Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Przegląd doniesień mediów przed meczem Widzew-GieKSa: GKS Katowice. Drużyna, która się nie boi

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wieczornego meczu Widzew Łódź – GKS Katowice. Z dużej liczby materiałów,  jak na mecz w II lidze, wybraliśmy dla Was najciekawsze:

 

sportdziennik.com – GKS Katowice. Drużyna, która się nie boi

Sobotnia wizyta GKS-u Katowice na Widzewie jawi się jako absolutny hit II-ligowej jesieni.

[…] – Niech to będzie fajny, otwarty mecz – mówi trener gości, Rafał Górak.

Jedni i drudzy mają na koncie serię ośmiu meczów bez porażki. Gospodarze odnieśli pięć zwycięstw z rzędu, goście – też pięć, ale z dopiskiem „ligowych”, bo po drodze wyeliminowali co prawda Wartę Poznań z Pucharu Polski, lecz po serii rzutów karnych. W sobotni wieczór w „Sercu Łodzi” dojdzie do hitu II-ligowej jesieni.

 – Patrząc na personalia i możliwości, Widzew jest faworytem rozgrywek. Niech tak zostanie, ale GKS Katowice nie jest dzisiaj drużyną przestraszoną. Wszystko w naszych rękach. Niech to będzie otwarty, fajny mecz – mówi [Rafał Górak], trener GieKSy, która do Łodzi rusza już dzisiaj.

Z jednej strony – mowa o GKS-ie Katowice, dużym klubie, z pewnością przerastającym drugoligowe realia. Z drugiej – wizyta na Widzewie, gra przed 17-tysięczną publicznością, nawet dla takiej firmy może uchodzić za duże wydarzenie.

[…] Wszystko wskazuje na to, że w Łodzi będzie mógł zagrać Arkadiusz Jędrych, czyli stoper, który udział w starciu z Elaną zakończył przedwcześnie wskutek urazu. To o tyle dobra informacja, że nienaruszony pozostanie blok obronny, tak dobrze spisujący się ostatnimi czasy. GieKSa w czterech poprzednich spotkaniach nie straciła gola.

– Mocno pracujemy nad pracą całego zespołu w defensywie. Mamy w obronie doświadczonych ludzi, jak Jędrycha czy Dejmka, ale trzeba sobie powiedzieć, że po spadku zawsze pewne rzeczy są rozregulowane. Każdy mecz na zero z tyłu daje nam ogromną satysfakcję, a jeśli zdarza się to częściej, można mówić o postępie. Chcemy być stabilni, ale różnie to bywa. Zwróćmy uwagę, że w Polkowicach mieliśmy mnóstwo szczęścia. Po wygranej z Elaną byłbym bardzo zadowolony, gdyby nie strzały Kryszaka, które mnie zdenerwowały, bo nie powinny zostać oddane. Nie możemy sobie na to pozwalać. Wiadomo, że Możdżeń w Widzewie też potrafi świetnie uderzyć z dystansu. Na razie jest nieźle, ale jeszcze nie dobrze, a na pewno nie cudownie – tonuje nastroje Rafał Górak.

[…] W uzyskaniu świetnej serii i pięciu się w tabeli nie przeszkadza katowiczanom fakt, że golleadorami nie są napastnicy. Dawid Rogalski ma na koncie 3 trafienia, tyle ile Marcin Urynowicz, przy czym jego nominalną pozycją przy Bukowej jest „dziesiątka”.

– Znalezienie zawodnika na pozycję nr 9, który będzie strzelać powtarzalnie, to nie jest łatwa rzecz. Spójrzmy na Widzew i Marcina Robaka. Też nie ma zdobytych wielu bramek z akcji, choć gdy doliczymy karne, to jest najlepszym strzelcem ligi. Trafienia naszych napastników są trochę rozbite. Urynowicz, Rogalski, Rumin… Taki urok tego zespołu. To wszystko się buduje, napastnicy muszą rywalizować, jak najlepiej pokazywać i łapać minuty – mówi Górak.

Skoro mowa o rzutach karnych Robaka, Widzew miał ich już tej jesieni 8. To coś, na co w obozie GieKSy muszą zwrócić uwagę.

 – Oczywiście, ale szczerze powiem, że nie wiem, czy można się doczepić do słuszności decyzji podejmowanych przez sędziów. Widzę raczej, że były słuszne. Te karne Widzew wypracowywał, często wynikały z wcześniejszych dogodnych okazji do zdobycia bramki. Można wytykać, że ta jedenastka była naciągana, a inna nie, ale ja tak na to nie patrzę. W ofensywie ta drużyna ma bardzo groźnych zawodników, dlatego we własnej „szesnastce” musimy być czujni – ostrzega trener katowickiego II-ligowca.

Rafał Górak wspomniał, że GKS zmierzył się już w tym sezonie z kilkoma demonami, jak wygrana przy Bukowej, co nie wychodziło przez rok, czy domowe zwycięstwo w meczu prestiżowym dla kibiców. Może pora na kolejny – czyli objęcie fotela lidera? To też dawno nie miało miejsca…

 – Nie myślimy o tym. Cudownie, jakby fotel lidera był w Katowicach po 34. kolejce – podkreśla trener GieKSy.

 

dziennikzachodni.pl – Kibice GKS Katowice nie mogą jechać do Łodzi na mecz z Widzewem. To kara za zadymę na meczu z Elaną Toruń

Komisja Dyscyplinarna PZPN ukarała GKS Katowice zakazem wyjazdowym dla zorganizowanych grup kibiców w jednym meczu II ligi. To oznacza, że fanów GieKSy zabraknie w Łodzi na hitowym spotkaniu II ligi z Widzewem.

[…] Mecz Widzew – GKS Katowice zapowiada się jaki hit II ligi, ponieważ Widzew zajmuje 2. miejsce w tabeli (ma tyle samo punktów co Resovia), a GKS jest trzeci z punktem straty do prowadzącej dwójki. Do Łodzi chciało przyjechać ponad 900 kibiców katowickiego klubu.

 

gol24.pl – Widzew – GKS. Będzie wielkie widowisko czy partia szachów?

Drugi w tabeli Widzew w sobotę (19.10) o godz. 19.10 podejmie trzeci GKS Katowice. Oba zespoły prezentują ostatnio wysoką formę. Czy to znaczy, że możemy się spodziewać fascynującego, emocjonującego sportowego widowiska?

Sygnały dochodzące ze Śląska zdają się wskazywać, że dla gości remis nie będzie złym osiągnięciem.

[…] Widzew ma piłkarzy, którzy potrafią nie dopuścić do tego, żeby w meczu zabrakło emocji. Lider tabeli strzelców Marcin Robak potrafi skutecznie wykańczać składne akcje kolegów, ale też cofnąć się do drugiej linii i mądrze ustawiać kolegów, stwarzając im szanse na dobre, skuteczne granie.
Obok siebie będzie miał króla asyst Przemysława Kitę, który w ostatnim spotkaniu z Pogonią aż cztery razy popisał się czterema dokładnymi, kończonymi zdobyciem bramek, podaniami do kolegów. Na dodatek był nieuchwytny dla rywali, którzy kompletnie pogubili się przy kryciu Przemka.

 

dzienniklodzki.pl – Widzew – GKS. Mecz w dniu urodzin. Trzy razy 19.10

[…] Zapowiada się, że Widzew znów zagra w optymalnym, sprawdzonym i wykrystalizowanym ostatnio składzie. Partnerem w ataku będzie Przemysław Kita, który ostatnio wsławił się czterema asystami w meczu z Pogonią Siedlce. W sobotę w dniu meczu Przemek obchodzić będzie urodziny, przyszedł na świat 19 października 1993 roku. Prezent w postaci zwycięskiej bramki z GKS wymarzony.

19.10 – to dla Przemysława Kity magiczna data. Tego dnia się urodził. 19.10 odbędzie się mecz z GKS Katowice, a godzina rozpoczęcia spotkania – oczywiście 19.10. Wszystko kojarzy się z datą powstania Widzewa.

 

expressilustrowany.pl – Widzew – GKS. W sobotę hit ligowych hitów. Emocji nie zabraknie!

W sobotę prawdziwy hit drugiej ligi w Łodzi. Na stadionie przy al. Piłsudskiego drugi w tabeli Widzew podejmie GKS Katowice.

[…] W meczu z Pogonią Siedlce (7:3) dokonała się, jak dowcipnie zauważył jeden z fanów nawiązując do tytułu słynnego filmowego horroru, widzewska masakra piłą nożną.

Gdyby teraz na podobny, równie efektowny mecz zdobyli się łodzianie, prezentując podobną skuteczność i zdecydowanie lepszą dyspozycję w defensywie, to bez cienia przesady, powiemy, że Widzew wybił się na ligową wielkość.

W sobotę godz. 19.10, al Piłsudskiego hokejowy scenariusz trudny będzie do powtórzenia, bo rywal GKS Katowice ostatnią bramkę stracił blisko miesiąc temu w remisowym meczu z Garbarnią Kraków. W Katowicach liczą też na młodzieńczą fantazję i niekonwencjonalne zagrania swoich zdolnych graczy, których łódzcy rutyniarze mogą się nie spodziewać.

[…] Widzew oczywiście nie dostanie zwycięstwa na tacy, ale po ostatnich zwycięstwach, stabilizacji składu, jest faworytem spotkania. Na dodatek na ławce rezerwowych ma jokerów w talii. Jednym bez wątpienia jest Christopher Mandiangu (310 minut na boisku, dwie bramki), który uchodzi za najbardziej świadomego gracza łodzian, którego rozumienie gry zwanej piłką nożną jest na najwyższym poziomie. 27-letni ma bogate futbolowe doświadczenie. Grał m.in. w Niemczech, Holandii, Izraelu, Czechach, Finlandii i Bułgarii.

 

tulodz.pl – Ważne spotkanie z trudnym rywalem. Widzew Łódź podejmie GKS Katowice 

W ramach 14. kolejki II ligi Widzew podejmie na własnym stadionie GKS Katowice. Sobotnie spotkanie zapowiada się bardzo ciekawie, gdyż będzie to starcie drugiego z trzecim zespołem ligi.

[…] Co ciekawe w ostatnich 9 meczach wyniki tych dwóch drużyn były identyczne: 6 zwycięstw, 2 remisy i 1 porażka.

Wiemy już, że w sobotę zmierzą się zespołu, które aktualnie są na fali i radzą sobie bardzo dobrze (również w Pucharze Polski tak Widzew jak i GKS awansowały do kolejnej rundy), co tylko zwiększa apetyt przed tym meczem.

Dla łodzian najważniejsze będzie ochłonąć po zwycięstwie 7:3 z Pogonią Siedlce, a konkretniej, utrzymać skuteczność w ataku, przy jednoczesnym zachowaniu koncentracji w obronie. Wydaje się, że mimo błędów popełnionych właśnie w formacji defensywnej, trener Kaczmarek ponownie postawi na tych samych zawodników, którzy rozpoczynali ostatnie trzy ligowe spotkania. Co również ważne, szkoleniowiec Widzewa wciąż ma duży komfort w swoich wyborach, gdyż wszyscy zawodnicy są zdrowi i w pełni sił.

Również dla kibiców ten mecz będzie bardzo ważny, nie tylko ze względu na rywala (fani Widzewa, mówiąc delikatnie, nie przepadają za GKS-em Katowice), ale także na datę. Mecz odbędzie 19 października (inaczej 19.10.) i dlatego kibice postanowili uświetnić sobotnie spotkanie wspólnym przemarszem, który ruszy spod Domu Handlowego „Central” przy skrzyżowaniu Mickiewicza i Piotrkowskiej, a zakończy rzecz jasna pod stadionem przy Piłsudskiego.

 

widzew.com – Zapowiedź meczu Widzew Łódź – GKS Katowice

W spotkaniu 14. kolejki II ligi Widzew zagra dziś na własnym boisku z GKS-em Katowice. Będzie to starcie dwóch niezwykle utytułowanych drużyn i jeden z najbardziej prestiżowych meczów całych tegorocznych rozgrywek.

Do spotkania z GKS-em Katowice łodzianie przystąpią po bardzo efektownym zwycięstwie nad Pogonią Siedlce (7:3). Nikt w zespole nie popada jednak w huraoptymizm, zdając sobie sprawę, że wynik meczu z GKS-em może mieć olbrzymie znaczenie dla układu sił w czołówce tabeli.

[…] Widzew i GKS Katowice łączą postaci wielu zawodników i trenerów. Piękną kartę w historii obu klubów zapisał m.in. Marek Koniarek, król strzelców ekstraklasy w barwach Widzewa, który w zespole z Katowic rozegrał ponad 100 meczów i zdobył kilkadziesiąt goli, będąc również tam niekwestionowaną legendą. Kilku trenerów – m.in. Wojciech Stawowy i Jacek Paszulewicz – ma na swoim koncie pracę zarówno w Widzewie, jak i w GKS-ie. Ponad 60 spotkań w barwach GKS-u rozegrał Łukasz Zejdler, ponad 40 – Bartłomiej Poczobut.

 

widzewiak.pl – Poczobut: „Nie zamierzam się specjalnie „podpalać” przed meczem”

Zbliżający się mecz z katowicką „Gieksą” będzie szczególny dla Bartłomieja Poczobuta, który spędził w tym klubie półtora roku.

Pomocnik rozegrał w tym sezonie 13 spotkań w barwach Widzewa i mocno zadomowił się w podstawowej jedenastce. Spotkanie z byłym zespołem to zawsze okazja do pokazania się byłym pracodawcom.

 – Myślę, że przede wszystkim zapowiada się bardzo ciekawe spotkanie, patrząc na sytuację i układ sił w drugiej lidze. Oba kluby mają dobrą passę, mogą pochwalić się serią zwycięstw. Pod tym względem zapowiada się naprawdę interesująco. Ja nie traktuję tego meczu jakoś wyjątkowo. Nie zamierzam się przed nim specjalnie „podpalać” – mówił zawodnik w rozmowie z oficjalną stroną klubu.

[…] – Skupiam się na tym, co jest tu i teraz. Cieszę się, że dostałem ofertę z Widzewa i mogłem tu trafić. Na pewno nie żałuję, że tak potoczyły się moje losy. W każdym meczu gram na maksa i czekam już na kolejne występy – podkreślił.

[…] – Fizycznie czuję się bardzo dobrze. Mamy bardzo dobre warunki w zakresie odnowy biologicznej i świetnych fizjoterapeutów. Przykładamy do tych spraw bardzo dużą wagę. Po treningach zostajemy długo w klubie, korzystając z wszystkich dostępnych możliwości regeneracji – zaznaczył Bartłomiej Poczobut.

 

widzewtomy.net – Zapowiedź meczu Widzew Łódź – GKS Katowice

[…] Łodzianie po raz pierwszy od dekady zdobyli w jednym ligowym meczu siedem goli, ale z drugiej strony po raz pierwszy na nowym stadionie dali wbić sobie aż trzy. Mecz z Pogonią był szalony, oba zespoły nie murowały własnej bramki, stąd mnogość strzeleckich okazji i aż dziesięć trafień do siatki. Wiele wskazuje na to, że pojedynek z GKS będzie wyglądać zgoła inaczej. Dwaj uczestnicy wyścigu, w którym stawką jest bezpośredni awans do I ligi, z pewnością będą grały ostrożnie. Obie strony wiedzą o sobie wszystko i pytanie brzmi, kto kogo przechytrzy.

Minimalnym faworytem spotkania będą widzewiacy. Po pierwsze dlatego, że wystąpią przed własną publicznością. Za drużyną stać będzie 17 tysięcy kibiców, a goście pozostaną bez wsparcia swoich sympatyków.

[…]  Na papierze są oni o wiele silniejsi. To jednak tylko czysta teoria. Choć katowiczanie nie mogą pochwalić się posiadaniem takich zawodników, jak Marcin Robak, Mateusz Możdżeń czy Wojciech Pawłowski, mają swoje atuty. Smak Ekstraklasy dobrze znają Arkadiusz Woźniak czy Adrian Błąd. Dodatkowo „Gieksa” znajduje się ostatnio na fali. Po słabym wejściu w rozgrywki, obecnie notuje ona serię pięciu kolejnych zwycięstw, z bilansem bramkowym 11:2 (!), dorzucając do tego wygraną z Wartą Poznań w Pucharze Polski.

[…] Również w kadrze RTS brak jakichkolwiek ubytków. Marcin Kaczmarek ma do dyspozycji wszystkich piłkarzy, którzy palą się do gry. Wydaje się jednak, że rezerwowi pozostaną rezerwowymi, bowiem zestawienie z treningów wskazuje na kolejny brak zmian w składzie. Jeżeli szkoleniowiec po raz czwarty z rzędu postawi na tą samą jedenastkę będzie to znak, że obdarzył ją całkowitym zaufaniem. Trudno oczekiwać korekt w ofensywnych formacjach, skoro zespół strzelił Pogoni aż siedem bramek. Snuć domysły można co najwyżej na temat bloku obronnego, ale na roszady personalne nic nie wskazuje.

Widzewiacy, tak jak ich jutrzejsi rywale, również znajdują się w niezłej formie. Wygrana nad siedlczanami była czwartą z rzędu, a piąty triumf odniesiony został w międzyczasie nad Śląskiem Wrocław w pucharowych zmaganiach. Przy Piłsudskiego przytomnie podkreślają jednak, że nie zamierzają żyć historią, przed zespołem seria trudnych pojedynków.

2 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

2 komentarze

  1. Avatar photo

    Bce

    19 października 2019 at 16:59

    Mecz, który zweryfikuje gdzie jesteśmy z budowaniem zespołu i kogo nam brakuje.
    Szkoda, że nie ma w TV. Przez własną głupotę nie jedziemy. Remis biorę w ciemno.
    Czy wygrywasz czy nie ja i tak.. .
    Pozdrawiam

  2. Avatar photo

    Scifo

    19 października 2019 at 21:41

    Byliśmy lepsi, więc remis z niedosytem. Ewidentny karny dla nas, sędzia puszcza gra faul, a ten cofa wcześniejszy faul… Karne dyktuje się dla Widzewa nie przeciwko…

Odpowiedz

Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Trudność w podejściu do średniawki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Aaaa qrwa jego mać…

To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.

Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.

Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.

O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.

Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.

Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.

Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.

Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.

Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.

Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.

Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.

Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.

Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.

Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.

Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.

Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.

Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.

Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga