Dołącz do nas

Piłka nożna

Noty i opisy po Zagłębiu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Piłkarze GKS Katowice skompromitowali się w meczu z Zagłębiem Lubin. Nawet w słabszej formie i gorszym okresie nie przystoi przegrywać na własnym boisku 0:5. Zawiodło wszystko – zarówno defensywa, jak i ofensywa. Z niekłamanym niesmakiem przystępujemy do ocen zawodników za ten mecz.

Antonin Bucek – 5
Paradoksalnie mimo puszczonych pięciu bramek do golkipera można mieć najmniejsze pretensje, mimo że w oczywisty sposób świadczą na jego nie korzyść. Jednak to nie jego wina, że ma takich jełopów w obronie. Czy mógł coś zrobić więcej przy traconych bramkach? Pierwsza – idealny strzał i niekorzystna parabola lotu, druga to sam na sam, trzecia – dośrodkowanie na długi słupek (poza zasięgiem), czwarta – sam na sam, piąta – strzał z bardzo bliska. Żal Bucka…

Adrian Frańczak – 2
Słaby mecz, jest głównym odpowiedzialnym za utratę drugiego gola, kiedy to uciekł mu Adrian Błąd. Nie dał od siebie nic w ofensywie. Kiepsko.

Mateusz Kamiński – 3,5 
Mimo, że nie jest głównym winowajcą utraty ani jednej bramki, to jednak nie dał piłkarsko od siebie nic w tym meczu. Duże zastrzeżenia można mieć do niego o złe ustawianie się – być może to kwestia taktyki, ale dwa gole padły po bardzo wysokim i mega ryzykownym ustawieniu obrony jakieś 40 metrów od własnej bramki. Zagłębie skrzętnie to wykorzystało grając prostopadłymi podaniami.

Povilas Leimonas – niesklas.
Z boiska zszedł szybko, bo jeszcze w pierwszej połowie. Do tego czasu grał poprawnie, a nawet miał sytuację na zdobycie gola (to właśnie w efekcie starcia z Forencem odniósł kontuzję).

Piotr Petasz – 0
Tragedia i sabotaż. Zawodnik jest do wywalenia z klubu od zaraz. Nawet w zeszłym sezonie za czasu „hamulcowych” nie widzieliśmy tak jawnego oszukiwania kibiców, ale też kolegów z zespołu na boisku. Petasz jest głównym winnym utraty czterech bramek. Jednak w żadnym wypadku nie chodzi o to, że rywal był lepszy czy szybszy. Petasz po prostu w każdej z tych sytuacji oficjalnie uznał, że sobie stanie i odpuścił. Nigdy nie będzie zgody na takich oszustów w naszym klubie. Kibice Zawiszy ostrzegali, my liczyliśmy na dobrego zawodnika. Niestety to oni mieli rację. Zmanierowana gwiazdeczka myśląca, że nikt nie zauważy takiego odpuszczania.

Krzysztof Wołkowicz – 1
W zasadzie nie wiadomo, dlaczego ten zawodnik notorycznie zbiegał do środka zamiast grać na prawej stronie. Być może miał robić miejsce Frańczakowi na rozpędzenie się. Tylko, że to nie kulało, bo Frańczak się nie rozpędzał i często po prostu mieliśmy wrażenie, że nie ma prawego pomocnika tam, gdzie powinien być. Jeśli jednak już Wołek był przy piłce, to z reguły ją tracił. Kopał bezładnie, bezsensownie, nie patrzył gdzie. Jego nieporozumienia z Pitrym były „wizytówką” tego meczu. Generalnie koszmarny występ tego grajka, jest zblazowany jak jego starsi koledzy.

Sławomir Duda – 2
Słaby mecz, znów bez walki, bez agresji. Do tego przydarzyły się głupie straty w środku boiska, w sam raz na kontrę dla rywali. Jedyne, co go ratuje to to, że nie zawalił żadnej bramki. Tym się musimy pocieszać. Ogólnie bardzo kiepsko.

Łukasz Pielorz – 3
Na początku jako defensywny pomocnik, potem jako obrońca. Podobnie jak Kamiński bramek nie zawalał, no może poza jedną, kiedy dał się wymanewrować jak dziecko (czwarty gol dla Zagłębia). Poza tym również jak Kamyk ustawiał się bardzo wysoko, a przeciwnicy hasali po prostopadłych podaniach aż miło. Słabo, ale w tym meczu byli gorsi.

Przemysław Pitry – 2
Tradycyjnie, żenująco. Jedna sytuacja bramkowa, którą zmarnował. Czas na emeryturę. Beznadziejne straty, a utrzymywanie się przy piłce – gdy się udawało – przychodziło z wielkim trudem. Ten człowiek nie nadaje się już do gry w piłkę. Powiedzielibyśmy, że może trenerka by była dla niego dobra. Ale jeśli ma prezentować innym takie wartości, jakie prezentuje od półtora roku na boisko – czyli brak ambicji i olewactwo – to może lepiej niech zajmie się czymś mniej ambitnym. Może klejenie samolotów?

Rafał Pietrzak – 5
Jedyny, który coś próbował. Ten zawodnik w ostatnim czasie pokazuje, że mu się chce. Zdarzają się udane akcje, jak dośrodkowanie w pole karne w pierwszej połowie, po którym Pitry mógł strzelić bramkę. Na tle drużyny – najlepszy zawodnik.

Paweł Szołtys – 2
Po raz pierwszy od pierwszej minuty w poważnym meczu (bo wcześniej tylko w ostatniej kolejce poprzedniego sezonu z Wisłą Płock). Nie pokazał kompletnie nic, ale nie miał żadnego wsparcia od kolegów. Bardzo żal tego zawodnika, że w wieku 18 lat musi grać w takiej pseudodrużynie. Dla niego najlepiej by było, jakby przeniósł się gdzieś, gdzie będzie miał poważnych partnerów.

Kamil Cholerzyński (grał od 36. minuty) – 2
Nawet nie najgorzej wszedł w mecz. Ale generalnie był słaby i niewidoczny. Kolejne spotkanie bez ambicji. Ten „talent” już większy nie będzie.

Aleksander Januszkiewicz (grał od 59. minuty) – 2
Zero pożytku, czyli tradycyjnie. Wydawało się, że w jednej akcji może coś zrobić, kiedy minął rywala i wbiegł w pole karne, ale zamiast dośrodkowania chciał jeszcze się kiwać i oczywiście stracił. Niereformowalny.

Rafał Kujawa (grał od 68. minuty) – niesklas.
Poza jedną przypadkową akcję, kiedy minął kilku rywali i strzelił z 16 metrów nic nie pokazał. Nie dziwne, że trener kompletnie nie miał do niego zaufania i zamiast niego wprowadza na boisko od pierwszej minuty Szołtysa.

10 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

10 komentarzy

  1. Avatar photo

    kibics

    26 kwietnia 2015 at 15:01

    Zgoda z ocenami w 100%.
    Żal Pietrzaka i Bucka.
    Jak się mecz ogląda to reszta po prostu nie nadąża za Pietrzakiem.

  2. Avatar photo

    widz

    26 kwietnia 2015 at 19:15

    co do Bucka mozna miec watpliwosci. na 4:0 slabo paruje pilke, wprost pod nogi rywala, a po rzucie roznym zawodnik nie ma prawa zdobyc gola z 3 metra, powinien byl wyjsc do pilki.

  3. Avatar photo

    BOLO

    26 kwietnia 2015 at 19:40

    Co do oceny BUCKA to 1 bramka jego 30 metrow i puszcza po krotkim rogu ,ja wiem ze Bozia malo centymetrow dala ale Jojko niepamietam zeby takie dostawal a nie jest wielkoludem

  4. Avatar photo

    dar26ber

    26 kwietnia 2015 at 20:50

    Oceny mocno zawyżone suma powinna być 3.1 punkt dla Bucka i 2 dla Pietrzaka.

  5. Avatar photo

    griszag

    26 kwietnia 2015 at 22:46

    wypraszam sobie, że sklejanie samolotów jest mało ambitnym zajęciem

  6. Avatar photo

    hoł.

    27 kwietnia 2015 at 00:39

    wstyd dla nas dla kibiców a my takim chodzimy kibicujemy i wstyd do domu nosimy he smieja sie z nas wszedzie wielki GKS który z 4 ligi pił…kę umia tylko kopać.Wstyd ja sam ponosze że dziecko moje z z moich wspomnień sie zaciekawiło tym klubem,klubem który miał piłkarzy,piłkarzy co chcieli grac nie liczac kwoty ale zostawiali ducha na boisku,mozmna wspomniec i ligowe i puchary,teraz wstyd dosłownie wstyd sie przyznawac nie do klubu ale do tych co ten klub reprezentuja!!!!!!!!!!!!!!smiech mozna usłyszec wszedzie,nie jest nam łatwo jako starzy kibice patrzec na te badziewie,sory ale ja jako kibic od 1995 roku dziekuje za te wspaniałe wystepy,klubu sie nie wypre bo moje serce ale na kopaczy nie bede patrzył i kasy marnował 🙁

  7. Avatar photo

    Sebastian

    27 kwietnia 2015 at 09:43

    Ja się pytam KTO JEST TAK NAPRAWDĘ ODPOWIEDZIALNY ZA TRANSFERY !?!?! od kilku sezonów nie potrafimy sprowadzić zawodnika na jako takim poziomie… już nie mówię KLASOWEGO tylko na jako takim poziomie…i ta prawa obrona!!!!!! A SZYMON KAPIAS od 3 sezonów kopię piłkę za miedzą w rozwoju gdzie poszedł za darmo.

  8. Avatar photo

    Shellu

    27 kwietnia 2015 at 18:24

    Griszag, wybacz 😉

  9. Avatar photo

    Leon

    27 kwietnia 2015 at 20:20

    Mój pierwszy mecz na Gieksie to rok ok 1983/84 . Najlepsze czasy z nimi przeżyłem ,we młynie gardło zdzierałem i dalej to robie ,choć sam nie wiem czemu. Aż żal że dożyłem czasów kiedy na murawie przy Bukowej stają „GALERIANKI”.Żaden (prawie) z tych patałachów nie jest godzien występować w tych barwach i nosić te stroje,nawet jakby mieli grać za free ,bo o kasie dla nich nie powinno być mowy.

  10. Avatar photo

    Igor

    28 kwietnia 2015 at 20:49

    Całkowicie zgadzam się z Leonem. Chodzę na Bukową od 1984 i przykro patrzeć na to co się dzieje. Zabieram często synów na rodzinny i… boję się, że się zniechęcą. Całe szczęście, że dziewczyny organizują doping i dzieciaki nie patrzą za dużo na boisko. Przegrać zawsze można, to sport, ale od jakichś dwóch lat na boisku nie ma walki i ambicji. Tu trzeba drużynę budować od zera.

Odpowiedz

Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.

Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.

I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…

Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.

Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.

Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.

Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.

Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.

Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.

Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.

Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.

Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.

Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.

I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!

Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.

Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.

Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.

Wesołych Świąt!

PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z ostatnich lat w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).

Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli.

W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.

W drużynie Rakowa nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.

We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.

W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga