Siatkówka
Siatkarska krótka przesunięta – [6] – Trzecia wygrana w PlusLidze GKS-u nad Espadonem
STATYSTYKI MECZOWE GKS-u
Czas trwania spotkania – Mecz GKS-u z Espadonem trwał 124 minuty, z czego I set 25 min. – II set 27 min. – III set 28 min. – IV set 24 min. – V set 20 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 32: zagrywka 27, atak 3, siatka 0, inne 2.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 34: zagrywka 27, atak 4, siatka 0, inne 3.
Ilość zdobytych punktów – GKS 73: Butryn 20, Quiroga 17, Kapelus 11, Kohut 10, Komenda 6, Pietraszko 5, Krulicki 2, Witczak 1, Sobański 1.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 28: Butryn 9, Komenda 6, Quiroga 5, Kapelus 3, Krulicki 2, Kohut 2, Pietraszko 1.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 45: Quiroga 12, Butryn 11, Kapelus 8, Kohut 8, Pietraszko 4, Witczak 1, Sobański 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 26: Quiroga 10, Butryn 8, Kohut 7, Kapelus 5, Komenda 2, Krulicki -1, Mariański -1, Pietraszko -2, Sobański -2.
Ilość zagrywek – GKS 104: Butryn 23, Komenda 17, Quiroga 17, Kapelus 16, Pietraszko 14, Kohut 11, Krulicki 3, Sobański 2, Witczak 1.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 27: Butryn 6, Quiroga 5, Komenda 4, Kapelus 3, Pietraszko 3, Kohut 3, Krulicki 2, Witczak 1.
Ilość asów serwisowych – GKS 8: Komenda 2, Butryn 2, Quiroga 2, Kapelus 1, Pietraszko 1.
Ilość przyjęć – GKS 77: Quiroga 36, Kapelus 17, Mariański 17, Sobański 5, Krulicki 1, Pietraszko 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 6: Krulicki 1, Kapelus 1, Pietraszko 1, Mariański 1, Sobański 1, Quiroga 1.
Procent przyjęcia dokładnego (perfekcyjne oraz dobre) – GKS 53%: Kapelus 65%, Mariański 59%, Quiroga 50%, Sobański 40%, Krulicki 0%, Pietraszko 0%.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 25%: Mariański 35%, Quiroga 25%, Sobański 20%, Kapelus 18%, Krulicki 0%, Pietraszko 0%.
Ilość ataków – GKS 103: Butryn 29, Quiroga 26, Kapelus 23, Kohut 10, Pietraszko 7, Sobański 5, Witczak 2, Komenda 1.
Ilość błędów w ataku – GKS 4: Butryn 2, Pietraszko 1, Quiroga 1.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 10: Butryn 4, Kapelus 2, Pietraszko 2, Sobański 2.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 55: Butryn 18, Quiroga 14, Kapelus 9, Kohut 8, Pietraszko 3, Witczak 1, Komenda 1, Sobański 1.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 53%: Komenda 100%, Kohut 80%, Butryn 62%, Quiroga 54%, Witczak 50%, Pietraszko 43%, Kapelus 39%, Sobański 20%.
Ilość bloków punktowych – GKS 10: Komenda 3, Krulicki 2, Kohut 2, Kapelus 1, Pietraszko 1, Quiroga 1.
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 0:
Od początku GKS dobrze wszedł w ten mecz, osiągając 2-3 punktową przewagę (od 4:6 poprzez 7:10 do 16:17). Wtedy na krótko straciliśmy prowadzenie (18:17), by po świetnie rozegranej końcówce pozwolić gospodarzom na zdobycie zaledwie dwóch oczek, w tym jeden po błędzie własnym. Skuteczność w ataku GKS miał 61%, a Espadon 52% – w punktach zliczono 14:11. W asach i blokach też byliśmy lepsi wygrywając 5:2. Błędy własne GKS miał 7, a gospodarze 6. Przyjęcie również lepsze po naszej stronie – dokładne na poziomie 75% do 50%, a perfekcyjne na poziomie 19% do 28%. Punktowanie wziął na swe barki Butryn, zdobywając 8 oczek, przy 88% skuteczności w ataku!
Drugi set lepiej zaczął się dla szczecinian, bo od prowadzenia 4:2 i 5:4. Szybko GieKSa przejęła inicjatywę (6:9) i dzięki dobrej skuteczności w ataku, przewaga ta została utrzymana do samego końca. Mamy kryzysik był w połowie tego seta, gdy Espadon wyrównał wynik (15:15), ale równie szybko sytuacja została opanowana i set wygrany dość pewnie. Skuteczność w ataku GKS miał aż 63% przy 54% gospodarzy, punktowo wyszło 17:13. W asach i blokach tym razem posucha, remis 2:2. W błędach własnych również był remis 6:6. Przyjęcie się bardzie wyrównało – dokładne na poziomie 53% do 50%, a perfekcyjne na poziomie 18% do 30%. Punktowanie tym razem się bardziej rozłożyło – Butryn 5 oczek (83%!), Quiroga 5 oczek (71%) i Kohut 4 oczka (75%).
Trzecią partię Espadon rozpoczął od prowadzenia 3:0, ale prawie od razu wyszliśmy na prowadzenie 4:5 i trwała zacięta walka „punkt za punkt” aż do stanu 13:14. Wtedy trafił się słabszy okres gry, podsumowany ostrą reprymendą trenera Gruszki na przerwie na żądanie. Mieliśmy problemy ze skończeniem własnych ataków i gospodarze prowadzili już 19:15. Katowiczanie nie poddawali się jednak i gdy udało się dojść rywali na jeden punkt (24:23), to Karol Butryn przestrzelił zagrywkę, posyłając piłkę daleko w aut. Gdybyśmy nie psuli aż tylu serwisów (razem było ich 7), to wynik mógł być odwrotny i mecz w tym momencie zakończony. Skuteczność w ataku się wyrównała – GKS 59%, a Espadon 60% – ale w punktach lepsi minimalnie rywale 10:12. W asach i blokach odrobiliśmy jeden punkt straty, bo było 5:4. W błędach własnych też można było zmienić ten wynik – GKS miał ich 9, a szczecinianie 8. Przyjęcie nam spadło – dokładne na poziomie 42% do 63%, a perfekcyjne na poziomie 26% do 25%. Punkty próbował zdobywać praktycznie tylko Quiroga – 5 oczek, w tym 3 atakiem plus 2 asy.
Czwarty set był bardzo słaby w wykonaniu naszej drużyny. Od początku praktycznie mieliśmy ogromne problemy ze skończeniem własnych ataków, wystarczy podać, że w całej tej partii zdobyliśmy atakiem raptem… 4 punkty! Mimo takich problemów, choć gospodarze od początku prowadzili, to jeszcze w środku tego seta mieliśmy… remis 16:16! Espadon „trzymał” nas z wynikiem dzięki aż 7 zepsutym zagrywkom! Niestety od tego stanu, zagraliśmy końcówkę katastrofalnie słabo, zdobywając jeden punkt i to po kolejnej zepsutej zagrywce szczecinian! Dlatego nie mogą dziwić „liczby” tej partii. Skuteczność ataku – GKS zaledwie 27%, przy 54% Espadonu – w punktach podliczono 4:13! W asach i blokach też przegraliśmy 5:7. Łącznie punktacja po własnych skończonych akcjach wyniosła 9:20, to kompromitujący wynik GKS-u! Błędy własne – GKS 5, a gospodarze 8, wszystkie z serwisu, jak podałem wyżej! Przyjęcie również mieliśmy słabsze – dokładne na poziomie 31% do 40%, a perfekcyjne na poziomie 19% do 27%. Za punktowanie, po tak słabym wyniku, to oczywiście niema kogo wyróżnić.
Na całe szczęście nasza drużyna w porę obudziła się z tego letargu niemocy w ataku, który tym razem dopadł szczecinian. Od początku objęliśmy prowadzenie, nie oddając go ani na chwilę, a gra wyglądała znacznie lepiej. I gdyby nie zbyt duża ilość błędów na zagrywce, bo aż 6 przy 14 wykonanych, to wynik mógł być o wiele korzystniejszy. Zepsute zagrywki to prawdziwa zmora GKS-u w tym sezonie, w 6 rozegranych meczach mieliśmy już ich aż 109. „Lepsi” w tym elemencie są tylko gracze Czarnych Radom (114 błędów). Wracając do licz z tie-breaka. Skuteczność była na poziomie 48% GKS-u i 40% Espadonu, a w punktach wyliczono 10:4! Obie ekipy miały tylko po jednym bloku. W błędach własnych GieKSa miała ich aż 7, przy tylko 4 gospodarzy. Przyjęcie obie drużyny miały bardzo dobre – dokładne na poziomie 78% do 63%, a perfekcyjne na poziomie 56% do 25%. Punktowanie rozłożyło się równo na czterech siatkarzy: Butryna, Kapelusa, Quirogę i Kohuta.
Całościowo patrząc to GKS zagrał dobrze, a miejscami i bardzo dobrze w zwycięskich setach. Szkoda trzeciej partii, gdzie mimo zbyt dużej ilości zepsutych zagrywek, przy troszkę lepszym ataku, mogliśmy spokojnie „zamknąć” ten mecz w tym momencie i zdobyć trzy punkty meczowe. O czwartej partii należy jak najszybciej zapomnieć i tyle. Ogólnie skuteczność w ataku GKS miał na poziomie 53% przy 54% Espadonu – w punktach podliczono 55:53. Asów serwisowych mieliśmy więcej, bo 8:6, a w blokach punktowych był remis po 10. Łącznie po skończeniu własnych akcji wyliczono wynik 73:69. Błędy własne – GKS 34 (w tym aż 27 w zagrywce), a Espadon 32 (co ciekawe też 27 w zagrywce). Przyjęcie na równym poziomie – dokładne na poziomie 53% do 52%, a perfekcyjne na poziomie 25% do 27%. Za zdobywanie punktów trzeba wyróżnić Gonzalo Quirogę – 17 oczek (w tym 14 w ataku) – gdy najczęściej kończył trudne piłki. MVP został wybrany Karol Butryn zdobywca 20 punktów, który na 29 ataków skończył 18 (62%), przy 2 popełniając błąd, a przy 4 został zablokowany. Do tego najczęściej zagrywał, 23 razy, posyłając 2 asy i popełniając 6 błędów serwisowych.
ŁĄCZNE STATYSTYKI MECZOWE GKS-u – po 6 meczach (23 sety)
Bilans meczów łącznie – 4:2 – Bilans punktów – 11:7 – Bilans setów – 14:9 – Bilans małych punktów – 530:502
Bilans meczów „u siebie” – 1:1 – Bilans punktów – 3:3 – Bilans setów – 4:3 – Bilans małych punktów – 173:170
Bilans meczów „na wyjeździe” – 3:1 – Bilans punktów – 8:4 – Bilans setów 10:6 – Bilans małych punktów – 357:332
Rozegrane mecze – 6: Witczak, Komenda, Butryn, Kapelus, Pietraszko, Kohut, Stelmach, Quiroga, 5: Fijałek, Mariański, 4: Stańczak, Krulicki, 3: Kalembka, Sobański
Rozegrane sety – 23: Kapelus, Quiroga, 22: Komenda, Butryn, 21: Pietraszko, 20: Kohut, 15: Mariański, 14: Stańczak, Witczak, Fijałek, 12: Stelmach, 8: Krulicki, 6: Sobański, 5: Kalembka,
Widzów na meczach GKS-u – „u siebie” / „na wyjeździe” – 2300:6140
Czas trwania spotkań – Mecze GKS-u trwały 597 minut, z czego I set 145 min. – II set 155 min. – III set 167 min. – IV set 110 min. – V set 20 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 162: zagrywka 99, atak 40, siatka 10, inne 13.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 154: zagrywka 109, atak 27, siatka 8, inne 10.
Ilość zdobytych punktów – GKS 368: Butryn 79, Quiroga 73, Kapelus 66, Pietraszko 52, Kohut 40, Komenda 22, Witczak 15, Sobański 8, Krulicki 8, Kalembka 2, Stelmach 2, Fijałek 1.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 140: Butryn 31, Kapelus 23, Quiroga 23, Pietraszko 19, Komenda 17, Kohut 13, Witczak 6, Krulicki 4, Sobański 3, Stelmach 1.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 228: Quiroga 50, Butryn 48, Kapelus 43, Pietraszko 33, Kohut 27, Witczak 9, Komenda 5, Sobański 5, Krulicki 4, Kalembka 2, Fijałek 1, Stelmach 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 160: Quiroga 39, Butryn 35, Kapelus 33, Pietraszko 26, Kohut 25, Witczak 4, Komenda 4, Krulicki 2, Stelmach 2, Kalembka 1, Sobański -2, Fijałek -2, Mariański -3, Stańczak -4.
Ilość zagrywek – GKS 527: Quiroga 89, Butryn 83, Komenda 82, Pietraszko 75, Kapelus 74, Kohut 59, Witczak 24, Krulicki 17, Fijałek 8, Sobański 8, Kalembka 7, Stelmach 1.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 109: Pietraszko 21, Kapelus 16, Komenda 16, Butryn 16, Kohut 13, Quiroga 12, Krulicki 5, Witczak 4, Sobański 3, Fijałek 2, Kalembka 1.
Ilość asów serwisowych – GKS 33: Komenda 7, Quiroga 6, Pietraszko 5, Butryn 5, Witczak 3, Kapelus 3, Kohut 2, Krulicki 2.
Ilość przyjęć – GKS 406: Kapelus 137, Quiroga 136, Stańczak 54, Mariański 50, Sobański 14, Kalembka 3, Kohut 3, Pietraszko 3, Komenda 2, Krulicki 2, Stelmach 1, Fijałek 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 25: Quiroga 8, Kapelus 5, Stańczak 4, Mariański 3, Sobański 2, Fijałek 1, Krulicki 1, Pietraszko 1.
Przyjęcie negatywne – GKS 83: Kapelus 28, Quiroga 26, Stańczak 10, Mariański 10, Sobański 5, Komenda 1, Kalembka 1, Pietraszko 1, Kohut 1.
Przyjęcie perfekcyjne – GKS 106: Kapelus 33, Quiroga 33, Mariański 21, Stańczak 12, Sobański 3, Krulicki 1, Pietraszko 1, Stelmach 1, Kohut 1.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 26%: Stelmach 100%, Krulicki 50%, Mariański 42%, Pietraszko 33%, Kohut 33%, Kapelus 24%, Quiroga 24%, Stańczak 22%, Sobański 21%, Komenda 0%, Fijałek 0%, Kalembka 0%,
Ilość ataków – GKS 588: Quiroga 150, Butryn 148, Kapelus 121, Pietraszko 49, Kohut 46, Witczak 31, Sobański 17, Komenda 12, Krulicki 8, Kalembka 3, Stelmach 2, Fijałek 1.
Ilość błędów w ataku – GKS 27: Butryn 13, Quiroga 7, Kapelus 3, Witczak 3, Pietraszko 1.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 47: Butryn 15, Kapelus 9, Quiroga 7, Sobański 5, Witczak 4, Pietraszko 3, Kohut 2, Komenda 2.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 287: Butryn 70, Quiroga 64, Kapelus 60, Pietraszko 32, Kohut 31, Witczak 9, Sobański 7, Komenda 5, Krulicki 4, Stelmach 2, Kalembka 2, Fijałek 1.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 49%: Fijałek 100%, Stelmach 100%, Kalembka 67%, Kohut 67%, Pietraszko 65%, Kapelus 50%, Krulicki 50%, Butryn 47%, Quiroga 43%, Komenda 42%, Sobański 41%, Witczak 29%,
Ilość bloków punktowych – GKS 48: Pietraszko 15, Komenda 10, Kohut 7, Butryn 4, Witczak 3, Kapelus 3, Quiroga 3, Krulicki 2, Sobański 1.
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 8: Quiroga 2, Pietraszko 2, Kohut 1, Butryn 1, Kapelus 1, Kalembka 1.
MVP – GKS 4: Komenda 2, Butryn 1, Mariański 1.
Piłka nożna
Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą
Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).
Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).
W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.
Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.
We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.
W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.
Felietony Piłka nożna
„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”
Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.
Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.
I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…
Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.
Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.
Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.
Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.
Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.
Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.
Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.
Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.
Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.
Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.
I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!
Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.
Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.
Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.
Wesołych Świąt!
PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.
Piłka nożna
Górak: Powrót króla na złote miejsce
Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.
Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.
Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak: Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.
Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak: To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.
Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.
Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.
Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak: Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.
Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak: Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.
Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak: Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.
Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.
Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak: Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.
Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.
Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.
Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.


Najnowsze komentarze