Dołącz do nas

Siatkówka

Siatkarska krótka przesunięta – Kiepski mecz w wykonaniu siatkarzy GKS-u w Warszawie

Avatar photo

Opublikowany

dnia

STATYSTYKI MECZOWE GKS-u

Czas trwania spotkania – Mecz GKS-u z Politechniką trwał 89 minut, z czego I set 28 min. – II set 26 min. – III set 35 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 22

Ilość zdobytych punktów – GKS 43: Butryn 9, Kapelus 7, Van Walle 7, Krulicki 5, Pietraszko 5, Kalembka 3, Falaschi 2, Błoński 2, Sobański 2, Fijałek 1.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 14: Van Walle 3, Butryn 2, Kapelus 2, Kalembka 2, Krulicki 1, Falaschi 1, Błoński 1, Pietraszko 1, Fijałek 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 12: Butryn 6, Krulicki 5, Kapelus 4, Pietraszko 4, Falaschi 1, Van Walle 1, Kalembka -2, Błoński -3, Sobański -4.

Ilość zagrywek – GKS 66: Kapelus 10, Kalembka 10, Butryn 8, Falaschi 7, Błoński 6, Pietraszko 6, Sobański 6, Van Walle 5, Krulicki 4, Fijałek 2, Stelmach 2.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 13: Kalembka 3, Van Walle 3, Błoński 2, Sobański 2, Falaschi 1, Pietraszko 1, Fijałek 1.
Ilość asów serwisowych – GKS 5:  Kapelus 2, Kalembka 1, Pietraszko 1, Van Walle 1.

Ilość przyjęć – GKS 67: Sobański 26, Mariański 13, Kapelus 11, Błoński 8, Kalembka 5, Stelmach 4.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 1:  Kapelus 1.
Procent przyjęcia dokładnego (perfekcyjne oraz dobre) – GKS 52%: Stelmach 75%, Kapelus 64%, Mariański 62%, Kalembka 60%, Błoński 50%, Sobański 38%.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 28%: Kapelus 45%, Kalembka 40%, Mariański 38%, Błoński 25%, Sobański 19%, Stelmach 0%.

Ilość ataków – GKS 97: Butryn 21, Van Walle 19, Kapelus 17, Sobański 15, Błoński 8, Kalembka 8, Krulicki 4, Pietraszko 4, Stelmach 1.
Ilość błędów w ataku – GKS 10: Butryn 3, Van Walle 2, Sobański 2, Błoński 1, Kapelus 1, Kalembka 1.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 7: Błoński 2, Sobański 2, Kapelus 1, Kalembka 1, Van Walle 1.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 32: Butryn 9, Van Walle 6, Kapelus 5, Krulicki 4, Pietraszko 3, Błoński 2, Sobański 2, Kalembka 1.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 33%: Krulicki 100%, Pietraszko 75%, Butryn 43%, Van Walle 32%, Kapelus 29%, Błoński 25%, Kalembka 13%, Sobański 13%, Stelmach 0%.

Ilość bloków punktowych – GKS 6: Falaschi 2, Krulicki 1, Kalembka 1, Pietraszko 1, Fijałek 1.

 

Pierwszy set GKS zaczął z Van Walle, Pietraszko oraz Błońskim w składzie i od początku katowiczanie nie mogli złapać odpowiedniego rytmu gry, co od razu przełożyło się na niekorzystny wynik. Zaczęło się od prowadzenia Politechniki 3:0 i do stanu 13:11 nasi siatkarze nie potrafili zniwelować tej straty. W tym momencie utknęliśmy w jednym ustawieniu i gospodarze zdobyli aż 6 punktów z rzędu (19:11), co ustawiło przebieg końcówki seta. Skuteczność w ataku była procentowa o wiele lepsza dla warszawian – GKS miał 36%, a Politechnika 48% – ale nie miało to dużego przełożenia na wynik punktowy, bo tylko 10:12 na korzyść Inżynierów. W asach i blokach mieliśmy przewagę – 5:2, czyli po własnych akcjach wygraliśmy punktację 15:14! Seta przegraliśmy błędami własnymi – GKS miał aż 11 (w tym 6 w zagrywce i 5 w ataku) przy tylko 4 błędach na zagrywce Politechniki. Przyjęcie dokładne lepsze, ale perfekcyjne słabsze, tak to „dziwnie” wyglądało w tym secie – dokładne na poziomie 43% do 38%, a perfekcyjne na poziomie 19% do 38%. W ataku starał się „trzymać” wynik Belg Van Walle, który zdobył 7 punktów, przy 46% skuteczności.

Drugą partię zaczęliśmy w takim samym składzie osobowym i skończyliśmy z podobnym skutkiem. Politechnika już na początku odskoczyła z wynikiem (4:1) i przy stanie 4:3 znów utknęliśmy w jednym ustawieniu i gospodarze ponownie zdobyli aż 6 punktów z rzędu (10:3). Katowiczanie fatalnie spisywali się w ataku, a bez tego elementu trudno marzyć o odrabianiu strat punktowych. Po asie serwisowym Kapelusa udało się dojść rywali na dwa oczka straty (16:14) i to wszystko na co było stać w tym secie naszych siatkarzy. Skuteczność w ataku była bardzo słaba w naszym zespole – GKS miał zaledwie 25% (na 28 ataków skończonych zaledwie 7 piłek!), a Politechnika 55% – w punktach wyliczono 7:17, katastrofalny wynik! W asach i blokach był remis po 3, więc w sumie po własnych akcjach przegraliśmy z gospodarzami aż 10:20! Błędy własne, tym razem lepiej po naszej stronie – GKS tylko 5, a Politechnika 10 – ale to nie mogło zatrzeć fatalnego wyniku z ataku. Przyjęcie zdecydowanie lepsze w GKS-ie – dokładne na poziomie 68% do 32%, a perfekcyjne na poziomie 35% do 24% – ale nijak nie miało to przełożenia na wynik tej partii. Przy zdobyciu zaledwie 10 punktów w secie, trudno kogokolwiek wyróżnić za grę.

 

W trzecim secie Piotr Gruszka powrócił do podstawowej szóstki siatkarzy, czyli wystawił znów Butryna, Krulickiego oraz Kapelusa i miało to przełożenie na bardziej wyrównanego seta. Mimo tych zmian, Politechnika znów na początku odskoczyła z wynikiem (7:3) i ponownie katowiczanie musieli odrabiać straty. Udało się nawet na chwilę wyjść na prowadzenie (13:14), ale gospodarze szybko wrócili do swej przewagi dwu lub trzypunktowej (18:16 i 22:19) i mieli nawet dwie piłki meczowe (24:22) których nie wykorzystali. Koniec końców Inżynierowie zamknęli mecz przy piątej piłce meczowej. Skuteczność w ataku procentowo słabsza – GKS miał 37%, a Politechnika 45% – ale wynikowo wyszliśmy na malutki plus 15:14. W asach i blokach znów remis po 3, więc po własnych akcjach wygraliśmy punktację 18:17! Jak łatwo się domyśleć set został przegrany błędami własnymi – GKS 11, Politechnika 8 – choć mimo wszystko większe znaczenie miała słabsza skuteczność w  ataku. Przyjęcie ponownie lepsze w naszym zespole – dokładne na poziomie 48% do 17%, a perfekcyjne na poziomie 33% do 13% – ale znów nie miało to przełożenia na skuteczność naszego ataku. Atak starali się trzymać Butryn (7 oczek) oraz Krulicki (5 oczek).

Ogólnie wyszedł bardzo przeciętny występ katowiczan, wystarczy wspomnieć, że GKS prowadził w tym meczu tylko dwa razy! a miało to miejsce w trzecim secie przy wynikach 0:1 oraz 13:14. Zmiana podstawowych (trzech) szóstkowiczów pokazała w pierwszych dwóch setach sporą różnicę w poziomie gry, choć powrót do podstawowego składu w ostatniej partii, przy trochę lepszej grze, nie przełożył się na jej wygranie. Skuteczność w ataku w całym spotkaniu była bardzo słaba – GKS miał 33%, a Politechnika 49% – w punktach wyszło 32:43 na naszą niekorzyść, to spora różnica jak na trzysetowe spotkanie. W asach serwisowych 5:1 dla GKS-u, a w blokach punktowych 6:7. Łącznie punktacja po skończeniu własnych akcji to 43:51 na korzyść Inżynierów. Błędy własne – GKS aż 27, przy 22 Politechniki – podarowanie za darmo jednego seta rywalom to zdecydowanie za dużo w tak krótkim spotkaniu. Przyjęcie o dziwo lepsze w naszym zespole – dokładne na poziomie 52% do 28%, a perfekcyjne na poziomie 28% do 23% – ale nie miało to żadnego przełożenia na końcowy wynik, co w siatkówce zdarza się dość często. Najwięcej punktów w naszym zespole zdobył Butryn, ale tylko 9, grając praktycznie dwa pełne sety (od stanu 9:3 w drugiej partii), przy skuteczności 43%. Nie wykorzystał swej szansy Van Walle (7 oczek przy 32% skuteczności) to przeciętny wynik. Po takim spotkaniu trudno kogokolwiek wyróżnić. Teraz czekają nas dwa kolejne mecze w tym samym przeciwnikiem i aby myśleć o wygraniu i zajęciu 9 lokaty na koniec sezonu, trzeba wrócić do swej normalnej dyspozycji, zaprezentowanej w kilku ostatnich meczach.

 

ŁĄCZNE STATYSTYKI MECZOWE GKS-u – po 30 meczach  (119 setów)

Czas trwania spotkań – Mecze GKS-u z trwały 3078 minut, z czego I set 792 min. – II set 788 min. – III set 808 min. – IV set 466 min. – V set 224 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 778: zagrywka 477, atak 195, siatka + inne 106.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 789: zagrywka 483, atak 221, siatka 29, inne 56.

Ilość zdobytych punktów – GKS 1839: Butryn 460, Kapelus 365, Sobański 252, Kalembka 198, Krulicki 183, Van Walle 156, Błoński 91, Pietraszko 64, Falaschi 46, Fijałek 13, Stelmach 11.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 617: Butryn 154, Kapelus 96, Kalembka 85, Sobański 76, Krulicki 67, Van Walle 42, Błoński 36, Pietraszko 24, Falaschi 21, Fijałek 9, Stelmach 7.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 1222: Butryn 306, Kapelus 269, Sobański 176, Krulicki 116, Van Walle 114, Kalembka 113, Błoński 55, Pietraszko 40, Falaschi 25, Fijałek 4, Stelmach 4.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 738: Butryn 243, Kapelus 187, Krulicki 105, Van Walle 79, Kalembka 71, Sobański 53, Falaschi 16, Pietraszko 15, Błoński 9, Stelmach 4, Fijałek -3, Mariański -16, Stańczak -25.

Ilość zagrywek – GKS 2623: Kalembka 395, Kapelus 355, Krulicki 352, Butryn 342, Sobański 332, Falaschi 307, Van Walle 162, Pietraszko 147, Błoński 136, Fijałek 72, Stelmach 23.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 483: Kalembka 91, Sobański 73, Butryn 71, Krulicki 51, Pietraszko 43, Kapelus 40, Błoński 38, Van Walle 31, Falaschi 26, Fijałek 15, Stelmach 4.
Ilość asów serwisowych – GKS 159: Butryn 35, Kalembka 28, Sobański 22, Kapelus 22, Krulicki 11, Van Walle 11, Pietraszko 11, Błoński 9, Falaschi 7, Fijałek 2, Stelmach 1.

Ilość przyjęć – GKS 2192: Sobański 698, Kapelus 602, Stańczak 307, Mariański 257, Błoński 244, Stelmach 29, Kalembka 17, Krulicki 14, Falaschi 10, Pietraszko 7, Butryn 5, Fijałek 2.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 141: Sobański 46, Kapelus 35, Stańczak 25, Mariański 16, Błoński 11, Falaschi 3, Krulicki 2, Kalembka 1, Butryn 1, Stelmach 1.
Przyjęcie negatywne – GKS 558: Sobański 199, Kapelus 146, Stańczak 74, Błoński 62, Mariański 54, Stelmach 9, Falaschi 5, Krulicki 4, Kalembka 2, Butryn 1, Pietraszko 1, Fijałek 1.
Przyjęcie perfekcyjne – GKS 440: Sobański 150, Kapelus 100, Mariański 75, Stańczak 66, Błoński 39, Kalembka 4, Krulicki 3, Stelmach 3.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 20%: Mariański 29%, Kalembka 24%, Sobański 21%, Stańczak 21%, Krulicki 21%, Kapelus 17%, Błoński 16%, Stelmach 10%, Butryn 0%, Falaschi 0%, Pietraszko 0%, Fijałek 0%.

Ilość ataków – GKS 3084: Butryn 786, Kapelus 740, Sobański 514, Van Walle 312, Kalembka 224, Krulicki 208, Błoński 185, Pietraszko 58, Falaschi 40, Stelmach 13, Fijałek 4.
Ilość błędów w ataku – GKS 221: Butryn 69, Kapelus 44, Sobański 35, Kalembka 21, Van Walle 19, Błoński 16, Krulicki 12, Pietraszko 5.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 256: Butryn 76, Kapelus 59, Sobański 45, Van Walle 27, Błoński 17, Kalembka 14, Krulicki 13, Stelmach 2, Pietraszko 1, Fijałek 1, Falaschi 1.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 1396: Butryn 377, Kapelus 313, Sobański 203, Van Walle 135, Krulicki 114, Kalembka 112, Błoński 75, Pietraszko 41, Falaschi 19, Stelmach 5, Fijałek 2.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 45%: Pietraszko 71%, Krulicki 55%, Kalembka 50%, Fijałek 50%, Falaschi 48%, Butryn 48%, Van Walle 43%, Kapelus 42%, Błoński 41%, Sobański 39%, Stelmach 38%.

Ilość bloków punktowych – GKS 284: Kalembka 58, Krulicki 58, Butryn 48, Kapelus 30, Sobański 27, Falaschi 20, Pietraszko 12, Van Walle 10, Fijałek 9, Błoński 7, Stelmach 5.
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 29: Sobański 6, Krulicki 6, Kalembka 5, Błoński 4, Butryn 3, Pietraszko 2, Falaschi 1, Van Walle 1, Stelmach 1.
MVP – GKS 13: Butryn 4, Kapelus 4, Sobański 2, Błoński 1, Kalembka 1, Falaschi 1.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).

Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).

W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.

Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.

We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.

W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.

Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.

I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…

Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.

Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.

Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.

Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.

Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.

Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.

Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.

Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.

Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.

Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.

I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!

Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.

Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.

Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.

Wesołych Świąt!

PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.

Kontynuuj czytanie

Felietony Hokej

Czy możemy narzekać na najlepszą drużynę ostatnich pięciu lat?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Piąty finał z rzędu. Dwa mistrzostwa Polski – tyle samo co teraz GKS Tychy, których jednak w tym okresie dwukrotnie zabrakło w finale. Dwa finały przegrane w dopiero w siódmym meczu. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że za ostatnie 5 lat to drużyna Jacka Płachty była najlepszą drużyną w Polsce, a jednak coraz ciężej o optymizm, gdy mowa o hokejowej GieKSie.

Po dwóch mistrzostwach Polski, gdzie w obu przypadkach w finale byliśmy wręcz perfekcyjni pod każdym względem, przyszła porażka z Unią w dogrywce meczu nr 7 – tak minimalna, jak tylko może być, a przecież już po piątym meczu byliśmy o krok od kolejnego złota. Rok temu z kolei już po 4 meczach Tyszanie w każdym kolejnym mogli odnieść ostateczny triumf i choć pogoń za wynikiem, a nawet wyjście na prowadzenie na początku decydującego starcia dały nam mnóstwo emocji, to był to jednak kolejny krok w tył względem poprzedniego sezonu, a jak wyglądał finał w tym roku – każdy wie.

Nikt w tej lidze nie lubi GKS-u Katowice… i ma to swoje dobre strony. Brak sympatii ze strony kibiców Tychów, Sosnowca czy Oświęcimia jest oczywisty i jest to odwzajemnione i te animozje dodają emocji, a to dla emocji śledzimy sport. Idzie za tym jednak coś więcej – oprócz zdobycia mistrzostwa Polski, pobocznym celem każdej z tych drużyn jest pokonanie GKS-u. Poza krakowską Cracovią, gdzie nie zapowiada się, by w najbliższych latach mieli wrócić do walki o najwyższe cele, Katowice to zdecydowanie największe i najbardziej rozpoznawalne miasto ligi i każde mniejsze miasto tym bardziej chce udowodnić swoją wyższość na lodzie. Naszą reakcją na to jest… wyznaczenie top-4 jako celu na sezon. W lidze, gdzie są 4 drużyny mające pieniądze, by móc realistycznie walczyć o coś więcej, niż przetrwanie.

Końcowy wynik to jednak nie wszystko, czego kibice potrzebują – potrzebujemy czuć, że klub ,,gdzieś” zmierza, potrzebujemy również małych powodów do ekscytacji, a także potrzebujemy, by ludzie pracujący w klubie pokazali nam, że to oni się lepiej znają na hokeju i ,,zamknęli nam mordę”. Tak jak mordę zamyka nam sekcja piłkarska, tak jak 3 lata temu zrobił to Teemu Pulkkinen, tak tym razem dosłownie każda obawa kibiców znalazła potwierdzenie. Każdy czuł, że siedmiu obrońców to za mało, każdy widział, że brakuje nam ofensywnie usposobionego defensora, każdy wiedział, że mamy problem z przewagami i naprawdę ciężko uwierzyć, że ludzie, którzy dali nam dwa mistrzostwa Polski mieliby się z tym nie zgodzić. Gdzie więc była na to reakcja?

Jedną z najważniejszych cech naszych mistrzowskich ekip był głód. Oczywiście było też wtedy grono doświadczonych Polaków, a nawet przewinęło się też kilku doświadczonych obcokrajowców i nie chcę brzmieć, jakbym myślał, że teraz ktoś nie chciał zdobyć mistrzostwa, bo nie wątpię, że wszyscy chcieli, ale czegoś w porównaniu do ekipy sprzed 3 i 4 lat ewidentnie brakowało. Sami zboczyliśmy z drogi, która działała. W Tychach pałeczkę po doświadczonym Komorskim przejmują Łyszczarczyk czy Paś, którzy spokojnie mają pewnie z 7-8 lat grania przed sobą. U nas wydaje się zawiodło przekazanie pałeczki w obronie po pożegnaniu się z Kruczkiem czy Wajdą, a teraz czeka nas to w ofensywie. Są oczywiście bracia Hofman, gdzie oglądanie ich rozwoju było jednym z przyjemniejszych elementów tego sezonu i głęboko wierzę, że będą liderami na lata nie tylko GKS-u, ale i reprezentacji… ale co jeśli okaże się, że jednak są to gracze jedynie na 3 formację i 20 punktów w sezonie? Te przekazanie pałeczki zdecydowanie nie jest tu tak płynne i naturalne, a przecież tyle lat pracy jednego trenera i dyrektora w połączeniu ze stabilnym finansowaniem z miasta to powinny być wręcz idealne warunki do takiej długofalowej pracy.

Praktycznie co roku przykro kibicom GieKSy czyta się o nowych kontraktach, transferach i negocjacjach już nawet w trakcie play-offów, gdzie my na pierwsze wieści czekamy zazwyczaj aż skończą się hokejowe mistrzostwa świata. I niby zawsze ostatecznie jakoś to nadrabialiśmy, bo 5 razy z rzędu w finale nie byliśmy przypadkowo, ale nie wierzę, że na tym czekaniu nie tracimy, a teraz już z całą pewnością można powiedzieć, że zeszłoroczna przerwa między sezonami była w naszym wykonaniu po prostu słaba. Nie ma w tym gronie żadnego zawodnika, którego będzie warto wspominać po latach. Kibice potrzebują zawodników z charakterystycznymi cechami – jeszcze długo będziemy pamiętać szaleństwo w oczach i uśmiechu Erikssona, umiejętność wejścia na wyższy poziom w kluczowych momentach Lehtonena, huknięcie Hudsona, technikę Koponena czy ,,nienormalność” Murray’a, a jak pokazują wyniki – nie tylko kibice potrzebują takich zawodników, ale klub też. Hokej nie jest sportem dla normalnych. Gdy 3 lata temu przyszedłem na pierwszy przedsezonowy sparing – od pierwszego kontaktu z krążkiem było widać, że Koponen to Pan Hokeista. Nie chcę wytykać palcem hokeistów, bo myślę, że oni są najmniej temu winni, ale aktualnie większość naszej kadry to hokeiści po prostu przyzwoici… i tyle. Przyzwoitością nie wygrywa się mistrzostwa.

Nie wiem, co by się musiało stać, bym o kimkolwiek, kto miał swoją zasługę w zdobyciu dwóch mistrzostw Polski myślał za kilka lat w sposób negatywny, począwszy od dyrektora sportowego, przez trenera i na zawodnikach kończąc. Ilu błędów by nie popełniono w tym sezonie i ilu potencjalnie nie popełni się jeszcze w przyszłości – za ten pierwszy wielki sukces GKS-u, jaki miałem okazję doświadczyć w życiu, trener Płachta może mieć w Katowicach własną ulicę, a odwieszenie łyżew na kołek przez Grzegorza Pasiuta powinno być jednoznaczne z powieszeniem numeru 18 w Satelicie, a może i nawet na to samo zasługują Bartosz Fraszko czy ,,Nasz Warszawiak” Mateusz Bepierszcz. Czy aktualnie nasze finanse pozwalają na stworzenie równorzędnej rywalizacji z Tychami, ale czego by tu wcześniej nie osiągnięto – teraz także potrzebuję widzieć, że klub ma obrany właściwy kierunek i do tego kierunku dąży. Może trzeba jasno powiedzieć, że jeśli właściciel nie chce kroku do przodu, bo przy świetnej postawie piłkarzy już nie potrzebuje ,,tematu zastępczego”, to wykonujemy krok w tył i odmładzamy skład?

Zdobytymi mistrzostwami klub poniekąd wydał na siebie ,,wyrok” – zupełnie inaczej cieszyło srebro drużyny Toma Coolena, gdy zaledwie 2 lata wcześniej nie było hokeja w Katowicach, a 3 lata wcześniej bohaterem kibiców w Satelicie był Maros Goga. Teraz już wszyscy wiemy, jak to jest być na szczycie – i chcemy tego znów, jednak tak jak pisałem wyżej, końcowy wynik to nie jedyny sposób na usatysfakcjonowanie kibiców, tymczasem w tym sezonie mimo wszystko tylko on się zgadza, bo jednak finał to jest w pewnym stopniu sukces, ale czy z obecnie obranym kursem ten finał będzie także za rok?

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga