybko, stworzyli kilka sytuacji i byliśmy w bardzo poważnych opałach.

W końcu stało się nieuniknione – straciliśmy bramkę. Gol sytuacyjny, raczej taki, jakie strzelamy, a nie tracimy, bo po wyrzucie z autu. Za chwilę dostaliśmy informację, że Legia strzeliła i zrobiło się bardzo źle. Do końca pierwszej połowy nie zdziałaliśmy nic. Zero strzałów, xG równe 0. Niezrozumiała była to niemoc.

Wiary nie traciłem, choć czułem, że jesteśmy w ciężkiej sytuacji. Tu już nie mieliśmy bronić – musieliśmy gonić. Co z tą grą było trudne. Ale GKS wielokrotnie po przerwie się budził i wyglądało to lepiej. Pozostawało mieć nadzieję, że tak będzie i tym razem.

I rzeczywiście gra się trochę poprawiła, choć dalej nie był to wybitny mecz. Natomiast Pogoń trochę stonowała, a GKS zaczął atakować i kilka sytuacji sobie wykreował. Mateusz Wdowiak miał setkę, ale strzelił tuż obok słupka. Lukas Klemenz trafił w poprzeczkę. Bartek Nowak główkował pięknie, ale Kamiński wyciągnął to spod poprzeczki. Minuty mijały, trenerzy robili zmiany.

No i zamarliśmy. Portowcy wyprowadzili akcję, po której strzelili drugiego gola. Stadion w euforii. My w rozpaczy. Miałem jednak wrażenie, że jest spalony – ale w początkowej fazie tej akcji, znaczy w okolicach środka boiska. Liczyłem, że sędzia podniesie rękę, więc od razu na niego popatrzyłem. Ludzie jeszcze byli w amoku, z trybun rozległ się tyfon i triumfalna melodia, ale ja już widziałem, że ręka arbitra Sylwestrzaka jest w górze. Czułem więc, że kamień spadł mi z serca. Jak później się okazało, spalony był też w sytuacji samego strzału w polu karnym, gdzie później wybitą piłkę dobijał Kamil Grosicki. O tym już nie wiedziałem i nie wiem, który moment był VAR-owany. W telewizji tej pierwszej sytuacji – gdy Grosik jest na spalony niemal na środku boiska – nie widać. Ja natomiast byłem na żywo przekonany, że ofsajd jest. Któryś z naszych zawodników leżał na murawie i nie wiedział, że gol nie został uznany. Drugi podszedł do niego i mówi – wstawaj.

Byliśmy już totalnie przemeblowani, Arek i Lukas gdzieś tam szaleli w ataku, Adrian na stoperze. Pomieszanie z poplątaniem.

Nie byliśmy jeszcze pogrzebani. Ale czasu było coraz mniej, Powoli kończył się ten regulaminowy. Przerw trochę było i zastanawiałem się, ile doliczy sędzia. Myślałem o sześciu. Dostaliśmy aż osiem. Nadal mnóstwo czasu.

Problem polegał na tym, że atak atakiem, ale bez ręki grał Rafał Strączek. Po którejś interwencji znów mu się odezwał bark i widać było, jak cierpi z bólu. Potem znów padł na murawę. W szale trener Górak kazał mu wstawać i grać, sam Rafał też odesłał fizjoterapeutów, którzy wbiegli na murawę. Było naprawdę nerwowo.

Szczerze mówiąc nie widziałem dobrze tej interwencji Kamińskiego. Znaczy nie byłem pewien, czy to ręce czy klatka, a już tym bardziej, czy było to poza polem karnym. Zdziwiłem się więc, że sędzia znów coś sprawdza na VAR, bo nie miałem pojęcia co, usłyszałem, że tę potencjalną rękę. Pojawił się promyk nadziei. Zaraz sędzia skierował się w stronę bramkarza i już wiedziałem, że to będzie czerwona kartka. Pogoń dokonała pięć zmian? Chyba tak! Jeszcze patrzę w swoje składy i liczę zmiany gospodarzy. Liczę: raz, dwa, trzy, cztery, pięć. Jest! Będzie musiał wejść zawodnik z pola. Więc trzeba zrobić wszystko, by na naszą bramkę z jednorękim Strączkiem nie strzelano, a sami musimy po prostu uderzać na bramkę przeciwnika, ile wlezie.

Padło na Cuića. Napastnika, który strzelił nam gola w pierwszej połowie.

Dobra, z tym „ile wlezie” to przesadziłem. Trzeba dobrze i rozsądnie rozegrać akcję, żeby jako taką pozycję do strzału sobie wyrobić. Nic na hurra. Musimy dojść do okazji, żeby móc oddać celny strzał na bramkę, a to nie musi być takie łatwe. Najpierw rzut wolny po ręce Kamińskiego. Bartek Nowak trafia w mur, potem tracimy piłkę. Nic z tego. Kibice Pogoni w euforii, złapanie piłki i wykop Ciuića fetują niesamowitą wrzawą. Minuty upływają, choć ta przerwa z czerwoną kartką była długa.

W końcu odzyskaliśmy którąś piłkę pod naszym polem karnym i rozprowadziliśmy akcję. Kapitalnie zachował się Borja, który podprowadził piłkę i podał do niepilnowanego Marcela. Świetnie pokazywał się Mateusz Wdowiak, ale jednak były Portowiec zdecydował się na strzał. Dokładnie tak, jak należy. Z szesnastu metrów trzeba uderzyć mocno, gdy w bramce nie stoi w bramkarz.

Piłka wpadła do siatki! GOL! EUFORIA na ławce, sektorze gości, najmniejsza chyba… na boisku. Nasi zawodnicy tym razem wytrawni, cieszą się tak, by spowolnić tę grę i schłodzić rozgrzane głowy wszystkich.

Ja sam wyskakuję z radości na tej prasówce. Zazwyczaj powiem pod nosem „jest”, jakiś lekki gest radości wykonam. Tutaj nie umiałem się pohamować, więc po prostu zacząłem skakać z tej euforii. Coś co wydawało się tak nierealne, żeby w takich okolicznościach wyrównać, stało się faktem. Scenariusz nieprawdopodobny. Teraz pozostawało to tylko utrzymać. Te kilka minut. Pogoń na szczęście już nie atakowała, no i przecież grała w osłabieniu. Jeszcze chwilkę…

Koniec! GieKSa remisuje, nie przegrywa ósmego meczu i zapewnia sobie miejsce w pucharach. Ławka wyskakuje z radości, kibice w ekstazie, GKS Katowice osiąga historyczny sukces.

Ja sam nie widziałem, w co ręce włożyć. Tu zmieniłem tytuł live na „Mamy to!”, tu wrzucam na FB, zaraz nagrywam filmiki z radości. Ręce trzęsą mi się z emocji, przecież dopiero co byliśmy w piłkarskim piekle i nagle znaleźliśmy się w niebie. Niesamowita radość.

Tak jak pisałem w którymś felietonie – były takie mecze, po których nawet nie czułem jakiejś wielkiej radości, bo byłem tak wypruty nerwowo i emocjonalnie. Wówczas czułem raczej ulgę. Tym razem było inaczej. To była czysta, niezmącona radość. Autentycznie byłem przeszczęśliwy każdą komórką ciała.

Tu mnie jakiś dziennikarz ze Szczecina zaczepił, tu znajome twarze, równie radosne jak ja trybunach, na VIP-ach. Mamy to – po 23 latach GieKSa wraca na europejskie boiska.

Nie puszczały mnie te emocje długo. Oczywiście nagrywkę swoją tradycyjną zrobiłem, a w końcu udałem się na salkę konferencyjną. Tam spotkałem tę naszą i nie naszą katowicką ekipę, naszych fotografów, chłopaków z oficjalnej, pofatygował się też Kacper Janoszka, dziennikarz Sportu. Były piąteczki i radość. Gdzieś tam w tle też podśmiechujki, takie wiadomo nie prima sort, bo ktoś do tych pucharów awansował, a ktoś nie. Cóż, kibicowanie bywa nieco małostkowe, nikt nam tego zabronić nie może.

Bardzo się to wszystko przeciągało, długo czekaliśmy na trenerów. Był czas, żeby sobie odpalić fragmenty z Multiligi i zobaczyć na podzielonym ekranie, jak Marcel strzela gola dla GieKSy i jak reagują na to przy Łazienkowskiej. Był czas, żeby emocje opadły, ale opaść nie chciały. W końcu pojawił się trener i konferencja się rozpoczęła.

Mały prztyczek oczywiście dam, jednocześnie znów doceniając nas wszystkich, skromnych chłopaków z Katowic. Byliśmy oczywiście zadowoleni i było to po nas widać, ale naprawdę byliśmy na tej salce stonowani i po prostu wręcz cicho się zachowywaliśmy. Już sobie wyobraziłem, gdyby tam w takich okolicznościach byli „dziennikarze Widzewa” czy „dziennikarze Arki”. Podejrzewam, że ich zajebistość i narcystyczne ego roz…bałoby tę salkę w drobny mak. Byłoby pieprzenie o swoje wspaniałości i że w ogóle Liga Mistrzów, żarty, żarciki i tysiącprocentowy poziom kumatości. Boże, jak ja sobie przypominam te uniwersa, to żenadometr wywala mi poza skale.

Kilka pytań do trenera, już trochę innych, trochę bardziej na luzie, niekoniecznie merytorycznych. Widać było, że Rafał Górak też jest wzruszony, przecież to dla niego kolejny sukces w trenerskiej karierze, ale sukces większy niż taki zwykły, bo od podstaw stworzony i mający swoją kontynuację – najpierw był awans, potem super sezon i spokojne utrzymanie, a teraz puchary. Wszystko stworzone od zera. Absolutnego zera.

Popracowaliśmy jeszcze na salce. Fotografowie wrzucili galerię, ja konferencję, w międzyczasie Flifen zbierał wywiady. W końcu się ogarnęliśmy i ruszyliśmy do samochodu. Radośni i szczęśliwi. Nie zabrakło śpiewów w aucie. Czekała nas długa podróż do domu.

To był bardzo emocjonujący i ekscytujący dzień. Wiedzieliśmy, że musimy osiągnąć konkretny wynik, ale nikt z nas nie spodziewał się, że stanie się to w takich okolicznościach. W 97. minucie. Że obie drużyny na koniec będą grały praktycznie bez bramkarzy. Że otworzy nam się taka szansa.

Było blisko, żebyśmy wracali z nosem spuszczonym na kwintę. Wracaliśmy w wielkiej radości.

W piłce każdy klub ma czasem taką sytuację, że przechyla swoją szalę w doliczonym czasie gry. Każdy klub też mecze w taki sposób przegrywa. To jest czysta statystyka, grając dziesiątki czy setki meczów – coś takiego co jakiś czas się musi przydarzyć. Nie jest natomiast dane każdemu, żeby taki gol decydował o sukcesie czy klęsce w całym sezonie. To dotyka tylko niektórych. I niesamowite jest to, że my doświadczyliśmy tak potężnej klęski, gdy Witan nam strzelał gola w ostatniej minucie ostatniej kolejki. A teraz los nam oddał i to my na sam koniec, w tym horrorze okazaliśmy się zwycięzcami. To jest unikatowe doświadczenie. Coś, co w naszych kibicowskich sercach pozostanie już na zawsze.

Dłużyła się ta podróż bardzo. Śledziłem, co tam w necie na nasz temat piszą. A gdy po piątej wróciłem do domu, to zamiast pójść spać, zaparzyłem herbatkę i siedziałem jeszcze godzinę i oglądałem fragmenty Multiligi z kluczowymi momentami. Człowiek naprawdę jest chory psychicznie. Chory na punkcie swojego klubu.

Ten sezon doświadczył nas kilkoma bardzo trudnymi momentami. Stracony gol w doliczonym czasie gry przy Łazienkowskiej czy porażka w karnych z Rakowem. Straszna frustracja po meczu z Cracovią. Żal po Arce. Sama inauguracja sezonu bardzo słaba – punkt w dwóch meczach. Trochę tego było. Ale dużo więcej było momentów radosnych. Takich, że wracaliśmy z meczu i byliśmy bardzo zadowoleni. Gol Marcela i końcowy gwizdek to była wisienka na torcie.

Teraz nadszedł czas odpoczynku. Będziemy śledzić różne newsy dotyczące GieKSy. Terminarzowe czy transferowe. W połowie czerwca zasiądziemy z wielką ciekawością do internetu czy gdzie tam to losowanie będzie można śledzić. I zobaczymy gdzie nas wywieje. Czy do dalekiego Kazachstanu, a może po sąsiedzku Słowacja? A może Bałkany? Będzie to bardzo, bardzo ekscytujące.

Ale na razie odpoczywajmy. Zobaczymy jeszcze sobie baraże, żeby poznać komplet uczestników ekstraklasy w przyszłym sezonie. Oczywiście z naszym udziałem. Bo GieKSa już nie jest w ekstraklasie na dorobku. GieKSa jest z ekstraklasą zrośnięta. Jesteśmy jedną z twarzy najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce. Nadajemy jej kolorytu – rodzinną postawą, kultem pracy, niesamowitą determinacją i widowiskową grą. GieKSa robi wszystko, by na nowo stać się marką. Solidną marką piłkarską. I wygląda na to, że już za chwilę to stanie się rzeczywistością.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

Z drugiej ligi do Europy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do drugiej galerii ze Szczecina. GieKSa, po szalonej końcówce, zremisowała z Pogonią 1:1 i dostała się do europejskich pucharów. Zdjęcia zrobił dla Was Misiek. 

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga