Dołącz do nas

Siatkówka

Siatkarska krótka przesunięta – [6] – Trzecia wygrana w PlusLidze GKS-u nad Espadonem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

STATYSTYKI MECZOWE GKS-u

Czas trwania spotkania – Mecz GKS-u z Espadonem trwał 124 minuty, z czego I set 25 min. – II set 27 min. – III set 28 min. – IV set 24 min. – V set 20 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 32: zagrywka 27, atak 3, siatka 0, inne 2.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 34: zagrywka 27, atak 4, siatka 0, inne 3.

Ilość zdobytych punktów – GKS 73: Butryn 20, Quiroga 17, Kapelus 11, Kohut 10, Komenda 6, Pietraszko 5, Krulicki 2, Witczak 1, Sobański 1.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 28: Butryn 9, Komenda 6, Quiroga 5, Kapelus 3, Krulicki 2, Kohut 2, Pietraszko 1.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 45: Quiroga 12, Butryn 11, Kapelus 8, Kohut 8, Pietraszko 4, Witczak 1, Sobański 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 26: Quiroga 10, Butryn 8, Kohut 7, Kapelus 5, Komenda 2, Krulicki -1, Mariański -1, Pietraszko -2, Sobański -2.

Ilość zagrywek – GKS 104: Butryn 23, Komenda 17, Quiroga 17, Kapelus 16, Pietraszko 14, Kohut 11, Krulicki 3, Sobański 2, Witczak 1.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 27: Butryn 6, Quiroga 5, Komenda 4, Kapelus 3, Pietraszko 3, Kohut 3, Krulicki 2, Witczak 1.
Ilość asów serwisowych – GKS 8: Komenda 2, Butryn 2, Quiroga 2, Kapelus 1, Pietraszko 1.

Ilość przyjęć – GKS 77: Quiroga 36, Kapelus 17, Mariański 17, Sobański 5, Krulicki 1, Pietraszko 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 6: Krulicki 1, Kapelus 1, Pietraszko 1, Mariański 1, Sobański 1, Quiroga 1.
Procent przyjęcia dokładnego (perfekcyjne oraz dobre) – GKS 53%: Kapelus 65%, Mariański 59%, Quiroga 50%, Sobański 40%, Krulicki 0%, Pietraszko 0%.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 25%: Mariański 35%, Quiroga 25%, Sobański 20%, Kapelus 18%, Krulicki 0%, Pietraszko 0%.

Ilość ataków – GKS 103: Butryn 29, Quiroga 26, Kapelus 23, Kohut 10, Pietraszko 7, Sobański 5, Witczak 2, Komenda 1.
Ilość błędów w ataku – GKS 4: Butryn 2, Pietraszko 1, Quiroga 1.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 10: Butryn 4, Kapelus 2, Pietraszko 2, Sobański 2.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 55: Butryn 18, Quiroga 14, Kapelus 9, Kohut 8, Pietraszko 3, Witczak 1, Komenda 1, Sobański 1.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 53%: Komenda 100%, Kohut 80%, Butryn 62%, Quiroga 54%, Witczak 50%, Pietraszko 43%, Kapelus 39%, Sobański 20%.

Ilość bloków punktowych – GKS 10: Komenda 3, Krulicki 2, Kohut 2, Kapelus 1, Pietraszko 1, Quiroga 1.
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 0:

 

Od początku GKS dobrze wszedł w ten mecz, osiągając 2-3 punktową przewagę (od 4:6 poprzez 7:10 do 16:17). Wtedy na krótko straciliśmy prowadzenie (18:17), by po świetnie rozegranej końcówce pozwolić gospodarzom na zdobycie zaledwie dwóch oczek, w tym jeden po błędzie własnym. Skuteczność w ataku GKS miał 61%, a Espadon 52% – w punktach zliczono 14:11. W asach i blokach też byliśmy lepsi wygrywając 5:2. Błędy własne GKS miał 7, a gospodarze 6. Przyjęcie również lepsze po naszej stronie – dokładne na poziomie 75% do 50%, a perfekcyjne na poziomie 19% do 28%. Punktowanie wziął na swe barki Butryn, zdobywając 8 oczek, przy 88% skuteczności w ataku!

Drugi set lepiej zaczął się dla szczecinian, bo od prowadzenia 4:2 i 5:4. Szybko GieKSa przejęła inicjatywę (6:9) i dzięki dobrej skuteczności w ataku, przewaga ta została utrzymana do samego końca. Mamy kryzysik był w połowie tego seta, gdy Espadon wyrównał wynik (15:15), ale równie szybko sytuacja została opanowana i set wygrany dość pewnie. Skuteczność w ataku GKS miał aż 63% przy 54% gospodarzy, punktowo wyszło 17:13. W asach i blokach tym razem posucha, remis 2:2. W błędach własnych również był remis 6:6. Przyjęcie się bardzie wyrównało – dokładne na poziomie 53% do 50%, a perfekcyjne na poziomie 18% do 30%. Punktowanie tym razem się bardziej rozłożyło – Butryn 5 oczek (83%!), Quiroga 5 oczek (71%) i Kohut 4 oczka (75%).

 

Trzecią partię Espadon rozpoczął od prowadzenia 3:0, ale prawie od razu wyszliśmy na prowadzenie 4:5 i trwała zacięta walka „punkt za punkt” aż do stanu 13:14. Wtedy trafił się słabszy okres gry, podsumowany ostrą reprymendą trenera Gruszki na przerwie na żądanie. Mieliśmy problemy ze skończeniem własnych ataków i gospodarze prowadzili już 19:15. Katowiczanie nie poddawali się jednak i gdy udało się dojść rywali na jeden punkt (24:23), to Karol Butryn przestrzelił zagrywkę, posyłając piłkę daleko w aut. Gdybyśmy nie psuli aż tylu serwisów (razem było ich 7), to wynik mógł być odwrotny i mecz w tym momencie zakończony. Skuteczność w ataku się wyrównała – GKS 59%, a Espadon 60% – ale w punktach lepsi minimalnie rywale 10:12. W asach i blokach odrobiliśmy jeden punkt straty, bo było 5:4. W błędach własnych też można było zmienić ten wynik – GKS miał ich 9, a szczecinianie 8. Przyjęcie nam spadło – dokładne na poziomie 42% do 63%, a perfekcyjne na poziomie 26% do 25%. Punkty próbował zdobywać praktycznie tylko Quiroga – 5 oczek, w tym 3 atakiem plus 2 asy.

Czwarty set był bardzo słaby w wykonaniu naszej drużyny. Od początku praktycznie mieliśmy ogromne problemy ze skończeniem własnych ataków, wystarczy podać, że w całej tej partii zdobyliśmy atakiem raptem… 4 punkty! Mimo takich problemów, choć gospodarze od początku prowadzili, to jeszcze w środku tego seta mieliśmy… remis 16:16! Espadon „trzymał” nas z wynikiem dzięki aż 7 zepsutym zagrywkom! Niestety od tego stanu, zagraliśmy końcówkę katastrofalnie słabo, zdobywając jeden punkt i to po kolejnej zepsutej zagrywce szczecinian! Dlatego nie mogą dziwić „liczby” tej partii. Skuteczność ataku – GKS zaledwie 27%, przy 54% Espadonu – w punktach podliczono 4:13! W asach i blokach też przegraliśmy 5:7. Łącznie punktacja po własnych skończonych akcjach wyniosła 9:20, to kompromitujący wynik GKS-u! Błędy własne – GKS 5, a gospodarze 8, wszystkie z serwisu, jak podałem wyżej! Przyjęcie również mieliśmy słabsze – dokładne na poziomie 31% do 40%, a perfekcyjne na poziomie 19% do 27%. Za punktowanie, po tak słabym wyniku, to oczywiście niema kogo wyróżnić.

 

Na całe szczęście nasza drużyna w porę obudziła się z tego letargu niemocy w ataku, który tym razem dopadł szczecinian. Od początku objęliśmy prowadzenie, nie oddając go ani na chwilę, a gra wyglądała znacznie lepiej. I gdyby nie zbyt duża ilość błędów na zagrywce, bo aż 6 przy 14 wykonanych, to wynik mógł być o wiele korzystniejszy. Zepsute zagrywki to prawdziwa zmora GKS-u w tym sezonie, w 6 rozegranych meczach mieliśmy już ich aż 109. „Lepsi” w tym elemencie są tylko gracze Czarnych Radom (114 błędów). Wracając do licz z tie-breaka. Skuteczność była na poziomie 48% GKS-u i 40% Espadonu, a w punktach wyliczono 10:4! Obie ekipy miały tylko po jednym bloku. W błędach własnych GieKSa miała ich aż 7, przy tylko 4 gospodarzy. Przyjęcie obie drużyny miały bardzo dobre – dokładne na poziomie 78% do 63%, a perfekcyjne na poziomie 56% do 25%. Punktowanie rozłożyło się równo na czterech siatkarzy: Butryna, Kapelusa, Quirogę i Kohuta.

Całościowo patrząc to GKS zagrał dobrze, a miejscami i bardzo dobrze w zwycięskich setach. Szkoda trzeciej partii, gdzie mimo zbyt dużej ilości zepsutych zagrywek, przy troszkę lepszym ataku, mogliśmy spokojnie „zamknąć” ten mecz w tym momencie i zdobyć trzy punkty meczowe. O czwartej partii należy jak najszybciej zapomnieć i tyle. Ogólnie skuteczność w ataku GKS miał na poziomie 53% przy 54% Espadonu – w punktach podliczono 55:53. Asów serwisowych mieliśmy więcej, bo 8:6, a w blokach punktowych był remis po 10. Łącznie po skończeniu własnych akcji wyliczono wynik 73:69. Błędy własne – GKS 34 (w tym aż 27 w zagrywce), a Espadon 32 (co ciekawe też 27 w zagrywce). Przyjęcie na równym poziomie – dokładne na poziomie 53% do 52%, a perfekcyjne na poziomie 25% do 27%. Za zdobywanie punktów trzeba wyróżnić Gonzalo Quirogę – 17 oczek (w tym 14 w ataku) – gdy najczęściej kończył trudne piłki. MVP został wybrany Karol Butryn zdobywca 20 punktów, który na 29 ataków skończył 18 (62%), przy 2 popełniając błąd, a przy 4 został zablokowany. Do tego najczęściej zagrywał, 23 razy, posyłając 2 asy i popełniając 6 błędów serwisowych.

 

ŁĄCZNE STATYSTYKI MECZOWE GKS-u – po 6 meczach (23 sety)

Bilans meczów łącznie – 4:2 – Bilans punktów – 11:7 – Bilans setów – 14:9 – Bilans małych punktów – 530:502
Bilans meczów „u siebie” – 1:1 – Bilans punktów – 3:3 – Bilans setów – 4:3 – Bilans małych punktów – 173:170
Bilans meczów „na wyjeździe” – 3:1 – Bilans punktów – 8:4 – Bilans setów 10:6 – Bilans małych punktów – 357:332

Rozegrane mecze – 6: Witczak, Komenda, Butryn, Kapelus, Pietraszko, Kohut, Stelmach, Quiroga, 5: Fijałek, Mariański, 4: Stańczak, Krulicki, 3: Kalembka, Sobański

Rozegrane sety – 23: Kapelus, Quiroga, 22: Komenda, Butryn, 21: Pietraszko, 20: Kohut, 15: Mariański, 14: Stańczak, Witczak, Fijałek, 12: Stelmach, 8: Krulicki, 6: Sobański, 5: Kalembka,

Widzów na meczach GKS-u – „u siebie” / „na wyjeździe” – 2300:6140

Czas trwania spotkań – Mecze GKS-u trwały 597 minut, z czego I set 145 min. – II set 155 min. – III set 167 min. – IV set 110 min. – V set 20 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 162: zagrywka 99, atak 40, siatka 10, inne 13.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 154: zagrywka 109, atak 27, siatka 8, inne 10.

Ilość zdobytych punktów – GKS 368: Butryn 79, Quiroga 73, Kapelus 66, Pietraszko 52, Kohut 40, Komenda 22, Witczak 15, Sobański 8, Krulicki 8, Kalembka 2, Stelmach 2, Fijałek 1.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 140: Butryn 31, Kapelus 23, Quiroga 23, Pietraszko 19, Komenda 17, Kohut 13, Witczak 6, Krulicki 4, Sobański 3, Stelmach 1.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 228: Quiroga 50, Butryn 48, Kapelus 43, Pietraszko 33, Kohut 27, Witczak 9, Komenda 5, Sobański 5, Krulicki 4, Kalembka 2, Fijałek 1, Stelmach 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 160: Quiroga 39, Butryn 35, Kapelus 33, Pietraszko 26, Kohut 25, Witczak 4, Komenda 4, Krulicki 2, Stelmach 2, Kalembka 1, Sobański -2, Fijałek -2, Mariański -3, Stańczak -4.

Ilość zagrywek – GKS 527: Quiroga 89, Butryn 83, Komenda 82, Pietraszko 75, Kapelus 74, Kohut 59, Witczak 24, Krulicki 17, Fijałek 8, Sobański 8, Kalembka 7, Stelmach 1.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 109: Pietraszko 21, Kapelus 16, Komenda 16, Butryn 16, Kohut 13, Quiroga 12, Krulicki 5, Witczak 4, Sobański 3, Fijałek 2, Kalembka 1.
Ilość asów serwisowych – GKS 33: Komenda 7, Quiroga 6, Pietraszko 5, Butryn 5, Witczak 3, Kapelus 3, Kohut 2, Krulicki 2.

Ilość przyjęć – GKS 406: Kapelus 137, Quiroga 136, Stańczak 54, Mariański 50, Sobański 14, Kalembka 3, Kohut 3, Pietraszko 3, Komenda 2, Krulicki 2, Stelmach 1, Fijałek 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 25: Quiroga 8, Kapelus 5, Stańczak 4, Mariański 3, Sobański 2, Fijałek 1, Krulicki 1, Pietraszko 1.
Przyjęcie negatywne – GKS 83: Kapelus 28, Quiroga 26, Stańczak 10, Mariański 10, Sobański 5, Komenda 1, Kalembka 1, Pietraszko 1, Kohut 1.
Przyjęcie perfekcyjne – GKS 106: Kapelus 33, Quiroga 33, Mariański 21, Stańczak 12, Sobański 3, Krulicki 1, Pietraszko 1, Stelmach 1, Kohut 1.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 26%: Stelmach 100%, Krulicki 50%, Mariański 42%, Pietraszko 33%, Kohut 33%, Kapelus 24%, Quiroga 24%, Stańczak 22%, Sobański 21%, Komenda 0%, Fijałek 0%, Kalembka 0%,

Ilość ataków – GKS 588: Quiroga 150, Butryn 148, Kapelus 121, Pietraszko 49, Kohut 46, Witczak 31, Sobański 17, Komenda 12, Krulicki 8, Kalembka 3, Stelmach 2, Fijałek 1.
Ilość błędów w ataku – GKS 27: Butryn 13, Quiroga 7, Kapelus 3, Witczak 3, Pietraszko 1.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 47: Butryn 15, Kapelus 9, Quiroga 7, Sobański 5, Witczak 4, Pietraszko 3, Kohut 2, Komenda 2.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 287: Butryn 70, Quiroga 64, Kapelus 60, Pietraszko 32, Kohut 31, Witczak 9, Sobański 7, Komenda 5, Krulicki 4, Stelmach 2, Kalembka 2, Fijałek 1.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 49%: Fijałek 100%, Stelmach 100%, Kalembka 67%, Kohut 67%, Pietraszko 65%, Kapelus 50%, Krulicki 50%, Butryn 47%, Quiroga 43%, Komenda 42%, Sobański 41%, Witczak 29%,

Ilość bloków punktowych – GKS 48: Pietraszko 15, Komenda 10, Kohut 7, Butryn 4, Witczak 3, Kapelus 3, Quiroga 3, Krulicki 2, Sobański 1.
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 8: Quiroga 2, Pietraszko 2, Kohut 1, Butryn 1, Kapelus 1, Kalembka 1.
MVP – GKS 4: Komenda 2, Butryn 1, Mariański 1.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).

Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).

W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.

Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.

We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.

W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.

Kontynuuj czytanie

Felietony Hokej

Czy możemy narzekać na najlepszą drużynę ostatnich pięciu lat?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Piąty finał z rzędu. Dwa mistrzostwa Polski – tyle samo co teraz GKS Tychy, których jednak w tym okresie dwukrotnie zabrakło w finale. Dwa finały przegrane w dopiero w siódmym meczu. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że za ostatnie 5 lat to drużyna Jacka Płachty była najlepszą drużyną w Polsce, a jednak coraz ciężej o optymizm, gdy mowa o hokejowej GieKSie.

Po dwóch mistrzostwach Polski, gdzie w obu przypadkach w finale byliśmy wręcz perfekcyjni pod każdym względem, przyszła porażka z Unią w dogrywce meczu nr 7 – tak minimalna, jak tylko może być, a przecież już po piątym meczu byliśmy o krok od kolejnego złota. Rok temu z kolei już po 4 meczach Tyszanie w każdym kolejnym mogli odnieść ostateczny triumf i choć pogoń za wynikiem, a nawet wyjście na prowadzenie na początku decydującego starcia dały nam mnóstwo emocji, to był to jednak kolejny krok w tył względem poprzedniego sezonu, a jak wyglądał finał w tym roku – każdy wie.

Nikt w tej lidze nie lubi GKS-u Katowice… i ma to swoje dobre strony. Brak sympatii ze strony kibiców Tychów, Sosnowca czy Oświęcimia jest oczywisty i jest to odwzajemnione i te animozje dodają emocji, a to dla emocji śledzimy sport. Idzie za tym jednak coś więcej – oprócz zdobycia mistrzostwa Polski, pobocznym celem każdej z tych drużyn jest pokonanie GKS-u. Poza krakowską Cracovią, gdzie nie zapowiada się, by w najbliższych latach mieli wrócić do walki o najwyższe cele, Katowice to zdecydowanie największe i najbardziej rozpoznawalne miasto ligi i każde mniejsze miasto tym bardziej chce udowodnić swoją wyższość na lodzie. Naszą reakcją na to jest… wyznaczenie top-4 jako celu na sezon. W lidze, gdzie są 4 drużyny mające pieniądze, by móc realistycznie walczyć o coś więcej, niż przetrwanie.

Końcowy wynik to jednak nie wszystko, czego kibice potrzebują – potrzebujemy czuć, że klub ,,gdzieś” zmierza, potrzebujemy również małych powodów do ekscytacji, a także potrzebujemy, by ludzie pracujący w klubie pokazali nam, że to oni się lepiej znają na hokeju i ,,zamknęli nam mordę”. Tak jak mordę zamyka nam sekcja piłkarska, tak jak 3 lata temu zrobił to Teemu Pulkkinen, tak tym razem dosłownie każda obawa kibiców znalazła potwierdzenie. Każdy czuł, że siedmiu obrońców to za mało, każdy widział, że brakuje nam ofensywnie usposobionego defensora, każdy wiedział, że mamy problem z przewagami i naprawdę ciężko uwierzyć, że ludzie, którzy dali nam dwa mistrzostwa Polski mieliby się z tym nie zgodzić. Gdzie więc była na to reakcja?

Jedną z najważniejszych cech naszych mistrzowskich ekip był głód. Oczywiście było też wtedy grono doświadczonych Polaków, a nawet przewinęło się też kilku doświadczonych obcokrajowców i nie chcę brzmieć, jakbym myślał, że teraz ktoś nie chciał zdobyć mistrzostwa, bo nie wątpię, że wszyscy chcieli, ale czegoś w porównaniu do ekipy sprzed 3 i 4 lat ewidentnie brakowało. Sami zboczyliśmy z drogi, która działała. W Tychach pałeczkę po doświadczonym Komorskim przejmują Łyszczarczyk czy Paś, którzy spokojnie mają pewnie z 7-8 lat grania przed sobą. U nas wydaje się zawiodło przekazanie pałeczki w obronie po pożegnaniu się z Kruczkiem czy Wajdą, a teraz czeka nas to w ofensywie. Są oczywiście bracia Hofman, gdzie oglądanie ich rozwoju było jednym z przyjemniejszych elementów tego sezonu i głęboko wierzę, że będą liderami na lata nie tylko GKS-u, ale i reprezentacji… ale co jeśli okaże się, że jednak są to gracze jedynie na 3 formację i 20 punktów w sezonie? Te przekazanie pałeczki zdecydowanie nie jest tu tak płynne i naturalne, a przecież tyle lat pracy jednego trenera i dyrektora w połączeniu ze stabilnym finansowaniem z miasta to powinny być wręcz idealne warunki do takiej długofalowej pracy.

Praktycznie co roku przykro kibicom GieKSy czyta się o nowych kontraktach, transferach i negocjacjach już nawet w trakcie play-offów, gdzie my na pierwsze wieści czekamy zazwyczaj aż skończą się hokejowe mistrzostwa świata. I niby zawsze ostatecznie jakoś to nadrabialiśmy, bo 5 razy z rzędu w finale nie byliśmy przypadkowo, ale nie wierzę, że na tym czekaniu nie tracimy, a teraz już z całą pewnością można powiedzieć, że zeszłoroczna przerwa między sezonami była w naszym wykonaniu po prostu słaba. Nie ma w tym gronie żadnego zawodnika, którego będzie warto wspominać po latach. Kibice potrzebują zawodników z charakterystycznymi cechami – jeszcze długo będziemy pamiętać szaleństwo w oczach i uśmiechu Erikssona, umiejętność wejścia na wyższy poziom w kluczowych momentach Lehtonena, huknięcie Hudsona, technikę Koponena czy ,,nienormalność” Murray’a, a jak pokazują wyniki – nie tylko kibice potrzebują takich zawodników, ale klub też. Hokej nie jest sportem dla normalnych. Gdy 3 lata temu przyszedłem na pierwszy przedsezonowy sparing – od pierwszego kontaktu z krążkiem było widać, że Koponen to Pan Hokeista. Nie chcę wytykać palcem hokeistów, bo myślę, że oni są najmniej temu winni, ale aktualnie większość naszej kadry to hokeiści po prostu przyzwoici… i tyle. Przyzwoitością nie wygrywa się mistrzostwa.

Nie wiem, co by się musiało stać, bym o kimkolwiek, kto miał swoją zasługę w zdobyciu dwóch mistrzostw Polski myślał za kilka lat w sposób negatywny, począwszy od dyrektora sportowego, przez trenera i na zawodnikach kończąc. Ilu błędów by nie popełniono w tym sezonie i ilu potencjalnie nie popełni się jeszcze w przyszłości – za ten pierwszy wielki sukces GKS-u, jaki miałem okazję doświadczyć w życiu, trener Płachta może mieć w Katowicach własną ulicę, a odwieszenie łyżew na kołek przez Grzegorza Pasiuta powinno być jednoznaczne z powieszeniem numeru 18 w Satelicie, a może i nawet na to samo zasługują Bartosz Fraszko czy ,,Nasz Warszawiak” Mateusz Bepierszcz. Czy aktualnie nasze finanse pozwalają na stworzenie równorzędnej rywalizacji z Tychami, ale czego by tu wcześniej nie osiągnięto – teraz także potrzebuję widzieć, że klub ma obrany właściwy kierunek i do tego kierunku dąży. Może trzeba jasno powiedzieć, że jeśli właściciel nie chce kroku do przodu, bo przy świetnej postawie piłkarzy już nie potrzebuje ,,tematu zastępczego”, to wykonujemy krok w tył i odmładzamy skład?

Zdobytymi mistrzostwami klub poniekąd wydał na siebie ,,wyrok” – zupełnie inaczej cieszyło srebro drużyny Toma Coolena, gdy zaledwie 2 lata wcześniej nie było hokeja w Katowicach, a 3 lata wcześniej bohaterem kibiców w Satelicie był Maros Goga. Teraz już wszyscy wiemy, jak to jest być na szczycie – i chcemy tego znów, jednak tak jak pisałem wyżej, końcowy wynik to nie jedyny sposób na usatysfakcjonowanie kibiców, tymczasem w tym sezonie mimo wszystko tylko on się zgadza, bo jednak finał to jest w pewnym stopniu sukces, ale czy z obecnie obranym kursem ten finał będzie także za rok?

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa nie pęka przed NIKIM

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Za nami jakiś szalony czas, ostatni tydzień to było coś, co przyniosło nam taką dawkę emocji, że po prostu trzeba ochłonąć. Zaczęło się od euforii po golu w doliczonym czasie z Wisłą Płock, ale nawet to nie zapowiadało, na jakiej karuzeli znajdziemy się w następnych dniach. Po Rakowie myśleliśmy, że limit spektakularnego widowiska na jakiś czas wyczerpiemy. I przyszedł mecz w Poznaniu.

Sam zastanawiałem się, jak ten mecz będzie wyglądał. Opcje dla mnie były dwie – GieKSa na fali tego rozpędu znów zagra bardzo dobrze albo jednak ciśnienie po energetycznym i emocjonalnym meczu w Częstochowie spadnie, co ze 120 minutami w nogach przełoży się na to, że jednak dość gładko polegniemy. Jak się okazało, sprawdziła się ta pierwsza opcja.

Trener Rafał Górak mówi o tym, że jeśli chcemy być poważną drużyną, to nie możemy mieć wymówek, że gramy co trzy dni i jesteśmy zmęczeni. No niby tak, ale w Polsce… jesteśmy do tych wymówek przyzwyczajeni. Zresztą – niedaleko szukać – trener Łukasz Tomczyk po meczu Rakowa z Motorem właśnie na ten aspekt zwracał uwagę i po prostu narzekał.

A tu nagle pojawia się GieKSa, która nie dość, że właśnie zagrała tę dogrywkę, nie dość, że w najkrótszym możliwym odstępie meczów (czwartek – niedziela), nie dość, że przegrała, to jeszcze musiała jechać na daleki wyjazd do obecnego i z dużym prawdopodobieństwem przyszłego Mistrza Polski.

I ta GieKSa rozegrała przy Bułgarskiej kapitalne zawody. To już nie był taki mecz, jak w poprzednim sezonie w Poznaniu. Wtedy przegraliśmy gładko 0:2 i pocieszaliśmy się tym, że „wstydu nie było”. Jakże daleki jest to obraz od wczorajszego spotkania. Teraz katowiczanie nie byli skromnym beniaminkiem, który przyjeżdża z respektem i liczy, że uda się z tego terenu wywieźć jeden punkt i to najlepiej 0:0. Teraz to była drużyna, która przyjechała tam jak po swoje, grała wysoko, starała się nie dać zepchnąć do defensywy i momentami po prostu dyktować warunki. Lech był przed przerwą dość bezradny.

Jedyne czego nam brakowało to bramki. I długo to wyglądało tak jak mecze, które znaliśmy z tego sezonu – że GKS dominuje, ma nawet jakieś sytuacje, choć nie bardzo klarowne, ale gola zdobyć nie potrafi. Potem przeciwnik włącza swoją jakość ładuje jednego, dwa lub trzy gongi (Cracovia) i mamy po zawodach.

Na szczęście skuteczność jest ostatnio po naszej stronie. I Eman Marković strzelił piękną bramkę głową. Dopiero na powtórce zza bramki było widać, jak dobry był to strzał. Okupiony co prawda rozciętym łukiem brwiowym, bo zaraz po uderzeniu piłki, trafił Eman głową w Joela Pereirę, ale piękny był obrazek, jak jednocześnie nasz zawodnik krwawił i uśmiechał się z powodu zdobytego gola. Piłkarz od tych dwóch meczach gra tak, że za chwilę może stać się jednym z ulubieńców Nowej Bukowej.

W drugiej połowie oglądaliśmy wszystko co najlepsze i… najgorsze w wykonaniu GieKSy. Jak traciliśmy jesienią multum bramek do szatni, to teraz zaczynamy tracić gole zaraz po wyjściu na boisko. Dwa gole w Częstochowie teraz Kolejorz na ukłuł zaraz po przerwie. Koncentracja, panowie, koncentracja! Było w tym oczywiście sporo pecha, bo piłka poodbijała się tak, że trafiła Arka i wpadła do bramki. Ale z drugiej strony, każde wstrzelenie piłki w piąty metr to ryzyko, że takie zamieszanie powstanie i wyjdzie z tego gol. Nawiasem mówiąc to – jeśli dobrze liczę – siódmy gol samobójczy w tym sezonie. Dość absurdalna liczba.

Jak rządzi przypadek, widzieliśmy przy bramce Ilji Szkurina. Tam też po kapitalnym zagraniu Bartka Nowaka, Ilja próbował mijać przeciwnika, ale futbolówka odbiła się od pleców czy od głowy siedzącego rywala i Białorusin dopełnił formalności. Strasznie dziwny ten nasz Ilja, bo ostatnio gra coraz lepiej w środku boiska, dobrze zbiera te piłki i rozprowadza, potem w roli już stricte napastnika dość mocno psuje, a na koniec… strzela gola.

Co do drugiego gola dla Lecha, to przyznam na chłodno, że nie mam pretensji. Oczywiście można powiedzieć, że poszliśmy za bardzo do przodu, że zabrakło asekuracji. Ale tak naprawdę z tego typu sytuacji gol pada raz na sto. Przecież mieliśmy zawodników z tyłu, natomiast Lech świetnie rozegrał tę akcję prostopadłym podaniem. Ale nadal to nie było bardzo duże zagrożenie. Zadecydowało niebywale dobre wykończenie Hakansa. Gdyby on nie zdecydował się na uderzenie z tej niełatwej pozycji, to uważam, że na 90 procent odebralibyśmy piłkę, a już na pewno zdążylibyśmy wrócić – innych piłkarzy Lecha też przecież jeszcze nie było.

Ale GKS dalej cisnął i wcisnął tę trzecią bramkę. Sektor gości znów był w euforii. I tutaj mam pretensje do naszych zawodników, że po minucie stracili znów gola. No nie można tak łatwo wypuszczać prowadzenia.

W końcówce też z jednej strony momentami było nieźle, nie broniliśmy się dramatycznie przez cały doliczony czas, potrafiliśmy oddalić, a Bartek miał nawet szansę na czwartego gola. Z drugiej strony – no muszę to powiedzieć, czasem niefrasobliwość Bartka może być brzemienna w skutkach, bo po zdarzają mu się ostatnio głupie straty, po których rywale przeprowadzają groźne kontry. Nasz pomocnik to ekstraklasowy artysta, ale czasem bym ten artyzm odłożył na rzecz rozwagi. Oczywiście Bartek nie byłby sobą, gdyby nie dał w tym meczu jakiejś liczby, a była to wspomniana asysta do Szkurina.

Swoją robotę zrobił też Rafał Strączek. Interwencja z końcówki pierwszej połowy, ale zwłaszcza dwie kapitalne obrony w doliczonym czasie gry drugiej, uchroniły nas przed fatalnymi nastrojami po końcowym gwizdku sędziego. Bo gdybyśmy strzelili w dwóch meczach na wyjeździe siedem bramek mocnym rywalom i oba te mecze przegrali, to przecież to byłby jakiś dramat. A tak, wywalczyliśmy zasłużony punkt na boisku Mistrza Polski.

Wspomnijmy oczywiście też o Sebastianie Milewski i Damianie Rasaku, bo wykonali oni znakomitą robotę w środku pola i w głównej mierze dzięki nim obraz gry wyglądał tak, jak wyglądał. Graliśmy pressingiem, wysoko, odbieraliśmy piłki. Potem  można było je rozgrywać. Dodam jeszcze, że jak raz na jakiś czas zacentruje w starym stylu Alan, to nie ma co zbierać. Piękna asysta do Emana. No i zadebiutował Marius Olsen i jak na debiut wyszło to całkiem, całkiem.

Pozostał niedosyt po tym meczu, bo jednak GKS trzykrotnie prowadził i trzy razy to prowadzenie tracił. Marzyliśmy o wielkim zwycięstwie, ale to się nie ziściło. Natomiast, jakkolwiek nie powiem, że porażka była wkalkulowana w tym meczu, to dopisany punkt jest lekkim bonusem do naszego dorobku ligowego.

Jednak patrząc długofalowo, ten mecz pokazał coś innego. Ten i w Częstochowie. Że GKS to już ekstraklasowa drużyna pełną gębą, ale do tego jeszcze być może taką z górnej połówki tabeli. Bo jechać sobie na takie wyjazdy i po prostu normalnie grać, prowadzić tę grę, być wysoko na boisku, to nie jest oczywistość. Są drużyny, które właśnie za podwójną gardą się chowają i czekają na 1-2 okazje w meczu do kontry. Pewnie czasem i tak trzeba zagrać. Ale GKS patrzy na silne i słabe strony przeciwników. Skoro Cracovia czy Lechia potrafiły Lecha zdominować przy Bułgarskiej, to nasi trenerzy wyszli pewnie z założenia, że czemu i my nie mamy.

Z drugiej strony w drugiej połowie Lech pokazał jednak ofensywną klasę. Kilka akcji rozegrali świetnych. My też mamy czasem trochę brak szczęścia, że jednak nasi przeciwnicy się budzą i zaczyna im wiele rzeczy wychodzić. Kolejorz uważam, że po przerwie był bardzo groźny. Zresztą te trzy bramki strzelił. Nie bez powodu.

Piękną mamy tę drużynę, szaloną, dającą tyle emocji. Mnóstwo radości po strzelonych bramkach, dużo wkurzenia po traconych. Nad tym drugim aspektem trzeba popracować. Ale z dwojga, wolę 3:3 czy 4:4, w których zespół gra pięknie, walczy, gryzie tę trawę i jest niezłomny, a przy okazji traci gole niż 1:1 czy 0:0 po bezbarwnym, słabym meczu.

Spójrzmy też na to tak – jeśli rywale są na tyle mocni, że potrafią nam strzelić trzy czy cztery bramki, to dobrze, że przynajmniej jesteśmy taką samą liczbą na to odpowiedzieć. Bo przecież moglibyśmy z Lechem przegrać 0:3, a z Rakowem 0:4. I odbiór byłby zgoła odmienny.

Ostatecznie rezultat tego „dwumeczu” jest dla nas minimalnie dobry. Odpadliśmy z Pucharu Polski i zanotowaliśmy „tylko” remis w meczu ligowym. Ale to „tylko”, to jednak bardzo dużo. Zwłaszcza patrząc, jak ten mecz wyglądał. Poza rezultatami liczą się inne rzeczy – te wspomniane powyżej.

Czekamy na Motor. Już w piątek kolejne wyzwanie, wracamy na Nową Bukową po dwóch tygodniach, choć patrząc na te dwa ostatnie mecze mamy wrażenie, że minął z miesiąc. GKS dostarcza emocji i niezapomnianych wrażeń. I o to nam wszystkim chodzi.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga